Kochani netkobietki i netfaceci:) Często mówi się o tym, że przed ślubem trzeba się wyszaleć (wyszumieć), mężczyzna i kobieta muszą dojrzeć. Wtedy przestają mieć aż takie znaczenia spotkania ze znajomymi, piwkowanie, imprezy itd. Przychodzi chęć założenia rodziny i inne priorytety.
Jak to jest u Was? W jakiej jesteście fazie: 'zabawy', rodzinnego ogniska a może pośredniej? Jakie macie własne i swoich partnerów/partnerek doświadczenia z tym związane? ![]()
U mnie to wszystko poszło inaczej. Już nawet w wieku 15 lat myślałam o stałym związku, byłam z chłopakiem, zakochana. Naprawdę myślałam przyszłościowo.
Nigdy nie były ważne dla mnie zabawy, dyskoteki itp, szczerze mówiąc po prostu tego nie lubię. Wolę posiedzieć z Ukochanym lub spędzić miły dzień z koleżankami, w gronie kilku osób góra. Taka już jestem ![]()
Jednak, każdy ma tu inaczej i jest to bardzo indywidualna sprawa.
Jedno nie wyklucza drugiego. Małżeństwo nie jest szlabanem na życie towarzyskie ![]()
Osobiście powiem, że mimo młodego wieku, chciałabym już mieć pomalutku własną rodzinkę. Być może związane jest to ze skończeniem pierwszego etapu studiów. Coraz częściej łapie się na wyobrażeniach o ślubie a nawet o mówieniu o tym. Przeradza się to w małą obsesję, ale radzę sobie z tym ![]()
Myślę jednak, że każdy mężczyzna potrzebuje się wyszaleć i dlatego nie będę tego odbierała mojemu facetowi.Oczywiście nie mówię tu o jakiś wielkich szaleństwach:P Chodzi mi tu bardziej o większą swobodę, wiadomo że po ślubie jest całkiem inaczej i są rzeczy, które ulegną ograniczeniu. Z uwagi na młody wiek myślę, że dam mu jeszcze pożyć w lekkiej swobodzie:P
Zastanawiam się tylko kiedy wiadomo, że 'już', że mężczyzna jest gotów. Są jakieś sposoby jak można to zaobserwować? ![]()
Jedno nie wyklucza drugiego. Małżeństwo nie jest szlabanem na życie towarzyskie
Oczywiście, że nie:) Ale moim zdaniem wygląda to troszkę inaczej. Wiadomo, że tego czasu dla znajomych jest już mniej ![]()
6 2011-07-23 07:57:00 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-07-23 07:58:51)
Jedno nie wyklucza drugiego. Małżeństwo nie jest szlabanem na życie towarzyskie
Mam takie samo zdanie. ![]()
Chcę "szaleć" (choć to może nienajlepsze słowo, bo raczej kojarzy mi się negatywnie), tj. spotykać się ze znajomymi i piwkować, a jednocześnie stworzyłam już coś w postaci podstawowej komórki rodzinnej - mieszkam z moim facetem
Ale do zakładania rodziny - do ślubu, dzieci - mi się wcale nie spieszy i nigdy nie spieszyło. Jednak nie mogę powiedzieć, że tylko się bawię - pracując na własne utrzymanie raczej ciężko znaleźć na to czas i siły.
Mokczita napisał/a:Jedno nie wyklucza drugiego. Małżeństwo nie jest szlabanem na życie towarzyskie
Oczywiście, że nie:) Ale moim zdaniem wygląda to troszkę inaczej. Wiadomo, że tego czasu dla znajomych jest już mniej
Hm, jak się ma małe dzieci to owszem, czasu może jest mniej - ale w małżeństwie bez dzieci? Niby dlaczego mniej czasu dla znajomych?
A może to zależy od tego ile czasu się poświęca znajomym? Oczywiście póki dzieci nie ma to znajomi jak najbardziej, nie ma co się zamykać ![]()
Black_Cat napisał/a:Mokczita napisał/a:Jedno nie wyklucza drugiego. Małżeństwo nie jest szlabanem na życie towarzyskie
Oczywiście, że nie:) Ale moim zdaniem wygląda to troszkę inaczej. Wiadomo, że tego czasu dla znajomych jest już mniej
Hm, jak się ma małe dzieci to owszem, czasu może jest mniej - ale w małżeństwie bez dzieci? Niby dlaczego mniej czasu dla znajomych?
Dla mnie osobiście to trochę smutne jak obserwuję ostatnio przemiany moich fantastycznych koleżanek ze studiów w "żony", a potem "mamy". Rozumiem to, że przychodzi ten moment, kiedy decydują się na małżeństwo, jestem szczęsliwa z tego powodu, ale smutno mi kiedy dzwonię i mówię "hej, dawno się nie widziałyśmy, wyskoczmy może na drinka, pogadamy, pośmiejemy się" - a w odpowiedzi słyszę "wiesz nie bardzo, mój X ma w tym tygodniu na drugą zmianę, jak wróći to będzie głodny, muszę mu obiad odgrzać".
No heloł. Szanuję to, że rodzina jest priorytetem, ale nie dajmy się zwariować.
Wracając do głównego pytania wątku - wszystko zależy od definicji słowa "szaleć, szumieć". Jeśli mają być to wysokoalkoholowe imprezy kończące się śniadaniem u nowych koleżanek/kolegów - to moim zdaniem nie ma na nie miejsca w żadnym stałym związku, nie tylko małżeńskim. Ale nie rozumiem dlaczego osoby będące po ślubie mają spędzać swój wolny czas tylko we dwoje przed telewizorem.
Dla mnie osobiście to trochę smutne jak obserwuję ostatnio przemiany moich fantastycznych koleżanek ze studiów w "żony", a potem "mamy". Rozumiem to, że przychodzi ten moment, kiedy decydują się na małżeństwo, jestem szczęsliwa z tego powodu, ale smutno mi kiedy dzwonię i mówię "hej, dawno się nie widziałyśmy, wyskoczmy może na drinka, pogadamy, pośmiejemy się" - a w odpowiedzi słyszę "wiesz nie bardzo, mój X ma w tym tygodniu na drugą zmianę, jak wróći to będzie głodny, muszę mu obiad odgrzać".
No heloł. Szanuję to, że rodzina jest priorytetem, ale nie dajmy się zwariować.
Według mnie już samo to, że "musi być w domu żeby mu obiad odgrzać" już jest patologią. A on sobie gazu pod patelnią nie umie włączyć, czy co? Wpienia mnie to, że niektóre kobiety traktują swoich mężów jak niepełnosprawnych - myślę, że to już taki charakter kobiety i nie ma to nic wspólnego z "przemianą po ślubie". Nie każdego ślub tak zmienia, to chyba trzeba mieć we krwi już.
Ja sobie nie wyobrażam siedzieć w domu, bo "trzeba coś zrobić". Jak mam ochotę to sprzątam, jak nie to nie sprzątam. Jak mam ochotę to gotuję, jak nie to nie gotuję - jeśli mój facet jest głodny, to ma rączki i sam sobie robi jedzenie. Jak sobie nie zrobi - jego problem, to on będzie głodny a nie ja
Bo ja np. zjem na mieście z przyjaciółką. Nie daję się zwariować - jak mamy z chłopakiem ochotę spędzić ze sobą wieczór to spędzamy, ale nie czujemy się przykuci do siebie. Czasem wychodzimy każde do swoich znajomych, albo jedno ogląda tv a drugie gra na komputerze.
Ale wiem, o czym piszesz, falko - też doświadczyłam czegoś takiego ze strony moich koleżanek. Może jeszcze nie powychodziły za mąż, bo za wcześnie
Ale np. jedna była tak zakochana w swoim facecie, że nawet go zabierała na nasze spotkania nie uprzedzając mnie o tym. Moja znajoma ze studiów (mąż+dziecko) też mnie raz rozłożyła na łopatki - dialog wyglądał mniej więcej tak:
Ona: wracam do domu, muszę jeszcze kupić bułki bo mój mąż oczywiście poszedł po piwo dla siebie, ale bułek sobie na śniadanie już nie kupił bo zapomniał.
Ja: no to w czym problem? Kup dla siebie i dla córki, a on najwyżej nie będzie miał nic na śniadanie.
O: no co ty. Jeszcze muszę mu kanapki zrobić do pracy, więc muszę mieć bułki
J: <wytrzeszcz oczu>
O: no bo będzie głodny chodził.
J: no to będzie...
O: przecież jak ja mu nie zrobię i nie powieszę tych kanapek na klamce od drzwi wyjściowych to nawet nie weźmie, bo zapomni! I głodny będzie! Muszę mu zrobić...
Ja: <rezygnacja...>
Przerwałam tę rozmowę, bo myślałam że jej kopa w dupsko zasadzę. Ile głupoty może tkwić w jednej kobiecie...
Niezła historia Anemonne.
Powiem Wam kobietki, że moje koleżanki mimo iż jeszcze nie są po ślubie, to ciężko je zmotywować do spotkać. Czasem myślę, że zamknęły się w tym małym świecie ze swoim mężczyzną.
Ostatnio jak byłam na zakupach z przyjaciółką to jej chłopak dzwonił do niej średnio co godzinę i gadał o bzdetach bo się nudził w pracy. Wiedział, że jesteśmy na zakupach a mimo to ją 'dręczył' telefonami. Mnie to już irytowało, szczególnie że czas był ograniczony. Nie uważacie, że to już przesada? Czy nie uważacie że niektóre kobiety za bardzo 'naskakują' swoim facetom? Takie drugie mamuśki? ![]()
Pisząć o wyszaleniu nie miałam na myśli takiego obrotu sprawy falka
Po prostu chodzi mi tu o odrobinę luzu i czasu dla siebie. Wszystko jednak w dobrym smaku, bez krzywdzenia drugiej osoby (np flirtowaniem, umawianiem się nowymi laskami)
Po prostu kulturka ![]()
![]()
Wiem że wiele par ma taką swobodę dla siebie nawet i po ślubie, ale wiele nawet już będąc parą odbierają to sobie. Dlatego chciałam znać wasze zdanie i doświadczenie ![]()
Pisanie postów jeden pod drugim jest sprzeczne z regulaminem. Jeśli chcesz coś dodać, użyj opcji "Edytuj"
Mokczita napisał/a:Jedno nie wyklucza drugiego. Małżeństwo nie jest szlabanem na życie towarzyskie :)
Oczywiście, że nie:) Ale moim zdaniem wygląda to troszkę inaczej. Wiadomo, że tego czasu dla znajomych jest już mniej :)
Dlaczego tak sądzisz?
Moim zdaniem doba zmniejsza się o połowę dopiero wtedy, kiedy na stanie zaczynają pojawiać się dzieci. Wówczas w pracy spędza się przeciętnie 10 godzin dziennie, a późne popołudnie i wieczór chce się poświęcić maluchom. Jednak nie ma sytuacji bez wyjścia, zawsze pozostają weekendy. Wyjść ze znajomymi w sobotni wieczór to nic złego, zatrudnić opiekunkę dorywczą i sprawa załatwiona :)
Mnie osobiście zawsze wkurzał model "Matki Polki". Generalnie uwielbiam dzieciaczki i sama chciałabym mieć trójeczkę, albo nawet czwóreczkę (chociaż na standardy przeciętnego Polaka to kosztowny interes - ale to inny temat), to nie wyobrażam sobie abym rzuciła wszystko, by od rana do wieczora rozczulać się nad kupką niemowlaka. To oczywiste, że jest okres kiedy dziecko potrzebuje kontaktu z Mamą, a Mama potrzebuje kontaktu z dzieckiem, jednak wizerunek zaśniedziałej kury domowej zawsze mnie irytował. "Zostałam Matką, więc muszę prać, sprzątać, gotować, formować babki z piasku, plotkować z Mamuśkami innych dzieci z piaskownicy, a na imprezy nie wypada mi wychodzić! Nie wspominając już o założeniu mini i bucików na obcasie" - to nie dla mnie ;-)
Wiem że wiele par ma taką swobodę dla siebie nawet i po ślubie, ale wiele nawet już będąc parą odbierają to sobie. Dlatego chciałam znać wasze zdanie i doświadczenie
Moje zdanie jest w tej kwestii jednoznaczne - związek to nie więzienie, a partner to nie sąsiad z celi
Nie wyobrażam sobie, że miałabym odmawiać sobie czegokolwiek (oczywiście w granicach rozsądku - tak jak sama pisałaś) tylko dlatego, że w rubryczce "stan cywilny" mam wpisane "rezerwacja". Udusiłabym się w takim związku, po prostu. Na dodatek mam raczej ciężki charakter, jestem choleryczką, i często wychodzę sama ze swoimi znajomymi tylko po to, by uchłonąć i nie udusić mojego faceta ![]()
Anemonne - a uwierz mi jakie oburzenie wywołałam kiedy powiedziałam w gronie "żon" że ja to p** wstawać pół godziny wcześniej z łóżka tylko po to by zrobić śniadanie mojemu partnerowi ![]()
14 2011-07-23 14:02:13 Ostatnio edytowany przez niedoceniona (2011-07-23 14:03:22)
Ja nigdy nie bylam typem dzeiwczyny "imprezowiczki", nie przepadam na imprezami, czy dyskotekami, owszem lubie wyjsc do pubu, jakiegos klubu ze znajomymi wypic drinka i milo spedzic czas.
Ale partner, slub to nie jest jakas bariera by z tej przyjemnosci nadal korzystac.
Slub to nie od razu wiezienie i skreslanie naszego zycia towarzyskiego, oczywiscie sa jakies granice ale to nie jest przeszkoda, by dalej gdzies wyjsc, ze znajomymi, z kolezankami no ale tego czasu juz najwiecej spedzamy z partnerem.
Oczywiscie kiedys tak myslalam, ze kurde facet jestes moj to siedz w domu na dupsku.
Ale w rzeczywistosci tak nie jest.
Zgazam sie z Falka i z Anemonne, ktora napisala "Według mnie już samo to, że "musi być w domu żeby mu obiad odgrzać" już jest patologią. A on sobie gazu pod patelnią nie umie włączyć, czy co? Wpienia mnie to, że niektóre kobiety traktują swoich mężów jak niepełnosprawnych - myślę, że to już taki charakter kobiety i nie ma to nic wspólnego z "przemianą po ślubie". Nie każdego ślub tak zmienia, to chyba trzeba mieć we krwi już."
CALKOWITA RACJA!
Znam takie pary, gdzie partnerka lub partner siedzi w domu, bo nie moge wyjsc on ub ona mi zabronila, musze siedziec w domu bo tu jest moje miejsce! Co za paranoja, od razu bym z takiego zwiazku uciekala i ucieklam w gruncie rzeczy
Zwiazek to nie wiezienie, ale dzielenie zycia z nasza druga polowka.
Mokczita -> Zgadzam się że można wyegzekwować troszkę czasu, np w weekendy, ale chodziło mi tu bardziej o to, że za panny/kawalera tego czasu jest sporo więcej, można spotykać się nawet kilka razy w tyg a później choćby ze względu na czasu jest to mniej możliwe i spotkania są rzadsze ![]()
falka i niedoceniona -> zgadzam się z Wami dobrze ujęte ![]()
Też mam takie podejście jak Wy. Nie można rezygnować ze znajomych. Przecież czasem trzeba wyrwać się z domowego ogniska żeby odsapnąć choćby ![]()
Niestety jednak są ludzie, którzy tak jak piszecie zabraniają partnerom wyjść ze znajomymi, wciągają w krąg swoich znajmoych tak by zawsze wszędzie być RAZEM.. Dla mnie to już przesada, ile można. Każdy ma prawo spotykać się z kim chce (każdy ma innych znajomych). Można spotkać się raz z jednym raz z drugim towarzystwem a nie zamykać tylko na >swoje< i wciągać w to ukochaną osobę, zamykając ją na resztę świata.
Spotkalam sie rowniez z taka sytuacja.
Ja i moja kolezanka:
Ja:Hej, wstawaj z tej kanapy, mily wieczor jest idziemy na jakiegos drinka.
Ona: Nie chce mi sie, mojego nie ma w domu..wiesz...
Ja:No to jak go nie ma to tym bardziej nie bedziesz siedziala sama w domu, wstawaj
Ona:Ale on wyszedl, bo ostatnio ja wyszlam na drinka z Toba, i teraz ja mialam zostac w domu
Ja:"Mine mialam jak by mi ktos powiedzail ze papiez to kobieta, doslownie"
LUDZIE! Ja tez tak mialam, ja wyszlam z kolezankami a on zostal w domu (nikt mu nie kazal)
A nastepnego razu on wychodzi i mi mowi,ze ja mam siedziec dzis w domu tak jak on ostatnio bo inaczej bedzie zle!
O Matko Polko! Dzis mam wieczor z kolezankami a ty siedz w domu jak nie masz ochoty wychodzic a jak chcesz, rowniez mozesz isc z kolegami na piwo co kolwiek! Ale nie robmy sobie na zlosc tego tyou sytuacjami....
A w dziejszch zwiazkach wiele, oj bardzo wiele takich sytuacji jest,ze ktos chce wyjsc bez partnera/partnerki, ale ta druga strona sie nie zgadza, bo po prostu dlaczego? Nie ma zaufania....
Dla mnie zaufanie to bardzo wazna rzecz w zwiazku, bez tego bym sie nie dogadala z nikim bo przeciez myslala bym, kurcze on chce wyjsc sam pewnie chce mnie zdradzic, badz kurcze mowil ze wroci o 12 a jest 1 pewnie poszedl z jakas kobieta...
Ciezko o idealny zwiazek ale sami stwarzamy sobie problemu tego typu ![]()
Ciezko o idealny zwiazek ale sami stwarzamy sobie problemu tego typu :)
Dokładnie!
Gdyby ludzie byli inni o wiele mniej problemów by było.
Też mam takie podejście jak Wy. Nie można rezygnować ze znajomych. Przecież czasem trzeba wyrwać się z domowego ogniska żeby odsapnąć choćby
Niestety jednak są ludzie, którzy tak jak piszecie zabraniają partnerom wyjść ze znajomymi, wciągają w krąg swoich znajmoych tak by zawsze wszędzie być RAZEM.. Dla mnie to już przesada, ile można. Każdy ma prawo spotykać się z kim chce (każdy ma innych znajomych). Można spotkać się raz z jednym raz z drugim towarzystwem a nie zamykać tylko na >swoje< i wciągać w to ukochaną osobę, zamykając ją na resztę świata.
Pieknie, to ujelas!
Musimy czasem wyrwac sie od naszego ukochanego/ukochanej i to dobrze robi dla zwiazku.
Jesli oczwiscie nie robimy wbrew woli naszej drugiej polwki.
Nie mozemy zamykac sie na znajomych, na swiat bo to wbrew naszej naturze ![]()
Mikczita
Gdyby wszyscy ludzie tak mysleli, zycie wygladalo by zupelnie inaczej.
A tak to wszystko zalezy jaki kto ma charakter, ale zawsze mozna go podszliowac.
Jesli od poczatku pozwolimy sobie na takie "zamykanie", pozniej trudno bedzie to zmienic.
Dlatego od poczatku troche wiecej luzu, ale wszystko z glowa ![]()
Black_Cat, po raz kolejny upominam Cię, byś edytowała swoje posty zamiast pisać jeden pod drugim.
Zgazam sie z Falka i z Anemonne, ktora napisala "Według mnie już samo to, że "musi być w domu żeby mu obiad odgrzać" już jest patologią. A on sobie gazu pod patelnią nie umie włączyć, czy co? Wpienia mnie to, że niektóre kobiety traktują swoich mężów jak niepełnosprawnych - myślę, że to już taki charakter kobiety i nie ma to nic wspólnego z "przemianą po ślubie". Nie każdego ślub tak zmienia, to chyba trzeba mieć we krwi już."
CALKOWITA RACJA!
Znam takie pary, gdzie partnerka lub partner siedzi w domu, bo nie moge wyjsc on ub ona mi zabronila, musze siedziec w domu bo tu jest moje miejsce! Co za paranoja, od razu bym z takiego zwiazku uciekala i ucieklam w gruncie rzeczy
Zwiazek to nie wiezienie, ale dzielenie zycia z nasza druga polowka.
Zgadzam się. A potem jest temat, że po 10 latach mąż ma kochankę, uczucie wygasa, czuję się niekochana itp, itd. No i to wszystko bierze się stąd, że kobietom się wydaje, że one po ślubie to mają gotować obiadki, odgrzewać, dmuchać i chuchać. A mąż rączek nie ma żeby sobie odgrzać? Zawsze może kupić mikrofalówkę. Obiad trzeba ugotować to wiem na pewno nie będąc żoną, bo sama lubię coś zjeść na ciepło, ale bez przesady! Wiadomo gdzie lodówka stoi i gdzie chleb leży. Wydaje mi się, że ten brak czasu dla znajomych po ślubie jest przesadzony. Ja widzę, że to właśnie jest więcej czasu! Bo ukochany jest obok i nie trzeba planować kolejnego spotkania z nim. Można się umówić razem lub oddzielnie, u siebie w mieszkaniu lub u kogoś. Jest dużo możliwości tylko z nich nie korzystamy, a potem jest płacz i zgrzytanie zębów, bo "jestem sama".
Dokladnie, jesli facet mysli, ze kobieta jest od tego aby posprzatala,pozmywala,ugotowala,podala,przyniosla to jest w bledzie.
Oczwiscie ja nie mowie,ze tego nie robie bo uwielbiam gotowac, uwielbilam zajac sie sprzataniem choc by dla zabicia nudy.
Ale faceci tez maja rece i nogi
Tak samo jak ja moge mu podac, on moze wstac i sam pojsc bo cos, lub odgrzej mi obiad, mozesz zrobic to sam. Moze teraz przesadzam ale w zwiazku powinno byc unormownie! Ja moge to zrobic ale nie ciagle i nie bez przerwy bo jak facet sie przyzwyczai to bedzie katastrofa!
Trzeba ulatwiac sobie zycie a nie utrudniac. Niektorzy mezczyzni powinno miec na imie LENISTWO
Ale nie wszyscy ![]()
I musze przyznac, ze kiedys tak nie myslalam i bylam w takim zwiazku przynies podaj pozamiataj bo i tak siedzisz w domu!
Oj nie nie nie nigdy wiecej, i jesli zwiaze sie z kims to gdy bedzie odpowiedni czas uswiadomiwe go o swoich pogladach i albo to zaakceptuje albo po prostu to nie bedzie ten.
Tak,ze kobiety nie dajmy sie zmanipulowac i szanujmy sie w zwiazku nie mozna nikogo zamknac w klatce i to sie tyczy rowniez mezczyzn. ![]()
Dokladnie, jesli facet mysli, ze kobieta jest od tego aby posprzatala,pozmywala,ugotowala,podala,przyniosla to jest w bledzie.
Zgadza się! Oczywiście nie ma co popadać w skrajność i totalny feminizm i udawać wielce niezależną panią-nie-dotknę-się-do-niczego. Powszechnie wiadomo, że facet głodny to zły więc należy postawić przed nim raz dziennie tą michę jedzenia dla naszego świętego spokoju. A jak nie postawimy osobiście to zostawić miejscu ogólnie dostępnym i nieskomplikowanym, żeby sam znalazł. Równowaga musi być wszędzie. Mogę robić pranie i prasować, ale on może odkurzać. Ja mogę gotować obiady, ale on może chodzić rano po chleb i robić śniadania! Oczywiście jeżeli jest tak, że facet pracuje od rana do nocy a kobieta siedzi w domu, bo np taka jest sytuacja i musi to inna sprawa, ale wydaje mi się, że taka sytuacja nie może trwać wiecznie i za jakiś czas należy wrócić do zdrowej równowagi.
24 2011-07-23 15:40:23 Ostatnio edytowany przez Black_Cat (2011-07-23 15:41:13)
A w dziejszch zwiazkach wiele, oj bardzo wiele takich sytuacji jest,ze ktos chce wyjsc bez partnera/partnerki, ale ta druga strona sie nie zgadza, bo po prostu dlaczego? Nie ma zaufania....
Dla mnie zaufanie to bardzo wazna rzecz w zwiazku, bez tego bym sie nie dogadala z nikim bo przeciez myslala bym, kurcze on chce wyjsc sam pewnie chce mnie zdradzic, badz kurcze mowil ze wroci o 12 a jest 1 pewnie poszedl z jakas kobieta...
Wiesz tu tez może chodzić o to że jak jedno może wyjść skoro drugie ma zostać samo.. Straszne ![]()
Musimy czasem wyrwac sie od naszego ukochanego/ukochanej i to dobrze robi dla zwiazku.
Dokładnie
Trzeba czasem dać możliwość żeby za sobą zatęsknić ![]()
Tak,ze kobiety nie dajmy sie zmanipulowac i szanujmy sie w zwiazku nie mozna nikogo zamknac w klatce i to sie tyczy rowniez mezczyzn. smile
O taaak pokażmy kto tu rządzi:P Hehe. A tak poważnie to musimy znać swoją wartość i nie dać się zwariować.
25 2011-07-23 15:40:35 Ostatnio edytowany przez Anemonne (2011-07-23 16:21:22)
Dziewczyny jesli kazdy by myslal tak jak my, nie bylo by takich problemow!
Oczwiscie raz na jakis czas mozna zrobic cos od siebie, dla siebie
Ale nie popadajmy w rutyne! Kobieta to powszechnie "kura domowa", ale nie nie nie kochani
Ja ugotuje - on moze pozmywac
Ja robie sniadanie - ale ty idziesz do sklepu po swieze pieczywo.
Musimy ulatwiac sobie zycie. A nie ciagle je kaplikowac bo to nie dazy do niczego dobrego.
I wiem co mowie
Spotykam sie z wieloma ludzmi, osobami i co niektore sytuacje mnie przerazaja.
Kiedys spotkalam sie z powiedzeniem "Baba dom!Tam jest jej miejsce" Ze co? Baba w domu a facet co?
Haha ![]()
Jak bym spotkala takiego faceta ktory tak mysli choc bym cos do niego czula to SPADAJ NA DRZEWO!
Nie ten to inny, trudno ![]()
Dlatego po slubie, nasze zycie towarzskie nie powinno mocno ulegac zmianie!
Musimy pozwolic sobie na troche "odpoczynku" od naszej milosci ![]()
A wulgaryzmy to po co? Anemonne
Ciekawa jestem co mężczyźni myślą o tym wszystkim. Może któryś by się wypowiedział ![]()
Rownez jestem tego bardzo ciekawa.
Zdanie mezczyzn duzo by nam wyjasnilo.
Zobaczyly bysms czy mamy podobne poglady. ![]()
"Gdzie Ci mezczyzni....."
![]()
Ciekawa jestem co mężczyźni myślą o tym wszystkim. Może któryś by się wypowiedział
Mój facet często sam mówi mi żebym gdzieś wyszła, bo np. mam ciężki okres na studiach i mnóstwo pracy. Chociaż znam takich gagatków, co to "albo wychodzimy razem, albo siedzimy w domu" - z naciskiem na to drugie.
Temat dość mocno zszedł w klimaty obowiązków domowych, więc może jeszcze dorzucę swoje trzy grosze. Może się to wydać komuś absurdalne, ale wyznaję zasadę (a mój partner się dostosował) że obowiązki domowe powinny być przyjemnościami. Tak jak pisała wcześniej Anemonne - chcę to gotuję, nie chcę - nie gotuję; chcę to sprzatam, nie chcę - trudno, poczeka. A jakikolwiek przymus niszczy tę przyjemność, i zaczynamy te czynności postrzegać jako kierat. Nie tędy droga - przecież dużo rzeczy można wykonywać razem (sprzątanie, gotowanie), albo na zmianę (w zależności od wolnego czasu).
No jasne, że bycie żoną nie powinno być tkwieniem w więzieniu. Gdyby nie pewne bariery, to już byłabym gotowa wyjść za mojego chłopaka, mieć z nim dziecko i nie żartuję , lecz to nie znaczy, że straciłabym czas dla koleżanek . Potrafię organizować czas i wiem, że takie ciągłe siedzenie w domu z partnerem jest złe.
Jak bede miala w przyszlosci partnera to wprowadze te wszystkie zasady w zycie oczwiscie sa kompromisy.
Mam nadzieje, ze nie uzna mnie za wariatke ![]()
a ja odnosząc się do tematu uważam ze małżenstwo zamyka pewne furtki..
nie jestem przysłowiową kurą domową , uważam ze mojemu meżowi ręce rosły z ramion a nie d.. żeby sobie nie zagrzał obiadu , ale staram sie na niego czekac , upiec ciasto aby w domu pachniało , lubie wypic z nim kawke i serio nie sa mi potrzebne do tego spotkania ze znajomymi..
mamy dzieci , dom , obowiązki i powiem wam szczerze że brak mi czasu na drinkowanie ze znajomymi ale nie przez zła organizację ale z tego powodu że lubimy inaczej spędzac wolny czas:):)
a już totalnie nie wyobrażam sobie tego jak to panuja jakas dziwna moda że facet ma swoje wyjścia a kobieta swoje , pół nocy ich nie ma , spotykają się rano i jak gdyby nigdy nic..
może jestem dziwna , staroświecka ale tak jak pisałam gdy jest rodzina , są dzieci to na nich nalezy skupić swoją uwagę bo czasami przez takie imprezy , spotkania można dostac niezłego kopniaka od zycia i żałować..
a ja odnosząc się do tematu uważam ze małżenstwo zamyka pewne furtki..
nie jestem przysłowiową kurą domową , uważam ze mojemu meżowi ręce rosły z ramion a nie d.. żeby sobie nie zagrzał obiadu , ale staram sie na niego czekac , upiec ciasto aby w domu pachniało , lubie wypic z nim kawke i serio nie sa mi potrzebne do tego spotkania ze znajomymi..
mamy dzieci , dom , obowiązki i powiem wam szczerze że brak mi czasu na drinkowanie ze znajomymi ale nie przez zła organizację ale z tego powodu że lubimy inaczej spędzac wolny czas:):)
a już totalnie nie wyobrażam sobie tego jak to panuja jakas dziwna moda że facet ma swoje wyjścia a kobieta swoje , pół nocy ich nie ma , spotykają się rano i jak gdyby nigdy nic..
może jestem dziwna , staroświecka ale tak jak pisałam gdy jest rodzina , są dzieci to na nich nalezy skupić swoją uwagę bo czasami przez takie imprezy , spotkania można dostac niezłego kopniaka od zycia i żałować..
Zgodze sie rowniez z Toba, ale to zalezy tez od partnerstwa nie sadzisz?
Skoro Tobie jest tak dobrze i jestes szczesliwa to bardzo dobrze nikt nie musi wprowadzac tego co tu piszemy w zycie, ale nadal uwazam, ze tak jest po prostu latwiej.
A co do tego, ze kobieta wychodzi sama, mezczyzna sam i jak rano jak gdyby nigdy nic. A to jakas straszna rzecz, ze rano mamy o tym rozmawiac i miec jakies wyrzuty sumienia? Takie wypady raz na jakis czas dobrze robia dla zwiazku i wiem cos o tym
Dlaczego kopniaka w dupe? Wspomnialam juz, ze nie robimy czegos wbrew woli sobie i wbrew woli partnera ![]()
Ale kazdy ma na ten temat inne zdanie. Partnerstwo nie moze skladac sie z samych obowiazkow, bo to zadna przyjemnosc ![]()
a ja odnosząc się do tematu uważam ze małżenstwo zamyka pewne furtki..
nie jestem przysłowiową kurą domową , uważam ze mojemu meżowi ręce rosły z ramion a nie d.. żeby sobie nie zagrzał obiadu , ale staram sie na niego czekac , upiec ciasto aby w domu pachniało , lubie wypic z nim kawke i serio nie sa mi potrzebne do tego spotkania ze znajomymi..
mamy dzieci , dom , obowiązki i powiem wam szczerze że brak mi czasu na drinkowanie ze znajomymi ale nie przez zła organizację ale z tego powodu że lubimy inaczej spędzac wolny czas:):)
a już totalnie nie wyobrażam sobie tego jak to panuja jakas dziwna moda że facet ma swoje wyjścia a kobieta swoje , pół nocy ich nie ma , spotykają się rano i jak gdyby nigdy nic..
może jestem dziwna , staroświecka ale tak jak pisałam gdy jest rodzina , są dzieci to na nich nalezy skupić swoją uwagę bo czasami przez takie imprezy , spotkania można dostac niezłego kopniaka od zycia i żałować..
No, ale nikt nie mówi, żeby chodzić na imprezy i upijać się na umór mając rodzinę.
Ja nawet nie lubię imprez.
Po prostu, nawet, gdy będę mieć rodzinę, to i tak będę spotykać się z koleżankami, wiadomo że nie codziennie, nie co kilka dni, ale nie zrezygnuję z tego, nawet zwykłe spotkanie na babskie zakupy jest fajn e - przynajmniej dla mnie i dla mnie to jest życie towarzyskie, ale każdy lubi co innego ![]()
NIEDOCENIONA chyba zle zinterpretowałas to co napisąłam
ja nie pisąłam o tym że dziewczyna ma postąpić tak i tak , po prostu wyraziłam swoje zdanie i taki był cel osoby zakładajacej watek
ja po prostu uważam ze przez take sytuacje tworzą się niedomówienia , plotki , w konsekwencji czesto kłótnie..
nie nazwałabym tego jak Ty partnerstwem ale UKŁADEM .. a wiesz kto najcześciej na tym cierpi??? dzieci..
ja oczywiście uważam ze raz na jakiś czas dla podkolorowania związku trzeba się wyrwać , ale razem , ja tak pojmuje miłośc i zobowiązanie po prostu
piszesz dlaczego kopniaka???
znam z autopsji parę która balowała , grilowała , było cudnie , zaczęły sie plotki konflikty , alkohol , z ich miłości nic nie zostało a jedynie finansowe zobowiazania.. smutne ale prawdziwe..
Ja nie mowie o tym aby za kazdym razem wchodzic osobno ![]()
Ale raz na jakis czas wyrwac sie z kolezankami lub z kolegami to naprawde dobra sprawa.
Ale kazdy ma na ten temat inne poglady ![]()
I masz racje, ze malzenstwo zamyka pewne furtki, ale jesli ktos chce, bawic, szalec i balangowac nie decyduje sie na zwiazek w ktorym trzeba sobie odmowic niektorych rzeczy ![]()
Niedomówienia i plotki nie biorą się z oddzielnych wyjść, tylko z tego, że para nie potrafi ze sobą rozmawiać. A kiedy w związku brak jest szczerości i zaufania to banalny późniejszy powrót z pracy (bo był wypadek i korek powstał) jest pretekstem do podejrzliwości i kłótni.
Poza tym, partnerstwo to właśnie układ, przynajmniej w mojej definicji. To wspólne(!) ustalenie reguł i zasad, które rządzić będą życiem dwojga osób, i trzymanie się ich. Jasne, że potrzeba tu bardzo dużo taktu, umiejętności komunikacji i wspomnianego wcześniej zaufania - ale myślę że warto próbować. O ile rodzina tzw. patriarchalna jest dużo łatwiejsza do organizacji (każdy zna swoje miejsce i obowiązki narzucone z góry), to w rodzinie partnerskiej należy się nad tym napracować. Sporo trudu - ale możemy zyskać możliwość spełniania się wszystkich osób.
Oczywiście jak są już dzieci to mimo wszystko jest trudniej i wtedy pewnych rzeczy sobie odmawiami, zmienia się nasz harmonogram dnia i priorytety, ale wydaje mi się, że i z tym można sobie poradzić. Może nie wychodzić co tydzień, ale raz w miesiącu podrzucić na weekend dzieci do dzidków to nie jest wielki wyczyn ani poświęcenie. Jeżeli nawet z rodziną nam się nie za bardzo układa bądź sa inne problemy to uważam, że zawsze znajdzie się jakaś dobra znajoma, która z tymi dziećmi posiedzi, żebyśmy mogli wyrwać się parę godzin.
Właściwie związek i rodzina kojarzy mi się tylko z jednym ograniczeniem - brak intymnych kontaktów z innymi osobami. Poza tym mogę robić wszystko, co robiłam dawniej. Kojarzę taki czas, kiedy, zarówno ja, jak i wiele moich koleżanek, wpadłyśmy w swoje pierwsze związki i wtedy faktycznie najważniejszy był chłopak i nowa rola niż dawni znajomi i rozrywki. Ale to minęło. Na palcach jednej ręki mogę policzyć koleżanki, które zamieniły się w kury domowe i odmawiają wyjścia "bo obiad trzeba zrobić". Reszcie wrócił rozumek na swoje miejsce i czasem robią obiadki, a czasem idą ze mną na piwo ![]()
no to po co się wiązac formalnie??? jesli tak fajnie można robić co nam strzeli do głowy to po co małżenstwo???dla mnie to zabawa w dom a nie ciepłe spokoje miejsce w którym i małzonkowie czują się bezpiecznie i ich dzieci...
no to po co się wiązac formalnie??? jesli tak fajnie można robić co nam strzeli do głowy to po co małżenstwo???dla mnie to zabawa w dom a nie ciepłe spokoje miejsce w którym i małzonkowie czują się bezpiecznie i ich dzieci...
Zupelnie odbieglas o tematu.
My nie mamy na mysli, ze kazdy codziennie wychodzi sam, bawi sie, i balanguje!!!
Tu nie chodzi by robic co nas strzeli do glowy, blednie odczytalas nasze posty.
no to po co się wiązac formalnie??? jesli tak fajnie można robić co nam strzeli do głowy to po co małżenstwo???dla mnie to zabawa w dom a nie ciepłe spokoje miejsce w którym i małzonkowie czują się bezpiecznie i ich dzieci...
Oj nie przginajmy też w drugą stronę - nie mówimy tutaj o robieniu nie wiadomo czego, balowaniu co wieczór, tylko o zachowaniu odrobinki czasu dla siebie, czy jak pisze Teo - wyjściu gdzieś razem.
Może jeszcze nie mam dzieci, ale mam już dom, który tworzę razem z moim partnerem. I jest to dobre, spokojne miejsce, gdzie czujemy się bezpiecznie, lubimy spędzać czas. Ale lubimy też się od niego oderwać (razem bądź osobno), także by docenić to ciepło i komfort.
A ja myślę, że dopiero zobaczycie jak to jest jak przyjdą dzieci i małżeństwo. I takie gdybanie też przechodziłam i sama wiem, że jestem sklonna do przesady- zrobiłam z siebie kurę domową a to za namową teściowej, mamy itp. za dużo rad sie nasłuchałam i jestem taka osoba która we wszystkim chce wypasć dobrze, w byciu mama, żoną itp.
A co do wyjścia z koleżankami, ja się z nimi spotykam wyłącznie przy kawie od czasu do czasu i wiecie dlaczego nie robię tego często i z przyjemnością? Bo po prostu z tymi kumpelami z którymi miałam kiedys świetny kontakt, teraz nie mam o czym rozmawiać. Ja jestem na innym etapie w życiu, one na innym. Na prawdę w codzinnej szarości dnia nie chce mi sie wysluchiwać, jakich ona chłopaków poznała i co sobie kupiła nowego itp.
Życie rodzinne polega na partnerstwie, oddaniu, poświęceniu i także na nie lada wyzwaniu- w naszej polskiej rzeczywistości.
SZREK dokładnie popieram w 100%
FALKA uwierz , gdy mąż pracuje po 10 , 12 godzin , przychodzi na swiat dziecko , to nie ma się ochoty i czasu na wyjścia..
ja jestem 13 lat po slubie mamy 2 dzieci i nigdy nie chodziliśmy osobno albo razem albo wcale po prostu..
dzieci , obowiązki , codzienne pchanie zycia weryfikuje wiele postanowień..
i moze się zdziwicie ale ja w towarzystwie swojej małej rodziny nigdy sie nie nudzę i nie musze szukać odskoczni w wyjściach i szukaniu wiatru w polu;);)
moja wypowiedz moze wynika też z tego że mam szwagierkę która podrzuca dziecko swojej teściowej , bawiąc się co weekend lub dwa , mąż jej też idzie kiedy chce a to na mecz a to na piwo z kolegami a to do mamusi sam jedzie.. a gdzie wspólny spacer z dzieckiem?? wspólne rozmowy?? pielęgnowanie siebie wzajemnie??
ona to widząc dosłownie robi jemu na złość , wybiera ciuchy kilka godzin an wyjscie , wykonuje mase telefonów do kolezanek która jest wolna i idzie aby dopiec mezowi.. pytam po co to wszystko?? to jest związek partnerski??
jestem zdania że to rozwiązłośc p prostu takie wychodzenie osobno i szukanie okazji tylko do czego???
młodość w sensie bycie wolnym daje nam przywileje , wtedy powinnysmy jesli mamy taką potrzebę zasmakowac zycia z różnych stron .. ale gdy jest związek , wówczas warto sie zastanowić co jest dla nas ważne..
44 2011-07-23 20:30:31 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-23 20:32:42)
No jak rodzi się dziecko, jest malutkie i jesteś z nim w domku , to wiadomo, że nie masz czasu na wyjścia, a jak już , to zapraszasz koleżankę na kawę, a dziecko śpi i to też jakiś kontakt ze śiatem, nie ? ![]()
No, ale jak już jest większe i nie absorbuje tyle Twojej uwagi, to nie jest nic złego w tym, żeby wyskoczyć z koleżanką do kina, na zakupy..:) No bo jeżeli chcesz iść np z kumpelą na zakupy, to powiedz mi czemu masz brać męża.. ?
A zachowanie Twojej szwagierki to skrajność, a my nie mówimy o tym,.
Gdzie oczywiście nie krytykuje Twojego stylu życia, masz do tego pełne prawo
I skoro jesteś zadowolona , to jest ok.
truskaweczka niestety u mnie to tak rożowo nie wyglada, bo jak ja chce wyjść to najczęściej z małą zostaje moja mama, a nie mąż. Ja boje sie go zostawić samego z dzieckiem po południu jak wraca z pracy, bo najczęściej zasypia a dziecko robi sobie co chce. Jak już go zostawiam to prędzej w weekend.
Jego też nie trzymam na krótkiej smyczy, bo chodzi kiedy chce na ryby, co mnie nurtuje, bo nie spedza czasu z nami ( oprócz tego w domu) więc ja na ryby ide z nim, bo on nie jest osobą która lubi chodzić po parku na rodzinne spacerki.
46 2011-07-23 20:49:26 Ostatnio edytowany przez ONA1977 (2011-07-23 20:50:40)
TRUSKAWECZKO ja absolutnie nie mam zamiaru się spierac , po prostu czasami warto coś napisac może ktoś przeczyta , wyciagnie wnioski i odwrotni:):)
pewnie nie masz dzieci i teraz wręcz iddyllicznie pojmujesz macierzyństwo ..
powiem ci że teraz jestem na etapie bycia mamą również 12-latki i nie jest to tak że tylko małe dzieci nas absorbują, pokusiłabym się o stwierdzenie że starsze absorbują naszą uwagę jeszcze bardziej ale innym poziomie.. ale to juz inny wątek:):)
47 2011-07-23 21:10:17 Ostatnio edytowany przez falka (2011-07-23 21:12:31)
FALKA uwierz , gdy mąż pracuje po 10 , 12 godzin , przychodzi na swiat dziecko , to nie ma się ochoty i czasu na wyjścia..
ja jestem 13 lat po slubie mamy 2 dzieci i nigdy nie chodziliśmy osobno albo razem albo wcale po prostu..
dzieci , obowiązki , codzienne pchanie zycia weryfikuje wiele postanowień..
i moze się zdziwicie ale ja w towarzystwie swojej małej rodziny nigdy sie nie nudzę i nie musze szukać odskoczni w wyjściach i szukaniu wiatru w polu;);)
Fajnie że potrafiliście stworzyć swój kącik
Może też na różne spostrzeganie problemu oddzielnych wyjść wpływa też charakter? Ja na chwilę obecną nie wyobrażam sobie zamknąć się w gronie najbliższych osób - chociaż prawdopodobnie za kilka lat te poglądy zweryfikuje życie, jak sama piszesz.
U mnie też te oddzielne wyjścia były od zawsze - a jesteśmy ze sobą ponad 3 lata. I gdybym powiedzmy miała jutro wyjść za mojego partnera za mąż, to nie wyobrażam sobie że z dnia na dzień miałabym z tego zrezygnować "bo to już nie wypada".
A tak na marginesie - wolę żeby moje kochanie obejrzeć mecz wyszło gdzieś z kumplami na miasto, niż miałby mi telewizor wraz z nimi dudnić przez prawie 2 godziny ![]()
48 2011-07-23 22:03:24 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-23 22:07:30)
truskaweczka niestety u mnie to tak rożowo nie wyglada, bo jak ja chce wyjść to najczęściej z małą zostaje moja mama, a nie mąż. Ja boje sie go zostawić samego z dzieckiem po południu jak wraca z pracy, bo najczęściej zasypia a dziecko robi sobie co chce. Jak już go zostawiam to prędzej w weekend.
Jego też nie trzymam na krótkiej smyczy, bo chodzi kiedy chce na ryby, co mnie nurtuje, bo nie spedza czasu z nami ( oprócz tego w domu) więc ja na ryby ide z nim, bo on nie jest osobą która lubi chodzić po parku na rodzinne spacerki.
No widzisz, ale wychodzisz
To nie jest źle, masz jakieś życie towarzyskie. A wiadomo, że czasem nie może być aż takie jak dawniej , bo np dziecko potrzebuje dużo uwagi itp.
Ona , nie mam dzieci, więc , masz rację, nie kwestionuję, że moje podejście kiedyś może się zmienić. Jestem młodziutka
No i oczywiśćie starsze dzieci też potrzebują uwagi, ale tu jest większe pole wyboru, gdyż takie już można zazwyczaj zostawić same w domu i nie zajmować się nim cały dzień, a wtedy np zaprosić kumpelę na kawę ![]()
Ja nie mieszkam nawet z Partnerem , więc naprawdę nie mam wielkiego doświadczenia, lecz jeżeli miałabym wybrać , to też chyba wolałabym, żeby jakbyśmy już mieszkali poszedł na piwko z kumplami niż w domu oglądał mecz - może dlatego , że nie lubię i wtedy np mogłabym przegapić coś w tv
a po drugie dlatego, że jak on ma mecz i nawet jest u siebie w domu , a ja u siebie, to zaraz do mnie dzwoni i namawia, bym też oglądała.. więc już wyorbażam sobie mieszkamy razem a on :" Kochanie, oglądaj.. ale akcja".. a ja :"No dobra" i znudzona patrzę w telewizor .. heh ![]()
powiem więcej potrafi mi nawet mecz relacjonować przez smsy ![]()
no ale z drugiej strony fajnie, że dzieli się ze mną swoją pasją ![]()
Na wszystko jest czas i właściwa pora. Jedna kobietka weźmie ślub w wieku 20 lat, inna 30 i obje będą zadowolone. Wszystko to jest kwestią indywidualną.
Co do własnego życia w związku: nie rozumiem jak dla faceta można zrezygnować ze wszystkiego, ze swojego życia, hobby, pasji czy przyjaciół. Dla mnie to chore.
Owszem, partner jest nr 1, ale potem są znajomi i moje sprawy.
Wszystko da się pogodzić. Przykładowo: w jeden weekend jedziemy na ryby, on łowi, ja czytam. A innym razem widzimy się z moimi znajomymi. I wszystko jest w porządku, on nie robi wyrzutów, a ja zadowolona.
Nie można kogo przez całe życie trzymać w złotej klatce, bo z niej zwieje ![]()
A co do żon, które są zapuszczone, siedzą w domu, a ich głowna rozrywka to brazylijskie telenowele - im stanowczo mówię 'nie'. Zawsze trzeba o siebie dbać - także o wnętrze duchowe, a nie tylko o ciało.
A ja myślę, że dopiero zobaczycie jak to jest jak przyjdą dzieci i małżeństwo. I takie gdybanie też przechodziłam i sama wiem, że jestem sklonna do przesady- zrobiłam z siebie kurę domową a to za namową teściowej, mamy itp. za dużo rad sie nasłuchałam i jestem taka osoba która we wszystkim chce wypasć dobrze, w byciu mama, żoną itp.
A co do wyjścia z koleżankami, ja się z nimi spotykam wyłącznie przy kawie od czasu do czasu i wiecie dlaczego nie robię tego często i z przyjemnością? Bo po prostu z tymi kumpelami z którymi miałam kiedys świetny kontakt, teraz nie mam o czym rozmawiać. Ja jestem na innym etapie w życiu, one na innym. Na prawdę w codzinnej szarości dnia nie chce mi sie wysluchiwać, jakich ona chłopaków poznała i co sobie kupiła nowego itp.
Życie rodzinne polega na partnerstwie, oddaniu, poświęceniu i także na nie lada wyzwaniu- w naszej polskiej rzeczywistości.
Patrząc na Twój wiek i wypowiedź jestem przerażona. Jak mozna było dać z siebie zrobić kure domowa w tym wieku?! Rzeczywiście uległaś dziwnej presji. Nie masz o czym rozmawiać z koleżankami? A może to one nie mają o czym rozmawiać z Toba? Jesteś na innym etapie życia niz one, ale to nie znaczy, że macie zupełnie inne poglądy. Co wiecej wydaje mi się, że to Ty jesteś monontematyczna, bo o czym z nimi masz rozmawiać? O przypalonym obiedzie czy kupkach dziecka? Radzę Ci dobrze dla własnego zdrowia psychicznego zacznij wychodzić, dziewczyno!
truskaweczka niestety u mnie to tak rożowo nie wyglada, bo jak ja chce wyjść to najczęściej z małą zostaje moja mama, a nie mąż. Ja boje sie go zostawić samego z dzieckiem po południu jak wraca z pracy, bo najczęściej zasypia a dziecko robi sobie co chce. Jak już go zostawiam to prędzej w weekend.
Niestety nie masz męża i dziecka, tylko dwoje dzieci. Takiego kogoś jak Twój mąż nawet nie można nazwać ojcem - bo co to za ojciec, który nie jest w stanie (albo nie chce?) kontrolować swojej senności i ma w dupsku to, czy jego dziecku nie stanie się krzywda kiedy nie będzie go pilnował? Przecież to kompletnie chore jest.
Jego też nie trzymam na krótkiej smyczy, bo chodzi kiedy chce na ryby, co mnie nurtuje, bo nie spedza czasu z nami ( oprócz tego w domu) więc ja na ryby ide z nim, bo on nie jest osobą która lubi chodzić po parku na rodzinne spacerki.
No tak - on chodzi kiedy chce i gdzie chce, a ty posłusznie drepczesz za nim, bo przecież to kobieta musi dbać o dobrą atmosferę w rodzinie i o wspólne spędzanie czasu. On nie lubi robić tego co Ty, więc Ty robisz to co on lubi robić, mimo że sama tego zapewne nie lubisz. Sama się unieszczęśliwiasz...
Życie rodzinne polega na partnerstwie, oddaniu, poświęceniu i także na nie lada wyzwaniu- w naszej polskiej rzeczywistości.
A ja nie uważam, że rodzinne życie musi polegać na poświęceniu. Oczywiście to jeszcze zależy od tego, co dla kogo jest poświęceniem, ale nie widzę powodu, by poświęcać to kim jesteś i co lubisz dla drugiej osoby - bo jeśli ta osoba tego wymaga, to znaczy że nie jest warta funta kłaków.
Annemone nie sprzeczam się i wiem, że masz rację. Wiem również że na niektóre sprawy teraz nie mam wpływu, bo za późno przejrzałam na oczy. I teraz mam się zmienić o 360 stopni? za niedługo się to zmieni, bo idę do pracy i on bedzie musiał sam o siebie zadbać, do tego jest w tym trochę mojej winy, bo to ja mu wyrywam pracę z rak, więc on się przyzwyczaił do wygody. Tylko teraz pytanie, jak to zmienić?
Teo jeśli uważasz, że kobieta posiadająca dziecko nic innego nie robi jak gada o kupkach i serialach brazylijskich to wcale się nie dziwie, że do macierzyństwa Ci się nie spieszy ( chociaż nawet i po co?)
U mnie sytuacja wygląda ineczej, bo ja w bardzo młodym wieku zostałam mamą, więc poziom myślenia kolezanek został daleko w tyle, ja musiałam szybko dorosnąc, kiedy one zajmowały się błahymi dla mnie sprawami. Tak samo chodzę do szkoły, mam swoją pasję i nie uważam, że jestem osobą z którą nie ma o czym rozmawiać- wręcz przeciwnie.
Annemone nie sprzeczam się i wiem, że masz rację. Wiem również że na niektóre sprawy teraz nie mam wpływu, bo za późno przejrzałam na oczy. I teraz mam się zmienić o 360 stopni?
O 360 stopni to byś się wcale nie zmieniła ![]()
Dlaczego piszesz, że na niektóre sprawy nie masz wpływu, bo "za późno przejrzałaś na oczy"? Co jest taką sprawą, której nie możesz już zmienić?
za niedługo się to zmieni, bo idę do pracy i on bedzie musiał sam o siebie zadbać, do tego jest w tym trochę mojej winy, bo to ja mu wyrywam pracę z rak, więc on się przyzwyczaił do wygody. Tylko teraz pytanie, jak to zmienić?
Jak zmienić? Przestać go we wszystkim wyręczać. Jakkolwiek to brzmi, musisz zacząć się zachowywać egoistycznie - rób wszystko tak, żeby to Tobie było wygodnie i żebyś Ty była zadowolona. Oczywiście na początku będzie się strasznie buntował, ale potem się przyzwyczai - rzecz jasna pod warunkiem, że będziesz wystarczająco konsekwentna i nie "złamiesz" się.
Swoją drogą tak właśnie niektóre matki wychowują swoich synów - wyrywają im pracę z rąk, a potem taki synuś dorasta i jest ostatnią życiową pierdołą. Ja mojego faceta musiałam nauczyć od początku sprzątać, zmywać naczynia, gotować a nawet obierać ziemniaki (dacie wiarę, że zanim mnie poznał nigdy tego nie robił?), ale moja cierpliwość (no, czasem niecierpliwość bo zdarzało mi się zwyczajnie go złajać jak burą sukę kiedy widziałam, jakie ma dwie lewe ręce
) się opłaciła i teraz wszystko potrafi zrobić sam i nie muszę prowadzić go za rączkę przez życie. Na pewno bardzo istotny był tu fakt, że on miał chęć by się tego wszystkiego nauczyć - nie ma poglądów typu "niech kobieta wokół mnie skacze", tylko po prostu jego matka nigdy nie pozwalała mu się do czegokolwiek dotknąć i to go irytowało. Jak się przekonał, jaki mam charakter, to już wiedział że ja mu matkować nigdy nie będę
Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której podaję mężusiowi codziennie obiadek i ciepłe kapcie. To po prostu nie ja, musiałabym dokonywać psychicznego gwałtu na sobie, a do tego skłonna też nie jestem.
SZREK
oj teraz to nie łatwo będzie go odzwyczaić
powiem ci że ten problem tez po czesci jest moim udziałem a konkretnie moich rodziców..
moja mama tak naucyzła ojca że jak on wraca to siada je , nawet talerza nie odstawi po sobie i dzie oglądac Kiepskich ..
ja sobie wrecz nie wyobrażam jak tak mozna funkcjonowac.. jestem mamą , zoną , znam swoje obowiązki ale zawsze powtarzam ze mam 2 dzieci a nie 3 w postaci dokoptowanego meża
moja mam się szalenczo dziwi jak to moze byc że ja np nie pakuję mojego męza jak on jedzie na kontrakt.. a pytam dlaczego mam to robić??? ma wyprane wyprasowane a wsadzić do torby tez ma nie umieć/?
gdy jest w domu to on wsatje pierwszy , nawet robi śniadanie do łózka , ale musiał do tego dorosnąc , ja też zaczełam wymagac.. chyba chciałam podświadomie zapobiec wpadki w kompot jaką zaliczyła moja mama
nauczyła ojca ze on ma obowiązek tylko PRACA a ona całą resztę , z pewnością wiesz że miodu nie ma i nie raz sie wscieka lub zwyczajnie milczy ..
teraz po 40 latach po slubie nie zmieni tego ale my młode mezatki mozemy zacząc wymagać , oczekiwać , zycie jest tylko jedno i to się własnie nazywa partnerstwo o którym wczesniej była mowa..
Annemone nie sprzeczam się i wiem, że masz rację. Wiem również że na niektóre sprawy teraz nie mam wpływu, bo za późno przejrzałam na oczy. I teraz mam się zmienić o 360 stopni? za niedługo się to zmieni, bo idę do pracy i on bedzie musiał sam o siebie zadbać, do tego jest w tym trochę mojej winy, bo to ja mu wyrywam pracę z rak, więc on się przyzwyczaił do wygody. Tylko teraz pytanie, jak to zmienić?
Teo jeśli uważasz, że kobieta posiadająca dziecko nic innego nie robi jak gada o kupkach i serialach brazylijskich to wcale się nie dziwie, że do macierzyństwa Ci się nie spieszy ( chociaż nawet i po co?)
U mnie sytuacja wygląda ineczej, bo ja w bardzo młodym wieku zostałam mamą, więc poziom myślenia kolezanek został daleko w tyle, ja musiałam szybko dorosnąc, kiedy one zajmowały się błahymi dla mnie sprawami. Tak samo chodzę do szkoły, mam swoją pasję i nie uważam, że jestem osobą z którą nie ma o czym rozmawiać- wręcz przeciwnie.
szerek nie pisałam nic o serialach brazylijskich:) Moje koleżanka, starsza od Ciebie kilka lat jest od prawie roku mamą i nie uważam jej za osobą ograniczoną czy głupią, ale prawie do tej pory była monotematyczna. Taki urok nowej mamy. Ja na macierzyństwo mam jeszcze czas i tak, na razie mi się nie spieszy. Przykre, że musiałaś szybko dorosnąć, ale chyba przesadziłaś trochę w tej dorosłości. Jeżeli koleżanki nie pasują trzeba je zmienić, takie moje zdanie, albo machnąć ręką i raz na jakiś czas trochę "zgłupieć" i pogadać z nimi o głupotach. Ale nie można się od nich izolować kompletnie, bo człowiek może zwariować. Poza tym sama piszesz, że "ugłaskałaś" sobie męża i nawet boisz się go z dzieckiem zostawić. Uwiązałaś się i teraz jest ostatni moment żeby niektóre rzeczy poodwracać, bo potem będzie za późno i zostanie tylko płacz i lament. Ratuj się póki możesz.
Anemone wszystko zależy od charakteru, ale powiem Ci szczerze, że większosci mojego zachowania bierze się nie z tego żeby przypodobać się jemu, czy przed nim zabłysnąc jaką to ja jestem super kurą domową
ale żeby pokazać to jego matce z którą mieszkamy, nie potrafię zrobić komuś na złość a nic mnie tak nie irytuje jak krytyka innej kobiety- ja mam zawsze ugotowane, posprzątane, wszystkie obowiązki zrobione na tip top. No dobra, nie zawsze czasem lenistwo bierze nade mną górę, ale po prostu taki mam charakter, jestem cholernie obwiązkowa.
A mój facet też potrafi ugotować obiad, sprzatnąć. Tylko jeśli ja siedzę w domu to co ja mam innego do roboty? Ale odchodzimy od tematu.
57 2011-07-24 13:32:26 Ostatnio edytowany przez Mokczita (2011-07-24 13:33:27)
O losie ! Co ja tu czytam !
Przede wszystkim nie rozumiem jak można zaniedbywać swoje własne potrzeby dla teściowej. Rezygnować z własnego życia towarzyskiego czy chwili relaksu tylko dlatego aby : włączyć pranie, wyprasować koszule męża, zmienić firanki, wyłączyć pranie, rozwiesić je, zrobić obiad, odkurzyć i wprawić mopa w ruch, a na koniec umyć naczynia. Nie jestem bałaganiarą, wręcz przeciwnie, bardzo lubię porządek. Raz na tydzień, najczęściej w sobotę odkurzam, dwa razy w tygodniu ścieram kurze, raz na tydzień również robię pranie. Oczywiście pomijam ten schemat, kiedy organizuję posiadówę ze znajomymi czy większą uroczystość... Ale nie zamierzam po ślubie zwariować i sprzątać za każdym razem, bo teściowa przyjeżdża (być może moja opinia bierze się również z tego, że moja obecna, potencjalna teściowa najchętniej przyjeżdżałaby 2 razy w tygodniu ;p). Mieszkanie moje i mojego partnera - nasza gospodarka, która nie jest do oceniania !
Mokczita ja mieszkam z teściową, więc jak nwet jak naczyń po sobie nie pozmywam, to słyszę, że ona musiała to zrobić itp. Dzięki Bogu mam zmywarkę.
A po drugie moje dziecko robi tajfun, niechętnie sprząta po sobie ale we trójkę mieszkamy na jednym pokoju więc wystarczy trochę zabawek, niewyniesiony talerz i już się bałagan robi- nie zaprzeczam mam dosyć- czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami, wyjść i już nigdy nie wrócić.
Mokczita ja mieszkam z teściową, więc jak nwet jak naczyń po sobie nie pozmywam, to słyszę, że ona musiała to zrobić itp. Dzięki Bogu mam zmywarkę.
A po drugie moje dziecko robi tajfun, niechętnie sprząta po sobie ale we trójkę mieszkamy na jednym pokoju więc wystarczy trochę zabawek, niewyniesiony talerz i już się bałagan robi- nie zaprzeczam mam dosyć- czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami, wyjść i już nigdy nie wrócić.
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! <SZOK> !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Czytałam Twoje posty, ale nie zwróciłam uwagi na wiek, dopiero teraz.. Matko!!! Miałam wrażenie, że czytam posta osoby 35+, a Ty masz niecałe 20 lat. No słów mi brakuje, żeby opisać w jak wielkim szoku jestem. Dziewczyno, ja w Twoim wieku latałam po imprezach, zachlewałam się na umór, więc po prostu ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś w tym wieku może być tak zniszczony życiem rodzinnym. Nie możesz tak dalej wszystkiego ciągnąć tylko po to by się komuś przypodobać. Kochana jak ty teraz masz takie myśli to jak Ty dobijesz 30lat to będziesz mentalnie staruszką. Rozumiem, że masz dziecko i obowiązki, ale do cholery nie daj się zwariować, nie może tak być dalej. Kurde daj sobie troche luzu - zabawki porozrzucane, brudne talerze, no przecież nie jesteś robotem, facet nie może tego ogarnąć? Normalnie w głowie mi się to nie mieści. A co z Twoją edukacją? W jakim wieku masz dziecko? Może wartoby pomyśleć o jakimś żłobku/przedszkolu pójść do pracy, a zaocznie do jakiejś szkoły. Musisz mieć konatkt z ludźmi i rozwijać się jednocześnie. Przecież w takim wieku siedząc z dzieckiem w domu i wypełniając przykładnie obowiązki idealnej Pani domu to za kilka lat zwariujesz. Przecież każdy potrzebuje okresu beztroski, jakiejś rozrywki, a im bardziej będziesz popadać w rutnę to tym bardziej te pragnienia będą z Ciebie wychodzić i będzie Ci coraz gorzej. Powinnaś pomyśleć nad tym i coś zmienić, kurde tak się nie da normalnie funkcjonować ![]()
A po drugie moje dziecko robi tajfun, niechętnie sprząta po sobie
Ojoj, to trzeba dziecko nauczyć sprzątania, nierozrzucania zabawek. Jeśli nie zaczniesz tego robić teraz, to nawet jeśli za kilka lat będzie miało własny pokój, to nie będzie jak do niego wejść przez bałagan. A Ty skończysz jako mamusia która przypomina raz, drugi i piąty o sprzątnięciu, a potem wzdycha i idzie sama sprzątnąć pokój dziecka.
Tisha ma rację - zrób coś żeby nie zwariować.
61 2011-07-24 18:11:56 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-07-24 18:19:36)
szerek napisał/a:A ja myślę, że dopiero zobaczycie jak to jest jak przyjdą dzieci i małżeństwo. I takie gdybanie też przechodziłam i sama wiem, że jestem sklonna do przesady- zrobiłam z siebie kurę domową a to za namową teściowej, mamy itp. za dużo rad sie nasłuchałam i jestem taka osoba która we wszystkim chce wypasć dobrze, w byciu mama, żoną itp.
A co do wyjścia z koleżankami, ja się z nimi spotykam wyłącznie przy kawie od czasu do czasu i wiecie dlaczego nie robię tego często i z przyjemnością? Bo po prostu z tymi kumpelami z którymi miałam kiedys świetny kontakt, teraz nie mam o czym rozmawiać. Ja jestem na innym etapie w życiu, one na innym. Na prawdę w codzinnej szarości dnia nie chce mi sie wysluchiwać, jakich ona chłopaków poznała i co sobie kupiła nowego itp.
Życie rodzinne polega na partnerstwie, oddaniu, poświęceniu i także na nie lada wyzwaniu- w naszej polskiej rzeczywistości.Patrząc na Twój wiek i wypowiedź jestem przerażona. Jak mozna było dać z siebie zrobić kure domowa w tym wieku?! Rzeczywiście uległaś dziwnej presji. Nie masz o czym rozmawiać z koleżankami? A może to one nie mają o czym rozmawiać z Toba? Jesteś na innym etapie życia niz one, ale to nie znaczy, że macie zupełnie inne poglądy. Co wiecej wydaje mi się, że to Ty jesteś monontematyczna, bo o czym z nimi masz rozmawiać? O przypalonym obiedzie czy kupkach dziecka? Radzę Ci dobrze dla własnego zdrowia psychicznego zacznij wychodzić, dziewczyno!
Zgadza się. Szerek zrobiła to na własne życzenie i niańczy też swojego faceta, który jest kompletnie niedojrzały. Jeżeli nic nie zmieni, to będzie nieszczęśliwa.
I ja Cię nie potępiam, że szybko zaszłaś w ciąże, tylko każda z nas uważa, że powinnaś trochę wyjść do ludzi ![]()
Szerek, dobrze, że pójdziesz teraz do pracy. A jak to zmienić? Powiedzieć mu : " Kochany, to też Twoje dziecko, teraz wychodzę i masz się nim zająć". Tylko tu teściowa też powinna Cię wesprzec. Kto to widział , żeby ojciec dziecka tak robił. I nieważne czy ma 20- czy 25 lat, dziecko umiał zrobić? To niech zajmie się.
No i jak pisze falka dziecko naucz sprzątania, zanim będzie za późno ! Nie wyręczaj. Po prostu powiedz, że musi posprzątać zabaweczki, jeżeli będzie przeciwne, to zanim tego nie zrobi, to po prostu nie pozwól mu np oglądać ulubionej bajki, zobaczysz jak zmieni nastawienie:)
Tisha nie szokuj się tak, bo Ci zostanie
pewnie, że nadmiar obowiązków mnie przybija i zachowuję się jak stara dewota
ale wtedy kiedy wy będziecie mieć po 30 lat i zmagać się z macierzyństwem, to ja będę miała odchowaną córkę i czas dla siebie, męża i na swoje zachcianki
a z resztą sama sobie nagrabiłam to mam:)
Po drugie czy wy na prawdę myślicie, że jak ktoś ma w młodym wieku to jest jakiś niedorozwinięty psychicznie? również uważam, że popełniłam głupote, ale kto ich nie popełnia.
I do waszej wiadomości uczę się! idę do pracy! i mam własne hobby! bo widzę, że raczej szufladkujecie kobiety które są matkami, jakby były jakimiś potworami bez własnego życia.
Szerek. kochana, nikt Cię nie ocenia. To jest Twoje życie i masz prawo układać je, jak chcesz. Chodzi tylko o to, żebyś nie zamykała się w domu. Możesz przecież żyć inaczej i egzekwować od Twojego faceta, by też pomagał Ci. Nie pozwól, by zostawiano z tym Cię samą. Potem bowiem możesz stwierdzić, że popełniłaś błąd, że dałaś się wmanewrować w taką rolę, a straconych lat nikt nie zwróci. Macierzyństwo to piękna sprawa, nikt nie mówi, że każda matka jest taka i owaka, sama chciałabym już być mamą
, lecz to nie zmienia faktu, że warto wychodzić do ludzi, tym bardziej, że widać, że tego pragniesz , tylko musisz pokazac swojej rodzinie, że nie będziesz wiecznie na ich zawołanie.
Tisha nie szokuj się tak, bo Ci zostanie
pewnie, że nadmiar obowiązków mnie przybija i zachowuję się jak stara dewota
ale wtedy kiedy wy będziecie mieć po 30 lat i zmagać się z macierzyństwem, to ja będę miała odchowaną córkę i czas dla siebie, męża i na swoje zachcianki
a z resztą sama sobie nagrabiłam to mam:)
Po drugie czy wy na prawdę myślicie, że jak ktoś ma w młodym wieku to jest jakiś niedorozwinięty psychicznie? również uważam, że popełniłam głupote, ale kto ich nie popełnia.
I do waszej wiadomości uczę się! idę do pracy! i mam własne hobby! bo widzę, że raczej szufladkujecie kobiety które są matkami, jakby były jakimiś potworami bez własnego życia.
A czy ktoś stwierdził, że jesteś niedorozwinieta? Nikt tu Cię nie zaatakował, po prostu z Twoich postów wynikało, że siedzisz w domu z dzieckiem, jesteś bardzo umęczona i bardzo Ci ciężko, mój post był zwyczajną troską, a nie próbą ataku. Fajnie, że idziesz do pracy i się uczysz, a także, że masz hobby. Życzę Ci powodzenia i mam nadzieję, że wszystko ułoży się po Twojej myśli.
65 2011-07-24 20:26:54 Ostatnio edytowany przez Mokczita (2011-07-24 20:27:37)
Mokczita ja mieszkam z teściową, więc jak nwet jak naczyń po sobie nie pozmywam, to słyszę, że ona musiała to zrobić itp. Dzięki Bogu mam zmywarkę.
A po drugie moje dziecko robi tajfun, niechętnie sprząta po sobie ale we trójkę mieszkamy na jednym pokoju więc wystarczy trochę zabawek, niewyniesiony talerz i już się bałagan robi- nie zaprzeczam mam dosyć- czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami, wyjść i już nigdy nie wrócić.
Tak jak wspomniała falka, dobrze by było gdybyś zaczęła swoje dziecko uczyć porządku. Wprowadzić zasadę, że bawimy się jedną zabawką, a jeżeli chce się wziąć drugą, to pierwszą należy odstawić. Wtedy 50% bałaganu zniknie (wiem ile miejsca potrafią zająć dziecięce zabawki, niestety...) i tym samym będzie mniej sprzątania. A męża również zagonić do roboty, nie tylko w opiece nad maluchem ale również do obowiązków domowych. Mieszkacie razem - więc, że przyłoży się do sprzątania to łaski nie robi - dziecka sama sobie nie zrobiłaś - więc tutaj również Cię zaszczyt nie kopnie.