Witam
Proszę o radę.
Rozstałam się z narzeczonym, właściwie bez słowa wyjaśnień, powiedział, ze to koniec. Dramat przeżyłam. W trymiga wróciłam z zagranicy, gdzie wówczas pracowałam i chciałam może coś naprawić- nie wiedziałam co się dzieje. Gdy weszłam do mieszkania, wszystko było już popakowane, powkładane w pudła, zostały tylko moje ubrania i rzeczy osobiste. Zaczął te pudła wynosić do auta, prawie słowem się nie odezwał. W trakcie związku kupowaliśmy sobie do mieszkania wszystko. Pralkę, lodówkę, blender, mikrofalówkę, kuchenkę, itd. Cały sprzęt AGD. Wszystko razem, za wspólną gotówkę. Nie braliśmy faktur, tylko paragony. Co miesiąc robiłam mu przelew, bo razem płaciliśmy też za mieszkanie. Na dodatek, na lodówkę dostaliśmy pieniądze od mojej mamy. Mama ma ciężką sytuację, a mimo to uskładała dla nas te pieniądze... Umówiliśmy się, że oddamy jej po połowie. Nawet nie wiedziałam, co wtedy wynosił. Ja miałam wziąć swoje ubrania i kosmetyki i jechać do mamy, która mieszkała ponad 100 km od nas. Płakałam, prosiłam o wyjaśnienia, o rozmowę. Rzucił coś zdawkowo. Dowiedziałam się, że jego poprzednia dziewczyna wzięła kredyt na remont poddasza w domu jego matki. Nie wiem czy go spłacił. W każdym razie- wydaje mi się, że on i jego matka może ułożyli sobie plan? Może to tak miało być, że ona kupi materiały na wykończenie domu, ja sprzęty AGD, a następna może wynajmie ekipę remontową? Nie chcę się kontaktować z jego byłą, bo samo to, że się upominam o kasę wydaje mi się żenujące. Czy da się odzyskać moją część pieniędzy od niego? Jak mogę na niego wpłynąć? Co robić? Ja wiem, że to tylko rzeczy. Ale jest mi cholernie przykro, że jakaś inna kobieta i on będą korzystali z tego, na połowę czego ciężko pracowałam. No a mnie samej też się nie przelewa... Nie lubię się upominać o kasę... A pieniędzy mojej mamie też nie oddał i wobec niej też jest mi głupio :-/ Pomóżcie, proszę.