Witam. Mam 18 lat, w tym roku zdaję maturę. Forum śledzę od dawna ale dopiero wczorajsze wydarzenia natchnęły mnie do napisania.
Otóż wczoraj moja mama dowiedziała się od swojej matki i brata, że 17 lat temu moja babcia przepisała swoje mieszkanie jako darowiznę mojemu wujkowi. Jest to duże mieszkanie, w świetnej lokalizacji, warte około 1 miliona zł. Mojej mamie została jedynie 1/6 którą przepisał jej ojciec. Czyli około 150 000 zł. Jest to trudna sytuacja, gdyż mamie zostało jeszcze około 300 000 zł. do wykupienia mieszkania, w którym mieszka ze mną i z tata na własność, a liczyła że uda jej się to mieszkanie z tych pieniędzy wykupić choć dla mnie i dla siostry, sama ma straszne problemy finansowe - własna firma. Może zacytuję też słowa jakie wczoraj usłyszała od swojego brata "przeleję ci te 150k bo muszę, ale więcej ci się nie należy!" "pomódl się do ojca, może on ci pomoże!". (dziadek kochał bardzo moją mamę, bo jej matka lekko mówiąc - woli synka).
Wujek będzie miał około 900k z tego mieszkania, które pójdzie na nowy dom jego córki (która wzięła kredyt na milion), mojej siostry ciotecznej (ma już jeden, dostali go od rodziny męża, wraz z ziemią, ale teraz budują zupełnie nowy od podstaw, większy, piętrowy).
Prawdą jest iż moja mama na co dzień nie zajmuje się babcią. Ale nie jest złą córką i przez te 17 lat spędzaliśmy razem wszystkie święta, moje urodziny. Kiedy trzeba było, pomagali im z tatą, jak wujek wyjeżdżał, cokolwiek. Nie uchylali sie od pomocy. Po prostu... traktowali ich jak rodzinę. Kiedy moja mama powiedziała im, żeby jej pomogli, że jej ciężko, dowiedziała się że ich szantażuje i ma męża nieudacznika (tata od paru lat nie ma pracy, jednak 17 lat temu ją miał, ciężko pracował na nocne zmiany w elektrociepłowni), to prawda że nie jest idealny, ale co z tego? - To nie ma przecież żadnego znaczenia! widocznie dla nich miara człowieka jest ilość zarabianych przez niego pieniędzy. To wujek zajmował się całe życie babcią, ale to moja mama musiała włóczyć się po kawalerkach, wynajmowanych mieszkaniach, mieszkanie u teściowej z alzheimerem (pod koniec życia mieszkała ona u nas - nie znosiła matki, jak większość teściowych). Jestem pewna, że wolałaby mieszkać z babcią w wielkim mieszkaniu koła metra i się "nią opiekować" (bo nie jest ułomna, normalnie gotuje obiady itp.).
Może trochę o mojej siostrze ciotecznej, jej mąż pochodzi z bardzo bogatej rodziny wielkich katolików, którzy żrą się ze sobą o kasę cały czas. Moja mama jest jej matką chrzestną, a mimo to nigdy nie zaprasza jej/nas na urodziny swoich dzieci, mimo że na moje urodziny zawsze przychodzili, spędzają z nami święta. Wujek, ciocia i babcia opiekują się labradorem, którego siostra cioteczna kupiła, ale okazało się że on kopie u nich dziury w trawniku, skacze na wszystko i ogólnie jest brudny (jako szczeniaczek był super, fotki na fejsie ma). Mój ojciec dwa tygodnie temu wychodził z nim przez tydzień albo i więcej na spacery, bo wujek często wyjeżdża do pracy za granicę, cioci też wtedy nie było. A mieszkamy z pół godziny drogi samochodem, tylko że benzyna to dla nas teraz duży wydatek. Ale jak poprosili - moi rodzice nigdy nie odmówili pomocy, nieważne jak była ona absurdalna. Bo dla mnie jest to logiczne, że siostra cioteczna zabiera SWOJEGO psa do siebie, jak wujek nie może się nim zajmować. Ale on by jej zniszczył ogród.
Nie jest też tak że rodzina wujka jest biedna. On zarabia kilkanaście tysięcy złotych, babcia ma duża emeryturę - 2,5k. a ciocia jest emerytowaną nauczycielką, ale wciąż pracuje i dzięki temu ma jakieś 5k. Nie piszę tego z zawiści - nie! Chodzi mi o to, że sami mają świetną sytuację. Wujek swojemu wnuczkowi potrafi kupić prezenty za 1k na Wielkanoc!!! Ja na swoje 18ste urodziny dostałam o wiele mniej. A od siostry ciotecznej - chustkę i 50 zł (tez zarabia kupę kasy), jak na każde święta i są to moim zdaniem jej stare chustki, bez żadnej metki itp. Zupełnie nie w moim stylu oczywiście, ale mniejsza z tym.... Ogólnie siostra cioteczna ma rajskie życie, na weekend dzieci do dziadków, u dziadków pranie, obiad przywożony od dziadków.
Nie wiem co więcej napisać, chętnie odpowiem na pytania. Najgorsze w tym wszystkim jest to zakłamanie przez 17 lat... Wczoraj moi rodzice obydwoje (2gi raz w życiu kiedy widziałam jak mój ojciec płakał) płakali rzewnymi łzami, rodzina potraktowała ich jak śmiecie, nie mamy już rodziny (swoją droga kiedyś dziadkowi mojej mamy jego brat zrobił dokładnie to samo co teraz wujek mamie). Są obydwoje teraz załamani. Nie wiem, co ja mogłabym zrobić. Jak ich pocieszyć? Zadzwoniłam po starszą siostrę, przyjechała wczoraj, wysłuchała mamy, która opowiadała nam o swoim życiu, jak jej było ciężko (nie miałam o tym pojęcia, że aż tak), że babcia jak przyszła do mnie i zrobiła obiad, robiła listę co za ile kupiła i mama wszystko musiała jej oddawać. Mama ma kłopoty z nadciśnieniem i tak jej skoczyło, że zadzwoniliśmy na pogotowie. Na szczęście to nic takiego ale pojechali na badania bo od paru dni głowa bardzo ją boli, dali jej jakąś kroplówkę.
Co o tym myślicie? Co zrobilibyście na moim miejscu, bo ja naprawdę... nie wiem.