.....facet jest jak bumerang? Zawsze wraca? Ja mam taką nadzieję. Ale od początku... ![]()
Obecnie jestem szczęśliwą żoną i matką. Jestem w 100 % spełniona w tej sferze. Aczkolwiek....
9 lat temu poznałam pewnego chłopaka, w którym szalenie się zakochałam. Na początku wszystko się układało, obietnice na przyszłość itd. Gdy między nami zaczęło się robić poważnie jego rodzina przestała mnie akceptować- ściślej, jego matka. Katastrofą było zajście w ciąże. On oczywiście mówił, że jesteśmy najważniejsi( ja i dziecko), że nie liczy się ze zdaniem matki itp. Niestety mówił mi to po tym, jak zaproponował aborcję. Jak to nazwał ,,pozbądźmy się problemu,,Ta propozycja padła tylko dlatego, że bał się powiedzieć rodzicom o ciąży ( on miał 20 lat ja 21). moja odp. na to była, że pierwszy i ostatni raz to słyszałam. Bardzo chciałam tego dziecka
.
Jego matka cały czas mówiła jaka ja jestem zła i tam różne inne określenia.
Gdy mały się urodził miałam nadzieję, że wszystko się ułoży i będzie pięknie. Jakieś 3 tyg. po urodzeniu synka zaproponował mi ślub, zawsze o tym marzyłam. Tylko nie wiem dlaczego wtedy powiedziałam, NIE. Kobieca intuicja??? Natomiast 2 miesiące póżniej odszedł nagle. Rano poszedł do swoich rodziców a popołudniu powiedział, że to koniec. Zostawia nas i już. Ja prosiłam, błagałam a on używał tych nieszczęsnych słów ,,ZA PÓŹNO!!!!,, Jakoś musiałam się pozbierać dla dziecka. Musiałam rzucić studia, iść do pracy i w ogóle wszystko się powaliło.
2,5 roku później poznałam swojego męża (wspaniały facet) jest teraz tatą dla synka. On nie zna innego ojca bo tamten się kompletnie nim nie interesuje. Chyba że tylko pod publikę. Teraz mam męża, synka i jeszcze córeczkę. Bardzo ich kocham i jestem szczęśliwa ![]()
Ale....
Mówi się, że ONI zawsze wracają. I ja własnie czekam na tę chwilę, kiedy będę mogła z tak samo szyderczą miną powiedzieć, ZA PÓŹNO!!! Nie wiem dlaczego. Mam taką ,,potrzebę,, może potrzebę zemsty.
Co Wy o tym sądzicie? Miałyście taką sytuację? czy to prawda z tym bumerangiem? ![]()
Masz teraz cudowna rodzine, skup sie na niej. Zadze zemsty przemien w laske wybaczenia. Nie obarczaj dzieci nauka odplacania za krzywdy, bo to bledna i bolesna droga. Zostalas gleboko zranina, nie do konca sie z tym uporalas i dlatego wychodzi to z Ciebie czasami. Moze cos sie wydarzylo, o czym nie wiesz, czegos nie rozumiesz i ciezko Ci to zaakceptowac. Powtarzaj sobie az do znudzenia, ze gorszy odszedl, zeby mogl przyjsc lepszy i dziekuj kazdego dnia za to, ze go masz. Ja sama ma ciezka sprawe do przerobienia, podchodze do niej, jak do jeza i nie umiem sie z tym uporac. I choc to mnie spala od srodka, pewne rzeczy nie zostaly do konca wyjasnione a ja nie umiem zostawic przeszlosci za soba. Masz rodzine, kochajacego meza, udane dzieci... Patrz teraz w te strone.
No to ja zdecydowanie nie jestem bumerang, nie wchodzę 2 razy do tej samej rzeki.
Lupus, jestes nastepna osoba, ktora zle tlumaczy to powiedzenie. Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki, bo to ona wlasnie plynie i caly czas sie zmienia i chocbys chcial nie wiem jak bardzo to zrobic i wejsc do niej drugi raz, to juz Ci sie nie uda, wiec sie nie obawiaj. Co najwyzej mozesz nie jesc dwa razy odgrzewanej zupy, ha, ha, ale nie martw sie, zycie moze Cie jeszcze zaskoczyc.
Zgadzam się z Agą w 100%. Po co się mścić, lepiej wybaczyć i zapomnieć ![]()
Może źle to nazwałam. Nie chodzi mi o taką prawdziwą zemstę. Chciałabym aby poczuł to co ja czułam, kiedy wypowiadał te cholerne słowa.
Ja już wiem, że nigdy o tym nie zapomnę:(
AGA333 chyba masz rację, że nie do końca się z tym uporałam. Zawsze, kiedy wyznaczam sobie cel, dąże do niego i go osiągam. Jednak wtedy mi się nie udało. może dlatego tak trudno mi się z tym pogodzić. To ciągle we mnie siedzi. Dlatego chcę żeby wrócił i błagał tak jak ja wtedy.A poza tym AGA, ja się bardzo cieszę z tego co mam, dziękuję losowi za to co mi dał, i za to że w końcu jednak jestem szczęśliwa i najważniejsze, że mój synek ma rodzinę o jakiej marzyłam dla niego.
Tylko ten żal.
Może podasz mi linka do twojej historii (jeża) ![]()
Kiedyś przyszedł na mnie taki dzień i zdałem sobie sprawę ile rzeczy popsułem. Jak bardzo skrzywdziłem.
Wiem ze są to rzeczy nieodwracalne.
Ale mam potrzebę powiedzenia że byłem dupkiem i przepraszam. Może spróbował bym naprawić błędy jakie popełniłem.
Tylko czy każdy facet dochodzi do takiego momentu?
W jaki sposób będzie chciał naprawić winy swoje?
I na ile jego przebudzenie będzie szczere.
Nie wiem czy rozmawiałaś o tym ze swoim mężem i czy on jest gotowy na to że przeszłość może zapukać do twoich drzwi.
Jest chyba jedyną osobą która pozwoli przejść ci przez to spokojnie.
Morfeusz73 Dałeś mi odrobinkę nadziei
Długo to u Ciebie trwało, aż doszedłeś do tego momentu, kiedy chciałeś to naprawić? Tak rozmawiałam o tym z moim mężem i wiem, że On pomoże mi we wszystkim:)
Morfeusz73 Dałeś mi odrobinkę nadziei
Długo to u Ciebie trwało, aż doszedłeś do tego momentu, kiedy chciałeś to naprawić? Tak rozmawiałam o tym z moim mężem i wiem, że On pomoże mi we wszystkim:)
Nie rozumiem, Ty chcesz dla wlasnej proznosci tylko i satysfakcji, aby byly zechcial sie plaszczyc, przeprosil, powiedzial jaki to byl niedobry i ze teraz docenia, kogo stracil???
UN HOMBRE- Nie jestem próżna, ale tak , dla satysfakcji. Nawet po rozstaniu mnie upokarzał. Ale po tylu latach przemyśleń mogę stwierdzić, że nie byłam niczemu winna. Oczywiście, na początku wzięłam całą winę na siebie. Wmawiałam sobie, że to może ja byłam zła i okropna. Ale nie teraz.
Dla satysfakcji chcę żeby czuł się jak ja, kiedy to ja płaszczyłam się przed nim.
fafcia e ja nie zrobiłem w ten sposób jak twój facet. I nie wiem jak bym mógł się zachować.
Ale popełniłem inne błędy.
Jak długo to do mnie docierało.
W moim przypadku to była chęć pracy nad sobą i to otworzyło mi oczy na błędy popełnione wcześniej.
Każdy ma swoją drogę i swój rozwój może być tak ze nigdy nie zrozumie co zrobił. Może jakieś tragiczne wydarzenie w jego życiu nagle mu otworzy oczy.
Tego nikt nie wie.
Często jednak do nas wraca przeszłość, w najmniej oczekiwanych momentach. Od ciebie zależy jak to przetrwasz, od osób które są obok ciebie.
Nie wiem czy twój syn wie. czy nie powinien wiedzieć jak zachował się jego ojciec i babcia?
Bo mimo miłości jaką go otaczasz on może na tym ucierpieć najbardziej.
Ty jesteś gotowa na konfrontację a dziecko?
Pekinie by było gdyby ten człowiek nie pojawił się już nigdy w twoim życiu, tego ci bardzo życzę.
Myślę, że Morfeusz dobrze pisze, dlatego też zastanawiałabym się nad tym co będzie, gdy ojciec Twojego syna będzie chciał naprawić swój błąd w inny sposób. Po prostu poprzez chęć widywania się z nim i chęć spędzania z nim wolnego czasu. Co wtedy? Myślę, że większość ludzi w końcu dochodzi do tego, że popełniło w pewnym momencie błąd i chcą naprawić to co schrzanili. Czy Ty jesteś gotowa na to, że on się może pojawić w Waszym życiu, ale tylko ze względu na to, że jest ojcem Twojego syna...
13 2011-03-29 15:57:12 Ostatnio edytowany przez Olinka (2011-03-30 15:11:20)
Właśnie, Klaudias tego boję się najbardziej. Boję się, że chcąc naprawić swój błąd będzie chciał to zrobić poprzez syna. A on nie zna innego ojca niż mój mąż. On już ma w miarę poukładane dzieciństwo i boję że tamten wtargnie i wszystko wulgaryzm, to o co ja się tak starałam.Boję się że skrzywdzi dziecko poprzez własny egoizm.
14 2011-03-29 18:37:46 Ostatnio edytowany przez aga333 (2011-03-29 18:40:34)
Fafcia, tu jest moja historia
http://www.netkobiety.pl/t7734.html
Tez mam czasem chwile, ze przychodzi do mnie pragnienie zemsty, i nie tyle w stosunku do meza(choc i to sie czesto zdarza), ale przede wszystkim w stosunku do niej. Oszukala mnie, zmanipulowala, nie wiem, co jeszcze zrobila. Ja jej takie komplementy pod aresem meza, ze on nigdy, nigdzie, z nikim, a on do niej polazl, jak kundel. Upokorzenie pali jakby ktos polewal wrzatkim. Ale jakbym teraz miala mozliwosc zemsty, czy myslisz, ze to by cos zmienilo, ze moglabym patrzec na niego inaczej? Na pewno nie. Nawet jakby sie przyznala, ze czyms go nakarmila, i tak mialabym do niego zal, ze nie przyszedl z tym do mnie od razu. Zawsze cos by bylo. Nigdy nie bede mogla zrzucic winy tylko na nia. Nigdy nie bede mogla zrzucic winy tylko na niego.
Mysle, ze to sa takie niedokonczone sprawy, w ktorych ponioslysmy porazke i chcialybysmy, zeby mialy ciag dalszy, zeby je zakonczyc zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Ale, niestety, musimy przyjac do wiadomosci, ze jest to malo prawdopodne. Dlatego teraz probuje skupic sie na sobie, na postawionych sobie celach, zupelnie oderwanych od mojego meza i tej historii.
Mam nadzieje, ze Twoj ex pozostanie nadal nieczuly na to, ze jest ojcem, niepotrzebnie tylko skomplikowalby zycie dziecku. Swoja droga moze moglabys pozbawic go praw rodzicielskich, jesli ma jakies. W koncu i tak nie poczuwa sie do zadnej odpowiedzialnosci. A gdzies tu na forum przeczytalam, ze jakis ojciec w ciezkiej sytuacji finansowej, ktory nigdy nie interesowal sie swoja corka, teraz czeka na jej pelnoletnosc czy podjecie pracy, zeby obciazyc ja alimentami. Chore. Wiec moze warto zrobic porzadek w papierach. Zawsze bedziesz mogla wystapic o zakaz zblizania sie, czy zalozyc sprawe o nekanie. A dziecko ma czas, zeby poznac prawde. Choc mysle, ze nigdy nie bedzie na nia dostatecznie przygotowane. Ciezka sprawa.
Co do checi naprawiania krzywd. Czasem bywa za pozno, zeby cos naprawiac, a czasem nie ma to juz znaczenia, bo jak w przypadku Twojego dziecka, moze to tylko przyniesc wiecej zlego niz dobrego.
Aga333 na szczęście jest już pozbawiony praw, a właściwie sam się zrzekł, jak to określił dla dobra dziecka, cokolwiek miało to znaczyć w jego mniemaniu.Synek ma nazwisko moje i męża, więc z tym jest ok.
To jest bardzo ograniczony człowiek, bardzo ciężko się z nim dogadać. Jest okropnym egocentrykiem,dla niego najważniejsze są jego własne potrzeby. Wiem, że nie zwróci uwagi na to, że swoim wtargnięciem może rozwalić dziecku świat.
Póki co synek nic nie wie, uważam, że jest za mały aby mu tłumaczyć tę sytuację. Nie mam podstaw, jakiejś bazy do tego. Gdyby mieli ze sobą kontakt byłoby inaczej, łatwiej a tak nie mam punktu zaczepienia. Zresztą marzę o tym bym nigdy nie musiała mu tego tłumaczyć ( ból dla mnie i dla dziecka).
Czytałam Twoją historię. To jakiś obłęd!!! Strasznie mi przykro, że tak długo i nadal walczysz z tym cierpieniem. Ja myślę tak jak inne kobietki, że ona mu coś dosypała. Nie wiem czy wybaczyłabym coś takiego. Poza tym, niby wybaczyć można ale nigdy nie da się zapomnieć.
Dziwi mnie jedno, jak można tak otwarcie o tym mówić zdradzonej osobie. Tupet? Perfidne zachowanie. Ja tej szanownej kuzyneczce to bym z d...py nogi powyrywała!!
No to ja zdecydowanie nie jestem bumerang, nie wchodzę 2 razy do tej samej rzeki.
woda jednak w tej rzece już inna jest...
Lupus, jestes nastepna osoba, ktora zle tlumaczy to powiedzenie. Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki, bo to ona wlasnie plynie i caly czas sie zmienia i chocbys chcial nie wiem jak bardzo to zrobic i wejsc do niej drugi raz, to juz Ci sie nie uda, wiec sie nie obawiaj. Co najwyzej mozesz nie jesc dwa razy odgrzewanej zupy, ha, ha, ale nie martw sie, zycie moze Cie jeszcze zaskoczyc.
Aga, nie ma takiej opcji, żebym drugi raz związał się z kobietą, z którą raz nie wyszło. Moje ex stają się dla mnie istotami aseksualnymi i gdybyśmy zostali ostatnią parą na ziemi, to ludzkość wyginęłaby jak mamuty ![]()
aga333 napisał/a:Lupus, jestes nastepna osoba, ktora zle tlumaczy to powiedzenie. Nie wejdziesz dwa razy do tej samej rzeki, bo to ona wlasnie plynie i caly czas sie zmienia i chocbys chcial nie wiem jak bardzo to zrobic i wejsc do niej drugi raz, to juz Ci sie nie uda, wiec sie nie obawiaj. Co najwyzej mozesz nie jesc dwa razy odgrzewanej zupy, ha, ha, ale nie martw sie, zycie moze Cie jeszcze zaskoczyc.
Aga, nie ma takiej opcji, żebym drugi raz związał się z kobietą, z którą raz nie wyszło. Moje ex stają się dla mnie istotami aseksualnymi i gdybyśmy zostali ostatnią parą na ziemi, to ludzkość wyginęłaby jak mamuty
jakiś skorpion czy co
?
19 2011-03-30 00:10:58 Ostatnio edytowany przez aga333 (2011-03-30 00:17:22)
Lupus, ile masz lat?
Wlasciwie to nie ma wiekszego znaczenia. Kiedys przychodzi taka milosc, ktora wszystko zmienia. Rowniez punkt widzenia na niektore sprawy. Czyni czlowieka tak innym od tego, ktorego znal do tej pory, ze sam nie moze w to uwierzyc.
Jesli taka milosc do Ciebie nie przyjdzie nigdy, bedziesz bardzo ubogim czlowiekiem. Nie mowie o tym, ze od razu masz zmienic poglad na temat zdrady, ale jak na razie z Twoich postow az bije, ze wszystko widzisz w bieli lub czerni. Ale zaskocze Cie - jest jeszcze wieli odcieni szarosci.
20 2011-03-30 00:33:13 Ostatnio edytowany przez Lupus (2011-03-30 00:34:11)
Aga
lat 38. Co do miłości, to już było, się skończyło i za dokładkę podziękuję ![]()
Nie, nie mam widzenia w barwach czarno-białych. Uważam, że jest zło subiektywne, co do którego każdy może mieć swoje zdanie i zło obiektywne, czyli jakby nie podlegające dyskusji. Zdrada w związku dobrym, satysfakcjonującym jest złem obiektywnym i do tego gigantycznym idiotyzmem. A ja się brzydzę nawet nie tyle złem, co głupotą. Jak czytam tu historie panienek, które mają taki problem: "Byłam w fajnym związku, zdradziłam, on się dowiedział i zerwał, jak zrobić, żeby wrócił" - to już się zastanawiam ile szarych komórek ma autorka i wychodzi mi, że jedną więcej od kury - wie, że się nie wali kupy na podwórku.
A po chwili czytam posty kibicek wypisujących kretynizmy, od których włos jeży się na głowie, typu: "Jak z tobą zerwał, to nie jest ciebie wart". I wtedy znowu refleksja: ile trzeba mieć szarych komórek, żeby takie brednie sadzić? Nie wiem, ale mam wrażenie, że te panie jak najbardziej kupę na podwórko walą.
Co do moich poglądów na zdradę, to jeszcze dodam: każdy może i zasługuje na drugą szansę, ale na pewno nie ze mną.
UN HOMBRE- Nie jestem próżna, ale tak , dla satysfakcji. Nawet po rozstaniu mnie upokarzał. Ale po tylu latach przemyśleń mogę stwierdzić, że nie byłam niczemu winna. Oczywiście, na początku wzięłam całą winę na siebie. Wmawiałam sobie, że to może ja byłam zła i okropna. Ale nie teraz.
Dla satysfakcji chcę żeby czuł się jak ja, kiedy to ja płaszczyłam się przed nim.
fafacia, piszesz, ze czujesz się szczęśliwą i spełnioną kobietą, jednak coś burzy tę sielankę.
Sądzę, że nie ma co generalizować "jacy są faceci"...ale jest coś z tym "powrotem jak bumerang".
Ten "powrót" właśnie się dzieje-....w Tobie...
On wraca do Twojego życia za każdym razem gdy odczuwasz chęć zemsty. Wraca i...tak jak wcześniej Cię skrzywdził-nadal może namieszać Ci w życiu, jakie wydawałoby się masz już poukładane.
Minęło tyle lat, a Ty nadal pielęgnujesz w sobie żal...
I musi być jakiś tego powód.
Mam takie wrażenie, że być może coś dzieje się w Twoim życiu, że ta rana się otwiera...
TOSIU Tak, rana się wciąż otwiera bo.... wychowuje jego syna. Patrząc na niego, starając się o jego szczęście obawiam się, że mimo wszystko to, do mnie będzie mieć żal, że ma dwóch ojców i tak dziwne życie. To dla synka błagałam go żeby Nas nie zostawiał ja chciałam żeby moje dziecko miało szczęśliwą rodzinę, jakiej ja nie miałam. To było cholernie upokarzające. Teraz marzę żeby on się tak upokorzył albo żeby wcale nie pojawiał się w naszym życiu. Przeżyję jakoś swoją porażkę, ale nie przeżyję jeśli on zniszczy spokój mojemu dziecku.
Kochana ...myslę ,że "przestępca" zawsze wraca na miejsce "zbrodni"!!! Wierz mi...jestem tego żywym przykładem...Jeśli chcesz pogadać na ten temat...to porozmawiajmy na gg ( tu jest za wiele osób,które nie uznają forum i traktują je jako ekshibicjonizm- natomiast mają wiele do powiedzenia i osądzają oraz wyzywają innych)
24 2011-03-30 18:01:07 Ostatnio edytowany przez fafcia e (2011-03-30 19:29:10)
Mój nr.gg
fafcia e kochana oni zawsze wracają:P
heheh ja tez czekam na taki moment jak ty:) żeby spojrzeć mu w oczy i powiedzieć "za późno"
ale do tego jeszcze zaśmiała bym mu sie w twarz:P a co:) nie z zemsty itd,ale pokazała bym mu,że samym faktem zostawienia nas wyświadczył mi wielka przysługę:D
fafcia e To twój syn i człowieka który kocha go jak swoje dziecko.
dawca nasienia się nie liczy.
Powinnaś w sobie zamknąć ten rozdział. Nie wracaj do tego co było żyj tym co tu i teraz jest ważne.
jest takie chińskie przysłowie
Wczoraj to historia,
Jutro to niewiadoma,
a dziś to dar,
a z daru należy się cieszyć.
Ciesz się życiem, tym co masz, a to co przyjdzie jutro, z nie takimi problemami już się uporałaś moja droga.
chińskie przysłowia...to jak dar zycia....
fafcia e To twój syn i człowieka który kocha go jak swoje dziecko.
dawca nasienia się nie liczy.
I przestań już rozmyślać co będzie jak wróci. Twój mąż pomoże Ci jakby nawet było to piekło
Trzymam kciuki
29 2011-03-30 18:58:30 Ostatnio edytowany przez fafcia e (2011-03-30 19:00:31)
MORFEUSZ żeby Twoje słowa ktoś mógł mu przekazać i żeby on je zrozumiał, byłoby bosko!!!!
I żeby przekazał je facet to byłoby jeszcze lepiej.
Lupus napisał/a:No to ja zdecydowanie nie jestem bumerang, nie wchodzę 2 razy do tej samej rzeki.
woda jednak w tej rzece już inna jest...
A ja sie nie zgodze, 2 razy w odstepie dlugiego okresu probowalam z tym samym mezczyzna cos stworzyc i sie nie udalo. Wydawalo sie, ze kompletnie sie zmienil dojrzal, a po latach wyszlo, ze jest dokladnie taki sam
Charakteru czlowieka nie zmienisz.
Co do zwiazkow moge tylko dodac, ze moze nie tyle czlowiek sie zmenia co przy innej osobie jest inny, takze jak przykro mi o tym pisac, tak mysle, nawet wiem, ze 2 razy z ta sama osoba nie ma co probowac, szkoda czasu.
Biblia mowi "Nie wchodz do tej samej rzeki dwa razy"
A przyslowie ludowe: "Odgrzewane jedzenie tylko szkodzi na zoladek"
Cala prawda
Aga
lat 38. Co do miłości, to już było, się skończyło i za dokładkę podziękujęNie, nie mam widzenia w barwach czarno-białych. Uważam, że jest zło subiektywne, co do którego każdy może mieć swoje zdanie i zło obiektywne, czyli jakby nie podlegające dyskusji. Zdrada w związku dobrym, satysfakcjonującym jest złem obiektywnym i do tego gigantycznym idiotyzmem. A ja się brzydzę nawet nie tyle złem, co głupotą. Jak czytam tu historie panienek, które mają taki problem: "Byłam w fajnym związku, zdradziłam, on się dowiedział i zerwał, jak zrobić, żeby wrócił" - to już się zastanawiam ile szarych komórek ma autorka i wychodzi mi, że jedną więcej od kury - wie, że się nie wali kupy na podwórku.
A po chwili czytam posty kibicek wypisujących kretynizmy, od których włos jeży się na głowie, typu: "Jak z tobą zerwał, to nie jest ciebie wart". I wtedy znowu refleksja: ile trzeba mieć szarych komórek, żeby takie brednie sadzić? Nie wiem, ale mam wrażenie, że te panie jak najbardziej kupę na podwórko walą.
Co do moich poglądów na zdradę, to jeszcze dodam: każdy może i zasługuje na drugą szansę, ale na pewno nie ze mną.
Ja Cię lupus trochę rozumiem bo we mnie jest dualizm przeczuc uczuc i zasad. Oczywiście uważam ze mój mąż który mnie zdradzal okazał się totalnym idiota. I wiesz z czym mam problem? Przeszłam przez etapy bólu nienawiści żalu i tak dalej i tak dalej.
Dzisiaj dojrzalam do wiedzy- zdradził bo chciał... Dzisiaj mam rocznice ślubu. 14. Co myśle i czuje dzisiaj?? Czuje się tak jakbym miała kupmpla do życia i do łóżka. Kumpel jest ok.
Przywiązanie do niego jakieś mam. Lubię z nim spędzać czas. W zasadzie się dobrze rozumiemy i lubimy. Lubię go. Fajny koleś. ....
Ale ja go nie potrzebuje- rozumiesz? Nie potrzebuje jego
miłości zainteresowania uwagi. Jest bo jest. Jak jej by nie było to by nie było.
Tak w sumie to mi nie zależy. Ja go nie potrzebuje. Ja go
przy mnie toleruje. ...
Może być. Nie przeszkadza mi.
Ale nie czuje tego czegoś. Tego czegoś fundamentalnego- poczucia jedności i wiary, ze nigdy w życiu nie będę sama. Ze na swiecie jest jeden człowiek na którym
mogę polegać- na dobre i na złe.
Teraz w życiu jestem sama. Mam towarzysza. Koleś jest ok.
Ale nie jest moim życiem. Jest życiem
obok....