Witam Was serdecznie,
Chciałabym bardziej przybliżyc Wam historie mojego życia oraz przdestawiając swoją osobę uzyskac od Was odpowiedz, na pytanie: jak widza mnie inni, jaka jestem. Mimo, iż mam 23 lata nadal nie wiem tak naprawde jaka jestem. Wydaje mi sie, że udaje iż czegos w sobie nie widze lub cos ukrywam. Muszę w koncu otrzasnac i spojrzec na siebie z innej strony, ale od poczatku.
Jestem dzieckiem, które było ewidentna wpadką moich ponad 40letnich rodziców. Mam rodzenstwo starsze o ponad 20 lat, które mają dzieci starsze nawet ode mnie. Od 5 wieku wychowywałam się sama, gdyż wszyscy zalozyli swoje rodziny. Jako dziecko dorastałam w atmosferze strachu i wiecznego nacisku. Zylismy bardzo skromnie. Moja mama pragneła abym zawsze przynosiła same 6, jesli dostałam 5 to bylo jedynie pytanie: a czemu nie 6? Gdy dostałam gorsza ocene, od razu slyszalam, że jaka to ja jestem, że nie zdam do nastepenej klasy itd. Moi rodzice nieustannie sie kłocili, tata czasami naduzywal alkoholu i sie awanturowal. Moja mama czepiała sie wszystkiego. Z czasem nie pomagalam jej w ogole w domu, gdyż cokolwiek bym zrobila to bylo zle, nie po jej mysli. W liceum sie zakochalam i zaczelam mocno wagarowac, jednak wszytko ukrywalam przed rodzicami. Mojej mamie przestalo, az tak mocno zalezec na ocenach, gdyz w glowie zawrocil jej moj chlopak, poza ktorym swiata nie widziala. Do domu nie moglam nikogo wpuszczac oprocz niego. Niestety ja coraz bardziej sie staczalam. Zerwał kontakt z przyjaciolmi, roztylam sie i zupelnie zamknelam w sobie. Moj chlopak zle mnie traktowal. Zalezalo mu jedynie na seksie, wiec sie z nim rozstalam. Niestety moja mama nie byla z tego zadowolona, wrecz na mnie krzyczala za to ze zle zrobila, ze juz nikogo nie spotkam i zostane sama. Wtedy tez diametlanie schudlam. Zawzielam sie zaczelam cwiczyc i solidnie uczyc sie do matury a braki mialam ogromne. Schudlam ponad 20 kg, zdalam nawet z dobrymi wynikami mature i poznalam przypadkowo obecnego meza. W domu mialam w tym czasie istne pieklo. Nie moglam znalezc pracy a mama mowila mi ze bede juz cale zycie bezrobotna, bo nigde sie na studia nie dostane. Los chcial ze znalazlam prace (upokarzajaca), w ktorej powinni pracowac jedynie mezczyzni. Jednak przyjeli mnie. Przez prawie rok dzwigalam mega ciezary, by moc oplacic studia. Tak zaczelam zaocznie studia, ktore nie byly moim marzeniem. Marzylam o pedagogice wczesnoszkolnej ale w mojej okolicy studia te byly takze w piatki a tego nie pogodzilabym z praca. Wiec poszlam na studia: ped opiekuncza i socjalna i o dziwo skonczylam je bez zadnej poprawki. W miedzy czasie zmienilam prace i poszlam na staz do przedszkole gdzie nabralam skrzydel. To byl naprawde piekny czas. Mialam prace, kochanego chlopaka, ktory zawsze mnie wspieral. Jednak staz skonczyl się. Moj chlopak oswiadczyl mi sie i w zeszlym roku wyszlam za maz i zamieszkalam w domku jednorodzinnym z moim mezem. Niestety od 2 lat nie moge znalezc pracy. Szukalam jej na niemal wszystkie sposoby i nic. Dodam, iż bronilam sie jak moglam by trafic ponownie do jakiej okropnej pracy, w ktorej strace resztke sil. No i tak siedze w domu. Zajmuje sie domem i mezem, ktory wciaz powtarza ze jest zadowlony z takiej zony, ale ja wiem ze dla wszystkich jestem nierobem i jakims sciemiaczem. Czasami chwytam jakas prace dorywcza ale to przeciez kropla w morzu. Wychodzac za maz robilam to z wielkiej milosci oraz z powodu uwolnienia sie od rodzicow. Jednak teraz gdy jestem daleko od nich, to nasze stosunki diametlanie sie odeminily! I nigdy nie pomyslalabym, ze bede za nimi tak bardzo tesknila. Sa starszymi osobami, ktore wymagaja opieki a ja ich zostawilam... teraz czuje sie podle, wiele zrozumialam. Moja matka nie ma latwego charakteru ale zawsze chciala dla mnie dobrze i nadal tak jest. W miare mozliwosci sobie pomagamy, ale odleglosc nam przeszkadza. Mieszkam tu od ponad pol roku i nie znam nikogo. Siedze w domu od rana do 17-18 sama. Potem maz wraca z pracy ale zawsze ma jakies obowiazki i nie moze zemna siedziec caly czas. I tak mija moj dzien. O kontaktu z kimkolwiek. Mamy dom i to jedynie nas tu trzyma, bo tak to bym ublagala meza na powrot do mojej miejscowosci, a teraz juz nie mam wyjscia. Muszę tu zostac i tkwic sama. W dodotku jestem obecnie w 1 miesiacu ciazy, ktorej ogromnie sie boje. Jest ona dla mnie zaskoczeniem, gdyz zawsze sie zabezpieczalismy. Ciesze sie z tego malenstwa, ale wiem ze to juz koniec moich lat mlodosci, ktorych nie wykorzystalam. Nigdy nie balowalam, nie chodzilam na dyskoteki, nie podrozowalam, nawet malo spotykalam sie z przyjaciolmi. Teraz caly swiat skupie wokol dziecka i bede dalej tkwila w domu w malenskiej wsi jedynie z dzieckiem. Boje sie ze sie znowu stocze, ze wpadne w jakas depresje z braku kontaktu z ludzmi i ze sobie nie poradze z dzieckiem. Nie mam pojecia o jego wychowaniu. Bopje sie ze moje zycie jeszcze bardziej sie pograzy. Mialam nadzieje ze teraz na lato chwyce jakas prace a teraz znowu jestem uziemniona i musze sprostac tak wanzej roli jak rodzicielstwo. Boje sie strasznie.
Proszę Was co myslicie o mojej osobie, co powinnam zrobic, jak zyc. Czekam na Wasze opinie i rady. Prosze Was, bo juz dluzej nie moge dusic tego w sobie.
Twoi rodzice popełnili błąd wychowawczy, który teraz ciągnie się za Tobą. Wymagali, a teraz kiedy ich nie ma okazuje się, że nie wiesz co masz robić, bo zawsze ktoś Tobą sterował. Wobec tego sama stawiasz sobie poprzeczki, zupełnie niepotrzebnie. Czujesz się winna uważasz,że za mało robisz. Żyjesz w przeświadczeniu, że cokolwiek nie zrobisz to i tak nie dorównasz chociażby swojemu mężowi. Czujesz się gorsza, brakuje Ci satysfakcji.
Próbujesz siebie ukarać poniekąd tylko dlatego, że nie opłacasz składek w ZUS-ie, bo prowadzenie domu to też praca.
Co innego jest brak poczucia satysfakcji z wykonywanej pracy, a co innego obawa , że ktoś znowu Ci powie, że jesteś do niczego.
Diagnoza wydaje się być trafna, ale co zrobić żeby zmienić taki stan rzeczy? Wydaje mi się, że sporo ludzi może mieć podobny problem (oczywiście w różnym stopniu zaawansowania).
Pewnie nie jestem jedyna, jednak dotad umialam z tym "jakos" zyc ale teraz gdy na swiat ma przyjsc dziecko chce zmienic siebie, swoje zycie, nastawienie ale nie wiem jak to zrobic i chyba nie ma wyjscia z tego dolka. Zostane "samotną", niedoswiadczoną, zakompleksioną, bezuzyteczna matka, ktora nie bedzie dobrym przykladem dla tego malenstwa. Tak mi przykro, że nie moge sobie z tym poradzic...
Witaj!
Najważniejsze to się nie mnie załamywać. Nie masz czym! jesteś dobra kobietą cenioną przez męża,POTRAFISZ WIELE OSIĄGNĄĆ tylko się nie bój życie niesie wiele przeciwności losu a my jestesmy do tego stworzeni zeby sobie z nimi radzić i wspierać się na innych. Wesprzyj się na mężu , jesteś przyszła matka dziecka i to ma być piękne a nie straszne. Nie masz pracy trudno mąż zarobi a Ty zajmiesz się dzieckiem . Najważniejsze to się kochac i rozumieć
Pozdrawiam
Pewnie nie jestem jedyna, jednak dotad umialam z tym "jakos" zyc ale teraz gdy na swiat ma przyjsc dziecko chce zmienic siebie, swoje zycie, nastawienie ale nie wiem jak to zrobic i chyba nie ma wyjscia z tego dolka. Zostane "samotną", niedoswiadczoną, zakompleksioną, bezuzyteczna matka, ktora nie bedzie dobrym przykladem dla tego malenstwa. Tak mi przykro, że nie moge sobie z tym poradzic...
Jesteś dobrą żona i będziesz dobrą matką. Masz większość cech DDA:
-osądzasz swoją osobę zbyt surowo
-często zadajesz sobie pytanie: "czy tak powinno być/ czy to jest normalne"
-masz trudności z nawiązywaniem kontaktów
-traktujesz siebie za bardzo poważnie
-bezustannie poszukujesz potwierdzenia i uznania u innych
- czujesz się nadmiernie odpowiedzialna
do tego zapewne
-masz kłopoty z przezywaniem radości i z zabawą
- strasznie przeżywasz zmiany, na które nie masz wpływu
- myślisz, że różnisz się do wszystkich innych
Wszakże Twój ojciec nie był" typowym " alkoholikiem ale podejrzewam, że jego zachowanie po spożyciu napojów wyskokowych miały jakiś wpływ na Twoją osobę.
Musisz przestać się obwiniać. Jak czego nie zrobisz- świat Ci się nie zawali. Nie masz prawa siebie tak surowo oceniać. Myślę, że przydałaby Ci się pomoc specjalisty.
maju owszem sporo osób boryka się z podobnymi problemami. Najlepszym rozwiązaniem jest fachowa pomoc.
Masz większość cech DDA:
-osądzasz swoją osobę zbyt surowo
-często zadajesz sobie pytanie: "czy tak powinno być/ czy to jest normalne"
-masz trudności z nawiązywaniem kontaktów
-traktujesz siebie za bardzo poważnie
-bezustannie poszukujesz potwierdzenia i uznania u innych
- czujesz się nadmiernie odpowiedzialnado tego zapewne
-masz kłopoty z przezywaniem radości i z zabawą
- strasznie przeżywasz zmiany, na które nie masz wpływu
- myślisz, że różnisz się do wszystkich innych
Mam dokładnie takie same objawy:( Mój ojciec lubił sobie wypić, ale nie był alkoholikiem. Może dużo też wpłynęło na mnie to, że żyłam w rodzinie, gdzie codziennie były awantury i kłótnie:(
Sporo osób boryka się z tym problemem. Jak wiadomo alkoholików leczy się z uzależnienia, a rodzinę z tak zwanego współuzależnienia.
Niektórym wystarcza poczytanie lektur ( np. S.Forward "Toksyczni rodzice") na temat Dorosłych Dzieci alkoholików, innym pomagają terapie grupowe, mitingi DDA, a niektórzy wolą indywidualne spotkania z terapeutą.
Aby pokochać siebie czasem trzeba wiedzieć gdzie leży problem.
Wiele z tych DDA sie zgadza, ale mysle, że jest to nie tylko spowodowane tym, ze moj ojciec naduzywal alkoholu. Nie bylo az tak zle, najgorszy byl rygor matki i niezrozumienie. Mysle ze przez to jestem niesmiala, nie umiec sie z niczego cieszyc i smiac. I te cechy mnie najbardziej denerwuja, jak je zmienic. Zwlaszcza chodzi mi o to, aby zycie sprawialo mi chociaz odrobine przyjemnosci a nie ciagly strach i smutek.
A to jest już kwestia Twojego nastawienia. Musisz zmienić myślenie na pozytywne. Nie doszukuj się złego, nie skupiaj się negatywnych aspektach życia. Doceń to co masz, bo masz wiele. ![]()
ddalkocholików same czasem nie wiedzą że nimi są, gdyby nie to że studiowałam pedagogikę nigdy bym się tego nie dowiedziała. inna sprawa, jak sobie z tym wszystkim poradzić.
ja nie za bardzo umiem a nie wiem gdzie mam sie zglosic o pomoc
sama nie wiem kim jestem, że przeżywam życie jakbym stała obok
kocham męża ale podświadomie czegos mi brakuje, ate cechy akurat znajduję w innych mężczyznach nie nie zdradzam męża ale kilka razy było blisko
ogolnie dzieci alkoholików maja ciezko w zyciu.
pozdrawiam cie i zycze samych sukcesow!
Skoro nie umiesz znaleźć pracy a twojemu mężowi to nie przeszkadza to rób coś w ramach wolontariatu , skoro praca w przedszkolu sprawiała Ci tyle radości to , może jakiś wolontariat związany z dziećmi poszukaj w twoim mieście lub w pobliskiej miejscowości , i do póki stan Ci na to pozwoli możesz się tym zająć. A może ta ciąża , jest właśnie lekarstwem na twoje życie i zmieni je diametralnie. Jeśli jesteś kobietą odważna i masz jakiś wkład finansowy . Możesz zrobić odważny krok i założyć klub malucha , masz dobre wykształcenie do takiego rodzaju pracy . Może w twojej miejscowości jest więcej kobiet takich jak ty i także im pomożesz . Na takim klubie malucha można także zarobić niezłe pieniądze a przy okazji będziesz cały czas ze swoim dzieckiem .