Pewnie spotkam się z oburzeniem na to co teraz tu napiszę, ale jestem ciekawa opinii forumowiczów. Mam 36 lat i nigdy nie odczuwałam potrzeby zamążpójścia ani urodzenia dziecka. Interesuje mnie kondycja ludzkości, to, co się stanie z naszym światem, rozwój duchowy, ale nie zakładanie podstawowej komórki społecznej. Ciekawa jestem, czy spotkam "bratnią duszę"?
Iwa ja niestety nigdy nie miałam instynktu a mimo to jestem mama , nie był to wybór ale przypadek jeden na 100, gdy ktoś pyta mnie kiedy drugie śmiało odpowiadam nigdy.
Mój maluch jest kochany jednak ja jako mama nie sprawdzam sie tak jak powinnam , bo niestety jedne kobiety to maja a inne nie ale to nie jest niczyja wina tak po prostu jest.
Myślę , że każdy ma prawo w swoim życiu realizować się tak , żeby jego życie nie było puste , ale żeby dawało satysfakcję.Jedna kobieta będzie chciała się sprawdzić jako matka , inna jako dobry pracownik, naukowiec , zakonnik , wolontariusz itd , itp.Bywa tak , że kobieta nie chce mieć dziecka , nie czuje takiej potrzeby , a instynkt macierzyński przychodzi , kiedy kobieta widzi już taką maleńką kruszynkę , czasami gdy czuje jej pierwsze ruchy ![]()
Każdy może spotkać swoją bratnią duszę.Ważne jest tylko , żeby umiała zaakceptować i docenić to , co robimy .
4 2008-12-19 15:32:26 Ostatnio edytowany przez atina (2008-12-19 15:40:05)
Każdy jest kowalem własnego losu i żyje tak jak mu to odpowiada.To że postanowiłaś nigdy nie zostać matką jest Twoim wyborem i nie nam to osądzać.Żyjesz tak jak Ci to odpowiada,jedne z nas nie wyobrażają sobie życia bez dzieci a inne tak jak Ty nie są chcą zostać matkami,pragną realizować się w inny sposób.Takie jest życie.....
Chyba nie jesteś wyjątkiem. ![]()
Moja siostra - 30+, nie przepada za dziećmi, nie pragnie własnych i stawia na podróże i karierę.
A moja znajoma - 40+, ma wspaniałą 11-letnią córkę, którą sobie sprawiła w momencie, gdy opentańczo pragnęła mieć dziecko, a kandydata na męża nie było widać na horyzoncie.
Każdemu, co mu sie podoba ![]()
Dziewczyny, jesteście wspaniałe
Bardzo dziękuję za takie mądre wypowiedzi. Jeanne - ja bardzo podziwiam matki, które potrafią kochają swoje pociechy i potrafią wychować je na mądrych ludzi. Poruszyłam ten temat, bo, niestety spotykam się czasami z niezrozumieniem i stwierdzeniami, że taka jest rola kobiety i już. Przez to straciłam przyjaciół, którzy nie mogli zrozumieć, że chcę żyć inaczej niż oni. Choć teraz z perspektywy widzę, że to co nas łączyło, to może nie była przyjaźń, bo nie potrafili zaakceptować mnie takiej jaka jestem...
koleżanka z ławki lubi dzieci ale powiedziała, że swoich nie chce mieć, bo żeby mieć dzieci to najpierw trzeba je miec z kim mieć a faceta nie chce bo facet to problem. ślub to dla niej przedstawienie, każdy udaje kogoś innego aby każdy o każdym mówił jaka to wspaniała osoba a żaby ubrać ładną sukienkę może wybrać sobie inny dzień.
Ciekawe czy Twojej koleżance przejdzie takie myślenie, bo mi do dzisiaj nie przeszło. Niech się dziewczyna zastanowi i dostosuje lepiej, bo będzie dziwolągiem tak jak ja ![]()
nie wiem czy zmieni zdanie. mi się wydaje, że jakby poznała kogoś, z którym chciałaby spędzić swoje życie to by zmieniła swoje myślenie na ten temat. jednak niestety ona jest jakby odporna na miłość. chyba w żadnym chłopaku nic nie widzi niczego ekscytującego...ani z wyglądu ani z osobowości. owszem powie, że lubi tego czy tamtego ale z taką obojętnością . i raczej niestety nie udaje.
Ja znam szaleńczo zakochane pary które nie maja dzieci i nie planują a żyje się im cudownie.
jednak moja koleżanka do takich osob nie nalezy.
a ja jestem tradycyjna kobieta ktora z pragnieniem dziecka juz sie chyba sie urodzilam (od malego wozek lalki potem opieka nad mlodszym bratem ktory byl cudownym towarzyszem zabaw w dom
dzis 21 lat maz dzidzia to caly moj swiat a ja?kobieta szczesliwa spelniona
Myślę,za każdy z nas ma swój pogląd na to czy chce mieć dzieci czy też nie.Mam koleżankę,która lubi dzieci,ale czyjeś swoich nie chce mieć,bo nie widzi siebie jako matki.Uważam,że takie osoby nie są gorsze od ludzi którzy mają potomstwo.Sądzę,abyś ty wiedziała co jest lepsze dla ciebie,czego chcesz a czego nie.Najważniejsze,że jesteś szczęśliwa z życia jakie wiedziesz,a reszta się nie liczy.
14 2009-08-06 07:00:22 Ostatnio edytowany przez blanche (2009-08-06 07:01:30)
Trwanie na męczeńskiej pozycji dostosowanej do wymogów społecznych, która zupełnie nam nie odpowiada, sprawi nam tylko ból przy efektownych zapewnieniach jacy szczęśliwi jesteśmy z tego powodu. Decydują się na taki krok ludzie, którzy boją się odrzucenia grupy; pozując na dobre żony, dobrych ojców (i in.), udają radość. Wydaje mi się, że dla dobra ogółu często decydujemy się na życie zgodne z zasadami reprezentującymi większość. Tak wypada, więc musimy to robić, nawet kosztem własnego szczęścia.
Iwo, postawiłaś na odważny i drastyczny, nawet współcześnie, krok - sprzeciwiłaś się odwiecznemu porządkowi rzeczy. Realizujesz się w tym, co faktycznie sprawia Ci przyjemność. Jednakże swoim sposobem na życie zawiodłaś przyjaciół, ale i oni nie spełnili Twoich oczekiwań; zabrakło zrozumienia.
Gratuluję odwagi, porzucenia ułudy i obłudy, którymi karmimy się wszyscy.
To nie to, ze mając dziecko zakładamy typowy model rodziny w społeczeństwie i moim zdaniem gdy masz dziecko to właśnie spełniasz najwazniejszą rolę w swoim życiu - dajesz życie drugiemu człowiekowi. Pomyśl sobie, że gdyby Twoja mama tak myślała to Ciebie by nie było tutaj. Wszystko się zmienia gdy po tym całym bólu trzymasz maleństwo na rękach a ono w przyszłości dziękuje Ci za to że dzięki Tobie jest na tym świecie ![]()
To forum jest jakimś azylem jak widzę:)
Ja też mam podobne podejście do spraw macierzyństwa jak autorka tematu. Do niczego nie jest i nie będzie mi potrzebne. Nie lubię dzieci (z wzajemnością zresztą), irytują mnie i drażnią. Nie potrafię się rozpływać nad maluchami jak to robią moje koleżanki i mam tak od zawsze. Dziwne to trochę może, może niezdrowe, nie wiem, nie obchodzi mnie to. Mam masę lepszych pomysłów na życie niż bycie mamą i mam nadzieję, że nigdy mnie los nie pokarze macierzyństwem.
Masa osób mówi mi: jeszcze ci się zmieni...., ja w twoim wieku....., poznasz kogoś, to będziesz chciała....
niby czego mam chcieć, nieprzespanych nocy? oślinionego i robiącego w pieluchy potwora? czy może rozstępów i wysłuchiwania pie******a lekarzy o nieprawidłowej diecie?
Dziękuję bardzo, wolę realizować siebie w inny sposób, bez dzieci, męża i całego tego ambarasu. Jak komuś to pasuje to proszę bardzo, ale denerwuje mnie presja społeczna. Wszystkim kobietom MUSI podobać się rola żywych inkubatorów i każda kobieta MUSI mieć dziecko. Bo inaczej jest zupełnie nieprzydatna. Wariactwo!
zanim poznałam swojego obecnego chłopaka, dzieci nie znosiłam, ale słyszałam od wszystkich, że jak poznam to mi sie zmieni...
no to poznałam, jestem bardzo szczęśliwa a dzieci jak nie lubiłam tak nie lubie nadal
no to teraz z kolei słysze, że mi sie zmieni jak będę starsza...śmiem wątpić ![]()
wogóle fatalnie mi sie kojarzy wszystko co z ciążą związane...od zapłodniednia, poprzez noszenie dziecka, a na porodzie (zwłaszcza) skończywszy...
dlatego stwierdziłam, że o ile kiedykolwiek sie zdecyduje na macierzyństwo to będzie to dziecko adoptowane i wszystko w moim planie grało do momentu, kiedy powiedziałam o tym mojemu A.
był troche zszokowany ale co ja mu poradze...jak dla mnie możemy nie mieć wcale ![]()
No cóż, ja mam podobnie
Lubię dzieci, studiuje nawet kierunek bezpośrednio związany z pracą z dziećmi ale swoich, biologicznych, raczej mieć nie będę. Pewnego dnia po prostu stwierdziłam, że nie jest mi to potrzebne do szczęścia i nie czuję potrzeby przekazywania swoich genów. Nie chcę też być wiecznie poirytowaną i zdenerwowaną brakiem czasu dla siebie matką.
Zastanawiam się jednak dosyć poważnie nad adopcją. Jest mnóstwo niekochanych dzieci, które potrzebują domu. Być może będę chciała taki dom stworzyć- i wtedy mam pewność, że obojętny albo wrogi stosunek do dziecka będący skutkiem depresji poporodowej mi nie grodzi
Problem tylko będzie pewnie z moim partnerem... Na początku związku niczego poważnego nie planowaliśmy, pozwoliliśmy sytuacji rozwinąć się samej. On wie, że nie pragnę dzieci ani ślubu. Ale czasem jak powie coś w stylu ,,naszym dzieciom" to mam gęsią skórkę...
Niby wie, że nie chcę takiego życia dla siebie a nie potrafi tego chyba do końca zrozumieć.
Gdyby faceci chodzili w ciąży i rodzili pewnie 90% z nich nigdy nie zdecydowałoby się na dziecko.
Jako mamusia malego skarbka postanowilam wypowiedziec sie w tym temacie. Zaczne od tego, ze macierzynstwo jest indywidualna sprawa kazdej kobiety. Moj synek nie byl do konca planowany. Na poczatku bylo ciezko, jak kazdej swiezo upieczonej mamusi. Teraz, gdy juz przybiega do mnie sie przytulic, wola na raczki, lub daje buziaczka nic innego sie nie liczy. Jest nadzieja mojego zycia, takim malym, niespodziewanym cudem. A zaznacze, ze mama zostalam w mlodym wieku. Do czego darze...Dziecko, to nie tylko przewijanie pieluszek i ciagle zabieganie. To nie przekreslenie dotychczasowych planow, wykluczenie kariery, podrozy. Dlatego nie rozumie tego typu wypowiedzi. Jestem mamusia, studiuje. Nie pracuje z wyboru. Wspolnie z mezem zalozylismy firme. W tym roku planujemy trzy podroze. Jedna z malenstwem, dwie sam na sam. Tesciowie sa zakochani w maluszku, wiec z checia zaopiekuja sie nim na te pare dni, tymbardziej, ze czesto go nie widuja. Mam czas na fryzjera, mam czas na manicure. Chodze na solarium i na silownie. Fakt faktem, ze staram sie wymykac z domu gdy maluszek spi, ale nie widze w tym przeszkody. Czy na prawde jestem taka wiecznie zaganiana, niezadbana matka? Absolutnie. Chciec to moc. Nawet gdy czasami trudno nadazyc nad zyciem:)
Nie rozumie rowniez, jak matka moze kochac swoje dziecko "z obowiazku". Tak jak mnie ktos nie rozumie, tak ja nie rozumie innych. Uwazam jednak, ze najwazniejszy jest szacunek.
IWO, jesli szanujesz matki, one poszanuja Ciebie. Nie ma nic zlego w Twoim stylu zycia, jesli Ty nie krytykujesz stylu zycia innych. A Ci wszyscy, ktorzy odwrocili sie od Ciebie nie byli przyjaciolmi. Pozdrawiam cieplutko.
Każda z nas ma prawo wyboru. Nikt nie powinien krytykować kobiety, która nie chce mieć męża ani dzieci.
Ja mam męża i dziecko i nie wyobrażam sobie innego życia. Natomiast potrafię zrozumieć kobiety, które czują to samo co ja nie mając i nie chcąc miec własnej rodziny.
Ja zawsze bardzo chciałam dziecka,męża marzyłam o tym bo chciałam sobie i innym(mojej rodzinie) udowodnić że można stworzyć szczęśliwą rodzinę której ja sama nie miałam.Teraz chyba mam to wszystko ale często zastanawiam się czy to aby nie był wybór mojej podświadomości-chciałam przełamać rodzinne fatum.Z perspektywy czasu poczekałabym dłużej-przynajmniej kilka lat aby sama świadomie mogła podjąć tą decyzję.
Witam to i ja się wypowiem!
Miałam podobne podejście do Was! Owszem facet sex wszystko fajnie ale nie dzieci!
Do momentu kiedy poszłam do gina a On do mnie że "jesteś w 3 miesiącu ciąży" wychodząc z gabinetu pierwszą rzeczą jaką wzięłam do ręki był papieros gdy dopalilam do połowy, pomyslałam " truję dziecko" i wywaliłam ale za chwilę naszła mnie myśl w stylu " a dlaczego mam rezygnować z tego co lubię?" i zapaliłam kolejną! Przez cały dzień miałam takie dziwne myśli, wieczorem przyszedł mój Men;) i zauważył że coś nie jest ok! Więc Mu powiedziałam dosłownie tymi słowami " Czemu akurat mi musiałeś wpuścić tego wygrywającego?" zaczął się śmiać i po chwili doszło do Niego o czym mówię i dosłownie skakał z radości a ja nie odwzajemniłam tego uczucia!
Nie chciałam raczej tej ciąży i w takich myslach minął 5 miesiąc!
Poszłam do lekarza i jak zapytał czy chcę wiedzieć jakiej płci bedzie moje dziecko odpowiedziałam że mi to obojętne więc powiedział że to chłopiec! A ja na to " cytuję "no i luz chociaż z brzuchem kiedys do domu nie wróci"
lekarz dziwnie na mnie patrzył aż mi się głupio zrobiło!
Jak zaczął się poród myślałam że umrę, nie bedę się wypowiadać dodam że rodziłam 25 godzin;/
Kiedy wreszcie się skończyło byłam taka zmęczona że myslałam tylko o spaniu!
I właśnie w tym momencie przynieśli mi mojego Synka- to było jak strzelenie pałą w głowę:)
ten moment jest dziwny do opisania odmieniło mi się totalnie!
Pokochałam Go w tej samej chwili kiedy tylko Go przytuliłam oczywiście mój facet mało nie sikał z radości. Urodziłam o 2 w nocy a ten dzwonił budził ludzi wysyłał zdjęcia:) kiedy Pani już poprosiła Tatusia aby pojechał do domu wyspał się i wrócił później nie chciał ale powiedziałam MU że i My musimy odpocząc!
Dodam tylko że mój facet mówił mi w czasie ciąży że jestem chora że nie chcę przyjąć do wiadomości tego co jest!
Kiedy zostaliśmy sami ja i mój Synuś zapomniałam o zmęczeniu, bólu, o wszystkim tym co złe, nie mogłam przeżyć że tak myslałam o swojej ciąży. Na szczęście teraz mój Syn jest dla mnie całym światem, kocham Go i nie widzę innej opcji życia:) Nie zrezygnowałam ze studiów mimo że są wymagające (stomatologia) z pracy także nie (nie licząc urlopu macierzyńskiego) Po 4 miesiącach wygladałam juz jak przed ciążą! Spełniam sie jako kobieta! '
Wcale nie uwazam że coś straciłam z życia! Wręcz przeciwnie wiecie jaka to radośc kiedy sie wychodzi gdzieś na imprezę;)?? to nie jest chleb powszedni hehe:)
Dlatego uważam że każda z Nas ma prawo wyboru i nikt nie powinien nawet tego komentować:)
25 h porodu?! To jest przerażające i obrzydliwe zarazem. Rozumiem, że jedni chcą mieć dzieci, a inni nie i zaliczam się do tych drugich:)
No ja wszystko rozumiem dokładnie! Ja napisałam tylko swoją historię:)
No widzisz 25 godzin męczarni dla tego co mam teraz w sensie takiego kochanego chodź czasami nie znośnego Dziecka to mały pikuś:)
Też nie chciałam mieć Dzieci dopóki sama tego nie doświadczyłam:) teraz nie wyobrażam sobie że mogło być inaczej!
Marii22 a powiedz mi jak sobie radzisz z pewnym "osaczeniem" przez dziecko,z tym że ma się tak mało czasu nawet na spokojne picie herbaty? Mi osobiście najbardziej brakuję "świętego spokoju" i po całym dniu zajmowania się córcią marzę by w końcu usnęła
Może to też chodzi o to że ja nie pracuję,chodź studiuję wprawdzie zaocznie -ale jakiś tam kawałek swojego świata mam,chodź przyznaję że chciałabym więcej;)
Macierzyństwo nie jest koniecznością. Jedni tego pragną, drudzy nie, a jeszcze inni zmieniają zdanie, kiedy już mają dziecko( albo je kochają, albo traktują oschle)
27 2010-02-03 02:00:15 Ostatnio edytowany przez Sasha (2010-02-03 02:02:05)
Widzisz, dla ciebie obrzydliwa rzecza jest porod, a dla mnie obrzydliwe sa twoje niedojrzale wypowiedzi girlinrain. I wszystko gra:)
Wiesz ja nie odbieram tego jak "osaczenie" po prostu muszę i chcę:) Mnie też kiedys moi rodzice musieli pilnowac na każdym kroku teraz moja kolej:) wiesz ja mam tyle problemów na głowie że ten maluszek Jego uśmiech, szaleństwa, cały On daje mi napęd do życia:) Uwielbiam spędzać z Nim czas
i fakt że mam mało czasu dla siebie wcale mnie nie razi:)
Ja też uważam, że rodzenie jest obrzydliwe.
Lepiej byłoby gdyby można było dziecko kupic w sklepie jak sie poczuje instynkt macieżyński, obyłoby się bez krwi, potu i łez.
Widzisz, dla ciebie obrzydliwa rzecza jest porod, a dla mnie obrzydliwe sa twoje niedojrzale wypowiedzi girlinrain. I wszystko gra:)
Mój Boże, kupić w sklepie?
Mam nadzieję, że to była ironia...
Każdy ma prawo do swojego zdania. Ja uwazam, że dziecko wcale nie poprawia sytuacji w związku, a wręcz przeciwnie potrafi zburzyc sielankę i harmonie. Dlatego uwaga na pary, które chcą poprawic swoja sytuacje "fundując" sobie dziecko. Dziecko to spory obowiązek. Suma summarum: macierzyństwo to najcięższy etat jaki może trafić się kobiecie.
Najcięższy ale zarazem i najpiękniejszy:)
Nie zrozumie tego ktos kto nie ma przy sobie takiego szczęścia:) Takiej miłości:)
Tych usmiechów, chwil kiedy zrobiłoby sie wszystko aby Dziecko było szczęśliwe:)
To jest rzeczywiście nie łatwe ale ja nie zamieniłabym takiego życia na żadne inne!
Mam Synka który jest całym moim światem mimo że często daje mi ostro w kość, ale przecież to tylko Dziecko:) takie bezradne, kochane, słodkie:)
Post przeniesiony:
Osobiście jakbym zaszłą w ciąże to załamałabym się całkiem. Pomijam już fakt, że nie mielibyśmy z chłopakiem gdzie mieszkać (teraz wynajmujemy pokoik mały, ale z dzieckiem nikt nie trzymałby nas w pokoju, w mieszkaniu gdzie mieszkają inni współlokatorzy). Tylko, że nawet jeśli mielibyśmy gdzie mieszkać nie skakałabym z radości. Ja zwyczajnie nie nadaję się na matkę. Nie wiem czy któraś czytała książkę lub oglądała film "Godziny". Ja jestem jak ta Laura Brown z powieści...
Posty przeniesione:
jestem świeżutka na tym forum i bardzo ciekawa waszych opinii.
By uniknąć niepotrzebnych nieporozumień, w skrócie;
Dzieci to ludzie,tyle,że bardziej bezradni więc wymagają opieki i pomocy.Jak to z ludżmi bywa,jednych się lubi, drugich nie.
Macierzyństwo jest przeżyciem.Jakim, to zależy od osoby, ale naturalną jest dla mnie chęć dzielenia się tym, co uznaje się za ważne.
Mogę sobie tylko wyobrażać, jaką męką dla osoby pragnącej mieć dziecko jest niemożność wydania go na świat.Zwłaszcza w kraju, którego wybrani demokratycznie decydenci nie rozróżniają gastruli od embrionu.
Brakuje mi niecałych 2mc. do 30-stki.Nigdy nie czułam tego pragnienia.I nie czuję.
Co nie oznacza, jak mam nadzieję udowodniłam, iż potępiam, atakuję bądż ranię osoby o innych zapatrywaniach na ten temat.
Mimo to moja własna matka potrafiła zasugerować w rozmowie,że tylko po to mnie urodziła by mieć wnuki.
Dzietni znajomi zapraszają mnie do domu w godzinach, kiedy są zajęci szykowaniem dziecka do snu.Więc czas na rozmowę mają dopiero dwie,trzy godziny póżniej... Po 15 miesiącach, też wiem,że ich potomek zasypia o mniej więcej 20.I dalej te parę godzin nudy to dla mnie czas stracony.
I kompletnie nie pojmuję, dlaczego mam wysłuchiwać, lub co gorsza oglądać ze szczegółami czyjś poród...
Bardzo was proszę o rady.
Jak mam przekonać ludzi wokół mnie,że szczegóły fizjologiczne opieki nad dziećmi i cała reszta mnie kompletnie nie interesują.Przyjaciele to przyjaciele, jak trzeba to pomogę.Przewijanie, karmienie i opieka nad niemowlakiem, znaczą dla mnie tyle samo co zajęcie się czyimś zwierzakiem czy mieszkaniem.
Jeśli chodzi o mnie to doskonale Cię rozumiem. Mam w sumie podobne poglądy. Nie czuję zupełnie instynktu macierzyńskiego i nie zachwycam się maluszkami moich znajomych co nie oznacza, że głośno to wyrażam. Niektórzy są stworzeni do macierzyństwa, inni nie, inni się tego uczą. Jeśli jestem u kogoś nie stoję nad łóżeczkiem jak wszyscy inni i nie wyrażam swego podziwu. Wyobrażam sobie, że macierzyństwo dla tych którzy tego pragną jest czymś cudownym, ale nie zamierzam sie do niczego zmuszać. Może to jest tak, że jeśli masz zająć sie czyimś dzieckiem to nie podchodzisz do tego emocjonalnie bo nie jest Twoje... Może jak (jeśli w ogole) to poczujemy to bedzie inaczej, a narazie trzeba dac ludziom do zrozumienia ze po prostu nie jestesmy zainteresowane szczegolami opieki nad dzieckiem, albo sluchac po prostu tego jak kazdej innej opowiesci...
alienacja ja bym spojrzała na to z innej strony, Twoi przyjaciele mają dzieci, które są dla nich bardzo ważne, Ty pewnie również. Dlatego też chcą byś uczestniczyła w ich życiu. Nie odbierałabym tego od razu jako próby przekonywania do macierzyństwa.
Jedyna rada to nie przejmować się otoczeniem. To twój wybór. Ja wiem, że łatwo mówić, a życie wygląda inaczej. Ale chyba tak już jest, że jeśli ktoś ma dzieci i jest z tym szczęśliwy, to innych też chce 'uszczęśliwiać', choćby na siłę...
Co do opinii twojej mamy o dzieciach - dzieci nie robi się 'po coś', żeby mieć wnuki, żeby na starość "miał kto ci podać szklankę wody". Takie myślenie jest bezsensowne - dzieci mogą okazać się bezpłodne albo odwrócić się od starej matki i tyle wyjdzie z planów. Dzieci ma się po to, aby po prostu były, a nie aby wypełniały pragnienia rodziców.
W naszym kraju trudno jest się przyznać do tego, że nie chce się mieć potomstwa. Ja nie chcę mieć i co słyszę? - "Młoda i głupia jesteś, przejdzie ci jak faceta sobie znajdziesz". Ty jesteś ode mnie starsza i też czujesz się nieswojo. W takim razie coś jest nie tak, prawda? Ja nie atakuję ludzi, którzy chcą mieć dzieci, więc dlaczego one często naskakują na mnie? No cóż, chyba po prostu trzeba to przełknąć i konsekwentnie iść swoją drogą.
dyskusja na zasadzie co lepsze masło czy margaryna...do niczego nas nie prowadzi...każdy ma prawo żyć jak uważa za słuszne...dla jednych macierzyństwo jet przepięknym i bogatym doświadczeniem , czymś bez czego nie czułybyśmy się spełnione a dla innych jest to abstrakcja i te osoby lepiej by nie miały dzieci....
Otóż to, jak ktoś chce mieć dziecko to niech idzie do łóżka a nie tutaj;) a jak nie chce?? to niech sobie psa kupi co by Mu smutno nie było!
Ale nie pozostawiając nic po sobie na tym świecie byłoby dla mnie przerażające, nie wiedząc co się traci można to krytykować jak to ktoś mądry kiedyś powiedział:)
Iwa i Szczurunia jesteście wspaniałe. Mam dokładnie takie samo podejście jak Wy. Nigdy nie interesowały mnie dzieci. Mam tak chyba od urodzenia (w tym roku skończę 27 lat) , bo kiedy wybiegam pamięcią w przeszłość, nie przypominam sobie, by kiedykolwiek było inaczej. Moi znajomi co prawda mnie nie odrzucili, ale dziwnie na mnie patrzą, kiedy słuchają tego, co mówię na temat dzieci. Mam swój pomysł na życie i dzięki temu jestem szczęśliwa. Nie będę więc zakładać rodziny tylko dlatego, że to już ten wiek, że powinnam wyjść za mąż, bo tak trzeba, bo co inni powiedzą itp. Uwielbiam naukę, zdobywanie wiedzy, cel w życiu daje mi chęć do życia. Kocham podróże, od zawsze interesowała mnie geografia, biologia. Natomiast dziecko jest dla mnie - nie wiem czy to nie za mocne słowa, ale tak uważam - jak najgorsza choroba. Wszystko, co daje mi teraz radość skończyłoby się, a tego absolutnie nie chcę. Poza tym nie wyobrażam sobie być w ciąży, 9 miesięcy męki, rozstępy, tycie, puchnięcie, mnóstwo krwi przy porodzie - to takie barbarzyńskie. To zupełnie nie dla mnie. Kochane odezwijcie się, jakby co piszcie też na maila do mnie. Z chęcią porozmawiałabym z Wami dłużej:) jestem na tym forum od dziś:) ale cieszę się bardzo, że tu trafiłam. Pozdrawiam wszystkie kobiety o podobnych poglądach.
38 2011-04-23 15:03:28 Ostatnio edytowany przez Dotty (2011-04-23 15:05:03)
Ja uwazam ze to calkowicie swiadomy wybor czlowiea, zadne tam 'do tego kobiety sie przeciez nadaja' itp. Mierzi mnie takie stwierdzenie.
Sama mam dziecko, to byl przypadek, kocham synka i nawet trudno mi sobie wyobrazic zycie bez niego, ale poki co nie planuje juz dzieci. Choc spelniam sie zawodowo i prywatnie, i choc synek daje mi juz coraz wiecej swobody (juz nie jest niemowlakiem), raczej nie powielam schematu Matki Polki, ktora ma prawdziwie matczyny instynkt. Oczywiscie wychowujemy synka najlepiej jak potrafimy, staramy sie mu zapewnic wszystko, otaczamy czuloscia, opieka, ale tez nie jestesmy opentani myslami o nim przez 24 godziny na dobe.
Mam znajomych, pare po slubie, nie decyduja sie na dziecko, w sumie to jestem jedyna w gronie ich przyjaciol, ktora nie stara sie nawet naklonic do macierzynstwa, bo to nie moj interes, do takich krokow nie mozna naklaniac, a decyzja o rodzicielstwie powinna byc w stu procentach samodzielna, a nie podjeta pod wplywem nacisku.
Pewnie spotkam się z oburzeniem na to co teraz tu napiszę, ale jestem ciekawa opinii forumowiczów. Mam 36 lat i nigdy nie odczuwałam potrzeby zamążpójścia ani urodzenia dziecka. Interesuje mnie kondycja ludzkości, to, co się stanie z naszym światem, rozwój duchowy, ale nie zakładanie podstawowej komórki społecznej. Ciekawa jestem, czy spotkam "bratnią duszę"?
ja mam zaledwie 21 lat a juz pragne dziecka jedyna przeszkoda jest niestabilnosc finansowa jezeli sie z tym uporamy bede szczesliwa kobietka;)
40 2011-04-23 18:30:37 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-23 18:37:22)
A ja należę do tej drugiej grupy - kobiet wprost uwielbiających dzieci , rozczulających się nad nimi.
Te dzieciaki, ktore znam byly cudowne i mielismy swietny kontakt. Np uwielbiam moich braci ciotecznych , jeden już 7 lat, inny 4 i pol. Jak przyjezdzaja to kocham sie z nimi bawic, zawsze milo spedzamy czas. Nie powiem, zbeym wymyslala jakies ambitne zabawy w ktore z nimi sie bawie, ale nie jestem pedagogiem i nie musze wymyslac nic wielkiego - wazne, ze ze mna swietnie sie bawia
Co najlepsze moja ciotka i matka tych chlopcow uwaza je za rozwydrzone bachory, a ja sie z tym kompletnie nie zgadzam. To kochane dzieci, tylko ona nie ma do nich podejscia, moze niepotrzebnie w ogole decydowala sie na macierzynstwo - przeciez nie musiala. A wpadki to nie byly
No nie powiem Ci bracia sa przy niej dosc rozhukani ale wlasnie to przez jej wychowanie, a gdy są ze mną sa bardzo grzeczni i fajnie się bawimy, raz gralismy u mnie na komputerze, innym razem rysowalismy , innym razem bawilismy sie na placu zabaw itp . Jak przyjezdzaja , niestety rzadko, nigdy nie ma nudy
Na poczatku Ci bracia troche sie mnie wstydzili jak slabo mnie znali, ale potem juz nie i nawet chyba pytali kiedy do nich przyjde odwiedzic ich
Powiem więcej : Gdybym dajmy na to mieszkała już z partnerem, stać nas byłoby na opłacenie rachunków i podstawowe rzeczy typu jedzenie , ubrania, bo luksusów nie potrzebuje , to zdecydowałabym się na dziecko nawet teraz. Wprawdzie obecnie studiuję, ale zrobiłabym sobie przerwę lub wcale nie studiowała, tym bardziej jakbym miała dobrą pracę. Dziecko, mąż , rodzina to dla mnie taki priorytet i dużo o tym myślę. Mentalnie na dziecko jestem gotowa, nawet na kilkoro - trojka, czworka
Tylko no wiadomo jeszcze nie miałabym jak utrzymać, więc to dopiero przede mną w przyszłości, pewnie dopiero po studiach niestety.
Wiem, że są kobiety które wolą schemat, najpierw skończone studia, potem dziecko , ale dla mnie to nie ma takiego znaczenia, mogłabym na odwrót lub nawet bez studiów , gdybym sobie dawała radę na polu zawodowym. Poza tym mam pewne zaburzenia hormonalne, więc do 30 stki nie zamierzam na dziecko czekać .. no i byłoby to w moim przypadku bardzo ryzykowne tak czekać.
Jednym słowiem dzieci UWIELBIAM
Ale.. oczywiście rozumiem też kobiety, które nie chcą mieć dzieci , mają do tego prawo, mogą się życiem cieszyć w taki spoób jaki chcą , od tego przecież ludzi nie wyginą
Tylko to trochę smutnę, że np wiele kobiet chcę mieć dzieci, a nie może, a te które nie chciały zaliczyły wpadkę - jak nawet ktoś w temacie napisał , taką która miała prawdopodobienstwo 1 na 100. Zrządzenie losu ![]()
Nie podoba mi się tylko parę wypowiedzi w tym temacie dośc starych i dość ostrych, które mówia coś w stylu, że rozwydrzone dzieci itp.. wybaczcie ale to kojarzy mi się z matkami, które zle traktuja swojego dziecko.. Bogu ducha winne.. można dzieci nie uwielbiać ale trochę kultury.