Cześć
Mam prawie 30 lat, od kilku lat jestem tzw singlem, wcale nie z wyboru.... Mam znajomych, przyjaciółki i są okresy, że samotność mi tak bardzo nie dokucza. Ale czuję wielką potrzebę dzielenia z kimś tego codziennego życia, tęsknię za kimś kto po prostu ze mną będzie, chyba wiecie co mam na myśli.... Prowadzę towarzyskie życie, często wychodzę ale głównie w gronie znajomych, nie przepadam za dyskotekami, a czas kiedy ludzi poznawało się na każdym kroku z łatwością już chyba jest za mną. Jestem raczej uczuciową osobą i bardzo łatwo angażuję się w nowe znajomości. Nie raz i nie dwa płakałam po nocach z powodu źle ulokowanych uczuć.... Niestety, zwracają na mnie uwagę najczęściej faceci, którzy są już z kimś związani. Nigdy nie wchodziłam w takie układy, do niedawna. Na początku był szał i szczęście, a teraz przyszedł smutek. Nie jest to taki typowy romans, bo znamy się wiele lat i od zawsze coś tam iskrzyło, ale było chyba tłumione przez obie strony. Nagle coś się zmieniło i wyszło jak wyszło.... Chciałabym być po prostu szczęśliwa, bo każdy na szczęście zasługuje. Ale jak już robi się w moim życiu stabilnie to pakuję się w coś co burzy cały mój świat, a teraz jestem w wyjątkowo trudnej sytuacji.... Nie potrafię zrezygnować z tej znajomości, ale czuję, że zaczyna mnie to przerastać.... Jak mam sobie samej pomóc??
Witaj milva
Rozumiem Cię doskonale, aczkolwiek ja nie mogłabym dzielić faceta z inna kobietą, podziwiam Cię, wiem że cieżko jest zrezygnować z każdego związku, pewnie on daje Ci momenty w ktorych czujesz sie piękna, akceptowana i szczęsliwsza ale nie na tym to wszystko polega...
Ten zwiazek nie ma sensu i taka znajomość jeżeli cierpisz... Zrób wszystko żeby o nim zapomnieć albo zrób wszystko żeby go zdobyć tylko dla siebie, jednak kiedy on wybierze tamta to nie nalgaj bo na siłe nie można. Zajmij sie czyms co Cię odciągnie od niego,
Pozdrawiam
Milva, wiem, jak to jest. Jestem, a raczej byłam, w podobnej sytuacji.
Człowiek bywa zmęczony nie tyle swoją samotnością - bo samotny jest przez całe życie - co swoim głodem miłości.
Stąd "niebezpieczne związki". Stąd przypadkowy seks, stąd masa innych rzeczy. Zrobiłoby się wszystko, byle ten głód nasycić. Jeżeli istota ludzka jest faktycznie głodna, w znaczeniu niemetaforycznym, to też w końcu zacznie kraść, zabijać, robić wszystko, by tę potrzebę zaspokoić.
Ja kiedyś co dwa dni średnio budziłam się w innym łóżku, poznawałam faceta - i po pięciu minutach było to zakochanie na zabój, spotykałam się z żonatymi, albo z jakimiś mendami.
Nie umiem Ci powiedzieć, co się zmieniło, że tego już nie robię.
Może to, że terapeuci nauczyli mnie widzieć, jak nieskuteczne są to działania wobec problemu?
Może to, że sama zauważyłam, że po za kłopotami niczego mi to nie daje?
I, że nigdy nie kończy się dobrze?
Trzeba zaakceptować odważnie, że
1) Jestem sama
2) Nikt mnie nie kocha
ale:
1) Od dzisiaj ja kocham siebie, ja się sobą opiekuję, o siebie się troszczę
2) Istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że ktoś inny mnie też w końcu pokocha
... i zająć się generalnie czymś innym. Nie skupiać się na brakach, deficytach, tęsknotach. Tylko zacząć czytać więcej książek, nauczyć się gotować więcej potraw, grać na gitarze, pojechać do Lublina, nie wiem... Po prostu olać to.
Palacze bardzo często, żeby oszukać głód, zapalają papierosa. Można też wypić wiadro wody. Ani jedno, ani drugie nas nie nakarmi, ale pozwala chwilowo ogarnąć sytuację. Tak samo jest z głodem emocjonalnym: trzeba robić cokolwiek, żeby go nie czuć.
A jak już się nauczysz kochać siebie i sama dla siebie, to pytanie przestanie mieć znaczenie.
maszkarado,
jesteś bardzo mądrą i cudną kobietą, która nie składa się wyłącznie z mózgu
, ale która ma również olbrzymie serce.
milva,
posłuchaj tej mądrej kobiety. Wie, co prawi.
Też jestem pod wrażeniem tego, co napisała Maszkarada ![]()
Autorko, kochaj i szanuj siebie!
Zaczerwieniłam się ![]()
A jeszcze chciałam dodać a propos "kogoś, kto by po prostu był".
Nie można nie wymagać niczego. Pije, bije, ale jest. Jest głupi, ale jest. Brzydki jak listopadowa noc, ale jest.
Trzeba się cenić i nie obniżać standardów w imię dostępności.
Życie to jest taki rynek, gdzie my się sprzedajemy po takiej cenie, jaką zawołamy za swoją skórę.
Jeżeli masz na czole kartkę z napisem "tanio" (tj. nie wymagam wiele, w zasadzie to po prostu bądź, a ja cię już dopieszczę) to przyjdą tacy, którzy nie chcą wiele inwestować.
Maszkarado
Jesteś mądrą kobietą. Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź. Z wielu rzeczy zdaję sobie sprawę. Człowiek podświadomie w takich sytuacjach uruchamia mechanizmy obronne.... Ale i tak przychodzi moment zwątpienia, bezsilność. I bunt... A w tej chwili nie mam w sobie dosyć siły żeby się odciąć. Tak jak napisałaś "głód miłości"....
Dzięki dziewczyny za wsparcie
Lżej na duszy mi się zrobiło. I widzę, że są jeszcze mądre kobiety w tym społeczeństwie... ![]()
Nie wmawiaj sobie, że nie masz siły.
Każdy z nas ma tyle siły, ile potrzebuje.
Po prostu na razie nie widzisz jeszcze korzyści z użycia jej.
Lub/i paraliżuje Cię strach przed utratą...
... ochłapów rzucanych z pańskiego stołu?
Jesteś człowiekiem, masz swoją przyrodzoną godność. Sama musisz ją respektować, a następnie nauczyć respektowania jej innych. Zawsze znajdą się tacy, którzy nie będą chcieli jej uznać - tych należy zabić albo zlać ![]()
Jeżeli zobaczysz swoją godność (i nie chodzi tu o jakieś tanie gierki z fochami, wręcz przeciwnie) zobaczysz też, że schylanie się po te ochłapy jest nieludzkie.
Z bólem da się żyć.
Z niemożnością spojrzenia sobie w twarz już gorzej. A do tego prowadzi zagubienie godności.
Spojrzysz w lustro i ono Ci powie: pozwalałam się wykorzystywać, oszukiwać i mamić za fałszywy substytut miłości.
Potem trzeba je długo błagać, by przestało to powtarzać.
Trzeba zaakceptować odważnie, że
1) Jestem sama
2) Nikt mnie nie kochaale:
1) Od dzisiaj ja kocham siebie, ja się sobą opiekuję, o siebie się troszczę
2) Istnieje statystyczne prawdopodobieństwo, że ktoś inny mnie też w końcu pokocha... i zająć się generalnie czymś innym. Nie skupiać się na brakach, deficytach, tęsknotach. Tylko zacząć czytać więcej książek, nauczyć się gotować więcej potraw, grać na gitarze, pojechać do Lublina, nie wiem... Po prostu olać to.
A jak już się nauczysz kochać siebie i sama dla siebie, to pytanie przestanie mieć znaczenie.
Dzieki Maszkarada
powiesze to sobie nad łózkiem:) olac to i wreszcie zaczac zyc chocby w pojedynke i przestac sie zamartwiac faktem "Boze jestem sama...czy ktos jeszcze mnie pokocha...czy jestem warta tego by ktos mnie pokochał" i tym podobym śmieciom , które jedynie niszcza moja psyche.
DZIEKI
ten post był pisany dla mnie:)
10 2011-10-19 19:15:48 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-10-19 19:25:01)
Milva, bardzo się cieszę, że opisałaś swoją historię, bo dzięki temu chyba bardziej zdiagnozowałam swój przypadek
Mi też samotność, brak miłości doskwiera tak bardzo, że pakuję się w coraz większe tarapaty. Wystarczy, że poczuję słynne "motyle" (bardzo rzadkie zjawisko) i rzucam się na oślep nie bardzo zastanawiając się nad konsekwencjami. Albo może konsekwencje znam, ale to mnie nie powstrzymuje. Pisałam juz wielokrotnie o mojej znajomości z żonatym facetem i nie chcę już tego przywoływać, bo to powoli jest już za mną. Musiałam niejako sprowokować rozstanie i facet po prostu zwiał, jak skomentował ktoś w innym wątku
, ale ja mogę ruszyć w końcu z miejsca. Trochę to przeżywam, ale wiem, że tak jest dobrze. Polecam ![]()
I tak sobie myślę, że miałam już tyle ekstremalnych emocji, że jestem już tym zmęczona i dopiero teraz mogę docenić stabilizację i w większym stopniu używać głowy ![]()
Chciałabym być tak mądra i silna jak Maszkarada...
Girls,
a myślicie, że ja się nie pier* z całą gamą uczuć..? Im jestem zdrowsza, to tych emocji pojawia się coraz więcej i więcej - bo funkcjonalne, "zdrowe" życie polega na opuszczeniu gardy. Na dopuszczeniu do odczuwania między innymi bólu. Przeprogramowaniu mechanizmów obronnych.
Najpierw stajesz naga, bezbronna i opuszczona, przyznajesz przed sobą: no tak, głupio jakoś wyszło, ale jestem ofiarą samej siebie i zabiłam w sobie godność, szacunek do siebie, miłość i parę innych, przydatnych rzeczy.
Tak jak alkoholik, każdy inny -holik, musi osiągnąć ten stan, który dla niego personalnie będzie dnem.
U mnie za każdym razem okazywało się, że jak myślałam, że jestem na dnie, to ktoś tam z dołu mnie wołał ![]()
Aż w końcu przywaliłam tak głową w muł (mur?), że wiedziałam: oto i moje własne, osobiste dno.
Myślicie, że ja nie wpadnę jeszcze raz, drugi i trzeci w jakieś kłopoty? Ha, ha. Pewnie będę się starać nie wpaść, ale do zdrowia to mi jeszcze lata świetlne, a przecież nie leżę bezpiecznie na Sobieskiego, tylko normalnie żyję.
Życzę nam wszystkim szczęścia!
Zaczne od tego drogie Panie ze taki facet ktory ma zone i intersuje sie innymi kobietami to zwykły Gnój i powinno sie takich typów karac kropka na czole w kolorze czerwieni. Ile taki Typ moze skrzywdzic kobiet ? bo jak sie wyda to zona płacze no i Kochanka bo wszystko sie wydało i wszycy wiedzą Dziwie sie drogie panie ze madre dziewczyny pakuja sie w takie bagno bo juz od zalania dziejów wiadomo ze zawsze do żon wracaja .Milva POZBIERAJ SIE KOCHANA I DAJ KOPA TEMU PANU TAKIEGO ZE AZ GO POGOTWIE ZABIERZE. JESTES FAJNĄ KOBITKA STAC CIĘ NA COŚ ZNACZNIE WIĘCEJ NIŻ RESZTKA CUDZEGO MĘŻA.
Wez sie w Garść !!!!
W sumie Maszkarada chyba wyczerpała słowa jakie móglbym użyć, zgadzam się też z Sunami - żonaci faceci co się oglądają za..nic sobą nie reprezentują.
I jasne, że stać Cię Milvo na coś lepszego.
Od siebie jeszcze dodam, że dyskoteki i kluby z założenia raczej mądrych facetów nie ciągną.
Kiedyś pochodizłem po paru by nie czuć się jak odludek a wracając samemu czułem się do kitu.
Powiedziałem sobie - dość z klubami.
A lepszą imprezę jestem w stanie sam zorganizować.![]()
Kochani.... Gdyby okiełznanie uczuć było łatwe to ludzie byliby szczęśliwsi
no ale jest jak jest.... Powoli nabieram dystansu do tego wszystkiego i zbieram siły... Jak będzie to będzie, ale trzeba iść do przodu z podniesioną głową
I jeszcze jedno - w klubach nie ma porządnych facetów tylko samce ![]()
Dzięki wielkie za wszystkie Wasze słowa!!!!