Cześć Wszystkim:) Po przeczytaniu niektórych wątków doszłam do wniosku, że mój problem nie jest wcale taki poważny, ale nie mam z kim pogadać i potrzebuję po prostu poznać punkt widzenia osób postronnych. Otóż mojego R poznałam przez internet. Ja wtedy mieszkałam na lubelszczyźnie, R na Śląsku. Przez kilka miesięcy utrzymywaliśmy kontakt na gg, potem zaczęły się telefony a potem R do mnie przyjechał no i zaiskrzyło. Chociaż dzieliły nas 500 kmów przez 2 mce spotykaliśmy się w każdy weekend. Po tych 2mcach ja w Lublinie skończyłam studia, skończyła mi się umowa o staż i wtedy R zaproponował żebym się do Niego wprowadziła. Zrobiłam to na początku lutego b.r. i wiecie co...nie wiem czy dobrze zrobiłam. Jak byliśmy związkiem na odległość to R był cudowny, zakochany, romatyczny, sprawiał wrażenie odpowiedzialnego. Jak z nim zamiezkałam to Jego obraz trochę się zmienił. R jest gornikiem. W domu nie ma go po 10 h dziennie, jak wraca to codziennie wypija po 2 piwka (z czym walczę od samego początku, czyli 7mcy), czasami zagrac na playstation polozyc sie i spac caly dzien bo zazwyczaj ma nocne zmiany. Ja nie mogę znaleźć pracy (szukam chociaż moj R mowi, ze nie musze bo On na nas zarobi), nie mam tu znajomych (jedynie z rodzina R czasami sie spotykamy) i jedyne co robie to gotowanie, pranie, prasowanie i sprzatanie po R. Ostatnio zauwazylam jak dalam mu sie przywlaszczyc i ze robie tak, jak R mi powie. Dzisiaj postanowilam mu sie postawic. Ugotowalam w dzien obiad, a wieczorem ogladalismy film. O 22.30 R pyta mnie czy odgrzeje mu obiad i zrobie kanapki do pracy? Odpowiewdzialam, ze obiad ugotowalam juz dawno i stoi na kuchence i ze rownie dobrze moze sam sobie odgrzac. Z impetem wstal z kanapy i powiedzial, ze tak zrobi i ze kanapek tez juz nie musze mu robic, a potem wyszedl obrazony do pracy i nawet sie nie pozegnal. Najbardziej i tak denerwuje mnie jego picie piwa. Codziennie po szychcie obowiązkowo 2, a wsobote lubi zalac robaka "na odstresowanie" po calym tygodniu. Ja tego nie rozumiem i juz raz rozstalam się z nim z tego powodu. Wrocilam do siebie na lubelszczyzne. Nie wytrzymalismy bez siebie 3 dni. R przyjechal po mnie, ale postawilam ultimatum:albo ja albo piwo. Obiecal wtedy, ze juz piwa w naszym domu nie zobacze...to bylo 4 tyg. temu. A od 5 dni piwo jest codziennie w domu razem z R. Weekendy wygladaly jeszcze gorzej bo R sie upijal, odstawial szopki przy znajomych, rodzinie, moich rodzicach, a ja musialam sie za niegp wstydzic. Moja mama jest bardzo przeciwna temu zwiazkowi i odradza mi go jak tylko sie da. Najbardziej nie moze przeblec tego, ze skonczylam 2 kierunki studiow, nie pracuje, calkiem poddalam sie R i dalej juz sie nie rozwijam. A ja bym chciala pracowac, ale wysylam setki CV i nic. Faktycznie czuje sie niewolnica bo pominmo ze mam 26 lat to jestem od kogos zalezna finansowo (wczesniej mialam stypendium, potem male wyplaty, ale zawsze cos), zawodowo sie nie rozwijam, nie mam z kim sie spotkac i pogadac, a do tego jestem zdana tylko na 1 osobe, ktora jak zagra tak trzeba tanczyc. Meczy mnie to, ze R twierdzi, ze tu gdzie teraz mieszkam to jest tez "moj dom", ale np. nie zawsze informuje mnie kiedy bedziemy mieli gosci i dowiaduj sie dopiero jak przyjda. A R ma spora rodzinke, ktora przychodzi do nas kiedy jej sie podoba. Do tego juz 2 razy zdarzyły się 2 niespodziewane wizyty "tesciow", ktorzy przyjechali z 300 kmow oddalonych KIelc. Dodam, ze dom, w ktorym teraz mieszkam z R byl kiedys domem rodzinnym R i trojki Jego rodzenstwa dopoki R go nie wykupil. I tamci chyba o tym nie pamietaja i przychodza kiedy chca, czuja sie jak u siebie i wszedzie włażą Gadalam juz z R o tym, ze mnie to irytuje i ze nie czuje sie bezpiecznie w tym domu. No ale On to chyba tego nie zmieni. Kolejny problem to taki, ze R jest bardzo zazdrosny. Czepia sie jak dzwoni do mnie przyjaciolka, jak gadam z kolezankami na gg, sprawdza moj tel i poczte. Nie mam nic do ukrycia, prosilam zeby tego nie robil bo czuje sie wtedy zazenowana. Jak Go o to prosze to konczy sie klotnia. Przez ostatnie 3 tyg. mam straszne nerwy na R i nawet z nim nie wspolzyje. czy ja przesadzam?
2 2011-07-30 12:31:07 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2011-07-30 12:32:02)
Nie przesadzasz.
Wyglada na to, ze On mysli, ze jestes jego wlasnoscia. Jak telefon czy samochod-( ma dzwonic , tam gdzie On chce i zawíesc tam,gdzie On chce.)
Istnieja kobiety, ktorym to nie przeszkadza.Ty do nich nie nalezysz.
Udusisz sie.
Z Toba jest wszystko w porzadku, z nim raczej tez, tylko nadajecie na innych falach, macie inne oczekiwania. On sie nie zmieni, Ty lepiej tez dla niego sie nie zmieniaj, bo kiedys bedziesz miala to sobie za zle. Spojrz prawdzie w oczy - ten zwiazek ma niewielka szanse na przetrwanie.
Dzisiaj oznajmilam R, ze jutro chce pojechac na kilka dni do domu rodzinnego. Wielce sie obruszyl i poszedl spac, a ja między czasie podjęłam decyzje, że pojadę i już tu nie wrócę. Zrobiłam bilans dobrych i złych chwil i wyszło mi, że jak tu przyjechałam to tryskałam życiem, a teraz czuję się co najmniej jak emerytka z kolkami w sercu i wrzodami żołądka. Zacznę jeszcze raz od nowa, trochę się boję, ale mam przecież dopiero 26 lat, a na R swiat sie nie konczy...Dzięki za wszystkie posty, życzcie mi powodzenia ;)bo ja też Wam życzę ![]()
Dzisiaj oznajmilam R, ze jutro chce pojechac na kilka dni do domu rodzinnego. Wielce sie obruszyl i poszedl spac, a ja między czasie podjęłam decyzje, że pojadę i już tu nie wrócę. Zrobiłam bilans dobrych i złych chwil i wyszło mi, że jak tu przyjechałam to tryskałam życiem, a teraz czuję się co najmniej jak emerytka z kolkami w sercu i wrzodami żołądka. Zacznę jeszcze raz od nowa, trochę się boję, ale mam przecież dopiero 26 lat, a na R swiat sie nie konczy...Dzięki za wszystkie posty, życzcie mi powodzenia ;)bo ja też Wam życzę
wazne , zebys siebie nie oklamywala , wiesz , czego potrzebujesz.
Jak sama mowisz-tryskalas zyciem i tak ma byc. Mezczyzna, jezeli to TEN, winien sie do tego przyczyniac , a nie tlamsic i
a gdzie miłośc? uczucia? ..hmhm ani słowa.. to jakiś układ? ... jest Ci dziewczyno źle i słusznie... bo masz powody... na szczęście nie jest to wszystko posunięte za daleko, da się wszystko naprawić, nie macie slubu, dzieci, kredytu, i trwa to dość krótko... czyli" fajnie że szydło z worka wyszło tak szybko"
Dzisiaj oznajmilam R, ze jutro chce pojechac na kilka dni do domu rodzinnego. Wielce sie obruszyl i poszedl spac, a ja między czasie podjęłam decyzje, że pojadę i już tu nie wrócę. Zrobiłam bilans dobrych i złych chwil i wyszło mi, że jak tu przyjechałam to tryskałam życiem, a teraz czuję się co najmniej jak emerytka z kolkami w sercu i wrzodami żołądka. Zacznę jeszcze raz od nowa, trochę się boję, ale mam przecież dopiero 26 lat, a na R swiat sie nie konczy...Dzięki za wszystkie posty, życzcie mi powodzenia ;)bo ja też Wam życzę
mądra dziewczynka ;-)))))))))))))))) powodzenia