Witam serdecznie...
Proszę Was o pomoc...Mój 15sto letni syn zaczął samookaleczać się......
Piszcie jeśli ktoś z Was zmierzył się z tym problemem,co robić??????
Nie zmierzyłam się, ale wydaje mi się, że to może być taka moda w szkole albo coś w tym stylu? To w sumie gimnazjum. Albo chęć zaimponowania kolegom.
okaleczanie się to szerokie pojęcie.
co robi?. niektórzy walą kostkami o ściany, inni tną się po rękach , nogach, inni przebijają skóry, wyrywają włosy.
nie wiem, jaki masz kontakt z synem,
ale po pierwsze-klasyka-rozmowa. moze warto się dowiedzieć w szkole (jezeli to normalna szkola) od wychowawcy, szkolnego psychologa, pedagoga czy syn ma problemy lub czy zachowuje się normalnie.
Okaleczam się regularnie od 15 roku życia. Tnę się, drapię, uderzam się twardymi przedmiotami, wygryzam do krwi kawałki naskórka... Po okresach ,,wyciszenia" znów nadchodzą gorsze dni, gdy robię to codziennie nawet po kilka razy.
Autoagresja silnie uzależnia bo bez mówienia komukolwiek w jakiś tam sposób znajduje się ulgę w cierpieniu.
Dlatego ja radziłabym rozmowę z synem i zaproponowanie mu wizyty u psychologa lub psychiatry. Początkowe ,,niewinne" okaleczanie może niekiedy doprowadzić do próby samobójczej...
Okaleczam się regularnie od 15 roku życia. Tnę się, drapię, uderzam się twardymi przedmiotami, wygryzam do krwi kawałki naskórka... Po okresach ,,wyciszenia" znów nadchodzą gorsze dni, gdy robię to codziennie nawet po kilka razy.
Autoagresja silnie uzależnia bo bez mówienia komukolwiek w jakiś tam sposób znajduje się ulgę w cierpieniu.Dlatego ja radziłabym rozmowę z synem i zaproponowanie mu wizyty u psychologa lub psychiatry. Początkowe ,,niewinne" okaleczanie może niekiedy doprowadzić do próby samobójczej...
Całkowita Racja. Ja mam to "za sobą"..ale w każdym gorszym momencie życia to wraca,i chcę się to zrobić..to są tak strasznie natrętne myśli...że z trudem je opanowywuje..
gothka napisał/a:Okaleczam się regularnie od 15 roku życia. Tnę się, drapię, uderzam się twardymi przedmiotami, wygryzam do krwi kawałki naskórka... Po okresach ,,wyciszenia" znów nadchodzą gorsze dni, gdy robię to codziennie nawet po kilka razy.
Autoagresja silnie uzależnia bo bez mówienia komukolwiek w jakiś tam sposób znajduje się ulgę w cierpieniu.Dlatego ja radziłabym rozmowę z synem i zaproponowanie mu wizyty u psychologa lub psychiatry. Początkowe ,,niewinne" okaleczanie może niekiedy doprowadzić do próby samobójczej...
Całkowita Racja. Ja mam to "za sobą"..ale w każdym gorszym momencie życia to wraca,i chcę się to zrobić..to są tak strasznie natrętne myśli...że z trudem je opanowywuje..
Horna, Gothka, a jak to robiłyście, to te rany potem było widać, w sensie ukrywałyście je ażeby ktoś ich absolutnie nie zobaczył czy było Wam obojętne czy ktoś zobaczy czy nie?
pytam, bo niektórzy robią to na pokaz ażeby zwrócić na siebie uwagę, natomiast sa też Ci, podejrzewam mają gorsze problemy, którzy ukrywają ten fakt.
Ja ukrywałam..za żadne skarby nie chciałam aby się ktoś o tym dowiedział..Mam blizny na rękach i nogach....Panicznie się bałam że ktoś to zobaczy,teraz zresztą jak ich nie widać AŻ tak też ukrywam...
Horna, Gothka, a jak to robiłyście, to te rany potem było widać, w sensie ukrywałyście je ażeby ktoś ich absolutnie nie zobaczył czy było Wam obojętne czy ktoś zobaczy czy nie?
pytam, bo niektórzy robią to na pokaz ażeby zwrócić na siebie uwagę, natomiast sa też Ci, podejrzewam mają gorsze problemy, którzy ukrywają ten fakt.
Raczej starałam się za wszelką cenę ukryć. Cięłam się w miejscach mało widocznych- nawet na podeszwach stóp co okropnie bolało przy chodzeniu. Nie zaklejałam nic ani nie bandażowałam.
Raz tylko przed podjęciem drugiej próby samobójczej pocięłam się na nadgarstkach i ostentacyjnie obwiązałam potem bandażem. To było jak ostatni krzyk rozpaczy. Jak się okazało- bezskuteczny. Nikt nie zwrócił na to uwagi i koniec końców targnęłam się na swoje życie.
Psycholog. Samemu, bez pomocy, niewiele się zdziała.
Bardzo Wam dziewczyny współczuję, musiałyście na prawdę czuć się strasznie. mam nadzieję, nadejdzie taki czas, że ta potrzeba po prostu zniknie.
zapytałam Was, bo podejrzewam pewną osobę o to. Dziękuję.
Próba była,nieskuteczna.
rozumiem jednak, że żałujesz, ze nieskuteczna?
Od tamtej pory conajmniej kilka razy w miesiącu myślę o tym żeby spróbować jeszcze raz..
Czasem jest po prostu bardzo źle. Bardzo.
Ale odzywa się we mnie ta chęć do życia..nikła..ale jeszcze żywa i trwam .