Hej Wszystkim,
Mam nadzieje, ze moja historia nie wyda Wam sie smieszna ale postanowilam ze przelanie moze na kompa swojej historii pomoze mi. Jestem w zwiazku dopiero 6mscy. Zaczne od tego, ze to zwiazek na odleglosc (1200KM). Moim problem jest to, ze od poczatku udawalam kogos innego, staralam sie wykreowac na taka osoba, ktora moj partner sobie wymarzyl. W pewnym momencie, zaczelam miec leki, ze mnie zostawi, jesli pojawialy sie drobne problemy. Ostatnio wyznalam mu, ze udawalam kogos kims nie jestem, nie moglam juz tego dusic w sobie. Przyjal to placzac, i mowil ze widzi potwierdzenie tego ze on moze nie daje mi tego czego powinien. Na co ja stwierdzilam, ze dostalam wszystko to co mogla, tylko pewnych rzeczy otwarcie mu nie mowil, bojac sie, tlamsilam je w sobie. Stanelo na tym, ze mnie kocha, wiec daje szanse na naprawienie tego. Tyle, ze ostatnio znowu to wrocilo, mowil ze sie zastanawia, i ma rozne mysli na glowie, kogo teraz zobaczy za ten miesiac, ktora czesc mnie. Za ktora osoba teskni? ktora kocha. Robie wszystko, zeby byc szczera, mowic o swoich uczuciach, walczyc. Tylko jak? jak nie stracic kogos kogo naprawde pokachalam, za wszystko co otrzymalam od niego. jak zlikwidowac to jego myslenia i roztrapywania przeslosci i wszystkiego, analiza kazdego mojego slowa, kazdej reakcji. Ta filozofie ktora nie potzrebnie zatruwa ten zwiazek? dziewcyzny jesli ktoras miala podobny problem, lub jakiekolwiek doswiadczenie. please pomocy...