Dziewczyny.. tak czytam wasze posty i sama nie wiem, albo musicie mieć w pasach i biodrach wiecej niż 170cm, albo przesadzacie.. takie odnosze wrażenie.
Mam 22lata, 170cm wzrostu i waże ok.57kg. Mam głegoko wcięta talie, długie szczupłe nogi, długa szyje, jędrne posladki, ładna buzie, sprawne rozciągniete ciało..
Można? można tak siebie widzieć, można, TRZEBA CHCIEĆ tak siebie widzieć. Stanąć w lustrze..nago i pomyśleć, spróbowć zobaczyć co naprawde jest wyjątkowego, powabnego, pięknego w nas samych. Co widza w nas nasi mężczyzni. Uciszyć strofującą w nas babe i z obiektywizmem, dobrocią i wyrozumiałością dotknąć siebie dłońmi i oczmi.
Od paru miesiecy mam współlokatorke, która wciąż od rana narzeka na to, że ma za duży biust, że jest "kwadratowa" (cytruje), że cere ma straszną, stopy..że włosy... STRASZNE! ileż można tego słuchać? ileż można tak paplać!? na każde moje niewymuszone "masz ładne to i tamto" jest; nie, nie, zobacz wcale nie...
Kiedy ja słysze komplementy z jej strony, jest mi miło, dziękuje i sie uśmiecham, a ona sie dziwi ze ja nie mam kompleksów..
Owszem mam, ale nie dotyczą one wyglądu zewnętrznego, wiec ona tego nie rozumie, bo jej ciało to dla niej dramat a jest to naprawde śliczna dziewczyna, która zamiast zrzędzić i wpychac w siebie tony makaronu w pospiechu na stojącą, mogła by zadbać o siebie.
Bo tak drogie panie ale kiedy myslimy o sobie negatywnie i użalamy sie nad własną fizjonomią jemy wjęcej niż potrzbujemy i postrzegamy siebie w tak krytyczny sposób, że z każdej zalety możemy zrobic wade i nikt nam nie wmówi że jest inaczej!
KOBIETA KTÓRA CZUJE SIĘ WARTOŚCIOWA, PIĘKNA I SEKSOWNA, AKCEPTUJE SIE I JEST PEWNA SIEBIE, BEDZIE TAK POSTRZEGANA W OCZACH MĘŻCZYZN..
proste..
Ja odchudzałam się chyba ostatni raz w gimazjum, i tylko dlatego ze dziewczyny z klasy to robiły i chciałam być w temacie.
Nie sztuka sie głodzić i obiecywać że od jutra nic nie jem..
Sztuka nie prztyyc, jesc tak i to co dość wartościowe i w odpowiedniej ilości...
A na koniec dodam, że moglam dołożyć do opisu mojej sylwetki, że gdy tyje to gł. w brzuch, jak facet, a jak chudne to w pierwszej kolejności piersi, które i tak nie sa wielkie.. że długo wstydziłam się krztałtu mojego nosa i palca u nogi bo sie nie zgina i że robi mi się drugi podbrudek (jak u wszystkich kobiet z rodziny) że mam rozstęy na pośladkach... coś bym pewnie jeszcze znalazła.... ale,
po co, mi to wszystko nie przeszkadza.. wiec skoro mi nie, to komu?
Moj kochany K. twierdzi, że jestem idealna, i mi taka opcja pasuje 