Witam!
Mój problem jest , szczerze mówiąc, urojony.
Mianowicie, martwię się o to, czy dam radę zaliczyć wszystkie egzaminy na drugim roku studiów. Wiem, do października jeszcze masa czasu, tym bardziej do sesji egzaminacyjnej. Jestem dziewczyną, której zawsze wszystko się udawało, miałam świetne stopnie
i świadectwa z czerwonym paskiem, nie musiałam się za dużo uczyć, wszystko pamiętałam z zajęć.
Właśnie skończyłam I rok studiów. W sesji letniej oblałam egzamin z makroekonomii. Było to spowodowane głównie tym, że pod koniec zmieniono nam wykładowcę, więc on przeprowadzał egzamin. Na swoich wykładach lubił dawać różne ciekawostki, które pojawiły się w moim rzędzie na egzaminie. Niestety, miałam z nim tylko kilka wykładów, a te 'szczególiki' pochodziły z całego zakresu materiału, który on realizował. W efekcie, tylko 10 osób z naszej grupy zdała ten rząd. W efekcie egzamin oblało 150/273 osób. Najwięcej z mojego rzędu. Przyznaję, że mogłam więcej czasu poświęcić na naukę, a te oblanie egzaminu nie było do końca moją winą.
Egzamin udało mi się poprawić jeszcze w czerwcu, załatwiłam sobie notatki od innego rocznika, który ten facet prowadził , więc nie mam tzw. 'kampanii wrześniowej'.
Jednakże czuję strach przed II rokiem studiów. Czy sobie poradzę? Będą trudne przedmioty, wymagające systematycznej nauki. Mikroekonomia, ekonometria... Lubię zgłębiać wiedzę, interesują mnie te sprawy ekonomiczne, lecz boję się, że nie dam rady. Paraliżuje mnie strach przed poprawką. Właśnie wróciłam ze wspaniałych wakacji, za rok znów się tam wybieram (mam już zaklepany termin) , ale jak o tym pomyśle, to od razu widzę nad sobą widmo przyszłorocznych wrześniowych poprawek...
Dodam, że zazwyczaj wieczorem się już uspokajam, ale za to rano budzę się pełna niepokoju.
Co mam zrobić z tym problemem? Jak mam nabrać pewności siebie? Co powinnam zmienić w swoim myśleniu?
Proszę o szybka odpowiedź.