Witam wszystkie forumowiczki. Czytając Wasze rady w poniższych postach mam nadzieje, że i mi udzielicie dobrej rady.
Oto moja sytuacja:
Jestem z moim B. od 3,5 lat. On ma lat 26 ja 25. Poznaliśmy się na studiach, mieszkamy w innych miejscowościach od początku znajomości. Mamy tzw związek na odległość. Na samym początku widywaliśmy się na tygodniu i w weekend (jakieś 2 dni w tygodniu). Od jakiegoś roku ze względu na jego absorbującą prace widujemy się raz na 7, 8 dni. Wszystko układa się świetnie, dobrze nam jest ze sobą. Codziennie zapewniamy się o naszym uczuciu. Zawsze rozmawiamy długo przez telefon.
Na początku znajomości było super byliśmy zakochani po uszy. Bardzo często się widywaliśmy . On zawsze uśmiechnięty i zadowolony. rozmawialiśmy o wszystkim , na każdy temat. O uczuciach, o nas , itp
Niestety po 1,5 roku naszej znajomości zmarł jego tato.Zostawiając jego, siostrę i mamę B. Mój B. przeżył to strasznie, był bardzo związany ze swoim ojcem. Od tamtej pory zmienił się nie do poznania, przestał mówić o swoich uczuciach nawet tych do mnie, zamknął się w sobie. Jeżeli ma jakiś problem nic nie mówi.Bardzo dużo pracuję żeby pomagać jeszcze swojej mamie i siostrze. My widzimy się coraz rzadziej i rzadziej.Dalej się bardzo kochamy ale to już nie jest to samo. Ja bardzo chciałabym już z nim zamieszkać wziąć ślub i być blisko siebie. Bardzo doskwiera mi samotność kiedy jego nie ma. Nie mogę się przytulić, spokojnie porozmawiać twarzą w twarz, czy choćby nawet wyjść na spacer jak inne pary. Proponowałam mu już że przeprowadzę się do jego miasta znajdę tam pracę i coś zaczniemy wspólnie układać. Zdecydowałam sie na przeprowadzkę ja ponieważ on nie chce zostawiać swojej mamy i siostry, które prowadzą gospodarkę na której on nim pomaga w wolnych chwilach. Jednak jego odpowiedz zawsze jest taka sama..."zobaczymy". O ślubie rozmawialiśmy z mojej inicjatywy. Ja chciałam już w tym roku jednak on stwierdził ze byśmy poczekali i zdecydowali się na przyszły rok i tyle na tym temat się urwał. Nic nie mówi, nic nie planuje, nie układa jakoś naszej wspólnej przyszłości a każdą moją próbę rozmowy na ten temat kończy słowami "zobaczymy jak się wszystko ułoży". Zapewnia mnie, że bardzo chce być ze mną i ze mną spędzić resztę życia.
Ja ciągle pytałam dlaczego więc nie chce nic ze mną zaplanować jego odpowiedź jest jedna " bo on się nie może z domu wyprowadzić".
Ja wszystko staram się zrozumieć ale dlaczego on nie chce jakoś tych dwóch sytuacji pogodzić. Przecież nie będzie mieszkać???
Ja mu tłumaczę , że przecież nawet jak będziemy razem mieszkać to on będzie jeździł do domu i im pomagał czy nawet dawał pieniądza na utrzymanie.A poza tym ja nie rozumiem jak jego mama pozwala żeby przekreślał swoje życie i swoje szczęście tylko z poczucia obowiązku wobec niej i siostry?
Doradźcie co mam zrobić. Mam już dosyć tego życia na odległość i ciągłej samotności?Czekać nie wiadomo ile , aż jego mama (lat 50)dostanie emeryturę czy jak siostra (lat 20) ułoży sobie życie??