witam,
Dziewczyny prosze Was o wielką pomoc - jedynie Wy same jesteście w stanie mi pomoc, bo ja jako facet nie mogę tego pojąć.
Jest laska, znamy się od roku, ale pierwsze zbliżenie mieliśmy z pół roku temu. Kochaliśmy się codziennie przez tydzień, a później spotykaliśmy się po pracy (bo też i razem pracujemy) jakies 3-4 razy w miesiącu u niej, i też się kochaliśmy. To trwało z 2-3 miesiące. Częste pocałunki itd.
Nie powiedziała mi jednak wtedy, że mnie kocha i ja tak samo. Jednak ciągle mówiła, że jestem jej bardzo potrzebny, że bardzo się do mnie przyzwyczaiła i nie wyobraża sobie życia beze mnie. No i wice wersa - ja tak samo powiedziałem.
Wczoraj przeprowadzilismy poważną rozmowę dotyczącą nas samych, bo nikt nie wiedział na czym stoi.
Powiedziała, że po tym tygodniowym maratonie na początku czuła straszne motylki w brzuchu i mnie kochała, ale nie dopuszczała tej myśli do siebie - bo jak sama powiedziała: "nie chciałam niczego popsuć". (wiecie praca razem, potem mieszkać razem - szybko byśmy sie sobą znudzili, a tego nie chce).
Teraz ponoć już dawnooo nie miała tych motylków, ale mimo wszystko dalej mnie całuje. Po co więc to robi?
Ja jej powiedziałem, że też się zakochałem, ale również nie chciałbym tego popsuć.
Jej słowa: "mogłoby być też bardzo fajnie, ale czyż już nie jest fajnie?"
I to jest to - nikt się z nikim nie wiąże, nikt nikogo nie ogranicza i bardzo luźno siebie traktujemy. Takie luźne traktowanie i tak nas ciągnie ku siebie.
Jeśli zrobimy krok w tył, to musielibyśmy się do siebie zrazić (a tego nie chcemy). Jeśli zrobimy krok w przód to może nas to zbyt dużo kosztować (i tu znów przytocze jej słowa: "mogłoby być też bardzo fajnie, ale czyż już nie jest fajnie?"). Dlatego postanowiliśmy pozostać na tej samej linii.
Jak Wy to widzicie, czy to ma sens?
Najgorsze jest jednak to, że odzywa się w nas zazdrość - i to jest dziwne przy takim traktowaniu. Jak ja ją widzę z jej znajomym to mnie szlag trafia... nie mogę przestać o tym myśleć i to mnie trochę boli.
Co z tym zrobić?
No i jeszcze raz pytanie: po co mnie całuje, skoro jak mówi już nie ma tych motylków i nie dopuszcza do siebie myśli o miłości?