Witaj 
A więc (nie ma to jak zacząć zdanie od "a więc"
) całkiem niedawno, bo na początku marca, miałam przerabiany zabieg usunięcia torbieli. Moje cholerstwo miało rozmiar 10x7 cm i usytuowało się przy lewym jajniku. Nie było mowy o laparoskopii, w grę wchodziła wyłącznie laparotomia (podobno lepsza metoda, kiedy torbiel nie jest mała i kiedy nie wiadomo, z czym ma się do czynienia). W moim przypadku podejrzewano teratomę, po operacji endometriozę, okazało się, że to zwykła torbiel krwotoczna.
Tyle tytułem wstępu. Nie bardzo wiem, co Cię interesuje, więc może opiszę to, co wydaje mi się ważne, a o resztę rzeczy, o ile będziesz chciała, dopytasz, ok? 
Najpierw czeka Cię bieganie po lekarzach. Nie wiem, czy już to przerobiłaś, czy dopiero Cię to czeka. W moim przypadku były to badania: USG jamy brzusznej, rentgen klatki piersiowej, grupa krwi (do krzyżówki) - przy okazji radzę Ci już teraz rozejrzeć się za dawcą, który by oddał krew do Banku, byś Ty mogła w razie konieczności otrzymać swoją "działkę", dalej morfologia, mocz, szczepiłam się nawet na gwałt przeciwko żółtaczce. Anestezjolog. Kiedy stawiłam się do szpitala, już w pidżamce wysłano mnie na EKG.
W szpitalu pojawiłam się w niedzielę około 11, wieczorem lewatywa, operację miałam w poniedziałek rano, oczywiście również poprzedzała ją lewatywa. W środę zostałam wypisana do domu. Zwolnienie - 4 tygodnie. W przypadku laparoskopii wychodzi się dzień wcześniej i dostaje się zwolnienie na 3 tygodnie.
Moja operacja była przeprowadzana w znieczuleniu miejscowym - zastrzyk w kręgosłup, dzięki temu nie miałam czucia od pasa w dół, a trzymało to parę godzin. Stresu przed operacją nie czułam, mimo że wcześniej się bałam, a wszystko to dzięki podanej wcześniej tabletce (nie mam pojęcia, co to było). Na sali operacyjnej wręcz urządziłam sobie pogadankę z anestezjolożką
Byłam nieco otumaniona, chwilami miałam wrażenie, że przysypiałam.
Po przewiezieniu na salę pooperacyjną leżałam płasko z czymś poduszkopodobnym na szwie - tak calutki dzień. Nie czułam się źle, rana nie bolała. Oczywiście kroplówka za kroplówką. Wieczorem rozruch, więc podniesienie się do siadu, co graniczyło z cudem (ma się wrażenie, że szwy zaraz puszczą...) i wstanie. Parę kroków, znów do łóżka. Podobny ból przy układaniu się na posłaniu. To wspominam najgorzej. Spacer do łazienki w moim przypadku nie wchodził w grę, więc pierwszą noc przeżyłam dzięki postawionemu przy łóżku basenowi 
Nazajutrz czułam się podobnie. Z trudem można się podnieść, z trudem położyć. Ale trzeba chodzić. Taki wymóg. Byłam nieco osłabiona, ale nawet przeszłam się do łazienki i wzięłam prysznic. Najlepiej przemywać ranę szarym mydłem.
Dzięki wpuszczaniu gazu do jamy brzusznej, a także od chodzenia, może pojawić się ból we wnętrznościach, promieniujący na żebra, a nawet obojczyk. To normalne, mija po dwóch tygodniach - mnie to trzymało niecałe dwa dni.
Po operacji dostaje się zastrzyki przeciwzakrzepowe. Na początku w szpitalu, później w domu (można robić je samemu). Przyjmowałam je około tygodnia. Igła w brzuch i tłok do oporu, jak przy wściekliźnie 
Po tygodniu od wyjścia ze szpitala wraca się na zdjęcie szwów, a po dwóch odbiera się wynik badania histopatologicznego. Należy również wybrać się na kontrolę do wyznaczonego lekarza.
Przez pierwsze dwa, trzy tygodnie należy utrzymywać lekkostrawną dietę. Należy się oszczędzać. Nie dźwigać, nie przeciążać mięśni brzucha. Rehabilitacja... chyba tylko wypoczynek. O niczym innym mi nie wspomniano.
Leżałam na sali z dziewczyną, która miała przeprowadzaną laparoskopię. Moim zdaniem zniosła to gorzej niż ja. Nie czuła się za dobrze po narkozie, miała podobne do mnie problemy z podnoszeniem się i kładzeniem.
Nie wiem, co jeszcze by Cię interesowało, więc jeśli masz jakieś pytania, pisz śmiało, postaram się w miarę własnych doświadczeń odpowiedzieć.
PS
Widzę, że pochodzisz z Trójmiasta. Jeśli masz taką możliwość, polecam Szpital Wojewódzki w Gdańsku. Oddział po remoncie, przemiły personel, dobra opieka.