Witam Was kobiety..Jakiś czas temu zajrzałam na to forum i zauważyłam że nie jestem sama:( chciałam sie wygadać, podzielić swoimi przeżyciami bo prawdę mówiąc liczę na jakieś wsparcie. Mam problem, mianowicie nie mogę zapomnieć o swoim byłym chłopaku:P Poznaliśmy się jakieś 4 lata temu,a od ponad roku byliśmy para. Mamy wspólnych znajomych toteż wiedzieliśmy sporo o sobie. On był ode mnie młodszy i to o cale 3 lata ( ja mam 21) ale zaimponował mi bo nie zachowywał się jak gówniarz tylko jak dojrzały facet i tym mnie ujął. Wydawał mi się inny od moich pozostałych byłych parterów którzy mimo ze byli starsi,wcale rozumem nie grzeszyli. Na początku było jak w bajce, wszystko się układało. Nie mogliśmy się sobą nacieszyć,często się widywaliśmy choćby na moment. Rozumieliśmy się bez słowa, nie kłóciliśmy, zawsze starliśmy się dbać o siebie nawzajem. Planowaliśmy wspólna przyszłość, mieliśmy się pobrać gdy on skończy szkole. Dostałam prace w mieście w którym on mieszkał wiec nie namyślając się długo przeprowadziłam się tam by być bliżej niego. Na początku było super, miałam dobrze płatna prace i jego u boku. Potem nieoczekiwanie starcilam prace i zainteresowanie faceta;/ Byłam w niego tak zapatrzona, chciałam zrobić dla niego wszystko, starałam sie zapewnić nam już jakiś start jako ze byłam starsza i bardziej odpowiedzialna. Jakiś czas nie miałam pracy,on mi pomagał i wiem ze się starał,dbał o mnie. Ale im bardziej potrzebowałam jego pomocy i wsparcia tym bardziej ociekał ode mnie. Wykręcał się praca, brakiem czasu,ze ma dużo obowiązków i ze nie wyrabia się ze wszystkim. Rozumiałam to i szanowałam, ale dowiedziałam się od znajomych ze on mnie oszukuje. Mówił ze robi coś innego a tak naprawdę byl gdzie indziej. Nie były to poważne rzeczy,np spotykanie się z kolegami zamiast ze mną mimo że byliśmy wcześniej umówieni. Na moje spokojne zapytanie czemu mnie okłamał, odpowiadał ze to nie jest tak, ze on kłamie,tylko ze nie mówi mi wszystkiego żebym nie krzyczała. Ja jestem chyba ostatnia osoba która by krzyczała i robiła awantury. Zawsze starałam się ugodowo podejść do problemu. Byłam wyrozumiała, przymykałam oko na błędy, prawie nie widziałam jego wad mimo ze o nich doskonale wiedziałam. Bardzo potrzebowałam go gdy miałam problem,byłam sama jak palec w obcym mieście i prawie nikogo nie znałam. On jednak odbierał to jako ograniczanie go i jego przestrzeni. Kazał mi zająć się sobą,bo on chce coś w życiu osiągnąć a nie tylko trzymać się za raczki i patrzeć sobie w oczy. Ja również tego chciałam ale mimo tego nie odsuwałam go na dalszy plan. Z czasem zaczął się ode mnie oddalać.Im bardziej ja starałam się wyjaśnić sytuacje tym bardziej on utwierdzał się w przekonaniu ze go ograniczam. Gdy dałam mu trochę swobody on wymyślił, że się nim nie interesuję. Gdy się interesowałam, ograniczałam go. Interesuję się-źle, daje swobodę-jeszcze gorzej,bo się nie interesuje:P zaczęłam łapać że koleś nie wie czego tak naprawdę chce. Miał mi za złe ze stawiam go w centrum a mimo to był pewny ze go nigdy nie zostawię cokolwiek by zrobił. Olewał mnie,spóźniał po parę godzin, zawsze miał wytłumaczenie,coraz rzadziej się kochaliśmy. Wiem, że on nie miał innej, ale zastanawiałam się czemu tak się dzieje. Zapytałam go o to ale on powiedział ze seks nie jest ważny a ja pewnie jestem z nim tylko dlatego bo w głownie mi tylko seks. Ręce mi opadły. Zrobił sie nieodpowiedzialny, roztrzepany, wiecznie coś go bolało, marudził, nie słuchał moich rad. Stał się innym człowiekiem niż na poczatku. Traktował mnie po czasie jak zapychacz czasu wolnego- gdy go miał spotykał się ze mną, a ja skakałam koło niego jak wariatka bo go bardzo kochałam i chciałam dla niego jak najlepiej. Parę osób zauważyło zmianę w jego zachowaniu i starało mi się to wpoić ale ja byłam zaślepiona i ciągle go broniłam. Nie chciałam tego widzieć o czym znajomi mówili. Ze mu się znudziłam. Ze on nie jest mnie wart. Ja głupia wierzyłam ze jak będę dużo gadać, wyjaśniać i płakać to 2+2=5. Gówno prawda. W jego oczach stałam się niewiedzącą czego chce, nieporadna dziewczyna. Czepiającą się o byle co,szukającą pretekstu do kłótni. Mieliśmy zawsze sobie mówić o tym co nas boli i tak robiłam a mimo to on się nie otwierał jak kiedyś. Słuchał ale nie rozumiał. Wiązałam z nim nadzieje na przyszłość, chciałam mieć rodzinę,on miał być tym ostatnim bo spelnial wszystkie moje wymagania. Ale stało się inaczej. Zaczęłam mieć dość jego wybryków i kiedy poniosły mnie nerwy zerwałam z nim mając nadzieje ze go to ruszy, oprzytomnieje i zacznie się starać. On to przyjął neutralnie bez jakiś emocji. Możliwe ze udawał i duma go roznosiła ale tego się nigdy nie dowiem. Minęło parę dni a ja uprzytomniłam sobie ze miał trochę racji bo za dużo od niego wymagałam. Rozumiałam jego sytuacje doskonale i starałam się w nią wczuć, Po długich rozmyślaniach, doszłam do wniosku że wina leży po obu stronach. Przeprosiłam go za to czego nie powinno być i chciałam ratować związek. Ale on nadal czul się pokrzywdzony, robił z siebie ofiarę, bo przecież on nie jest winny, on nie wie co robił złe i wydawało mi się ze nawet się nad tym nie zastanowił. Odrzucił mnie i moje szczere uczucie do niego. Nie chciał naprawiać bo nie chciał powtarzać tego samego. Nie widział sensu, chciał odpocząć, bo się dusił i przecież mi o tym mówił. Może i mówił, ale nie pomyślał ze ja mogę nie rozumieć tego w sposób on mi o to przekazywał. Zwykle nieporozumienia tak naprawdę doprowadziły do rozpadu więzi. Stwierdził ze przez ten związek dużo zaniedbał i potrzebuje czasu żeby to naprawić i się odnaleźć w życiu. Chciał zostać przyjaciółmi,ale tak się nie da. Jeszcze powiedział, ze to dla mojego dobra i żebym zrobiła coś dla siebie a on się zajmie sobą. Powiedzcie, jak można z dnia na dzień się odkochać? To jest niemal niemożliwe dla mnie, bo przypuszczam że on już wcześniej przestał do mnie coś czuć i był tylko ze mną z przyzwyczajenia. Ciągle nadużywał słowa ''kocham cie''. Na obecna chwilę były to słowa rzucane na wiatr. Nie powiedział konkretnie czemu nie chce ze mną być, podawał jakieś powody które dla mnie były błahe. Nie wiem w którym momencie ktoś to spie**dolil i dlaczego. Żyję w wielkiej niewiadomej. Mam wrażenie, ze się odezwie za jakiś czas i powie ze jednak mnie kocha. Nie uslyszałam od niego przy rozstaniu czy jeszcze coś czuje do mnie. Na pytania odpowiadał ''nie wiem''. Nadal go kocham i jestem w stanie mu wybaczyć to co zrobił, zapomnieć i krzywdach i dać sobie druga szanse. Niestety on nie chce i nie wie czego chce. Chyba już wolałabym żeby wyraził się jasno''znudziłaś mi się,nie kocham Cie'' było by mi łatwiej bo znała bym powód. Jak na razie powodami było to, że ograniczałam go,nie słuchałam,za dużo od niego wymagałam .Przykładów nie podał a ja miałam się domyślać. Narobił nadziei i już się nie odezwał. Próbowałam się z nim dogadać ale niczego się nie dowiedziałam. Nie mamy ze sobą kontaktu. Czas mija, a ja jestem rozdarta, bo z jednej strony chce by wrócił i wspólnie z nim coś budować a z drugiej mam do niego zal i jestem wściekła bo urwał tak brutalnie sprawie łeb, nie dal szansy, nie chciał naprawić tego co było, odepchnął mnie i odrzucił moje uczucia. Próbuję się pozbierać, ale jest mi ciężko. Co mam zrobić? Czekać, dać mu czas na pozbieranie własnych spraw czy załatwić sprawę klinem i zapomnieć i zająć się własnym życiem?Jak tak teraz usiądę i pomyśle,to wydaje mi się że on nie był gotów do takich poświeceń i zwyczajnie się zesrał ze strachu przed odpowiedzialnością. Ciążyły mu moje problemy i chciał się ich pozbyć,a żeby nie wychodzić na kompletnego ch**ja poczekał aż ja zerwę. Może i jest mu na rękę, może nie ale nie wiem, ciężko jest za nim nadarzyć:P Szkoda mi tego czasu bo pozostalo po tym tylko zgliszcza i te cholernie szczęśliwe wspomnienia które tak bolą:( Jak mam go zrozumieć?
Jestes jeszcze mloda osoba masz sporo czasu na to by sobie zycie ulozyc na nowo.
Od dzisiaj mam ten sam problem-zostałam sama.
Historia taka jak pewnie wielu z Was...Poznałam go 4lata temu - nie zakochałam się od razu - byłam po rozwodzie - nie szukałam niczego.Kilka spotkań w większym gronie znajomych,kilka imprez.W końcu zbliżyliśmy się do siebie i zamieszkaliśmy razem.Już wtedy gdzieś w środku wystraszyłam się tempa w jakim rozgrywa się cała sytuacja , ale powtarzałam sobie że już nie mam czasu, nie mam przecież 15 lat tylko piękne 30+. Później było pięknie - choć krótko to trwało.Nagle rzucił pracę - utrzymywałam cały dom , później wielokrotnie ją zmieniał-nadal wierzyłam , że wszystko się będzie układało jak znajdzie takie zajęcie , które będzie przynosiło mu satysfakcję.
Okradał mnie wielokrotnie - wyciągał pieniądze ze wspólnego konta, kombinował - to już ostatnie jego zagrywki.Wczoraj ukradł pieniądze mojego dziecka,spakował się i poszedł pić.
Dzisiaj przyszedł i był zdziwiony , że nie wpuściłam go do domu - mało tego wezwałam policję.
A teraz siedzę sama i płaczę - nad zmarnowanym czasem, nad zawiedzionymi nadziejami-chyba nie umiem żyć.....
Jak jest ktoś kto chciałby pogadać - moje gg-1196278-jestem"niewidoczna"ale dzisiaj raczej nie idę spać>>>
Faceci to ch**je
szkoda słów, a my głupie ciągle wierzymy ze oni sie zmienią. Oszukujemy się
Faktycznie jestem młoda ale na sama mysl ze mam ''tresowac nowego psa'' robi mi sie niedobrze.. Ale wiem, że nie mogę się zamykać na nowe związki, skoro jeden nawalil niekoniecznie inny musi dać dupy jak poprzedni:P
A co w ogole myslicie o postawie mojego eks?
Oczekujesz opinii na temat Twego eks-a.
Ja jednak tego nie zrobię. Mam lepszy temat. Ciebie.
Wyciągnij wnioski z tego związku i z informacji, które dostałaś od niego na swój temat.
Odpowiedz sobie sama, bo jesteś mądrą osobą, dlaczego i w jaki sposób go ograniczałaś, na czym polegają te Twoje winy, czym one były spowodowane, jak możesz zmienić swój sposób myślenia i funkcjonowania w związku.
Postępowanie innych w znacznym stopniu nie zależy od Ciebie. Nie trać czasu na coś, na co nie masz wpływu, zajmij się tym, na co wpływ masz. Zajmij się sobą.
Wiem,że muszę sie zająć sobą, Dostałam wiele ofert pracy i to jest szansa na lepsze życie:) Jestem w stanie się poświecić karierze, być ta najlepszą, ale wspomnień z głowy gumką nie wymaże,niestety.. a to one wracają, nie dają myśleć logicznie. Przeszkadzają skupić się nad tym ,co zaplanowałam i co mam zamiar zrobić. Ja zdaję sobie sprawę ze swoich zalet i wad, wiem na co mnie stać. Wiem,że tamtem okrecił mnie wokół palca i teraz sama sie muszę odwinąć:P
Jesteś jeszcze młodziutka i wszystko przed Tobą! Musisz tylko pamiętać o jednej zasadzie: zamknij za sobą drzwi i nie odwracaj się juz za nim więcej, nie myśl o nim- przynajmniej sie postaraj. Na początku zawsze jest ciężko- po każdym rozstaniu, ale dasz radę. Ważne jest żebyś nie była sama teraz, wychodź gdzieś z koleżankami, idź na imprezęm zrób coś dla siebie, kup sobie nowy ładny ciuszek- taki który nie będzie Ci się kojarzył z byłym. I nie staraj się go zrozumieć. Nie rozkminiaj nad tym co zrobiłaś zle, bo to tylko pogarsza Twój stan emocjonalny.
Mnie facet zostawił po 4 latach związku, pół roku mieszkania razem i 3 tygodnie przed ślubem! To jest dopiero masakra! Wydawało mi się że życie się skończyło- minęło juz prawie 4 miesiące a ja jestem szczęśliwa że tak wyszło.
Ale da się przeżyć, wiem co mówię bo już sie z niego wyleczyłam. Pamiętaj, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!
Gdzieś tam w świecie czeka na Ciebie ten jeden wymarzony książę z bajki, który "nie zesra się w gacie ze strachu przed odpowiedzialnością" :-D
Buska, jest 3 lata młodszy od Ciebie a jak to czytałam to jakby był Twoim synem dosłownie, kompletnie nieodpowiedzialny gnojek, takiemu tylko zdjąć portki i porządnie przetrzepać dupę, może wtedy będzie wiedział czego chce od życia. Widocznie dla niego to była miłość jak dla Ciebie taka z podstawówki...
Ehh szkoda mi Ciebie ale każdy uczy się na błędach i mam nadzieję, że następnym razem szybciej podejmiesz ewentualną decyzję o rozstaniu bo jak widzisz nic nie pomogą w związku starania jednej osoby, bo związek to 2 osoby, nie jedna...
"tresować nowego psa" ? mocne...
Jak się rozpada związek to ZAWSZE jest wina obydwu stron... wyciągnij wnioski.
Tak w ogóle NIGDY nie używa się takiego "sposobu" - zerwe, niech oprzytomnieje...
Jesli mu juz nie zależało, to co chciałaś osiągnąć? Wiadomo,że jak jest źle... to on chce spokoju... a Ty mu dałaś
za darmo i zbędnych stresów z jego strony...
Wielokropek mądrze pisze.
A moim zdaniem, to ten gość ma olej w głowie. Bardzo dobrze Ci radził, żebyś zajęła się sobą i swoim życiem. Co oczywiście niekoniecznie oznacza rozstanie, bo w zdrowym związku ludzie też zajmują się SOBĄ, nie tylko SOBĄ NAWZAJEM.
Pewnie został przytłoczony "byciem czyimś całym światem" (nawet jak na chwilę zajęłaś się czymś innym, to z JEGO powodu, żeby nie odszedł). Mało kto to wytrzymuje takie ciśnienie i odpowiedzialność, że "ktoś tyle dla mnie poświęcił i zrobił, ja jestem MU/JEJ winien"... a co dopiero osiemnastolatek, którego już się ciągnie przed ołtarz?
Przed wszystkimi zobacz siebie, droga Autorko. Czas wyciągać wnioski. Ja swoje wyciągnęłam z bardzo podobnych przypadków i bywa, że jestem wściekła na samą siebie z przeszłości... że moje związki umarły z braku powietrza. Też zadusiłam je swoim "no bądź ze mnąąąą"...
Jestem na siebie wściekła, że byłam taka naiwna, że wierzyłam w każde jego słowo, że postawiłam go w centrum, wszystko robiłam z myślą o nim,budziłam sie i kładłam spac z myslą o nim, widziałam w nim swojego męża i ostatniego faceta w życiu. Nawet dzieci z nim chciałam mieć,a ja nigdy ich nie lubiłam:P Czułam że to dobry materiał na Pana Właściwego. Wciąż nie mogę pojąć czemu sie tak zmienił, czemu sie rypło to wszystko, to co budowaliśmy do czasu razem. Ciągle odnosze wrażenie że on zrozumie i się odezwie. Oszukuję się albo mam niewyczerpany pokład nadzieji i cierpliwości. Nie wspominam, samo wszystko przychodzi,śni mi się że z nim rozmawiam i w tych snach sobie wyjaśniamy co nas boli. A potem budzę się i cały dzień mam do kitu:P Nie oglądam wspolnych zdjec, staram sie nie sledzic go na portalach spolecznosciowych. Na poczatku to robilam ale bardzo mnie bolalo ze on zyje jakby sie nic nie stalo. Moze udawal ze to go nie rusza ale tego sie nie dowiem. Mam mieszane uczucia. Tesknie ale i mam ochote go spoliczkowac. Czuje zal, a za chwile mam go w dupie. Przechodze ciezki okres, ale juz za nim nie placze. Przechodze zalobe,ale po sobie. Po swojej slepocie zyciowej:p od kiedy z nim nie jestem patrze inaczej na swiat, jak na cos nowego. Staram sie sobie wyznaczyc priorytety i juz mi sie to udalo. Mam duzo samozaparcia i wiem ze mi sie uda. Teraz wazne jest moje dobro, stałam sie troche emocjonalna egoistka i nie wpuszczam nikogo do mojego serduszka. Nie chce, nie ufam i nie chce sie otwierac,bynajmniej tak bardzo jak ostatnio. Kiedy nachodzi mnie mysl o nim, mam takie wyobrazenie: widze go na piedestale,a wtedy podbiegam i z calej sily go spycham i sama na niego wchodze dumna:) czas by przestac go idealizowac jak dotychczas, a zaczac wywlekac jego brudy. Kocha sie pomimo czegos a nie za co i ja tak robilam. Co mi z tego przyszlo? BOL. Zranione ego. Powiedziałam sobie, nigdy wiecej. Wyciągnełam wnioski- nikt nie jest na tyle wazny co ja sama. Nikt mnie nie pokocha tak jak ja siebie sama. Ja wiem najlepiej co jest dla mnie dobre. Tylko ja. Tylko szkoda ze rozum mowi jedno a serce drugie. Jak to pogodzic?Nienawidze takich sytuacji.. Zaluje ze nie ma takiej pastylki jak w Matrixie, biore i zapominam o wszystkim co bylo. Za to poznaje nowe , nieznane. Czuje zlosc. Na siebie, na niego. Ze nie dawal nam szans. Że nie rozumial. On byl wlasnie takim emocjonalnym egoista. Jak ja teraz mam zamiar byc-ladowac w siebie a pozostalym dzielic to co mi zostanie. Bylam jego zapychaczem wolnego czasu, choc tej mysli nie dopuszczalam i slucham go ze to nieprawda. Moj rozsadek mowi ''olej go!'' nie jest Ciebie wart, gowniarz i tyle. Serce woła''ratuj to, czekaj, wybaczaj, drugiego takiego nie znajdziesz!'' Mam takie rozstrojenie ze nie potrafie sie skupic nad tym co juz zaplanowalam. Zmienilam sie, sama to widze. Nie wiem czy na lepsze czy na gorsze, skutki beda w przyszlosci. Napewno wiem ze nie powtorze swoich bledow i nikogo nie postawie w centrum.Absolutnie. Musze przestac byc kobieta kochajaca za bardzo. Bankowo nia jestem, wiem o tym. Tylko czasami jeszcze siadam i mysle'' czy to jaka teraz jestem. to tak naprawde ja?''
"tresować nowego psa" ? mocne...
Jak się rozpada związek to ZAWSZE jest wina obydwu stron... wyciągnij wnioski.
Tak w ogóle NIGDY nie używa się takiego "sposobu" - zerwe, niech oprzytomnieje...
Jesli mu juz nie zależało, to co chciałaś osiągnąć? Wiadomo,że jak jest źle... to on chce spokoju... a Ty mu dałaś
za darmo i zbędnych stresów z jego strony...
Wiem ze wina jest wspolna. Tyle ze ja to migiem pojelam, a on twierdzil ze nie wie co spier**il:P i pewnie nadal nie wie,bo po co ma sie wysilac i grzebac w przeszlosci. Ma swoje zycie, teraz ma duzo czasu, nikt go nie kontroluje i nie ogranicza. Emocjonalnie. Bo nikt go nie stawia w centrum, i nie musi byc dla nikogo calym swiatem jak napisala maszkarda(dobrze gada,polac jej)Zgadzam sie z nia, gosc mial olej w glowie,dlatego go kochalam. Czy mu nie zalezalo? Tez tego nie wiem ,on niby zapewanial ze mu zalezalo, ale czy mam w to wierzyc czy nie,tego sama nie wiem.Niewiadomo czy sie kiedykolwiek dowiem jak bylo naprawde. On sie stal w pewnym stopniu taka moja niedokonczona sprawa. Bo ja nie lubie niedomowiem i niejasnosci. Zawsze musze miec kawe na lawe,konkretnie. A z nim nie bylo konkretnie. Jak probowalam wyciagnac jakies informacje to na wszystko odpowiadal '' nie wiem'' on sam siebie nie rozumie wiec mnie tez nie zrozumie tym bardziej. Jestem pewna ze kiedys bedzie wiedzial tyle ze ja czekac wiecznie nie bede. Mam wade, zawsze wybaczam ludziom, nawet tym ktorzy mnie zranili. A tak mozna dostac po dupie jeszcze raz. Co chcialam osiagnac? Pokazac mu ze jesli sie nie zainteresuje to znikne z jego zycia, a nigdy tego nie chcial. Zawsze sie tego bal, ale ja nie starszylam go odejsciem. A jesli juz to w zartach. On tez tak robil ale sie smialismy z tego:p Jest tak ze jak czlowiek cos starci, to zaczyna trzezwo myslec, a ja chcialam go zmobilizowac-widac jednak przynioslo to odwrotny skutek, Dreczy mnie pytanie:czy on na to tylko czekal? Mial dosc ciezarmu jakim rzekomo dla niego bylam,ale nic nie mowil i czekal na rozwoj wydarzen? Czy wczuc sie w jego polozenie i popatrzec na niego jak na czlowieka i zastanowic sie''hm moze po prostu nie wytrzymal nadmiaru tego wszystkiego?'' Kurna, ale ja sie obwiniam jakby to byla tylko moja wina a przeciez nie jest. On jest czlowiekiem ktory ma chora ambicje mi bardzo duzo bierze na swoje barki. Jego problemy sie skumulowaly a za rozwiaznanie widocznie uznal odciecie mnie jako problemu bo ja stworzylam ku temu okazje i akurat sie napatoczylam:PP Koles wiecznie cos robil,bo musial. Tak twierdzil. Musial pomagac,udzielac sie,byc wszedzie na kazde zawolanie. Jego znajomi,rodzina,ja, kazdy cos od niego chcial. Czasem zalil sie ze nie moze sprostac wszystkim wymaganiom,ale kiedy mowilam zeby nie bral talk duzo nie siebie i pofolgowal sobie,on unosil sie duma i ambicja'' dam rade'' tyle ze nie raz to przypacil zdrowiem. Gdy mu o tym mowilam on odbieral to jak typowe babskie gderanie:p fail:PP Pewnie za zrodlo swoich problemow uznal mnie bo przeciez zyl normalnie kiedy mnie nie znal i dawal rade a gdy byl ze mna ja bylam dodatkowym balastem.. No ja to mniej wiecej teraz tak widze. A wy jak myslicie?
Buska, jest 3 lata młodszy od Ciebie a jak to czytałam to jakby był Twoim synem dosłownie, kompletnie nieodpowiedzialny gnojek, takiemu tylko zdjąć portki i porządnie przetrzepać dupę, może wtedy będzie wiedział czego chce od życia. Widocznie dla niego to była miłość jak dla Ciebie taka z podstawówki...
Ehh szkoda mi Ciebie ale każdy uczy się na błędach i mam nadzieję, że następnym razem szybciej podejmiesz ewentualną decyzję o rozstaniu bo jak widzisz nic nie pomogą w związku starania jednej osoby, bo związek to 2 osoby, nie jedna...
No pewnie mu matkowalam bo nie raz slyszalam ''jestes jak moja matka'' tyle ze ja mu nie mialam zamiaru matkowac tylko doradzac. A skoro juz druga osoba mu mowila ze cos robi zle to mogl wyciagnac z tego konsekwecje:p ja sie z jego matka nie prawie nie znalam wiec skad mialam wiedziec co ona mu mowi? Kiedys byl bardzo odpowiedzialny a potem gdzies to ulecialo:p Masz racje, przydalo by mu sie takie przetrzepanie dupska bo jest rozpieszczony:PP Czy ta milosc byla dla niego jak dla mnie z podstawowki, tez nie wiem, bo kiedys by sie pocial za mnie a pozniej juz jakos przygasl. Nie wiem co on o tym myslal, nie chcial powiedziec, To tez dla mnie sprawa niewyjasniona.
Jesteś jeszcze młodziutka i wszystko przed Tobą! Musisz tylko pamiętać o jednej zasadzie: zamknij za sobą drzwi i nie odwracaj się juz za nim więcej, nie myśl o nim- przynajmniej sie postaraj. Na początku zawsze jest ciężko- po każdym rozstaniu, ale dasz radę. Ważne jest żebyś nie była sama teraz, wychodź gdzieś z koleżankami, idź na imprezęm zrób coś dla siebie, kup sobie nowy ładny ciuszek- taki który nie będzie Ci się kojarzył z byłym. I nie staraj się go zrozumieć. Nie rozkminiaj nad tym co zrobiłaś zle, bo to tylko pogarsza Twój stan emocjonalny.
Mnie facet zostawił po 4 latach związku, pół roku mieszkania razem i 3 tygodnie przed ślubem! To jest dopiero masakra! Wydawało mi się że życie się skończyło- minęło juz prawie 4 miesiące a ja jestem szczęśliwa że tak wyszło.
Ale da się przeżyć, wiem co mówię bo już sie z niego wyleczyłam. Pamiętaj, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!
Gdzieś tam w świecie czeka na Ciebie ten jeden wymarzony książę z bajki, który "nie zesra się w gacie ze strachu przed odpowiedzialnością" :-D
staram sie nie myslec, tylko ze otoczenie samo wywoluje wspomnienia.Na przyklad w radio leci piosenka ktora obydwoje lubilismy, ktos cos wspomni itp Wychodze, bawie sie, odnawiam,stare znajomosci, staram sie ustabilizowac swoje zycie,nadac mu bieg. I wlasciwy tor. Odzwyczajam sie od starego,adaptuje w czym nowym. Ciezko znosze zmiany, to fakt:p ale skoro dalo sie myslec jednym torem i zyc jednym piorytetem to mozna zrobic podmianke i wyjsc na prosta. Porzucona Narzeczona dziekuje Ci za slowa wsparcia:) Ten Twoj to dran jakis malo, bydle,cham i prostak skoro Cie nie docenial.Zycze Ci rowniez zebys spotkala tego naj naj:D w samych superlatywach xd
Witam Was. Nie pisałam jakiś czas, ale chciałam się z Wami podzielić tym co ostatnio się wydarzyło. Jak wiecie jakiś czas temu zerwałam z chłopakiem który był miłością mojego życia, bynajmniej mi się tak wydawało:p Robiłam wszystko jak radzilyscie, zajęłam się sobą, dostałam dobra i ciekawa prace, zainwestowałam w siebie, poszłam na gigantyczne zakupy, sprawiłam sobie przyjemność drobiazgami:) ostatnio nawet kogoś poznałam, zaciekawił mnie, ja mu wpadłam w oko,myślę ze mogło by coś z tego wyjść, zważywszy że powoli odzyskuje równowagę psychiczna. Poczułam się silna i zdecydowana, przyciągam jak magnes dobre sprawy:) I co? Właśnie wczoraj straciłam swoja równowagę:(( Mój były śnił mi się dzień w dzień przez cały miesiąc:p postanowiłam się zainteresować co u niego bo ostatnio nie miałam dobrych przeczuć. Zadzwoniłam dosłownie na parę minut. Zwykła rozmowa typu co u Ciebie, ja się czujesz, co porabiasz. Byl zaskoczony ale pewnie się cieszył:P powiedział żebym jeszcze zadzwoniła. Obiecałam ze zrobię to wolna chwila bo obecnie jestem zajęta i brak mi na wszystko czasu. Nie minęły 4 dni a ja napisałam sms z zapytaniem co u niego. Odpisał ze mu sie śniłam i właśnie miał dzwonić. Zadzwonił wieczorem. To była jedna z najgorszych chwil jakie przeżyłam;P w ciągu 2 h rozmowy stałam się kupka nieszczęścia, zaryczana, pełna sprzecznych emocji. Powiedział ze czekał aż się odezwę, ze nie może beze mnie żyć, brakuje mu mnie, nadal mnie kocha, ze to był najgorszy miesiąc jego życia, ze był głupi i żałuje, ze nikt tak od niego nie dbał jak ja, ze nie chce innej itp. Ja słuchałam,łzy mi leciały po policzkach ale nie dałam nic po sobie poznać, a tak naprawdę w środku wyłam z bólu a jednocześnie czułam jakby ktoś zdjął mi kamień z szyi:P wyjaśniliśmy sobie wiele spraw, dowiedziałam się jak się czul i co robił, ze myślał o mnie dzień w dzień , noc w noc:p Ja go nadal kocham ale nie wiem co z tym zrobić. Przez ten miesiąc stopniowo wychodziłam z dołka, stawałam na nogi, miałam plan i trzymałam się a teraz nagle takie wyznania a ja się czuje jakby mi ktoś podciął skrzydła. Rozj**l mi konstrukcje,dosłownie. Wiem ze nie mogę się dawać tak łatwo, ale chce mu,nam, dać szanse tyle ze na moich warunkach. Wczoraj chciał się zobaczyć i mieliśmy dziś się umówić ale jemu wypadły ważne sprawy i na to wygląda ze się tak szybko nie zobaczymy. Ja raczej czasu nie będę miała, on pracuje po szkole i w weekendy wiec nie wyobrażam sobie jakby to miało wyglądać. Na pewno nie chce się w to wpieprzyć jak ostatnio. Nie mogę. Musze dalej realizować swoje plany, trzymać się tego kurczowo ale chce tez zrobić miejsce dla niego tylko nie wiem jak go w to wszystko wcisnąć. Jak rozplanować sobie wszystko żeby nie cierpieć.Wczoraj trochę się otworzyłam i powiedziałam mu ze tez myślałam o nim. Teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam i czy nie zapewniłam mu podstawy do tego żeby myślał ze skoro go kocham to może wyluzować i robić swoje bo ja i tak zawsze go przyjmę z otwartymi ramionami:P Wiecie o co mi chodzi. Że się uspokoił, ma pewność ze ma otwarte drzwi. Czy ja dobrze zrobiłam mówiąc mu co czułam? Czy nie lepiej było być twarda i trochę go pogrążyć? Naprawdę ,jestem rozbita, płaczę:( miałam już życie w garści a czuje jakby coś we mnie wolało o coś czego nie jestem w stanie określić:p Nie wiej czy to jest tęsknota za nim, za tym co było czy po prostu za tym co miałam przez chwile a teraz mi się to wymyka bo nie jestem w stanie się określić. Kobiety moje kochane, doradźcie!
Prosze Cie ogarnij się i pod żadnym pozorem nawet nie myśl o powrocie! To by było najgłupsze co mogłabyś zrobić moim zdaniem. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Dałaś sobie rade tyle czasu to dasz rade dalej bez niego! Najgorsze za Tobą! Ja bym na Twoim miejcu nie wróciła, bo on już zawsze będzie czuł przewage nad Tobą i będzie wiedział że może sobie odchodzić i wracać kiedy będzie chciał a Ty i tak wrócisz.
Zajmij się tym nowym "kolegą", mówię Ci to jest najlepszy sposób. Ja też nie raz już miałam gotowego maila czy smsa napisanego do bylego a przed wyslaniem ich "ratowały" mnie wtedy smsy od "nowego kolegi", ktory sie mna zainteresował i jakimś dziwnym zrządzeniem losu pisał do mnie kiedy miałam najwiekszego doła i poprawiał humor.
Nie dzwon wiecej do byłego bo rozgrzebujesz tylko rane.
Ja też miałam takie dni że ryczeć mi się chciało bo były mi się snił...ale przechodziło...To trudne, wiem ale dasz rade. Po prostu urwij kontakt. Skoro nie docenił Cię wcześniej to znaczy że nie jest Ciebie wart.
PorzuconaNarzeczona moze i masz racje ale ja nie umiem. Zawsze go kochalam i nadal kocham. To ze sie odezwal mialo dobra i zla strone. Dobra bo spadl mi ciezar z serca a zly bo narobil mi nadzieji:(( ja nadal staram sie zyc jak zylam,robic to co robilam ale wciaz o nim mysle. On mi nagadal tyle rzeczy ze ciezko mi teraz je wybic z glowy, wciaz mnie to ssie:p wszystkie jego slowa tak na mnie podzialały ze nie jestem w stanie ich wyprzec ze swiadomosci. Znowu mnie zepsul albo ja sama to zrobilam. Chce mi sie plakac, nie moge sie z niczym pogodzic, mysle juz o samobojstwie. Ale nie z jego powodu, tylko ogolnie bo nie mam sil na nic, wszystko mi sie sypie w zyciu i juz trace sily na pokonywanie tych przeszkod.Tocze walke sama ze soba, o siebie, o swoje zycie. Gubie sie, znajduje droge potem skrecam zle i znowu znajduje sie w punkcie wyjscia. Moj byly powiedzial mi tyle rzeczy ktore ja uznalam za szczere ale chcialabym sie upewnic czy faktycznie sa szczere. Mielismy sie spotkac, wyszlo ze znalazly sie sprawy ktore byly wazniejsze niz to spotkanie na ktorym moglabym sie upewnic jak stan rzeczy wyglada. Porbuje doprowadzic do spotkania bo zalezy mi na konfrontacji slownej i szczerej rozmowie a nie ma nim jako facecie, Chce wiedziec wszystko, wiedziec o co w tym wszystkim chodzi, nie ludzic sie, stanac z tym wszystkim twarza w twarz. Wiem ze on nie czyta w moich myslach i ze pewnie nie wie ze ja czekam na jego ruch. Dzwonilam do niego niedawno.odebral ale byl zajety,pracowal,obiecal ze sie odezwie i tego nie zrobil. Zapomnial jak zwykle. Mial cholerna wade byl roztargniony i zapominal o wielu rzeczach. Bylam w stanie to zaakceptowac. Dzwonilam pozniej, nie odbieral. Albo nie mial telefonu bo on tak potrafi go zostawic gdzies, albo nie chcial gadac. Nie wiem a chcialabym sie dowiedziec co bylo powodem. Nie moge z gory zakladac czemu nie odebral. Che to uslyszlec od niego. I bede do tego dochodzic chocby mial mnie znienawidzic to wyciagne wszytsko z niego, niech sie okresli bo ja nie bede cale zycie zyla nieswiadomoscia. Musze wiedziec teraz i juz. Jak sie dowiem poczuje spokoj.
Ehhh...Mój chłopak jest młodszy o rok, zaczęlismy chodzić gdy on mial 18 , ja 19.....Mielismy podobna sytuację, rozstalismy się i mówił podobne słowa typu "nie wiem" nie powiedział nigdy konkretnie ze to koniec tylko że musi sie zastanowić jakiś czas, a taka niepewność była jeszcze gorsza. Zaczęłam się pomału godzić, wszyscy mówili mi że on wciąż mnie okłamywał i żebym nie wracała do niego bo bedzie chciał na pewno...I mieli rację po czasie się odezwał. Dałam mu szansę na początku było jak w niebie jak na początku w związku, lecz z czasem zaczęliśmy miec upadki jak dawniej. Akceptuje to bo go kocham. I to ta miłość daje mi siły żeby wciąż to ratować, bo wciąż wierzę w nas. twój były pewnie też żałował , bo ponoc docenia się cos dopiero jak się straci. zdecyduj co ci serce podpowiada. moim zdaniem takie kryzysy są po to żeby potem było lepiej.
No to Ci powiem Anett_88 ze jedziemy na tym samym wozku.. Moj byly nie wykazuje jakichkolwiek staran zebysmy wrocili do siebie. Ot tak se rzucil na wiatr slowa pewnie nie zdajac sobie sprawy z ich znaczenia. Piszac dzis poprzedniego posta czulam mękę nieswiadomości. Wzięłam sprawe w swoje rece o takie sa wyniki: zapytalam czy mowil to wszystko powaznie i czy ja mam tak to odbierac, na to on ze niewiele pamieta bo byl pijany ale pamieta ze mowi ze teskni za mna. Smial sie ze napewno jeszcze cos gadal( a mowil ze kocha i ze byl glupi ze mnie zostawil) potem sie dowiedzialam ze nie ma czasu na nic, jest zamotany, prawdopodobnie nie zda do nastepnej klasy, nie chce mu sie uczyc. Mial niedawno matury probne i stwierdzil ze zle mu poszlo.Poza przyznal ze mysli o mnie dosyc czesto i ze sie spotkamy ja zda(tu smiech) Generalnie odcial sie od znajomych ktorzy mieli go i tak w dupie, udaje ze mu to nie przeszkadza bo przynajmniej odpoczywa bo malo spi, nie wie czym sie zajac, gubi sie, nie moze ogarnac wszystkiego. Podobno sie zaniedbal, lacznie ze zdrowiem. Pracuje, lazi do szkoly, siedzi tam i nic nie kontaktuje, przychodzi, robi wszystko automatycznie, spi,je itp. Nie poznaje go, zdebilowacial czy cos:P duzo osob odradzalo mi zebym sie odzywala, ale ja wiem teraz na czym stoje, poczulam spokoj ducha, wrocila mi sila ktora mi zabral jakis czas temu:))) jestem gora a on jest dla mnie teraz malo rozgarnietym szczeniakiem. Teraz ja rozdaje karty, bede mu sie smiac w twarz, dopoki sie nie ogarnie bo robi z siebie pajaca,naprawde. Zrazi kazdego jesli bedzie sie tak zachowywal dalej. Anett_88 podzielam Twoje zdanie ze powinno sie dawac sobie szanse i akceptowac ludzkie bledy. Ja staram sie odrobine mu pomoc, wyciagnac reke zeby go podniesc z tego gowna, bo on traci orientacje. Ale robie to tak zeby mnie potem nie ukasil,bo niewiele potrzeba zeby czlowiek ktoremu pomagasz potem Cie olal. Wszystko na wyczucie. Kieruje sie intuicja i mam nadzieje ze mnie nie zawiedzie. Rozum i serce to dwa inne swiaty wiec daruje sobie i ich rady bo kazde z nich mowi co innego.Jesli mamy byc razem to bedziemy.Ja moge lekko to popchnac ale bez przesady. Tak jak wczesniej zajme sie soba i bede miec na niego wyj***ne, bo jak tylko poczul ze mam sie dobrze to sie odezwal.Smierc frajerom,a co mnie nie zabije to mnie wzmocni.
To super, jednak masz mocną psychikę, tylko pogratulować. Ja tak samo myślę że co nas nie zabije to wzmocni. Widać że u Ciebie ból pomału się zagoił. On też przeżył to rozstanie, tylko że chłopacy inaczej to przeżywają, tak jak piszesz że zaniedbał się. Ale będzie jeszcze cie prosił o wybaczenie że tak się skończyło.
22 2011-11-29 23:51:06 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-11-29 23:55:44)
PorzuconaNarzeczona moze i masz racje ale ja nie umiem. Zawsze go kochalam i nadal kocham. To ze sie odezwal mialo dobra i zla strone. Dobra bo spadl mi ciezar z serca a zly bo narobil mi nadzieji:(( ja nadal staram sie zyc jak zylam,robic to co robilam ale wciaz o nim mysle. On mi nagadal tyle rzeczy ze ciezko mi teraz je wybic z glowy, wciaz mnie to ssie:p wszystkie jego slowa tak na mnie podzialały ze nie jestem w stanie ich wyprzec ze swiadomosci. Znowu mnie zepsul albo ja sama to zrobilam. Chce mi sie plakac, nie moge sie z niczym pogodzic, mysle juz o samobojstwie. Ale nie z jego powodu, tylko ogolnie bo nie mam sil na nic, wszystko mi sie sypie w zyciu i juz trace sily na pokonywanie tych przeszkod.Tocze walke sama ze soba, o siebie, o swoje zycie. Gubie sie, znajduje droge potem skrecam zle i znowu znajduje sie w punkcie wyjscia. Moj byly powiedzial mi tyle rzeczy ktore ja uznalam za szczere ale chcialabym sie upewnic czy faktycznie sa szczere. Mielismy sie spotkac, wyszlo ze znalazly sie sprawy ktore byly wazniejsze niz to spotkanie na ktorym moglabym sie upewnic jak stan rzeczy wyglada. Porbuje doprowadzic do spotkania bo zalezy mi na konfrontacji slownej i szczerej rozmowie a nie ma nim jako facecie, Chce wiedziec wszystko, wiedziec o co w tym wszystkim chodzi, nie ludzic sie, stanac z tym wszystkim twarza w twarz. Wiem ze on nie czyta w moich myslach i ze pewnie nie wie ze ja czekam na jego ruch. Dzwonilam do niego niedawno.odebral ale byl zajety,pracowal,obiecal ze sie odezwie i tego nie zrobil. Zapomnial jak zwykle. Mial cholerna wade byl roztargniony i zapominal o wielu rzeczach. Bylam w stanie to zaakceptowac. Dzwonilam pozniej, nie odbieral. Albo nie mial telefonu bo on tak potrafi go zostawic gdzies, albo nie chcial gadac. Nie wiem a chcialabym sie dowiedziec co bylo powodem. Nie moge z gory zakladac czemu nie odebral. Che to uslyszlec od niego. I bede do tego dochodzic chocby mial mnie znienawidzic to wyciagne wszytsko z niego, niech sie okresli bo ja nie bede cale zycie zyla nieswiadomoscia. Musze wiedziec teraz i juz. Jak sie dowiem poczuje spokoj.
Buska to tylko słowa, dla takich typków nic nie znaczą, dziś mówi tak a za 2tyg lub miesiąc inaczej, czy nie widzisz że to manipulacja a on gra na Twoich uczuciach. Jeżeli dasz mu szansę za parę tygodni będzie powtórka z rozrywki, lubisz huśtawkę? góra - dół, dół - góra i tak było między Wami i tak bedzie, jeżeli lubisz szarpaninę, niepewność, ciągłe wzloty i upadki to próbuj, to tylko Twoja decyzja. Niestety dalej masz klapki na oczach, miesiąc to za mało żeby coś zrozumieć, daj sobie więcej czasu i dystans, zachowaj dystans, to ważne.
Sorki nie przeczytałam Twojego ostatniego postu, sama widzisz, był pijany i gadał co chciał, to żałosny dupek.
To w takim razie kazdy jeden jest taki, bo to tylko faceci i slowa dla nich nic nie znacza. Nie mam klapek, widze co sie dzieje:P Gosciowi sie totalnie cos pokrecilo z zyciem i to nie tylko na plaszczyznie zwiazku. Maw zyciu taki burdel ze wcale mu sie nie dziwie ze go tak emocje szarpia. I nie mam zamiaru go bronic bo jest dupkiem, ale patrze na to wszystko z boku i staram sie wczuc w jego polozenie, Oceniam obiektywnie:P Zapewne on nawet nie wie co robi, sam to przyznal. Wegetuje z dnia na dzien i sie nie moze ogarnac.
Pewnie ze przezyl, skoro tak jest a nie inaczej. Nie sadze zeby to po nim splynelo jak woda po kaczce:PP Staram sie byc silna, raz mi sie to udaje raz nie,jak to bywa w zyciu. Anett_88 a Ty jak sie teraz trzymasz?
25 2011-11-30 15:18:53 Ostatnio edytowany przez maxi (2011-11-30 15:21:35)
To w takim razie kazdy jeden jest taki, bo to tylko faceci i slowa dla nich nic nie znacza. Nie mam klapek, widze co sie dzieje:P Gosciowi sie totalnie cos pokrecilo z zyciem i to nie tylko na plaszczyznie zwiazku. Maw zyciu taki burdel ze wcale mu sie nie dziwie ze go tak emocje szarpia. I nie mam zamiaru go bronic bo jest dupkiem, ale patrze na to wszystko z boku i staram sie wczuc w jego polozenie, Oceniam obiektywnie:P Zapewne on nawet nie wie co robi, sam to przyznal. Wegetuje z dnia na dzien i sie nie moze ogarnac.
No to olej go, niech wegetuje, jego problem nie Twój.
I zapewniam Cię że bardzo mało facetów w takiej sytuacji wczuwa sie w położenie kobiet które zranili, empatia jest dla wiekszości facetów obcym pojeciem.
No właśnie mam zamair go olać:p wyciągnęłam do niego rękę a on zwyczajnie to zlał:p już sie dobrze czuje,znajomi sie odezwali, on ,ma wyje*ne wiec ja mu już nie jestem potrzebna. Mam swój honor więc go pier**lę w sam łeb!
Buska napisał/a:To w takim razie kazdy jeden jest taki, bo to tylko faceci i slowa dla nich nic nie znacza. Nie mam klapek, widze co sie dzieje:P Gosciowi sie totalnie cos pokrecilo z zyciem i to nie tylko na plaszczyznie zwiazku. Maw zyciu taki burdel ze wcale mu sie nie dziwie ze go tak emocje szarpia. I nie mam zamiaru go bronic bo jest dupkiem, ale patrze na to wszystko z boku i staram sie wczuc w jego polozenie, Oceniam obiektywnie:P Zapewne on nawet nie wie co robi, sam to przyznal. Wegetuje z dnia na dzien i sie nie moze ogarnac.
No to olej go, niech wegetuje, jego problem nie Twój.
I zapewniam Cię że bardzo mało facetów w takiej sytuacji wczuwa sie w położenie kobiet które zranili, empatia jest dla wiekszości facetów obcym pojeciem.
Taa,to jego problem. On się mną nie przejmuje wiec ja tez nie musze sie przejmowac nim. Faceci na ogol wogole nie posiadaja empatii:p wada mozgu haha! Jeszcze przyjdzie koza do woza:P ale wtedy go kopne w dupe:P
Dzisiaj jak tak siedze i rozmyslam to nasuwa mi sie mysl czy on nie byl taki od poczatku i nie udawal kogos innego niz jest. Ze zakladal maske zajebistosci i po czasie sie sam w tym zagubil i teraz pokazal swoja prawdziwa twarz, czlowieka zaklamanego i slabego. zastanawiam sie czy ja sie przez ten caly czas nie oszukiwalam i patrzylam na niego jak w obrazek nie dostrzegajac jego wad. Niby je widzialam i je akceptowalam ale nie moge rozgryzc tego czlowieka:P Pluje sobie w twarz ze bylam taka naiwna, z drugiej strony tesknie za tym czlowiekiem ktorym on kiedys byl,albo za tym jego wytworem:PP moze tak naprawde nigdy go nie bylo,moze to byla obluda a ja zakochalam sie w falszywym obrazie a nie w nim samym?
Buska jesteś świetna i tak trzymaj.
Pociechą dla Ciebie jest to że tak wcześnie przydazyła Ci sie taka historia.
Teraz to juz świat stoi przed Tobą otworem.
Nie ma rady , nie ma tabletki zeby zapomnieć. To takie g....no.
Przyczepi się , posmierdzi i wreszcie przestanie.
Spróbuj wyciągnąć z tego jakies plusy.
Ja zawsze rozpisuje w tabelce - plusy , minusy.
Podliczam i wychodzi. Rachunek prosty.
Nie ma się co łudzić.
Moja sygnaturka
" Jestem wzrokowcem, wierzę w to co widzę " Autor; Ja.
Buska jesteś świetna i tak trzymaj.
Pociechą dla Ciebie jest to że tak wcześnie przydazyła Ci sie taka historia.
Teraz to juz świat stoi przed Tobą otworem.
Nie ma rady , nie ma tabletki zeby zapomnieć. To takie g....no.
Przyczepi się , posmierdzi i wreszcie przestanie.
Spróbuj wyciągnąć z tego jakies plusy.
Ja zawsze rozpisuje w tabelce - plusy , minusy.
Podliczam i wychodzi. Rachunek prosty.
Nie ma się co łudzić.Moja sygnaturka
" Jestem wzrokowcem, wierzę w to co widzę " Autor; Ja.
Dobre z tym rachunkiem,moze sprobuje:) Pociecha to moze nie jest, bo wolalabym wogole czegos takiego nie doswiadczac. Ale dzieki za slowa otuchy:)
Dzisiaj jak tak siedze i rozmyslam to nasuwa mi sie mysl czy on nie byl taki od poczatku i nie udawal kogos innego niz jest. Ze zakladal maske zajebistosci i po czasie sie sam w tym zagubil i teraz pokazal swoja prawdziwa twarz, czlowieka zaklamanego i slabego. zastanawiam sie czy ja sie przez ten caly czas nie oszukiwalam i patrzylam na niego jak w obrazek nie dostrzegajac jego wad. Niby je widzialam i je akceptowalam ale nie moge rozgryzc tego czlowieka:P Pluje sobie w twarz ze bylam taka naiwna, z drugiej strony tesknie za tym czlowiekiem ktorym on kiedys byl,albo za tym jego wytworem:PP moze tak naprawde nigdy go nie bylo,moze to byla obluda a ja zakochalam sie w falszywym obrazie a nie w nim samym?
Dokładnie tak było, traktuj to jako doświadczenie życiowe na przyszośc.
Przeglądałam forum i trafiłam na wątek o syndromie Piotrusia Pana u facetów. Przejaśniło mi się czytając to wszystko że mój były ma właśnie taki syndrom bo opis do niego pasuje w 99%.Jest spóźnialski, unika trudnych decyzji, ucieka przed zyciem, tylko się w nie bawi,udaje dorosłego, goni za nowinkami technicznymi, jest zapominalski, nieodpowiedzialny, traktuje wszystko powierzchownie, jest egocentrykiem, wali fochy, marudzi jak dziecko, unika obowiązków domowych, mam milion planów i ciągle je zmienia,robi z siebie głupa, urabia na dziecinność,i wiele innych:P Ech czemu ja o tym nie wiedziałam wcześniej?? Gdzie ja miałam oczy? Ludzie mówią mi,że byłam zakochana i tego nie widziałam a on zawsze był taki.. jest ignorantem i arogantem,ważny jest tylko on i jego sprawy. Resztę spycha na dalszy pan, i ciągle zmienia decyzje. Jak mogłabym z kimś takim wiązać przyszłość? To byłby tylko kolejny kamień u szyi. Ostatnio mielismy ze sobą kontakt telefoniczny, to ja dzwoniłam a on gadał ze mna chwilę a potem stwierdzał ze musi cos zrobić i odezwie się później. Oczywiście tego nie zrobił. Wogole nie szanuje ludzi, obiecuje ale jego słowa są puste. Każdego zbywa jakąś opowiastką. Dziś zadzwoniłam ostatni raz bo stwierdziłam że nie chcę już się w tym paprać, w jego życiu nie ma miejsca dla mnie a on nie bedzie sie zabawiał moim kosztem. Muszę mieć honor i zapomnieć o nim jak o każdym innym związku. On nie jest wart takiego zachodu, bona to wyglada, że tylko ja za nim latam bo dzwonie i pytam co u niego. Obiecuje że sie odezwie a wcale tego nie robi. Pocisłam go dzis wiec jaki jest. Że jest egocentrykiem i arogantem i nigdy nie wyrosnie z tego. Dosłownie wkurzyłam się że marnuje czas na takiego chama i prostaka. Pluję sobie w twarz że byłam taka ślepa ale czasu nie cofne, Musze o nim zapomniec choc bedzie trudno. Nie myslec, nie odzywac sie. Gdyby chcial bo by sam dązył do pogodzenia sie ale jemu najwidoczniej jest tak dobrze.Ja wrecz nie dopuszczam do siebie mysli ze z nim nie bede, To trudne. Nabawilam sie tylko nerwicy. Czuje na zmiane żal mieszany z tęsknotą za nim. Jestem na odwyku od niego,jak po cięzkim narkotyku.Trzęsą mi sie ręce,jestem opryskliwa, i zauważyłam że w stosunku do nowego kolegi zachowuje się podobnie jak mój były. Przecież on na to nie zasluzył:(Sama się zadreczam myślami, marzeniami i wspomnieniami.Nie potrafie przyjąc na klatę rzeczywistości,czasem potrafię czasem nie.Gdy dzwonie do niego sama sobie robie krzywdę,Taki jest fakt i jeśli chcę zachowac resztki siebie muszę skończyc z lataniem za nim i tym co nieosiągalne.
Przeglądałam forum i trafiłam na wątek o syndromie Piotrusia Pana u facetów. Przejaśniło mi się czytając to wszystko że mój były ma właśnie taki syndrom bo opis do niego pasuje w 99%.Jest spóźnialski, unika trudnych decyzji, ucieka przed zyciem, tylko się w nie bawi,udaje dorosłego, goni za nowinkami technicznymi, jest zapominalski, nieodpowiedzialny, traktuje wszystko powierzchownie, jest egocentrykiem, wali fochy, marudzi jak dziecko, unika obowiązków domowych, mam milion planów i ciągle je zmienia,robi z siebie głupa, urabia na dziecinność,i wiele innych:P Ech czemu ja o tym nie wiedziałam wcześniej?? Gdzie ja miałam oczy? Ludzie mówią mi,że byłam zakochana i tego nie widziałam a on zawsze był taki.. jest ignorantem i arogantem,ważny jest tylko on i jego sprawy. Resztę spycha na dalszy pan, i ciągle zmienia decyzje. Jak mogłabym z kimś takim wiązać przyszłość? To byłby tylko kolejny kamień u szyi. Ostatnio mielismy ze sobą kontakt telefoniczny, to ja dzwoniłam a on gadał ze mna chwilę a potem stwierdzał ze musi cos zrobić i odezwie się później. Oczywiście tego nie zrobił. Wogole nie szanuje ludzi, obiecuje ale jego słowa są puste. Każdego zbywa jakąś opowiastką. Dziś zadzwoniłam ostatni raz bo stwierdziłam że nie chcę już się w tym paprać, w jego życiu nie ma miejsca dla mnie a on nie bedzie sie zabawiał moim kosztem. Muszę mieć honor i zapomnieć o nim jak o każdym innym związku. On nie jest wart takiego zachodu, bona to wyglada, że tylko ja za nim latam bo dzwonie i pytam co u niego. Obiecuje że sie odezwie a wcale tego nie robi. Pocisłam go dzis wiec jaki jest. Że jest egocentrykiem i arogantem i nigdy nie wyrosnie z tego. Dosłownie wkurzyłam się że marnuje czas na takiego chama i prostaka. Pluję sobie w twarz że byłam taka ślepa ale czasu nie cofne, Musze o nim zapomniec choc bedzie trudno. Nie myslec, nie odzywac sie. Gdyby chcial bo by sam dązył do pogodzenia sie ale jemu najwidoczniej jest tak dobrze.Ja wrecz nie dopuszczam do siebie mysli ze z nim nie bede, To trudne. Nabawilam sie tylko nerwicy. Czuje na zmiane żal mieszany z tęsknotą za nim. Jestem na odwyku od niego,jak po cięzkim narkotyku.Trzęsą mi sie ręce,jestem opryskliwa, i zauważyłam że w stosunku do nowego kolegi zachowuje się podobnie jak mój były. Przecież on na to nie zasluzył:(Sama się zadreczam myślami, marzeniami i wspomnieniami.Nie potrafie przyjąc na klatę rzeczywistości,czasem potrafię czasem nie.Gdy dzwonie do niego sama sobie robie krzywdę,Taki jest fakt i jeśli chcę zachowac resztki siebie muszę skończyc z lataniem za nim i tym co nieosiągalne.
Wiecie, 3 tygodnie temu zostawil mnie chłopak. Dostałam obuchem w głowe, nie spodziewałam się. Strasznie mnie zranił, nie mogłam się pozbierać, cały czas chodziłam smutna, byłam nieswoja. Do przedwczoraj. Gadam sobie z moim współlokatorem, nagle się pojawia imię Krzysztof i odniesienie do wyglądu mojego ex. Jakaś lużna uwaga. A ja ........ wogóle nie załapałam, że chodzi o eksa. Myślałam, że chodziło o innego Krzyśka, kolegę mojego wspólokatora. .. Wtedy zdałam sobie sprawę, że zapomniałam i uwolniłam się. Ulga!!!! Także dajcie czasowi czas
.
34 2011-12-05 11:26:19 Ostatnio edytowany przez sandrasandra (2011-12-05 11:30:36)
Hej! Przeczytałam Twoje posty Buska i odnajduję w nich także swój problem. Mam bardzo podobna sytuację. Też zerwałam ( w nerwach) myślałam, że tak będzie lepiej. Ja mam 21 lat a on 19. 2 lata różnicy. Bylismy ze sobą 3 lata. Mysłałam, że zrozumie, że mu na mnie zależy i wróci. Po pewnym czasie nieodzywania się w końcu zrozumiałam, że to olał. No i się zaczęło, dzwoniłam do niego dniami i nocami. Płakałam, prosiłam, robiłam wszytsko by wrócił. On powiedział, że mnie kocha, ale nie chce już ze mna byc bo jestem wybuchowa i straszny nerwus. Pewnie coś w tym jest ale dlaczego po 3 latach dopiero to zobaczyl?? Widział moją rozpacz i zaproponował, że bedziemy sie czasem widywać żebym to przeżyła a potem odejdzie. Spotykalismy sie tak raz na tydzien, strasznie sie cieszylam na te spotkania, ale gdy sie konczyły ryczałam jeszcze bardziej. Moj problem polega na tym, że ja nawet nie umiałabym z kims innym byc. Gdy pisze do mnie jakis chlopak to sie odsuwam bo czuje jakby to byla zdrada. na imprezie gdy ktos chce ze mna tanczyc uciekam. Wciaż mam go w myslach, w szkole w pracy- wszedzie zbieraja sie lzy i placze. A minęło juz poltora miesiaca od rozstania. Wiem, ze nie byl idealem, strasznie mnie denerwowal swoim zachowniem, miał milion planów na minutę, ze kupi to, ze zrobi to. Nie sprzątał po sobie, doprowadzał mnie czasem do szału. Ale strasznie za nim tęskie. Nie mogę sie pozbierać, gdy tylko slyszę jakas piosenke to zaraz mi sie z nim kojarzy. Ostatnio odpusciłam na parę dni, tzn nie odzywałam sie i unikałam kontaktu, bo wiedziałam, że wykorzystuje toi przeciwko mnie. Kazdy moj sms czy telefon tylko daje mu satysfakcje ze latam za nim jak pies. Nagle odziwo on sie odezwał i zaproponowal spotkanie- niechetnie ale sie zgodzilam. No i było miło, aż w koncu zadałam pytanie do czego to wszytsko zmierza a on ze nie chce ze mna byc. Ja od razu w ryk, bo juz mialam nadzieje, ze bedzie jak dawniej. takich spotkan bylo wczesniej, kino, bilard, miał tez urodziny, zrobiłam dla niego super prezent bo sam mnie o to prosił. Spedzilismy noc. I ja pytam po co to wszystko?? Dlaczego on sie tak mna bawi. Stwierdzil ze te spotkania byly tylko przedluzdeniem tego co i tak ma nastapic. Nie mam już sił, płacze i płaccze, nie moge spac, nie chce mi sie jesc. To jest straszne, Nie wiem czy to kiedys minie. Nie mam za bardzo znajomych by sie z nimi spotkac wiec siedze w domu. To mnie strasznie dobija. Mam ochote napisac, cokolwiek, byle tylko odpisał ale wciaz sie powstrzymuje. wiem, ze to go bedzie bolec, ze ja w koncu zrozumiałam ze go nie chce. Choc tak naprawde bylabym w stanie zaczac wszystko od nowa. Podobał mi sie, fajnie tanczył, ufałam mu jak nikomu. Boje sie ze juz nie trafie na kogos kto mnie pokocha i bedzie mnie zdradzał
jestem załamana. Przygnębia mnie to, ze ida swieta ktore zawsze spedziałam u niego, tak samo sylwestrem- mielismy isc na bal razem a teraz nie ma zadnych planow. To beda ciezkie dni. Postanowilam sobie ze jesli w swieta i sylwestra nie zrozumie co traci to ja juz komplenie odpuszcze, juz nie wroce do niego nigdy. Bardzo mnie to boli, on byl moim pierwszym a ja jego pierwsza. Wstydze sie pokazac komus innemu. Przykre to wszytsko... Podaj mi swoje gadu to moze jakos bardziej sobie pogadamy... Na 14 ide do pracy, to beda ciezkie chwile. Pozdrawiam
35 2011-12-05 13:06:20 Ostatnio edytowany przez Buska (2011-12-05 13:08:26)
Hej Sandrasandra:) widzę że faktycznie mamy ten sam problem. Sama chciałam prosic o Twoje gg ale Ty to pierwsza zrobiłaś:)
Toczę walkę z myślami,raz jest dobrze raz jest źle.Ale się nie nie poddaje.
Cholera,znowu się męczę:( wracają wspomnienia,na krótko ale wystarczająco boleśnie. Cały dzień spędzam w pracy, gdy wracam śpię robie to co muszę zrobić i jakoś ten dzien mija. Nie jestem szczęsliwa, brak mi tego haju na którym byłam tyle czasu z nim. Czuję się jak ćpun ktoremu zrobiono odwyk z dnia na dzień:/ mój umysł łaknie go mimo że jest takim ch**jem. Zrobiłam rachunek-w zyciu bym nie pomyslała, że bedzie tyle minusów, bo zawsze to były same plusy:P rozsądek mówi stanowcze NIE, serce boli a intuicja podpowiada że to jeszcze nie koniec. I to ona mnie tak męczy, wiem że coś sie stanie, czuję to ale ta nieswiadomośc kiedy to nastąpi podcina mi skrzydła.Zawsze kierowałam sie intuicją i raczej się nigdy nie zawiodłam. Ale to czekanie jak na coś wywracającego zycie do góry nogami jest nieznośne. Poadżcie coś,co zwariuje:P
Na to nie ma lekarstwa-tylko czas może pomóc...Minęło ponad 5 miesięcy od kiedy rozstałam się z ex. Dla mnie najgorszy był pierwszy miesiąc...i wyznaczona data naszego ślubu...Ja bardzo dużo plakałam i piłam...
Duzo juz nie brakowało zeby wpaść w nałóg...
Ale odreagowałam te wszystkie zle emocje...Dzisiaj, Wigilia...i troche mnie wzieło na wspomnienia, ale szybko się otrząsnęłam bo wiem ze jesli zaczne o nim choc przez chwile myslec to zacznie sie karuzela od poczatku...
Trzeba zajmować myśli czymś innym, najlepiej spotykać sie z kimś innym, nie chodzi mi tylko o chłopaka ale wogóle o spotykanie się z ludźmi.
Współczuję wam, wszystkie dziewczyny, które przechodzicie przez ten koszmar- rozstania...
Wiem że dla was te slowa nic nie znaczą i macie gdzieś rady osob trzecich, bo pamietam jak mnie to denerwowało jak wszyscy mi mówili "tego kwiatu pół światu" i tego typu teksty...
Ale uwierzcie mi, że to prawda!
Ta cała złość, żal, smutek i bezsilność mija i można znowu poczuć szczescie:-)
Uwierzcie w siebie i w to że gdzies tam w swiecie- a moze bardzo blisko, czeka na was ten jedyny, wynarzony książe z bajki:-) I nie zawracajcie sobie głowy byłym, ktory nie potrafił was docenic:-)
Witam. Pech chciał że dzień przed Wigilią widziałam swojego byłego na ulicy. Od razu łzy stanęły mi w oczach, poczuałam do niego żal i taki ból w srodku ale łeb w drugą stronę i poszłam dalej.Było to dla mnie ciężkie ale ile nerwów straciłam. Aż musiłam zapalić papierosa co mi się rzadko zdarza:P na Świeta nawet zyczen nie wyslal, ja tym bardziej bo ile to razy pierwsza pisalam a on to zlewal:p takze koniec z wyciaganiem reki:P pokazal klase,nie ma co:/ Wierze w to ze gdzies jest facet dla mnie i poczekam cierpliwie az sam przyjdzie.
nie wiem czego oczekuje moze od was wielkiego kopa na życie,związek mój się rozpadł po 3,5 latach jestem przybita i rozczarowana.Obiecywał wszystko że musimy być razem,że budujemy się,że wszystko naj naj,nadmieniam że to jest rozwodnik i wdowiec z dwójką dzieci w wieku 9-14 lat.Zdecydowałam się z nim być,zjechałam dla niego z Holandii gdzieDla nieg pracowałam miałam dom i stała pracę tak bardzo go kochałam i uwierzyłam w jego miłość.Dla niego to wszystko zostawiłam.Na początku było cudownie,dzieci wychowywała mu teściowa przywoził je co dwa tygodnie.Po dwóch latach sprowadził dzieci na stałe ale jeszcze nie zakończył budowy domu rylko mieszkaliśmy na dwóch przechodnich pokojach,zaczęły się trudności w sferze intymnej prywatności(pokoje przechodnie),ja nie pracowałam robiłam wszystko w domu miał wyprane ugotowane,napalone w piecu(trzeba samemu palić bo to centralne)seks był dobry jak dzieci nie było,miał wszystko zaczął mnie lekceważyć i jego dzieci też,nigdy z jego córką nie udało mi się dogadac(coreczka tatusia)mieszała bardzo pyskowała mi itp.jak mu mówiłam to odpowiadał że to ja jestem nie dobra i nienawidzę jego dzieci,kochałam go wybaczałam,jedną zdradę wybaczyłam,drugiej nie mogłam,nadmieniam ze jestem starsza od niego o 6 lat,a obecnie poznał młodszą o 12 lat kobiete z dzieckiem,wyprowadziłam sie jak przeczytałam smsa pierwszego,zaczął się tłumaczyć że z nią nie jest że pisze smsy bo pisze itp,ale ja już nie wytrzymałam i odeszłam,najgorsze jest to ż e nawet po tych 3,5 roku nie zapytał dokąd pójde czy znalazłam mieszkanie cokolwiek-jest martwa cisza-jak pojechałam po rzeczy chodzził nabuzowany i zły-jeszcze mam meble do zabrania muszę to zabrać ale tak mi ciężko tam pojechać i to zrobić, jak można być takim chamem?wykorzystać bo mi pasuje aż poznam młodszą?On ma 43 lata ja 45 Ona ok 30 nie wiem co o tym myśleć jeszcze mi powiedział że gdybym do komórki nie zaglądała to byłoby wszystko w porządku,ka przestać kochać?ja go nadal kocham,walczę z tym ale nie daję rady może ktoś mnie otrzeżwi?
oj rozczarowana chciała bym Ci pomóc ale my kobiety już takie jesteśmy wierzymy ślepo w ich miłość do nas a to wszystko to jest chyba tylko zauroczenie. Zresztą czego było można sie spodziewać po mężczyźnie z dwójką dorastających dzieci wiadomo że dzieci będą stawiane na pierwszym miejscu. Byłam w nieco podobnej sytuacji ale zerwałam sama znajomość z takim mężczyzną z jednej strony czuje ulgę a z drugiej czegoś mi brakuje. Będzie dobrze damy rade ![]()
Minęły już 3 miesiące od rozstania a ja czuję sie coraz lepiej. Mam dobrą pracę, nowych znajomych i jakieś perspektywy na życie. Urwałam konkat z bylym jakiś czas temu bo mnie olewał:P a teraz dowiedziałam się że ma nową dziewczynę i co najlepsze naszą wspólną znajomą:P nigdy bym się nie spodziewała że oni bedą razem. Generalnie ta wieść wprawiła mnie w szok:P pierwszą myślą było to że może oni sie wczesniej spotykali i on mnie zdradził. Potem zaczełam myslec jak to sie stało wogole ze oni sa razem,ze to moze jakis chamski zart itp:P ale doszlam do wniosku skoro ze on wolal ja to na mnie widocznie nie zaslugiwal. Rozmyslalam i wydedukowalam ze zostalam potraktowana jak jego byla dziewczyna,identycznie:PP tak smao zachowal sie przy rozstaniu z nia jak i ze mna a wiem bo mi o tym opowiadal:P co za ch**j!! nie dosc ze mnie mnie oszukal obiecujac gruszki na wierzbie to jeszcze bezczelnie mnie wykorzystal pobawil sie i jak mu sie znudzilam to sobie znalazl inna:P a zapewnial mnie ze chce byc sam i poukladac sobie zycie. Zwyczajnie szukal pretekstu i jest tchorzem bo mogl powiedziec ze chodzi o inna chociaz sie zapieral ze innej nie ma:Pchcial odpoczac ulozyc sobie wszystko i to zrobil ale z nowa dziewczyna u boku ktora jest generalnie z innego swiata niz on,a sam mowil ze jak sie ktos rozni to nie pasuje do siebie:P ma nowych znajomycj,jej w sumie i teraz moze blyszczec bo starzy znajomi sie poznali na nim i kazdy go zna i jego dowcipy tak wiec pan musial sobie poszukal nowych wrazen, ludzi ktorzy go beda oklaskiwali i chwalili bo on tym zyje. Widocznie nie mial tego tyle ile by chcial wiec poszukal gdzies indziej. Gosc sie nie liczy z tym ze predzej czy pozniej oni i ona tez sie poznaja po nim i zobacza jaki to tchorz,dwulic, nieszczery i zaklamany egoista. Egocenrtyk i arogant:PP wiecznie tylko chcial by go chwalono mino ze sie zachowuje jak debil i jeszcze sie dziwi co do niego maja ludzie i czemu maja pretensje:P czuje sie oszukana bo mogl powiedziec ze mu sie znudzilam czy cos,kawa na lawe a nie granie w jakies gierki i teatrzyki typu ja chce byc sam:P narobil mi nadzieji ja to lyklam i bylo mi ciezko. Teraz juz go zlewam bo ile razy mozna do kogos reke wyciagac a kto ma mnie kopac??Zaprzepascil siebie w tej chwili, nie chce go juz znac. No tak to mnie nikt jeszcze nie potraktowal i sobie nie zasluzylam na takie traktowanie:P usunelam jego numer,wyrzucilam rzeczy bo nie chce wspominac takiego skur**na ktory mi zmarnowal ponad rok zycia! mam nauczke na przyszlosc zeby sie nie angazowac i nie wierzyc w puste obietnice jakis zapatrzonych w siebie frajerow://***j mu w krzyz! Mam nadzieje ze nasza koleznka w koncu spostrzegnie sie jaki on jest naprawde ze jest tylko dobrym aktorem a prawdziwa twarz ukrywa bo jest nic nie warty:P
43 2012-01-05 12:28:07 Ostatnio edytowany przez grzechotka (2012-01-05 12:38:09)
No Buska...ostatnim postem to mnie zadziwiłaś. A przeczytałam wszystkie. Powiem Ci, że jak tak obserwuję, to strasznie nas tu dużo z podobnym przypadkiem, a mi tez się wydawało, że to ja trafiłam na wyjątkowego ch**a. Jak Ci sie będzie nudzilo to przeczytaj moje posty na innych wątkach, bo moja historia jest dluga i zawila. W skrocie powiem, ze bylism razem w sumie 3 lata, on rok mlodszy, ja 24l. Byl chodzacym idealem, potem sie okazalo po roku ze to byla maska, zerwalam, bo narobil niewybaczalnych rzeczy, acz jednak wrocilam bo prosil i wysilał sie na maksa rzeczywiscie, potem bylismy znow razem pol roku nastepne, znow ja zerwalam bo cos odwalił, kilka spotkan po zerwaniu i ja sie ocknęłam, ze jednak nie chce konczyc. On motał się jakis czas, az w koncu, powiedzial ze nie chce i ze chyba juz mnie nie kocha (z dnia na dzien), oczywiscie sie zorientowałam, ze musi byc jakas inna laska/i i tak było. No i nastepne 4 miesiace bez odezwu w ogole. Spotkalam go raz przypadkiem w pociagu - wpadł centralnie na mnie w tłumie ludzi:/ Gadka gadka gadka, potem juz sie nie odzywlaismy. Potem za jakis czas znowu przypadkiem wpadlismy na siebie w drogerii w naszym miescie w wigilie rok temu. Zdziwienie, nie wiadomo jak sie zachować. Napisalam mu potem sms "wesołych świat bo zapomniałam zyczyć" i zadzwonił i godzina rozmowy o wszystkim z wyjatkiem zycia prywatnego:] ja tez juz sie wtedy z kims spotykalam kto skutecznie zajmował moje myśli - z kumplem mojego byłego. on do mnie podbijal za kazdym razem jak tylko wylapal ze z tamtym nie jestem, wiec kumplami oczywiscie byc przestali. No ale wtedy mu sie skutecznie udalo mnie zauroczyć. Więc nie bylo to dla mnie jakieś trudne zeby sie nie odzywac do byłego. Potem z byłym zyczenia na sylwestra. I potem nie wiem jak to się stalo, ale chyba ja napisalam do niego rok temu jakos w styczniu cos tam czy spi bo ja jakos nie moge usnac. No i zadzwonił i sie zaczela znowu gadka. Po godzinnej rozmowie luźnej umowilismy sie ze wpadnie cos tam mi przywiezie z nowej pracy jakies gadzety. No i został...cały ranek...potem juz zwonił i pisał non stop. Jezdzil w polske w trasy więc zaproponowal, zebym pojechala z nim na clay dzien. pojechalam, bo siedzialam w domu wtedy. Ale nie bylo powiedziane ze wrocilismy do siebie. Ale ewidentnie dawal znaki, mial swoje super zagrywki jak na poczatku zwiazku. Starał się bardzo. Ale ja jeszcze ciagle mialam jakis tam temat z tym jego kolegą(on o tym jawnie nie wiedzial ode mnie, tylko z tego co gdzies slyszal, ale myslal ze to skonczone odkad sie spotkamy). No i zrobiłam akcję calkiem niecelowo. Pojechalam z bylym do kina bo mnie zaprosil - przytulal mnie, za reke trzymal:/ a potem kazalam sie odwiezc do domu bo mialam sie spotkac z jego kolega zeby ostatecznie obgadac temat. No i mineli sie samochodami pod moim blokiem a zaden o zadnym nie wiedzial:] No i moj byly panika natychmiastowa, od razu wyznania i nie wiadomo co, nagle sie ocknal ze on jednak chce zebysmy byli razem oficjalnie itd itd. No i wrocilam do niego:/ Bo kochalam go dalej. Bylismy razem kolejny niecaly rok, az do listopada teraz. Ja juz zmeczona wszystkim powiedzialam ze zabieram rzeczy, on kilka razy wczesniej juz napominal ze to nie ma sensu, watpil, ale dalej bylismy razem i kiedy bylo meidzy nami dobrze to bylo NAPRAWDE dobrze. zaangazowanie, troska itd itd - tylko zostawal brak zaufania do niego po tym co kiedy zrobil i po tym, ze dawal caly czas sygnaly ze nie moge mu ufac do konca jesli chodzi o inne 'kolezanki'.
No i kiedy ja chcialam zabrac rzeczy tez po nim splynelo, potem sie chcialam wycofac, bo wiedzialam ze nie chce tego, ze nie po to dałam sie zwabic na kolejny rok, zeby to poszło się jeb*ć. Poza tym bylam/jestem z nim mocno zwiazana emocjonalnie, nie chciałam tego kończyc, chcialam cos zmienic, ale nie konczyc. On chcial definitywnie. Nie bylo w ogole o czym gadac - z dnia na dzien:/ jeszcze kilka godzin wczesniej "tęsknił" i w ogóle:/ Za chwilę miną 2 miesiace odkad nie jestemsy razem. Co sie przez te 2 miesiace dzialo mozesz poczytac w innych postach. Teraz juz w ogole sie nie odzywam do niego od miesiaca, ale na poczatku plakalam, pisalam, dzwonilam, on nic, za kazdym razem dawal do zrozumienia, ze dla niego to definitywne:/ Oni tacy po prostu są. Ja też jakos nie mogę się ogarnąć do konca, sni mi sie dalej, nie ma dnia zebym nie myslala, nie tesknila... Chociaz mam z kim wychodzic, imrpezowac, mam co robic. Ale serca nie oszukasz:] Niestety. Chociaz ja próbuje i bede to robila dalej, moze w koncu uda mi sie wmówic to klamstwo az w nie uwierzę:]
Hej Wam:) długo nie pisałam. Dziś piszę,żeby powiedzieć że u mnie juz wszytsko wporządku:) Wyleczyłam się z chorej miłości bez wzajemności, z kochania za bardzo:P Mogę śmiało powiedzieć, ze mnie to juz nie tyczy:) nie dam sie drugi raz nabrac,dmucham na zimne,dostalam lekcje od zycia. Cieszę sie ze wyszlo tak a nie inaczej. Moje zycie co prawda uleglo zmianie o 360 stopni ale widze w tym tez korzysci. Chcialam jeszcze Wszystkim Wam podziekowac za slowa otuchy w ciezkich dla mnie chwilach i Wasze porady:) bardzo mi to pomoglo:) dziekuje i pozdrawiam:**