Pewnie uznacie, że nie potrafię szczerze rozmawiać ze sowim partnerem, ale zapewniam, że tak nie jest, po prostu chcę znać Wasz punkt widzenia i ewentualne wskazówki wprowadzić w życie. mam 25 lat, mój partner 30, jesteśmy razem od 1.5 roku, mieszkamy razem zaledwie od miesiąca. Chciałabym rozpocząć rozmowę o przyszłym ślubie - ale bez naciskania na zaręczyny itp - wybadać kiedy mniej więcej planuje - miesiące, lata. Ja osobiście bardzo chciałabym już wziać ślub i mieć dziecko, ale nie wiem jak Mu to powiedzieć - tak, aby nie czuł się naciskany i aby nie wystraszył się moich życiowych planów - w sensie - rach ciach, za 3 miesiące ślub, później rach ciach za 9 dziecko i po roku jest szczęśliwa rodzinka - nie, nie o to mi chodzi. Chciałabym Mu uświadomić, że ani ja ani on nie młodniejemy, chcę więc aby wiedział, że moim marzeniem jest wzięcie ślubu i w ciagu najbliższych 2-3 lat urodzenie dziecka. Wiem, że piszę jak 15 latka, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi...
2 2011-08-27 12:00:14 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2011-08-27 12:00:59)
Rozumiem, być może niezgodnie z Twoimi intencjami, że zależy Tobie na formalnym udokumentowaniu związku i na dziecku poczętym, i urodzonym w trakcie formalnego związku.
Bo małżeństwem już jesteście.
Mieszkacie razem, jesteście razem, razem prowadzicie gospodarstwo domowe. Wszelkie warunki, oprócz formalności, są zatem spełnione, by traktować was jak małżeństwo.
Może więc, przedstaw swoje plany partnerowi? Że oczekujesz i planujesz zawarcie formalnego związku i urodzenia, w terminie, 2-3 lat dziecka. Nie znam innej drogi na "wybadanie" jego planów.
Nie, znam. Można podchodzić cichaczem, półsłówkami, sypać przykładami koleżanek, itp. Tylko, czy tak postępują dojrzałe osoby, niezależnie od płci?
Masz rację. Nie chodzi mi o wystawne wesela, białe suknie. Mogę zawrzeć ślub cywilny, tylko ze świadkami. Chciałabym też ślubu kościelnego, ale mogę na to zaczekać, nie śpieszy mi się. Natomiast juz od kilku lat zmagam się z silnym instynktem macierzyńskim. A z moim mężczyzną jestem naprawdę bardzo szczęśliwa.
Ok.
To powiedz mu to wszystko. Tak prosto i szczerze, jak zrobiłaś to tutaj na forum.
Powodzenia. ![]()
Niektórzy mężczyźni są po prostu nie domyślni. Jeśli z nim jesteś, nie uskarżasz się na nic i (w jego mniemaniu) wszystko Ci pasuje, to po co to zmieniać?
Musisz otwarcie powiedzieć czego pragniesz - nikt tego za Ciebie nie zrobi...
Osobiście uważam, że wspomnienie o swoich marzeniach (na dodatek, które on jest w stanie spełnić) nie jest żadnym naciskaniem...
Z kolei może dać mu nieukrywaną radość - bo sprawi przyjemność swojej wybrance.
Pozdrawiam ![]()
A ile jestescie razem? Mieszkacie dopiero miesiąc a Ty już chcesz mu truc o slubie??? Wątpie, aby na wieśc, ze już chcesz zakładac z nim rodzinę ucieszy się.
Poczekaj, jak poczuje taką chęc to sam będzie drążył temat.
Wątpie, aby na wieśc, ze już chcesz zakładac z nim rodzinę ucieszy się.
Wspólne mieszkanie chyba do czegoś zobowiązuje
Jak facet jest normalny to myśli o tym samym co ona ...
Masz zamiar z kimś zamieszkać 'dla zabawy' ??? Podziwiam ... ![]()
Wspólne mieszkanie chyba do czegoś zobowiązuje
![]()
Jak facet jest normalny to myśli o tym samym co ona ...
(...)
Taak, wspólne mieszkanie zobowiązuje do... wspólnego dbanie o nie. Do niczego więcej, moim zdaniem. ![]()
Znam dużo normalnych facetów, którym do kochania, życia i bycia z ukochaną kobietą nie potrzebne są formalności. Rozumiem, że Twoja norma jest inna. ![]()
mi chyba przesadzasz. Wspólne mieszkanie to nie małżeństwo. Bez przesady.
A małżeństwo to co to jest ... ? Nie wspólne mieszkanie, życie, plany, spędzanie czasu itd ... ?
Przecież to tylko formalność i kawałek metalu na palcu, a tak na prawdę reszta się nie zmienia ... No chyba, że trafimy na jakiś typ faceta, który ewoluuje w kanapowego lenia tuż po weselu ... ![]()
nie mogłem sie powstrzymac ;]
A małżeństwo to co to jest ... ?
małżeństwo to chora instytucja
a tak na powaznie. rozmowy o takich rzeczach jak dzieci/ślub powinny być przeprowadzone znacznie przed zamieszkaniem razem to pozwala rozwiać niejasności.
Nie widzę innej opcji niż powiedzenie wprost.
Słuchajcie, nie dyskutujcie, skoro trochę już z Nim jest, to chyba wie czy On chce ślubu czy nie, nie ma co bawić się w dywagacje, jedni chcą ślubu, inni nie. Finito.
Ja mówię wprost zawsze i dobrze na tym wychodzę, naprawdę warto.
Pozdrawiam ;-)
A małżeństwo to co to jest ... ? Nie wspólne mieszkanie, życie, plany, spędzanie czasu itd ... ?
Przecież to tylko formalność i kawałek metalu na palcu, a tak na prawdę reszta się nie zmienia ... No chyba, że trafimy na jakiś typ faceta, który ewoluuje w kanapowego lenia tuż po weselu ...
Tak na prawdę myślisz? Cóż, mężatką będę za rok, ale według mnie małżeństwo to nie jest to samo, co mieszkanie ze sobą i bycie parą, która chodzi na randki i nie ma rzadnych problemów.
Mam tylko nadzieję, że wpisy starszych netkobiet wytłumaczą Ci, że tak nie jest ![]()
mi napisał/a:A małżeństwo to co to jest ... ? Nie wspólne mieszkanie, życie, plany, spędzanie czasu itd ... ?
Przecież to tylko formalność i kawałek metalu na palcu, a tak na prawdę reszta się nie zmienia ... No chyba, że trafimy na jakiś typ faceta, który ewoluuje w kanapowego lenia tuż po weselu ...Tak na prawdę myślisz? Cóż, mężatką będę za rok, ale według mnie małżeństwo to nie jest to samo, co mieszkanie ze sobą i bycie parą, która chodzi na randki i nie ma rzadnych problemów.
Mam tylko nadzieję, że wpisy starszych netkobiet wytłumaczą Ci, że tak nie jest
Matko i córko!
Odzywam się, bo zostałam wywołana do tablicy.
Uważam, że wspólne mieszkanie, wspólne gospodarstwo to nie małżeństwo. Tak mieszka mnóstwo osób, tzw.wolnych.
Ale jeśli do tego wspólnego mieszkania i gospodarstwa dochodzi seks, plany, układanie sobie wspólnego życia, to nazywam to małżeństwem. Bez formalnych kwitów, ale małżeństwo.
Do głowy mi jednak nie przyszło, żeby to traktować jako zobowiązanie do przeprowadzenia formalności. Czyli, jeśli podejmujemy wspólne życie jako mąż i żona, zobowiązujemy się jednocześnie do pójścia do kościoła czy USC? Wszystko będzie w porządku, jeśli takie nieme ustalenia są w głowach obojga. Wówczas, w mniej lub bardziej dalekiej perspektywie, cała ta otoczka: sukienka, welon (ciekawe czy wiecie, ale welon jest oznaką dziewictwa), świadkowie, obrączki, kwiaty, itd.
Problem pojawia się wówczas, gdy w tym niezalegalizowanym małżeństwie ona myśli jak wyżej, a jemu do głowy nie przyjdzie, że podpisał zobowiązanie.
Najprościej ustalić takie rzeczy przed decyzją o wspólnym życiu, przed pójściem do łóżka, przed wspólnym zamieszkaniem.
Ale co ja gadam/piszę?
Dziewczyna ma coś takiego proponować?
Oszalałam!
To nie uchodzi.
Wspólne łóżko i seks - jasne, wspólne mieszkanie - owszem, ale ustalać ważne dla siebie kwestie - nie, przyzwoita dziewczyna tak nie czyni. Wiadomo, od ustalania ważnych rzeczy jest mężczyzna. Dziewczyna, mniej lub bardziej spokojnie, czeka i liczy na domyślność chłopaka. Przyjemnego liczenia na!
rowniez jestem żoną i matka.jednak mam delikatnie mówiąc inne podejscie do sprawy.otoz dla mnie kwestia mieszkania ze soba a małzenstwo to dwie rozne kwestie.pomimo faktu ze sa to bardzo bliskie sobie"instytuacje" to różnica jest namacalna.
zrozumieją to tylko ci ,ktorzy uważajaą rodzine za pdstawowy budulec( i bliskość i wsparcie owej rodziny w szerszym slowa znaczeniu dja nam siłe).
otoz mkieszkalam z moim obecnym mężem przez 7 lat przed ślubem.wszystko bylo jak teraz z malenkim wyjatkiem-po ślubie nasze relacje sie zacieśnily(nie wiem jak to wytlumaczyc ale rozmawialismy na ten temat oboje i wspólnie uznalismy ,ze stalismy sie sobie bliżsi i jakoś "bardziej"związani.
odstępując od kwestii czysto formalnych-owszem dla jednych jest to podpisanie dokumentu -zas dla innych bedzie to raczej wewnętrzna potrzeba.
i trudno sie nie zgodzić kiedy partnerzy chcą zalegalizowac związek.nie musi to byc decyzja partnera/mężczyzny kiedy sie zdecyduje na ślub.skoro ludzie są ze soba ,rozmawiaja,znajaą swoje potrzeby to i owy Pan wie kiedy nalezy coś zmienic.
jesli jednak kobieta czuje ze ona jest gotowa a mężczyzna nie wykazuje inicjatywy-to jaki w tym problem aby samemu zacząć temat i postawic sprawę jasno-jakie ma sie oczekiwania itd.skoro ludzie są już ze soba ----to chyba pomijamy fakt fochów,strachu,durnych przemysleń(czy to aby ten moment) itp.
Dojrzali ludzie potrafia ze soba rozmawiać i wyrażac swoje potrzeby bez skrępowania.i nie stawiajmy sie Drogie Panie ,pod sciana czekajac kiedy sie oświadczy.Tyle mówimy dzisiaj o niezależnosci -więc działajmy,rozmawiajmy,bądzmy aktywne.
czasy(lata 50-te i podstawianie Panu będąc wyfiokowana damusia)odeszly do lamusa.Teraz mamy "nową erę",o którą same walczyłysmy.wiec nie bedziemy dyskutowac co nam wypada a co nie.jesli macie potrzebe i chęć podejmować kolejne kroki w swoim związku-glośno artykułujmy swoje zdanie!!!!!!!!!!!
Cuda-niewidy, uważam, że powinnaś spytać się wprost, jak on widzi wasz związek na przestrzeni kilku najbliższych lat. Wydaje mi się, że kiedy facet ma 30 lat, to mniej-więcej wie, czy pragnie takich zobowiązań jak ślub i dzieci. Wielokropek słusznie zauważyła, że o takich rzeczach powinno się dyskutować PRZED tak ważnymi krokami jak wspólne mieszkanie, ale no cóż...
Po części wiem, czego się boisz- że on odpowie albo negatywnie, albo wymijająco. Co wtedy robić? Rozstawać się, bo brak tu perspektyw na formalizację? A może czekać z podkulonym ogonem, aż łaskawie zmieni zdanie? A może wywierać presję, marudzić i wiercić dziurę w brzuchu?
Najlepiej to zapytac się wprost, wejsc jakoś na ten temat i się zapytac. Po jego reakcji bedziesz widziala co i jak. Ja ze swoim tez chciałam o tym pogadac i zagadałam, ale jego odpowidz byla do przewidzenia dlatego już nie drąże tego tematu. Zostawię go na deser na za jakiś czas
To się tak wydaje,że nic się nie zmieni, jak wejdziecie w związek małżeński. Tutaj są juz wieksze obowiązki, zazwyczaj wspolne pieniądze, wspolne decyzje, te poważniejsze i te błahe. Większosc rzeczy robi się razem. Mnie ta perspektywa w sumie nie przeraza i tez chcialabym zostac juz matka i zona, ale poczekam sobie przynajmniej 5 lat jeszcze przy dobrym przyplywie wiatru
moze Ty nie bedzoiesz musiala tyle czekac:)