Witam wszystkich!
Spotykam się od kilku miesięcy z dziewczyną. Nie jesteśmy ze sobą. Bardzo mi na niej zależy. Jej na mnie zależy trochę mniej.
Jest to osoba bardzo niezależna, dla której liczy się tak naprawdę tylko najbliższa rodzina. Była - jak sama mówi - może najwyżej w trzech związkach i dodatkowo spotykała się może ze dwoma facetami. Nie wiem tego na pewno, ale wszystkie jej relacje z facetami kończyły się w ten sam sposób - faceci, z uwagi na jej brak inicjatywy i swoistą obojętność, odchodzili od niej. Jest to dziewczyna, która bardzo powoli powierza zaufanie innej osobie. Sama o sobie mówi, że może właśnie przez to jest zła i nigdy nic nie uda się jej zbudować. Proza życia codziennego - ja aranżuję spotkania, wysyłam pierwszy SMSy i do niej dzwonię, kontakty są rzadkie, jak na ten etap znajomości, bo może ze dwa razy w tygodniu. W pozostałym czasie ona pracuje i wyjeżdża na weekendy do rodziców nie bardzo przejmując się tym, że facet, z którym obecnie się spotyka, akurat nie ma do kogo jechać i na weekend zostaje sam. Czasami mam wrażenie, że jest egocentryczką, choć ona sama mówi, że tak nie jest. Ciągle trzyma mnie na dystans, ciągle muszę przełamywać jakieś bariery (wizyta u niej w domu, wspólny wyjazd za granicę, poznanie jej najbliższej rodziny, pierwszy seks). Nawet jak coś idzie do przodu, to później mam wrażenie, że ona odbiera to jako zbytnią intensywność i znowu powraca w swoją obojętną skorupę.
Ona do mnie mówi, że ja się szybciej zaangażowałem, a ona jest jeszcze w innym miejscu. Chce się dalej spotykać, ale niczego nie gwarantuje. Bywa zazdrosna. Sprawdza, czy nie mam nic do ukrycia. Czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak przysłowiowy pies ogrodnika. Niedawno, po wspólnym wyjeździe, napisała mi taki tekst: "Muszę się przyznać, choć to ciężkie strasznie, ale tęsknię za Tobą". Wydaję mi się, że tych kilka słów najbardziej ją określa. Jakby bała się zaangażowania i ewentualnego bólu związanego z rozstaniem. Jakby bała się komuś zaufać, tylko nie wiem dlaczego. Dlatego, że wie, jak wyglądały jej relacje z facetami wcześniej, czy dlatego, że taka po prostu jest i zawsze będzie samowystarczalna.
Kiedyś mi powiedziała, że źle wyobrażam sobie nasz związek. Przecież nie będziemy spotykać się 24h na dobę i nie będziemy cały czas ze sobą. Nie rozumiem tego, bo wyobrażam sobie, że jeśli dwoje ludzi coś do siebie czuje, to chce ze sobą spędzać jak najwięcej czasu. Ona nie. Działa cały czas w sposób niezwykle wyrachowany. Pytanie jest takie, czy będzie taka zawsze, czy jeśli coś w końcu do mnie poczuje, tzn. pojawi się w niej uczucie miłości, to czy będzie w stanie się zmienić... Naprawdę nie znam historii jej poprzednich związków, ale ona kiedyś mi powiedziała coś, o czym mówiła do niej jej mama: "Jeśli z tym chłopakiem będziesz postępować tak jak postępujesz, to on w końcu od Ciebie odejdzie - tak, jak zrobili to inni".
Spotykamy się od 5 miesięcy. Nie jestem szczęśliwy, bo nie widzę w niej takiego zaangażowania, jakiego bym chciał. W innych relacjach było łatwiej - albo zaangażowanie powstawało od razu albo nie i kończyła się znajomość w takim wydaniu. Tutaj jest inaczej - ona chce i zależy jej na tym, ale wciąż jestem trzymany z daleka.
Dla mnie spotykanie się i w szczególności bycie ze sobą ma tylko sens, jeśli naprawdę będę czuł, że z kimś jestem. Teraz tego do nie czuję. Ona jedzie do domu i milczy tak, jakbym nie istniał. Jeśli się do niej nie odzywam, to pojawia się jej SMS z pytaniem, czy coś się stało, że się nie odzywam. Myślę sobie: "nie, nic się nie stało. po prostu chciałbym, żebyś to Ty się do mnie odezwała jako pierwsza" - ale jej o tym nie mówię.
To jest bardzo fajna dziewczyna. Jak jesteśmy razem, to mam ważenie, jakby wszystko inne traciło sens. Ona mi mówi, że przy mnie czas tak szybko płynie, że ona czasami traci tego świadomość. Mówi mi też, że mam niezwykłą łatwość w mówieniu o emocjach, a ona nie. Denerwuje się, kiedy jej mówię, że jest nieczuła. Powtarza mi także, że przy mnie robi postępy i wie, że nie dam jej spokoju.
Nie wiem, co mam robić. Mogę poczekać jeszcze pół roku, może więcej. Chciałbym, aby zaczęła mówić o tym, co czuje. Muszę wyduszać z niej stwierdzenia, że np. po danym spotkaniu było fajnie. Tak, jakby bała się do tego przyznać. Myślę, że gdzieś w jej środku ona czuje normalnie, tzn. tak, jak ja, ale ma problem w uzewnętrznieniu tego. Myślę więc, że w jej środku wszystko się kotłuje.
Postaram się jej pomóc. Być może nic między nami więcej nie będzie, ale chociaż może w ten sposób znajdzie kogoś innego i będzie szczęśliwa. Chciałbym jej szczęścia - niczego innego. Na tą chwilę strategię mam taką - zagram w jej grę. Nie będę odzywał się tak często, jak do tej pory. Może wtedy się mną zainteresuje i nasze uczucie nabierze tempa...