Hej dziewczyny ![]()
Mam 22lata, całe życie przed sobą i nie chce zmarnować zadnej chwili, nie chce niczego załować i tu tkwi problem, gdyż moj mąż jest taką osobą ktora wciąż podcina mi skrzydła.
Gdy coś mi wychodzi, coś zrobie dobrze on zawsze powie że jest źle, mogłoby być lepiej i że nie mam z czego sie cieszyć, na pewno rozumiecie o co chodzi. wkurza mnie to że nie mam w nim wsparcia, nie mogę mu sie wygadać bo go nie interesuje to co robie itd. to strasznie boli
rozmawiałam z nim o tym nie raz i uwierzcie nie przyniosło to zadnch efektów, taki typ człowieka.poza tym kied ja sie rozwijam on stoi w miejscu! zostałam menadżerką lokalu (jestem zaraz po bogu;)) a on od 4 miesiecy nie pracuje, ciągne go na swoich plecach cały czas... różnie w życiu bywa, ale on nie chce pracować (poza tym w ciagu roku zmienia prace ok 6-7 razy i potrafi siedziec w domu 2-4miesiace) a dodam że mamy małę dziecko co jest nieodpowiedzialne z jego strony. poza tym długo by opowidać o naszym małżenstwie. powiem krótko nie jestesmy dopasowani do siebie, są momenty miłe i przyjemne a potem znowu natchodzą te złe, ten brak odpowiedzialności... nie wiem co robić
wiem że świetnie sobie poradze bez niego, bede szczesliwsza. chodzi o to że boje sie o dzieciaka. chciałabym żeby młody był szczesliwy a w rozbitej rodzinie nigdy do konca nie jest normalnie. chciałabym oszedzić dziecku tych wsztskich przezyc. może któras z was przeżyła podobną historię i podpowie czy warto walczyć mimo wszytsko o taki zwiazek dla dziecka?? poza tym mimo to że go zostawie to i tak do konca zycia bede miec z tym człowiekiem do czynienia.
pozdrawiam