Byłam w związku z egocentrykiem... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Byłam w związku z egocentrykiem...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 ]

1 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2011-01-05 00:57:13)

Temat: Byłam w związku z egocentrykiem...

Egocentryzm ? tok rozumowania, który polega na centralnym umiejscowieniu własnej osoby w świecie. Przekonanie o tym, że jest się najważniejszą osobą, a świat "kręci się wokół niej".

Osoba egocentryczna postrzega cały świat wyłącznie z własnego punktu widzenia, poprzez absolutyzowanie własnych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń, a marginalizowanie opinii pochodzących od innych osób. Jest głęboko przekonana, że świat wygląda dokładnie tak, jak jej się wydaje i na tej podstawie określa własne relacje z resztą otoczenia, a szczególnie wobec innych ludzi. Osoba taka uważa, że świat funkcjonuje zgodnie z jej mniemaniem, lub że najlepiej by było, gdyby tak funkcjonował, jak ona to postrzega. Efektem tego jest pogląd, iż wszyscy pozostali ludzie powinni postępować tak, jak uważa dana osoba, a szczególnie, że powinni oni postępować w określony sposób (najczęściej korzystny) wobec niej samej. Osoba egocentryczna często obraża i drwi z innych niż swoja opinii, a broni własnej, nawet w sytuacji, gdy ma przeciw niej setki trafnych argumentów.

Ta teoria w 100000% pasuje do mojego byłego narzeczonego.

Ja go traktowałam jak relikwie, świętość, latałam za nim, obchodziłam się jak z jajeczkiem, żeby czasem nie urazić, no i kochałam na maxa (wiele tu moich postów o mojej miłości do niego, o tym jaki cudowny, a zarazem trudny). No a on dawał mi jakieś resztki miłości, nie chciał słuchać, gdy mówiłam o moich pragnieniach i potrzebach- podważał je, bo skoro on nie potrzebował tego co ja to nie dopuszczał do siebie i nie wierzył w to, że ja mam takie pragnienia. Obrażał się, gdy zwracałam mu uwagę, i... NIE CHCIAŁ ROZMAWIAĆ. Powtarzał "Ty masz problem to se miej, mnie do tego nie mieszaj, ja chcę mieć spokój", lekceważył gdy prosiłam żeby się pogodzić, kpił, drwił i olewał a ja się poniżałam. Nie wspierał mnie i mną manipulował. Wszystko to widziałam, ale i tak kochałam, tłumaczyłam sama przed sobą i wierzyłam naiwnie, że kiedyś się zmieni, wmawiałam że jest wyjątkowy. Nie poświęcał mi 100% uwagi, nie dawał bliskości w postaci pocałunków, pieszczot dotyku (bardzo rzadko), bo na pierwszym miejscu zawsze były jego przyjemności a ja musiałam to akceptować. Odzywał się rzadko w ciągu dnia  i mimo setek próśb żeby zwiększył częstotliwość bo ja tego potrzebuje, to i tak miał to gdzieś, uważał to za dziecinadę i nie traktował moich próśb poważnie. Nie zabierał do kina, czy na kolację (raz, dwa razy do roku) i jak się upomniałam to był oburzony i zły i mówił "to Ty mnie zabierz jak Ci się coś nie podoba".  Poza tym twierdził, że skoro mnie kocha, zaręczył się ze mną i chce być ze mną na zawsze to nie powinnam oczekiwać innych dowodów miłości. Liczył się on, jego pasje, jego życie, telewizor, komputer, mecze, treningi. Ja musiałam się do tego wszystkiego dostosować, spotykać kiedy mu pasuje i to ja przychodziłam do niego do domu a on nawet nie raczył wstać i przywitać mnie w drzwiach tylko wołał "otwarte" i siedział na komputerze, nie odwoził mnie też do domu i nie mogłam i tak narzekać, no bo jak to zrobiłam to zostałam ukarana w postaci jego chłodu, nie odzywania się i braku kontaktu. No i to ciągłe obwinianie mnie o wszystko, to szantażysta emocjonalny, bo tylko oni posługują się takim narzędziem jak wpajanie komuś nieustannie poczucia winy. Zawsze podczas kłótni stawiał mnie pod murem, nie chciał rozmawiać, pogodzić się nie chciał, więc pytałam roztrzęsiona "co teraz"?, a on na to "NIE WIEM". Nie wiedziałam wtedy co robić, czułam jakby mnie ktoś dusił, a on siadał, włączał tv, lub śpiewał i grał w tym czasie na gitarze, żeby pokazać mi jak głęboko ma to wszystko w d...e. Nigdy nie wyciągał ręki do zgody, bo to on uważał się za skrzywdzonego i nawet gdy ja przepraszałam to potrzebował kilku dni żeby wróciło wszystko do normalności. Często powtarzał "chciałaś mnie takiego-to masz, skoro przed chwilą nie odpowiadało ci jaki byłem i zwróciłaś mi uwagę to teraz proszę, to twoja wina, ty mnie sprowokowałaś." Kiedy mówiłam mu, że wszyscy ludzie się kłócą, ale po chwili rozmowy się godzą jeśli to była błahostka (a u nas były tylko spięcia o pierdoły), on mi wtedy mówił "jak się z tobą od razu pogodzę to nie będziesz miała żadnej nauczki i za chwilę znowu zwrócisz mi uwagę, muszę być konsekwentny". Swoim lekceważeniem doprowadzał czasem do tego, że chcąc zwrócić jego uwagę zachowywałam się histerycznie,a on śmiał się i mówił "no proszę, krzycz dalej, pokaż na co cię stać, pokaż jak się nie potrafisz kontrolować". Czasem nie wytrzymywałam i mówiłam, że jak tak dalej będzie mnie traktował to oddam pierścionek i odejdę, na co on "proszę bardzo, odejdź, zrób to, ja cie na silę nie trzymam".  Uważał że to jest dobre postępowanie, że nie robi nic złego. No ale przy ludziach, znajomych, rodzinie to po prostu IDEAŁ, facet z klasą, wdziękiem, kulturą. Nie mogłam czasem na to patrzeć jak zgrywa dżentelmena przy innych a np chwilę wcześniej gdy byliśmy sami był dla mnie okrutny.
Nie brał pod uwagę tego że ja jako inna istota mogę mieć inne zdanie i inne potrzeby. Mówił, że jest dobrym człowiekiem i nikt nie będzie mu zwracał uwagi o to co robi źle lub czego nie robi.Tresował mnie jak zwierzątko jakieś. Nigdy nie krzyczał, ani nie wyzywał, ale to co robił z moją psychiką było dla mnie torturą. A teraz wszystko zobaczyłam czarno na białym i wzięłam życie w swoje ręce... Miał oczywiści także i plusy, nie jest złym człowiekiem, ale mi nie dał miłości i wszystkich innych rzeczy jakie w związku są podstawą. Po dwóch latach miarka się przebrała. Nie ma możliwości dogadać się z takim człowiekiem, bo on nigdy nie traktuje twojego zdania poważnie, a jak żyć z kimś kto nie odbiera ciebie i twoich oczekiwań na serio. Nie wiedziałam że jest egocentrykiem, ktoś ostatnio tak go nazwał a ja sprawdziłam na necie i jak w mordę strzelił wszystko pasuje. Czułam się niszczona przez niego, ale tak kochałam, że chciałam być pomimo wszystko, ale zrobiłam rozrachunek i stwierdziłam, że tego jest zbyt dużo, że on mnie kiedyś wykończy, że nie warto się tak poświęcać, jeśli ktoś ciebie nie szanuje. On sobie z tego sprawy nie zdaje, on myśli że z nim wszystko ok, że postępuje w porządku, no a jeśli tak myśli to się nie zmieni, bo pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie swoich błędów, choć to nawet nie błąd tylko jego osobowość, więc nie ma szans na zmianę. Zdecydowałam się na rozstanie mimo iż byłam zaręczona, wyznaczona była data ślubu, zamówiona sala i orkiestra. Uratowałam chyba swoje życie... Teraz trudny okres przede mną, choć narazie dobrze sobie radzę to zapewne przyjdą trudne chwile. Wierzę jednak że los wynagrodzi mi moją odwagę i podaruje kogoś kto będzie mnie kochał, szanował i liczył się ze mną...

A czy ktoś z Was miał do czynienia z egocentrykiem i jak to u Was wyglądało?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

W zasadzie każdy związek z facetem, to bycie z egocentrykiem mniejszym lub większym. Ja też byłam z "dobrym człowiekiem". Bardzo był dobry... Dla siebie. Twierdził, że wszystko robi dla rodziny, ale zawsze było to tylko to, co on chciał zrobić, nigdy to, czego rodzina chciała, potrzebowała, oczekiwała, domagała się. Szczególnie domagała się - bolało. Problem polegał na tym, że chcieliśmy rzeczy niewykonalnych. Dotrzymywania słowa, realizacji obietnic (niewymuszonych), realizmu, racjonalizmu. A dostawaliśmy obietnice bez pokrycia, krętactwo, łgarstwa, manipulowanie emocjami, bujanie w obłokach. Przebywanie 5 sekund poza pępkiem świata doprowadzało go do furii. Jedno miejsce było właściwe dla dobrego człowieka - centrum- uwagi, zainteresowania. Zainteresowanie się czymkolwiek innym było dla niego jak policzek. Oczywiście w tym świecie wypełnionym wyłącznie sobą nie był w stanie zauważyć, że ktoś może mieć troszkę inne oczekiwania, że w ogóle ktoś może mieć jakiekolwiek oczekiwania. Naprawdę wystarczyło cieszyć się tym, że jest, broń Boże zastanawiać się dlaczego taki jest.
No i w końcu dostrzegł, że nikt nie cieszy się tym, że jest. To była trauma, nie otrząśnie się z tego nigdy. Nigdy, niestety nie zrozumie, dlaczego nie mogliśmy go dłużej znieść. Trudno.

3

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

U mnie przed ślubem wyglądało z grubsza tak samo. Po ślubie doszła agresja słowna i fizyczna z jego strony. Krzyki, napady furii, kiedy coś było nie po jego myśli, kiedy spojrzałam nie tak jak trzeba, coś "źle powiedziałam" przy jego znajomych, ubrałam się nie tak jak on chciał, czytałam nie takie książki jakie on by chciał i tym podobne. Dobrze zrobiłaś, że nie wzięłaś ślubu, bo potem było by tylko gorzej. Myślę że wspólne zamieszkanie sprawiłoby, że puściłyby mu hamulce, tak jak mojemu byłemu mężowi. Myślę też, że to nie tylko egocentryzm, ale i wybitna niedojrzałość emocjonalna i niemożność do stworzenia głebokiego partnerskiego związku, taka uwarunkowana przez czynniki znajdujące się w psychice delikwenta. Zważywszy, że tacy panowie są w każdym, niemal wieku - pewnie nie do wyleczenia.

Jest dokładnie tak jak mówisz, uratowałaś swoje życie i swoją duszę. Na 100% spotkasz kiedyś kogoś dojrzałego, kto będzie Cię szanował i kochał, i któremu będzie na Tobie zależało. Trudny okres przed Tobą, bo musisz się emocjonalnie pozbierać, ale dasz radę smile.

4

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

BOŻE czytam Wasze historie i widze własne życie ;( ale ja niewytrzymałam tego, gdy zaszłam w ciąży z trzecim dzieckiem a nasze dzieci były już prawie dorosłe c.18lat syn 16 lat cieszyłam się ogromnie że wpadnie nam promyk słońca do domu a on niezadowolony że życie nam pokręci ta sytuacja że jesteśmy za starzy (ja miałam dopiero36l) że on mi nie pomoże bo on pracuje (mialiśmy własną firme ) że sytuacja finansowa nam się pogorszy ponieważ ja byłabym wykluczona  z pracy w firmie itd wymusił na mnie tą trudną decyzje ,naszych dzieci też niechciał ale liczyłam że się zmieni,ale z roku na rok niebyło zmian wrecz świat kręcił się wokół niego i dzieci a mnie pozostawił samej sobie doszłam do wniosku że to nie tak ma wyglądać moje życie, dzieci odeszły prawie z domu on zadufany sam w sobie moje potrzeby były nieważne ,zostawiłam wszystko i odeszłam i teraz wiem że ZYJE może skromnie ale spokojnie jestem szczęśliwa ,kochana czuje to ,liczy się wszystko co zemną związane spojrzymy na siebie wiadomo czego oboje pragniemy i oczekujemy ,nikt niekrzyczy na mnie, nie wyzywa nie wymusza współżycia (bo ON niemoże zasnąc)alkochol nie istnieje w moim nowym życiu bo w starym był co tydzień .Nieżałuje tej decyzji wręcz zła jestem że wcześniej tego niezrobiłam bo dzieci były by przy mnie a tak to zastały przy najukochańszym tacie a jak się okazało to mama be ,tak zakończyła się moja rola MAMY gdzieś popełniłam błąd

5

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
Emilia napisał/a:

Myślę też, że to nie tylko egocentryzm, ale i wybitna niedojrzałość emocjonalna i niemożność do stworzenia głębokiego partnerskiego związku, taka uwarunkowana przez czynniki znajdujące się w psychice delikwenta. Zważywszy, że tacy panowie są w każdym, niemal wieku - pewnie nie do wyleczenia.

Dokładnie, czytałam gdzieś, że niedojrzałość jest jedną z podstawowych cech egocentryka.

6

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

malgosiacdi, czytam i nie wiem, czy dobrze rozumiem, czy ten skupiony na sobie na maksa człowiek wyusił na Tobie aborcję? Współczuję Ci bardzo, nie będę pisać na forum co myślę o takich dupkach, bo dostałabym zaraz bana. Dziwię się, że wytrzymałaś tak długo. Mój były mąż też nie chciał dzieci, mówił, że "bachory są po to, żeby go zabić, zrunować", że nie chciał, nie chce i nie będzie chciał mieć dzieci, a na przysiędze małżeńskiej w kościele kłamał! Jak widział że jakieś dziecko się do niego śmieje to robił się zielony. Zmuszał mnie do trucia się hormonalną antykoncepcją, szantażował, że jak nie będę ich brać, to mnie zostawi, a że zdążył już tak mi wyprać mózg, że wierzyłam, że nikogo innego nie znajdę, to brałam je ze strachu przez wiele lat i w efekcie zrujnowałam sobie zdrowie sad. Dzięki Bogu nie zaszłam z nim w ciążę. Dziecko bym urodziła tak czy inaczej, ale mieć takiego faceta za ojca - nikt by nie chciał! Najśmieszniejsze było na rozprawie rozwodowej, kiedy sędzina zapytała go, czy wie, jak bardzo niedojrzałe jest jego podejście do tematu dziecka, jak bardzo egoistyczne, a ten idiota powiedział, "tak wiem" big_smile. Kobita tylko spojrzała na mnie ze współczuciem i kazała zaprotokołować, że pozwany zeznał iż jest świadom swego egoizmu i niedojrzałości. Później tylko wyszło z niego, że nie ma zamiaru nic z tym zrobić i ogólnie akceptuje siebie takim jakim jest. Porażka na całej linii big_smile. Myślałam że padnę ze śmiechu. Przynajmniej dzięki temu rozwód nie był jakimś wielkim stresem, było nawet zabawnie smile. Widać, że faceci-egocentrycy mają bardzo wiele cech wspólnych jeśli chodzi o konkrente zachowania i wybory życiowe.

7

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Nigdy chyba nie zrozumiem (chociaz mam na ten temat wlasna teorie) dlazego az tak wiele kobiet/dziewczyn lata za takimi jegomosciami a takich ktorzy sa normalni i otwarci na cudze potrzeby maja w wielkim powazaniu.Jak widac jednak zycie zdrowo potrafi ukarac za takie postepowanie chyba , ze ktos sie w pore opamieta.

8

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

WITAM CIĘ EMILIO. TAK wymusił mało tego zostawił mnie z tym samą i prosto ze szpitala musiałam zając się firmą z ogromnym żalem do niego i do siebie bo byłam i jestem przeciwniczką tego typu załatwiania spraw, mineło już 5lat a ja dalej mam sny z dzieciątkiem które czeka namnie pod brama mojego domu i z czasem lecącym i ono rośnie w tych snach ,parodią tego mojego życia z nm jest to że w sądzie sędzina niedała mi wiary w to co zeznawałam, po pierwsze że on tego niepotwierdził dwa ja zeznawałam na potrzeby sądu niejako próbe usprawiedliwienia swojego odejścia i wyrok zapadł z mojej winy,dzieci zeznawały przeciwko mnie, oczywiscie małżeństo taty i mamy było cudowne wzorem do naśladowania mama niegotowała, miałam żekomo gosposie no co tu pisac brak słów to co przeszłam w sądzie ,a moja córcia gdy ogłoszono wyrok zadzwoniła do mnie i powiedziała ze nieudało ci się k...o oszukać sądu .także ja w sprawiedliwośc w sądach niewierze chciałam rozwodu bez ożekania o winie albo  zwiny obu stron wogule chodziało mi żeby niewywlekac i nieszarpac się w sądzie ale cóż on nieczuł się winny ,

9 Ostatnio edytowany przez alaclaudie (2011-01-05 13:20:21)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
mały_rycerz napisał/a:

Nigdy chyba nie zrozumiem (chociaz mam na ten temat wlasna teorie) dlazego az tak wiele kobiet/dziewczyn lata za takimi jegomosciami a takich ktorzy sa normalni i otwarci na cudze potrzeby maja w wielkim powazaniu.Jak widac jednak zycie zdrowo potrafi ukarac za takie postepowanie chyba , ze ktos sie w pore opamieta.

Ja przedstawię swoją teorię na ten temat. Otóż: faceci są wychowywani w poczuciu własnej wspaniałości. Gdy coś im się złego wydarzy nie załamują się, traktują to jako lekcję i idą dalej. Nie dają się eksploatować.
Kobiety.. muszą być grzeczne, zazwyczaj one pomagają mamie w domu, siedzą w nim zamiast iść na rower. Do tego te wszystkie durne bajki, książki, filmy o miłości, które mówią do dziewczynki- twoim największym szczęściem jest posiadanie faceta i służenie mu. To tak pokrótce i stereotypowo.
Druga sprawa- to co jest niedostępne pociąga bardziej, choć w rzeczywistości może się okazać kawałkiem folii aluminiowej w którą inni zawijają prawdziwe smakołyki.

Zakochana- świetnie że się w porę opamiętałaś. Trochę poboli ale wyjdziesz na słonce silniejsza i madrzejsza. Powodzenia życzę!!

10

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
mały_rycerz napisał/a:

Nigdy chyba nie zrozumiem (chociaz mam na ten temat wlasna teorie) dlazego az tak wiele kobiet/dziewczyn lata za takimi jegomosciami a takich ktorzy sa normalni i otwarci na cudze potrzeby maja w wielkim powazaniu.Jak widac jednak zycie zdrowo potrafi ukarac za takie postepowanie chyba , ze ktos sie w pore opamieta.

Myślę, że Twoja opinia jest krzywdząca dla wielu z nas. Piszesz tak, jakby skrzywdziła Cię jakaś dziewczyna i masz o to spory żal. W Twoim mniemaniu za zakochanie się w niewłaściwym człowieku kobietę "życie zdrowo ukarze"? To jest Twoim zdaniem sprawiedliwe, tak? I Ty siebie zaliczasz z takimi poglądami do tych "lepszych facetów" zapewne? Pffff śmiechu warte.

Pozwól, że wyprostuję Ci poglądy. Zajrzyj sobie do wątku: http://www.netkobiety.pl/t17705.html - i przeczytaj go w całości, od początku do końca, to może przestaniesz mnie i inne kobiety tak okropnie osądzać.

malgosiacdi, może powinnaś pójść na terapię? Znajdź kogoś, kto zajmuje się pracą z kobietami z syndromem poaborcyjnym. To rana, której jak widać czas nie leczy, skoro samej Ci ciężko z tym sobie poradzić, to może warto, by pomógł Ci jakiś doświadczony psycholog? Jeżeli przewidujesz mieć jeszcze jakieś dzieci, to aborcja może w jakiś sposób odbić się na Twojej relacji z kolejnym dzieckiem, może jakaś naopiekuńczość itp...
W kwestii sądu to ja dzięki Bogu miałam inną sytuację. Rozwód bez orzekania o winie. Strasznie się bałam, że eks wyskoczy z jakąś ściemą typu jak bardzo mnie kocha itp. i z tego co widziałam to pewnie zamierzał. A że najpradopodoniej w trakcie małżeństwa zdradzał mnie z jedną pi... i utrzymywaŁ z nią znajomość już po naszym rozstaniu - miałam świadków, którzy wiele razy widzieli ich w różnych sytuacjach trzymających się za rączki itp., to dałam mu do zrozumienia tuż przed rozprawą, że mam świadków i że jakby coś kombinował na rozprawie, to zmienię na orzekanie o winie i zobaczy. Postawiłam wszystko an jedną kartę, bałam się jak diabli, ale on na szczęście zaraz złagodniał, przyznał się do tego, choć wcześniej mi wpierał, że z nikim się nie spotyka, co za baran!
Szkoda, że nie miałaś jakichś świadków, którzy mogliby powiedzieć, jak między wami było. ZszokowaŁo mnie zachowanie Twoich dzieci, w szczególności córki. Zeznawać przeciw matce? Nawet gdyby rzeczywiście była to jakaś Twoja wina, to nie powinna tego robić. A już kłamstwo na korzyść ojca, porażka. Myślę, że gówniara jeszcze do Ciebie przyleci. Wiesz dlaczego? Bo niestety ale bardzo często powielamy wzroce wyniesione z domu i bardzo możliwe, że podświadomie będzie szukała takiej kanalii jak jej tatuś. I w końcu znajdzie. Będzie miała dokładnie takie samo życie jak Ty i pewnie za kilka-kilkanaście lat zrozumie i będzie jej przykro. Szkoda też, że nie korzystałaś z porady adwokata. Ja w sumie też nie skorzystałam, choć później znajoma prawniczka po przeczytaniu pozwu i dokumentacji z sądu mówiła, że pownnam wystąpić o rozwód z orzekaniem o winie, że bez problemu bym dostała, gdybym wzięła adwokata. Tak jak Ty nie chciałam wywlekać brudów itp., ale w pozwie napisałam, jak się nade mną znęcał, jaki był chamski, jak mnie traktował. Nawet na rozprawie, kiedy sędzina zapytała, co to wg mnie znaczy, że mąż był agresywny, to opisałam wszyściutko dokładnie, nie pomijając częstotliwości jego napadów agresji. Sędzina mi przerwała w momencie kiedy spytałam, czy mam przytoczyć te wszystkie obelgi, jakie padały z jego ust pod moim adresem - powiedziała że wystarczy, bo to nie jest sprawa z orzekaniem o winie.
Więc może po prostu w pozwie napisałaś zbyt maŁo argumentów, że tak naprawdę to była wyłączna wina męża? Ja tak właśnie zrobiłam, napisałam pozew jakby było z jego winy, a wystąpiłam o bez orzekania smile, za radą innej, starszej ode mnie koleżanki, która rozwód miała już za sobą. Nie powinnaś brać w sądzie winy na siebie albo zeznawać tak jakby to była Twoja wina, nie musiałaś uzasadniać swojego odejścia. Mogłaś po prostu zeznać jak Cię traktował, jak odzierał z kobiecości itp. Jak długo jesteś po rozwodzie? Może da się jeszcze złożyć odwołanie?

11

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Witaj Emilko smile dzięki, a co do rozprawy sądowej miałam świadków którzy zeznawali jak było na początku mojego związku miałam obdukcje lekarską z pobicia, opowiedziałam jak się zachowywał, o aborcji tez powiedziałam a przy tym strasznie płakałam ,w trakcie następnych lat zwierzałam się swoim koleżankom, które na sprawie sądowej zeznawały całkiem co innego, podobnie jak dzieci( były problemy dnia codziennego) ,sędzina wyczuła że coś jest nie tak skoro znałyśmy się 20 lat, odwiedzałyśmy się 3 razy w tygodniu ,a one niepotrafiły powiedziec o czym rozmawiałyśmy ,mój syn pobił się z ojcem az uciekł z domu gdy padło pytanie czy taka sytuacja miała miejsce zaprzeczył więc ?? napisałam apelacje ,ale i tam tez nikt niedał mi wiary ,teraz założyłam sprawe o podział majątku i az się boje że znowu przegram .moj mąż żyje w dostatku został przy całym majątku ,córka pracuje i uczy się (ciesze się bo będzie w przyszłości niezależna)syn uczył się s.21lat c.23 i dzieci wystąpiły o alimenty, oczywiście sąd przyznał ze mam obowiązek łożyc na nie ale sąd niewziął moich malutkich możliwości a dwa wogóle niebrał zarobków ich ojca ,z góry założył sędzina że to jest mój obowiązek .bardzo bym chciała coś zrobic z tym wyrokiem rozwodowym bo czuje się baaaaardzo pokrzywdzona przez sędzine 31.12.2009 ogłosili wyrok a apelacja odbyła się w sierpniu 2010 czy można jeszcze coś z tym zrobic?

12

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Wśród moich dalszych znajomych była kiedyś kobieta, która przeżyła tak samo jak Ty szok na sali rozpraw. Jej mąż był alkoholikiem, znęcał się nad nią, był chorobliwie zazdrosny, a rozwód został orzeczony z jej winy, bo wszyscy, łącznie z rodziną, jej siostry, matka zeznawali przeciwko niej. Też jej się to w głowie nie mieściło, a tymczasem mężuś po to, żeby się na niej zemścić, bo odeszła, zdołał wmówić wszystkim, że on się zmienił, że już nie pije - choć pił nadal, że bardzo ją kocha - to była bzdura, że ona odeszła do kochanka - to też nie była prawda. I jakimś cudem mu uwierzyli. Może w Twoim przypadku też tak było? Bo w sumie nie wiesz, czy on czasem nie naściemniał, nie naopowiadał Twoim przyjaciółkom i dzieciom jakichś bzdur o Tobie.
Na podział majątku radzę Ci wziąć prawnika, koniecznie. Poza tym przy alimentach sędzia musi koniecznie wziąć pod uwagę Twoje dochody, nie tylko potrzeby dzieci. Poza tym, jeśli córka także pracuje, to na co jej alimenty od Ciebie? Chyba jej ojciec naprawdę nieźle w głowie poprzestawiał, większość córek nie postąpiłaby tak w stosunku do swojej matki... Mój facet jest prawnikiem, nie zajmuje się co prawda takimi sprawami, ale mówi, że od apelacji nie możesz się odwołać, tylko złożyć wniosek o kasację wyroku. Niemniej najlepiej poradzić się w tej sprawie adwokata, który się tym zajmuje. Taki adwokat może Ci też napisać kasację, ale to Cię drogo wyjdzie. Są też opłaty kasacyjne - coś takiego jak opłata sądowa, najprawdopodniej kilkaset złotych. Ale uwaga: niektóre osoby są zwolnione z opłat kasacyjnych, tylko że w tej chwili nie jestem Ci w stanie podać które.

13

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Mały_rycerzu,
niekoniecznie latamy za takimi dupkami. Zdarza się, że to oni latają dla zaspokojenia swojego ego. I, Bóg mi świadkiem, starają się. Starają się nie dać się poznać. Co świadczyłoby o tym, że zdają sobie sprawę ze swojej niedoskonałości i ją maskują. Czasem świetnie. A w praniu wychodzi powoli prawdziwe oblicze. I powoli staje się nie do zniesienia. Dobrze, że przynajmniej niektóre kobiety próbują się ratować. A mali rycerze... cóż oni wyginęli w czasach Wołodyjowskiego.

14

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Witam Cię serdecznie w ten słoneczny dzień .Aaaaaa staram się wytłumaczyc sama sobie że wyrok nie ma znaczenia bo zyskałam (Wolnośc spokój )ale czasami wraca wielka niesprawiedliwośc, chyba dam sobie spokój bo szkoda moich nerwów i pieniążków,zaczełam życie od nowa u boku nowego człowieka i na nowych zasadach tak naprawdę jest mi z nim b.bobrze,jesteśmy ze sobą ponad 2 lata ,po tak ciężkim związku z moim mężem ciężko mi było się przestawic na to co zaoferował mi nowy związek,wierzyc mi się niechciało ze można tak spokojnie życ,zresztą marzyłam od wieków o takim życiu i sposobie a jednak można odnosic się do siebie ciepło z szacunkiem bez nerwów krzyków niemusze juz grac tak zeby niezdenerwowac męża,nieboje się położyc do łóżka ze znowu będe musiała mu DAC bo on zasnąc niemoże albo jest w sztok pijany i mus bo awantura,niemartwie się że wrócimy od znajomych i będe musiała się pijakiem opiekowac bo sie udusi własnymi wymiocinami albo spac w nich jak to mi się trafiało ze wsiądzie do samochodu i będzie szalał po pijaku po okolicy, mogłabym przytoczyc wiele takich przykrych sytuacji ,zanim odeszłam od niego to zaciągnął mnie do dwóch seksuologów, tam specjalisci stwierdzili ze wina lezy w jego zachowaniu przez lata ale nie zmienił swojego zachowania wrecz gdy wachałam się jeszcze czy zostac przy nim czy odejsc dał mi warunek JAK ZOSTANE TO DWA RAZY W TYGODNIU TO MUSZE MU DAC  i po tych słowach jego niemiałam juz zadnych wątpliwisci ODESZŁAM.A co do moich dzieci to KOCHAM je bezwarunkowo,mam żal ale w tym przypadku rządzi kasa no i wciska im różne kity wiem bo rozmawiałam z dziecmi i miałam wrażenie że rozmawiam z własnym mężem ,a co do podziału majątku mam adwokata ale pomimo to boję się bo przy rozwodzie był przy mnie prawnik a on miał Panią adwokat fajna kobitka jak opisywała  męża i małżeństwo moje to przeszłam samą siebie małżeństwo moje to najpiękniejsza baśń na świecie.

15

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Małgosiu,
jak ja Cię rozumiem. Ta ulga, że już nikt nie przysporzy Ci upokorzeń. Że nie będziesz musiała wysłuchiwać chorego, pijackiego bełkotu, znosić smrodu i bałaganu z tym "hobby" związanego. Ale nie mogę zrozumieć co z dziećmi? Ja miałam szczęście, on odszedł, nareszcie. Dzieci zostały. Bez przymusu, bez żadnych  wątpliwości. Za nic nie poszłyby z nim. Jesteś bardzo silna, jeśli dałaś radę je zostawić. Podziwiam.

16 Ostatnio edytowany przez malgosiacdi (2011-01-07 10:26:22)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Witaj Marynarka. z dziecmi rozmawiałam na ten temat dały mi zielone światło same chciały zostac przy tacie i pomóc mu prowadzic firme, niechciały opuszczac domu niedziwię się dom mieliśmy już wykończony na tip top sytuacja finansowa stabilna i dobra, one juz były prawie samodzielne do domu zjeżdzały jak do hotelu  po kase i prowiant im w tym świecie było dobrze zawsze je chroniłam przed problemami z tatą, nieuczestniczyły w problemach niechciałam żeby i one przeżywały ale jak odeszłam zerwały kontakt całkowicie a gdy pytałam dlaczego są na mnie wściekłe odpowiedziała mi córka że ona niesądziła że ja naprawdę odejde i tak jest dotej pory ,nigdy ich ojciec nieuczestniczył w ich dorastaniu on zarabiał na rodzine zresztą dzieci niewiele go opochodziły aaaaa co tu pisac jest jak jest ja powolutku godze się z ich decyzją dowiaduje się pokątnie czy zdrowe jak się mają i to musi mi wystarczyc ,ja niedecydowałam z kim i co mają robic i jak życ jak już zaczeły wchodzic w dorosłe życie więc i one niemają takiego prawa decydowac o mnie ,kocham je bardzo ale nie na tyle żeby dożywotnio poświęcic się ich ojcu niezasłużył sobie ,wręcz zniszczył nasz związek swoim zachowaniem i obojętnością na moją osobe jako żone którą żekomo kochał tylko niewiem jaką miłością ja jej nie czułam przez całe 21letnie małżeństwo.dośc tych smutasów dziś nowy dzień zaczełam go pięknie i życze wszystkim aby smutki nas omijały smile) miłego dzionka wam życze.

wiesz w życiu niesądziłam że dzieci odwrócą się odemnie gdyby mi ktoś przewidział taki obrót sytuacji to powiedziałabym że to niemożliwe a jednak ale gdyby to mąż odszedł odemnie to dzieci zostały by przy mnie ale on niechciał więc ja odeszłam mnie było już wszystko jedno miałam już dośc

17

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Małgosiu,
naprawdę jesteś dzielna. Ja miałam szczęście, bo on nie chciał nas zostawić, ale znalazł "opiekunkę" i odpuścił. Wyprowadził się. Też się dziećmi nie interesował, dawał tylko (on uważa, że aż) kasę. Natomiast dzieciaki są murem ze mną, mimo, że zdają sobie sprawę z nędzy, jaka nam teraz zagraża. Autentycznie gardzą facetem, o nic go nie proszą, w ogóle z nim nie rozmawiają. On obrażony, nie ma pojęcia jak bardzo zasłużył na takie traktowanie. Chyba nie umiałabym zostawić dzieci, mimo, że też, w zasadzie, są już dorosłe. Gdybym nie miała szczęścia, że ta pani zaopiekowała się zwierzęciem, trwałabym na posterunku i chyba kiedyś oszalała. Podziwiam i gratuluję!

18

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

marynarka.to nie odwaga to desperacja ,zaczełam popijac najpierw z nim a potem sama żeby zagłuszyc wstręt i pogarde do siebie i niego ,ratowałam się poradami specjalisty ale to nic niedało ,brałam tabletki bo pózniej doszła bezsennosc i znalazłam się w błędnym kole ,chciałam popełnic samobójstwo lecz trzymały mnie dzieci przy życiu przestałam wierzyc że może jeszcze cos w życiu mnie miłego spotkac a jednak spotkało i wierze że są ludzie dla siebie stworzeni a może po przejsciach i inne mają spojrzenie na świat? niewiem ale ja wiem że żyje życze ci spokojnej nocy

19

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Dziękuję Małgosiu,
wzajemnie, śpij dobrze. Wiem, że to musiała być desperacja. Wyobrażam sobie, co przeżywałaś, bo miałam podobnie "cudowne" życie. Najzabawniejsze jest to, że on jeszcze teraz i ,pewnie, po wieki wieków będzie myślał, że ono (to moje życie) naprawdę było cudowne, tylko ja tego nie doceniłam.

20

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Witaj Marynarka.
zgadzam się z tobą w nas widzą winowajczynie a siebie wybielają i tak też było i umnie wpajał mi całe nasze małżeństwo swoje poglądy , teorie na życie liczyło się tylko to co on mówił ja go słuchałam starałam się spełniac jego wyrafinowane życzenia ,marzenia a wogule chciałam żeby było dobrze no i było lecz on mnie niesłyszał moich odczuc pragnień a ja tylko chciałam czuc przez jego zachowanie, gesty ,uśmiech ,miłe słowo  że nmie KOCHA ,LECZ ON KOCHAŁ SIEBIE , mineło juz ponad dwa lata zali się w rodzinie ze mu cięzko ze było mu lzej jak byłam a pieprzył wszem i obec ze ja nic nierobiłam ze gosposie robiły że z nadmiaru pieniedzy popie......ło mi się w głowie ,ciesze się że teraz wie ile pracy kosztuje dom i z nim związane obowiązki co nie smile)

21

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Witaj Małgosiu,
teoretycznie, czasami, jakby wiedział, że w domu, z dziećmi nie ma lekko. Ja, na szczęście żadnej gosposi nie miałam, "tymi ręcyma" wszystko ogarniałam. Padałam na twarz, ale gospodynią byłam świetną. BYŁAM, do czasu. Potem przestałam, chyba instynkt samozachowawczy mi się włączył w ostatniej chwili przed umarciem z powodu sprzątania i gotowania. No i jeszcze prania, prasowania, załatwiania spraw w urzędach, pilnowania rachunków, robienia remontów, odrabiania lekcji, robienia zakupów... Dużo tego było, wszystko, po prostu. Ale przecież nie pracowałam, czyli nic nie robiłam. Mogłam bez ograniczeń spełniać zachcianki Pana, byłam w pełnej dyspozycji. Ale nie był zadowolony. Zawsze doszukał się pretekstu do awantury. A jak awantura, to trzeba zapić. Potem, klasycznie, trzydniówka minimum. Dzieci wystraszone, zapłakane, bo bardzo agresywny to był pijak. Chwila spokoju, wybacz, wybaczam i do następnego razu. Czasem później, czasem szybciej. Ale zawsze był następny raz. W końcu do mnie dotarło, że nie zniosę już ani jednego takiego występu. Do niego też to dotarło i nawiał. Wiedział, że nie może sobie ufać. Ale chyba nareszcie uwierzył, że moja cierpliwość się skończyła. Nie podejrzewałam jakie to szczęście, że go po prostu nie ma. Tylko i aż tyle wystarczyło, żeby się bez obawy uśmiechnąć. Do dzieci, do siebie, do świata.

22

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
marynarka napisał/a:

...chyba instynkt samozachowawczy mi się włączył w ostatniej chwili przed umarciem...
Nie podejrzewałam jakie to szczęście, że go po prostu nie ma. Tylko i aż tyle wystarczyło, żeby się bez obawy uśmiechnąć. Do dzieci, do siebie, do świata.

Silna kobieta z Ciebie marynarko big_smile Chylę czoło z szacunkiem big_smile Jednakowoż jaka to niespodziewana ULGA pozbyć się pasożyta - nieprawdaż? big_smile

23

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Silna Anhedonio, silna.
Tylko, że uboga nad wyraz teraz. Ale mam nadzieję, że to etap przejściowy i jakiś poziom stabilizacji sobie wypracuję. Może i mikry, ale pewny. Tylko trzeba czasu i pozałatwiać te formalne bzdety.
Ale ulga jest. Tak jakby ktoś zapalił światło. Łapię się czasem, nieczęsto, na tym, że robię coś, co lubię i... CUD! Nikomu to nie przeszkadza! Nie wierzę! A jednak, to prawda: robię to, co lubię bez obawy. I, najlepsze, TAK JUŻ TERAZ BĘDZIE!

24 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2011-01-09 11:36:13)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
marynarka napisał/a:

robię coś, co lubię i... CUD! Nikomu to nie przeszkadza! Nie wierzę! A jednak, to prawda: robię to, co lubię bez obawy. I, najlepsze, TAK JUŻ TERAZ BĘDZIE!

No popatrz to całkiem tak jak ja smile czytam książki (tonami - bo lubię i zawsze psia kość lubiłam!) BEZ WYRZUTÓW SUMIENIA big_smile Jak oni, ci egocentrycy to robili, że potrafili najniewinniejszą naszą rozrywką wpędzać w poczucie winy? tongue Sprytne one gadziny! Napisz kiedy jest ten dzień kiedy formalnie zerwiesz swe więzy (dobre słowo smile ) Będę trzymać kciuki. big_smile
Bieda nie wieczna - wyjdziemy na prostą big_smile

25

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

No właśnie, kiedyś pomyślałam, że jak się przyznam ile przyjemności daje mi poranny prysznic, to gotów kabinę w piętnaście minut złożyć, byle mi tę przyjemność odebrać. Lubisz prysznic, to nie masz. Wanna jest. Nie lubisz - trudno.
Niestety, cały czas jeszcze czekam na termin sprawy. Intuicja podpowiada mi, że w tym tygodniu się dowiem. Ale czy taka pobijana dusza jak ja może polegać na intuicji? Sprawdzę. Na pewno podzielę się tą wiedzą (na temat terminu), jak już ją posiądę. Poproszę wszystkich o trzymanie kciuków, bo jedne (bez urazy) mogą nie wystarczyć na takiego większego gada.
Na razie biedy nie ma, mam nadzieję do niej nie dopuścić Ale dyskomfort jest i obawa też. Ale walczę. Szukam pracy (sensownej względem zarobków), jakieś zajęcie i drobne za to mam. Trzymam się tego, rozglądam za czymś lepszym. Nie mam, niestety dwudziestu lat, doświadczenie kury domowej też szału na pracodawcach nie czyni. Uruchomiłam znajomych, jak tylko będą mogli, pomogą. Mam nadzieję, że będą mogli. Bo na pewno chcą pomóc. Dużo dobrego od ludzi doświadczyłam ostatnio. To pomaga, daje siłę i wiarę. Tak więc bądźmy silne i wierzmy w siebie. Uda się.

26

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
marynarka napisał/a:

Niestety, cały czas jeszcze czekam na termin sprawy. Intuicja podpowiada mi, że w tym tygodniu się dowiem. Ale czy taka pobijana dusza jak ja może polegać na intuicji? Sprawdzę. Na pewno podzielę się tą wiedzą (na temat terminu), jak już ją posiądę. Poproszę wszystkich o trzymanie kciuków, bo jedne (bez urazy) mogą nie wystarczyć na takiego większego gada.
Tak więc bądźmy silne i wierzmy w siebie. Uda się.

Hej big_smile A PRAWO PRZYCIĄGANIA? Ja naprawdę na sali sądowej wyobraziłam sobie postacie dziewczyn z forum. Niekochana siedziała obok mnie w ławce a Zazdrość stała przed nami jak mecenas, z tą różnicą, że kolorowo ubrana i w około parę osób big_smile Takie mgliste kolorowe dobre "duszki" big_smile Szmergla dostaję? Ale było mi lżej big_smile Dobrego dnia życzę big_smile

27

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

W piątek oddałam pierścionek i zabrałam wszystkie rzeczy... Nie chciał nawet rozmawiać, powiedział, że nie widzi swojej winy, że tylko jego wady widziałam, a nie doceniałam pozytywnych cech. Nie zawalczył o mnie, o nas, choć ja nic nie zrobiłam, kochałam całym serce, on twierdził że też- i tak po prostu się poddał. Już nie jestem taka silna i pewna tej decyzji. Jest mi bardzo źle, serce mi krwawi... sad

28

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Anhedonia,
szmergla to nie, to wizualizacja (wiesz PP). Ja ciągle coś wizualizuję, zobaczymy, czy przyjdzie. Taka rozprawa, to nie przejdzie lekko, NAWET mnie. Córka mówi, że weźmie urlop i będzie mi towarzyszyła, choćby pod drzwiami wysokiego sądu, ale będzie.  (Chyba chce dopilnować, żebym się nie rozmyśliła i nie poprosiła: Kochany, wróć!). Ale ja nie poproszę, ja podziękuję, że był uprzejmy się wynieść. Styl był bardzo kiepski, ale nie spodziewałam się wiele gracji. Samo wystąpienie przed sądem to dla mnie debiut w tych kręgach, dobrze, że sobie z wakacji na adwokata odłożyłam. Wakacje były mniej rozpasane niż mogły, a pożytek w postaci specjalisty od rozwodzenia jest nieoceniony (mam nadzieję).

29

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

MARYNARKA,
komu jak komu,ale Tobie MUSI SIE UDAC!
Bede trzymala kciuki z calej sily.
I nie tylko ja.
Mnie tez pomogla dzis swiadomosc,ze gdzies tam sa kochane kobitki,ktore o mnie mysla i zycza mi dobrze.

30

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Jeszcze raz dzięki droga, wygrana już, Malinko. Nie myślałam, że jest aż tyle nas, poszarpanych dusz... Fajnie, że się wspieramy, taka jedność daje power!

31

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Wiesz co MARYNARKA?
to jedno slowo,ktorego uzylas........
Kobieto,po raz pierwszy dzisiaj na mojej twarzy zagoscil usmiech......i to szeroki
Dziekuje Ci za to:"WYGRANA"

32

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Zakochana uzbieraj sily bo twoj faceto to WAMP. Mialem taka dziewczyne ktora robila ze mna to samo i odkad jestem sam czuje ze zyje i odkad minelo troche wiecej czasu to dopiero dociera do mnie jak mozna byc szczesliwym i jak wykorzystywac zycie. Uwierz, nie ma sie nad czym zastanawiac.

33

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Zakochana, nie poddawaj się! WYTRWAJ W SWOJEJ DECYZJI, albo do końca życia będziesz przeżywać to co teraz. Zastanów się - jeśli byście mieli kiedyś dzieci, zaczęlibyście własne życie, pojawiły by się problemy związanie z usamodzielnieniem się, nie ważne czy to problemy finansowe czy emocjonalne, ale nie miałabyś w nim żadnego wsparcia. Ba! Miałabyś tylko obciążenie psychiczne w wyniku posiadania takiego pasożyta i zero wsparcia. I całe życie pod górkę. Tylko po co?

Moja koleżanka tkwi w takim związku, nie chce odejść bo boi się samotności, aktualnie jest po ślubie [bo głupio jej było odwołać, bo nie chce być sama] obecnie ma dziecko i wszystko na głowie, facet wypisz, wymaluj jak i ten Twój. Ona haruje całymi dniami - praca, dom, dziecko. Musi znosić fochy męża, który w niczym jej nie pomaga - nawet kasy jej nie daje, płacą po połowie za rachunki i żywność + od niego jakieś dodatkowe fundusze na dziecko [chyba 400zl] i radz sobie sama. Trzeba kupić obrus/pościel/firanki - on kasy nie da bo jemu nie potrzebny nowy obrus, przecież jest stary w szufladzie, po co nowa pościel jak ta jest jeszcze dobra [co z tego że nieco sprana i dziurawa]. I tak cały czas. A sam wydaje kasę na własne przyjemności - jakieś gadżety, gry komputerowe. Oczywiście nie sprząta po sobie, bo od tego jest kobieta. Jak jest pierdolnik[kumpela zbuntowała się i przestała sprzątać] to on nie ruszył się, żeby to ogarnąć - jemu to nie przeszkadza, może mieszkanie zarastać brudem, a on ma to gdzieś. I tak sobie dziewczyna życie załatwiła. 8h w pracy, potem szybko po dziecko, obiad[jak przestała gotować to pan i władca zaczął stołować się w restauracjach - świetnie zarabia - a ona chodziła na suchym prowiancie], sprzątanie, w międzyczasie pilnowanie dziecka bo wielki pan akurat gra na komputerze i nie zajmie się dzieckiem, sen i znów, dziecko do babci, praca... etc. Chcesz mieć takie życie? Ona do dziś żałuje decyzji, ale jest już za późno..

34

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Thisha,
błąd, nie jest za późno. Może być tylko bardzo trudno. Zostać lub odejść ( albo wywalić na zbity pysk). Ale na pewno nie jest na nic za późno.

35 Ostatnio edytowany przez Numer0 (2011-01-11 18:03:37)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Nie jest za pozno bo jest za wczesnie dla niego zeby zrozumiec kim jest, w nastepnym zwiazku albo za 20 lat zrozumie, po co meczyc sie z kims kto nie daje nawet wsparcia. Nadzieja matka glupich smile Czasami trzeba przejzec na oczy smile

36

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Numero0,
mojemu 23 lata było mało, żeby przejrzeć na oczy. Niektórym nie jest dane dorosnąć. Zrozumiał natomiast, że JA GO NIE CHCĘ.
Ale dalej nie kuma dlaczego. Gdyby wcześniej (w ogóle) pojął: dlaczego? Może nie doszłoby do: nie chcę. I wyobraź sobie, że on się na mnie gniewa. O to, że nie chcę właśnie. Ale znalazła się (Bogu dzięki) taka, co zechciała i spokój. Żeby jej się tylko nie odechciało...Bo mi się już nie zachce. To pewne, jak Amen w pacierzu.

37

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Witaj Marynarka.
trzymam baaaaaardzo mocno za Ciebie  kciuki trzeba być dobrej myśli pozdrawiam

38

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Jestem, Małgosiu, jestem bardzo dobrej myśli. Tak sobie czasem głośno myślę, że różnie być mogłoby... Ale dobrze jest tak i tak niech pozostanie. Chyba powinnam dodać:na wieki wieków. Amen

39

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Marynarka. napisz co ogólnie porabiasz jak sobie radziesz w tej nowej rzeczywistoscima bo moje życie zmieniło się na b.lepsze ale niemoge pozbierac się co do braku kontaktu z dziecmi mija już 2.5 roku a mi jest tak cholernie ciężko

40

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Małgosiu,
radzę sobie dobrze. Moje problemy odeszły wraz z wyprowadzonym prawie byłym mężem. U mnie jest prościej, bo dzieciaki murem za mną, nawet w biedę i niepewny byt. To jest budujące. Chociaż odpowiedzialność duża, no i nie wiadomo, czy ją udźwignę. Ale cieszy mnie, że one wierzą, że tak, że poradzimy sobie. Chociaż jak samobójca wywaliłam z domu jedynego żywiciela rodziny ( a potrafił naprawdę dużo zarobić, jak mu się chciało), to okazało się, że nie jest to nic strasznego. Napisałam już gdzieś, że było bogato i straszno, a teraz jest biednie i szczęśliwie. Jestem szczęśliwa, wolna, nieskrępowana wieczną krytyką (mimo starań), żyję... I dobrze mi z tym. Przerażają mnie rachunki, utrzymanie domu, zaspokojenie potrzeb dzieciaków. Ale jakoś, w miarę możliwości radzimy sobie. Mam szczęście, że akceptują i popierają w pełni moją decyzję. Mam również poczucie odpowiedzialności za to, że jakość ich życia znacznie się pogorszyła (w aspekcie materialnym). Nie dam im tego co dawał on, ale jestem. Zawsze jestem.
Nie wiem, czy zdecydowałabym się odejść zostawiając dzieci. Podziwiam Cię z jednej strony, z drugiej domyślam się jak bardzo musiał Cię krzywdzić, jeśli zdecydowałaś się na tak desperacki krok. Wiem jedno. Jeśli dzieci wiedzą, że je kochasz i nie miałaś innego wyjścia, na pewno będą z Tobą. Nie odrzucą i nie skreślą.

41

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

MARYNARKA DZIęKUJE
Wiesz ilekroc myśle o moich szkrabach łzy cisną mi się do oczu serce sciska mi się tak mocno że niedoopisania kocham je i one wiedzą o tym tak myślę ,ja zanim dokonałam drastycznej decyzji rozmawiałam z dziecmi dały mi zielone światło ale chyba niezdawały sobie sprawy że to zrobie i jak ich życie w domu będzie wyglądało jak mnie tam niebędzie mnie to też przerosło i sądze że ich też ale jestem dobrej myśli że kiedyś zaczniemy chociaż rozmawiac  trzymaj się ciepełko dacie sobie rade  wierze w to na początku będzie troszke trudno ale z czasem zorganizujecie się tak że pogodzisz koniec z końcem a sumie najcenniejszy jest spokój

42

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Tak Małgosiu,
teraz mogę powiedzieć, że spokój jest wręcz nieceniony. Nie ma takiej karty kredytowej za którą można by kupić spokój. Reszta jakoś się poukłada w miarę możliwości. Nie ma innego wyjścia. Kilka miesięcy pokazało, że możemy poprzestać na małym, powściągnąć przyzwyczajenie do pewnej rozrzutności. Jakoś wiążemy koniec z końcem. No i mamy wielu przyjaciół. To też pomaga. Ja nie zmieniłam swojego życia za bardzo. Już nie muszę uważać, żeby nie rozdeptać EXA jak mi pod nogi wlezie. Dawno już omijałam go szerokim łukiem, więc logistycznie dużo wygodniej jak go nie ma. Poza tym można robić swoje nie narażając się na bezustanną krytykę. Żyję swoim życiem i nikt mi tego nareszcie nie utrudnia. Muszę popracować nad podniesieniem dochodów, ale powoli, najlepiej po rozwodzie. Na razie rozglądam się, rozpuszczam wici, czekam na odpowiednią okazję. Na pewno się zdarzy. Jestem czujna. Mój prawie były próbuje mnie wytrącać z równowagi kretyńskimi telefonami, ale nie pozwałam na to. Jego czas na wkurzanie mnie skończył się.

43 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2011-01-17 21:21:59)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Etapy rozstania:

Etap pierwszy: Zrzucanie winy

To wszystko jego wina! Jak mógł zrobić ci takie świństwo? Jeszcze pożałuje! Jeszcze mu pokażę! On skończy sam, a ja będę szczęśliwa. Bez niego! Ja na pewno nie wyciągnę ręki pierwsza!

Etap drugi: Obwinianie siebie

A może to jednak ja zawiniłam? Jestem kobietą, powinnam wykazać więcej cierpliwości, sprytu i ciepła. Zachowywałam się jak rozkapryszona księżniczka, aż w końcu się doigrałam. Nie dziwne, że ode mnie odszedł. Jest wiele ładniejszych i fajniejszych dziewczyn. Dlaczego miałby mnie znosić?

Etap trzeci: Powstanie po upadku

Wcale nie jestem gorsza od innych. Biorę się w garść! Zrobię się na bóstwo, zrealizuję snute w nieskończoność plany i wreszcie schudnę. Już nie mogę doczekać się ponownego spotkania! Kiedy mnie zobaczy, opadnie mu szczęka, ale będzie już za późno!

Etap czwarty: Odczuwanie pustki

Stało się. Jestem sama? Czy to musi być takie trudne? Chciałabym tylko, żeby ktoś mnie przytulił, powiedział, że jestem dla niego ważna? Tak jak wtedy, kiedy byliśmy tu, na naszej pierwszej randce. Chyba mi go brakuje. To nie miało tak wyglądać?

Etap piąty: Oswajanie rzeczywistości

Czy to możliwe, że minęło już tyle czasu? Hmm, co udało mi się zrobić od czasu rozstania? Czy jest lepiej, a może po prostu inaczej? Na pewno wyjdę na prostą? Uda mi się to bez niego. Teraz już o tym wiem. Nigdy nie usunę z pamięci tych złych momentów, ale chcę pamiętać i o tych dobrych!


Ja jestem na drugim etapie. Obwiniam siebie.
Obwiniam się teraz, bo ON miał wiele naprawdę wiele wartościowych cech, a non stop słyszał z moich ust jaki to jest zły i niedobry- mężczyźni potrzebują docenienia, a nie ciągłej krytyki. No a sytuacja która doprowadziła do naszego rozpadu to już w ogóle masakra. Przy moim tacie i mojej kuzynce przez godzinę nadawałam na niego, jaki to jest, co robi źle a czego nie robi, a on biedny nie miał jak się bronić. Dowiedziałam się od jego mamy, że czuł się bardzo wtedy poniżony i w ogóle że czuje się złym facetem, bo cały czas na niego narzekam, a nie dostrzegam dobrych rzeczy. Bardzo go to bolało. Teraz widzę, że ja go tą nieustanną krytyką niszczyłam i stąd czasem te jego zachowania w stosunku do mnie. Jestem słaba, nie umie jeść i w ogóle mam poczucie że straciłam coś ważnego i że już nigdy kogoś takiego nie będę miała. Kocham go jak nigdy nikogo jeszcze nie kochała, ale już straciłam. Ślub miał być za rok a teraz jestem SAMA sad:(:(
Chciałabym żebyśmy byli razem, ale jest za późno...

44

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Oj Zakochana, nie obwniaj się. Wiem, że to jest normalny etap po rozstaniu. Nigdy nie jest tak, że gdy ludzie się rozstają, wina leży po jednej stronie. Powiedz, czy chciałabyś kiedyś żyć z takim człowiekiem? Realnie oceń sytuację... Bo może teraz będzie Ci chwilę ciężko, smutno i źle.. ale mogłoby Ci być źle przez całe zycie. To nie jest tak, że tylko jedna strona ma się starać. Ty się teraz obwiniasz, a skąd wiesz, że on celowo nie chce wzbudzić w Tobie poczucia winy? Masz taką pewność? To był toksyczny związek. Kobieta ma się starać, dbać, broń Boże coś złego powiedzieć, a facet? Ma się rozłożyć przed tv lub komputerem i czekać aż będziemy mu usługiwać? Nieeee... Nie znam od środka Twojej sytuacji, ale tak z boku to wydaje mi się, że on nie był w porządku. Nie obwiniaj się, bo nie ma powodów. Trzymaj się

45

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Oj, zakochana, kochana wink Posluzylam sie troche twoim postem stad: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php? … 63#p431763 Powinnas go sobie czesciej czytac, moze to ci przypomni, jak sluszna podjelas decyzje.

''Nie mogłam czuć po swojemu, nie mogłam pragnąć by czasem zrobił coś wg moich wyobrażeń, bo wtedy nazywał mnie księżniczką, która żąda nie wiadomo czego. Okazywał mi miłość, ale na swój własny sposób. ''
Jaki to sposob?

''Im ciężko przyznać się do błędu, ale nie ze względu na dumę, ale ze względy na to że oni czują i są przekonaniu o swojej racji, dlatego ZAWSZE winą obciążają nas. ''
Jestes swiadoma,ze nawet po 10 latach malzenstwa by sie to nie zmienilo? Nie wymagalabys od swojego faceta, zeby umial sie przyznac do winy i brac odpowiedzialnosc za swoje czyny? Bo dla mnie to kluczowe cechy.. Przeciez z tym gosciem wszystko, co zle, byloby twoja wina. Chyba ty ''napedzalas'' zwiazek i przepraszalas przy kazdej klotni? Nie dziwne,ze pasowala mu taka ulegla dziewczyna. On najczesciej nie dawal sobie nic powiedziec. To wygladalo troche jak zwiazek z doroslym dzieciakiem..
Widzisz, zrob sobie taka wizualizacje. Badz realistka, wszystko zostanie po staremu, lata beda plynac, jak funkcjonowalby wasz zwiazek? Jak bys sie w nim po latach czula? Zamierzalas brac slub, wiec na pewno o tym myslalas, nie obawialas sie przyszlosci? Widze, ze ty jestes dojrzala dziewczyna, chcesz i umiesz rozmawiac, ale trafilas na kogos, komu raczej nie zalezalo na zadnych zmianach..

''To jest okropne, ale tak właśnie jest. Tylko uświadomienie sobie przez nich samych tego wszystkiego i ćwiczenia mogłyby sprawić, że się zmienią, ale ta ich natura jest przeszkodą w uświadomieniu sobie tych rzeczy. ''
Moj ojciec jest troche takim egocentrykiem. Do dzis wspominam, jak w mojej obecnosci zbil szklanke, a potem tego samego dnia mowil komus: ''Paulina zbila szklanke''. Buahahaha. Wstrzasnelo mna to i oczywiscie go opieprzylam. To jest tak glupie - zeby nie umiec sie przyznac nawet do zbicia szklanki big_smile Oni ponoc robia tak, zeby ochronic swoje kruche ego. Teraz, gdy wyjechalam z domu i wracam tam tylko czasem, zaczelam bardziej krytycznie patrzec na zachowanie ojca, zobaczylam w jakim stopniu te ciagle klotnie sa anormalne. Proponowalam mu juz psychologa a mame namawialam do odejscia, wszyscy chyba za mna tez zaczeli go krytykowac, w dodatku chyba czul, ze sie od niego odwracamy, i nastapil cud - ostatnio mowil, ze 'wzial sobie nasza krytyke do serca'. Wczesniej przy probie rozmowy o problemie obracal kota ogonem i sie denerwowal, albo obracal wszystko w zart. Wychodzilam wtedy z pokoju bo mi rece opadaly. Teraz widac znaczna poprawe, jest duzo mniej nerwowy. Pewnie duzo pracy przed nim i nie wiadomo, czy wyjdzie, ale i tak jest lepiej. Wyglada to troche jak wychowywanie kogos na nowo - za wrzaski kara od calej rodziny, za spokoj - zyczliwosc i dobra atmosfera. (Ja np. jesli wrzeszczal, postanawialam sobie w duchu, ze juz z nim nigdzie nie wyjade, np. na narty. Kiedy o tym slyszal to chyba zalowal swoich wybuchow. Ja oczywiscie nie robilam tego po to, by zmusic go do czegos - wyraznie widzial ze zraza do siebie ludzi i tyle.)
Mowie ci to, zebys zrozumiala, ze podporzadkowywaniem sie mu tylko utwierdzasz go w swoim egocentryzmie. Tylko wstrzas i konkretna decyzja moze spowodowac zmiany. A i to niekoniecznie. Musi mu chyba chociaz troche zalezec. A jesli sie nie zmieni, czy chcialabys wtedy z takim czlowiekiem zyc? SPEDZIC CALE ZYCIE? Ja nie polecam.
Przy wyborze zyciowego partnera musisz sama byc troche ''egocentryczka'', bo nikt nie bedzie decydowal za siebie. Sama wybierasz swoje szczescie i na co sie zgodzisz, to bedziesz miala. Z tego co piszesz bylas w tym zwiazku bardzo emocjonalnie niespelniona.

Czy nie lepiej byloby stracic kogos, zamiast tracic siebie sama? wink

46 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2011-01-19 23:53:05)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Dziękuje Paulinko za zainteresowanie i cenne uwagi.

To wszystko co pisałam w swoich postach to prawda, nie zaprzeczam temu, jednak teraz gdy emocje opadły mam na to nieco inne spojrzenie, bo we wcześniejszych opisach nie ujęłam swojej osoby i wpływu mojego zachowania na opisane wcześniej zachowania ex narzeczonego.

Oczywiście nadal uważam, że jest egocentrykiem i jego zachowania wymagają poprawy jednak ja w tym wszystkim mam spory udział. Otóż od dwóch lat mój były starał się nauczyć mnie tego, żebym nie robiła problemów z niczego. Jest on osobą poważną, jest nauczycielem i w ogóle chciał poważnego związku bez zbędnych konfliktów. Ja jednak jestem osobą dość impulsywną, emocjonalną i rzeczywiście buntowniczą- w różnych relacjach to miało odzwierciedlenie (szkoła, praca, dom). Ja dość uszczypliwie zwracałam mu uwagę z różnych powodów: za mało pisze, za mało dzwoni, za rzadko się spotykamy, nasze spotkania nie są takie jak JA bym chciała, nie powiedział tego co bym chciała itp, itd. Zaczęło go to irytować, bo zależało mu na mnie, starał się (na swój sposób) a mi ciągle coś nie pasowało. Już nawet kiedyś zaproponował, że mogę mu mówić co mi się nie podoba, ale żebym chociaż nie wpadała i nie atakowała go od razy tylko poczekała jak wieczorkiem będziemy leżeć i wtedy sobie będziemy analizować. Ja jednak nie wytrzymywałam presji czasu i wybuchałam gniewem od razu. Przewrażliwił się na tym punkcie, bał się tego i zaczął uciekać w ciszę, czyli tak jak pisałam nie chciał rozmawiać, Gdy ja nalegałam twierdził, że nie ma sensu w kółku przerabiać tego samego bo i tak to się powtórzy. Ogólnie z tego co się dowiedziałam czuł się niedowartościowany i beznadziejny skoro tak narzekam. I wszystkie nasze konflikty brały się właśnie z tego. On ma dużo obowiązków, poza tym ma pasje i się realizuje w tej kwestii a mnie to irytowało, że mi nie poświęca tej uwagi. No i tu jest sedno całego związku- otóż problem tkwi we mnie. Ja żyłam na własne życzenie jego życiem, od spotkania do spotkania, to była moja największa atrakcja, sama się nudziłam i tylko czekałam aż się spotkamy. Weszłam w te jego życie niejako z buciorami ograniczając jego przestrzeń, osaczając go. On nie zabraniał mi NICZEGO, cieszył się gdy spędzałam fajnie czas, a ja chciałam być przede wszystkim przy nim. On wyczuł brak moich zainteresowań czymkolwiek innym niż on sam i zwyczajnie przestałam go fascynować. Mężczyźni inaczej traktują kobiety ambitne, pewne siebie i realizujące się w życiu a inaczej myszki które poza własnym mężczyzną świata nie widzą i do tego i tak na niego narzekają. Nazywał mnie księżniczką, bo sama sobie przyjemności nie sprawiałam tylko od niego wymagałam. Oczywiście nic nie tłumaczy pewnych zachowań, bo popełniał niepodważalne błędy, ale miał wartości które ceniłam i kochałam go za to. Ja rzeczywiście wyciągałam rękę do zgody, bo nie potrafię się długo gniewać, on tego nie robił w momencie kiedy o to prosiłam i trułam mu głowę o rozmowę i na siłę chciałam coś z niego wyciągnąć. Jednak gdy zdarzyło mi się przetrzymać w milczeniu dłuższy czas to odezwał się pierwszy. W ogóle do niego jak się odpowiednio podeszło to wiele można było zdziałać- jednak ja działałam na swój sposób- od razu, bez zastanowienia atakowałam, a czasem wystarczyło zwrócić uwagę, dać mu chwilę pomyśleć i on przyznawał rację. Obwiniał mnie za sytuacje które wynikały z powyżej opisanych zażaleń z tytułu błahostek, bo uważał że nie powinnam w kółko czepiać się o to, bo to nie jest wymierzone przeciwko mnie, tylko on po prostu taki jest i nie znaczy to że mnie nie kocha... "To, że ktoś nie kocha Ciebie tak jak Ty byś chciał, nie oznacza, że nie kocha Cię najmocniej na świecie..."    Do błędu przyznawał się kiedy rzeczywiście nawalił i przepraszał nie raz, ale nie za sytuacje typu "dlaczego nie zadzwoniłeś, dlaczego nie to, czy tamto...".

paulina20 napisał/a:

Czy nie lepiej byloby stracic kogos, zamiast tracic siebie sama?

Jeśli traciłam siebie to na własne życzenie- on nie wymagał bym się na nim skupiała do reszty i była od niego uzależniona, to ja poszłam tą drogą, on był bardzo wyrozumiały i pragnął bym i ja była, bo potrzebował akceptacji swojej osoby takim jaki jest, a ja na siłę próbowałam go zmieniać tracąc na to mnóstwo energii a działo się tak przez to właśnie, że zatraciłam siebie.

Najbardziej obwiniam się za sytuacje, która doprowadziła do rozstania:
Pojechaliśmy na tydzień nad morze do mojego taty. Pierwszy dzień spędziliśmy fajnie, razem i w ogóle ok. W drugi dzień przyjechała tam moja kuzynka. I ja wieczorem gdy wszyscy razem siedzieliśmy zaczęłam nadawać na niego jak kretynka, zwyczajnie go oczerniłam, opowiadając o nim same złe rzeczy w towarzystwie mojej rodziny nie dając im możliwości poznania go. Nakręciłam się strasznie. Nie miał jak się bronić. Następnego dnia już miał żal, ale tak to go zabolało, że zamknął się w sobie i chciał najprawdopodobniej abym domyśliła się o co chodzi. Ja jednak się zawzięłam, bo stwierdziłam że skoro się nie odzywa to ja nie będę się prosić o rozmowę i przez cały tydzień zostawiałam go w domu i wychodziłam z tatą na miasto oczerniając go nadal. No i po powrocie decyzja już była podjęta przez nas obydwóch. Tylko ja wtedy nie wiedziała jeszcze co spowodowało jego zachowanie. Dowiedziałam się od jego mamy. Ugodziłam go prosto w serce. Nagadałam na bliską mi osobę jakby był moim wrogiem i nawet nie jestem w stanie sobie odpowiedzieć dlaczego? Nie zasłuż na coś takiego. To było podłe. Zabolało go to niemiłosiernie, ja go naprawdę poniżyła do reszty. No i dlatego teraz czuje się winna. Naprawdę robił dla mnie sporo rzeczy, ale ja tego nie dostrzegałam, bo to były rzeczy do których się przyzwyczaiłam i już nie robiły na mnie wrażenia a nie jedna dziewczyna z tego forum byłaby prze szczęśliwa gdyby otrzymywała to co ja od swojego faceta. Nie robię z niego niewiniątka, bo wina też leży po jego stronie, dostrzegłam natomiast swoje błędy i słabości, które destrukcyjnie wpływały na niego. Cieszę się, że zdałam sobie z tego sprawę, mimo iż już jest za późno i bez względu na to co pomyślicie chciałabym go odzyskać. Nie był jakimś chamem, miał inne spojrzenie na związek, a ja oczekiwałam żeby go zmienił na moje spojrzenie i dążyłam do tego uparcie i uciążliwie. Dziękuje

Pozdrawiam

47 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-02-02 02:30:02)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Troche zwlekalam z odpisywaniem ci, bo taki dlugi ten post, a ja 'ciagle nie mialam czasu'' wink
Przepraszam za mzoe zbyt ostra ocene twojego bylego, ale oceny chyba maja to do siebie, ze nigdy w pelni nie beda prawdy odzwierciedlaly.
Powiem ci, ze mialam podobny problem. Przez ostatnie tygodnie czulam sie zaniedbywana przez faceta. Zdarzylo sie np pare dni, przez ktore prawie sie do siebie nie odzywalismy czy nie przytulalismy (okazalo sie, ze mial problemy na uczelni i nie mial ochoty na nic), seks byl 1-2 razy na tydzien.. Dusilam w sobie to, co mi sie nie podobalo, bo doszlam do wniosku, ze takie rzeczy powinny same wyplywac z czlowieka, a jak ich nie ma, to co da rozmowa? Najwyzej przez pare dni sie zmusi, a potem bedzie jak dawniej.. Ale moj krewny pewnego dnia -zupelnie nie odnosnie zwiazku, to byla ogolna rada ''z zycia'' - zaczal mi powtarzac, ze komunikacja jest najwazniejsza, ze trzeba mowic o tym, co cie boli.
Postanowilam w koncu porozmawiac. Zapytalam pewnego wieczora, co sie dzieje, czemu sie nie kochamy, opowiedzialam czego mi brakuje (wiecej rozmowy, czulosci) i ze mnie boli, ze inne dziewczyny to maja.
Musze podkreslic, ze nie bylam podczas tej rozmowy taka jak kiedys. Nie robilam od razu z siebie ofiary, nie wychodzilam z zalozenia (no dobra - wychodzilam, ale nie wierzylam w to jak zakleta tongue) ze to wszystko przez moj wyglad, ze na pewno 'nagle' ( po 2 latach..) zaczal mu przeszkadzac. Ogolnie bylam spokojna i wyrozumiala, dojrzalej i bardziej obiektywnie do tego podchodzilam. Ty pisalas, ze zawsze atakowalas, to na pewno zla droga. Atakujac pewnie zakladalas od razu zle intencje faceta, a czasem jest to bezpodstawne.

Co do mojego, dowiedzialam sie,ze problem tkwi w tym, ze mieszkamy ze wspollokatorem i on sie nie czuje swobodnie (co prawda tamten jest w drugim pokoju). Nie wiem, czy to do konca wyjasnia wszystko, czy po prostu on ma tez troche inne potrzeby niz ja. Ale poczulismy, ze wazna jest komunikacja i ze wazne sa dla nas wzajemne uczucia. Gdy on mi cos zarzucal, ja sie nie bronilam, tylko zastanowilam czy ma racje i przeprosilam za to. Opowiedzenie o wszystkim, co nas rani, bardzo nas zblizylo. Niewazne, czy ta rozmowa cos zmienila na dluzsza mete, ja nauczylam sie czegos waznego o znaczeniu dobrej komunikacji.

Na koncu zapytalam, czy mu przykro przez to, co powiedzialam - balam sie, ze poczuje sie ''niemeski'' czy cos, w koncu mialam do niego tyle zarzutow.. A on odparl, ze bylo mu przykro, bo ja moglam myslec, ze mnie nie kocha i ze mu sie nie podobam. Mile mnie zaskoczylo to, ze myslal wtedy o moich uczuciach smile I jest na tyle dojrzala osoba, ze np. nie odwraca kota ogonem albo nie atakuje krytykujacego, jak tu wielu facetow na forum robi, tylko przyjmuje krytyke do wiadomosci i stara sie zrozumiec i zmienic. Zreszta, tylko zwiazek z dojrzala osoba mnie zawsze interesowal.

Na nastepny dzien chlopak okazywal, ze jestem dla niego wazna i staral sie zapewnic wszystko to, czego mi brakowalo wink I wydaje mi sie, ze to raczej wyplywalo z niego, ze mial takie pragnienie, nie zeby robil to na sile. Po prostu przypomnial sobie ze ma fajna dziewczyne big_smile
I teraz zastanawiam sie, czy w tym punkcie nasi faceci sie nie roznia - bo u mnie od razu rozmowa odniosla skutek.

Ja w kazdym razie znow wiem, ze jestem dla niego wazna. On pewnie tez zrozumial, ze mam pewne potrzeby. No i wydaje mi sie, ze przez to zblizenie, przez szczera rozmowe jest miedzy nami lepiej, tak ''czysto''.

Co do powodu waszego rozstania - fakt, z klasa na pewno sie nie zachowalas. Ale z drugiej strony - cos, jakies uczucia, musialy cie do takiego zachowania popchnac. Musialas czuc sie bardzo ''skrzywdzona'' przez niego. Wiec czy na tyle umialabys zmienic podejscie, zeby czuc sie w tym zwiakzu szczesliwa, spelniona? I czy twoje potrzeby byly dla niego wlasciwie wazne, czy nie? Bo tak dwuznacznie to opisalas.. (Mam na mysli sytuacje, kiedy je otwarcie, spokojnie komuikowalas - czy traktowal wtedy powaznie twoje slowa.)

I jak czesto ogolnie okazywal ci czulosc?

48

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
paulina20 napisał/a:

...czy na tyle umialabys zmienic podejscie, zeby czuc sie w tym zwiakzu szczesliwa, spelniona?

Oj podejście będzie inne. To rozstanie dużo mi dało. Każdego dnia po kawałku odnajdywałam samą siebie. Wcześniej zatraciłam się strasznie, a teraz gdy minęło trochę czasu a ja poniekąd czuje się uzdrowiona z uzależnienia od mojego partnera czuje się szczęśliwsza. Jest mi ze sobą samą coraz lepiej, podobam się sobie bardziej, akceptuje siebie i co mnie najbardziej zaskakuje pokonuje swoje słabości i dzieje się to niemalże bez większego wysiłku. Teraz już nie wyobrażam sobie żyć jego życiem, skupiać się na nim bez reszty. To było główne źródło naszych problemów. Człowiek, który sam siebie nie szanuje nie otrzyma szacunku od innych. I właśnie u nas tak było- nie szanowałam siebie, uważałam za gorszą. Nie popełnię tego błędu ponownie. Nadal pracuje nad sobą, szukam w sobie szczęścia, bo jeśli nie znajdziemy szczęścia w sobie to nie znajdziemy go nigdzie indziej...

paulina20 napisał/a:

I jak czesto ogolnie okazywal ci czulosc?

Przytulał baaardzo często i w sposób, który uwielbiałam, codziennie też mówił, że mnie kocha. Z pocałunkami namiętnymi było nieco gorzej, przyznał że to nie jest dla niego tak istotne. Zawsze i wszędzie trzymał za rękę (kocham to), i całował mnie w nią- uwielbiam ten gest.

Rozmawiamy ze sobą i chcemy być razem, ale za jakiś czas.

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Zakochałam sie w egocentryku , mam tego pełną świadomość . Teraz po przeczytaniu tych wszystkich zwierzeń wiem , że musze to zakończyć bo nic dobrego mnie nie czeka w tym związku . A jednak rozum to jedno a serce co innego . To boli jak cholera...

50

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

No cóż.. z egocentrykiem to i ja byłam. WIem, że to głupie pytanie , ale egocentrycy w ogóle mogą się zmienić ?

51

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

nie, nie mogą, bo żyją w swoim wyimaginowanym światku i są przecież idealni..więc co tu zmieniać?
wrr..dziewczyny..matko jak ja nienawidzę takich facetów mądrusiów cwaniaczków wszechwiedzących kpiących.. matko...a Ty zakochana..daj spokój..obserwuję ten wątek i najpierw kochana na niego nadajesz, potem Go tłumaczysz, zdecyduj się na jedno..bądźmy też szczerzy nieraz Cię poniżał, a wręcz nękał psychicznie..teksty typu, że możesz sobie iść, że spoko odejdź, poddawanie się takie..to nie jest dowód prawdziwego uczucia..i jeszcze Jego stwierdzenie, że jeśli Cię poprosił o rękę to jest to wystarczajacy dowód miłości i nie mus isę już starać. Za 10 lat o ile to forum nie upadnie będziesz pisać wątek o tym co masz zrobić czy się rozwieść czy nie, bo Twój mąż nęka Cię psychicznie i jesteś między młotem, a kowadłem, bo macie dziecko i nie wiesz co począć. Zastanów się mycha póki masz na to czas.

52

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Czytając pierwszy post zakochanej_85, czuje się w 90%, jakby ktoś streścił moje relacje i mój związek z obecnym chłopakiem. Odzywki, typu "ty się w taki stan wprowadziłaś, ty się z niego wyprowadz", czy jak chce zeby cos dla nas zrobił "no to zrób to, zajmij się tym" ... itd - dokładnie jego zachowanie. Podobnie z nieodzywaniem sie, zacinaniem, niezwracaniem uwagi na moje potrzeby ... myslałam, ze to minie, ale teraz widze, ze chyba nie sad

53

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...
zakochana__85 napisał/a:

Egocentryzm ? tok rozumowania, który polega na centralnym umiejscowieniu własnej osoby w świecie. Przekonanie o tym, że jest się najważniejszą osobą, a świat "kręci się wokół niej".

Osoba egocentryczna postrzega cały świat wyłącznie z własnego punktu widzenia, poprzez absolutyzowanie własnych doświadczeń, obserwacji i przemyśleń, a marginalizowanie opinii pochodzących od innych osób. Jest głęboko przekonana, że świat wygląda dokładnie tak, jak jej się wydaje i na tej podstawie określa własne relacje z resztą otoczenia, a szczególnie wobec innych ludzi. Osoba taka uważa, że świat funkcjonuje zgodnie z jej mniemaniem, lub że najlepiej by było, gdyby tak funkcjonował, jak ona to postrzega. Efektem tego jest pogląd, iż wszyscy pozostali ludzie powinni postępować tak, jak uważa dana osoba, a szczególnie, że powinni oni postępować w określony sposób (najczęściej korzystny) wobec niej samej. Osoba egocentryczna często obraża i drwi z innych niż swoja opinii, a broni własnej, nawet w sytuacji, gdy ma przeciw niej setki trafnych argumentów.

Ta teoria w 100000% pasuje do mojego byłego narzeczonego.

Ja go traktowałam jak relikwie, świętość, latałam za nim, obchodziłam się jak z jajeczkiem, żeby czasem nie urazić, no i kochałam na maxa (wiele tu moich postów o mojej miłości do niego, o tym jaki cudowny, a zarazem trudny). No a on dawał mi jakieś resztki miłości, nie chciał słuchać, gdy mówiłam o moich pragnieniach i potrzebach- podważał je, bo skoro on nie potrzebował tego co ja to nie dopuszczał do siebie i nie wierzył w to, że ja mam takie pragnienia. Obrażał się, gdy zwracałam mu uwagę, i... NIE CHCIAŁ ROZMAWIAĆ. Powtarzał "Ty masz problem to se miej, mnie do tego nie mieszaj, ja chcę mieć spokój", lekceważył gdy prosiłam żeby się pogodzić, kpił, drwił i olewał a ja się poniżałam. Nie wspierał mnie i mną manipulował. Wszystko to widziałam, ale i tak kochałam, tłumaczyłam sama przed sobą i wierzyłam naiwnie, że kiedyś się zmieni, wmawiałam że jest wyjątkowy. Nie poświęcał mi 100% uwagi, nie dawał bliskości w postaci pocałunków, pieszczot dotyku (bardzo rzadko), bo na pierwszym miejscu zawsze były jego przyjemności a ja musiałam to akceptować. Odzywał się rzadko w ciągu dnia  i mimo setek próśb żeby zwiększył częstotliwość bo ja tego potrzebuje, to i tak miał to gdzieś, uważał to za dziecinadę i nie traktował moich próśb poważnie. Nie zabierał do kina, czy na kolację (raz, dwa razy do roku) i jak się upomniałam to był oburzony i zły i mówił "to Ty mnie zabierz jak Ci się coś nie podoba".  Poza tym twierdził, że skoro mnie kocha, zaręczył się ze mną i chce być ze mną na zawsze to nie powinnam oczekiwać innych dowodów miłości. Liczył się on, jego pasje, jego życie, telewizor, komputer, mecze, treningi. Ja musiałam się do tego wszystkiego dostosować, spotykać kiedy mu pasuje i to ja przychodziłam do niego do domu a on nawet nie raczył wstać i przywitać mnie w drzwiach tylko wołał "otwarte" i siedział na komputerze, nie odwoził mnie też do domu i nie mogłam i tak narzekać, no bo jak to zrobiłam to zostałam ukarana w postaci jego chłodu, nie odzywania się i braku kontaktu. No i to ciągłe obwinianie mnie o wszystko, to szantażysta emocjonalny, bo tylko oni posługują się takim narzędziem jak wpajanie komuś nieustannie poczucia winy. Zawsze podczas kłótni stawiał mnie pod murem, nie chciał rozmawiać, pogodzić się nie chciał, więc pytałam roztrzęsiona "co teraz"?, a on na to "NIE WIEM". Nie wiedziałam wtedy co robić, czułam jakby mnie ktoś dusił, a on siadał, włączał tv, lub śpiewał i grał w tym czasie na gitarze, żeby pokazać mi jak głęboko ma to wszystko w d...e. Nigdy nie wyciągał ręki do zgody, bo to on uważał się za skrzywdzonego i nawet gdy ja przepraszałam to potrzebował kilku dni żeby wróciło wszystko do normalności. Często powtarzał "chciałaś mnie takiego-to masz, skoro przed chwilą nie odpowiadało ci jaki byłem i zwróciłaś mi uwagę to teraz proszę, to twoja wina, ty mnie sprowokowałaś." Kiedy mówiłam mu, że wszyscy ludzie się kłócą, ale po chwili rozmowy się godzą jeśli to była błahostka (a u nas były tylko spięcia o pierdoły), on mi wtedy mówił "jak się z tobą od razu pogodzę to nie będziesz miała żadnej nauczki i za chwilę znowu zwrócisz mi uwagę, muszę być konsekwentny". Swoim lekceważeniem doprowadzał czasem do tego, że chcąc zwrócić jego uwagę zachowywałam się histerycznie,a on śmiał się i mówił "no proszę, krzycz dalej, pokaż na co cię stać, pokaż jak się nie potrafisz kontrolować". Czasem nie wytrzymywałam i mówiłam, że jak tak dalej będzie mnie traktował to oddam pierścionek i odejdę, na co on "proszę bardzo, odejdź, zrób to, ja cie na silę nie trzymam".  Uważał że to jest dobre postępowanie, że nie robi nic złego. No ale przy ludziach, znajomych, rodzinie to po prostu IDEAŁ, facet z klasą, wdziękiem, kulturą. Nie mogłam czasem na to patrzeć jak zgrywa dżentelmena przy innych a np chwilę wcześniej gdy byliśmy sami był dla mnie okrutny.
Nie brał pod uwagę tego że ja jako inna istota mogę mieć inne zdanie i inne potrzeby. Mówił, że jest dobrym człowiekiem i nikt nie będzie mu zwracał uwagi o to co robi źle lub czego nie robi.Tresował mnie jak zwierzątko jakieś. Nigdy nie krzyczał, ani nie wyzywał, ale to co robił z moją psychiką było dla mnie torturą. A teraz wszystko zobaczyłam czarno na białym i wzięłam życie w swoje ręce... Miał oczywiści także i plusy, nie jest złym człowiekiem, ale mi nie dał miłości i wszystkich innych rzeczy jakie w związku są podstawą. Po dwóch latach miarka się przebrała. Nie ma możliwości dogadać się z takim człowiekiem, bo on nigdy nie traktuje twojego zdania poważnie, a jak żyć z kimś kto nie odbiera ciebie i twoich oczekiwań na serio. Nie wiedziałam że jest egocentrykiem, ktoś ostatnio tak go nazwał a ja sprawdziłam na necie i jak w mordę strzelił wszystko pasuje. Czułam się niszczona przez niego, ale tak kochałam, że chciałam być pomimo wszystko, ale zrobiłam rozrachunek i stwierdziłam, że tego jest zbyt dużo, że on mnie kiedyś wykończy, że nie warto się tak poświęcać, jeśli ktoś ciebie nie szanuje. On sobie z tego sprawy nie zdaje, on myśli że z nim wszystko ok, że postępuje w porządku, no a jeśli tak myśli to się nie zmieni, bo pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie swoich błędów, choć to nawet nie błąd tylko jego osobowość, więc nie ma szans na zmianę. Zdecydowałam się na rozstanie mimo iż byłam zaręczona, wyznaczona była data ślubu, zamówiona sala i orkiestra. Uratowałam chyba swoje życie... Teraz trudny okres przede mną, choć narazie dobrze sobie radzę to zapewne przyjdą trudne chwile. Wierzę jednak że los wynagrodzi mi moją odwagę i podaruje kogoś kto będzie mnie kochał, szanował i liczył się ze mną...

A czy ktoś z Was miał do czynienia z egocentrykiem i jak to u Was wyglądało?

dwa dni temu zakończyłam taki właśnie związek, dwa dni płaczu, modlitw, nie chciało mi sie żyć, nabawiłam się nerwicy żołądka, ale dziś czytając tego posta, wiem,ze zrobiłam najlepszą rzecz na świecie! On wyjeżdża do afganistanu na kilka miesięcy, jest zawodowym żołnierzem, może stąd wypracowana sztywność zachowań. Kiedy go poznałam uwierzyłam, że mogę być naprawdę szczęśliwą kobietą, zauroczył mnie i to bardzo, lecz to była tylko iluzja....tylko on był na pierwszym miejscu i zawsze jego problemy, kiedy zwróciłam mu uwagę, stwierdził, że robię jakieś dziwne zarzuty i on nie chce tego słuchać, zamiatał problem "pod dywan", bądź zmieniał temat, albo się izolował, zapewne chcąc mnie ukarać, potem to ja przepraszałam, dzwoniłam sms-owałam, tłumaczyłam, ''wchodziłam w du..." za przeproszeniem:)obnosiłam się jak z jajkiem,żeby go nie urazić, później już było tylko gorzej, on stwierdził po roku, że to moje zachowanie jest nienormalne i chore, kiedy pytałam co robimy z naszą znajomością, chociaż byłam gotowa na wszystko, by z nim być.twierdził..nie wiem...nie wiem, nie wiem.... Zmusiłam go do podjęcia decyzji, wręcz mu ją wyciągnęłam z ust. Dziś inaczej patrzę w przyszłość, mam dość bólu i samotności w związku, on mi nie dawał nic, ani wsparcia w problemach, bo moje dla niego nie istniały...człowiek, który nie pracował nad sobą, swoją osobowością, bo uważał, że wszystko co robi jest dobre, ale tylko wg niego samego. To z kim ja miałam tę przyszłość tworzyć??????? Również wierzę, że poznam wartościowego człowieka, dla którego moje problemy będą priorytetem... jestem z Tobą zakochana:) ! Wierzę,że nam się uda przezwyciężyć te doświadczenia:)

54

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Byłam w związku z egocentrykiem. Trwało to ze 2 miesiące, a wrażeń i idiotycznych nawyków wystarczy mi do końca życia. Oczywiście na początku latał za mną, był słodki, kochany itp. Byłam głupia, bardzo chciałam nie być sama i wtedy nie zauważyłam (jak teraz patrzę na to, nie wiem jak można być tak ślepym) jaki to dupek. Po pierwsze popijał codziennie po kilka piw, a jak miał tylko pretekst to więcej. To była dla niego główna rozrywka - wypić piwo i siedzieć przed kompem. Nie interesowały go moje pasje, zainteresowania pragnienia. Był on i jego ulubiona forma spędzania czasu. Potrafił mi powiedzieć bezczelnie, że powinnam schudnąć, bo jak siądę to nie mam idealnie płaskiego brzucha (nigdy nie miałam nadwagi!) oczywiście jak ja odgryzłam mu się tym samym to wielce obrażony. W trakcie seksu normą był tekst w stylu "no doszłaś wreszcie? ile można, ja chcę skończyć". Oczywiście za każdym razem musiałam sugerować mu założenie prezerwatywy, bo jaśnie pan nie lubi lateksu i ma w nosie co ja będę przeżywać, poza tym przecież chce mieć dzieci. Jak kiedyś pękła to powiedział mi o tym łaskawie na następny dzień. Na imprezach liczył się tylko on, mnie zostawiał i robił co chciał. Poza tym nigdy mnie nie przeprosił za swoje debilne zachowanie, wygadywanie bzdur i nałogowe kłamstwa, nie pogadał na poważnie, bo uważał, że przecież jest super. Połowa z tego co mi opowiadał o sobie była wyssana z palca. Myślał, że jak będzie się chwalił ile to on ma kasy, to mi zaimponuje. Prawda była taka, że ja miałam lepszą sytuację finansową i w ogóle był obrażony, że przechwałki nie robią na mnie wrażenia. Potrafił pojechać gdzieś i nie wziąć telefonu, a nie wiedziałam co się z nim dzieje. Umówił się, że wspólnie spędzimy weekend, a w ostatniej chwili się wykręcił, bo rodzice niby coś kazali. Nie dawałam mu się stłamsić, więc poczuł się głęboko urażony, że śmiem wiedzieć więcej od niego, być inteligentna i obśmiewać jego przechwałki. Pan egoista postanowił więc odejść. Nie miał odwagi jednak tego zrobić, a więc (uwaga!) zaplanował intrygę pt. "Wyjeżdżam do Niemiec na rok, bardzo bym chciał, ale nie mogę z Tobą być" Oczywiście nie było żadnego wyjazdu, a okłamał wszystkich znajomych, przyszedł się nawet pożegnać, przyszedł pożegnać się ze mną. Spakował się nawet! No i ja się po tygodniu dowiedziałam, że on jest w Polsce cały czas. No i po krótkiej wymianie zdań powiedziałam, że nie chcę go na oczy widzieć. Myślałam, że będę płakać i przeżywać, jak zawsze, gdy coś było źle (czyli często) zamiast tego poczułam się wolna, jakby mi ktoś zdjął coś ciężkiego z pleców.
Po jakichś dwóch miesiącach odzywa się mój telefon. Sms od niego, że był głupi, że tęskni, że chce to naprawić, bla, bla, bla. Chwilę z niego szydziłam, że nikt go nie chce, bo to przecież najbardziej go uraziło, zwłaszcza, że wszyscy znajomi się obrazili za mnie i za te Niemcy i nikt z nim od dawna nie rozmawiał. No i najpierw chciałam go posłać do wszystkich diabłów, ale stwierdziłam, że tak łatwo się nie wywinie. Narobiłam mu nadziei na powrót, że możemy spróbować, po czym gdy zaczął już w to wierzyć wyśmiałam go, powiedziałam, że nawet jakby był ostatnim facetem na świecie, to nie ma u mnie szans. Mało nie narobił w gacie z oburzenia i zgrozy, że ktoś mógł jego "chodzącą doskonałość" potraktować tak podle i przedmiotowo. tongue

Skutki tej chorej relacji zaczęłam odczuwać dopiero, gdy poznałam mojego obecnego faceta, który jest całkowitym przeciwieństwem mojego eks. Opiekuńczy, honorowy, spontaniczny, inteligentny, wrażliwy na moje potrzeby. Długo mi zajęło zanim mu całkowicie zaufałam, a i do tej pory przyłapuję się na drobnej podejrzliwości czasami. Wiem, że jest wobec mnie szczery, ale jak się było okłamywanym bez przerwy, to ciężko zaufać. Trudno mi było z początku okazywać mu uczucie, powiedzieć jak bardzo go Kocham, nie przepadałam za przytulaniem, mimo, że od początku mieliśmy udany seks. Na szczęście okazał się mądry i dobry, nie zraził się, pomógł mi się otworzyć, mimo, że nie było łatwo. Nieważne, że mieszka 300km ode mnie. Nigdy nie ma problemu żeby przyjechał, spędził ze mną czas. Nie wiedziałam, że związek może być tak rewelacyjny.

55 Ostatnio edytowany przez jola86 (2015-06-02 16:03:32)

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Odnosnie postu zakochanej 85. Jak to czytam widze mojego meza. Dla mnie on jest calym swiatem, mamy dwojke dzieci 2latka i 3,5 miesiecznego bobaska. Dwa miesiace po porodzie zdradzil mnie. Mieszka teraz z kochanka. A ja zostalam sama z dziecmi, domem i zlamanym sercem. Jeszcze ciagle mnie straszy ze mi dzieci zabierze. Zaluje ze nie przeczytalam wczesniej twojego postu bo moze bym wtedy przejrzala na oczy. Teraz niestety ze wzgledu na dzieci bede musiala go widywac do konca zycia. Jeszcze rozwod przedemna. Ja juz nerwowo nie daje rady, w ciagu miesiaca schudlam prawie 7 kg. A najgorsze to to ze ja go wciaz kocham i bym mu wybaczyla gdyby chcial. I ciagle sie pytam dlaczego mnie to musialo spotkac, to chyba kara za to ze tak mocno go kochałam.

56

Odp: Byłam w związku z egocentrykiem...

Cześć. Ten post jest sprzed kilku lat, sprzed 9 lat, ale wczoraj dziewczyno uratowałas mi moje życie, bardzo długo się zastanawiałam nad tym co jest ze mną nie tak lub z moim partnerem. Długo szukałam odpowiedzi i w końcu znalazłam, odpisałaś to w taki łatwy i jasny sposób, jakbym widziała siebie i mojego partnera. Nie wiem nawet co mam dodać, ale doskonale Cię rozumiem dlaczego odeszłas, zapewne teraz już masz życie ułożone.l, bo sporo czasu minęło, ja dopiero chce z tego wyjść i nie wiem w jaki sposób. Jestem w trochę trudnej sytuacji, bo my mieszkamy razem a on ma 41 lat i nie mogę. Liczyć że człowiek w tym wieku się zmienia.jesli kiedyś tu zajrzysz, wiedz, że ja jestem kolejna ofiarą przemocy emocjonalnej bo inaczej tego nazwać nie można. Egocentryk obrzydliwa osobowość, aż się dziwię jak te kobiety wytrzymują z taką osobowością. Aż mam. Ochotę zwymiotowac.

Posty [ 56 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Byłam w związku z egocentrykiem...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024