Witam drogie Panie, jest to mój pierwszy post na waszym forum. Zarejestrowałem się tu ponieważ potrzebuję obiektywnej opinii odnośnie sytuacji mojego byłego związku , tego co jest teraz, jej zachowania.
Pozwólcie że zacznę od początku, ostrzegam będzie długie.
Byliśmy w związku prawie 5 miesięcy, było cudownie. Jak zawsze na początku. Byliśmy związkiem na odległość, dzieli nas jakieś 500 km. Jednakże ze spotkaniami nie było jakoś większego problem, jeździłem kiedy tylko mogłem, generalnie jeździłem około co miesiąc jak miałem wolny weekend w pracy, dobierałem dzień urlopu, czasem nawet dwa i kilka dni spędzaliśmy razem. Przyjazd na dworcu pkp, a raczej na peronie nic nie było dla nas istotne niż to że jesteśmy obok siebie, niewyobrażalna radość, szczęście po długiej rozłące, robiliśmy razem niemalże wszystko. Dogadywaliśmy się po prostu świetnie, można rzec że lepiej się już nie dało. Ale sielanka się skończyła, zaczęło się między nami psuć.
Ona ma 19 lat, w tym roku napisała maturę i poszło jej naprawdę bardzo dobrze. Do tego też zajmowała się rysunkiem architektonicznym, dojeżdżała na lekcje rysunku 80 km od jej miasta, co wszystko pochłaniało bardzo dużo czasu. W ciągu tygodnia musiała zrobić 3 rysunki, gdzie jeden rysunek zajmował jej coś koło 5 godzin, zrobiony za pierwszym razem i bez poprawek.A zdarzały się sytuację gdzie do jednego rysunku podchodziła np dwa razy, przez co zajmowało to jeszcze więcej czasu. Po maturach miało być wszystko lepiej, mieliśmy mieć lepszy kontakt itp. Bo nauka by jej odeszła. A tu okazało się na odwrót, po maturach przestała mieć dla mnie czas, ciągle zajęta rysowaniem, gdyż jak stwierdziła narobiła sobie zaległości i musi je nadrobić. Zdziwiło mnie to, bo wcześniej potrafiła pogodzić mnie, rysunek i maturę. Może to nie był jakiś wyśmienity kontakt, ale był do zniesienia. I co się okazało, okłamała mnie że wyrabia się z rysunkami itp, gdzie tak naprawdę się nie wyrabiała i zanosiła rysunki nie skończone. (było daleko do egzaminu i mogła sobie na to pozwolić)To pierwsze kłamstwo.
Po maturach zaczęła mnie zupełnie inaczej traktować, jak kolegę, nie okazywała uczuć, niby mówiła że kocha ale niestety nie było tego widać, było zupełnie inaczej niż po maturach, miała mnie bardziej gdzieś, po prostu nabrała do mnie bardziej olewającego stosunku niż wcześniej. Pytałem co się dzieje, dlaczego tak mnie traktuję, czy coś się stało, czy nadal mnie kocha, czy jest pewna że chce nadal ze mną być. Na każde z tych pytań otrzymywałem pozytywną odpowiedź. Twardo twierdziła że mnie kocha.
Miała do mnie przyjechać tuż po maturach, stwierdziła że rodzice jej nie pozwolili itp, sugerowali się tym że musi teraz się ostro przygotowywać do egzaminu z rysunku. Ok, trochę się posprzeczaliśmy ,opadły emocję pogodziliśmy się. Więc akurat przypadał mi wolny weekend i chciałem pojechać, żeby mimo wszystko się z nią zobaczyć. Spytała rodziców, niby jej nie pozwolili, że jej nie puszczą bo ona nie ma czasu itp. Potem dowiedziałem się prawdy nie od niej. Tylko od jej przyjaciela, że tak naprawdę oberwała od mamy bo pobrudziła narożnik i nie chciała żebym to zobaczył bo wie jakbym zareagował gdybym zobaczył na jej pięknym ciele siniaka. Zresztą mówiłem jej że nikt nie ma prawa jej krzywdzić i pożałuje jeśli ktoś to zrobić. I stwierdziła że okłamała mnie dlatego że bała się mojej reakcji i nie chciała żebym pokłócił się z jej rodzicami.
Z dnia na dzień było coraz gorzej, ja miałem ciągle pretensje o brak czasu dla mnie, o to że nie możemy się spotkać, że mnie okłamuje itp. Ona coraz bardziej miała mnie w nosie. W końcu stwierdziła że potrzebuję czasu żeby mogła sobie to wszystko poukładać w głowie, przemyśleć, pozbierać się psychicznie. Tak też się stało, ograniczyliśmy kontakt do minimum, rozmawialiśmy wieczorami i to też nie codziennie... W końcu stwierdziła że nie może mnie dłużej ranić, i lepiej będzie jeśli się rozstaniemy. Nie chciała rozmawiać, mimo że prosiłem o spotkanie, a wręcz błagałem żebyśmy się spotkali i szczerze porozmawiali, wyjaśnili sobie mnóstwo spraw itp. Nie zgodziła się, na każde proszenie , słyszałem nie. Twierdziła że potrzebuję samotności, że nie jest gotowa na rozmowę, na to by się ze mną spotkać. I moje najgorsze przypuszczenia stały sie rzeczywistością. Zostawiła mnie... ![]()
Był okres gdzie nie rozmawialiśmy nawet kilka dni, któregoś z nas zaczynało rozmowę i podczas którejś z nich. Okazało się że założyła wątek na pewnym forum, o tym że uczucie się wypaliło itp. Nie chciała mi tego pokazać, raczyła jeszcze skłamać że po tym jak jej odpowiedziały usunęła treść swoich postów. Musiałem się dowiedzieć co tam jest, i sam znalazłem te tematy które założyła. Gdy zacząłem to czytać, szczęka opadła mi do samej ziemi. Nie mogłem uwierzyć w to co czytam.Cytuję
"Moje uczucie się wypaliło, nie wiem co czuję, nie akceptuję jego wad" Itp. Gdzie w tym samym czasie twardo twierdziła że mnie kocha. Więc mówiła że kocha kiedy tak naprawdę nie była pewna tego co czuję. I to by się tłumaczyło jej zachowanie po maturach , sposób w jaki mnie traktowała. Kiedy to przeczytałem akurat miała zadzwonić, objechałem ją strasznie, wyrzuciłem wszystko co leżało mi na wątrobie. Stwierdziłem że nie chce jej litości, nie chce niczego,skoro ona ma tak postępować. Po czym się rozłączyłem, dzwoniła ale nie odbierałem telefonu. Dostałem smsa o treści "Ale ja naprawdę Cię kocham, ale skoro mi nie wierzysz to nie mam już po co żyć" Zgodziłem się na rozmowę, tłumaczyła się że miała okropny mętlik w głowie, że była strasznie zestresowana szkołą, maturą, wkurzały ją moje pretensję o brak czasu, bo jak mówiła robiła wszystko żeby znaleźć dla mnie czas. To wszystko skumulowało się i pogubiła się we własnym życiu, we własnych uczuciach. Ale teraz wie że mnie kocha i jest tego pewna. Dobrze, wybaczyłem jej. I chciałem żebyśmy się spotkali i porozmawiali. Oczywiście usłyszałem znowu nie.
Odpuściłem i powiedziałem że wszystko zależy od niej że nie będę prosił o spotkanie itp. Minęło kilka dni, bez kontaktu. Odezwała się, rozmawialiśmy i znów usłyszałem słowa "ja nie wiem co tak naprawdę do Ciebie czuje" Wkurzyłem się po raz kolejny. Więc pytałem dlaczego mówiła że kocha nawet podczas ostatniej kłótni , to powiedziała mi że wtedy była pewna że kocha ale teraz nie jest, że przeprasza itp. To raz jest pewna że kocha a za kilka dni nie? O co tu chodzi?
W końcu stwierdziła że lepiej będzie jeśli zniknę z jej życia, przynajmniej na jakiś czas,że potem będę mógł wrócić, ponieważ nie chce mnie ranić, bo wyrzuty sumienia ją zjedzą i nigdy sobie tego nie wybaczy. Prosiłem by tak się nie stało, jednak bezskutecznie, musiałem zniknąć z jej życia. Tak zrobiłem, nie rozmawialiśmy kilka dni. Spotkałem ja wczoraj na gadu, nie wytrzymałem i napisałem. Rozmawialiśmy z początku co u niej słychać, potem rozmowa zeszła na temat "nas". I to co mówiła dodatkowo przekonuję mnie w myśli że jest to już definitywny koniec. A mówiła :
Spytałem czy to już definitywny koniec, czy kiedyś porozmawiamy
Jej odp:
tak nie jest ale tak może być
Ale nie wmawiaj sobie że na pewno wrócę.
Mam totalny mętlik w głowie, nie wiem już co o tym wszystkim myśleć, załamałem się kompletnie. Unikam znajomych, unikam rozmów z ludźmi, chce być sam, potrafię zniknąć wieczorem na kilka godzin, jechać w moje miejsce i wrócić nad ranem, nie śpie, nie jem, mało pije. Jedyne co robię to dużo palę.Wszędzie ją widzę, dostaję jakiegokolwiek smsa, mam głęboką nadzieje że to od niej, mylę koleżanki z nią zwracam się do nich jak do niej.Potrafię leżeć godzinami i gapić się w sufit.. Czy ja już oszalałem? Nie mam siły dłużej udawać że jest ok, kiedy tak naprawdę jest fatalnie.
Drogie dziewczyny, proszę o obiektywne opinie na temat tejże sytuacji.
Jak to wszystko wygląda z boku? Co robić? O co jej tak naprawdę chodzi? Czy to jest tylko taka gra, żeby nie wyszła na najgorszą?
Przepraszam że jest to takie strasznie długie i zagmatwane ale chciałem wam to dość jasno przekazać.
A więc gratulacje dla tych którzy dotrwają do końca.
I z góry dziękuję za każda wypowiedź.