Witam kobietki.
Przedstawię swoją sytuację i może dostanę od Was jakieś mądre spostrzeżenia.
Od dwóch dni jestem znowu sama. Mój chłopak zostawił mnie, odszedł.
Byliśmy ze sobą krótko, tylko DWA MIESIĄCE. Na początku było super. M. wspaniale o mnie zabiegał, mówił, że kocha, że szaleje, że zmienia swoje życie. Zapewniał, że od trzech lat nie zaznał takiego uczucia. Ma 28 lat więc uznałam, że jest dorosłym, poważnym człowiekiem.
Dwa dni temu rozstaliśmy się, a raczej "daliśmy sobie czas". Powodem był... hmmm brak ognia.
Brak ognia u niego. Na początku ogień był, teraz go nie ma. I przez to że go nie ma, ni jest w stanie mnie uszczęśliwić tak jakby chciał.
To tyle o nim. Brak ognia i tyle.
Jeśli chodzi o mnie, to też nie jestem bez winy. Zamiast podtrzymywać ten wspaniały jego Ogień ja tak bardzo rozpanoszyłam się w dwu-miesięcznym związku, że robiłam mu afery o byle co, czepiałam się . Hmm, taka ze mnie choleryczka.
I teraz pytanie do was drogie Panie. Czy ten ogień może u niego wrócić? Czy jest szansa by znowu go w Nim rozpalić? Czy może mnie znowu pokochać?
Czy miałyście takie sytuacje? proszę o rady...