Witajcie, kochane i kochani (bo w końcu obie płci tu występują
)
Uff, mam nadzieję, że wątek zatytułowany w miarę prawidłowo i obrazuje choćby część sprawy.
Na początek background sytuacyjny: jestem mężatką od kilku miesięcy, szczęśliwą spełnioną, nie ma żadnego kryzysu, wszystko układa się cacy i mniam
No, w sumie, gdyby tak nie było, zapewne znalazłoby się jakieś wyjaśnienie.
Background personalistyczny: jestem jedynaczką, obdarzoną dość sporą wyobraźnią i zawsze musiałam mieć coś "swojego" we własnym świecie. Do pewnego momentu była to twórczość własna + ewentualne fantazje na temat własnych postaci
Być może zabrzmi to komuś dziwnie; anyway, mój - wtedy narzeczony - zawsze to akceptował, nawet go to kręciło, bo dzięki tym fantazjom powstawały nowe sceny, rozdziały, części powieści.
No i teraz, jak mówi jedna z moich przyjaciółek, do brzegu ![]()
Mniej więcej dwa miesiące przed ślubem ujrzałam przez okno zjawiskowego faceta, tak jakby odzwierciedlenie jednej z moich postaci i odwzorowanie mojego pierwszego ideału mężczyzny.
Pominę same początki, bo było to jedynie przypadkowe natrafianie na niego i nie było w tym nic groźnego. Niebezpiecznie zaczęło robić się w momencie, kiedy wygooglałam sobie wszystko, co możliwe na temat tego człowieka (łącznie ze zdjęciami!).
Po ślubie przez jakiś czas było normalnie, niestety potem wróciło ze zdwojoną siłą i popadłam w obsesję na punkcie tego mężczyzny
Jako, że nie mam pracy, wypatruję go, jeśli akuratnie nie ma takiej możliwości, przeglądam jego fotki w sieci i generalnie mam spory rozstrój emocjonalny.
Zaznaczam: do niczego nie dążę! Facet jest żonaty, ma dziecko, z serca życzę mu szczęścia osobistego et caetera. Nie mam zamiaru zdradzać fizycznie. Poznałam go osobiście (można tak to nazwać chyba), obczaiłam z bliska, kilka słów zamieniłam - tak jakby jedno z marzeń się spełniło.
Po prostu, ech, uwielbiam na niego patrzeć. Jest to, z ręką na sercu, jeden z najprzystojniejszych facetów, jakich w życiu widziałam, dodając do tego podobieństwo do postaci i fakt, że (nawet jeśli się nie staram) widuję go codziennie, dochodzimy do konkluzji, że Nerie zadurzyła się po uszy. Myśli o nim całymi dniami, tworzy różniaste fantazje nie-do-spełnienia, ma sny, motyle w brzuchu, jest jej gorąco na jego widok itede.
Ach, uprzedzając pytania (i odbierając sobie też możliwość napisania kolejnego posta), mój mąż wie o tej sprawie. Z moją ekspresywną mimiką nie byłabym w stanie ukryć czegoś takiego, to raz; dwa - zawsze byliśmy ze sobą szczerzy.
Hmm... chciałam się po prostu wygadać komuś postronnemu, bo znajomi tzw "Boskiego i Seksownego" mają już chyba dość. Głaskania po główce nie oczekuję - wiem, że źle robię. Próbowałam z tym walczyć, tylko potem jedno minięcie się na ulicy powodowało silniejszy nawrót. A skoro nie umiem tego pokonać, póki mieszkam w bloku naprzeciwko i mam opcję częstego widywania go, próbuję nauczyć się z tym żyć... czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej.
Zdaję sobie sprawę, że nie brzmię na 26 lat. Wpadłam jak jakaś piętnastka, jak piętnastka reaguję (jestem w stanie prawie popłakać się z radości na jego widok... masakra).
No i cóż Wy na to?