Temat ktory porusze jest zagmatwany, ale musze sie wygadac. Ok.1.5 roku temu poznalam w pracy kolege. Na poczatku nie bardzo sie lubielismy tak nam sie przynajmniej wydawalo. Jak to sie czasem mowi kto sie czubi ten sie lubi. On sie dowiedzial ze mi sie podoba a ja jemu wtedy jak byl juz zareczony. byl dla mnie troche milszy, ale tylko w kontekscie spraw zawodowych. Podobno myslal, ze wyznam mu uczucie i wtedy by z tamta kobieta zerwal. Mnie sie wydalo to wszystko chore tj. jak powiem o uczuciach to wybierze mnie a jak nie tamta. To co obie podobalysmy sie mu jednakowo??? Po slubie cywilnym wrocil do biura i caly czas przez ok. 2 miesiecy marudzil ze jest nieszczesliwy. Nawet przy mnie koledzy robili podjazdy zeby nastepnym razem ozenil sie ta ktora rzeczywiscie chce. Wiem, ze to glupie ale to dodatkowo wzbieralo moje uczucie do niego. Robil do mnie podchody i caly czas sie bezczelnie gapil dajac do zrozumienia, ze nadal mu sie podobam i chyba nie jestem obojetna? Nawet ludzie w biurze to widzieli i zartowali z niego. Ok. 2 tyg temu koledzy z pracy zorganizowali spotkanie w pubie po pracy. Przewaznie zapraszaja samych facetow, ale tym razem zaprosili tez wszystkie dziewczyny. Zadna nie poszla, wiec ja tez zrezygnowalam bo nie chcialam siedziec z grupa 10 facetow sama. Jestem dosc wstydliwa. Potem w Poniedzialek dalo sie wyczuc jakby koledzy mieli do mnie zal ze nie poszlam ze zmarnowalam taka okazje. Na moje pytanie o co im chodzi zapadla grobowa cisza i nikt mi nie chce powiedziec. Sam niby mna bardzo zainteresowany kolega oswiadczyl na nastepny dzien tj. Wtorek ze bierze slub koscielny. Calkowicie zwariowalam - dopiero co mowil ze jest niezbyt szczesliwy a tu nagle taka radosna wiadomosc. Wiem, ze to brzmi jak wenezuelska telenowela. Nigdy nie bylam w takiej sytuacji. Obecnie mam podjazdy, ze moglam zrobic cos tym wczesniej i dac mu znac ze go bardzo lubie. Oczywiscie nie jest to powiedziane jasno i bezposrednio. Tak wniskuje z podtekstow. Co o tym wszystkim myslicie, bo mnie sie wydaje ze padlam ofiara kiepskiego zartu z moich uczuc i emocji oczywiscie. Chyba nikt z poczucia niespelnienia nie idzie w slub koscielny??? Sam niby kolega stal sie dla mnie chlodny i trochu nieuprzejmy. Co o tym sadzicie i jego zachowaniu???
Co tu sądzić? Prościzna: dałaś mu znak, że coś do niego czujesz, więc chłopina zaczął urabiać sobie grunt (być dla Ciebie milutki i narzekać na swoje małżeństwo). A to, że nie poszłaś na imprezę, odebrał jako sygnał, że już zainteresowana nie jesteś, więc przestał się wysilać.
Witaj Giglunia, chyba za bardzo się w to zaangażowałaś.
Moim zdaniem niepotrzebnie sama narobiłaś sobie nadziei ,nie napisałaś tutaj nic takiego,że ów chłopak mówił Ci o jakichkolwiek uczuciach.
Zresztą mieszanie się w życie chłopaka zaręczonego to chyba nie najlepszy pomysł,raczej dla mnie głupota.
Liczyłaś na to, że raptem rzuci tamtą i padnie Ci w ramiona???
Nie wiem o co masz żal do niego,skoro niczego Ci nie obiecywał.
4 2011-10-19 17:54:33 Ostatnio edytowany przez Muszka28 (2011-10-19 17:56:28)
Przede wszystkim bardzo dobrze że nie poszłaś podejrzewam, że przez to iż facet wiedział ,że ci się podoba chciał cię wykorzystać lub co najmniej zadrwić z twoich uczuć.Świadczy to o nie najlepszym wychowaniu tego faceta jak i braku jakiejkolwiek przyzwoitości .Nie naśmiewa się nigdy z niczyich uczuć to nie jest w porządku. A tobie radzę trzymać fason i dać sobie z nim spokój faceci myśleli ,że zrobią sobie kawał kosztem twoich uczuć a on myślał ,że wykorzysta sytuacje aby móc się pochwalić przed kolegami , że cię uwiódł bo chciał pochwalić się jaki z niego macho a zamiast tego pochwalił się wszemi wobec, że jest idiotą daj sobie spokój z nim nie jest tego wart!
Temat ktory porusze jest zagmatwany, ale musze sie wygadac. Ok.1.5 roku temu poznalam w pracy kolege. Na poczatku nie bardzo sie lubielismy tak nam sie przynajmniej wydawalo. Jak to sie czasem mowi kto sie czubi ten sie lubi. On sie dowiedzial ze mi sie podoba a ja jemu wtedy jak byl juz zareczony. byl dla mnie troche milszy, ale tylko w kontekscie spraw zawodowych. Podobno myslal, ze wyznam mu uczucie i wtedy by z tamta kobieta zerwal. Mnie sie wydalo to wszystko chore tj. jak powiem o uczuciach to wybierze mnie a jak nie tamta. To co obie podobalysmy sie mu jednakowo??? Po slubie cywilnym wrocil do biura i caly czas przez ok. 2 miesiecy marudzil ze jest nieszczesliwy. Nawet przy mnie koledzy robili podjazdy zeby nastepnym razem ozenil sie ta ktora rzeczywiscie chce. Wiem, ze to glupie ale to dodatkowo wzbieralo moje uczucie do niego. Robil do mnie podchody i caly czas sie bezczelnie gapil dajac do zrozumienia, ze nadal mu sie podobam i chyba nie jestem obojetna? Nawet ludzie w biurze to widzieli i zartowali z niego. Ok. 2 tyg temu koledzy z pracy zorganizowali spotkanie w pubie po pracy. Przewaznie zapraszaja samych facetow, ale tym razem zaprosili tez wszystkie dziewczyny. Zadna nie poszla, wiec ja tez zrezygnowalam bo nie chcialam siedziec z grupa 10 facetow sama. Jestem dosc wstydliwa. Potem w Poniedzialek dalo sie wyczuc jakby koledzy mieli do mnie zal ze nie poszlam ze zmarnowalam taka okazje. Na moje pytanie o co im chodzi zapadla grobowa cisza i nikt mi nie chce powiedziec. Sam niby mna bardzo zainteresowany kolega oswiadczyl na nastepny dzien tj. Wtorek ze bierze slub koscielny. Calkowicie zwariowalam - dopiero co mowil ze jest niezbyt szczesliwy a tu nagle taka radosna wiadomosc. Wiem, ze to brzmi jak wenezuelska telenowela. Nigdy nie bylam w takiej sytuacji. Obecnie mam podjazdy, ze moglam zrobic cos tym wczesniej i dac mu znac ze go bardzo lubie. Oczywiscie nie jest to powiedziane jasno i bezposrednio. Tak wniskuje z podtekstow. Co o tym wszystkim myslicie, bo mnie sie wydaje ze padlam ofiara kiepskiego zartu z moich uczuc i emocji oczywiscie. Chyba nikt z poczucia niespelnienia nie idzie w slub koscielny??? Sam niby kolega stal sie dla mnie chlodny i trochu nieuprzejmy. Co o tym sadzicie i jego zachowaniu???
Trudno komentowac -jesteście siebie warci !
O to chodzi ze ja nie dalam mu zadnych sygnalow jak byl zareczony ze chce go sciagnac na swoja strone. To powiedzieli mu koledzy z pracy. To jest czasem tak, ze wszyscy czasem cos widza procz samego zainteresowanego. Mam zal jedynie do kolegow ze jak wiedzieli ze nasza sympatia jest w dwie strony to czemu nie swatali nas wczesniej a nie dopiero po zareczynach. Jak sie dowiedzial ze jest zareczony nie probowalm go zagadywac ani szukac specjalnie jego towarzystwa. Dlatego sie bardzo zdziwilam, ze tak naprawde bardziej zaczal mnie podrywac po swoim cywilnym slubie. Ja wiem, ze to brzmi jak brzmi, ale podobno to on byl rozczarowany ze nic z tego nie wyszlo. To po co do diabla bral ten slub. Ja mamzasady i nie podrywam zareczonych facetow no chyba ze to oni dochodza do wniosku, ze tych zareczyn tak naprawde nie chcieli. To dlatego teraz mowia ze sama jestem sobie winna bo nie walczylam o niego i nie wydarlam tamtej z rak. Natomiast facet jest totalnie niewinny i wybielony. Coz za ironia.
7 2011-10-20 02:57:47 Ostatnio edytowany przez młody-stary (2011-10-20 02:59:58)
W sumie racja.
Skoro nie startowałaś to jesteś ok.
A on tak czy siak zachował się jak..imbecyl.
Tylko zatanawia mnie zatem czemu serce aż krwawi.
Nie była to żadna okazja, szansa bo facet nie wart zachodu.
Tak jak napisała tu jedna osoba - za bardzo się zaangazowałaś i być może za szybko.
Znam taką sytuację, gdzie chłopak się mocno zaangażował już pierwszego dnia i drugiego musieliśmy go ze znajomymi pocieszać.