Moja 5-latka zaczyna kolejny rok w przedszkolu. Przy okazji starcia z moją mamą (a jej babcią) o kapciuszki naszła mnie taka refleksja - czy i dlaczego panuje zasada, że co roku dziecku w ramach "wyprawki" kupuje się wszystko nowe, mimo, że część rzeczy w dobrym stanie ma? Moja mama popatrzyła na mnie jak na potępieńca, kiedy zapowiedziałam, że różowe kapciuszki, prawie nie używane, mała będzie miała do przedszkola. "Jak to, chyba nie zamierzasz dziecka w starych kapciach do przedszkola wysłać?". Odpowiedziałam, że zamierzam, a teraz zastanawiam się dlaczego tak jest i czy to ja jestem jakaś dziwna, że nie odczuwam potrzeby (ani nie widzę sensu) przed 1 września biegania po sklepach, żeby dziecko miało nowiutkie kapciuszki i wszelkie inne przedszkolne rzeczy?
Spokojnie, nie jesteś dziwną osobą.
Jeśli kapcie czy inne rzeczy są dobre, nie ma co wydawać pieniędzy na kolejne. Będą tylko tym się różniły, że będą NOWE.
Skąd się to wzięło, że od nowego roku szkolnego wszystko nowe? Nie mam pojęcia, ale przypomina mi to stare powiedzenie: zastaw się, a postaw się.
Może to jednak coś w tym jest. Ale śmieszne: dziecinne kapcie oznaką zamożności. Straszne też.
Moja 5-latka zaczyna kolejny rok w przedszkolu. Przy okazji starcia z moją mamą (a jej babcią) o kapciuszki naszła mnie taka refleksja - czy i dlaczego panuje zasada, że co roku dziecku w ramach "wyprawki" kupuje się wszystko nowe, mimo, że część rzeczy w dobrym stanie ma? Moja mama popatrzyła na mnie jak na potępieńca, kiedy zapowiedziałam, że różowe kapciuszki, prawie nie używane, mała będzie miała do przedszkola. "Jak to, chyba nie zamierzasz dziecka w starych kapciach do przedszkola wysłać?". Odpowiedziałam, że zamierzam, a teraz zastanawiam się dlaczego tak jest i czy to ja jestem jakaś dziwna, że nie odczuwam potrzeby (ani nie widzę sensu) przed 1 września biegania po sklepach, żeby dziecko miało nowiutkie kapciuszki i wszelkie inne przedszkolne rzeczy?
widzisz mój malusi tez teraz idzie do 5 latków ale ja siłą rzeczy jestem zmuszona- kupuje wszystko nowe..
tak się jakos głupio przyjęło,że musi byc nowe bo co ludzie powiedzą?
dlaczego nikt np.z zarządu przedszkola nie weźmie pod uwagę tego,że nie każdego stac na zakup nowych rzeczy zwłaszcza gdy ma sie np.3 dzieci..
ja wychodzę z założenia,że dziecko ma być zadbane a nie wystrojone jak stróż w Boże Ciało.nie nie jesteś dziwna..:)
No właśnie ja nie znoszę kierować się tym "co ludzie powiedzą". Kieruję się logiką. No i na logikę: czy mojemu dziecku będzie przeszkadzało, że ma kapcie, które już ze 2 razy miało na nogach? Nie. Czy inne dzieci to zauważą? Wątpię. Ja nawet wątpię, czy inni rodzice na to zwrócą uwagę... I nawet nie chodzi o względy finansowe, bo na kolejne kapciuszki póki co mnie stać. Tylko szukam wytłumaczenia - po co? No i co mają zrobić rodzice, których nie stać na sprostanie tym wszystkim "co ludzie powiedzą"?
Niech żyje logika! Ale nie wszyscy są jej zwolennikami.
Zapewniam, dzieci, a raczej niektóre dzieci zwracają uwagę na to, czy to nowe czy stare kapcie. Są to dzieci, których rodzice bacznie obserwują innych i komentują poczynania innych. Komentują głośno i w obecności swojego dziecka.
Każdy przecież mierzy innych swoją miarą. Ty - też. Ja - też. Inni - też.
Co mają zrobić rodzice, których nie stać na fanaberie?
To zależy czy są zwolennikami zdrowego rozsądku, czy tej drugiej opcji. Jeśli są to osoby czułe na "co inni powiedzą', to zrezygnują z innych rzeczy, a nowe kapcie kupią. Po pewnym czasie, w miarę rosnącego niedostatku, nie zauważają tych problemów, mając inne ważniejsze sprawy na głowie np.: czym nakarmię dziecko i siebie. Ale wówczas frustracja rośnie.
no tak takie mamy czasy..
ja powiem tak nie jestem osobą jakąs tam zamożną ..
vinnga
nie chciałam cię w żaden sposób urazić pisząc o tych względach finansowych..
ale nie oszukujmy sie żyjemy w takich czasach,że na prawdę nie wszystkich stac na rzeczy z najwyższej półki..
może to wyda wam się głupie ale ja staram się uczyc moje dziecko,że nie wygląd jest najważniejszy..
ale prawda jest taka ,że dzieci potrafią być okrutne..
ja tez nie robie wielkiego hallo a bo mały idzie do przedszkola to juz trzeba się zapożyczać i kupować Bóg wie co:)
a jeśli chodzi o kapciuszki ,o których mowa w temacie-to koniecznie musze kupić nowe,gdyż mój mały nie jest zwolennikiem kapci i takowych za bardzo nie posiadam:P
ma swoje ulubione -różowe:)
Madziu, w żaden sposób mnie nie uraziłaś
Moja mała też nie jest zwolenniczką kapci, dlatego te, które ma są w stanie niemal nowym
Temat poruszyłam, bo się zastanawiam, dlaczego nowiutka wyprawka dla dziecka jest taką priorytetową sprawą? Moje dziecko ma tony ubrań (kupuję je ja i mnóstwo zakochana w moim dziecku moja siostra + babcia). Po co jej kolejne tylko dlatego, żeby były absolutnie nowe? Abstrahując od kapci - dlaczego mam kupować nowy strój na gimnastykę zamiast wybrać jedną z kilkudziesięciu koszulek, które już ma w szafie?
8 2011-08-25 11:22:17 Ostatnio edytowany przez SweetHarmony (2011-08-25 11:24:02)
Moda nie moda ja nie kupuje co roku nowych rzeczy chyba że są konieczne np.jak właśnie kapcie do szkoły bo moja córka szybko z nich wyrasta.
W zeszłym roku kupiłam jej plecak jak szła do pierwszej klasy.Był to dość duzy wydatek dla mnie bo sama ją wychowuje a zalezało mi na jakości ale w tym roku plecak wygląda jak nowy i nadal będzie jej służył.Staram sie uczyć dziecko że nie wygląd jest najważniejszy w życiu i podobnie jak madzia0311 jestem zdania że dziecko ma być czyste,najedzone i zadbane a nie musi być wystrojone.
Madziu, w żaden sposób mnie nie uraziłaś
![]()
Moja mała też nie jest zwolenniczką kapci, dlatego te, które ma są w stanie niemal nowym
Temat poruszyłam, bo się zastanawiam, dlaczego nowiutka wyprawka dla dziecka jest taką priorytetową sprawą? Moje dziecko ma tony ubrań (kupuję je ja i mnóstwo zakochana w moim dziecku moja siostra + babcia). Po co jej kolejne tylko dlatego, żeby były absolutnie nowe? Abstrahując od kapci - dlaczego mam kupować nowy strój na gimnastykę zamiast wybrać jedną z kilkudziesięciu koszulek, które już ma w szafie?
ja też wychodzę z załozenia,że jeśli coś jest w dobrym stanie to nie ma sensu kupować nowych rzeczy tylko po to żeby było NOWE czy żeby się pokazać..
Jak do wszystkiego w życiu, tak i do tej kwestii, podchodzę zwyczajnie zdroworozsądkowo. Nigdy więc nie czułam takiej wewnętrznej presji, że wszystko musi być nowe- to wyłącznie ja decyduję, czy coś nadaje się już do wymiany czy spokojnie może jeszcze posłużyć. Moje dziecko jest zadbane, zawsze schludnie i czysto wygląda, ma dobrze zaopatrzony piórnik i plecak, które również nie straszą, więc zupełnie nie widzę powodu, dla którego ten piórnik i plecak co roku koniecznie muszą być nowe. Wiem, może dziewczynki są inne, cieszą się z takich rzeczy, ale mojemu dziecku naprawdę od zawsze było wszystko jedno. Dziś już co prawda wyrósł z wieku, o którym piszecie, ale przecież czas przedszkola również doskonale pamiętam, a szkoła podstawowa czy gimnazjum rządzą się dokładnie tymi samymi prawami.
Vinnga, idąc tokiem Twojego rozumowania...
Koszulka na gimnastykę z szafy zamiast wprost ze sklepu? Oczywiście i bez zastanowienia. Dobry i solidnie wykonany plecak, który posłuży przez dwa lata? Jak najbardziej, ale... co dwa lata. Używane podręczniki? Jasne, zapewniam, że dzieci i tak o nie nie dbają. Oczywiście, że ćwiczenia muszą być nowe, podobnie jak i te używane podręczniki powinny być (choćby dla samego oka) w dobrym stanie, niemniej ich cena stanowi cząstkową nowych, a zawarta wiedza jest dokładnie taka sama.
Co roku zresztą, przed końcem wakacji, siadamy i robimy wielki przegląd i decydujemy co jest jeszcze dobre i może posłużyć, a co już należy wymienić. Okazuje się, że grom rzeczy, zwłaszcza tych mniej używanych, naprawdę służy latami, a w razie czego to przecież nie mamy już kryzysu, więc w każdej chwili można po prostu pójść do sklepu i zakupić. Czy mnie nie stać na nową całą wyprawkę? Ależ stać, zadaję tylko pytanie: po co?
Mam to szczęście, że ani ja nie wariuję, ani mój mąż, mama, czy ktokolwiek inny, ani nawet, wydaje się, że najbardziej zainteresowany tematem syn, nie wywierają na mnie najmniejszej presji- mąż zdaje się na moje decyzje, a mały ma podobne do mojego podejście. Obcy mnie nie interesują, tym bardziej, że nikt nigdy mi w tej sprawie niczego nie wytknął, nie wiem też nic o sytuacji, żeby moje dziecko doznało jakiejkolwiek przykrości. Być może więc to sami ludzie się tak nakręcają???