Hej.
6 lat temu, mój obecny mąż, wtedy kolega, zaczął swatać mnie ze swoim przyjacielem.
Zaczęłam go poznawać, zaczęło się ciekawie.
Po kilki tygodniach, obecny mąż, zaczął mydlić mi oczy, że ten jego kumpel nigdy nie przyjedzie, że nie chce się wiązać i że powiedział iż byłabym tylko zabawką dla niego.
Wkurzyłam się, bo kilka razy byłam już zraniona. Powiedziałam mu by spadał. No i zaczęłam spotykać się z obecnym mężem.
Zaczął mnie czarować i w ogóle taki biedny był, nic nie miał. Mam za miękkie serce i się nim zaopiekowałam.
Myślałam, że się zakochałam. Zamieszkaliśmy razem. On mnie traktował jak szmatę. Obwiniał mnie o wszystko. Nie mogłam wychodzić z domu, dręczył mnie, szarpał. Ze stresu i niedbalstwa przytyłam 30 kg.
Zmienił sie na rok przed ślubem. Zaufałam mu.
Zmarł mi tata, a miesiąc później zdecydowałam że biorę ślub, tak bardzo potrzebowałam się czymś zająć, a pomyślałam że nie ma co zwlekać. Pół roku później był ślub cywilny, skromny. Na weselu nawet razem nie zatańczyliśmy, nie wypiliśmy drinka.
Dzień później rzucił we mnie obrączką, drąc się że wcale nie chciał tego ślubu. Robił mi awantury. W między czasie dowiedziałam się, że jego kumpel ten sprzed 6 lat wcale tak nie mówił na mój temat.
Odnalazłam w nim swoje odbicie lustrzane, drugą połówkę oczywiście nic mu nie powiedziałam, bo się boję.
Oni nadal się przyjaźnią. W końcu nie wytrzymałam, serce mi pękło i próbowałam wyrzucić męża ze swojego domu, ale ten chciał sobie żyły podciąć i przyrzekał że się zmieni. Pozwoliłam mu zostać, ale od tamtej pory nie mamy już nic kompletnie wspólnego. Nie chce mieć z nim dzieci, nie uprawiamy seksu prawie od 2 lat, nic nas nie łączy. W kłótni wykrzyczał mi że jest ze mną tylko do końca spłacania kredytu i że później się rozstaniemy, myślę że ściemnia. Traktuje mnie jak powietrze.
W sylwestra przyjechał do nas ten jego kolega i jak go zobaczyłam, nogi mi się ugięły. Znamy się dobrze 6 lat. Wiele razem przeżyliśmy smutków i radości. Słuchamy tej samej muzyki, lubi robić to samo, dwa wariaty. Obydwoje znamy o sobie tajemnice jakich nikomu innemu nie wyznaliśmy. Śmiejemy się z tego samego. Rozumiemy się jak nikt. Nie wymienie Wam teraz tego wszystkiego, co nas łączy, bo nie pamiętam.
Męża nie kocham. Bardzo boję się mu powiedzieć, że chce rozwodu, żeby nic sobie nie zrobił. Z tamtym kolegą nigdy się nie zwiążę, bo to przyjaciele, choć wiem że ucieka mi między palcami moje szczęście. Wiem że to nie zauroczenie, ja go po prostu kocham.
Nie nawidzę męża za to, że mnie okłamał na samym początku. Teraz spróbuje uwolnić się od nich obydwu. Choć nie ukrywam, że najchętniej wszystko bym tamtemu powiedziała, ale nie chce by był on dla mnie "wybawicielem" z toksycznego związku, tak naprawdę nie wiem co on czuję!
Dzięki że mogłam się "wygadać"
Ps: ja wiem że mój mąż nie wiele się zmienił, ponieważ zamiast na mnie wyżywa się na naszym psie. Strasznie ją katował swojego czasu, siostra po policję chciała dzwonić.