Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny - Netkobiety.pl

Witaj na Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone przez kobiety dla aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Porozmawiasz na takie tematy jak : miłość, związki, psychologia, edukacja, finanse, religia, zdrowie i uroda...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!

 

#1 2011-09-19 23:16:28

bachurek
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-05
Posty: 15

Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Długo się wahałam czy tu napisać... Ale czytam to forum już od prawie od 2 miesięcy i wiem, że bardzo mi ono pomogło, więc może moja historia też komuś pomoże. Sama historia - cóż - banalna, taka jakich tu mnóstwo. Tak - forum pomogło mi strywializować coś, co wydawało mi się niesamowite, niezwykłe, niespotykane. Myślałam, że takie uczucie się nie zdarza, takie historie to rzadkość. Tu uświadomiłam sobie, że jestem jedną z tysięcy kobiet, które przeżywają podobne sytuacje.

Nie jestem kochanką - o ile definicja kochanki zawiera zapis o sypianiu ze sobą. Więc nie - seksu nie ma w mojej opowieści. Jestem ja - kobieta, która pokochała żonatego mężczyznę. I On - żonaty mężczyna i ojciec, który pokochał mnie. Wszystko działo się stopniowo. Ja byłam samotna, mój narzeczony musiał wyjechać i zostałam sama w obcym mieście, bez znajomych, bez przyjaciół. Jedynym moim towarzystwem byli koledzy z pracy - cudowni ludzie, z którymi zaczęłam się w tym okresie bardzo mocno zżywać. Stworzyliśmy fajną paczkę. Wśród nich był On. Mimo że pracowaliśmy ze sobą już jakiś czas - dopiero wtedy zaczął mnie "zauważać". Nie wiem dlaczego. Mówił, że po prostu chciałby się ze mną zaprzyjaźnić, że w jakiś sposób do niego docieram. Ja byłam samotna i potrzebowałam takiego przyjaciela. Lampka ostrzegawcza mi się nie zaświeciła, bo wiedziałam że bardzo kocha swoją żonę, że tworzą zgodne małżeństwo. Bardzo często o niej opowiadał i były to ciepłe słowa, przekonujące mnie o jego uczuciu do niej. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej - żona nie miała nic przeciwko, ufała mu... A ja się zaczęłam zakochiwać - rzeczywiście ja docierałam do niego, on w jakiś sobie tylko właściwy sposób docierał do mnie - zamkniętej introwertyczki. Z tym uczuciem gasła moja miłość do narzeczonego. Nigdy w nim tak naprawdę nie byłam zakochana, byliśmy ze sobą bo przyjaźniliśmy się i ... nie było źle. Ale teraz zaczęłam odczuwać wszystkie braki, dokładnie wiedziałam i umiałam nazwać to co mi w nim nie pasuje... Rozmawialiśmy ze sobą, próbowaliśmy, ale nie udało się tego związku uratować - tylko i wyłącznie z mojej winy... Ale nie potrafiłam go oszukiwać i wyjść za człowieka, którego nie będę w stanie kochać 100% miłością.

Gdy tylko z nim się rozstałam, moje spotkania z przyjacielem z pracy zaczęły się zmieniać. Pojawiła się bliskość, dotyk ręki, przytulenie... Na szczęście nic więcej, oboje nie byliśmy w stanie przekroczyć granic jeszcze bardziej. Ale widać było, że ze spotkania na spotkanie emocje są coraz większe, sami zaczęliśmy się ich bać i zastanawialiśmy się gdzie to wszystko zabrnie. Jednocześnie nie byliśmy w stanie zatrzymać tej siły, która pchała nas ku sobie. Pewnego dnia on poinformował mnie, że opowiedział wszystko żonie, nie był w stanie dłużej ukrywać przed nią tego, co się z nim działo. I paradoksalnie - we mnie wszystko się wywróciło. Mimo że zawsze powtarzał, żebym nie robiła sobie żadnych nadziei, że nigdy nie byłby w stanie zostawić żony, mimo że powiedział że po tej rozmowie postanowił ratować swoje małżeństwo - we mnie wtedy właśnie narodziła się nadzieja. Dotarło do mnie, że skoro podjął decyzję, to oznacza, że w ogóle rozpatrywał alternatywne wyjścia... Mimo wszystko spotykaliśmy się dalej - ale były to tak naprawdę "kradzione" chwile. Rozmowy stawały sie coraz bardziej intymne i zbliżające nas do siebie. Dlatego też ja nie umiałam się pozbyć tej głupiej nadziei... Wariowałam. Wpadałam w histerię. Byłam kompletnie sama, nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać. Aż wreszcie nadszedł dzień i słowa, które mnie otrzeźwiły. Słowa wypowiedziane przeze mnie samą - powiedziałam wprost bez ogródek że chcę z nim być, że chcę żeby zostawił rodzinę. Nie od razu do mnie dotarł sens tego co zrobiłam. Ale gdy dotarł to było jak kubeł zimnej wody. Pomyślałam sobie - dość, przecież nie jestem taką kobietą, nie jestem takim człowiekiem. Przecież nie byłabym w stanie zbudować swojego szczęścia na takiej historii, nie mówiąc o tym, że on nigdy by tego szczęścia ze mną nie zaznał męcząc się z wyrzutami sumienia i poczuciem winy.

Od tamtej pory byłam na długim urlopie, nie widzieliśmy się naprawdę długo. On zerwał kontakt, to bolało bardzo o tyle, że zrobił to "bez ostrzeżenia", a wcześniej obiecywał przyaźń - mimo wszystko. Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal. Ten żal pomógł mi trochę ochłonąć, przestać rozmyślać i zacząć powoli dochodzić do siebie. Wydawało mi się że jest lepiej. Może nie dobrze, ale lepiej. I potem wróciłam do pracy... Wróciłam i zobaczyłam w nim taką tęsknotę i uczucia, jakich nie widziałam nigdy. Jakich nigdy nie wypowiedział, ale w sumie nie musiał. Widzę jak się miota, jak będąc w pracy chowa twarz w dłoniach, jak smutno patrzy na mnie. Wszystko wróciło, nie potrafię zostać obojętna patrząc na jego ból. Powiedział mi że nie może zostawić swojego małego dziecka, ale nie umie też pogodzić się z całą tą sytuacją i się do niej przyzwyczaić. Bardzo ciężko mu ratować małżeństwo - po przeczytaniu mnóstwa historii na tym forum wcale się nie dziwię, wiem jak to wygląda... Nie rozmawiamy wiele - ja tego unikam, bo zwyczajnie się boję... I on chyba też. Ale są gesty, spojrzenia, drobiazgi których nie da się ukryć. Nie wiem dokąd to wszystko zaprowadzi. Nauczyłam się myśleć że on nie zostawi żony. Nauczyłam się nawet myśleć że wcale tego bym nie chciała. Bez żadnego "ale". Tylko że on mi nie ułatwia...

Nie wiem co dalej robić. Więc nie robię nic. Ani ja ani on nie możemy w tej chwili zmienić pracy, a to chyba jedyne rozwiązanie. Nie możemy, a może nie chcemy... W każdym razie - nie widzę żadnego sensownego wyjścia. Więc tak sobie będziemy żyć, pracować, męczyć się patrząc na siebie... Strasznie dużo napisałam, wiem i dziękuję za przeczytanie - chciałam w miarę dokładnie przekazać to co przeżywałam przez ostatnie miesiące. Może coś mi doradzicie, a może tylko dostanę po głowie. Tak czy inaczej - cieszę się że mogę się z kimś podzielić tym, co we mnie siedzi i nie może znaleźć ujścia....

Offline

 

#2 2011-09-20 00:06:56

niekochana72
Przyjaciółka Forum
Wiek: 40
Zarejestrowany: 2010-10-10
Posty: 6861

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Ależ teraz wszystkich zaskoczę smile
Nie dostaniesz ode mnie po głowie, bo Twój post jest szczery do bólu. Bez szukania usprawiedliwienia i fałszowania rzeczywistości. To cenię - bardzo.
Są dwa wyjścia z tej sytuacji - ciągnąć tą sytuację lub definitywnie odejść. Mam wrażenie, że tylko odejście daje Ci szansę na szczęście w przyszłości.
Życzę Ci siły, byś podjęła słuszną decyzję. I mam nadzieję, że to będzie nauczka...


Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

Offline

 

#3 2011-09-20 01:25:35

markow
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-09-16
Posty: 15

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Nie znajduję słów, jutro napiszę resztę. bo serce po przeczytaniu tego tekstu znów mi pęka na milion kawałków. To tak jak bym słuchała od nowa "mojej domowej s..." jak ją zaczęłam nazywac , ONA (ONI) tego NIE CHCIELI, to wyszło spontanicznie!!! Dlaczego ja mając lat 20 gdy mój kochany poszedł do armii i nie widziałam go przez 2 lata i ze względu na wiek miałam zdecydowanie więcej pokus niż oni teraz (on lat 44, ona 31) tego nie zrobiłam??? Bo nawet gdy przeszła mi tylko taka myśl przez głowę (nawet nie mówię o zakochiwaniu się, tylko o fizycznej bliskości z kimś), zamykałam oczy i widziałam jego...i wszystko traciło sens, liczył się tylko on i wszystko się wyciszało. Trzeba tylko CHCIEC i PRAWDZIWIE KOCHAC! Człowiek tym różni sie od zwierzęcia,że potrafi wlączyc kontrolną lampkę w odpowiednim momencie, by zostac na zawsze człowiekiem a nie pszczółką rozpylającą uczucia na lewo i prawo. Podobno miłośc jest wieczna (może to śmieszne sad ) ale dla mnie tak jest, reszta wynika z marazmu i monotonii dnia codziennego. A potem za to płacą wszyscy i zdradzający (ale oni powinni) i rodzina (tylko za co ona????). Teraz już wiem, że każdy facet aby się bzy... i poczuc od nowa "motyle w brzuchu" a przez to poczuc się młodszym, zrobi każdy gest i powie każdą rzecz aby to osiągnąc..Z czasem Cię zostawi, "jak motyle się uciszą" i dostanie czego chce albo będzie zmuszony byc z Tobą bo najbliźsi nie będą chcieli na niego już patrzec.Zacznijcie myślec egoistyczne kobiety bez serc, nie tylko wy je macie!

Offline

 

#4 2011-09-20 02:17:15

bellew
Zbanowany
Zarejestrowany: 2011-02-11
Posty: 1123

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Długo się wahałam czy tu napisać... Ale czytam to forum już od prawie od 2 miesięcy i wiem, że bardzo mi ono pomogło, więc może moja historia też komuś pomoże. Sama historia - cóż - banalna, taka jakich tu mnóstwo. Tak - forum pomogło mi strywializować coś, co wydawało mi się niesamowite, niezwykłe, niespotykane. Myślałam, że takie uczucie się nie zdarza, takie historie to rzadkość. Tu uświadomiłam sobie, że jestem jedną z tysięcy kobiet, które przeżywają podobne sytuacje.

Nie jestem kochanką - o ile definicja kochanki zawiera zapis o sypianiu ze sobą. Więc nie - seksu nie ma w mojej opowieści. Jestem ja - kobieta, która pokochała żonatego mężczyznę. I On - żonaty mężczyna i ojciec, który pokochał mnie. Wszystko działo się stopniowo. Ja byłam samotna, mój narzeczony musiał wyjechać i zostałam sama w obcym mieście, bez znajomych, bez przyjaciół. Jedynym moim towarzystwem byli koledzy z pracy - cudowni ludzie, z którymi zaczęłam się w tym okresie bardzo mocno zżywać. Stworzyliśmy fajną paczkę. Wśród nich był On. Mimo że pracowaliśmy ze sobą już jakiś czas - dopiero wtedy zaczął mnie "zauważać". Nie wiem dlaczego. Mówił, że po prostu chciałby się ze mną zaprzyjaźnić, że w jakiś sposób do niego docieram. Ja byłam samotna i potrzebowałam takiego przyjaciela. Lampka ostrzegawcza mi się nie zaświeciła, bo wiedziałam że bardzo kocha swoją żonę, że tworzą zgodne małżeństwo. Bardzo często o niej opowiadał i były to ciepłe słowa, przekonujące mnie o jego uczuciu do niej. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej - żona nie miała nic przeciwko, ufała mu... A ja się zaczęłam zakochiwać - rzeczywiście ja docierałam do niego, on w jakiś sobie tylko właściwy sposób docierał do mnie - zamkniętej introwertyczki. Z tym uczuciem gasła moja miłość do narzeczonego. Nigdy w nim tak naprawdę nie byłam zakochana, byliśmy ze sobą bo przyjaźniliśmy się i ... nie było źle. Ale teraz zaczęłam odczuwać wszystkie braki, dokładnie wiedziałam i umiałam nazwać to co mi w nim nie pasuje... Rozmawialiśmy ze sobą, próbowaliśmy, ale nie udało się tego związku uratować - tylko i wyłącznie z mojej winy... Ale nie potrafiłam go oszukiwać i wyjść za człowieka, którego nie będę w stanie kochać 100% miłością.

Gdy tylko z nim się rozstałam, moje spotkania z przyjacielem z pracy zaczęły się zmieniać. Pojawiła się bliskość, dotyk ręki, przytulenie... Na szczęście nic więcej, oboje nie byliśmy w stanie przekroczyć granic jeszcze bardziej. Ale widać było, że ze spotkania na spotkanie emocje są coraz większe, sami zaczęliśmy się ich bać i zastanawialiśmy się gdzie to wszystko zabrnie. Jednocześnie nie byliśmy w stanie zatrzymać tej siły, która pchała nas ku sobie. Pewnego dnia on poinformował mnie, że opowiedział wszystko żonie, nie był w stanie dłużej ukrywać przed nią tego, co się z nim działo. I paradoksalnie - we mnie wszystko się wywróciło. Mimo że zawsze powtarzał, żebym nie robiła sobie żadnych nadziei, że nigdy nie byłby w stanie zostawić żony, mimo że powiedział że po tej rozmowie postanowił ratować swoje małżeństwo - we mnie wtedy właśnie narodziła się nadzieja. Dotarło do mnie, że skoro podjął decyzję, to oznacza, że w ogóle rozpatrywał alternatywne wyjścia... Mimo wszystko spotykaliśmy się dalej - ale były to tak naprawdę "kradzione" chwile. Rozmowy stawały sie coraz bardziej intymne i zbliżające nas do siebie. Dlatego też ja nie umiałam się pozbyć tej głupiej nadziei... Wariowałam. Wpadałam w histerię. Byłam kompletnie sama, nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać. Aż wreszcie nadszedł dzień i słowa, które mnie otrzeźwiły. Słowa wypowiedziane przeze mnie samą - powiedziałam wprost bez ogródek że chcę z nim być, że chcę żeby zostawił rodzinę. Nie od razu do mnie dotarł sens tego co zrobiłam. Ale gdy dotarł to było jak kubeł zimnej wody. Pomyślałam sobie - dość, przecież nie jestem taką kobietą, nie jestem takim człowiekiem. Przecież nie byłabym w stanie zbudować swojego szczęścia na takiej historii, nie mówiąc o tym, że on nigdy by tego szczęścia ze mną nie zaznał męcząc się z wyrzutami sumienia i poczuciem winy.

Od tamtej pory byłam na długim urlopie, nie widzieliśmy się naprawdę długo. On zerwał kontakt, to bolało bardzo o tyle, że zrobił to "bez ostrzeżenia", a wcześniej obiecywał przyaźń - mimo wszystko. Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal. Ten żal pomógł mi trochę ochłonąć, przestać rozmyślać i zacząć powoli dochodzić do siebie. Wydawało mi się że jest lepiej. Może nie dobrze, ale lepiej. I potem wróciłam do pracy... Wróciłam i zobaczyłam w nim taką tęsknotę i uczucia, jakich nie widziałam nigdy. Jakich nigdy nie wypowiedział, ale w sumie nie musiał. Widzę jak się miota, jak będąc w pracy chowa twarz w dłoniach, jak smutno patrzy na mnie. Wszystko wróciło, nie potrafię zostać obojętna patrząc na jego ból. Powiedział mi że nie może zostawić swojego małego dziecka, ale nie umie też pogodzić się z całą tą sytuacją i się do niej przyzwyczaić. Bardzo ciężko mu ratować małżeństwo - po przeczytaniu mnóstwa historii na tym forum wcale się nie dziwię, wiem jak to wygląda... Nie rozmawiamy wiele - ja tego unikam, bo zwyczajnie się boję... I on chyba też. Ale są gesty, spojrzenia, drobiazgi których nie da się ukryć. Nie wiem dokąd to wszystko zaprowadzi. Nauczyłam się myśleć że on nie zostawi żony. Nauczyłam się nawet myśleć że wcale tego bym nie chciała. Bez żadnego "ale". Tylko że on mi nie ułatwia...

Nie wiem co dalej robić. Więc nie robię nic. Ani ja ani on nie możemy w tej chwili zmienić pracy, a to chyba jedyne rozwiązanie. Nie możemy, a może nie chcemy... W każdym razie - nie widzę żadnego sensownego wyjścia. Więc tak sobie będziemy żyć, pracować, męczyć się patrząc na siebie... Strasznie dużo napisałam, wiem i dziękuję za przeczytanie - chciałam w miarę dokładnie przekazać to co przeżywałam przez ostatnie miesiące. Może coś mi doradzicie, a może tylko dostanę po głowie. Tak czy inaczej - cieszę się że mogę się z kimś podzielić tym, co we mnie siedzi i nie może znaleźć ujścia....

Ta historia będzie miała dalszy ciąg.Trzeba podjąć decyzję jednak.Może Ty masz łatwiej ? zmienić pracę ? on ma żonę i dziecko więc zrozumiałe że nagle tego nie zrobi.Pomyśl tylko o tym jak TY BYŚ SIĘ CZUŁA W JEJ ROLI W JEJ SYTUACJI TERAZ to tyle ....
.... jesteś dorosła wybierz MNIEJSZE ZŁO.Pomimo wszystko.Zapanuj na tym wink jest to możliwe.Facet się nie odzywa,zrywa kontakt bez tłumaczenia.BO CHCE WALCZYĆ Z TYM.Nie wymagaj od niego przyjaźni bo jej już nie ma .Granica została przekroczona .....

Offline

 

#5 2011-09-20 02:20:06

bellew
Zbanowany
Zarejestrowany: 2011-02-11
Posty: 1123

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Nie możemy, a może nie chcemy... W każdym razie - nie widzę żadnego sensownego wyjścia.

On może chce ale nie może ..... z innych przyczyn ?  a Ty nie chcesz a możesz ? ja widzę sensowne wyjście ...

Offline

 

#6 2011-09-20 02:21:08

bellew
Zbanowany
Zarejestrowany: 2011-02-11
Posty: 1123

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

niekochana72 napisał:

Ależ teraz wszystkich zaskoczę smile

Bez szukania usprawiedliwienia

Złe smoki smile

Offline

 

#7 2011-09-20 07:43:50

bachurek
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-05
Posty: 15

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

niekochana72 napisał:

Bez szukania usprawiedliwienia i fałszowania rzeczywistości.

Usprawiedliwienia nie szukam. Wręcz szukam w sobie poczucia winy, której nie czuję, a powinnam jeśli uważam się za "porządnego człowieka". Gdzieś tu ktoś napisał, że zakochani nie potrafią czuć wyrzutów sumienia i chyba to właśnie u mnie tak działa. Jest mi bardzo przykro że z mojego powodu jego żona bardzo teraz cierpi, ale winy nie potrfię czuć mimo wszystko. Może pomogą mi w tym takie posty jak markow... Tak - zdziwiłabym się gdyby taki głos się nie pojawił. I w odpowiedzi napiszę Ci tylko jedno. Ja też uważałam się za kobietę "z zasadami", za taką która nigdy świadomie by tak nikogo nie zraniła. Wręcz uważałam, że mam "blokadę na żonatych". Nawet jeśli nawiązywałam jakąś bliższą znajomość z żonatym facetem, nawet jeśli zaczynał mi się podobać - moje uczucią nigdy się nie rozwinęły, bo był zajęty. Koniec kropka. I w czym jestem gorsza od Ciebie, że trafiła się sytuacja, która się rozwinęła w taki a nie inny sposób? Uważasz że jestem słabsza psychicznie, mam gorszą moralność? Ja wcześniej wypowiadałam dokładnie takie słowa jak Ty, choć może nie przemawiała przeze mnie gorycz zdradzonej kobiety. Nie czytałam Twojej historii, ale obiecuję nadrobić w wolnej chwili. Tak czy inaczej nie jestem już teraz skłonna do łatwego ferowania wyroków i oceniania czyjegoś postępowania. Nadal mimo wszystko uważam że mam zasady. Ciągle twierdzę że nie byłabym w stanie pójść do łóżka z żonatym mężczyzną, bardzo chcę wierzyć że nie jestem taką osobą. Ale szczerze? Nie powiem słowa nigdy. Bo wcześniej zbyt często mówiłam "nigdy" i okazało się, że i na mnie dało się znaleźć "haczyk" i mnie złamać. To nie usprawiedliwianie - to próba trzeźwego spojrzenia na całość gdy już nabrałam jako takiego dystansu.

A co do zmiany pracy i rozwiązania w ten sposób sytuacji. On nie może tego zrobić - tyle na temat, nie będę tego rozwijać. A ja - oczywiście że mogę, cóż w tym niemożliwego. Jak pisałam wcześniej - jestem w obcym mieście, nie mam tu nawet rodziny, trzyma mnie tylko praca i znajomi w niej. Jaka niby trudność - zanoszę wypowiedzenie, wynoszę się z miasta i zaczynam od nowa. Znowu. Bo to już nie pierwszy raz. Więc może mam wprawę? I teraz czas na "ale". Ta praca jest dla mnie ogromnie ważna. Dzięki niej i dzięki ludziom jakich tu poznałam odnalazłam sens moich życiowych zawodowych wyborów. Mnóstwo się nauczyłam i wciąż się uczę, rozwijam. Poznałam ludzi, na których mogę liczyć choćby nie wiem co, nazywam ich przyjaciółmi, choć może nie mogę powiedzieć im o wszystkim co się ze mną dzieje.

Wiem, że zaraz odezwą się zdradzone i zranione żony, które będą twierdzić że to jedyne mądre co mogłabym zrobić i nie powinnam szukać argumentów na nie. Dla siebie i dla niego. I że powinnam to zrobić po to żeby ratować jego rodzinę. Aż się uśmiechnęłam - tak naiwnie to zabrzmiało. Nie, taką altruistką to ja nie jestem. Nie wykluczam że przyjdzie czas gdy dojrzeję do tego, że to jedyne wyjście, ale na tą chwilę - nie. Albo nabiorę tej siły, której życzy mi niekochana72. Bo tak - nauczkę już mam, zdecydowanie....

Offline

 

#8 2011-09-20 09:39:13

niekochana72
Przyjaciółka Forum
Wiek: 40
Zarejestrowany: 2010-10-10
Posty: 6861

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

markow napisał:

Dlaczego ja mając lat 20 gdy mój kochany poszedł do armii i nie widziałam go przez 2 lata i ze względu na wiek miałam zdecydowanie więcej pokus niż oni teraz (on lat 44, ona 31) tego nie zrobiłam??? Bo nawet gdy przeszła mi tylko taka myśl przez głowę (nawet nie mówię o zakochiwaniu się, tylko o fizycznej bliskości z kimś), zamykałam oczy i widziałam jego...i wszystko traciło sens, liczył się tylko on i wszystko się wyciszało. Trzeba tylko CHCIEC i PRAWDZIWIE KOCHAC! Człowiek tym różni sie od zwierzęcia,że potrafi wlączyc kontrolną lampkę w odpowiednim momencie, by zostac na zawsze człowiekiem a nie pszczółką rozpylającą uczucia na lewo i prawo.

Widzisz markow my z bellew już kilka razy gaworzyliśmy na ten temat w różnych wątkach - ZASADY. Część z nas je posiada i ich przestrzega - tak jak Ty. Część ma zasady, ale z przestrzeganiem już różnie im wychodzi; a są i tacy, którzy w doopie mają wszelkie zasady.   
Jak należy się do tej pierwszej grupy, to WSZELKA zdrada boli jak cholera - bo mamy tendencję do oceniania innych przykładając własną miarkę.
Przykro mi to pisać, ale WYDAJE SIĘ NAM, że jeśli MY czegoś nie zrobimy, bo kochamy - to nasi ukochani myślą i robią tak samo. Niestety - wiele/wielu z nas przekonało się, że to nasze pobożne życzenia - i tyle. Masz rację kochana - trzeba CHCIEĆ.
I nie ma tu znaczenia, jaki to rodzaj zdrady. Mnie właśnie chyba najbardziej własnie ta świadomość zabolała - że to oznacza, że on NIE CHCIAŁ.
Kriss bardzo mądrze to napisała w którymś wątku - gdy kochasz swoją żonę/męża i nagle czujesz, że jakaś inna osoba zaczyna wzbudzać Twoje emocje - to OSTATNI moment, żeby biec do męża/żony i robić wszystko, żeby NAPRAWIĆ nasze relacje. Bo to , co się zaczyna dziać oznacza, że w naszym związku brakuje tego, co "daje" nam kontakt z tą "trzecią" osobą. Tak zrobi ktoś, kto kocha i szanuje. A inaczej - ten, kto goni egoistycznie za przyjemnością.

Bachurek - nie będę Cię pouczać, bo Ty WIESZ. Tylko musisz podjąć decyzję. Twój kochanek (sorki, ale dla mnie nie ma znaczenia, ze nie było seksu) daje sygnał, że zależy mu na rodzinie - Ty możesz teraz zachować się jak należy. Nie jest za późno. Możesz "uratować" swoja decyzją wiele osób - siebie, Jego i Jego rodzinę.
WSZYSTKO zależy od Ciebie, kochana. Z konsekwencjami swojej decyzji będziesz musiał żyć Ty.


bellew napisał:

niekochana72 napisał:

Ależ teraz wszystkich zaskoczę smile

Bez szukania usprawiedliwienia

Złe smoki smile

Pozwolę sobie w wolnej chwili o to dopytać... To dla mnie ważny temat. Co pewnie da się zauważyć hmm

Ostatnio edytowany przez niekochana72 (2011-09-20 09:55:34)


Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

Offline

 

#9 2011-09-20 09:52:45

niekochana72
Przyjaciółka Forum
Wiek: 40
Zarejestrowany: 2010-10-10
Posty: 6861

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Wręcz szukam w sobie poczucia winy, której nie czuję, a powinnam jeśli uważam się za "porządnego człowieka". Gdzieś tu ktoś napisał, że zakochani nie potrafią czuć wyrzutów sumienia i chyba to właśnie u mnie tak działa. Jest mi bardzo przykro że z mojego powodu jego żona bardzo teraz cierpi, ale winy nie potrfię czuć mimo wszystko. Może pomogą mi w tym takie posty jak markow...

Czujesz kochana, czujesz - dlatego właśnie jesteś tutaj. To poczucie winy nie daje Ci spokoju.

Mam do Ciebie osobistą prośbę, której oczywiście nie musisz posłuchać, ale jednak...
Nie oceniaj pochopnie postów zdradzonych żon. One mają prawo do swojego bólu. Może Cie ubiegnę, a może będzie to z mojej strony nadinterpretacja, ale napiszę - Nie pisz, że Ty też cierpisz!!! Bo tu nie ma porównania.
Żona Twojego kochanka z żaden sposób nie przyczyniła się do Twojego cierpienia - masz je poniekąd na własne życzenie. A Ty/ Wy co zrobiliście Jej? Zawiedliście Jej zaufanie i skrzywdziliście - OBOJE.
To Ona i jej rodzina jest tu OFIARĄ. To nie podlega dyskusji.


Nadejdzie czas, gdy uznasz, że wszystko skończone. I to będzie początek.

Offline

 

#10 2011-09-20 09:57:08

Wielokropek
Moderator
Wiek: 56
Zarejestrowany: 2011-03-01
Posty: 16137

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Dodam jeszcze tylko jedno.
Używaj rozumu do kontrolowania swych uczuć. Pomaga. W podjęciu decyzji i ograniczaniu cierpienia. Wszystkich zainteresowanych.


Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.

Offline

 

#11 2011-09-20 11:26:29

marena7
Przyjaciółka Forum
Wiek: 58
Zarejestrowany: 2010-12-20
Posty: 1394

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Zakochiwanie się to proces, to się nie dzieje nagle. Najpierw jest mała iskierka i jesli dmuchasz w nią i osłaniasz przed wiatrem to rozpalisz wielki ogień, w którym spłoniesz Ty i Twoje zasady.

Offline

 

#12 2011-09-20 11:35:21

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Wszystko działo się stopniowo. Ja byłam samotna bez znajomych, bez przyjaciół.

A ja doszukałam się Twojego usprawiedliwiania....ok. Ty samotna i taka rozsądna! bez przyjaciół? a Twój chłopak, który był Twoim przyjacielem? ok. wyjechał ale w dobie tel. komórkowych i internetu chyba jest możliwy kontakt ....

bachurek napisał:

Mimo że pracowaliśmy ze sobą już jakiś czas - dopiero wtedy zaczął mnie "zauważać". Nie wiem dlaczego

oj! jesteś bardzo skromna ! Każdy ma o sobie dobre zdanie ....a Ty jesteś zakompleksioną szarą myszką i nie masz pojęcia dlaczego zwrócił na Ciebie uwagę. A nie wpadłaś na pomysł, że po prostu dla faceta będącego już jakiś czas w związku w którym jest małe dziecko a więc i przemęczona żona stałaś się łakomym kąskiem, tym bardziej, że widział w Twoich oczach podziw, akceptację i gotowość  !

bachurek napisał:

Mówił, że po prostu chciałby się ze mną zaprzyjaźnić, że w jakiś sposób do niego docieram.

czy jesteś naiwna  czy naiwną udajesz ?
Żonaty już ma przyjaciółkę w osobie żony - nie wiedziałaś tego ?....... no nie .......Ty jako kandydatka na żonę nie byłaś przyjaciółką swojego narzeczonego ....a swoją drogą to super , że zerwałaś z nim i tylko to dobre w Tobie widzę.

bachurek napisał:

Ja byłam samotna i potrzebowałam takiego przyjaciela.

tak, potrzebowałaś i to po trupach !

bachurek napisał:

Lampka ostrzegawcza mi się nie zaświeciła, bo wiedziałam że bardzo kocha swoją żonę, że tworzą zgodne małżeństwo.

to są usprawiedliwienia na poziomie kilkuletniego dziecka!
jeśli lampka się nie zaświeciła to musisz ją zreperować( może wystarczy zmienić żarówkę)
wiedziałaś, że kocha żonę a mimo wszystko brnęłaś w ten związek ? Liczyłaś na taką miłość do siebie a zapewne i większą, mocniejszą bo Ty przecież wyjątkowa jesteś( każdy o sobie tak myśli).

bachurek napisał:

Bardzo często o niej opowiadał i były to ciepłe słowa, przekonujące mnie o jego uczuciu do niej. Zaczęliśmy się spotykać coraz częściej - żona nie miała nic przeciwko, ufała mu... A ja się zaczęłam zakochiwać - rzeczywiście ja docierałam do niego, on w jakiś sobie tylko właściwy sposób docierał do mnie - zamkniętej introwertyczki.

byłaś widocznie bardzo spragniona tych ciepłych opowieści o jego żonie.....no tak chciałaś ich więcej i więcej.
Żona ufała mu i nie miała nic przeciwko temu ? a skąd to wiesz ?
To bajki, że żona nie ma nic przeciwko temu, że jej mąż spotyka się z inną, tym bardziej kiedy są małe dzieci. W tym czasie kobiecie potrzebna jest pomoc męża. Często kobieta nie może doczekać się powrotu jego z pracy by mogła złapać chwilę oddechu, odpocząć.

bachurek napisał:

Z tym uczuciem gasła moja miłość do narzeczonego. Nigdy w nim tak naprawdę nie byłam zakochana, byliśmy ze sobą bo przyjaźniliśmy się i ... nie było źle. Ale teraz zaczęłam odczuwać wszystkie braki, dokładnie wiedziałam i umiałam nazwać to co mi w nim nie pasuje... Rozmawialiśmy ze sobą, próbowaliśmy, ale nie udało się tego związku uratować - tylko i wyłącznie z mojej winy... Ale nie potrafiłam go oszukiwać i wyjść za człowieka, którego nie będę w stanie kochać 100% miłością.

a więc miałaś już przyjaciela więc po co Ci inny i to w dodatku żonaty? Kiedyś w jakiejś mądrej książce przeczytałam, że każdego można uwieść to tylko kwestia czasu. Ty kochana nie chciałaś mieć przyjaciela w osobie kolegi z pracy , Ty chciałaś go mieć....za kochanka ? nie, bo wiedziałaś, że  zaczynając znajomość od pójścia do łóżka stracisz go . Ty z premedytacją i po ciemku( bo lampka się nie świeciła) uwodziłaś go: spojrzenia, dotyk , przytulanie ! Ty kochając go 100% miłością chciałaś być jego żoną ! partnerką !

bachurek napisał:

Gdy tylko z nim się rozstałam, moje spotkania z przyjacielem z pracy zaczęły się zmieniać. Pojawiła się bliskość, dotyk ręki, przytulenie... Na szczęście nic więcej, oboje nie byliśmy w stanie przekroczyć granic jeszcze bardziej. Ale widać było, że ze spotkania na spotkanie emocje są coraz większe, sami zaczęliśmy się ich bać i zastanawialiśmy się gdzie to wszystko zabrnie.

Ok. Ty zerwałaś i jako ta uczciwa bo wolna dałaś sobie przyzwolenie na bliskość. Tak on nie był  w stanie przekroczyć granic ale Ty tak  jak piszesz poniżej nawet powiedziałaś mu , że w Tobie już nie ma tych granic.
Gdzie to wszystko zabrnie ? Zajęci myślą , że do łóżka a wolni ( wolne kobiety), że do ołtarza.

bachurek napisał:

Jednocześnie nie byliśmy w stanie zatrzymać tej siły, która pchała nas ku sobie.

Ku Twojej uciesze........przecież Ty samotna i chętna !

bachurek napisał:

spotykaliśmy się dalej - ale były to tak naprawdę "kradzione" chwile. Rozmowy stawały sie coraz bardziej intymne i zbliżające nas do siebie. Dlatego też ja nie umiałam się pozbyć tej głupiej nadziei... Wariowałam. Wpadałam w histerię. Byłam kompletnie sama, nawet nie miałam z kim o tym porozmawiać. Aż wreszcie nadszedł dzień i słowa, które mnie otrzeźwiły. Słowa wypowiedziane przeze mnie samą - powiedziałam wprost bez ogródek że chcę z nim być, że chcę żeby zostawił rodzinę. Nie od razu do mnie dotarł sens tego co zrobiłam. Ale gdy dotarł to było jak kubeł zimnej wody.

tak miałaś nadzieję i to od początku !
Kubeł zimnej wody ? - bo nie powiedział : czekałem na te słowa! ja też chcę być z tobą! ty jesteś najważniejsza!
A co z ciepłymi opowieściami o jego żonie, już nie było ich ?już nie przekonywały Cię o jego uczuciach do niej !

bachurek napisał:

Pomyślałam sobie - dość, przecież nie jestem taką kobietą, nie jestem takim człowiekiem. Przecież nie byłabym w stanie zbudować swojego szczęścia na takiej historii

Jesteś taką kobietą! jesteś takim człowiekiem ! i budowałabyś swoje szczęście na tej historii i im podobnych gdybyś usłyszała od niego : odchodzę od żony.

bachurek napisał:

, nie mówiąc o tym, że on nigdy by tego szczęścia ze mną nie zaznał męcząc się z wyrzutami sumienia i poczuciem winy.

Wiesz co kochana ..... ja rozumiem egoizm i brak empatii dla jego żony ale nie rozumiem HIPOKRYZJI ......ty masz w nosie jego poczucie i wyrzuty......śmiesz pisać , że przy Tobie nie zaznał by szczęścia ! przecież Ty uważasz , że tylko Ty możesz dać mu szczęście ....a boli Cię to , że tak ciepło mówił o swojej żonie i powiedział jej przyznał sie i Ty wiesz, że prosił ją.......o wybaczenie , o szansę a może i o pomoc !

bachurek napisał:

Od tamtej pory byłam na długim urlopie, nie widzieliśmy się naprawdę długo.

To Twój rozsądek czy kara dla niego ?!? ( niech zobaczy jak za mną tęskni i jak mu na mnie zależy i jak beze mnie mu źle)

bachurek napisał:

On zerwał kontakt, to bolało bardzo o tyle, że zrobił to "bez ostrzeżenia", a wcześniej obiecywał przyaźń - mimo wszystko. Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal.

A jednak miała to być kara !!!!! i rozczarowanie, że ukarany nie cieszy się na Twój powrót, nie bierze Cię w ramiona ze słowami jestem Twój, stęskniony i Twój.
Obiecywał Ci przyjaźń - a żonie miłość na dobre i złe !
i ciesz się , że przestał odpisywać bo dopiero bolałyby słowa : daj mi spokój, to było fatalne zauroczenie, kocham żonę !
 

bachurek napisał:

Wróciłam i zobaczyłam w nim taką tęsknotę i uczucia, jakich nie widziałam nigdy. Jakich nigdy nie wypowiedział, ale w sumie nie musiał. Widzę jak się miota, jak będąc w pracy chowa twarz w dłoniach, jak smutno patrzy na mnie. Wszystko wróciło, nie potrafię zostać obojętna patrząc na jego ból.

a może zerkniesz na nią, na jego żonę, na jej ból. Może na jej ból też nie potrafisz być obojętna czego Ci bardzo życzę.


bachurek napisał:

Nie wiem dokąd to wszystko zaprowadzi. Nauczyłam się myśleć że on nie zostawi żony. Nauczyłam się nawet myśleć że wcale tego bym nie chciała. Bez żadnego "ale". Tylko że on mi nie ułatwia...

bym nie chciała ale on mi tego nie ułatwia - nie rozumiem tego toku myślenia ...no chyba , że jest to rozgrzeszanie samej siebie - ja nie chcę więc jestem ok. a on nie ulatwia mi - i to on nie jest ok.
Nauczyłaś się myśleć....sorki uważam , że nie .Ty nauczyłaś sie siebie usprawiedliwiać !

bachurek napisał:

Nie wiem co dalej robić. Więc nie robię nic.

To kolejne kłamstwo ....Ty czekasz......tęsknie zerkasz i czekasz na jego słuszną Twoim zdaniem decyzję czyli odejście od żony i bycie z Tą uczciwie kochającą

bachurek napisał:

Ani ja ani on nie możemy w tej chwili zmienić pracy, a to chyba jedyne rozwiązanie. Nie możemy, a może nie chcemy....

dlaczego piszesz w jego imieniu  ? upoważnił Cię do tego?
Tak ! nie chcesz odejść z pracy i to nie ze względu na finanse tylko na siebie, na swój egoizm i uczucie do niego.

bachurek napisał:

W każdym razie - nie widzę żadnego sensownego wyjścia.

znowu kłamstwo.....widzisz i czekasz ! Twoim zdaniem sensownym wyjściem jest bycie razem ! i czekasz na to. Gdybyś nie miała w sobie tyle dumy to gotowa byłabyś siedzieć pod biurkiem i skomleć . Ale Ty masz dumę i dumnie siedzisz i czekasz , zerkasz z miłością i nadzieja i czekasz i uwodzisz i czekasz!

Doradzić.... ja mam 50 lat i trochę życie znam i myślę , że szukasz tu współczucia i usprawiedliwienia.

Może pójdź do jego żony i porozmawiaj, może ona doradzi Ci najlepiej.

Może jak usłyszysz jak ona to przeżywa, cierpi to obudzisz się z tego miłosnego uniesienia, to odnajdziesz w sobie takie bardzo ludzkie uczucie jak EMPATIA dla kobiety której wali się świat, która stracić może i męża, przyjaciela i ojca jej dziecka.

A może poczytaj posty zdradzonych kobiet( gorszą zdradą jest zdrada emocjonalna) i spróbuj znaleźć tam podpowiedzi i porady.
Jesteś młoda i wieloma jeszcze będziesz zafascynowana i wielu wolnych spotkasz na swojej drodze i nie życzę Ci abyś musiała przeżywać na własnej skórze zafascynowania Twojego męża czy partnera inną kobietą .
Wiele osób będących na tym forum pisze, że uczą się tu.  Ty widocznie  jesteś oporna na tą naukę lub potrzebujesz  na nią więcej czasu.
Moim celem nie było obrażenie Cię, raczej chciałam przedstawić Ci jak to faktycznie wygląda i uzmysłowić, że nie ma usprawiedliwienia dla bezwzględnych i egoistycznych jednostek.

Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-20 11:37:10)

Offline

 

#13 2011-09-20 12:16:21

Juliette
Przyjaciółka Forum
Wiek: niecałe 20
Zarejestrowany: 2010-08-17
Posty: 1659

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

I po co kolejna i ta sama historia? Chcesz nam zaimponować, czy raczej mamy użalać się nad Tobą?
Bo chyba nie rozumiem przesłania....


''Bo wszystko czego chcę
Całe życie być przy Tobie
Niech nie zgaśnie nigdy ogień, który płonie w Tobie''

Offline

 

#14 2011-09-20 12:43:13

margaryna
Dobry Duszek Forum
Wiek: 29
Zarejestrowany: 2010-03-25
Posty: 105

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Zofia282 jestes genialna!Szkoda, ze nie odpowiedzialas na mojego posta kiedy tez wylewalam swoje zale z powodu milosci do zonatego....!Ja niestety wdepnelam w to g....ale szybko tez sie wycofalam. Wyjechalam do innego miasta on nadal jest w tamtym miescie w tej samej firmie, kto wie jakby to sie potoczylo gdybym zostala. 'moj' to byl typowy egoista, niedojrzaly, dziecinny itd. no a ja nie lepsza zreszta ale na szcescie otrzasnelam sie i bachurku tobie radze to samo...nie pozwol by to zabrnelo dalej. Zapytaj siebie kim chcesz byc?Kim jestes?Czy masz troche poczucia wlasnej godnosci?Idealizujesz 'milosc' i twierdzisz, ze takie cos trafia sie raz na milion i on jest Twoja bratnia dusz i bla bla bla....to stek bzdur. On ma juz swoja bratnia dusze a ty jestes 'urozmaiceniem' jego codziennosci. Z tego co piszesz, to facet wydaje sie troche bardziej rozsadny chociaz cos tam jest na rzeczy...ale to jest tylko spowodowane rutyna w malzenstwie. To chwilowe!!!Niedlugo mu przejdzie, bo wie ze rodzina jest najwazniejsza. Badz rozsadniejsza, pomoz mu i zaprzestan wszelkich kontaktow...uwioerz mi zrozumie.

Powodzenia!!!!


The Game of Life is Hard to Play...

Offline

 

#15 2011-09-20 13:21:23

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Wręcz szukam w sobie poczucia winy, której nie czuję, a powinnam jeśli uważam się za "porządnego człowieka"..

....a powinnaś czuć i to nie jako porządny człowiek ale jako człowiek !

bachurek napisał:

Gdzieś tu ktoś napisał, że zakochani nie potrafią czuć wyrzutów sumienia i chyba to właśnie u mnie tak działa.

Polecam artykuły o jednostkach dyssocjalnych tam wiele znajdziesz o braku wyrzutów sumienia i braku innych uczuć prócz miłości własnej!

bachurek napisał:

Jest mi bardzo przykro że z mojego powodu jego żona bardzo teraz cierpi, ale winy nie potrfię czuć mimo wszystko.

HIPOKIRYZJA- wcale nie jest Ci przykro !!!!!

bachurek napisał:

Ja też uważałam się za kobietę "z zasadami", za taką która nigdy świadomie by tak nikogo nie zraniła. Wręcz uważałam, że mam "blokadę na żonatych".

ubawiłaś mnie dziewczyno ....   

bachurek napisał:

I w czym jestem gorsza od Ciebie, że trafiła się sytuacja, która się rozwinęła w taki a nie inny sposób?

Sytuacje się same nie rozwijają .....a te spojrzenia, przytulanie, westchnienia .

bachurek napisał:

mam gorszą moralność?

Tak, uważam, że jesteś moralności pozbawiona . Chcesz to sprawdzić to idź do jego żony i powiedz jej, że uważasz się za moralną kobietę......

bachurek napisał:

Nadal mimo wszystko uważam że mam zasady.

Tak masz zasady i tak zasada numer
1 po trupach do celu
2 liczę się tylko ja i nikt więcej
3 usprawiedliwianie siebie
4 moje morale są ok.
5 gdy lampka się nie zapala wolno mi wszystko
6 jestem dumną kobietą i nie będę skamleć o bycie razem
7 to mogę tylko proponować
8 spryt - więc jestem sprytna : czekam zalotnie i uwodzicielsko zerkając w jego stronę dając sygnały jak zostawisz
    żonę nie pożałujesz. Jestem cała Twoja ale musisz być wolny by mnie mieć bo ja mam zasadę - idę do łóżka z wolnymi.
9 uczciwość- nie kocham chłopaka i nie wiążę się z nim, kocham żonatego i zrobię wszystko by związać się z nim
10 mówić o krzywdzie wyrządzanej innym i to bez wniosków, pracy nad tym i wyrzutów sumienia
o jakiejś jeszcze zapomniałam ? To może inni dopiszą jeszcze kilka Twoich zasad.

bachurek napisał:

bardzo chcę wierzyć że nie jestem taką osobą. Ale szczerze?

Mam nadzieję , że pomogłam Ci uświadomić, że taką osobą jesteś

bachurek napisał:

Jak pisałam wcześniej - jestem w obcym mieście, nie mam tu nawet rodziny, trzyma mnie tylko praca i znajomi w niej. Jaka niby trudność - zanoszę wypowiedzenie, wynoszę się z miasta i zaczynam od nowa. Znowu. Bo to już nie pierwszy raz.

Nie, tylko on Cię trzyma nikt inny i nic innego! Zmień pracę , miasto ( niekoniecznie ale może to i dobry pomysł) i zacznij od nowa a ja Ci  życzę aby to już był ostatni raz i obyś miała przy boku wolnego i kochającego Cię do końca Twych dni ....

bachurek napisał:

Poznałam ludzi, na których mogę liczyć choćby nie wiem co, nazywam ich przyjaciółmi, choć może nie mogę powiedzieć im o wszystkim co się ze mną dzieje.

?????????? a pisałaś wcześniej..... jestem samotna bez przyjaciół ...

bachurek napisał:

Nie, taką altruistką to ja nie jestem.

Dziewczyno Ty i altruizm ? Ty jesteś egoistką , bez empatii i wyrzutów sumienia !!!

Offline

 

#16 2011-09-20 13:50:48

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

margaryna napisał:

?Czy masz troche poczucia wlasnej godnosci?Idealizujesz 'milosc' i twierdzisz, ze takie cos trafia sie raz na milion i on jest Twoja bratnia dusz i bla bla bla....to stek bzdur. On ma juz swoja bratnia dusze a ty jestes 'urozmaiceniem' jego codziennosci.
Powodzenia!!!!

Dzięki margaryna za podpowiedź:
zasada numer
11 moja godność mnie nie interesuje.



Do wszystkich tych drugich- wasi przyjeciele, kochankowie żenili się Z MIŁOSCI, BO KOCHALI TE KOBIETY !
Wszystkie dojrzałe kobiety i mamy wiedzą , że z chwilą narodzin dziecka ich mężowie czują się opuszczeni bo kobieta musi podzielić swoje uczucia a oni tego nie rozumieją oni często są zwyczajnie zazdrośni o uczucia swojej żony do dziecka i wtedy oglądają się za takimi co patrzą na nich miłośnie i dają znać- jesteś cudowny naj, naj, naj....i cały mój czas poświęcę tobie....dam Ci miłość jakiej tamta Ci nie daje.....
ale jest i tak jak pisze margaryna - po pewnym czasie w związek wkrada się rutyna i sztuką jest wspólnie rozmawiać i naprawiać a nie oglądać się za innymi !
Najczęściej zdradzają mężczyźni ale gdyby to oni gotowali, sprzątali i zajmowali się dziećmi to jestem pewna , że to forum nazywało by si ę - NETMĘŻCZYŹNI i pisali o zdradach swoich żon a kobiet tu byłoby jak na lekarstwo
ale jest i tak , że odchodzący mężczyzna robi nam przysługę.....uwalnia nas od siebie i zrozumieją to o czym piszę tylko te, które to przeżyły i te kochankom, przyjaciółkom są niezmiernie wdzięczne i ja droga "bachurek" należę do tych wdzięcznych !
I moje słowa nie wypływają z rozgoryczenia a z rozsądku i z ludzkich odczuć !
I jeszcze jedno....gdybyś słyszała od niego jaki to on jest nieszczęśliwy , jaką ma niedobrą żonę to może ..... ale on mówił Ci o miłości do żony! ciepło się o niej wyrażał!
Pisałaś : kradniemy chwile  - on tak ale Ty dodatkowo kradniesz innej męża ! i robisz to z PREMEDYTACJĄ !

Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-20 14:07:58)

Offline

 

#17 2011-09-20 14:31:50

Kriss
100% Netkobieta
Wiek: 37
Zarejestrowany: 2010-11-28
Posty: 1357

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

.

Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-09-20 14:54:30)

Offline

 

#18 2011-09-20 14:52:41

Kriss
100% Netkobieta
Wiek: 37
Zarejestrowany: 2010-11-28
Posty: 1357

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Boszsz, coraz więcej takich historii przewala się przez forum. Straszne to wszystko. Przygnębiające i obleśne. Czy naprawdę nieżonaci mężczyźni i niezamężne kobiety są aseksualni?! Co Was od nich odpycha? Co powoduje że "te/ta zaobrączkowany" jest tak apetyczny? Umie mówić? Czytać? Słuchać? Ajkju jakieś superwysokie? Lepiej smakuje? Potrenować można?

Noż kuźwa nijak nie pojmę. Może ajkju mam za niskie. Nie chce mi się powtarzać historyjki o "nigdy" - ale chyba dam radę.

Nigdy nie będę pedofilem.
Nigdy nie skrzywdzę kogoś dla zabawy.
Nigdy nie przejdę obok cierpienia dziecka obojętnie.
Etcetera etcetera.

Slogany Panna pleciesz z tym "nigdy" - to do Autorki.

Co do przespania się albo nie-przespania. Wsiorawno. Naczy że kawałek mięsa nie został wsadzony w drugi kawałek mięsa pośród zgodnego sapania i jęków? Jakoś mi to lata z perspektywy żony. Z tej prostej przyczyny że ja swojego męża kocham. A moja miłość generalnie skupia się na mózgu. Cała reszta podlega zużyciu, amortyzacji, opiece na starość i w trakcie choroby czy innej niemocy. Ciało się marszczy, łysieje, kiedyś pewnie ręce pokryją plamy, kręgosłup się przygarbi, oczy stracą blask młodości. Ale ten mózg! On generuje tę inteligencję, poczucie humoru, inicjatywę w wyrku i całą masę uczuć. I jak ten mózg zechce się oddać w inne kobiece ręce - to co ja mogę?

Tylko wykopać za drzwi a z mordy zrobić jesień Czejenów.

Nie wyobrażam sobie zniżania się do pseudowalki z jakąś inną kobietą. To co? Ja mam teraz udowodnić że taka zajebista jestem? Równa żonka co wybacza? Co się licytuje? Bez sensu. Dla mnie nie ma konkurencji. Wobec tego jak taki debil co docenić nie umie - niech wysuwa na księżyc. Oczywiście uregulowawszy rachunki ze mną i trójką naszych boskich dzieci. Alimenciory, kredyt hipoteczny, auta, szkoły, moje załamanie nerwowe, studia naszych przezdolnych dzieci za granicą plus moje sanatoria na zszargane nerwy. Ja tam nikomu na drodze do szczęścia stać nie będę.

Co do zasad - albo się je ma albo nie. Półśrodków brak. Albo masz ciastko albo je zjadasz. Altruizm jest cnotą tylko wtedy kiedy wynika z potrzeby serca a nie z potrzeby krocza. Jeśli wynika z potrzeby krocza - to jest to po prostu liczenie się z konsekwencjami.

Tak czy inaczej - nie do Autorki należy ratowanie czyjegoś małżeństwa. To należy do kretyna który je z rozmysłem rozwala. Czyli do niewiernego męża. Autorce pozostaje praca nad utraconym szacunkiem do samej siebie.

No bo mojego słynnego stwierdzenia że : "zakochanie to nie pierdnięcie i nie zdarza się znienacka" przytaczać już chyba nie muszę.

Ostatnio edytowany przez Kriss (2011-09-20 14:55:46)

Offline

 

#19 2011-09-20 15:16:55

moniaCo
Przyjaciółka Forum
Wiek: 38
Zarejestrowany: 2011-06-29
Posty: 8261

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Gorąco mi się zrobiło, gdy przeczytałam Twoją historię!
Wszystko, poza drobnymi szczegółami pasuje do mojej!
Czy Ty czasem nie masz na imię Natalia?
Jestem z Poznania.

Offline

 

#20 2011-09-20 16:00:07

didina
Wróżka Bajuszka
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2011-04-14
Posty: 207

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Juliette napisał:

I po co kolejna i ta sama historia? Chcesz nam zaimponować, czy raczej mamy użalać się nad Tobą?
Bo chyba nie rozumiem przesłania....

Jak trochę dojrzejesz, to może zrozumiesz to przesłanie. A jak nie masz nic innego do powiedzenia, to się nie odzywaj. To forum jest stworzone właśnie po to, żeby móc opowiedzieć swoją historię, podzielić się problemem, spytać o radę, dostać wsparcie, albo kubeł zimnej wody. Mam nadzieję, że zrozumiałaś.


Głupia stałość jest ulubieńcem ciasnych umysłów
*Ralph Waldo Emerson

Offline

 

#21 2011-09-20 16:04:50

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

smutnamonia napisał:

Gorąco mi się zrobiło, gdy przeczytałam Twoją historię!
Wszystko, poza drobnymi szczegółami pasuje do mojej!
Czy Ty czasem nie masz na imię Natalia?
Jestem z Poznania.

Ja też miałam takie skojarzenie kiedy czytałam Twój wątek smutnamoniu ......i jeśli nie znacie się dziewczyny to autorka tego wątku ma szanse przeczytać taką samą historię tylko opowiedzianą przez kochającą i zbolałą żonę a Ty smutnamoniu masz okazję zobaczyć jak bezwzględne potrafią być kobiety.... i może znajdziesz tu wskazówki jak dalej działać.....a jeśli się znacie to .....nie moniu ta dziewczyna nigdy się do tego nie przyzna ! Ona nie potrafi stawić Ci czoła !
Smutnamoniu trzymam mocno za Ciebie kciuki i za Twojego męża by odnalazł rozsądek! potrafił docenić rodzinę i kochającą go żonę!

Offline

 

#22 2011-09-20 16:10:08

BabaOsiadła
Moderator
Wiek: 34
Zarejestrowany: 2011-09-14
Posty: 5249

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Zofia282 - bardzo mądre wypowiedzi. A Ty, Kriss, masz świetny styl pisania smile

Autorka wątku i tak zrobi swoje. Teraz nie widzi nic złego w swoim postępowaniu, choć wyrzuty sumienia pomalutku zaczynają ją zżerać (inaczej by jej tu nie było!). Ale jak - i jeśli - wreszcie dojrzeje emocjonalnie, wtedy spali się ze wstydu za to, co robi. Tylko nie wiem, czego będzie żałowała bardziej: swojej podłości czy naiwności...

No i jeszcze jedno. Ja rozumiem, że można z różnych powodów sypiać z żonatym facetem. Egoizm, zaspokojenie, dowartościowanie się... Ale jak, do cholery, kobieta może myśleć o stworzeniu stałego związku z żałosnym męskim śmieciem, który zamiast pomóc żonie przy maleńkim dziecku, którego zapewne pragnął, bo samo się chyba nie zrobiło, to urządza sobie spotkania z koleżaneczkami? I jeszcze fałszywie wciska kity, jak bardzo kocha swoją rodzinę! Jak takie gówno, bo mężczyzną nie da się go nazwać, może jakiejkolwiek kobiecie imponować, dawać bezpieczeństwo, pociągać?

A autorka zrozumie, jak kiedyś zostanie żoną takiego samego dupka jak jej wspaniały kochanek, urodzi mu dziecko, będzie rozkoszować się tą magią (chyba każda matka rozumie, o czym piszę), a jej mąż znajdzie sobie taką fajną "koleżankę z paczki".


"Cięcie! Po reżysersku to znaczy: morda!"

Offline

 

#23 2011-09-20 16:44:08

Juliette
Przyjaciółka Forum
Wiek: niecałe 20
Zarejestrowany: 2010-08-17
Posty: 1659

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

didina napisał:

Juliette napisał:

I po co kolejna i ta sama historia? Chcesz nam zaimponować, czy raczej mamy użalać się nad Tobą?
Bo chyba nie rozumiem przesłania....

Jak trochę dojrzejesz, to może zrozumiesz to przesłanie. A jak nie masz nic innego do powiedzenia, to się nie odzywaj. To forum jest stworzone właśnie po to, żeby móc opowiedzieć swoją historię, podzielić się problemem, spytać o radę, dostać wsparcie, albo kubeł zimnej wody. Mam nadzieję, że zrozumiałaś.

Widac, ze nie umiesz czytac między wierszami.

Przyszła się tu pochwalic? No to musi się pogodzic z tym, że nie każdy ją tu pogłaszcze po główce. Inni właśnie wyleją ten kubeł wody.


''Bo wszystko czego chcę
Całe życie być przy Tobie
Niech nie zgaśnie nigdy ogień, który płonie w Tobie''

Offline

 

#24 2011-09-20 16:58:11

didina
Wróżka Bajuszka
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2011-04-14
Posty: 207

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Juliette napisał:

didina napisał:

Juliette napisał:

I po co kolejna i ta sama historia? Chcesz nam zaimponować, czy raczej mamy użalać się nad Tobą?
Bo chyba nie rozumiem przesłania....

Jak trochę dojrzejesz, to może zrozumiesz to przesłanie. A jak nie masz nic innego do powiedzenia, to się nie odzywaj. To forum jest stworzone właśnie po to, żeby móc opowiedzieć swoją historię, podzielić się problemem, spytać o radę, dostać wsparcie, albo kubeł zimnej wody. Mam nadzieję, że zrozumiałaś.

Widac, ze nie umiesz czytac między wierszami.

Przyszła się tu pochwalic? No to musi się pogodzic z tym, że nie każdy ją tu pogłaszcze po główce. Inni właśnie wyleją ten kubeł wody.

Może nie umiem czytać między wierszami. Z twojego postu na pewno. Bo tam nie ma żadnych między-wierszy
ty nawet nie wylałaś kubła wody- po prostu obcesowo ją "objechałaś" -  beż wdawania się w jakąkolwiek dyskusję
nie sil się na odpowiedź, nie chcę robić tu off-topu


Głupia stałość jest ulubieńcem ciasnych umysłów
*Ralph Waldo Emerson

Offline

 

#25 2011-09-20 17:06:37

nina1234
Przyjaciółka Forum
Wiek: 34
Zarejestrowany: 2011-07-02
Posty: 1262

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Do autorki wątku ,chyba powinnaś przeczytać wątek ;bo najtrudniej być tą trzecią; choć ja tak nie uważam ,ale może on Ci pomoże tam też jest opisana moja sytuacja. Wyobraź sobie ,że ty walczysz o własne życie a koleżanka Twojego męża właśnie odbiera Ci go by, potem żyć z myślą,że nie warto było walczyć .Może rzeczywiście przeczytaj watek Smutnamonia zobaczysz to z drugiej strony ,i obyś nigdy nie musiała tak się poczuć.Dziewczyny pozdrawiam ,Moniu trzymaj się.

Ostatnio edytowany przez nina1234 (2011-09-20 17:15:19)


Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą.

Offline

 

#26 2011-09-20 18:00:52

bachurek
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-05
Posty: 15

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

niekochana72 napisał:

Nie oceniaj pochopnie postów zdradzonych żon. One mają prawo do swojego bólu. Może Cie ubiegnę, a może będzie to z mojej strony nadinterpretacja, ale napiszę - Nie pisz, że Ty też cierpisz!!! Bo tu nie ma porównania.

Daleka jestem od oceniania - jeśli to co napisałam w kierunku markow zabrzmiało jak atak - to nie o to mi chodziło. Raczej o przedstawienie jakiegoś swojego spojrzenia na tego typu sytuacje - jedni się z nim zgodzą, inni nie - na tym w końcu polega dyskusja. O swoim cierpieniu też nie mam zamiaru pisać, bo i tak włożyłam kij w mrowisko decydując się tu napisać, więc nie będę jeszcze dodatkowo rozgrzebywać. Nie jestem tu wbrew temu co sądzą niektórzy po to żeby otrzymać współczucie, pocieszenie czy żeby zaimponować i się pochwalić (niby czym, no błagam...) Swoje motywy odezwania się na forum wyjaśniłam w pierwszym poście, więc nie będę się powtarzać.

I mimo że spodziewałam się gradu ostrych słów, to powiem szczerze że nie sądziłam że po ledwo dwóch postach zostanę nazwana naiwną gówniarą, kłamczuchą, obłudną wyzutą z wszelkich uczuć hipokrytką, głupią siksą bez zasad, moralności i jakiejkolwiek wiedzy o życiu i uczuciach. Ktoś jeszcze coś dorzuci do listy? Zofio282 - jesteś ode mnie starsza, mądrzejsza, piszesz że nie przemawia przez Ciebie rozgoryczenie - więc co takiego? Wyczytałaś z moich postów mnóstwo rzeczy, które wierz lub nie nawet do głowy mi nie przyszły. Taaak - od samego początku marzyłam o tym żeby go uwieść, zabrać go żonie, córeczce, wszystko i wszystkich innych miałam gdzieś, liczyłam się tylko ja, moje potrzeby i nic, kompletnie nic innego. A najfajniejsze że był żonaty - udowodnię sobie jaka to jestem fantastyczna, potrafię komuś tak zawrócić w głowie, że zapomni o żonie i całym świecie dookoła. Dobra, wyłączam ironię, bo mnie ponosi.

Piszecie mi żebym postawiła się na miejscu jego żony - staram się to robić właśnie czytając Wasze historie na tym forum. I już jakieś tam pojęcie mam, choć musiałabym pewnie znaleźć się na Waszym miejscu, żeby naprawdę dokładnie wiedzieć co czujecie. Tak wiem, już ktoś to napisał - należy mi się, bo jestem bezduszną istotą i zasługuję na najgorsze. Ok, rozumiem - jestem teraz utożsamieniem tych wszystkich kobiet, z którymi zdradzili Was mężowie, więc można się na mnie wyżyć. Dobra - zdecydowałam się odezwać to przyjmę też i takie baty.

Kriss napisał:

Slogany Panna pleciesz z tym "nigdy" - to do Autorki.

Może i slogany. Ale... Ja też zdecydowanie i głośno powiem np. nigdy nikogo nie zabiję - morderstwo jest złe koniec kropka, a morderców należy potępiać. I podam może kiepski przykład, ale coś niecoś da on do pomyślenia. Znam z podwórka taką historię, jak to matka doprowadzona do skrajnej depresji próbowała zabić siebie i kilkuletnią córkę. Gdyby nie to że córka zdołała ostatkiem sił dodzwonić się na pogotowie, to nie byłoby ich na tym świecie. I co? Teraz już wieczne potępienie, wytykanie palcami, zero moralności itp, itd...? I nie chodzi tu o fakt choroby psychicznej jaką jest depresja, ale o sytuację, okoliczności, wiele czynników jakie wpływają na to, że ktoś zrobił coś, o co wcześniej NIGDY by siebie nie podejrzewał. I o to mi chodzi gdy wypowiadam po raz kolejny frazes "nigdy nie mów nigdy".

Smutnamoniu - nie jestem Natalią, pochodzę z południa. Ale przeczytałam tu już co najmniej kilka historii, które mnie samej wydały się niesamowicie podobne do mojej własnej. W tym także Twoją - bardzo dużo dała mi do myślenia i cieszę się że ją opisałaś. Mam nadzieję że moja sytuacja też może pomoże komuś coś zrozumieć - choć tyle.

I jeszcze jedno - nigdzie nie napisałam że szukam z nim kontaktu. Wręcz przeciwnie - nie piszę, nie odpisuję, nie rozmawiam więcej niż jest konieczne. Dociera do mnie to co piszecie, że najlepiej żebym zmieniła pracę itd - dla Was samych najprościej by było gdyby sprawczynie Waszego bólu same się wycofały, wyniosły na koniec świata i generalnie zniknęły (to nie atak!). W tej chwili nie mogę tego zrobić - z powodów o których pisałam i jeszcze paru innych, ale z czasem... kto wie... na tą chwilę jakby cała sytuacja się powoli uspakaja.

Ostatnio edytowany przez bachurek (2011-09-20 23:05:46)

Offline

 

#27 2011-09-20 18:23:23

zz2
Net-facet
Zarejestrowany: 2011-03-01
Posty: 128

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Omijam dyskusje na tym forum od pewnego czasu, bo w moim wątku powiedziano chyba wszystko co można było, a moja sytuacja nie poszła na razie w dobrym kierunku.
Lecz twoja historia, mimo nieco innych okoliczności, jest tak podobna do mojej, że nie wytrzymuję.

Chciałbym Ci powiedzieć, że dobrze rozumiem co wam się przydarzyło i szczerze współczuję bo z własnego doświadczenia wiem, że to bardzo boli i długo nie przestanie.
Oczywiście o ile któreś z was nie zdecyduje się na jakieś stanowcze kroki, a że trudno będzie takie kroki przedsięwziąć to pewne. Niestety, nie jest łatwo odmówić sobie
kochania i bycia kochanym, a to właśnie musielibyście zrobić oboje, albo co najmniej jedno z was. Nawet wtedy nie ma gwarancji powodzenia, a bolało i tak będzie.
Przykre jest to, że ludzie w ogóle stają w obliczu takiej konieczności.

Mogę powiedzieć jak to wygląda z perspektywy takiego żonatego i dzieciatego mężczyzny (oczywiście całkowicie subiektywnie):

Wcale mnie nie dziwi, że nie wytrzymałaś i tak wprost oznajmiłaś swoje uczucia. Skoro pokochałaś mocno i prawdziwie, to jak mogłabyś sie tym nie "pochwalić" ?
Byłaś/jesteś samotna, znalazłaś w nim przyjaciela, wrażliwego i czułego mężczyznę jakiego zawsze pragnęłaś, pojawiło się uczucie i, co bardzo ważne, jego wzajemność.
Więc nie byłaś w stanie tego w sobie utrzymać. Czasem to się udaje, ale często nie. Nie w tym tkwi błąd lecz w tym, że on nie jest wolny - ma zobowiązania wobec
żony i rodziny i taka relacja między wami nie powinna była powstać. Lecz jak to mówią "nie ma dymu bez ognia" i nie cała wina po twojej stronie.

Wcale mnie nie dziwi jego smutek i tęsknota. Chyba naprawdę Cię pokochał. Nie tylko dostrzegł w tobie samotną, potrzebującą bliskości i czułości kobietę oraz przyjaciela.
Prawdopodobnie dałaś mu dostrzec w sobie i swoim zachowaniu coś co utracił lub czego nigdy nie widział u swojej żony. Na razie pozostaje tajemnicą co to takiego
(nic o tym nie piszesz, a jego relacji też nie znamy), ale pewne jest, że coś z nimi "nie teges". W przeciwnym przypadku nie mogłoby tak łatwo pojawić się uczucie,
a byłoby co najwyżej pożądanie. Myślę, że nie wystarczyłaby tylko twoja samotność i pragnienie bliskości, cokolwiek byś robiła. Facet mający w pełni satysfakcjonującą
więź ze swoją żoną nie zakochuje się w innej kobiecie, a jego uczucia naprawdę mogą pozostać czysto przyjacielskie. Taki nie sugeruje nic więcej i nie reaguje na sugestie.
Oczywiście o ile nie jest jest to typ mający kobiety tylko za zabawki lecz z twojego opisu nie wynika żebyś z takim miała do czynienia. (Chyba, że to perfidnie wyrachowany
i niesłychanie przebiegły drań. Brrr!)

Wcale mnie też nie dziwią jego ciepłe słowa o żonie, ani to że zdecydował się z nią pozostać. Kiedy się z nią wiązał, to pewnie poza nią świata nie widział,
a po kilku czy kilkunastu przeżytych wspólnie latach, nawet jeśli już jej tak mocno bądź wcale nie kocha, to wciąż czuje przywiązanie, szacunek i odpowiedzialność.
Te trzy nie pozwalają mu łatwo porzucić dotychczasowy związek/rodzinę, a miłość do Ciebie nie pozwala porzucić myśli o Tobie i pragnień z tobą związanych.
Całkiem prawdopodobne, że obawia się o powodzenie swojego dotychczasowego małżeństwa (może ma do tego jakiś poważny powód, zupełnie niezwiązany z Tobą),
a przy tym ma świadomość, że może utracić również Ciebie i to co was połączyło. Myślę, że jest w podobnym punkcie zawieszenia jak ja i gdyby to było możliwe
to dałby się sklonować - żeby jednocześnie spróbować naprawiać i kontynuować ze swoją żoną oraz budować od nowa z Tobą.

Oczywiście tak się nie da i będziecie musieli dokonać wyborów. Każde z was - również jego żona. Możecie wybrać dobrze jeśli poznacie najpierw prawdę o waszych uczuciach.

Łatwo nie będzie lecz z całego serca życzę wam powodzenia !


życie jednak lubi kopać po kostkach

Offline

 

#28 2011-09-20 18:34:42

bachurek
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-05
Posty: 15

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Drogi zz2, nawet sobie nie wyobrażasz jak się cieszę, że tu napisałeś! smile
Przeczytałam cały Twój wątek już parę tygodni temu, pamiętam, że pół którejś soboty mi na tym zeszło smile Ale podobieństwo historii tak niesamowicie mnie uderzyło, że nie mogłam się oderwać od lektury. Szczególnie, że Twój sposób analizowania uczuć i emocji, mówienia o nich, bardzo mi przypomina mojego przyjaciela. Widać bardzo nam potrzeba kontaktu z ludźmi, którzy przeszli przez podobne problemy, bo oni najlepiej potrafią zrozumieć - to naturalne... Nie raz i nie dwa się zbierałam żeby napisać do Ciebie prywatnie, bo byłam niezwykle ciekawa jak sobie radzisz, miałam mnóstwo pytań, ale jakoś się nie zebrałam do końca, dlatego dziękuję, dziękuję że piszesz i mam nadzieję że będziesz śledził mój wątek. Pozdrawiam serdecznie!

Offline

 

#29 2011-09-20 18:43:00

***STĘSKNIONA***
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-08-07
Posty: 505

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

z jednej strony może to faktycznie silniejsze od człowieka i miłość nie wybiera, nie wiem i mam nadzieję że w taki sposób się o tym nie przekonam, ale gdyby jakaś "przyjaciółka" z pracy zaczęła mi odbierać męża to szlag by mnie trafił!!! ale fakt żona wiedziała o spotkaniach i ufała! mam mieszane uczucia, ale droga autorko wątku, jeśli uważasz się za kobietę z zasadami to mykaj jak najdalej od tego faceta i jego rodziny! jeśli zostaniesz cierpią 3 osoby-żona dziecko i on przez wyrzuty sumienia, jeśli odejdziesz tylko Ty. sama wybierz, ale facet zrywając kontakt podjął decyzję i tak, jak ktoś wcześniej napisał nie wymagaj przyjaźni bo zadręczysz i siebie i jego, a żona i tak zauważy i już nie będzie przyzwalać na wasze spotkania. chociaż ode mnie jako żony dostała byś w twarz!!! (sorry za szczerość)


Brak Ciebie mnie zabija...
Mój Skarb!!!  12.2010-06.2012   POTULICE-STRZELEWO

Offline

 

#30 2011-09-20 20:26:57

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Zofio282 - jesteś ode mnie starsza, mądrzejsza, piszesz że nie przemawia przez Ciebie rozgoryczenie - więc co takiego? Wyczytałaś z moich postów mnóstwo rzeczy, które wierz lub nie nawet do głowy mi nie przyszły.

rozsądek ! przemawia przeze mnie rozsądek ! ja mogę tą sytuacje przeanalizować na "chłodno"" bo nie ma we mnie emocji.
Nie przyszły Ci te rzeczy do głowy ? i słusznie bo w Tobie są emocje i Ty nie potrafisz ocenić tej sytuacji realnie tylko i ze względu na emocje! I kiedy targają nami emocje to trudno nam ....oceniać ....realnie patrzeć na problem i już służę Ci przykładem- pewna pani na tym forum opisuje :
"mam chłopaka od 3 lat i kocham go . Nie mieszkamy razem. Bywam u niego i nie traktuje on mnie najlepiej no chyba, że jest po alkoholu to wtedy jest miły i fajnie jest. Wszyscy mi mówią bym zostawiła go ale ja nie wiem co mam zrobić, doradźcie mi"
Jej też nie przyszło do głowy , ze inni doszukają sie czegoś co jej do głowy nie przyszło!
Ona nie umiała prawidłowo ocenić swojej sytuacji ze względu na emocje, które w niej były - zrozumiałaś to!?! Ty potrafisz siebie wytłumaczyć i rozgrzeszyć my nie bo w nas nie ma emocji !
Tu nie chodzi o wiek i doświadczenie tylko o emocje, które nie dają nam realnie spojrzeć na sprawę.

bachurek napisał:

należy mi się, bo jestem bezduszną istotą i zasługuję na najgorsze. Ok, rozumiem

Nie kochana nie rozumiesz ! Ty też zasługujesz na miłość i szacunek ale nie robisz tego co zasługuje na szacunek-odbierając męża( mówił , że kocha żonę) szczęśliwej mężatce nie zasługujesz na szacunek.

bachurek napisał:

I podam może kiepski przykład, ale coś niecoś da on do pomyślenia. Znam z podwórka taką historię, jak to matka doprowadzona do skrajnej depresji próbowała zabić siebie i kilkuletnią córkę. Gdyby nie to że córka zdołała ostatkiem sił dodzwonić się na pogotowie, to nie byłoby ich na tym świecie. I co? Teraz już wieczne potępienie, wytykanie palcami, zero moralności itp, itd...? I nie chodzi tu o fakt choroby psychicznej jaką jest depresja, ale o sytuację, okoliczności, wiele czynników jakie wpływają na to, że ktoś zrobił coś, o co wcześniej NIGDY by siebie nie podejrzewał. I o to mi chodzi gdy wypowiadam po raz kolejny frazes "nigdy nie mów nigdy".

Brawo!  świetny przykład. ZApewne jej mąż powiedział nigdy cię nie zdradzę i nie opuszczę i nie dotrzymał słowa ! i depresja i próba samobójcza..... ale gdyby inni znali powody to może on byłby potępiony, wytykany palcami.

bachurek napisał:

I jeszcze jedno - nigdzie nie napisałam że szukam z nim kontaktu.

KŁAMSTWO !!!!! i tu przytoczę Twoje słowa z pierwszego postu :

bachurek napisał:

On zerwał kontakt, to bolało bardzo o tyle, że zrobił to "bez ostrzeżenia", a wcześniej obiecywał przyaźń - mimo wszystko. Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal.

.

bachurek napisał:

na tą chwilę jakby cała sytuacja się powoli uspakaja.

.....i brak mi słów.......no niestety muszę to znowu napisać HIPOKRYZJA !

Ostatnio edytowany przez zofia282 (2011-09-20 20:28:27)

Offline

 

#31 2011-09-20 20:45:45

bachurek
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-05
Posty: 15

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

zofia282 napisał:

Brawo!  świetny przykład. ZApewne jej mąż powiedział nigdy cię nie zdradzę i nie opuszczę i nie dotrzymał słowa ! i depresja i próba samobójcza..... ale gdyby inni znali powody to może on byłby potępiony, wytykany palcami.

Zapewne....

zofia282 napisał:

bachurek napisał:

I jeszcze jedno - nigdzie nie napisałam że szukam z nim kontaktu.

KŁAMSTWO !!!!! i tu przytoczę Twoje słowa z pierwszego postu :

bachurek napisał:

On zerwał kontakt, to bolało bardzo o tyle, że zrobił to "bez ostrzeżenia", a wcześniej obiecywał przyaźń - mimo wszystko. Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal.

Ale... naprawdę? To że miałam żal świadczy o tym, że szukałam kontaktu? Jestem typem osoby, która nienawidzi narzucania się innym, nikomu. Jeśli ktoś nie chce ze mną kontaktu, to ja nie będę się wpychać na siłę, choćbym nie wiem jak kochała i jakby to bolało. Wynika to z jakichś tam moich przeżyć i charakteru, a żal miałam nie o ciszę, a o to, że nie powiedział "słuchaj, nie mogę tak dalej, nie chcę, zrozum że nie będziemy więcej rozmawiać" - i tylko tyle wynika z powyższych cytatów.

zofia282 napisał:

bachurek napisał:

na tą chwilę jakby cała sytuacja się powoli uspakaja.

.....i brak mi słów.......no niestety muszę to znowu napisać HIPOKRYZJA !

Wygląda na to, że wiesz lepiej. Bo Tobą kieruje rozsądek, a mną targają emocje. Przyznam, że ciężko z tym dyskutować, więc niech będzie - jestem hipokrytką. I to dopiero jest obłuda....

Offline

 

#32 2011-09-20 20:53:36

moniaCo
Przyjaciółka Forum
Wiek: 38
Zarejestrowany: 2011-06-29
Posty: 8261

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

zofia282 napisał:

smutnamonia napisał:

Gorąco mi się zrobiło, gdy przeczytałam Twoją historię!
Wszystko, poza drobnymi szczegółami pasuje do mojej!
Czy Ty czasem nie masz na imię Natalia?
Jestem z Poznania.

Ja też miałam takie skojarzenie kiedy czytałam Twój wątek smutnamoniu ......i jeśli nie znacie się dziewczyny to autorka tego wątku ma szanse przeczytać taką samą historię tylko opowiedzianą przez kochającą i zbolałą żonę a Ty smutnamoniu masz okazję zobaczyć jak bezwzględne potrafią być kobiety.... i może znajdziesz tu wskazówki jak dalej działać.....a jeśli się znacie to .....nie moniu ta dziewczyna nigdy się do tego nie przyzna ! Ona nie potrafi stawić Ci czoła !
Smutnamoniu trzymam mocno za Ciebie kciuki i za Twojego męża by odnalazł rozsądek! potrafił docenić rodzinę i kochającą go żonę!

Dzięki Zosiu za dobre słowa!
Faktycznie, masz rację! Nawet gdyby to była właśnie ona, nigdy by się nie przyznała! Próbowałam nawiązać kontakt z moją rywalką dwu lub trzykrotnie ale pozostawało to bez echa! Nie miała odwagi stawić mi czoła!
Nie będę zniżać się do tego, żeby czyhać na nią w ciemnym zaułku!

Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2011-09-20 22:15:45)

Offline

 

#33 2011-09-20 20:58:39

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

zz2 napisał:

Nie w tym tkwi błąd lecz w tym, że on nie jest wolny - ma zobowiązania wobec
żony i rodziny i taka relacja między wami nie powinna była powstać. Lecz jak to mówią "nie ma dymu bez ognia" i nie cała wina po twojej stronie.

Cała po jej stronie ! Kiedy facet ma ochotę na romans to " łże jak pies" i w takim przypadku winię faceta ale tu tak nie było on mówił o żonie ciepło a każdego można uwieść to tylko kwestia czasu!

zz2 napisał:

Prawdopodobnie dałaś mu dostrzec w sobie i swoim zachowaniu coś co utracił lub czego nigdy nie widział u swojej żony. Na razie pozostaje tajemnicą co to takiego

A jaka to tajemnica! Nie było wspólnych obowiązków i problemów dnia codziennego ! Nie musiała go ganiać ze śmieciami czy po zakupy do sklepu .

zz2 napisał:

Facet mający w pełni satysfakcjonującą
więź ze swoją żoną nie zakochuje się w innej kobiecie, a jego uczucia naprawdę mogą pozostać czysto przyjacielskie. Taki nie sugeruje nic więcej i nie reaguje na sugestie.

reaguje na sugestie, spojrzenia i uwodzenie ! i nie jest to zapewne typ mający kobiety za zabawki bo takie typy zawsze "panienkom" mówią źle o swoich żonach i czasami w ten sposób zdobywają je do końca swej sprawności seksualnej

zz2 napisał:

nawet jeśli już jej tak mocno bądź wcale nie kocha, to wciąż czuje przywiązanie, szacunek i odpowiedzialność.

...i za to wszyscy powinniśmy szanować takich mężów

zz2 napisał:

a miłość do Ciebie nie pozwala porzucić myśli o Tobie i pragnień z tobą związanych.

tak, tak zapewne pragnie by gotowała, prała i sprzątała......smile

Offline

 

#34 2011-09-20 21:07:02

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

zofia282 napisał:

bachurek napisał:

I jeszcze jedno - nigdzie nie napisałam że szukam z nim kontaktu.

KŁAMSTWO !!!!! i tu przytoczę Twoje słowa z pierwszego postu :

bachurek napisał:

On zerwał kontakt, to bolało bardzo o tyle, że zrobił to "bez ostrzeżenia", a wcześniej obiecywał przyaźń - mimo wszystko. Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal.

Ale... naprawdę? To że miałam żal świadczy o tym, że szukałam kontaktu? Jestem typem osoby, która nienawidzi narzucania się innym, nikomu. Jeśli ktoś nie chce ze mną kontaktu, to ja nie będę się wpychać na siłę, choćbym nie wiem jak kochała i jakby to bolało. Wynika to z jakichś tam moich przeżyć i charakteru, a żal miałam nie o ciszę, a o to, że nie powiedział "słuchaj, nie mogę tak dalej, nie chcę, zrozum że nie będziemy więcej rozmawiać" - i tylko tyle wynika z powyższych cytatów.

bachurek napisał:

Po prostu przestał odpisywać na smsy, kompletna cisza. Miałam żal.

.....zostawiam bez komentarza.....

Offline

 

#35 2011-09-20 22:36:24

aguszka1983
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-29
Posty: 10

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

Ja również muszę się dołączyć do tej dyskusji.
Tak jestem zdradzoną żoną z trzymiesięcznym dzieciątkiem. Mój mąż zdradził mnie (emocjonalnie) ze swoją młodziutką koleżanką z pracy.
Historia niemal identyczna jak Twoja Bachurku...Znam ją z opowieści męża.
I powiem ci co czuje żona - BOLI JAK CHOLERA. A wiesz co boli najbardziej? Że kochałam, byłam przyjaciółką i wiele robiłam, aby było nam dobrze. Nagle pojawia się ktoś taki "jak Ty" i nie robiąc nic dostaje wszystko co najlepsze od MOJEGO męża: miłość, rozmowy, fascynację, flirt, romans itp. Nagle żona, którą kochał staje się jakaś taka bezbarwna, a kochanka...ho ho najcudowniejsza.
Mój mąż stracił głowę dla tej kobiety, jest szaleńczo zakochany i jak mi powiedział "nie wyobrażam sobie życia bez niej..."
Odeszłam..., ale cóż trudno mi się pozbierać, bo mamy maleńkie dzieciątko i jest mi teraz bardzo potrzebny. A jego zwyczajnie nie ma:(
Bachurku nie rób tego jego żonie.  Ona cierpi tak jak ja. Prawdopodobnie z tego małżeństwa już nic nie zostanie - pewnie już nigdy mu nie zaufa, będzie drżała o każdy dzień, że znów ktoś może pojawić się w jego życiu. Jednak zawsze jest szansa...

Offline

 

#36 2011-09-20 23:03:40

bachurek
Zaglądam tu coraz częściej
Zarejestrowany: 2011-08-05
Posty: 15

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

aguszka1983 napisał:

I powiem ci co czuje żona - BOLI JAK CHOLERA.

Wiem, wierzę... Wiem, że powtarzam w kółko to samo, ale zanim trafiłam tutaj, nie miałam nawet promila pojęcia co czuje żona, która znalazła się w takiej sytuacji. Naiwnie sądziłam, że przecież nic wielkiego się nie stało, ja się zakochałam, on pewnie zauroczył, jemu przejdzie, ja trochę popłaczę i też mi przejdzie. W końcu jest żona - kochana i szanowana, jest córeczka, no i są one - zasady. Możecie mi pisać że byłam głupia i egoistyczna, ale wydaje mi się że zabrakło mi wyobraźni, może doświadczenia i życiowej wiedzy, którą ostatnio nabywam całymi garściami.

Nie potrafię teraz kompletnie wywrócić swojego życia do góry nogami, jedyne co mogę to ograniczyć kontakt i to robię. Napiszcie mi proszę - czy jest cokolwiek co można zrobić poza zupełnym zniknięciem z jego życia, żeby zmniejszyć to cierpienie? Podejrzewam, że nie...

Offline

 

#37 2011-09-20 23:23:31

zofia282
Przyjaciółka Forum
Zarejestrowany: 2011-07-09
Posty: 1793

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

bachurek napisał:

Nie potrafię teraz kompletnie wywrócić swojego życia do góry nogami, jedyne co mogę to ograniczyć kontakt i to robię. Napiszcie mi proszę - czy jest cokolwiek co można zrobić poza zupełnym zniknięciem z jego życia, żeby zmniejszyć to cierpienie? Podejrzewam, że nie...

ależ potrafisz przecież jesteś silną i wolną kobietą !
a czyje cierpienie chciałabyś zmniejszyć ?
jeśli jego żony to powiedz mu - koniec z nami, poflirtowałam ale mi sie to znudziło i ty mi sie znudziłeś

jeśli jego - to wprowadź sie do nich

jeśli swoje to zrób wszystko by zostawił rodzinę- może błagania, może prośby a może groźby będą skuteczne- spróbuj

Kochana nie można zjeść cukierka i mieć cukierka .......

Offline

 

#38 2011-09-20 23:58:46

K.82
Net-facet
Wiek: 31
Zarejestrowany: 2011-06-18
Posty: 323

Re: Kolejna banalna historia uczucia do żonatego mężczyzny

DO autorki wątku... zastanawia mnie jak już odkryłaś, że wasza "przyjaźń" przeradza się w coś więcej nie powiedziałaś temu dość... tylko brnęłąś w co dalej... Co kieruje takimi osobami jak Ty?? (próbuje zrozumieć bo moja żona w kilka miesięcy po ślubie była już szczęsliwa z kimś innym)


"Kobietę łatwiej rozebrać wbrew jej woli, niż ubrać po jej myśli"

Offline

 

 

Ostatnie tematy :

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Mapa strony - Archiwum | Kontakt
© www.netkobiety.pl 2007-2013