Moja historia: Jestem dzieckiem akoholika. Nie pamiętam, żebym widziała ojca trzeźwego w najwazniejszych momentach życia: wigilie, przysięgi moich braci, nasze pierwsze komunie, jakiekolwiek uroczystości rodzinne i zwykłe dni. Zawsze pijany. Bałam się go panicznie. Jak wyjechałam na studia to zrywałam się w nocy, bo miałam koszmary, że on coś zrobi mojej mamie. Po takim śnie potrafiłam się spakować natychmiast i jechać na drugi koniec Polski żeby sie przekonać, czy oby napewno mojej mamie nic się nie stało. Jak jeszcze mieszkałam w domu to nieraz groził, że najpierw zabije nas wszystkich a potem siebie. Kiedyś przyniósł siekiere do domu i powiedział, że zabije mojego brata. Czekał na niego długo aż zasnął. Wtedy ja schowałam siekierę. Jak byłam w podstawówce to w zimie wracając do domu wypatrywałam śladów krwi na sniegu, żeby przewidzieć co bedzie jesli wrócę do domu. Może zabił moją mamę? Lata koszmaru. Będąc dzieckiem zazdrościłam tym dzieciom, które są w domach dziecka. Nie chodziły głodne, miały ubrania i były bezpieczne. Gdyby mnie tam umieścili to byłby dla mnie szczyt szczęścia. Molestował mnie seksualnie. Jak on tak mógł, własne dziecko! Przez lata starałam zmyć z siebie ten ciężar. Jak można zrobić coś takiego własnej jedynej córce??!! Jak można powiedzieć do niej ty k...rwo kiedy ja bylam dziewicą i miałam ideały, jak można życzyć ,,Zdechniesz pod płotem ty k..wo". Dlaczego moja mama na to pozwalała?! Jak ja sama mam być matką (mam dwoje dzieci). Nie wiem jak żyć. Mieszkam za granicą i o terapii nie ma mowy. mam straszne doły. Może mój post utwierdzi kogos w przekonaniu, że inni (ja) mieli gorzej
.
Pozdrawiam