Witam
Mieszkam w anglii i moim partnerem jest anglik. Jestesmy razem juz 3 lata. Na poczatku bylo cudownie ( jak chyba w kazdym zwiazku). Od pewnego czasu tzn od ponad roku on staje sie z kazdym miesiacem, dniem bardziej nerwowy. Od czasu gdy zdecydowalismy zamieszkac razem zmienil sie nie do poznania. Bardzo szybko wpada w furie wystarczy ze nie odpowiem na jakies jego pytanie. Ma problem ze moja rodzina przyjezdza mnie odwiedzac dodam ze oni rowniez mieszkaja w anglii wiec sa to bardzo krotkie wizyty. Wszystko co robie robie zle. Nie ma dnia zeby sie na mnie nie wyzyl. Miesiac temu urodzil sie nam synek- kochany maluszek a ja od tamtej pory codziennie placze. Chcialabym sie nim cieszyc ale nie potrafie. Tydzien po porodzie uslyszlam ze powinnam sie ruszyc i cos robic, posprzatac a nie tylko karmic piersia bo nawet chyba tego nie potrafie. Na poczatku balam sie nawet malutkiego przebrac w jego obecnosci aby nie uslyszec ze to robie zle i tamto. Kazdy dzien jest gorszy od nastepnego. Dzis np nie pozwolil mi wziac malego i jechac do mojej mamy. Powiedzial ze przysiega na swoja mame ze maly zostanie z nim. On wie ze nie pojechalabym bez malego. Ostatnio w klotni powiedzialam mu ze jesli sie nie zacznie zmieniac do konca sierpnia to zostawie go a on do mnie ze mam wypie*** i pakowac swoje rzeczy ze moze mi nawet w tym pomoc a za chwile przyszedl przeprosil i powiedzial ze sie zmieni. Ja juz w to nie wierze bo za kazdym razem tak mowi i nic z tego... Boje sie tylko jednego. Jesli odwaze sie odejsc to wiem ze on nie pozwoli mi zabrac mojego synka a ja bez niego to bym chyba umarla. Prosze was o porade bo nie wiem co robic... ;(