Witam kochane!
Mam problem. Od dwóch miesięcy mieszkam z moim chłopakiem. Przeprowadziłam się z innego miasta, gdyż on dostał tu pracę, a i ja stwierdziłam, że w Warszawie szybko coś znajdę, chociaż chwilowo bo kontynuuje studia. Mój partner jest inżynierem budownictwa i zarabia dużo lepiej ode mnie. Czasami mam wrażenie, że jestem utrzymanką bo on zarabia 3 razy tyle a dochodzą do tego premie i niedługo podwyżka, a ja najniższą zarabiam i wszystkie poważniejsze wydatki on finansuje. Pracuję od rana do wieczora ja od 10-18/21(w zależności od dnia) on wychodzi o 6 i czasami wraca o 16 czasami o 21. Dodatkowo zawsze po pracy robię obiadokolacje - zawsze świeża, smaczna i z pomysłem (uwielbiam gotować), sprzątam, zmywam naczynia, piorę, dbam o nasze mieszkanie, planuje wyjścia typu spacer czy kino ...czasem mi ciężko, a on zje wstaje od stołu i idzie się relaksować przed kompem, bo jest zmęczony, a wszystko na mojej głowie. Nie wie gdzie leżą worki na śmieci, ciężko mu trafić z brudnymi ubraniami do worka na brudne rzeczy i ja po nim sprzątam, nie wie gdzie stoi herbata, kawa, cukier. Co posprzątam to za chwilę pełno jego rzeczy na podłodze, na oparciach krzeseł, na stole na którym spożywamy posiłki. Czasem jak się zdenerwuję na niego i ze zwykłego zmęczenia- od święta wtedy zmyje naczynia lub wyniesie śmieci. Raz był bardzo głodny ja zmywałam naczynia z poprzedniego dnia i ze śniadania bo wczesniej nie dałam rady, trzeba było wyrzucić śmieci i umyć kuchenkę i dopiero wstawiać obiad - widzę, gra w rpg, więc mówię co wybiera: kuchenkę, śmieci, zmywanie? A on do mnie: "Nie wrobisz mnie w to". Ja mu spokojnie odpowiedziałam, ze w nic go nie chce wrobić i w takim razie dłużej będzie musiał czekać na jedzenie. Patrzę gra dalej, więc ja nic i foch. Dalej zmywałam, po kilku minutach zebrał się w sobie i wyniósł śmieci i umył kuchenkę. Raz umył naszą łazienkę bo umówił się z kolegami na grilla (a to Ty też chcesz jechać?), a ja byłam w trakcie sprzątania sobotniego -musiałam umyć kuchenkę, wyszorować piec bo sos z mięsa kapał i się zwęglił, wyszorować zlew, kabinę prysznicową, kibelek, umyć podłogę, zmyć naczynia, ugotować obiad, zrobić pranie, prasowanie, poprzeglądać co się skończyło w kuchni, poprzekładać... dodam, że nie jestem specjalnie pedantką, a niektórych czynności wręcz nienawidzę. Dziś rano rozgrzebał ubrania które posortowałam, wygrzebał z szafy, rzucił na łóżko na którym spałam, rozwaliła się cała sterta i wyszedł do pracy ... Ciężko mi jest się domagać uwagi czy pomocy w obowiązkach, bo to on w tym związku zarabia. Kiedy szukałam pracy był podział że ja zajmuję się domem, a on pracuje i tak rozdzielił nasze obowiązki. Czasem zwyczajnie nie wyrabiam - praca, zakupy, gotowanie, sprzątanie, ostatnio mam nawrót depresji i lęki nie mam tyle energii, chodzę przygaszona. W dodatku ostatnio pojawił się jego kolega z liceum, który jest wolnym duchem i imprezowiczem, mieszka jeszcze z jednym kumplem z liceum mojego chłopaka, niedawno się przeprowadzili do miejscowości pod Warszawą - obaj są imprezowi, nie mają dziewczyn, trochę popijają, trochę palą zioła i mi się nie podoba to towarzystwo. Poznałam ich - raz pojechaliśmy na grilla (to właśnie po tej akcji ze sprzątaniem), raz byliśmy na pizzy. Mój chłopak był u nich w zeszłym tygodniu i wrócił późno. Nie podoba mi się to bo pierwszy raz się tak zdarzyło, nie był wcześniej zainteresowany wychodzeniem( to ja byłam raczej osobą w tym związku, która miała ochotę gdzieś wyjść , miała znajomych - tu jeszcze nie znam za bardzo kogoś z kim chciałabym spędzać czas, trochę przywykłam do wieczorów na kanapie pod jego wpływem), nie podoba mi się podejście do życia jego znajomych i tego że ciągle do niego dzwonią i chcą się spotkać i tak chodzę nerwowa, bo związałam się ze stabilnym chłopakiem. Wkurza mnie ta cała sytuacja... umawia się z nimi nie pytając czy może ja mam jakieś plany i tak mało czasu ze sobą spędzamy. Kolejna sprawa z której wynikają moje obawy to raz przypadkiem natrafiłam na jego rozmowę na gadu gadu z koleżanką z młodości, wiem ze kiedyś się z nią przespał 2 lub 3 lata temu, ale ona go nie chciała, a potem jak się zdecydowała on miał już inną dziewczynę. Zwracał się do niej bardzo czule, pisał ze jakby był w pobliżu (ona żyje w innym kraju,ale często przyjeżdża do Polski) to by ją ululał, że nie ma czasu na imprezy i kobiety i gdyby miał taką to może by mu się chciało wychodzić do kina czy potańczyć, pisał tez o niej koledze, że ma fajną laskę na oku, ale ona jest zagranicą. Bardzo mnie to zabolało - bo były to słowa z czasu gdy zdecydowaliśmy się na wspólne mieszkanie, pomimo moich początkowych oporów. Bardzo mnie przekonywał, że to duża szansa dla nas, że w końcu nas stać na to żeby razem zamieszkać, że chce dla mnie jak najlepiej, że mnie kocha. W tym czasie wiem, że zaglądał też na stronę z różnymi anonsami, filmami, zdjęciami 18+. Od miesiąca czasu jestem rozdygotana, przemęczona, mam koszmary, budzę się w nocy i dostaje drgawek, temperatura od razu idzie do góry i dobija 38 stopni. Nie ufam mu chociaż bardzo bym chciała, skończyła się moja sielanka z zaufaniem, dlatego też nie chce go puszczać samego - boje się że pogrywa sobie ze mną ![]()
Wiesz, wszystko związane z jego brakiem zainteresowania domem (sprzątanie- chociaż po sobie, pranie itp.) dałoby się jako tako naprostować. Faceci niestety nie zawsze są nauczeni podstawowego dbania o dom w którym mieszkają (czy to sami, czy to z rodziną czy z kobietą), co nie oznacza że nie da się ich tego nauczyć. Problem moim zdaniem leży w jego zainteresowaniu tą koleżanką zza granicy... gdyby mój facet coś takiego napisał do znajomej to myślę, że czekałaby nas bardzo poważna rozmowa... o ile w ogóle, bo jestem pod tym względem (zdrady, itd.) bardzo cięta i nie wiem czy miałabym w ogóle ochotę rozmawiać. Dodam, że dla mnie zdrada to nie tylko seks z kimś innym, może mieć też charakter mentalny.
Myślę, że w obecnej sytuacji warto byłoby znaleźć moment na wspólne wyjście połączone z bardzo poważną rozmową. Oczywiście nie tak, żeby się przestraszył... Proponuję zapytać partnera kiedy znajdzie dla Ciebie czas. Ubierz się ładnie, umaluj, uczesz... niech widzi co ewentualnie traci... wyglądaj na silną babkę a nie zdołowana dziewczynka (to go może odstraszyć). Pójdźcie coś zjeść, zamówcie do tego piwko, wino... co wolicie. Niech nie będzie za drogo, żebyś nie musiała czuć się skrępowana, że on musi Cię sponsorować. Podczas tej randki wytłumacz mu co Cię boli, dlaczego jest Ci źle, jak to wszystko przeżywasz... Pamiętaj, że może chłopak się pogubił i potrzebuje otrzeźwienia. Przywołaj początki znajomości, wspólne plany... zasugeruj, że może oboje potrzebujecie resetu.
Gdybym ja była w takiej sytuacji zrobiłabym właśnie tak... ale więcej szans by nie było. Są sprawy, które można przerabiać kilka razy, są takie o których mogę mówić tylko raz.
Pozdrawiam i powodzenia!
3 2011-08-17 13:55:07 Ostatnio edytowany przez SmakRozmarynu (2011-08-17 14:17:42)
Dilla, chodzi o to, że on wie, że ja to przeczytałam. Spakowałam się i chciałam się wyprowadzić znowu do starego mieszkania i miasta. On wrócił z pracy wcześniej i zobaczył mnie z walizkami, wywaliłam kawę na ławę. On jak powiedział najgłupszy tekst świata, że nie wie czemu to zrobił czemu napisał to co napisał, co zrobi beze mnie i że mnie kocha. Niemniej wyjechałam tego samego dnia na weekend do starego mieszkania, napisałam mu treściwego maila jak się poczułam, jak mnie zranił, ale że na siłę go nie trzymam i nie będę tego tolerować. Przyjechał po mnie na następny dzień. Widział że się denerwuje, zapytał czy lepiej się poczuję jeśli z nią zerwie kontakt. Ja mu powiedziałam, że to nie chodzi o zrywanie kontaktu (o ja głupia! czemu nie powiedziałam TAK!) tylko o niego, z czego wynikła ta sytuacja bo jeśli nie Kasia to może Zosia... Dwa dni później leżę sobie w łóżku już zasypiam i telefon dzwoni... od niej - odebrał przy mnie na początku nie wiedziałam z kim rozmawia ale po jego tonie głosu szybko się zorientowałam że to ona. Fakt rozmawiał przy mnie jakby nic nie miał do urycia. Nie wytrzymałam. Chwilę potem jak mi powiedział że "Było czytać" odpowiedziałam "Było pisać", a on, że nie wie skąd się to wzięło, że oni tak od liceum rozmawiają. Wyszłam w nocy na długi spacer i nie odbierałam telefonów. On wydzwaniał i się "martwił", że sama gdzieś poszłam, noc, burza, ale nie wyszedł za mną tylko czekał na mój powrót, tak czekał aż usnął i jakoś się rozeszło niby jest w porządku, niby trochę więcej tych wyjść ostatnio ale ona ciągle jest gdzieś w tle i jeszcze ta strona z treściami pornograficznymi. Ta sytuacja bardzo zachwiała moją pewnością siebie, która i tak nie jest zbyt stabilna ostatnio i zaczęłam się dystansować do jego osoby. Nie ufam. Przeglądam jego kieszenie przed praniem w poszukiwaniu jakiegoś dowodu, przeszukuje historie stron na które wchodzi, wsłuchuje się z kim rozmawia i o czym rozmawia, sprawdzam czy jest w jego historii rozmów albo czy do niego pisała jak idzie się myć (oczywiście że tak) jestem czujna non stop to mnie niszczy od środka czuję że sama się upokarzam tym co robię, że zmieniam się w detektywa, że o wszystko wypytuję, że niczego nie lekceważę. Przez to wszystko mam nerwobóle, kark mi sztywnieje i czasami ciężko mi się poruszać. Boje się potwornie że skierowałam tyle uczucia, dobra dla osoby tego nie wartej. Mój niedoszły mąż też mnie zdradzał - notorycznie. Mój ojciec zdradzał moją mamę jestem przerażona. Moje życie przez ostatnie tygodnie to koszmar.
Nie wiem czy niepotrzebnie się tak nakręcam kierując doświadczeniem i emocjami jakie temu towarzyszyły. Ostatecznie z pierwszego postu wyłania się obraz gbura, któremu wszystko wisi, a to nie jest do końca prawda. Zazwyczaj dba abym czuła się komfortowo, Dziś zadzwonił z pracy podziękował za pyszną sałatkę, którą mu spakowałam przed wyjściem (zaraz po tym jak zrobił bałagan) zaproponował ze wieczorem pojedziemy kupić nowy zlew, kawę taką jaką lubię i że pójdziemy na spacer. Przedwczoraj byliśmy na obiedzie na super hiper wspaniałych lodach, wpierał mnie jak byliśmy na weselu u rodziny, która delikatnie mówiąc traktuje mnie jak czarną owcę i dała popalić ostro, codziennie masuje mi kark przed snem bo wie, ze mi dokucza. Jest dużo plusów, ale niepokój mnie zdominował nie wiem czy bezpodstawnie czy nie on się wkradł i mnie pochłania...
I co znalazłaś, tak szukając w jego telefonie i komputerze??
5 2011-08-17 14:26:23 Ostatnio edytowany przez SmakRozmarynu (2011-08-17 14:36:34)
I co znalazłaś, tak szukając w jego telefonie i komputerze??
W komputerze to akurat archiwum miał na wierzchu rzuciły mi się te całusy i te teksty że by ją ululał, że jest taka słodka, że jest wspaniałą kobietą, że nie reaguje zbyt entuzjastycznie na jego teksty, że ma ją na oku tyle że jest daleko, że jakby była blisko to miałby czas dla takiej kobiety żeby gdzieś z nią wychodzić(korzystaliśmy wtedy chwilowo z jednego), a niedawno zaczęłam sprawdzać jego telefon. Nic nie znalazłam to że ona się nudzi, że jej się urlop skończył, że już wyjechała z Polski i się nie spotkają... no nic kompletnie a ja popadam w jakąś paranoję i doszukuję się wszędzie potwierdzenia że wszyscy są jednakowi, chociaż nie wiem czy to mój wymysł. Po prostu próbuje zagłuszyć intuicję że coś nie tak. Zachowywać się jak dawniej, ale nie potrafię. Dodam że mam nerwicę, bywałam w szpitalu z depresją, cierpię na zaburzenia odżywiania od 15 roku życia teraz już 2 lata jest normalnie w miarę, jestem DDA i do wszystkiego podchodzę ostrożnie, staram sobie tłumaczyć ale czasem nie potrafię zapanować nad emocjami. Wiem, że to wszystko niczego nie tłumaczy. Zakochałam się i nie chcę go stracić, ale nie chce być oszukiwana, ale jeśli tak ma być, to wolę teraz się rozstać niż gdy zobowiązań będzie więcej. Moim przyjaciołom też nie zawsze podoba się jego często olewczy stosunek w stosunku do mnie.
Nie wiem sama. Ja jestem osobą dość uległą, mówi czasem że mam bardzo małe wymagania w związku, że nie zawsze słucha i ma humory - coś mu nie pasuje to mu nie pasuje i koniec. On ma silną osobowość, chociaż na pierwszy rzut oka każdy by pomyślał ze to ja jestem żywiołowa a on flegmatyczny. Zawsze mnie pełno było, piszę artykuły naukowe, pracowałam jako dziennikarka do momentu przeprowadzki, często wychodziłam do przyjaciół na kawę, robiłam wspólnie obiady, oglądaliśmy filmy, dużo czytałam, zawsze dużo się działo. Było dużo ludzi, czułam się atrakcyjna sama dla siebie, mimo że modelką nie jestem i problemy były mi niestraszne. A teraz nic jakaś zahukana się zrobiłam, moje życie kręci się w okół tego żeby obiad był smaczny, żebym wyglądała przy tym jak z żurnala a nakrycie stołu jak z Elle Decoration mimo że nie mam kasy żeby tak szastać. Gdzieś mi wszystko straciło smak a w zamian tego doszły obawy.
ale nie chce być oszukiwana, ale jeśli tak ma być, to wolę teraz się rozstać niż gdy zobowiązań będzie więcej.
Jak ma być?? Przecież nic nie wiesz...sama piszesz, że to jakas intuicja...A może trochę praca Twojej wyobraźni??
żeby obiad był smaczny,
Zostaw te obiadki. Pracujesz do wieczora, to niech on je "na mieście" póki co...
żebym wyglądała przy tym jak z żurnala
No i tak trzymaj!
a nakrycie stołu jak z Elle Decoration
Raz na tydzień w czasie kolacji przy świecach. I starczy!!
Zrób cos, aby o Ciebie zawalczył, aby pokazał, że mu zalezy.
SmakRozmarynu napisał/a:ale nie chce być oszukiwana, ale jeśli tak ma być, to wolę teraz się rozstać niż gdy zobowiązań będzie więcej.
Jak ma być?? Przecież nic nie wiesz...sama piszesz, że to jakas intuicja...A może trochę praca Twojej wyobraźni??
żeby obiad był smaczny,
Zostaw te obiadki. Pracujesz do wieczora, to niech on je "na mieście" póki co...
żebym wyglądała przy tym jak z żurnala
No i tak trzymaj!
a nakrycie stołu jak z Elle Decoration
Raz na tydzień w czasie kolacji przy świecach. I starczy!!
Zrób cos, aby o Ciebie zawalczył, aby pokazał, że mu zalezy.
No właśnie chodzi o to że dużo dopowiadam sobie i się nakręcam. Dziś np. śniło mi się że pojechał się spotkać z kolegami beze mnie i że zdradza mnie z jakąś blondyną, która ma tak samo jak ja na imię. To pewnie będzie mnie prześladować następnym razem gdy koledzy będą dzwonić do niego z propozycją spotkania. To przestaje robić się zabawne. Boje się, że to najłatwiejsza droga żeby rozwalić związek, który de facto nawet obecnie do najgorszych nie należy, a wcześniej był bardzo udany. Boje się że to jakiś autosabotaż. Ten brak pewności siebie wychodzi ze mnie, wystarczyła drobna iskierka. Od braku pewności siebie do braku zaufania do drugiej osoby droga nie jest długa. Wiem też że naruszyłam jego prywatność i jest mi z tym źle. Nie wiem czy wybrać się do psychologa. Od dłuższego czasu nie chodziłam, a z racji przeprowadzki nie wiem jak to jest tutaj, gdzie są przychodnie, jakie są opinie o danym psychologu. No nie wiem. Wiem tylko, że ze mną dzieje się coś niedobrego i za bardzo nie wiem jak z tym walczyć. Wszystko się we mnie kotłuje.
Po pierwsze - strasznie histeryzujesz. I jesteś na doskonałej drodze do zniszczenia waszego związku. Robisz wszystko, żeby Twoje obawy się sprawdziły (zapewne psychologia zna na to nazwę, ja wiem tylko tyle, że jest takie zjawisko psychologiczne - dążymy do tego, co jest nam znane).
Zobacz co z siebie zrobiłaś, i to zaledwie po dwóch miesiącach wspólnego życia: roztrzęsioną hipochondryczkę, podejrzliwego detektywa, smętną kurę domową. Bardzo niezdrowe połączenie... Potrzebny jest reset, ale Tobie, nie jemu. Nie myśl o swoich podejrzeniach, zacznij od nowa Wasze wspólne mieszkanie. Po prostu obiektywnie go obserwuj. Z Twojego opisu wynikają pewne alarmowe sygnały, ale trudno ocenić, co jest tu rzeczywistością, a co Twoim wymysłem.
Sama piszesz, jaka byłaś przedtem. Możesz być pewna, że on Cię kochał za to, jaka byłaś wtedy, nie za to jaka jesteś teraz. Mężczyźni potrzebują sprzątaczek i kucharek, ale ich nie kochają. Po co mu codzienny obiadek? Przecież Ty też pracujesz. Wystarczy mu obiadek raz czy dwa w tygodniu, a na resztę dni zupa do odgrzania lub składniki na kanapki w lodówce. I najwyższy czas zapoznać go z rozmieszczeniem artykułów spożywczych w kuchni. Zmień też swoje priorytety - najpierw wyjazd na grilla, ewentualnie potem pranie jego skarpetek. A najlepiej nie prać wcale, żeby konieczność go do nauczenia się obsługi pralki zmusiła. Nie powinien mieć z tym problemów - w końcu jest inżynierem...
Vingga a jak taki reset mógłby Twoim zdaniem wyglądać? Jakieś pomysły? Ja teraz "mentalnie" biegam jak kot z pęcherzem. Piszę po trosze dlatego, że właśnie zamieniam się w histeryczkę, której samej źle ze sobą, a po trosze, że zwyczajnie chce sobie wszystko poukładać.
Rozbawię Was jeszcze jednym moje drogie
Po dwóch miesiącach nie dorobiliśmy się lodówki i pralki
Więc gotowanie na przód nie wchodzi w grę, a ubrania piorę ręcznie
Chciałabym się dołożyć do tych luksusów, żeby nie czuć się źle że to znowu on wyłożył pieniądze...
Popieram Vingę.
Ja z siebie raz zrobiłam taką paranoiczną kurę domową, co prawda miałam dużo powodów ze strony faceta, ale nie o to chodzi. Byłam zapracowana, zamęczona i bardzo nieszczęśliwa, a na koniec zostałam zdradzona. To co Vinga napisała na temat tego, że facet kochał Cię za to jaka byłaś przed wprowadzką to 100% prawda. Nie zniszcz tej osoby, którą on kochał i którą ty kochałaś. Obiady nie muszą być codziennie, a dom nie musi błyszczeć. Facet bedzie Cie kochał za codzienny uśmiech i żywiołowość, a nie za ciepły obiad i wypucowany dom, kiedy będziesz chodzić zgorzkniała z grymasem na twarzy. O możliwość straty takiej paranoicznej czarownicy nikt się nie martwi i nikt o takie kobiety nie zabiega. To co robisz teraz to najlepsza droga do samozniszczenia.
Bo za duzo od siebie wymagasz. A gdzie jest napisane, ze zycie ma byc jak z telenoweli?
Troche luzu kochana, bo sie wykonczysz.
Obiad nie zawsze byc musi, facet tez czlowiek i moze po sobie sprzatac i brac udzial w porzadkach, zakupach itd
Zrobilas z siebie skrzyzowanie zaopatrzeniowca-sluzacej, kucharki z odkurzaczem z dodatkowa funkcja kochanki. Oszalalas?? Zatracilas siebie i zle sie z tym czujesz. A on Cie tak traktuje jak Ty pozwalasz.
Musisz troche pozmieniac bo stworzylas mu hotel z calodobowa obsluga zamiast domu.
Bo za duzo od siebie wymagasz. A gdzie jest napisane, ze zycie ma byc jak z telenoweli?
Troche luzu kochana, bo sie wykonczysz.
Obiad nie zawsze byc musi, facet tez czlowiek i moze po sobie sprzatac i brac udzial w porzadkach, zakupach itd
Zrobilas z siebie skrzyzowanie zaopatrzeniowca-sluzacej, kucharki z odkurzaczem z dodatkowa funkcja kochanki. Oszalalas?? Zatracilas siebie i zle sie z tym czujesz. A on Cie tak traktuje jak Ty pozwalasz.Musisz troche pozmieniac bo stworzylas mu hotel z calodobowa obsluga zamiast domu.
Ale jak zrobić taki zwrot o 180 stopni? Nie wiem jak tego dokonać my się widujemy głównie wieczorami. Typowy wieczór wygląda tak - wracamy z pracy- on do kompa, a ja do obiadu, jemy - on znowu komp ( bo jest zmęczony i musi się zrelaksować),a ja sprzątam. Idę się potem myć, coś poczytam i do łóżka. Nawet jak wyskakuje w seksownej bieliźnie i mruczę mu za uchem to ciężko go oderwać od monitora. Nie widujemy się praktycznie, a wieczorem jest to godzina dwie i do łóżka bo on bardzo wcześnie wstaje. Jak nie posprzątam to jest nieposprzątane i na następny dzień mam więcej do zrobienia...
O proszę następny "goguś", któremu w głowie się poprzewracało. Ja na Twoim miejscu zrobiłabym tak: wróciła z pracy, zrobiła sobie pyszne kanapeczki i usiadła przed komputerem, żeby się zrelaksować
Włączyła Worda i stworzyła plansze z podziałem obowiązków, a następnie powiesiła to w najbardziej widocznym miejscu. Potem kupiłabym facetowi książkę kucharską i stworzyła listę potraw, które najbardziej lubię, a które on miałby mi przyrządzać. Jakby nie zaakceptował to ?do widzenia? i już mnie nie ma ![]()
Hatiuszka uważam, że taka lista z podziałem obowiązków to świetny pomysł. Najlepiej zrobić taka listę, aby mężczyźnie przypadały również tradycyjne kobiece obowiązki. Wtedy będzie miał większe poczucie tego, że związek to partnerstwo, a nie podział na role żeńskie i męskie, które dyskryminują kobietę w świecie, natomiast mężczyznę w domu - co i tak dla niego jest wygodnictwem.
Uważam, że powinnaś też z nim porozmawiać o tym, że także pracujesz i po pracy masz ochotę na chwilę odpoczynku, potrzebujesz tego, tak samo jak on i po prostu wszystkie obowiązki "pani domu" nie jesteś w stanie zrobić, argumentuj tym, że chcesz być samodzielna i spełniać się zawodowo, awansować i samorealizować w życiu zawodowym, w świecie, nie tylko w domu. Dlatego podział obowiązków, taki egalitaryzm, czyli równy podział władzy, podejmowanie wspólnych decyzji i wypełnianie wspólnie po równo obowiązków jest konieczny, dla lepszego i zdrowszego funkcjonowania związku.
SmakRozmarynu - nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Ty go oblepiłaś mackami jak troskliwa mamuśka, nie partnerka. Coś Ty sobie z tymi obiadkami ubzdurała? Po co to robisz? Dla niego? Przecież widzisz, że on nie docenia. I co Ty tak sprzątasz codziennie, jeśli jesteście tylko we dwoje i w dodatku całymi dniami Was nie ma, więc kto Wam brudzi?
Pytasz jak dokonać zmiany:
1. Zapisz się do psychologa. U Ciebie bez tego się nie obejdzie. Żeby popracować nad tymi swoimi depresjami, DDA i kupką innych rzeczy
2. Skończ z obiadkami. Zarabia sporo, niech je na mieście. Czasem możesz zrobić kolację przy świecach - niech to będzie święto, a nie coś, co się panu i władcy należy
3. Skończ z tym namiętnym sprzątaniem. Ty też masz prawo się zrelaksować. A mieszkanie przez kilka dni nie pucowane wbrew pozorom brudem nie zarasta. Nieco się tylko kurzem pokrywa.
4. Zacznij zachowywać się tak, jak zachowywałaś się przed wspólnym mieszkaniem. Po pracy umów się z koleżanką, zajmij się swoim hobby. I absolutnie wtedy nie myśl, czy ON ma co jeść lub co robi. I żadnych wyrzutów sumienia, że marnujesz czas, który moglibyście spędzić razem. Przecież Wasz wspólny czas to i tak on przed komputerem.
5. Da się wprowadzić podział obowiązków, trzeba jednak trochę pracy i...życzliwości. Inaczej facet reaguje na przekaz "kochanie, ja też chcę się porelaksować, więc jak mi pomożesz to przez pół godziny zrobimy to, co sama robiłabym godzinę i oboje będziemy mieli czas wolny" niż burczenie z wściekłą miną "może byś się ruszył pozmywać, bo ja ciągle dla ciebie gotuję a ty tylko siedzisz przed kompem".
Wydaje mi się również, że on może czuć zagrożenie dla swojej wolności i niezależności. Stąd te "relaksacje" przed komputerem. Chce sobie (Tobie przy okazji też) udowodnić, że to, iż mieszka z Tobą niczego nie zmienia i nadal może robić to, co mu się podoba. Wspólne dogrywanie się pod jednym dachem to proces długotrwały i pracochłonny, ale Ty strasznie niewłaściwą drogę obrałaś...
Wydaje mi się również, że on może czuć zagrożenie dla swojej wolności i niezależności. Stąd te "relaksacje" przed komputerem. Chce sobie (Tobie przy okazji też) udowodnić, że to, iż mieszka z Tobą niczego nie zmienia i nadal może robić to, co mu się podoba. Wspólne dogrywanie się pod jednym dachem to proces długotrwały i pracochłonny, ale Ty strasznie niewłaściwą drogę obrałaś...
Coś w tym jest. Uczepiłam się jego jak rzep psiego ogona. Jak szukałam pracy siedziałam całe dnie w domu i czekałam tylko jak wróci. Jak pies co czeka na swojego pana pod drzwiami. To trwało niemal miesiąc. Ciężko mi z kimś wyjść bo w pracy (aktualnie pracuje jako sprzedawczyni w galerii handlowej, bo to najszybciej udało się znaleźć, a czegoś na stałe ciągle szukam w zawodzie historyka sztuki czy w innym w którym będę mogła wykorzystać umiejętności i doświadczenia z poprzednich stanowisk - i trochę się frustruję, a w październiku dojdą znowu studia, więc obowiązków będzie na szczęście więcej i więcej okazji do nowych znajomości), gdyż głównie są to 19-20 latki, które mają trochę inne tematy i dużo plotkują. A za plotkowaniem nie przepadam. Mam tu tylko jednego kolegę, którego znam kilka lat, ale nie mogę się z nim ciągle spotykać, bo on też ma rożne obowiązki, pracę etc.
Co do obiadów to moja wina, bo lubię gotować i zawsze jak przyjeżdżał do mnie na weekendy robiłam różne pyszności. Błąd jest taki że weekendowe menu przeniosłam na siedem dni tygodnia. Tak więc nic dziwnego, że woli w domu zjeść karkówkę ze śliwkami i orzechami, indyka z fetą i suszonym pomidorem, świeże ziemniaczki zapiekane z rozmarynem i pieczoną dynię każdego dnia, niż tłustego kotleta na mieście lub podobne jakościowo, ale za 4 razy tyle co w domu
Wczoraj upiekłam ciasto z czekoladą i malinami, bo niestety łasuch ze mnie, a on z tekstem "Przecież wiesz, że nie lubię słodyczy, szczególnie czekolady". A figa mu z makiem, bo ja lubię i całe zjem
Kiedyś w weekend szalałam a na co dzień jadłam sobie sałateczki, nabiał, gotowane mięsko z zupy i zupy, które starczały na co najmniej dwa dni. Teraz każdego dnia mam świąteczny obiad na stole...
Z tym sprzątaniem i grafikiem... próbowałam kiedyś coś takiego zrobić, ale to było wtedy gdy szukałam pracy i siedziałam w domu. Zostałam kategorycznie zrugana, że siedzę w domu i mam zajmować się domem, bo on pracuje i to jest obowiązek, że jak pójdę do pracy to się to zmieni... Poszłam do pracy, ale zazwyczaj wracam przed nim, więc on tego nie odczuwa. Teraz mam kilka dni na odpoczynek, bo muszę zrobić badania, iść do lekarza i wreszcie coś zrobić z moim karkiem bo momentami piekielnie boli.
Co do niezależności.Było też coś, o tym, że ciężko mu się przyzwyczaić do tej sytuacji i że gra dlatego, że to jego obszar, przyzwyczajenie itd. Ale to nie chodzi o godzinę czy dwie dziennie tylko czasem np. w weekendy jest to 8-10 godzin z przerwami! Miał kiedyś kłopot, żeby przestać grać. Był nałogowcem, jak poznałam to nie grał, albo grał ale ja tego nie widziałam bo nie mieszkaliśmy razem. Gdyby to była godzina dziennie, nawet dwie to ok. Ale jak on kończy grać zwala się do łóżka i usypia to co ja mam zrobić?
Moi znajomi śmieją się, że na randki jeżdżę tylko do Castoramy, bo jeśli zazwyczaj gdzieś wychodzimy wieczorem to jest to Castorama, bo musi coś jeszcze dokupić, wziąć fakturę itd. Kilka razy odebrałam wieczorem tel. będąc w Castoramie i ludzie to podchwycili...ostatnio Pan z działu, w którym jesteśmy dość często zapytał czy chce tu zamieszkać, bo jestem tak często... Rzadko wychodzimy gdzieś, rzadko oglądamy coś razem - wyjście na zakupy czy rundka po ulicy mnie nie urządza. Miałam pomysł, żeby znaleźć sobie wspólne hobby - basen, szachy, scrabble, rolki, kurs tańca, kurs językowe... no cokolwiek, ostatnio wpadłam na genialny pomysł, że też zacznę grać chociaż w życiu tego nie robiłam. Stwierdził że ja mam dużo ciekawsze zainteresowania od niego i gry są nie dla mnie.
Mam sobie żyć obok niego? Mieć wszystko w nosie?
Bo za duzo od siebie wymagasz. A gdzie jest napisane, ze zycie ma byc jak z telenoweli?
Troche luzu kochana, bo sie wykonczysz.
Obiad nie zawsze byc musi, facet tez czlowiek i moze po sobie sprzatac i brac udzial w porzadkach, zakupach itd
Zrobilas z siebie skrzyzowanie zaopatrzeniowca-sluzacej, kucharki z odkurzaczem z dodatkowa funkcja kochanki. Oszalalas?? Zatracilas siebie i zle sie z tym czujesz. A on Cie tak traktuje jak Ty pozwalasz.Musisz troche pozmieniac bo stworzylas mu hotel z calodobowa obsluga zamiast domu.
Święta prawda! Popieram w 100%. Nie możesz z siebie robić drugiej jego mamusi, bo przestanie postrzegać Cię jako kobietę, partnerkę. Pokaż mu, że też masz takie samo prawo do odpoczynku jak on. Mimo że nie pracujesz zawodowo na razie, to praca w domu też jest pracą. Jakiś podział obowiązków musi być skoro zdecydowaliście się na zamieszkanie razem.
Daj sobie na wstrzymanie z tym ciągłym sprzątaniem i gotowaniem codziennie - naprawdę nie ma takiej potrzeby. Daj sobie czas na własne hobby i odpoczynek, bo się wykończysz. Zrób coś dla siebie. A jeżeli chodzi o niego to na spokojnie z nim porozmawiaj i powiedz jak się z tym wszystkim czujesz i że chciałabyś, żeby on również poczuwał się do tego, że czasami trzeba odkurzyć czy wyrzucić śmieci. Ja również musiałam uświadomić mojego faceta, że w domu trzeba pewne rzeczy zrobić
z tym że wystarczyło, że mu powiedziałam, że brudne naczynia się wkłada do zmywarki, a nie wrzuca wszystko do zlewu, a jak pranie wyschnie to trzeba je poskładać i odłożyć do prasowania
No i teraz wszystko jest ok, a jak coś mi nie pasuje to po porostu mówię wprost i to skutkuje jak do tej pory
Facetowi czasami trzeba powiedzieć drukowanymi literami żeby dotarło hehe
Nie kumam dlaczego Ty niby nie możesz zagrać w jakąś grę na kompie ?? Skoro on tak to lubi to możecie razem w coś zagrać w sieci - dużo zabawy i czas spędzony razem. Macie mało czasu dla siebie więc tym bardziej trzeba korzystać ze wszystkich możliwości. Dobrze by było żebyście znaleźli coś co interesuje Was oboje, tak jak pisałaś jakiś kurs tańca, językowy czy cokolwiek. Jakoś nie mogę tego zrozumieć, że on nie stara się wykorzystać wolnego czasu, żeby spędzić go z Tobą tylko wgapia się w kompa przez cały wieczór..
Moja rada tak jak pisałam: porozmawiaj z nim na spokojnie i powiedz mu to wszystko co Cię boli. Jak powiesz wprost o co chodzi to jest szansa, że bez problemu pozmywa po obiedzie, czy odkurzy i będziecie mieć więcej czasu dla siebie - ja bym tych gier nie odpuszczała
namów go na jakąś grę w sieci, żebyście mogli pograć razem
Powodzenia
będzie dobrze. Jak facet Cię kocha (a tak jest) to na pewno będzie chciał żebyś poczuła się dobrze mieszkając z nim ![]()
Zgadzam się z dziewczynami, że zrobiłaś z siebie sprzątaczkę, kucharkę i wszystko naraz.
To nie jest atrakcyjne w oczach partnera. Dajesz sobie "wejść na głowę" , Twój facet poniekąd to wykorzystuje, cieszy się, że ma ugotowane itp, ale Wasz związek traci na świeżości.
Powiem Ci, że ja też jak każdy popełniałam błędy, ale nie wyobrażam sobie zamieszkać z facetem i żebym wszystko za Niego robiła. Nawet Mój Facet ma jasno powiedziane, że jak zamieszkamy razem, to obowiązki będą dzielone po równo, oboje się z tym zgadzamy. Ba, nawet jak śpi u mnie na jedną noc, bo przecież nie mieszkamy razem, to angażuje Go w pomoc mi, nawet przy ugotowaniu, przy posprzątaniu i robi to bez gadani. Tym pokazuję, że na pewno nie dam w przyszłości się wykorzystywać
.
Po prostu nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja haruję , robię wszystko, a szanowny pan w fotelu, o nie, to nie związek dla mnie, mam zbyt wiele godności w sobie.
Oczywiście, to nie prztyczek dla Ciebie, tylko zasugerowanie, że przecież związek może wyglądać inaczej i są kobiety, które nie dają sobą tak pomiatać.
Musicie ustalić jasne zasady, grafik, co kto robi. Np raz On gotuje, raz Ty. Raz Ty sprzątasz, raz On. I bez gadania, wykrętów. Mieszkacie razem oboje i nie daj się wykorzystywać.
Jak w domu czasem nawet nie będzie posprzątane, to tym bardziej będzie musiał wziąć się do pracy.
I mówisz : " Oboje pracujemy, obowiązki domowe muszą być podzielone na pół, ja nie będę wszystkiego robić".
Jak nie pomaga, to ostatecznie wyjechać na kilka dni i niech sam sobie gotuje.
Nie kumam dlaczego Ty niby nie możesz zagrać w jakąś grę na kompie ?? Skoro on tak to lubi to możecie razem w coś zagrać w sieci - dużo zabawy i czas spędzony razem. Macie mało czasu dla siebie więc tym bardziej trzeba korzystać ze wszystkich możliwości. Dobrze by było żebyście znaleźli coś co interesuje Was oboje, tak jak pisałaś jakiś kurs tańca, językowy czy cokolwiek. Jakoś nie mogę tego zrozumieć, że on nie stara się wykorzystać wolnego czasu, żeby spędzić go z Tobą tylko wgapia się w kompa przez cały wieczór..
Droga czarn_a ja nie pracuję w swoim zawodzie, ale pracuję w sklepie minimum 8 godzin dziennie, czasami jest to i 12 godzin.
Co do zainteresowań to właśnie kilka razy próbowałam coś zaproponować, pytałam czy jest coś co np. chciałby rozwijać jakieś hobby, pasja lub zwykły czasoumilacz, bo mi się pomysły kończą. Pomyślałam o jodze i basenie i bardzo mu się spodobało to połączenie i pomysł, ale na razie to martwy punkt - jak sama znowu nie podniosę tematu i nie znajdę gdzie, kiedy, za ile i nie dostosuję do mojego i jego grafiku to znowu d...
Co do gry wczoraj byłam już blisko dołączyć się, bo właśnie chciał zmienić tę grę w którą katuje na coś innego, w co by grał od początku, ale w końcu nie zmienił i grał nadal w to co zwykle i nie był zainteresowany żeby mi coś objaśnić i wtajemniczać. No zwyczajnie nic. Potem zamknął kompa i położył się spać.
Jedyną grę w jaką grałam to był Super Mario Bros na tych śmiesznych konsolach, które podłączało się do telewizora ![]()
20 2011-08-17 20:24:28 Ostatnio edytowany przez czarn_a (2011-08-17 20:31:40)
czarn_a napisał/a:Nie kumam dlaczego Ty niby nie możesz zagrać w jakąś grę na kompie ?? Skoro on tak to lubi to możecie razem w coś zagrać w sieci - dużo zabawy i czas spędzony razem. Macie mało czasu dla siebie więc tym bardziej trzeba korzystać ze wszystkich możliwości. Dobrze by było żebyście znaleźli coś co interesuje Was oboje, tak jak pisałaś jakiś kurs tańca, językowy czy cokolwiek. Jakoś nie mogę tego zrozumieć, że on nie stara się wykorzystać wolnego czasu, żeby spędzić go z Tobą tylko wgapia się w kompa przez cały wieczór..
Droga czarn_a ja nie pracuję w swoim zawodzie, ale pracuję w sklepie minimum 8 godzin dziennie, czasami jest to i 12 godzin.
Co do zainteresowań to właśnie kilka razy próbowałam coś zaproponować, pytałam czy jest coś co np. chciałby rozwijać jakieś hobby, pasja lub zwykły czasoumilacz, bo mi się pomysły kończą. Pomyślałam o jodze i basenie i bardzo mu się spodobało to połączenie i pomysł, ale na razie to martwy punkt - jak sama znowu nie podniosę tematu i nie znajdę gdzie, kiedy, za ile i nie dostosuję do mojego i jego grafiku to znowu d...Co do gry wczoraj byłam już blisko dołączyć się, bo właśnie chciał zmienić tę grę w którą katuje na coś innego, w co by grał od początku, ale w końcu nie zmienił i grał nadal w to co zwykle i nie był zainteresowany żeby mi coś objaśnić i wtajemniczać. No zwyczajnie nic. Potem zamknął kompa i położył się spać.
Jedyną grę w jaką grałam to był Super Mario Bros na tych śmiesznych konsolach, które podłączało się do telewizora
Drogi Smaku
Bardzo przepraszam - jakoś mi to umknęło w natłoku tylu informacji, że pracujesz po kilka lub kilkanaście godzin dziennie, ale to tym bardziej również masz prawo być zmęczona, a tu dodatkowo wszystkie obowiązki domowe na Ciebie spadły, bo Twój facet tak się przyzwyczaił i tak mu jest dobrze jak widać..
No to szczerze nie rozumiem dlaczego ma takie opory, żeby zagrać razem z Tobą w jakaś grę.. A pytałaś go o konkretny powód, dlaczego nie możesz zagrać razem z nim ??
Raaany Mario Bros hehe kultowa gra hehe chyba każdy w to grał
ja też w to grałam
i na tym moja edukacja odnośnie gier komputerowych się skończyła LOL
Oj przepraszam były jeszcze Simsy z tych bardziej współczesnych.
No ale odbiegłam od tematu. W każdym razie jestem bardzo ciekawa tego czy Twój facet podał Ci jakiś racjonalny powód dla którego nie chce z Tobą zagrać. Mój ciągle mnie tam czymś molestuje żeby z nim się ścigać zazwyczaj w jakiś wyścigach samochodowych
ale mnie to kompletnie nie kręci, ale kto wie może w końcu dam się namówić. Razem robimy inne rzeczy więc równowaga jakaś jest ![]()
Czyli tak się zachowuje jak i odnośnie obowiązków domowych - wszystko na gotowe. Jak byś załatwiła te zajęcia na basenie to by chodził, a tak to zero zaangażowania..
Pozdrawiam ciepło ![]()
Tak, po matkuj mu jeszcze trochę a na pewno będzie Cię pożądał do nieprzytomności...
Obiadów bym nie ucinała bo facet głodny to zły. A że lubisz gotować to czemu miałabyś sobie odmawiać tej przyjemności? W końcu Ty też jesz
ALE! Jak można żyć bez lodówki i pralki?!?!?! To, przepraszam ręcznie mu te skarpetki i majtki pierzesz?!?!?! Tak być nie może! Skoro jest taki dobry i dużo zarabia to zażądaj pralki i lodówki i to w trybie natychmiastowym! W ogóle już widzę w Tobie taka matkę - polkę co facet pił i bił, ale żeby był... Zanim nie kupi lodówki i pralki to nie waż się gotować czegokolwiek i prać czegokolwiek, zwłaszcza jego rzeczy! SZANUJ SIĘ! Poza tym wydaje mi się, że w zmywarkę też możecie zainwestować, zaoszczędzi Ci to bardzo dużo czasu.
Przestań być jego służącą i mamusią, która podstawia talerz synusiowi pod nos kiedy siedzi przed kompem. Rozumiem, że ma ważną pracę, która go męczy, ale przecież chciał mieszkać z Tobą z jakiś powodów, prawda? Chyba że szukał taniej siły roboczej, którą jeszcze może bzyknąć, ale powiem Ci, że nawet służące i sprzątaczki tak nie mają jak Ty, bo im się za ich pracę płaci i mają do dyspozycji sprzęty, które ułatwiają ich prace...
Źle zaczęłaś wspólne z nim życie. Na wejściu założyłasz fartuszek i przejęłaś wszystkie domowe obowiązki. Facetom jest tak wygodnie, szybko się przyzwyczajają i traktują to jako rzecz oczywistą, że należy sie codzienny wystawny obiad i pranie jego skarpetek. Skończ z tym. Pewnie będzie trochę fochów i protestów, ale przestanie Cię kark boleć.
On musi zacząć traktowac Twoje obiadki i sprzątanie za rzecz nadzwyczajną, a nie oczywistą oczywistość, która mu sie należy jak psu kość.
Smaku Rozmarynu a ja się zapytam po co Ci taki facet? Po Ci ktoś, kto nawet nie docenia tego co robisz? Dziewczyno pisałaś, że na ciasto z czekoladą, w którego przygotowanie włożyłaś pewnie serce i sporo czasu, on odpowiedział "Przecież wiesz, że nie lubię słodyczy, szczególnie czekolady". Kochający facet zjadłby z ochotą choćby jeden kawałek i jeszcze oblizywał się, żeby sprawić Ci radość, żeby urosły Ci skrzydła. Gdybym była Twoją przyjaciółką to wpadłabym do Ciebie i wygarnęła temu ?nierobowi? co o nim myślę.
Zacznij żyć!! Jesteś w moim wieku, w wieku, w którym powinnaś się jeszcze bawić, szaleć i mieć w sobie jeszcze trochę beztroski. A Ty jesteś albo w pracy, albo na zakupach albo zamknięta w kuchni. A Twój facet to powinien Cię na rękach nosić i przyrządzać Ci śniadania do łóżka!!
24 2011-08-18 10:39:25 Ostatnio edytowany przez SmakRozmarynu (2011-08-18 11:28:09)
Wczoraj wieczorem wyszliśmy na krótki spacer bo kiepsko się czułam. Zaczęliśmy trochę rozmawiać o finansach, bo gdzieś mu się pieniądze rozchodzą. Po powrocie siedliśmy z kalkulatorem. Ja wszystkie rachunki przypinam do zeszytu zszywaczem i wiem na bieżąco ile wydajemy na domowe sprawki bo tym się zajmuję. Mam określoną kwotę co miesiąc i w tej granicy wszystko organizuje. Zdziwił się że tak mało wydaję, a mięsko na stole jest każdego dnia, codziennie dobre śniadanie, warzywa, owoce, napoje, ciasta, zawsze dobra kawa i herbata.
Okazało się że na codzienne jedzenie poza domem wydaje 3 razy tyle co my wspólnie na domowe jedzenie+różne środki czystości, dodam, że była to kwota zbliżona do mojej pensji. To ja nie mam lodówki, pralki a on wydaje tyle kasy na kebaby, drożdżówki, kiełbasę i bułki i ewentualnie stołówkowe jedzenie, a potem i tak musi jeść w domu bo tamtymi się nie nasycił
Dziś jedziemy szukać lodówki - taki się nagle zrobił ekonomiczny facet ![]()
Na pralkę nas nie stać ot tak, ale zdecydowałam, że już nie będę prała. Powiedziałam, że znalazłam pralnie samoobsługową i będziemy tam jeździć w soboty.
Ja dziś byłam rano na badaniach, a popołudniu wizyta u lekarza. Zamierzam nic nie robić. Źle się czuję i tyle. Poczytam trochę, może wyjdę na krótki spacer do pobliskiego parku, wezmę książkę. Czytam ostatnio "Portret Damy" i po kolei wszystkie książki Henry James'a. Miał bardzo ciekawe przemyślenia na temat kobiet. To wszystko jest zupełnie aktualne - polecam. Pomyślałam też, żeby wykorzystać to, że nie muszę dziś pracować i iść do Zachęty na jakąś wystawę i tak wstęp wolny
Tylko przez moment pomyślałam "Ale obiad czy zdążę? Obiad, obiad...muszę zrezygnować ze spaceru albo z wystawy". Obiad? Tak. Może nawet pójdę na jakąś halę targową żeby nasycić się kolorami owoców i warzyw, leniwie, spokojnie, tak jak lubię. Dlaczego ma mi się śpieszyć? A jak nie zdążę to co się stanie? Świat nie powinien się zawalić,pizzeria przy wejściu do domu, "chińczyków" w mieście sporo, a omlet robi się kilka minut.
Ta zmiana podejścia będzie musiała przede wszystkim wynikać ze mnie i będę się musiała pilnować i to bardzo coś czuję. Dziękuję bardzo za rady i będę informować na pewno jak postępy bo droga przede mną długa!
Zaczęłam się też zastanawiać, że może ja mu nie daję szansy, żeby się wykazał. Niedługo są moje 25 urodziny i zaproponowałam, żebyśmy poszli w tym dniu do teatru bo jakiś czas temu coś o tym mówiłam. Okazało się, że kupił już bilety i że on chciał mnie tam zabrać i chyba był trochę smutny, a przynajmniej zrezygnowany, że znowu go uprzedziłam i chciałam coś sama zorganizować.
Hmmm, szczerze mówiąc nie wierzyłam, że weźmiesz do siebie naszą pisaninę. Gratuluję pierwszego kroku
I tak trzymaj. Więcej luzu, kobieto.
Zastanawia mnie jedna kwestia - po co Ty tak bardzo chcesz uczestniczyć w tych jego grach? Moim zdaniem powinnaś skupić się na tym, żeby gry nie zabierały mu całego czasu i zostało go trochę dla Ciebie, a nie, żeby być z nim na każdym kroku. Podobnie z wyjazdami do Castoramy. Daj spokój. Niech sam tam sobie jedzie, w końcu to jego sprawy. Dla Ciebie jest to namiastka wspólnego czasu - jemu wystarcza, a czy Ty chcesz zadowalać się namiastkami? Po prostu zacznijcie planować więcej rzeczy - np. "ok, kotku, jedź sobie po tą fakturę i wracaj szybko, a ja w tym czasie przygotuję romantyczną kolacyjkę/pójdziemy na spacer/cokolwiek innego". I wtedy godzinka tylko dla Was. Jeśli w każdej chwili poza pracą siedzi mu na plecach rzep to wcale się nie dziwię, że on ma przesyt. A Ty masz niedosyt, bo co to za wspólny czas między półkami Castoramy? Lepiej spędzić godzinkę na rozmowach i tylko ze sobą niż pół dnia na zakupach...
Mam też wrażenie, że próbujesz uszczęśliwiać go na siłę. Chcesz szukać wspólnego hobby, organizować mu czas. Proponuję, żebyś hobby znalazła sobie. Zapisz się na tę jogę czy basen i tam chodź. Czasem możesz zaproponować mu, żeby dzisiaj poszedł z Tobą popływać. A jak już wrócisz z zajęć to oderwij lubego od kompa, powiedz, że miał czas się już nacieszyć wirtualnym światem, a teraz czas do kuchni sporządzić szybką sałatkę. Wspólne gotowanie jest super integrujące. Tylko musisz mężczyźnie dać jasne wytyczne: pokroić marchewkę, zetrzeć na tej tarce itp, itd... No i pilnuj, żeby było jak najmniej schematów. Im więcej zaskoczenia, tym mniej szans na protest
Jeśli on wie, że zaraz przyjdziesz i będziesz mędzić, żeby posprzątał, to sobie przygotuje mowę obronną. Jeśli tak jest codziennie, to nic nie musi przygotowywać, bo codzienną reakcję już ma przygotowaną.
Hmmm, szczerze mówiąc nie wierzyłam, że weźmiesz do siebie naszą pisaninę. Gratuluję pierwszego kroku
I tak trzymaj. Więcej luzu, kobieto.
Vingga ja po prostu niedawno się przeprowadziłam. Jeden miesiąc spędziłam niemal w domu i wychodziłam sama na zakupy, do kina i z nudów sprzątałam i gotowałam. Nie miałam tak szczerze okazji żeby kogoś poznać, a i chyba trochę chęci zabrakło. Nie mam tu znajomych i się uczepiłam jego bo stęskniona jestem za ludźmi. Zaczynam od października studia - wszystko będzie nowe, nowi ludzie, budynek, trasa, nowe możliwości. Poznałam jedną dziewczynę na przystanku, akurat jak jechałam zawieźć papiery na uczelnię. Z wyglądu mi przypadła do gustu, pomyślałam, że coś pokrewnego pewnie będzie studiować. Zapytałam najpierw czy tylko tym jednym autobusem można dojechać pod uczelnię. Okazało się że razem będziemy studiowały. Miły zbieg okoliczności, byłam z nią na kawie i jakimś ciastku dwa razy, ale teraz jest w domu, w Kielcach. Mam nadzieję, że grono znajomych zacznie się sukcesywnie poszerzać. Mam jeszcze kolegę, o którym wspominałam. Akurat był taki okres u niego w pracy, że mogłam do niego przyjść i trochę z nim posiedzieć, więc z tego korzystałam. Ale on wszystkim się przejmuje, jest większym histerykiem ode mnie. Analizował np. dlaczego nasza wspólna znajoma zrobiła tak a nie inaczej, dlaczego się pierwsza nie odezwała i ogólnie ma potrzebę robić z siebie superhero (ale w trochę innym wydaniu niż ja
), ciągle mówił o wyciąganiu ręki na zgodę i intrygach (jedyny facet, którego znam, który przy każdej możliwej okazji używa słowa "intryga" nawet na relacje z innymi ludźmi), jest trochę egzaltowany, ale tylko troszeczkę, bo dobry z niego człowiek i zawsze mam o czym porozmawiać. Jednak zrobiło mi się trochę "duszno" i oziębiłam te kontakty na jakiś czas. Niedługo wpadnie do mnie przed pracą, dam mu kawałek ciasta, wypijemy herbatę, a potem uciekam do lekarza.
Co do Castoramy to ja tam lubię jeździć. Interesują mnie takie rzeczy - sama potrafię zaprojektować i zrobić meble itp. Zrobiliśmy z moim chłopakiem nawet łóżko - takie jak chcieliśmy i było dużo zabawy przy składaniu:) Ale rzeczywiście, dla mnie to wyjście pooglądać interesujące rzeczy, zapoznać się z asortymentem, a dla niego spędzony wspólnie czas.
Dziś się jeszcze podbudowałam bo napisał do mnie mój były szef i napisał, że brakuje mu mnie w zespole. Czy nie chciałabym na nowo pisać artykułów na trochę innych zasadach. Jako freelancerka, bo niestety redakcja jest w innym mieście. Ostatnio mi tego brakowało, mobilizację mam, a i dodatkowy pieniądz zawsze się przyda ![]()
Tak szczerze powiedziawszy przeraziłam się czytając swoje posty. Jakby to nie były moje własne słowa tylko jakiejś nastolatki, bardzo niedojrzałej osoby, która się strasznie pogubiła i bawi się po omacku w dom. Cieszę się, że wylałam to wszystko z siebie. Mam na uwadze to, że wina zawsze jest po obu stronach, nawet jeśli robiło się coś nieumyślnie, albo w dobrej wierze. Bardzo mi wasze słowa pomagają, myślę o nich i refleksyjnie podchodzę do tego co i jak robię. Mój chłopak mi powiedział, że on będzie szczęśliwy ze mną jeśli ja będę szczęśliwa, będę się rozwijać i realizować. A ja właśnie na siłę chcąc kogoś uszczęśliwić, bo myślę, że tak dobrze sama siebie unieszczęśliwiam.
Nie czytałam dokładnie wszystkich postów, ale sposób na bałaganiarza jest taki, żeby pewnego dnia przestać sprzatać i tak przez 2 tygodnie..niech śmieci kisną, niech ubrania się walają, niech nie ma na czym jeść.. a zobaczysz jak się ździwi co sie stało, że nagle taki bałagan.. A Ty na kanapie z książką albo malująca paznokcie z uśmiechem i tekstem " kochanie jestem taka wykończona, ale chętnie pogram z Tobą w rpg.."
Witaj Rozmarynie ![]()
Super, że trochę wyluzowałaś jak tu Ci wszystkie prawie radziłyśmy
Myślę, że na pewno wszystko się u Was ułoży, a i Ty też poczujesz się pewniej w nowym mieście jak już poznasz nieco więcej ludzi jak już rozpoczniesz zajęci na uczelni.
Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj tak dalej ![]()
Cześć:)
a ja przeczytałam wszytkie posty
Twoja sytuacja związana z mieszkaniem u chłopaka , wyprowadzką do Warszawy i pozostawieniem swojego kawałka życia za plecmi jest zbliżona do mojej ,
widzę po ostatnim poście że jakoś cieplej spojrzałaś na swoją sytuację a co najważniejsze na własne możliwości bo one sa zawsze tylko czasem nie chcemy ich widzieć
popiream poprzedniczki odnośnie gotowania obiadów , sprzatania i zwyczajne zamieniania się w mamusie a nie partnerke swojego mężczyzny , wiem tylko że pomimo Twoich dobrych chęci i poczucia że masz już czasami dośc wazne jest żbyś w momentach kiedy robisz coś naprawde dla siebie nie czuła tego cholernego poczucia winy , które takim duszczkom dobrym momentami daje we znaki ;-/ dlatego Twój pomysł z psychologiem jest trafiony !
zaszalej i rozbuduj swoje poczucie wartości na tyle żeby żadnych wyrzutów sumienia nie mieć albo chociaż je znacznie ograniczyć , sama zaczełam nad sobą pracować , wybrałam sobie psychologa który mi pomoże posklejać swoje popękane poczucie wartości , choć w relacjach z moim mężczyną akurat nie mam takich problemów jak Ty ale to tylko dlatego ze przeżyłam coś podobnego z poprzednim facetem z którym byłam 5 lat , zatraciłam gdzieś po drodze siebie a to zawsze odbija się na nas , teraz jestem mądrzejsza , mówie co mnie gryzie co mnie wkurza co mnie boli jasno i wyraźnie , czasem coś ugotuje a zmywanie , pranie , sprzątanie staram się rozdzielać po połowie , nie chce wplasowywać się w rolę kobiet którymi były nasze mamy , w dzisiejszych czasach babki poszły do pracy i na studia a faceci się rozleniwili niestety ,
ach i fajnie ktoś napisał o tej telenoweli ! ;-p
rozmów się Rozmarynku ze swoim perfekcjonizmem , on zaszwe ma drugie dno które nam szkodzi ,
życzę Ci powodzenia nic nie stoi na przeszkodzie żebyś dała sobie radę
i wcieliła sowje postanowienia w życie i więcej takich wolnych chwil spędzonych na targach , wystawach i w ciekawych sklepach !!!! :)i na basenie w saunie na przykład ![]()
Jedyną grę w jaką grałam to był Super Mario Bros na tych śmiesznych konsolach, które podłączało się do telewizora
A wiesz, że ostatnio kupiliśmy tą konsolę na allegro za kilkanaście złotych i czasami jak damy czadu to mamy ubaw po pachy
Nie lubię grać na PS3 tym bardziej, że tam tylko mordobicia a Mario jest super hihi jeszcze Mappy muszę załatwić bo to był czad ![]()
Pisałaś, że chciałabyś pracować i mieć do czynienia ze sztuką, po Twoich postach widać, że opanowałaś sztukę bycia gosposią do perfekcji
Trzymaj się i nie daj się, będzie dobrze
Na pralkę nas nie stać ot tak, ale zdecydowałam, że już nie będę prała. Powiedziałam, że znalazłam pralnie samoobsługową i będziemy tam jeździć w soboty.
Weźcie na raty, bo wyjdzie wam za dojazd i opłaty tej pralni tyle samo co miesięczna rata, wierz mi.
Co do reszty, a w jakiej dzielnicy mieszkasz jeśli można wiedzieć?
Skoro planujesz wolny czas dla siebie to może kiedyś gdzieś wpadniemy na siebie na spacerze ![]()
Jedyną grę w jaką grałam to był Super Mario Bros na tych śmiesznych konsolach, które podłączało się do telewizora
A wiesz, że ostatnio kupiliśmy tą konsolę na allegro za kilkanaście złotych i czasami jak damy czadu to mamy ubaw po pachy
Nie lubię grać na PS3 tym bardziej, że tam tylko mordobicia a Mario jest super hihi jeszcze Mappy muszę załatwić bo to był czad
Też właściwie rozmyślałam sobie, aby taką konsolę i kartridże do niej kupić, tyle, że nie jestem fanką posiadania telewizora w domu i to może być problem. Kolejna proteza życia domowego mi póki co nie jest potrzebna, ale z chęcią bym zagrała... ![]()
Wczoraj nie poszłam na wystawę, ale wylegiwałam się w wannie z lekturą prasy
Relaks na całego, potem zrobiłam dobry obiadek na szybko. Mój B. wrócił z pracy późno - zjedliśmy, potem poszłam się myć i do łóżeczka z krzyżówkami. Chwilę pogadaliśmy, potem on usnął a ja dalej sobie czytałam, bo miałam na to chęć.
Dziś napisałam mu smsa, że dziś będzie na obiad niespodzianka (idąc do pracy załapałam się na świeże płoteczki
) i że jutro wieczorem wychodzę do kina z jego ciocią (mieszka niedaleko, jest samotna, ale to naprawdę super babka), a on może się dołączyć albo mieć po prostu chwilę spokoju dla siebie, albo spotkać się z kolegami. Oddzwonił bardzo zdziwiony że wpadłam na taki pomysł i podziękował mi i powiedział, że mu strasznie miło się zrobiło, że o tym pomyślałam i o jego potrzebach. Szczerze, to sama jestem zdziwiona, że zareagował na to jakbym mu podarowała jakiś super hiper prezent - co najmniej wycieczkę do Brazylii:)
Jak widać, macie mnóstwo racji i dziękuję za wsparcie, dalej będę korzystała z waszych wskazówek. Patrze na siebie z większym dystansem i na to co robię - zobaczymy jak to będzie, bo sama jestem ciekawa jakie w skutkach będą te większe i mniejsze zmiany. Zależy mi na tym związku.
Co do reszty, a w jakiej dzielnicy mieszkasz jeśli można wiedzieć?
Skoro planujesz wolny czas dla siebie to może kiedyś gdzieś wpadniemy na siebie na spacerze
Na Starym Mokotowie mieszkam i jest tu naprawdę gdzie spacerować więc ja za wpadaniem na siebie jestem jak najbardziej "za"! ![]()
Ooo panienka z Warszawy, ja blisko niej mieszkam
.
Trzymam kciuki za dalsze zmiany.
To dobrze
Właśnie się organizujemy, my Warszawianki, okolice też się liczą ![]()
36 2011-08-19 19:36:35 Ostatnio edytowany przez SmakRozmarynu (2011-08-19 20:00:56)
No dobra kobiety, to jest ten moment. Leżę na łóżku i grzebie w laptopie. Mój B. właśnie siedzi na grach. Naczynia w zlewie i obiado-kolacja do zrobienia. Po przyjściu z pracy ze 3 godziny temu dostał kawę, rogala i sałatkę - po pracy bo nie zdążyłam z obiadem.
No i ja już trochę zgłodniałam. Oczywiście powiedziałam o tym, że też bym chciała troszeczkę się porelaksować i żeby mi pomógł przy obiadku,to szybko zrobimy co mamy do zrobienia i będziemy mieć spokój. Miałam miły i zachęcający ton. Odpowiedz "Kotku relaksuj się, spokojnie, nic się nie stanie nawet jak zjemy o północy...ja na razie nie jestem głodny".
No i tak leżę i w sumie nie wiem co... znowu pójdę sama robić obiad i zmyć naczynia to nic się nie zmieni. Zrobię sobie kanapkę, odechce mi się jeść obiadu. Nie zrobię obiadu to ryby, które dziś kupiłam zepsują się, bo nie mam lodówki ![]()
Najgorsze jest to że rybę mam tylko posolić i obtoczyć w mące i rzucić na patelnie, ziemniaki są młode więc tylko muszę je umyć i pociąć w ćwiartki i wymieszać z ziołami i czosnkiem i do piekarnika, a do kapustki wystarczy dodać cebulkę i marchew i doprawić- roboty na 15 minut... ![]()
Zrobić tylko dla siebie i jak zasiądę do jedzenia, a on zapyta czy dla niego też jest mam powiedzieć "Przecież nie chciałeś" ...sama nie wiem ![]()
Jak z tego wybrnąć? Macie pomysł?
37 2011-08-19 20:41:03 Ostatnio edytowany przez Teo (2011-08-19 20:44:38)
Szkoda ryb... Ale nie opisuj więcej co robisz z jedzeniem bo się głodna zrobiłam! ![]()
Myślę, że zrób ten obiad, a mężczyźnie zostaw zmywanie
Powiedz z uśmiechem, że skoro się porelaksowaliśmy to jak ty zrobiłaś dobre jedzonko to on może pozmywać. Jak odpowie, że możesz zrobić to jutro to mu powiedz, że jak nie chce zmywać to może kupić zmywarkę, a jak nie macie teraz na to pieniążków to niech zmywa, bo jutro będzie mu bardzo ciężko domyć to zaschnięte jedzenie
I wszystko z uśmiechem, ale stanowczo ![]()
Odpowiedz "Kotku relaksuj się, spokojnie, nic się nie stanie nawet jak zjemy o północy...ja na razie nie jestem głodny".
No i tak leżę i w sumie nie wiem co...
Noale, zaraz... To jemu się wydaje chyba, że Ty dla NIEGO gotujesz, a że on nie jest głodny to nie musisz ;/ HELOŁ?! A ty nie chcesz jeść?? Ty nie możesz być głodna?! Żyjecie RAZEM, więc jecie RAZEM i pewne domowe czynności też robicie RAZEM. Myślę, że powoli trzeba ukrócić to "jaśniepaństwo" Twojego męża. Praca pracą, relaks relaksem, ale w domu nic się samo nie zrobi, przykro mi.