Witam drogie forumowiczki
Mój problem- jak w temacie- ale zacznę od początku.
Jestem z moim mężem 2,5 roku po ślubie. Mamy ponad roczną córkę. W tej chwili mieszkamy w moim rodzinnym domu z rodzicami. Oboje pracujemy i w tym czasie małą zajmuje się moja mama do 16.
Rodzice mojego męża zmarli około 4 lat temu i rozpisali dla każdego z czwórki dzieci po częsci majątku. Mojemu mężowi przypadł ich rodzinny dom (ok. 20 km od mojego domu), w którym wszyscy razem z pozostałą trójką jego rodzeństwa mieszkali. Jednak dom był w nieciekawym stanie, bo rodzice nie zdązyli za życia doprowadzić go do ładu. Mąż wziął 80 tys kredytu, żeby zrobić w nim remont dachu, doprowadzić wodę i inne media na każdą z trzech kondygnacji, zrobił łazienkę i inne niezbędne remonty.
W domu tym mieszkają jego dwie siostry z mężami i swoimi dziećmi, ale obie budują swoje domu po jednej i drugiej stronie domu mojego męża. Myślę, że jedna wyprowadzi się już w tym roku- druga góra za trzy lata.
Teraz wykańczamy dla siebie ostatnią kondygnację (szwagierki mieszkają na dwóch niżej). Już prawie wszystko jest gotowe. Problem jest taki, że ja nie chcę tam mieszkać, a niestety przez ten kredyt nie możemy sobie pozwolić na budowe chatki w innym miejscu. Dlaczego nie chcę?
1. Będę mieć problem z córką, bo będę musiała wozić ją do mojego rodzinnego domu żeby moja mama została z nią gdy ja będę w pracy, a później wracać tą samą drogą do pracy ok 10 km, po pracyu znów jechać po córkę i do domu (łącznie ok 60 km dziennie)- będzie mnie to kosztować dużo czasu i pieniędzy
2. Nie dogaduję się najlepiej z rodzeństwem męża. Jego siostry są w wieku mojej mamy. Nie mamy tematów. A jak wspomniałam wcześniej, nie ma tam moich rówieśników, ludzie stamtąd wyjeżdżają z różnych powodów. Zresztą mam do szwagierek trochę żal. Spłacamy sami kredyt na ten dom od 3 lat. One i ich rodziny korzystają z tego co wyremontowaliśmy, z łazienki, w której ja nawet sie nie załatwiałam- a nawet nie zaproponują, że chociaż troche za to pomieszkiwanie dołożą. Nie chodzi mi o duze kwoty, ale symbolicznie- przecież zrobienie łazienki od 0 to koszt ok 10 tys- tyle wyłożył na to mój mąż- a jak 10 osób z niej codziennie korzysta, to jednak troche wszystko się zużywa- i one sie wyprowadzą, a nam zostanie używany kibel, prysznic, no nie pierwszej nowości.
3. Jestem bardzo przywiązana do swojej miejscowości, mam ta,m dużo przyjaciół których bardzo często odwiedzam, koło mnie mieszka ukochana kuzynka i reszta rodziny. Bardzo ciężko będzie mi się rozstać.
4. Córka- bardzo związana z dziadkami- przeprowadzka będzie dla niej ciężkim przeżyciem, tym bardziej że ciotek prawie nie zna.
Dodam że nie zarabiamy na tyle dużo żeby spłacać kredyt i budować w tym czasie inny dom. Wiem, że mąż nie ma nic przeciwko sprzedaży swego domu, tyle, że to stare budownictwo, dwa domy z jego siostrami budowane raptem kilka metrów dalej. Wątpie, że ktoś by to kupił za przyzwoite pieniądze. Dosłownie jak pomysle o tej przeprowadzce to serca mi ściska.
Dziewczyny podpowiedzcie co robić żeby nastawić sie pozytywnie nad tym c o nieuniknione. I czy tez uważacie że jego siostry powinny sie dokładać do kredytu, skoro za niedługo się wyprowadzą? Może jestem za bardzo zachłanna skoro tak uważam, ale po prostu ja bym się dokładała przynajmniej przez czas mieszkania ![]()