Witajcie!
Sprawa, którą przedstawię nie daje mi spokoju.
Mamy wspólnych znajomych, ale dzieli nas odległość 350 km. Już rok temu zwróciłam na niego uwagę, ale nie dane nam było się poznać, aż do ubiegłego tygodnia. Przegadaliśmy dwie noce, niby przypadkiem razem siedzieliśmy w autobusie powrotnym. Wydawało mi się, że mu się podobam, a tym czasem na pożegnanie pocałował mnie w policzek, przytulił (z tego co zdążyłam zaobserwować nie żegna się tak wylewnie) i poszedł sobie. Nawet się nie obejrzał (chyba) i nie wziął mojego numeru telefonu. Być może był zmęczony podczas 3 dni takiego wyjazdu śpi się ok. 13 h. Byłabym w stanie zdobyć do niego kontakt, ale nigdy nie narzucałam się facetom. Następna okazja do spotkania jest za miesiąc, ale czy on tam będzie nie wiem. Co o tym sądzicie?