witam moja historia jest długa nudna. spróbuje opisać ją w skrócie. 15 lat temu poznałam chłopaka, zaczeliśmy ze sobą chodzić. jesteśmy z innych miast. Po skończeniu szkoły podjełam prace daleko od domu ale i od niego, długo nie popracowałam poprosił abym wróciła do miasta gdzie On mieszka a załatwi mi prace. bo tęskni widywaliśmy się raz w miesiącu. nasz związek był burzliwy często się kłóciliśmy ale i zaraz godzili.oboje mamy porywcze charaktery, i jesteśmy chorobliwie zazdrośni on mnie tego "nauczył". zaczełam pracować, wynajełam mieszkanie, przychodził co dziennie ja gotowałam obiadki zjadał kochaliśmy się i szedł do swojego domu. i tak przez 6 lat,bez obowiązków wygodnie. nie bywaliśmy zbyt często w miejscach publicznych, przez niego straciłam wszystkie koleżanki a miałam ich kilka, nie chciał nigdy jezdzić do nikogo. mijały lata musiałam zmienić mieszkanie, zaproponował mi abym przeniosła się do niego,mieszka z rodzicam mają dom, zgodziłam się choć wiedziałam że łatwo nie będzie bo to trochę synek mamusi a mamusia lubi wsadzać nosek w nie swoje sprawy. z początku był ok. ale do czasu zaczeły się kłótnie a nawet awantury między nami nie wiadomo o co o drobnostki. padały co nieraz gorsze słowa, aż w pewnej kłótni powiedział abym się wyniosła a mieszkam tam za ledwie 4 miesiące, zabolało.śpimy w osobnych pokojach po tej kłótni, następnego dnia twierdził że nie chciał i wcale tak nie myśli.ale ja coś we mnie pękło zamknełam się w sobie ,choć tak naprawdę nigdy nie mieliśmy wspólnych zainteresowań,a teraz nawet i tematów, mimo tego iż jesteśmy już 15 lat nie mamy ślubu choć wiele razy jakieś plany były, a co gorsza któreś z nas nie może mieć dzieci ale on nie chce iść ze mna do lekarza. każde z nas robi swoje , ja czuje się tam obco i najchętniej bym się wyniosła. zastanawiam się nad odejściem od niego ale jak? trochę obawiam się czy to miłość czy już tylko przyzwyczajenie,czy jak odejdę to nie będę żałować bo się od niego uzależniłam , będzie bolało na pewno.Nigdy razem nie byliśmy myślę tu o urlopie, ja zawsze spędzam go w swoim rodzinnym domu wielokrotnie wspominałam mu, że nigdzie nie wyjeżdzamy, ale to nic nie dało. jak wyjść z tego tak aby nie zmarnowac sobie życia, co nie raz częściej myślę, że nie jestem szczęśliwa i mimo wieloletniego związku jestem samotna. mam wspaniałą mamę i siostry ale to nie wystarcza .moje wymagania wzrosły potrzebuję miłości,czułości, ciepła adoracji której nigdy nie miałam czasem też myślę czy nie jest on ze mną z przyzwyczajenia bo ma obiadki i zaspokojenie swoich męskich potrzeb. straciłam już połowę swego życia ja ma już 32 lata a on 37 lat i najwyższa pora coś z ty zrobić . ale czy dam radę
kończę i proszę o wasze zdanie.
dziękuje i pozdrawiam.