Hej, jestem tutaj nowa, więc proszę o wyrozumiałość. Mam 20 lat, ale nie piszę tutaj po to by się pochwalić, tylko żeby się wygadać. Moje życie od początku nie wydawało się usłane różami, i takim też pozostało. Ojciec alkoholik, bił mnie i mamę, po kilku latach tej męczarni uciekłyśmy z domu. Mama wzieła z ojcem rozwód. Po roku zachorowała na raka. Był to okres, w którym ja mama i siostra mieszkałysmy u babci. jednak tam też się nie przelewało. Mama była po kilku chemioterapiach, operacjach, a mimo to babcia kazała jej pomagać w domu chociaz wiedziała, ze nie może dźwigac. Postanowiłam się jej postawić, wtedy wygoniła mnie z domu i zwyzywała, żdążyłam tylko zabrać swoje rzeczy i uciec. miałam może z 12 lat.. Zadzwoniłam po ojca. Błagałam zeby nas zabrali. Tak też się stało. Miłego pożegnania niestety nie miałyśmy. Ale przynajmniej ojciec przestał pić, a rodzice wzieli ponowny ślub, jednak mama była juz na tyle słaba, że odbył się w domu. po kilku miesiącach odeszła od nas, a ojciec znów wpadł w trans. Jednak po dwóch latach życie sie do nas moznaby powiedzieć usmiechnelo, bo ojciec zachorował na trzustke i dostał zakaz spożywania alkoholu. Zycie zaczęło się układać. Wtedy zdałam prawo jazdy. Cały czas o nim marzyłam, lecz one zgotowało mi najwieksze piekło. piekło i krzywdę o jakiej nie myślałam.. Była noc, wracałam z dwoma osobami. nagle z rowu wyskoczyła sarna. ominełam ją. lecz mokra nawierzchnia wprawiła koła w poślizg. drugi raz wyszłam cało z wypadku, tylko przez to, ze miałam pasy. Niestety tym dwóm osobom brak pasów zabrał życie. Ze szpitala mnie nie wypuśćili na pogrzeb, z jednej strony mam ogromne wyrzuty sumienia ale z drugiej wiem ze bym tego nie zniosła. Serce by mi pekło widzac to ilu osobom zniszczyłam życie. Wypadek stał się moją przepustką do gorszego świata. Swiata w którym teraz muszę żyć i niestety nie umiem tego zrobić. Żyje z wyrokiem z spowodowany czyn, i ciągła tułaczka po sądach i komentarze sedziego doprowadziła do tego, że wypadek teraz stał się dla mnie czymś złym, przez to nie chodze na cmentarz, nie chcę chodzić do kościoła, zwykłe zwrócenie uwagi wprawia mnie w płacz a krzyk byle kogo od razu przenosi się na mój obłędny płacz. nie umiem nad tym zapanować. stałam sie taka słaba, każde słowo krytyki sprawia mi ogromna przykrość z ktorą nie umiem sobie poradzić. W poniedziałek zaczynam studia, nie wiem jak długo na nim wytrzymam, nie wiem jak długo zniosę obecność wielu ludzi obok siebie, bo przez ten rok stałam się osobą nie tyle co samotną lecz odciętą od świata i od rzeczywistości. Czuję, ze stałam się po prostu głupia, wspomnienia znikneły wraz z wypadkiem, czuje pustke w głowie. Psycholog mi nie pomógł, po prostu, nic znaczącego nie wnosił w moje życie. psychiatra przepisywał leki na depresje. tak, wiem, że ją mam. Czuję to i widzę. Mam dni kiedy zwykłe słowa wprawaiają mnie w placz, zwykła rozmowa, a ja potrzebuję tylko ciszy. tak nie da się funkcjonować, bo ja po prostu oprócz żalu i smutku nic innego nie czuje..
aż dreszcze mi przeszły jak przeczytałam Twój wątek. Nie możesz zamkykać się w domu i czuć się odpowiedzialna za to wszystko przecież to nie Twoja wina.. Nie mogłaś przewidzieć skutków tego wypadku! Zrzuć te brzemię, które nosisz.. To Ci nie pomaga, jeszcze bardziej gnębi. Otwórz się do ludzi, może wtedy choć trochę odciążysz się od tych myśli. Twoje życie nie było usłane różami, ale nauczyło Cię pewnie dużo, aby się nie poddawać.. Więc wykorzystaj to, co posiadasz! Nie mogę Ci inaczej pomóc. Nie będzie Ci łatwo, ale uważam, że powinnaś sobie z tym poradzić. A studia to idealny pomysł- zacznie się nauka, dużo nauki i nie będziesz miała tyle czasu, aby ciągle to rozpamiętywać, czasu nie cofniesz. Jeżeli chcesz porozmawiać to napisz do mnie, może rozmowa z nieznajomą, bezstronną osobą Ci pomoże.
Pozdrawiam!
Skarbie, tak mi przykro
Tyle przeszłaś... i taka młodziutka jesteś. Nie izoluj się od ludzi tylko zachowaj mały dystans. Nie daj sobie wmówić, że masz pecha czy cokolwiek w tym guście. Stało się. Nie oglądaj się za siebie, nie pozwól, aby to co Ci się przytrafiło przyćmiło całe Twoje życie.
Ściskam Cię mocno i życzę mnóstwo słońca w Twoim życiu ![]()
A studia to idealny pomysł- zacznie się nauka, dużo nauki i nie będziesz miała tyle czasu, aby ciągle to rozpamiętywać, czasu nie cofniesz. Jeżeli chcesz porozmawiać to napisz do mnie, może rozmowa z nieznajomą, bezstronną osobą Ci pomoże.
Pozdrawiam!
Jeśli chodzi o studia to niestety boję się ze sobie nie poradze z nauką. Nic mi do głowy nie wchodzi. mogłam się uczyc ale po chwili tak już nic nie pamiętałam.
Musisz popracować trochę nad sobą, bo widać, to co Cię spotkało, sprawia, że brakuje Ci wiary we własne siły. A ja myślę, że sobie poradzisz
Moze na początku będziesz musiała trochę dłużej posiedzieć niż inni przy książkach, ale zobaczysz potem pójdzie z górki ![]()
Popracujesz nad tym i myślę, że sobie poradzisz.. Musisz zacząć wierzyć w siebie, to już jest połowa sukcesu ![]()
Przykro jest czytać twoja historię a jeszcze trudniej ja sobie wyobrazić a jeszcze trudniej ja przejść .Naprawdę chyle czoła.Jestes tak młoda a tyle przeszłaś jak ktoś tu zauważył .Los jest czasami bardzo brutalny .Co do wypadku, to jesteś niewinna,widocznie nie mogło być inaczej .Módl się koniecznie za te osoby które zginęły i za siebie też.Przede wszystkim wybacz sobie ,a wszystko będzie dobrze.Pomyśl wypadki sa na drogach,każdego to mogło spotkać,ciebie też.Może dlatego Ciebie że będziesz silniejsza i w końcu się z tym pogodzisz .A ktoś inny mógłby sobie nie poradzić .wiem że żałujesz obwiniasz siebie ale musisz nauczyć się z tym żyć,żyć na nowo. . . Moja ciocia wzięła pare lat temu kuzyna pod opiekę,pojechała nad wodę niedopilnowanie sprawiło że się utopił ,miał iść do 1 komuni świetej Była rozpacz, żal ,krzyki ,urazy wszystko I jEJ WYRZUTY SUMIENIA ,ale czeba było z czasem to pokonać i nauczyć się z tym żyć .Dziś po paru latach nawet rozmawia normalnie z matką tego dziecka a to był synek jej brata.Tak więc czas leczy złamane serca pozwala zapomnieć i żyć od nowa .Tobie tez tego życzę nie obwiniaj się to mogło spotkać każdego niestety Bóg wybrał ciebie nikt nie wie dlaczego Ale teraz WSTAŃ I IDZ DALEJ . . .
Witaj:bardzo poruszył mnie Twój post jesteś bardzo wrażliwą dziewczyną przeszłaś sporą traumę zarówno w czasie dzieciństwa i dorastania i ostatnio w wyniku tego wypadku.Jednak nie możesz zatrzymać swojego życia na tym momencie i zamknąć się w sobie jak
już Ci radziły moje poprzedniczki.Być może ten wypadek był "ukoronowaniem wszystkiego" co dotychczas złego Tobie się przytrafiło i
teraz czujesz się jakby całkowicie wypalona i niezdolna do pójścia dalej przez życie i nie dziwię Ci się masz prawo tak to odczuwać tak działa w takich momentach nasza psychika, ale z tego co piszesz jesteś przecież dzielną i zdolną dziewczyną przecież duzo wcześniej
moglaś się załamać a ty mimo trudnośći rodzinnych uczyłaś się i dostałaś na studia. Nie każdy by sobie tak poradził (ja Cię podziwiam)
a TY dokonałaś już dużo zapewne sporym wysiłkiem i nie możesz tego teraz zaprzepaścić ,otwórz się na innych jest masa ludzi którzy także czują sie beznadziejnie i są zrezygnowani może ktoś oczekuje pomocy właśnie od Ciebie?. Pomyśl także o ewentualnej wizycie
u psychologa dużo ludzi właśnie po różnych wypadkach korzysta z takiej pomocy być może spotkasz tam osoby które przeżyły podobne
historie i łatwiej jest wtedy pokonać to wszystko co jest dla nas udręką. I głowa do góry! Przed Tobą dopiero życie się zaczyna.
Ściskam Cię serdecznie Evika.
Przepraszam teraz dopiero doczytałam się ,że u psychologa już byłaś ja tu bardziej myślałam o jakiejś terapii w grupie gdzie są ludzie z podobnymi problemami być może już takową przeszłaś? a może opowiedz swoją historię osobie duchownej np.jakiemuś księdzu madremu i zaufanemu rzecz jasna mnie w swoim czasie taka osoba dużo pomogła.
a może opowiedz swoją historię osobie duchownej np.jakiemuś księdzu madremu i zaufanemu rzecz jasna mnie w swoim czasie taka osoba dużo pomogła.
Chciałam, aczkolwiek to, co się stało nie daje mi jeszcze możliwości swobodnego mówienia o tym. Wejście do zakrystii i zamowienie mszy jest dla mnie dużą dawką stresu i gdy zaczynam wypowiadać słowa nie umiem zapanować nad łzami, a co dopiero porozmawiać o tym z księdzem.
A może po prostu trzeba zawierzyć P.Bogu swoją sytuację nie wiem jaka jest Twoja wiara ale pamiętaj dla Boga każdy z nas jest jedyny
i niepowtarzalny jak ja byłam w depresji też do niego się zwrociłam gdy ludzkie i moje własne wysiłki nie pomagały.Ja codziennie siadałam i otwierałam przed Nim swoje serce powierzając Mu siebie i wszystkie swoje sprawy w każdym dniu,nawet się kłóciłam z P.Bogiem pytając dlaczego mnie tak doświadcza (byłam w swoim czasie bardzo samotna po śmierci bliskich mi osób w dodatku nie miałam pracy i zadnych środków do życia) wtedy nie rozumiałam dlaczego mnie tak doświadcza później wszystko zaczeło sie układać gdy stracilam już wszelką nadzieję a były momenty że nie chciałam żyć i tak samo jak Ty miałam wiecznie łzy w oczach potrzebowalam
kontaktu z ludźmi a jednocześnie się ich bałam i też nie tak od razu poszłam do osoby duchownej nawet raz się zdecydowalam i w ostatniej chwili uciekłam. pamiętam że rozmawiałam wtedy z Bogiem jak z bliską osobą mówiłam Mu o wszystkich troskach ,sytuacjach,których się boję i tak szłam przez życie i stopniowo czulam się coraz silniejsza.I Tobie też życzę z całego serca tej siły bo zasługujesz na to.Uwierz mi wiele ludzi przeszło przez taką traumę że był taki feralny dzień który zaważył na ich życiu i oddali by wszystko żeby do tego nie doszło a jednak trzeba jakoś funkcjonować.Nikt z nas nie może przewidzieć co może nas spotkać następnego dnia ale nie wolno nam wpadać w panikę bo inaczej połowa ludzi nie wychodzilaby w ogóle z domu.A ilu np.lekarzy którym według ich zdania z ich winy nie powiodła się operacja czy leczenie przestali by pomagać ludziom. Zarówno niepowodzenia jak i tragedie są już wpisane w nasze życie i nic na to nie poradzimy.Najważniejsze żebysmy nigdy nikogo dobrowolnie nie krzywdzili i nie ranili.
Strasznie sie rozpisalam ale myślę że na PEWNO SOBIE PORADZISZ powtarzaj to sobie codziennie a zobaczysz że tak się stanie.Życzę Ci miłych dni i pomyślności na studiach. Napisz jak sobie radzisz i uśmiechaj się choćby i przez łzy.
12 2011-10-15 12:20:25 Ostatnio edytowany przez gdybymwiedziala (2011-10-15 12:24:53)
Dziewczyny! Jednak istnieje trochę sprawiedliwości na tym świecie
Wczoraj miałam rozprawę w sądzie, umorzono moje koszty związane z wypadkiem, a nie było ich mało bo aż 9tys. Jednak nie wszystko jest takim złem jakim się wydaje! Są ludzie, którzy chcą pomóc, a nie tylko odhaczyć kolejną sprawę jako zakończoną i wykonać swoją prace
Na studiach nie jest jeszcze tak źle, wiem już, że będę miała mały problem z matematyka, bo niestety wykładowcy starają się zrobić wszystko w bardzo szybkim tempie, no ale przecież oprócz mnie jest jeszcze 160 innych osób i być może nie tylko ja sobie nie radzę ! Inne przedmioty już miałam więc to dla mnie jak na razie forma powtórki. Zobaczymy jak wszystko potoczy sie dalej. Miejmy nadzieję, że będzie coraz lepiej! Pozdrawiam ![]()
No przecież Ci już pisałyśmy że jesteś silną i zaradną dziewczyną i widzisz sama już sobie zaczynasz radzić ,teraz na pewno wszystko pójdzie z górki wiadomo zawsze po drodze mogą się trafić nowe problemy ale cóż SAMO ŻYCIE! Powodzenia Trzymam kciuki za Ciebie!