Witajcie!
Chciała bym tutaj opowiedziec Wam o moim życiu, postaram się w skrócie, mam nadzieję że nie zniechęcę Was, robię to dlatego aby się tym wszystkim po prostu z kimś podzielic. Mam też nadzieje że przeczytacie do końca. Z góry dziękuje:)
Otóż mam piątkę rodzeństwa, ja jestem najmłodsza, dużo młodsza bo rodzice nie planowali już dzieci, po prostu trafiłam się z czego rodzice byli naprawdę szczęśliwi. Moja mama była dobrą kobietą, kochała zwierzęta, ale miała wadę. Lubiła alkohol. Zdarzało jej się wypic dużo za dużo, nie raz tata przyprowadzał ją do domu. Któregoś lata wyjechałam z tatą na wakacje do jego rodziny na drugim końcu Polski. Tata dostał telefon że mama zaginęła, wróciliśmy. Okazało się że mama nie wróciła na noc, szukała jej policja. Miałam wtedy 6 lat. Pamiętam jak dziś jak siedziałam w kuchni i trzymałam w dłoni dwie mirabelki które nazbierałam dla mamy i płakałam że mamy nie ma. Dni mijały, mama nie wracała. W końcu do taty przyszła policja i powiadomiła że mamę znaleźli ale już nie żyła. Nie Żyła od około tygodnia. Byłam wtedy bardzo mała, nie pamiętam dokładnie co się działo ale pamiętam jeden moment kiedy tata zawołał mnie do siebie, wziął na kolana. Strasznie trzęsły mu się ręce, nie wiedziałam o co chodzi. Wreszcie wydusił z siebie że mama już nie wróci:( Strasznie ciężko o tym mi pisac ponieważ ogromnie żal mi taty, co on musiał wtedy czuc:( I mimo że nie rozumiałam tak do końca że mama umarła to płakaliśmy oboje. Musiało byc mu bardzo ciężko kiedy mi o tym mówił. Pogrzeb też pamiętam jak przez mgłe.
A potem, no cóż, mój tata musiał zacząc radzic sobie ze wszystkim sam. Pomagali mu moi starsi dużo ode mnie bracia ale samotnosc taty była zbyt duża. Moją mamę znaleźli w krzakach, było śledztwo, niestety policja je umorzyła poniewaŻ mama miała bardzo duża ilosc promili we krwi. Ale nasza rodzina twierdzi że jest inaczej. Były ślady że ona została tam zaciągnięta! Była w ten dzień u znajomych, pili wódkę, podobno doszło do kłótni. Oni miotali się w zeznaniach ale łatwiej było śledztwo umorzyc:( Nawet policja zarzuciła tacie że on to zaplanował wyjezdzając z miasta:( Tata się załamał. Zaczął trochę pic. Obwiniał się za śmierc mamy. A ja? Ja cierpiałam, bo patrzyłam na niego i serce mi pękało że on płacze. Nie lubiłam kiedy tata był pijany, prosiłam go by nie pił. Był bardzo dobrym człowiekiem, tyle w życiu wycierpiał. Urodził się w Niemczech w Obozie pod koniec wojny. Jego ojca zesłali na przymusowe roboty. Jego matka musiała całą rodzinę wykarmic jednym ziemniakiem. Tata kiedy to opowiadał to płakał. Tak wiele w życiu wycierpiał i jeszcze stracił ukochaną żonę, powiedzcie mi dlaczego?? Kiedy poszłam do liceum, z tatą było źle. Okazało się że zachorował na raka nerki. Był słaby, ciągle miał biegunke i zawroty głowy. A ja?? Zamiast mu pomagac to wolałam imprezowac! Do dzis nie moge sobię tego wybaczyc!
Dlaczego byłam taka? Jest mi z tym bardzo bardzo ciężko. Zaczęłam olewac szkołę, choc zawsze uczyłam się dobrze. Zmieniłam się, widziałam że tata jest chory, nie chciało mi się życ, chciałam umrzec, w mojej klasie przestałam odzywac się do koleżanek, a one do mnie, czułam że kiedy nie ma mnie w szkole to one mówią o mnie złe rzeczy. Przez nie chodzenie do szkoły zaczęłam mieć wiele braków, kiedy miałam isc do szkoły to czułam lęk więc przed tatą wychodziłam ale nigdy do szkoły nie dochodziłam. Przeciez w szkole nikt nie rozumiał moich kłopotów! Zammknęłąm się w sobie kompletnie. Jeszcze bardziej tym raniłam tatę bo przecież nauczycielka do niego dzwoniła i mówiła mu wszystko. A z tatą było coraz gorzej. W październiku kiedy byłam w drugiej klasie liceum tata poszedł do szpitala. Ja dalej imprezowałam, topiłam smutki w alkoholu. TATA nie wychodził ze szpitala, już nawet w szpitalu nie mógł wstawac z łóżka, był tak słaby. W grudniu moi bracia ostro się na mnie wkurzyli. W mieszkaniu teraz byłam sama więc żebym zaczęła chodzic do szkoły to zamieszkałam u jednego z braci i u jego żony. Pilnowali mnie więc musiałam chodzic do szkoły. Nocami płakałam bo czułam się taka samotna, chciałam do taty! Nadeszła Wigilia. Była to najgorsza wigilia w moim życiu. Całą rodziną pojechaliśmy do taty z potrawami i opłatkiem. Tata był taki smutny:( A mnie pękało serce! Ja na samym końcu podeszłam do niego z opłatkiem, powiedziałam tylko do niego że za nim tęsknie i żeby wrócił do domu i więcej nie mogłam bo płynęły mi tak ciężkie łzy i głaz przygniótł mi serce. Widziałam że tata też ledwo powstrzymuje łzy. Tak ciężko mi się to pisze, nawet teraz lecą mi łzy. Czułam tak wielki żal i bezsilnosc że nie mogę tacie pomóc, że nie mogę zabrac go do domu do nas, że musiał tam zostac w tym smutnym szpitalu sam!:(
W lutym tata miał atak, trafił na OIOM, było z nim bardzo źle. Z siostrą i bratem pojechaliśmy do niego, kiedy weszłam na salę to nie mogłam się powstrzymac, ryczałam jak małe dziecko. Tata był na całym ciele siny, był tak chudy że prawie go nie było, miał suche oczy, jakby za mgłą, kiedy koło niego usiadłam to on mnie nie poznał, to tak bolało! Kiedy zobaczył kim jestem to trochę majaczył, mówił że mieliśmy isc razem na spacer! Kiedy to słyszałam to myślałam że zaraz umrę z żalu, tak mi go było żal! Tata nie widział że płakałam, miał bardzo słaby wtedy wzrok.Kiedy już musieliśmy jechac to podeszłam do niego blisko, przytuliłam go i powiedziałam: ?tatusiu, tęsknie za Tobą, kocham cię? tata odpowiedział mi też cię kocham córeczko, nie płacz bo ja zaraz też zaczną płakac. Az trzęsła mu się broda. Pocałowałam go i wyszłam. Wyłam ogromnie, nie mogłam sobie poradzic z tym żalem i cierpieniem że on biedny zostaje tam sam. Wieczorem tego dnia kiedy siedziałam z siostrą zadzwoniła druga moja siostra, powiedziała że dzwonił do niej lekarz, że tata zmarł:( To było straszne, nigdy nie zapomnę tego uczucia, tej pustki że tata był, istniał a teraz już go nie ma i nigdy już nie będzie! Ale jednocześnie czułam ulgę że się z nim w szpitalu pożegnałam i powiedziałam ze go kocham. Dni bez taty były smutne ale kuzynka w dzień pogrzebu wyjaśniła mi że tata już nie cierpi, że jest z mamą i że tam jest mu dobrze. Chciała bym w to wierzyc!
W czerwcu oczywiście nie zdałam do 3 klasy, przeniosłam papiery do szkoły gdzie chodziły moje bliskie koleżanki. W tym samym miesiącu poznałam mojego obecnego chłopaka. Wszystko zaczęło mi się układac. Zaczęłam się dobrze uczyc, mój brat cieszył się że wreszcie sobię radzę. Teraz studiuję. I codziennie myślę o tatusiu i modlę się i błagam aby mi wybaczył za to wszystko. Myślicie że mnie słyszy? Że wie że bardzo za nim tęsknie i przepraszam go za wszystko?