Sprawa tygląda nastepująco mam 22 lata i właśie rozstałem się z dziewczyną, byliśmy z soba już prawie 2 lata. W Krakowie na studiach mieszkałem od niej rzut kamieniem a ja bywałem u niej często bo po prostu chciałem byc z nią, nie ukrywam zaangażowałem sie bardzo mocno. Mieliśmy zupelnie inne zainteresowania i kierunki studiów ale początkowo wszystko było OK. Byłem zaurozonay i ciągle za nia biegałem.Sypać zaczęlosię na wielkanoc kiegy to przez całe święta nie znalazła dla mnie ani chwili. Najbardziej denerwujące bylo to, że olała mnie totalnie, gdy wszyscy szli an imprezy w lany poniedzialek ona stwierdziła że idzie z koleżankami a nie ze mna mimo że byłem juz pod lokalem. Przebaczyłem bo myslałem że będzie dobrze a tu co tydzień gorzej. Na juwenalia też najadłem się wstydu i nerwów ale co tam zależalo mi na niej. 2 tygodnie temu zaprosiła mnie na wesele i zaczęło sie. Stwierdziła że ona nie będzie się tu dobrze bawić bo nie lubi tej rodziny i zaczeły się żale do wszystkich i o wszystko ponad godzinę prosiłem by zatańczyła ze mną w końcu na parkiet wyciągnał ja ktoś z rodziny. W końcu powiedziała że ona stąd idzie do kolezanek na dyskotekę, 2 razy ją prosilem by nie szła. Ona odpowiadała że ona się tu nie wybawi jak chce moge zostać jest tu dużo dziewczyn z którymi moge bawić, żadne orgumenty do niej nie docierały. Ok 2 w nocy skapitulowałem ja, ona zaczyna zalewać się w trupa 1.5 godz próśb by poszła sie bawić i nic wyszedłem zadzwoniłem po transport wróciłem do domu. W poniedziałek dzwoni jak gdyby nigdy nic pyta co u mnie i wyraża swoje zdziwienie ze jestem na nią zły. Od tego czasu nie dzwoniła.W ostatnia sobotę poszedłem do klubu z kumplami i od napotkanych znajomych dowiaduje się że ona juz tam bawi. Bawiła ze wszystkimi, swoimi kumplami nawet moimi ale nie ze mna, zachowywała się jak by mnie nie znała. 2 razy prosiłem o chwilę rozmowy nie miała czasu nawet na to. Widziałem jak bawiła z jakimiś frajerami dawała się obmacywać po tyłku, obejmowała gościa nogami, slowem szlała jak gdybym nie istniał, wszystko w mojej obecności w lokalu. Skoro ona tak to ja bawię ze znajomymi i potem od nich dowiaduję się że razem jakimś gościem byla pierwsza parą na parkiecie. W efekcie zerwałem z nia, nie miała czasu nawet na ostatnia rozmowę więc dowiedziała się z facebooka albo od kolezanek, mnie już to nie obchodzi jak powiedział mi brat nawet na ostatnia rozmowę trzeba sobie zasłuzyć. Zawsze bylem na 2 miejscu bo był kos ważniejszy, zawsze było bo ktoś, nie słyszałem żeby odmówila koleżankom z mojego powodu. Zauważyelm to dopiero teraz by byłem zakochany i zależło mi na niej dlatego nie widzałem tego, moze nie chcialem widzieć ? Wiem że od wielkanocy wielokrotnie wychodziła z kolezankami a nie licząc wesela i juwenaliów to nie pamietam kedy ostatni raz wyszliśmy razem na imprezę. Dzwoniła wtedy jak bylem jej potrzebny. Ja już straciłem cierpliwość i siłę biegał już za nią nie będę, nie jestwarta mojego zachodu. Ja byłem zawsze gotowy gdy ona mnie potrzebowała a ona mnie olewała teraz też nie poczuwa się do winy, mówi że nic złego nie zrobiła. Wielokrotnie mówiła że się poprawi iże kocha a ja jestem najwazniejszy, w rzeczywistości co jeden numer to gorszy a jej postepowanie dowodziło że jej słowa sa puste. Żeby było ciekawiej kumple tez mnie totalnie olali. Brat mówi żebym porzucił skrupuły i się nie przejmował, a ja jestem załamany i próbuję się pozbierać do kupy.
Źle się czuję z tym że odszedłem tak bez ostatniego slowa i czy brat ma rację proszę pomóżcie, jakie błędy mogłem popelnić w relacjach z nią ??
Pozdro G.
Pisz staranniej i korzystaj ze słownika / Anemonne