Witam,
Chciałam się poradzić Was (ZALEŻY MI RÓWNIEŻ NA MĘSKIM PUNKCIE WIDZENIA) w pewnej sprawie sercowej. Chodzi o rozstanie i to bolesne, bo z facetem, którego kochałam nad życie. Mieliśmy te same zainteresowania, podobną wrażliwość, poczucie humoru, słuchaliśmy podobnej muzyki. Był to mój pierwszy chłopak i na początku tego związku nie potrafiłam się zaangażować w stu procentach, chociaż wiedziałam, że bardzo mu na mnie zależy. Kiedy się poznaliśmy szłam na pierwszy rok studiów (pochodzimy z jednego miasta), ciężko było mi wytrzymać w związku na odległość a do tego doszedł ogromny stres związany ze studiami i zmianą otoczenia (jestem osobą otwartą, ale jednocześnie bojącą się zmian i bardzo źle radzę sobie z tęsknotą). Przez to wszystko zaczęłam mieć wątpliwości związane z nami i niestety zdecydowałam się na rozstanie.
On strasznie to przeżył. Związał się na krótko ze swoją przyjaciółką, ale była to chyba forma dowartościowania się. Ja po niedługim czasie zaczęłam strasznie za nim tęsknić, uświadomiłam sobie jak bardzo go kocham i nie potrafię bez niego żyć. Udało mi się odnowić z nim kontakt koleżeński, ale pewnego dnia nie wytrzymałam i pojechałam do niego do pracy, wyjawiając co czuje do niego. On był raczej oschły, powiedział, że sam nie wie co czuje. Postanowiłam poczekać. Kiedy była okazja to kontaktowaliśmy się, spotykaliśmy, czułam, że on nadal darzy mnie uczuciem, ale coś go powstrzymuję. Momentem przełomowym była impreza u kolegi, gdzie oboje byliśmy zaproszeni. Ja raczej trzymałam go na dystans, nie chciałam wychodzić z inicjatywą wiedząc, że alkohol robi swoje.
On stopniowo się do mnie zbliżał, rozmawiał, wypytywał o wiele rzeczy z nami związanych, o to czy go kocham. Cały czas o mnie dbał, przytulał, całował, mówił, że coraz bardziej się przekonuje. Byłam tak szczęśliwa jak jeszcze nigdy, bo myślałam, że to przełomowy moment. Jednak następnego dnia on nie zadzwonił, a za trzy dni napisał, że związał się ze swoją przyjaciółką (tą z o której wspominałam, co więcej była tam i wszystko widziała) i zapytał czy my możemy zostać na stopie przyjacielskiej. Kategorycznie odmówiłam. Napisałam mu, że w tym momencie nie szanuje ani mnie, ani jej i zerwałam kontakt. Wpadłam w histerię, bo od naszego zerwania minął rok, a on cały czas robił mi nadzieje na powrót a to już zupełnie mnie dobiło. Postanowiłam, że postaram się o nim zapomnieć.
On próbował nawiązywać kontakt, ale bezskutecznie. W końcu napisał mi, że nie kocha tej dziewczyny (miesiąc po tym jak się zeszli), że był zagubiony i to ja jestem miłością jego życia. Zaznaczył jednak, że ona jest jego przyjaciółką i nie chce urywać tej znajomości. Zdecydowałam się do niego wrócić, ale zaznaczyłam, że po czymś takim ciężko mi będzie zaufać. Obiecał, że zrobi wszystko, żeby mnie odzyskać.
Przez jakiś czas było dobrze, ale ja czułam mimo wszystko, że coś jest nie tak jak powinno być. Zaczęłam być czepliwa i zazdrosna, obawiałam się tej dziewczyny, bo ona nadal miała z nim kontakt i pochodzili z jednego miasta i jednej paczki znajomych. Poza tym była nadal w nim zakochana i gotowa wrócić w każdej chwili. Kiedy zaczęło się psuć on zaczął mieć z nią coraz większy kontakt, ja kompletnie nie mogłam na to nic poradzić, kiedy mówiłam, że mnie to boli, że się boje on odpowiadał, że to moje urojenia. W końcu zarządził miesiąc przerwy (twierdził, że musi sobie w głowie wszystko poukładać). W tym czasie ich kontakt jeszcze bardziej się zacieśnił. Ja już praktycznie byłam na skraju załamania.
W końcu zdecydował się zerwać ze mną. Powiedział, że nie umiemy się dogadać, że mnie już nie kocha, a pod koniec związku zaczął mnie nienawidzieć (dodam, że trwało to wszystko 4 miesiące od momentu gdy drugi raz się zeszliśmy). Wiem, że teraz ma świetny kontakt z tamtą dziewczyną, możliwe, że znowu są razem, ale nie mam pewności.
Ja nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić, bo nadal go bardzo kocham, on też twierdził, że byłam miłością jego życia, że zawsze o takiej kobiecie marzył i myślę, że było to szczere, bo rzeczywiście jego była dziewczyna, jak sam przyznał, nie była kimś z kim mógłby porozmawiać o czymś więcej niż znajomych . On po zerwaniu powiedział mi wiele niemiłych rzeczy, ja nie wiem już sama w co mam wierzyć i czy naprawdę jestem taka za jaką on mnie ma. Czuję się jak bezużyteczny śmieć i nie wyobrażam sobie przyszłości bez niego. Nic mnie nie cieszy, bo nie wyobrażam sobie spotkać kogoś tak podobnego do mnie z kim tak dobrze bym się rozumiała. On ma 24 lata, ja 21.
Dodam, że on nie jest typem macho i nie zdradził nigdy kobiety będąc w związku, ale to wszystko, to całe zachowanie sprawia, że ja sama nie wiem co mam myśleć. Obwiniam siebie o to wszystko, nie potrafię normalnie funkcjonować, bo mimo tego, że sobie obiecywałam, że będę obserwować czy on będzie wobec mnie ok wpadłam znowu po uszy i nie umiałam już wyobrazić sobie bez niego przyszłości.
Przepraszam, że tak długo. Mam nadzieję, że podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami i radami. Z góry dziękuję.