Witam wszystkich forumowiczów.
Jak myślicie czy mam z moim byłym mężem szansę?
Nasz związek był bardzo toksyczny. Mąż wyprowadzał się i wyprowadzał jeszcze przed ślubem. Potem zaszłam w ciążę i pobralismy się. On sie nie zmieniał. Spełniał swoje obowiązki, nie powiem, ale przy okazji żył swoim życiem, coraz więcej wymagał, ja dźwigałam cały ciężar finansowy domu, on solarium, najlepsze ciuchy, a ja szara myszka. Brak wspolnych zainteresowań wyszedł szybciej niz myslalam. Inne spojrzenie na swiat, na ludzi. Potem zaczał znecać się nade mną psychicznie. Wymawiał mi koleżanki, kolegów z pracy, mowił, że zaniedbuję go, ze go nie kocham, ze nie jest najważniejszy. Podpuszczał na mnie dziecko, ze mama pracuje i nie kocha małej. Czepiał się wszystkiego, każdego szczególu, przyjemność sprawiał mu mój płacz. Takie słowa, jak kur...a, że mam psychike do wymiany, czy że żałuje, że ze mna jest, ze nic go nie obchodze, to było na porządku dziennym. W koncu powiedział, ze nie wytrzyma ze mną, wyprowadził się najpierw, potem wrócił, potem wyprowadził i wniosl pozew o rozwód. Na rozprawie powiedział ze mnie nie kocha, nigdy nie kochał, ze mamy niezdgodnie charaktery, że on chce orzeczenia na pierwszej rozprawie bo chce ułożyć sobie życie dopóki jest młody. Ja siedziałam upokorzona i zgodziłam sie na wszystko.
Wyprowadził się, zostawił mnie z kredytem, ratami za pralkę, czynszem, marnymi alimentami i dzieckiem. I zaczal ukladac sobie zycie...
Ja jakos sie pozbierałam, stanełam na nogi...uporządkowałam sobie wszystko. Poznałam nawet kogoś, kogo pokochałam jak nikogo przedtem. Minął prawie rok, moja sytuacja finansowa się pogorszyła, moja coreczke czeka operacja, myslalam, ze sobie nie poradzę i...wtedy pojawił się on. Skruszony, placzacy, mowiacy, że się zmienił, że nie potrafi zyc beze mnie, bez naszej coreczki, ze zrobil najgorsza rzecz w zyciu, ze nie radzi sobie sam. Zebym dala mu szanse...ostatnią. I zaczeło mnie to kruszyć, nigdy sie tak nie zachowywał. Zawsze to on był najwazniejszy na swiecie.
Ja zapytałam tego kogoś, jak widzi naszą przyszłość, moją z córeczką i nim. I ten ktos zapytał "dlaczego pytam", wiec powiedziałąm, że były maz chce wrócić. Liczyłam, ze powie "daj sobie spokoj, chce byc z wami", ale powiedział, że w takim układzie nie umie wejsc miedzy ojca a dziecko. Rozryczałam się i z bezsilnosci dalam szanse mezowi. Nie pozwolilam mu sie wprowadzic od razu. Dałam sobie miesiac na przemyslenia, on starał sie bardzo, chociaz pod koniec powiedział "wóz albo przewóz". Nie wiedziałąm co powiedziec, on trasnał drzwiami, powiedział, ze to koniec. Popatrzyłam na córeczke, ktora juz sie z nim zzyła i zadzwoniłąm by sie wprowadził, zeby bylo nam lzej. Od tamtej pory minał miesiac i jest poprawnie. Ja strasznie duzo pracuje znow, on zajmuje sie dzieckiem, nie narzuca swojego zdania, rozmawiamy. Mowi,ze rozumie ze mu nie ufam. Jest tak, spokojnie i duzo lzej dla mnie. Tylko, że ja kocham kogo innego. Czekam na smsy od tamtego kogos, brakuje mi go, kiedy pomysle, ze moglby znalesc sobie kogos to serce mi peka. Wiem, ze on marzyl i planował przyszłosc dla nas, tylko musiał uporzadkowac swoje sprawy, tylko z tego pytania i powrotu meza wyszlo tak, ze sie wszystko rozpadło. Wiem, jak mnie kocha, jak ja jego. Nie chciałabym go starcić...a jednoczesnie nie moge dac mu codziennosci na jaka zasługuje. Tyle dobrego i szczescia mi dał przez ten czas. To taki dobry człowiek.Tak mi go żal. Nie moge wszystkiego teraz odkrecic, chocby ze wzgledu na córkę i to co przed nią. A były mąż, nie mam teraz do niego nic. Stara się, bardzo...mógłby byc taki zawsze. Choć moje uczucia do niego wygasły. Nie wiem czy wrócą, o milosci takiej jaka przezyłam i mam od czasu kiedy go nie było, mozemy chyba tylko pomarzyć. Czuje pustkę. Nie spie z byłym mezem w jednym łóżku, nie calujemy sie, nic przez te dwa miesiace nie "wybuchło", zreszta nie umiałabym sie kochać z nim chyba, nie mysle o tym i tego nie chce, mysle o kim innym w tych kategoriach. Nie obiecalam mu milosci, czy ze wytrzymamy. On mimo tego i tak poprosil o szanse. Tamten ktos chyba wierzy, ze jednak moj maz sie nie zmienił. Boli go kiedy pisze o mnie, o coreczce. Mowi, ze jest strasznie smutny bo to sa jego marzenia. A mnie serce pęka. Spotkamy sie czasem i ja nie ukrywam tego przed byłym mezem. Jest wtedy tak, wyjatkowo (tego nie wie). Mąż to akceptuje, toleruje jako przyjazn. Mowi,ze nie jest zly, czasem tez wychodzi na impreze (z kim, gdzie, to mnie jakos nie obchodzi). Moj strach przed bylym mezem powoli mija, nie jest taki jak kiedyś, zmienil się, tylko nie wiem czy na zawsze. O wszystko sie pyta, usprawiedliwia, rozumie swoja wine, ja tez nie mam wielkich oczekiwan. Patrzac na corke nie wiem, czy umiałabym jej zabrac ojca. Za duzo ludzi by cierpiało w imie mojego egoizmu. Czy pokocham kiedys meza, czy zapomne o miłosci?
Czy to ma szanse? Czy maz mogl sie zmienic, czy to tylko sytuacja go zmusila by wrocil?
Co robić? Co jesli moja milosc znajdzie sobie kogoś, a maz mnie znowu "zgnoi"...nie wiem, czy przezyje to jeszcze raz, wiec nie mysle o tym? staram sie odciać ta stara przeszlosc z przed rozwodu.
Co myslicie o tym wszystkim?
witaj, Agnieszko
przede wszystkim zacznij myśleć o sobie, o swoim szczęściu. Uwierz mi, że wasza córeczka nie będzie szczęśliwa, wychowując się wśród rodziców, którzy siebie tylko tolerują. Jaki będzie miała wzorzec związku? Nie wydaje Ci się, że będzie jej lepiej ze szczęśliwą mamą i jej nowym partnerem niż z mamusią, która boi się, że tatuś w każdej chwili może od nich odejść?
Nasuwa mi się jedno podstawowe pytanie: dlaczego Twój mąż zdecydował się na powrót do was? Prawie rok czasu się wami nie interesował, żył swoim życiem, aż tu nagle uświadomił sobie, że was kocha??? Wybacz, ale nawet ja w swojej naiwności w to nie wierzę. Zapewne nie wyszło mu to układanie życia na nowo...
Jeszcze jedno: jakie są relacje Twojej córki i Twojego byłego partnera? i w jakim wieku jest Twoja córka?
i przede wszystkim: zastanów się, czego TY chcesz, a nie czego od Ciebie oczekują inni. To Twoje życie i masz prawo je przeżyć po swojemu.
pozdrawiam ![]()
Zgadzam się z Nitka 24.Twoje dziecko nie bedzie szczęśliwe widząc jak się męczysz..Wiem to z doświadczenia.I uwierz mi, że wolałabym,aby moi rodzice sie rozwiedli niż się męczyli ze sobą.
Trudna sytuacja...z tego co piszesz twój mąż jest bardzo nieodpowiedzialnym człowiekiem, nie miał zbyt dużych oporów kiedy zostawił ciebie z dzieckiem..wydaje mi się, że za jakiś czas sytuacja może się powtórzyć...w momencie, gdy znów poczuje się pewny siebie. Pisałaś, że byłaś ofiarą przemocy psychicznej. Z drugiej strony pojawił się mężczyzna, który szanował ciebie, pojawiło się między wami uczucie...a ty spławiłaś go, by dać szansę mężowi, który bez oporów w sądzie powiedział, że ciebie nie kocha. Wybacz szczerość popełniłaś 2 błędy: 1 pozwalając mężowi wrócić, 2 spławiając faceta, którego kochasz. Co do ważnej roli ojca...twój mąż nie jest przykładnym ojcem, olał ciebie i dziecko, zostawił je by "żyć na nowo" teraz wraca po roku...Być może ten z którego zrezygnowałaś dal by twojej córce miłość, poczucie bezpieczeństwa, stabilność...i może on był by dla niej tatą...lepszym niż jej biologiczny ojciec... Co bym zrobiła na twoim miejscu...kazałabym się wyprowadzić mężowi, którego nie kocham, który mnie i dziecko tak zawiódł, który jest nieodpowiedzialny, niszczył mnie psychicznie i dałabym szanse temu, którego kocham...Sama piszesz że męża nie kochasz...i to ma być normalna rodzina dla twojej córki?...gdzie mamusia i tatuś udają miłość... gdzie ojciec zachowuje się jak niedojrzały gnojek? to jakaś chora fikcja nie małżeństwo...ty się będziesz męczyć, a twoje dziecko będzie na to wszytko patrzeć...no chyba że tatuś niedługo znów poczuje potrzebę wolności...wybacz nie wierze w jego "wielką przemianę " i w to, że po tym co ci zrobił znów go szczerze pokochasz...choć oczywiście mogę się mylć.
Widzicie, tylko że ja mam ogromny żal do tego którego tak kocham (Marcina), że nie powiedział "nie", że pozwolił mi na to wszystko, ze miał marzenia związane z nami o których nie mówił. Że tez brakło do końca szczerości, bo nigdy nie rozmawialiśmy o planach na długie potem. Był dobry dla mnie, dla mojej córki. Znam go tyle lat, znałam go przed ślubem, wiem, ze to dobry człowiek. Mamy wszystko ze sobą wspólnego, naprawdę. Zainteresowania,pasje, spojrzenie na swiat, ludzi. Moja córeczka ma 4 lata, były mąż i ja 30 i nawet Marcin 30. Moja decyzja była pokierowana: brakiem stabilizacji; myslą, że Marcina stać na normalną rodzinę a nie kobietę z dzieckiem po rozwodzie; strach że sama nie poradzę sobie w trakcie i po operacji małej; że jeśli nie dam szansy byłemu, to nigdy nie dowiem się, czy się zmienił, a ja zabiorę ojca małej.
Teraz były mąż jest dobry, nic nie mówi nawet kiedy płaczę, choć domysla się że przez Marcina. Ja uciekłam w pracę, śpie po 4,5 godzin dziennie i tak jakos mijają te dni. Kiedy wracaliśmy do siebie zapytał się czy miałam kogoś. Powiedziałam uczciwie, że tak. Zapytał czy kochaliśmy się i tez się uczciwie przyznałam. Powiedział, że nie ma pretensji, bo po rozwodzie mogliśmy robić co chcemy. On też próbował, nawet 4 razy i mu sie nie udało. Powiedział, że zadna nie była taka jak ja, ze ciagle myslał o mnie i córce. Myslicie, że mój były domyśla się co czuje do Marcina? On walczy teraz swoją dobrocią dla mnie, dla córki. Jest naprawdę inny, pokorny, układny. Zaczynam wierzyc, że się naprawdę zmienił. Strach przed nim mija i coraz bardziej myślę, że dla małej zrobiłam słusznie. Ona za tatą przepada, widzę jaka jest szczesliwa, wtedy i ja jestem. A serce peka do Marcina. Marcin też cierpi, bardzo. Stąd nasze spory, różnice zdań. Może powinam pozwolić Marcinowi odejść, dla jego dobra. Ja się wykończę, naprawdę. Jestem tak rozdarta...strasznie.
Co robić dziewczyny...ja nie kocham byłego...ale jest mi teraz dobrze, spokojnie, lepiej...
Czy to ma szanse, czy kiedyś mój były znów "pęknie"...i jesli tak, to kiedy?
Może któraś ma podobne doświadczenia?
A może pękne ja, chociaż wiem, że nie stać mnie by wyrzucić teraz byłego i chyba nigdy nie będzie mnie na to stać. Jakiego czasu potrzeba by przekonać się, ze były naprawdę sie zmienił. Po tych rozmowach z nim ja sama zaczynam wierzyć, że rozwód to też troche moja wina, bo mogłam zawsze powiedzieć "nie".
Echhh...
Jaka ja jestem. Jak życ w takim układzie i nie stracić Marcina i naszego cudownego świata?
Dzisiaj, przed chwilą Marcin napisał mi, że nie umie życ tak. Ze musi się odsunąć, zebyśmy i ja, i on znależli swoje szczescie. Ja z byłym mężem, on, jeszcze nie wie z kim. Pisze, że nie umie i nie może patrzeć na naszą tworzącą się rzeczywistość. Że każdy sms ode mnie kiedy pisze o sobie o córeczce uświadamia mu zniszczone marzenia. Tak chciałby byc ze mną...ja znów płaczę. Nie chcę by sie smucił, cierpiał, nie przeze mnie.
Boże jak cięzko. Kiedy to mi przejdzie...
Strasznie wyglądam, strasznie się czuję...
Nie wiem jak żyć.
Tyle żalu we mnie, do Marcina, że nie umiał wejść cały w moje życie, do byłego, że się pojawił.
Ja się wykończę...
nie wytrzymam tego...
Weź się w garść!!masz przecież dziecko, które widzi, że mamusia jest smutna.Skoro, nie kochasz byłego to rzuć go w cholere.Wiem, że to wydaję się trudne, ale chyba nie chcesz całe życie się męczyć, myśleć, że z tamtym mogło być inaczej...lepiej..
Własnie, tylko ja nie wiem czy z byłym nie bedzie nam dobrze, uporzadkowałam swój swiat, zajecia, opieke nad małą, on nic złego nie robi. Zaczynamy sobie ufac. Dba, stara się o mnie o córkę. Widać, że zmadrzał. I co bedzie kiedy on powie małej "tatus chciał, ale mamusia go zostawiła" Poza tym rodzina, znajomi wszyscy wiedza ze sie wprowadził, i kojarza nas juz razem. Echhh....
Wiem, ze Marcin musi odejść, a ja bede cierpiec i to dłuuugo...
Boże, nie umiem bez Marcina, nie umiem...to cały mój świat...![]()
Agnieszko, walcz o Marcina, o swoje szczęście. Uwierz, że wasza córeczka nie będzie czuła się lepiej, jeśli jej mama będzie z tatusiem, ale w najlepszym wypadku smutna, zgaszona... Poza tym nie odbierasz małej taty, przecież to, że zwiążesz się ponownie z Marcinem, nie oznacza, że wasza córka nie będzie miała kontaktu z biologicznym ojcem. Przecież miłości do dziecka nie można uzależniać od miłości do współrodzica!!! Twój mąż prowadzi nieczystą grę, wykorzystując dziecko jako kartę przetargową. A przecież jego stosunki z córką i wasze małżeństwo to są dwie odrębne sprawy.
Powtórzę jeszcze raz: walcz o swoje szczęście! Powodzenia ![]()
Nie umiem tego zrobić małej...
Co ja jej powiem w przyszłości, nie umiem przewrócić tego życia. Ja nie jestem jak mój mąż...nie zmieniam zdania i przyjmuje z pokora co daje mi los. Poswiece się, będę cierpieć, moze to z czasem minie, moze mąz sie naprawdę zmienił i sie o to postara...
Nie umiem dać mu szansy, a teraz zabrac jej jemu i córce, dla nich to dobre rozwiązania, a ja moge sie przyzwyczaić...
Tak musi być, zresztą kiedy mąż walczył a jeszcze sie nie wprowadził Marcin powiedział, że skoro powiedziałam, to sie musze tego trzymac, bo nigdy nie bede wiedziała, czy to nie szansa dla córki na normalną rodzinę...
Boje sie tez kłótni z mężem, wiem że wyjdzie wtedy to wszystko co najgorsze, a emocje wrócą...
Agnieszko, juz po przeczytaniu twojego pierwszego paragrafu pomyslalam sobie, ze taki zwiazek naprawde nie ma szans na przetrwanie... Ten mezczyzna nie mial tobie nic do zaoferowania, on tez sie meczyl w tym zwiazku. Pozniej wrocil, ale jak sama piszesz, powiedzial, ze "ze nie radzi sobie sam"... to chyba nie jest wystarczajacym powodem, by dac mu nastepna szanse? Jak sadzisz? Agnieszko, zaslugujesz na wiele wiecej od zycia, kazde z was zalsuguje na o wiele wiecej... Probowaliscie ratowac wasze malzenstwo i nie udalo sie, bo to, co teraz miedzy wami jest, to chyba cisza przed burza, nie? siedzenie na tykajacej bombie... Ja spedzilam 13 lat u boku kogos, kto wiele razy mnie zranil i oszukal, kiedy w koncu rozstalismy sie na dobre (po wielu probach naprawiania zwiazku) uswiadomilam sobie, ze zmarnowalam ogromna czesc swojego zycia zyjac z niewlasciwym czlowiekiem... Wiele osob doradzalo mi zakonczenie tego zwiazku, ja jednak chcialam probowac, bo dzieci, bo to, bo tamto, ale teraz tego zaluje... bo to naprawde nie mialo szansy na przetrwanie i wydaje mi sie, ze rozpad twojego zwiazku, to tylko kwestia czasu. Wybacz mi, to tylko moje zdanie, po przeczytaniu twojego posta, nie jestem z natury taka pesymistka i nie oceniam czyjegos zwiazku na podstawie swojego, ale takie mysli nasunely mi sie po przeczytaniu twoich slow. Nie ma miedzy wami bliskosci, zyjecie jak wspollokatorzy i predzej czy pozniej i ty i on zapragniecie czegos wiecej...
Jesli chodzi o marcina, to wcale sie nie dziwie, ze nie do konca byl z toba szczery, jezeli chodzi o rozmowy na temat waszej wspolnej przyszlosci itd Mysle, ze wlaczyl mu sie system obronny, nie wiedzial na czym stoi, zdawal sobie sprawe z istnienia twojego meza, ktory ma tendencje do zmiennosci a i wiedzial pewnie, ze ty rozwazysz jego prosby o nastepna szanse ze wzgledu na wasza corcie... Twoj maz zna twoje slabe strony, wiedzial, za ktore sznureczki pociagnac...a marcin chyba tez dobrze cie zna, skoro odsunal sie kiedy twoj maz pojawil sie na horyzoncie. Ty tez nie bylas z nim do konca szczera, nie? w pewnym sensie nie dalas mu szansy na podjecie innej decyzji, sama zadecydowalas, jak piszesz "Moja decyzja była pokierowana: brakiem stabilizacji; myslą, że Marcina stać na normalną rodzinę a nie kobietę z dzieckiem po rozwodzie;" Mysle, ze zabraklo miedzy wami komunikacji...Twoj maz nie wrocil do ciebie dla ciebie, wrocil dla siebie, nie dlatego, ze cos tam zrozumial, tylko dlatego, ze bal sie, ze nie znajdzie kogos innego na stale, probowal, nie wyszlo, wiec wybral opcje powrotu do ciebie... Nie sadze, ze wrocil dla corki, przeciez ja zostawil i zniknal z jej zycia na tyle czasu w pogoni za zaspokajaniem wlasnych potrzeb, a obecna sytuacja to kontynuacja tej pogoni... Dlaczego ty masz z tego powodu cierpiec? Dlaczego masz poswiecic swoje szczescie? Piszesz o obecnym komforcie, to taka klapka na oczy, udawanie przed soba, ze jest ok. Sama wiesz, ze nie jest ok, ze zaczelas zycie od nowa juz raz i jestes w stanie to zrobic ponownie.
Znajoma powiedziała mi to samo, ale troche to do mnie nie dociera. Powiedziała, ze były tez nie jest głupi i widzi, ze kocham Marcina, wystarczy popatrzec na mój pokój...jego obrazy, grafiki, trawa z jego trawnika w doniczce, mnostwo drobniutkich prezencików przekładanych z torebki do torebki, bez których nie wyobrażam sobie wyjścia do pracy. Łzy po kazdym telefonie...
Że były jest bo mu jest wygodnie, a moje uczucia ma w głebokim poważaniu. Za opieke nad córką ma ciepło, obiad, wyprane, wyprasowane. Czasem zrobi mi kolację, herbatę...to cala jego wdzięczność.
Ale mi jest naprawdę łatwiej, poza tym ta operacja i ciezka rehabilitacja...strasznie sie tego boję.
Za Marcinem tak tęsknię...
Nie chcę by odchodził, on mówi, że on nie zamyka drzwi na nas.
Jednak nie chce się mieszać, żeby ktoś kiedyś nie zarzucił mu, lub sam zarzucił sobie, że zabrał szczęście mojej córeczce bo mieszał sie w czyjeś sprawy. I też nie wiem co mysleć, skoro kocha tak bardzo to czemu sie odwraca? Ja zawsze z nim byłam, nawet kiedy miał swoją dziewczynę, a ja czekałam na choćby cząstkę jego. Kiedy nie wiedziałam, ze ona jest chora i nie moze jej zostawić, a nie mówił o szansach dla nas. Zawsze byłam, choc czasem plakałam cale noce za nim. Nie wiem, moze nie powinnam tego wymagać, ale gdzies podswiadomie tak jest...
znow placze, lzy na klawiaturze.
Moj były pytał się, sie córki, czy mama płakała. Ona powiedziała, ze mam katar.
Agnieszko- moja sytuacja jest całkiem podobna do Twojej, nie w pełni, ale obecnie też mąż wrócił do mnie, a ja przygasłam....Jedną nogą bylibyśmy już po rozwodzie (post"problemy małżeńskie"), a teraz myślę podobnie do Ciebie i nie czując już do niego tego co kiedyś.....a jest jeszcze ktoś, kto czeka......
Ciężkie jest to wszystko, a zarazem nasza natura-bo ja nie mając męża przy sobie tęskniłam, walczyłam, a teraz nie wiem czy to ma sens, ale też mam córkę, która kocha ojca, jest szczęśliwa, gdy on jest z powrotem, a ja..........
Wczoraj Marcin powiedział, że odsuwa się na dobre. Napisał, ze nie umie tak, że ciągle się spieramy i niszczymy ten nasz piękny świat, że jest mu przykro, smutno, że kto inny realizuje jego marzenia. Powiedział, że nie umie na to patrzeć, że ma straszne wyrzuty, ze tak się stało, że mógł sie jednak "postawić", że jedno moje słowo wystarczy, żeby przewrócił cały świat by to wszystko odkręcić. Ze kocha mnie jak nikogo, nigdy na świecie...ale nie może tak być. Nie chce psuć czegoś, co sobie układam. Powiedział, ze mógł wejść w moje życie przez otwarte drzwi, a teraz się zamknęły. Mimo wszystko liczy, że kiedyś się jednak uchylą. Ja wiem, że on teraz jest bardzo samotny, ja wiem, że nie mogę go zatrzymać.
Ja go też tak kocham. Co chwilę patrze na ekran telefonu. I nic, cisza.
Łzy kapią...kap kap....
strasznie za nim tęsknię.
nie możesz przepłakać całego życia! tęskniąc za innym. to nie jest chora sytuacja, że kochasz kogoś innego i za nim tęsknisz, Twój mąż Cię bardzo skrzywdził! rozstaliście się, Twoje dziecko już raz to przeżyło, już raz podjęłaś tę decyzję - słuszną! niepotrzebnie pozwoliłaś mu wrócić, on nie mógł się aż tak zmienić. spójrz, zapytał Cię wprost czy kogoś po nim miałaś, czy Ty pierwsze pytanie, jak tylko się przed Toba pojawił, postawiłaś o to, czy miał kogoś? zapytał, bo chciał wiedzieć jak bardzo ma się starać, chciała wiedzieć co czujesz do tego drugiego, by wiedzieć jak wiele musi "poudawać" - tak myślę, byś zapomniała o tamtym, ale Ty o Marcinie długo nie zapomnisz, Twoje dziecko też by go pokochało, bo pewnie dałby Wam obu szczęście! nie poświęcaj się w ten sposób dla dziecka, ona CI kiedyś podziękuje za to, że mogłyście być razem szczęśliwe, tak jak jest równanie szczęśliwe dziecko = szczęśliwa mama, tak i w drugą stronę to działa... a jeśli TWój mąż zacznie dręczyć Cię znów psychicznie, a co gorsza, Twoja córka będzie starsza, będzie więcej rozumiała i jeśli i ona zacznie się psychicznie staczać... trudna sprawa, ale myślę, że jeśli tak bardzo myślisz o dziecku tylko, to pomyśl, że ona ma 4 lata i to chyba jest dobry moment na rozstanie z jej ojcem, jest jeszcze mała i sobie z tym poradzi, zwłaszcza, że nie zostaniecie same, masz mężczyznę która CIę kocha, kocha Was obie i da Wam szczęście i miłość, Twoja córeczka się z nim zdąży zżyć i też będzie szczęśliwa! zastanów się dobrze. choć nie bardzo masz nad czym, bo Ty go nie kochasz on Cie nie kocha... ja bym nie pozwoliła wrócić, a w takiej sytuacji kazałabym odejść, już raz spieprzył CI życie!!!!!
POWODZENIA! IDŹ ZA GŁOSEM SERCA!!
Ale były mąż mówi, że jest teraz bardzo szczesliwy, ze dawno taki nie był, że zrozumiał. Jest poprawny, nie czepia sie mnie, ja nie moge też w żaden sposób przyczepic się jego. Mówi szczerze co czuje, co myśli.
Może kiedyś jeszcze pokocham byłego, jeśli bedzie taki jak jest dłuższy czas...
Jakos powoli moj strach mija. Przecież dał mi stabilizację, której tak potrzebowałam.
Jak myślicie?
Na razie na Marcina jestem raz zła, raz płaczę, raz myślę że go skrzywdziłam, potem czuje sie oszukana...za co to wszystko, za co.
cóż, jeśli tego chcesz to przeczekaj, skoro już z powrotem się w to wpakowałaś, i na razie jest Ci dobrze. pozostaje nam tylko życzyć Ci by Ci się wszystko ułożyło, byś nigdy więcej nie płakała przez swoje byłego-nowego, byś teraz była jego księżniczką i to on Ciebie wynosił ponad wyżyny; byś nie musiała przechodzić przez to wszystko jeszcze raz, a gdy zdarzy się coś złego, obiecaj, że wyrzucisz go na zbity pysk i nigdy nie pozwolisz wrócić, a sama ułożysz sobie życie i swojej córeczce, tak, byście były szczęsliwe i nie pozwolisz byłemu włazić z buciorami do Waszego nowego życia i nigdy więcej nie uwierzysz w zmiany-cud!!
powodzenia. trzymaj się, bądź szczęśliwa!!!
Mój były nie jest taki, ze wynosi ponad wyżyny...
nie ma pomysłów na ciekawe prezenty, nie umie tak pozytywnie zaskakiwać jak Marcin...
którego schowane prezenciki znajduje nawet po miesiącu w domu.
Kwiaty czy perfumy...ile można tego.
Ja już nic nie wiem....nic.
Z żadnym mezczyzną nie czułam sie tak jak z Marcinem...
Nikogo nigdy tak nie pokochałam i nie kocham.
Kochałam gdy było to zupełnie niepoprawne, starałam się, żeby choć spojrzał na mnie...
A teraz...
miałam go, mogłam mieć, zostaje pustka...
24 2010-11-09 10:48:53 Ostatnio edytowany przez maddlen (2010-11-09 10:50:42)
usiądź sobie spokojnie, sama, może kąpiel przy świecach, z lampką wina i głęboko zastanów się, czego pragniesz, czy na pewno jesteś szczęśliwa i przyjrzyj się dokładnie, czy szczęśliwa jest też Twoja córeczka, bo przecież to ona dla Ciebie jest najważniejsza! przypomnij sobie jak zachowywała się po rozwodzie, w czasie, kiedy już byłaś z Marcinem, czy go tolerowała, czy przypadli sobie do gustu, czy go lubiła, i czy on dawał jej mniej niż biologiczny ojciec? ojcem nie jest ten, kto daje nasienie, a tez, który wychowuje. musisz naprawdę sobie pomyśleć, czego chcesz, czy aby na pewno wszystko jest tak dobrze, jak Ci się zdaje...
ja nie pisałam, że mąż wynosi CIę ponad wyżyny, ale życzyłam Ci tego z całego serca, by troszczył się o Ciebie, tak jak na to zasługujesz z córeczką, by był dla Was i z Wami a nie obok Was! by doceniał, że Was ma i starał się by było jak najlepiej, i nie mówię tu o prezentach, mówię o komforcie psychicznym, poświęcaniu sobie na wzajem czasu, po prostu by Was kochał, czystą i szczerą miłością, by był ojcem dla swojego dziecka, a nie tylko mężczyzną w domu.
po prostu BĄDŹ SZCZĘŚLIWA!!
P.s. a czy Twój mąż kiedykolwiek potrafił zaskakiwać? może on po prostu nie potrafi... trudna jest ta cała sytuacja, ale decyzja należy tylko do CIebie, dlatego zastanów się, by ta decyzja była jak najrozsądniejsza! nie daj się ponieść żadnym złudzeniom! MASZ BYĆ SZCZĘŚLIWA! z nim czy też bez niego. niech nic Cie nie hamuje, do podejmowania odpowiednich decyzji
ja wiem co powinnaś zrobić, tzn. myślę, że tak powinnaś zrobić, ale to Ty bezpośrednio uczestniczysz w tej całej sytuacji i sama musisz podjąć decyzję - oby była jak najlepsza dla Was dwóch, a to okaże się w niedalekiej przyszłości ![]()
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! JASNOŚCI ROZUMU I SIŁY W PODEJMOWANIU DECYZJI!!!
ufam, że nadejdzie czas, że wejdziesz znów na ten wątek i napiszesz, że jesteś szczęśliwa, że Twoja córka jest najszczęśliwszym dzieckiem na świecie, że jesteście wiecznie uśmiechnięte i świetnie bawicie się własnym życiem! niezależnie od tego czy będziecie same, z byłym mężem, z Marcinem, czy w ogóle z kimś nowym. NA PEWNO NADEJDZIE TAKI DZIEŃ... NIEDŁUGO JUŻ...
GDY NADEJDZIE DZIEŃ, BĘDZIE TAK, ŻE BÓG POZWOLI NAM, BY SZYBCIEJ JUŻ NASTAŁ TEN SZCZĘŚCIA DZIEŃ.
Ja...wiem, że tak naprawdę chciałabym być z Marcinem, to on jest tam głeboko w sercu, to on jest mężczyzną mojego życia, to on odkrył we mnie prawdziwą kobietę i wiem o tym. Jestem przekonana. Mam wielki żal do niego, że nie podjął się byc dla nas oparciem.
Teraz Były się stara, nie umiem mu tego zabrać i córce też. Wiem, że jestem naiwna, niepoprawna. Dlatego cierpię i ja i Marcin. Ja, to w sumie moge cierpieć. Nie musze być szczęśliwa. Nawet jesli były się zmienił, to wiem że będzie to "dobre" życie, ale nigdy tak szczęsliwe jak z Marcinem. Ważne jednak by mała była szczęśliwa, bym miała w byłym oparcie w tak trudnych chwilach, które mnie i mała czekają. Może ja też się trochę powinnam zmienić...wtedy będzie lepiej.
Poplątałam się w życiu...znowu.
Agnieszko, proszę, korzystaj z opcji "EDYTUJ". Dodawanie posta pod postem jest niezgodne z regulaminem - zachęcam, żebyś się z nim zapoznała.
Pozdrawiam
Moderatorka Yvette
27 2010-11-09 11:50:46 Ostatnio edytowany przez takie_życie (2010-11-09 11:54:54)
Ja...wiem, że tak naprawdę chciałabym być z Marcinem, to on jest tam głeboko w sercu, to on jest mężczyzną mojego życia, to on odkrył we mnie prawdziwą kobietę i wiem o tym. Jestem przekonana. Mam wielki żal do niego, że nie podjął się byc dla nas oparciem.
Teraz Były się stara, nie umiem mu tego zabrać i córce też. Wiem, że jestem naiwna, niepoprawna. Dlatego cierpię i ja i Marcin. Ja, to w sumie moge cierpieć. Nie musze być szczęśliwa. Nawet jesli były się zmienił, to wiem że będzie to "dobre" życie, ale nigdy tak szczęsliwe jak z Marcinem. Ważne jednak by mała była szczęśliwa, bym miała w byłym oparcie w tak trudnych chwilach, które mnie i mała czekają. Może ja też się trochę powinnam zmienić...wtedy będzie lepiej.
Poplątałam się w życiu...znowu.
Pytanie tylko, czy córka tak naprawdę będzie Ci wdzięczna za to poświęcenie, możesz mi wierzyć że dla niej też liczy się twoje szczęście, i na pewno nie chciała by patrzeć na twoje łzy, bo tego żadne dziecko nie chce nawet za cenę "całej" rodziny.
Być może mąż wrócił właśnie dlatego że ty zaczęłaś układać sobie życie, a jemu nie wychodzi. Nie wierzę w jego przemianę wielką, bo ludzie aż tak się nie zmieniają, co najwyżej potrafią się dobrze maskować. Na razie się stara bo chce Cię zdobyć, pytanie co będzie jak już tego dokona.
agnieszkam1 - jak sama trafnie napisałaś "Poplątałam się w życiu..." dokładnie ja też tak uważam SAMA się zaplątałaś z jednej strony rozwód - czyli dla mnie pewien etap życia zamknięty z drugiej pozwalasz wrócić BYŁEMU mężowi i teraz płaczesz jaka jesteś nieszczęśliwa. Może jestem brutalna ale niestety prawda jest taka że sama nie wiesz czego chcesz najlepiej było by mieszkać w bezpiecznym domku z córką i jej ojcem a wieczory i noce spędzać z tym drugim, ale tak się nie da trzeba być odpowiedzialnym i dorosnąć. Nie można igrać z uczuciami innych a ty tak właśnie robisz popatrz:
1/dajesz byłemu nadzieję na poskładanie waszej rodziny (bez względu jakie on miał powody to ty miałaś decydujący głos)
2/nie chcesz zostawić w spokoju Marcina żeby mógł ułożyć sobie normalne życie tylko fundujesz mu huśtawkę emocjonalną (a twierdzisz że tak go kochasz)
3/dajesz córce ojca to znowu zastanawiasz się czy go jej nie odebrać
4/sama miotasz się między realnym światem a pogonią za marzeniami i chwilami szczęścia i niszczysz samą siebie
Poza tym powiem ci szczerze gdyby temu twojemu Marcinowi naprawdę tak zależało to w sytuacji gdy byłaś po rozwodzie walczył by i nie pozwolił nikomu (nawet byłemu mężowi) na rozbicie waszego związku.
Wybacz że tak prosto z mostu ale myślę że powinnaś wziąść się w garść i żyć tu i teraz a nie bujać w oblokach.
Pozdrawiam
29 2010-11-09 13:28:23 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-09 13:30:53)
wiem, ze tak nie można....ja wiem.
Marcin mnie kocha, bardzo. Ja jego też.
Tego akurat jestem pewna jak niczego na świecie. Marcin to szlachetny człowiek, z zasadami, z męskim honorem, ale bez egoizmu. On zawsze patrzy, żeby inni mieli najlepiej nie on. Wyciągnął mnie z takiego dołka, pomagał zawsze. Kocham go za to wszystko.
Ja wiem, ze nie powinno być tak i żałuję, że dałam mężowi szansę. Ja wiem, że zrobiłam źle. Choć mocno się przed tym bronię. Powinnam być teraz z Marcinem i tyle. Cały czas myślę, że nie powinnam się pytać tak jak zapytałam. To było jak przystawienie rewolweru do głowy.
Tylko, co ja mam robić. Wiem, że mąż się zmienił, że jest inny niż kiedyś. Widać, że wydoroślał, choć nie wiem czy to nie tylko gra. A jeśli będę nadal choćby przyjaźnić się z Marcinem, to czy były mąż kiedyś nie pęknie, nie zarzuci mi czegoś. Na razie to akceptuje, mówi że moge mieć przyjaciół. Co z bliższym pożyciem? Nie wyobrażam sobie tego z byłym mężem. Tym bardziej,że cały czas mam w głowie jego wyzwiska, że co to za żona, która nie umie zaspokoić męża itd. Boję się kłótni z mężem, a wiem, że ona nastąpi. Boję sie, że znów zacznie się piekło. Masz rację, bujam w obłokach...bo nie mogę przeżyć że jest tak, a nie inaczej.
Ze ja, moja córka jestesmy tutaj, gdzie nie jest źle, ale mogłysmy byc tam, gdzie spełniają się moje marzenia.
I co ma zrobić Marcin, odejść, zostać...
Czekać na potknięcie byłego, układać sobie życie...
Ja wiem, że on ma takie dylematy, choc o nich nie mówi...
30 2010-11-09 13:36:25 Ostatnio edytowany przez atinasarz (2010-11-09 13:39:18)
Powiem ci Agnieszko - że szczerze po twoim ostatnim poście podziwiam twojego męża bo (takie męskie prawo) powinien "walnąć" tego Marcina i powiedzieć spadaj i nie właź w rodzinę która próbuje się odrodzić - tak zrobiła by większość facetów bo jeśli go przyjełaś to on ma wszelkie prawa bycia głową rodziny - sama dałaś mu to prawo znowu.
Co do uczuć twoich myślę żę powinnaś zamknąć je razem z miłymi wspomnieniami , przestać kontaktować się z Marcinem - pozwolić i sobie i jemu poskładać swoje uczucia i życie. Bo jeśli nadal będziecie w kontakcie to zobacz najbardziej skrzywdzisz właśnie jego nie dajesz mu szansy na normalne ulożenie życia, rodzinę itd... to według mnie jest egoizm i okrucieństwo.
A ty jeśli już powiedziałaś A to powiedz B i zacznij być normalną dobrą żoną, a wtedy zobaczysz wszystko się ułoży.
Doczytałam końcowe pytanie i uważam dokładnie tak jak w stosunku do ciebie napisałam tak i on powinien się usunąć a nie mieszać dalej.
31 2010-11-09 13:39:24 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-09 13:41:13)
Tylko...ja nie kocham byłego...wcale niestety...
A czy wierzycie w przemianę męża.....?
32 2010-11-09 13:46:03 Ostatnio edytowany przez atinasarz (2010-11-09 13:56:46)
OJ!!! Dziewczyno - nie gniewaj się ale piszesz jak małolata a nie 30 letnia kobieta i matka - weź się w garść życie to nie telenowela, ani romansidło to odpowiedzialnośc za swoje czyny, za innych. Nie można dla chwil rozkoszy wystawiać na cierpienie wszystkich w to zaangażowanych - czy wiesz ile kobiet w trakcie małżeństw zakochuje się w innych a jednak nie wszystkie rzucają dom , męża i dzieci większość zaciska zęby i stara się żyć najlepiej jak potrafią na tym polega odpowiedzialność i dorosłość. Jest to napewno smutne ale takie życie, dziś boli cię , tęsknisz i piszesz nie kocham męża ja zawsze wdedy radzę zamiast wzdychać do Marcina zacznij skupiać się na swojej córci i swoim mężu z czasem wywietrzeje ci z głowy ten romans i zostanie po nim tylko wspomnienie.
jeszcze co do przemiany - ja wierzę że można się zmienić i to wcale nie na pokaz. Jeśli facet zrozumiał co stracił, próbował z innymi i za każdym razem wychodziło że to Ty i wasze dziecko bylo tym najlepszym co miał w życiu tylko on nie umiał tego docenić - to mówię TAK MÓGŁ zrozumieć , zmienić się i teraz robić wszystko żeby tego znowu nie popsuć.
a wierzysz, że moj były się zmienił? czy ludzie w tym wieku się zmieniają?
Kiedy wrócił też niby szczerze, ale zastosował szantaż emocjonalny. Powiedział, że chce wrocic by opiekować się nami, że zrozumiał jak moze byc ciezko samemu, wzial na rece małą i zapytał "czy nie tak powinno byc?" a potem dodał, żebym sie zastanowiła. On tak chce, a jak nie to sie calkiem odsunie i zebym nie liczyla na pomoc byłej tesciowej, bo on nie bedzie przychodzil po mala, bo mu bedzie serce pekać. Ona wyciagnela do niego rece...echhhh
Potem, kiedy sie zastanawiałam sie czy ma się wprowadzić, to znow sie wzburzył, powiedział, ze to juz definitywny koniec. Jak ja powiedziałam o finansach to powiedział, ze moge sobie poszukać sponsora, jego to nie obchodzi i wyznaje chyba sredniowieczne zasady, ze facet utrzymuje dziecko i zone. Trzasnął drzwiami...
a ja popatrzyłam na mała i jej łzy i zadzwoniłam do niego. Teraz ma to co chce i jest dobrze, ale co dalej?
Plakac mi sie chce.
co do przemiany - ja wierzę że można się zmienić i to wcale nie na pokaz. Jeśli facet zrozumiał co stracił, próbował z innymi i za każdym razem wychodziło że to Ty i wasze dziecko bylo tym najlepszym co miał w życiu tylko on nie umiał tego docenić - to mówię TAK MÓGŁ zrozumieć , zmienić się i teraz robić wszystko żeby tego znowu nie popsuć.
Co do finansów to myślę że powinnaś przedewszystkim usiąść z nim i poważnie porozmawiać na jakich zasadach macie być razem - bo ja trochę się gubie w tym co piszesz.
Wytłumacz proszę jak to jest teraz u was.
Atinasarz ja myślę zupełnie inaczej niż ty, a patrzę na to z punktu widzenia dziecka które chciało aby rodzice się rozeszli bo widziałam moją nieszczęśliwą mamę i w imię czego ?? Nie wolno poświęcać wszystkiego w imię dziecka, bo myślisz że łatwo się żyje później z takim bagażem że to przeze mnie mama nie była szczęśliwa, że gdyby mnie (czy nas bo jest i siostra) nie było to ułożyła by sobie życie z kimś innym i byłaby naprawdę szczęśliwa, doceniam to ale uważam że było niepotrzebne, my w końcu odejdziemy z domu, założymy własne rodziny, a ona będzie musiała z nim być na co dzień.
36 2010-11-09 14:07:40 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-09 14:16:42)
jak jest...
on placi pol czynszu, pol rat, pol kredytu za mieszkanie.
Reszte ma dla siebie, ja utrzymuje dom.
Mieszka, jak lokator...
Ja zarabiam wiecej niz on...
Szkoda mi go, nie mial normalnego dziecinstwa, tez sie pogubil, ale miłość, taka jak do Marcina...
na razie nie wierzę. Nigdy nie uwierzę. Moge stwierdzić, naprawdę, że Marcin jak do tej pory był moją pierwszą miłością...
Marcin to naprawdę facet z klasą. Nigdy nie wyobrażam sobie by powiedział do mnie tak jak mój były. Znam go długo, jeszcze zanim sie zakochałam wiedziałam ze to bardzo dobry człowiek...
Koleżanka powiedziała mi, "czy to że masz dziecko uprawnia kogoś by do Ciebie wrócił?"
Jak o tym myslec?
37 2010-11-09 14:21:17 Ostatnio edytowany przez takie_życie (2010-11-09 14:25:23)
Agnieszko ty chyba wiesz doskonale co chciałabyś zrobić, tylko się tego boisz.
Więc albo będziesz mieć odwagę powalczyć o siebie, albo zostaw wszystko tak jak jest, pozwól Marcinowi ułożyć sobie życie. Przyszłość i tak wszystko zweryfikuje, tylko bądź na tyle silna aby udźwignąć konsekwencje własnych decyzji, jakiekolwiek one nie będą.
Agnieszko - powiem tak z tego co wcześniej napisałaś zrozumiałam że były mąż stara się , jest "przykładnym" mężęm i wtedy to taki powrót ma jak najbardziej sens, ale jeżęli ty piszesz że onjest lokatorem i wsumie to ty go utrzymujesz i jesteś z nim z litości to moje pytanie jest takie - PO CO GO PRZYJĘŁAŚ???????? bo z twoich opisów zrozumiałam : zmienił się jest dobry itd... czyli szansa na normalne życie, ale po tym co napisałaś to ja nie wiem - w sumie wyszlo na to że nie przemyślałaś wogóle tego co zrobiłaś, bo nie masz w nim oparcia o którym pisałaś wcześniej itd....Sama nie wiem na jakiej zasadzie znowu razem mieszkacie bo jeśli to ma być mieszkamy jak współlokatorzy i jesteśmy rodzicami to super tylko w takim wypadku każdy może umawiać się z innymi, sypiać itd.... tylko że niestety nie na długo tak się da żyć. A jeśli macie znowu być rodziną to TY powinnaś postawić twarde warunki jak według ciebie ma wyglądać normalny dom i rodzina - tylko to powinnaś zrobić zanim on się wprowadził i wtedy albo się zgadza, albo nie ma co szukać.
Dla mnie jest to dziwna sprawa .
Takie życie - masz dużo racji że ze względu na dzieci nie powinno się w pewnych sytuacjach zostawać ze współmałżonkiem (alkohol, przemoc itd...) ale ja zawsze się zastanawiam czy kobiety naprawdę nie widzą kogo biorą za męża (nie wszystko można od razu zauważyć) ale po pewnym czasie wszystko wychodzi a mimo to pozwalają "zrobić sobie kolejne dzieci" a potem jak już nie bardzo jest jak odejść, ze względu na dzieci, finanse,itd... to zaczynają mówić jakie to one nieszczęśliwe - to ja pytam co nagle facet stał się aż takim potworem żę mimo wspólnych lat, dzieci nie mogą z nim być dalej , do tej pory był ideałem - o przepraszam ale nikt z dnia na dzień się nie zmienia w potwora nie do życia. Tylko przychodzi moment że kobieta (mężczyzna) stwierdza że w sumie to on jest taki biedny i wogóle i tu pojawiają się zdrady i ludzkie dramaty. Dla mnie decyzja o wspólnym życiu , posiadaniu dzieci powinna być przemyślana i na zasadach "dopuki śmierć nas nie rozdzieli" a nie może będzie lepiej, może się zmieni itd...
39 2010-11-09 14:32:19 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-09 14:43:10)
Wiesz, czasem myślę, zeby mój były znow stal sie znów totalnym gnojem, to przynajmniej miałabym powód. A tak...
Nie jest zły. Mała za nim przepada. Koleżanka powiedziała mi, ze bedzie mógł byc idealny, ale sam jego widok i wspomnienia doprowadza mnie do szału. Ale jakoś na razie jest ok. Staram się nie myśleć o tym co było. Jak cos powie źle, to od razu ukrócam rozmowe, a on mowi przepraszam. Ja uciekłam w pracę, nie mam nawet czasu pomysleć. Ale mam tez pewność, że nad małą wszystko jest zrobione i jeszcze ta operacja. Dwa dni wytchnienia popchnęły mnie do napisania tego wątku. Z Marcinem ostatnio miałam same spory, chyba się nierozumieliśmy pod pewnymi względami. To troche moja wina, bo kiedy pisał, że ja i córka to jego niespełnione marzenia, że nie chce nic mi zepsuc, że jest smutny bo wydaje mu się, ze nie ma dla niego miejsca w moim życiu, to od razu odbierałam to jako pretensje do mnie i sie zlosciłam, plakałam. A przecież to takie cudowne...
Kocham Marcina, naprawdę...
chciałabym żeby wszystko było inaczej.
Atinasarz...wiesz, ja tak naprawdę podjęłam ta decyzje z bezsilności. Bałam się, że sobie nie poradzę, że mała będzie miała operację i co wtedy, że z mojej wypłaty starczy na opiekunkę, czynsz, ratę, leki dla małej i nie zostaje nic...nawet 200pln na minusie. A mąż, na sprawie rozwodowej dał mi 300pln alimentów przedstawiajac nieprawdziwe zaswiadczenia z pracy i twierdząc ze zastawiam się niepełnosprawnym dzieckiem. Atinasarz, ja jestem osobą naiwną i taką, że na wszystko się godzę. Marcin zawsze mowił, ze mi pomoże, zreszta nie raz pomagał. Ale bałam sie, zapytać czy bedzie utrzymywał nieswoje dziecko. Rodzice, ktorzy mi do tej pory pomagali, też podupadli finansowo i wtedy pojawił się on...płaczący, klekający, chcący rozmawiać. Mówiący, że pomoże. Dlatego zrobiłam kolację i najpierw rozmawiałam z Marcinem. I kiedy po roku czasu wyskoczyłam mu z byłym tez mogł byc w szkoku i powiedzieć to co powiedział. Moj były przychodzil na drugi dzień, wiec nawet czasu na zastanowienie nie miał. To dlatego powiedziałam "tak". To nie był wybuch miłości, rzucenie się sobie w ramiona. Kiedy opuscilam glowe i moj były chciał mnie przytulić poczułam się jak poparzona.
Teraz znow musze sie pogodzić z przegraną miłości...
Nie wiem jak to będzie, naprawdę.
Droga Agnieszko - przypuszczam że każdy z nas ma takie rzeczy które z chęcią by zmienił, ale nie da się cofnąć czasu, pewnych zmian dokonać lub nie. Ja mam męża od 13 lat i też było tyle sytuacji które z chęcią bym zmieniła, były chwile zwątpienia ale ja zawsze uważam nie jestem tchórzem - nie ucieknę tylko wezmę się w garść i rozwiąże problem . I jak do tej pory mi się to udaje bo najgorzej to załamać się i stwierdzić "życie jest do du..." - życie jest piękne tylko my ludzie sami robimy sobie piekiełko z niego. Dlatego Agnieszko - głowa do góry jesteś niewiele młodsza odemnie i wiem że kobiety w tym wieku naprawdę potrafią więcej znieść i zdziałać niż im samym się wydaje.
atinasarz, a skomentujesz moj zedytowany post?
Agnieszko czasem niestety robimy coś bo nie widzimy innego wyjścia - być może w twoim wypadku tak było - kwestia finansowa itd.... ale z drugiej strony jeżeli masz chore dziecko to być może fakt że mąż ci pomoże pozwoli ci na spokojne życie i opiekę nad córką, całe pokolenia kobiet podejmowały decyzje dla dobra dzieci i kiedyś te dzieci oddają man nasze poświęcenie i milośc po stokroć. Może tak będzie i w twoim wypodku - wiem że każdy ma jedno życie ale tylko my matki wiemy ile możemy poświęcić nawet siebie dla dobra dzieci.
Wiem co znaczy mieć chore dziecko i uczucia, strach z tym związane więc potrafię zrozumieć teraz lepiej twoją nie do końca przemyślaną decyzję.
Myślisz, ze jeśli były mąż wyjdzie znów z siebie...
to bedę miała jeszcze jakieś szanse u Marcina?
Agnieszko, wyglada na to, ze juz chyba podjelas decyzje, prawda? Zdecydowalas zignorowac glos serca i pojsc za rozumem, poswiecajac swoje wlasne szczescie... Nie zazdroszcze ci tej sytuacji, ja tez mam dzieci i one sa dla mnie najwazniejsze i doskonale rozumiem, ze nieraz musimy isc na kompromis, poswiecic sie, byle im bylo dobrze... Mam nadzieje, ze twoj maz stanie na wysokosci zadania i sytuacja z przeszlosci nie powtorzy sie. Wiem, ze peka ci serce i jestes rozdarta, ale jesli pojdziesz ta droga i bedziesz chciala ratowac wasze malzenstwo, musisz zapomniec o marcinie i naprawde skoncentrowac sie na sobie i swojej rodzinie, nie mozesz kontynuowac i rozmyslac o marcinie i o tym, co stracilas, bo sama wiesz, ze to do niczego dobrego nie doprowadzi... Zycze ci, zeby wkrotce nadszedl czas wewnetrznego spokoju dla ciebie i calej twojej rodzinki, potrzebujecie siebie wzajemnie bo to na pewno krytyczny okres w zyciu waszej trojki. Marcin to rozdzial, ktory musisz zamknac na zawsze, od tego mysle zalezy czy twoj wybor zostanie zwienczony sukcesem czy nie...
Agnieszko - powiem ci szczerze jeżeli wogóle rozważasz taką opcję (potknięcie męża - powrót do Marcina) to nigdy nie zaznasz spokoju zawsze będziesz rozdarta a to gorsze niż pogodzenie się z istniejącą sytuacją. Ludzka psychika też ma swoje granice nie można cały czas narażać jej na stres i tortury. Czy będziesz mogła do niego wrócić - nie wiem nie znam go , ale patrząc obiektywnie czy naprawdę chcesz żeby on czekał na ciebie i na to że może kiedyś...... Myślę że jeśli go kochasz to pozwól mu odejść i zapomnieć o tobie, niech ma szansę na ulożenie sobie życia - ma do tego prawo. Nie możesz być taką egoistką i narażać go na cierpienie i czekanie niewiadomo ile. Jeśli jednak on mimo że nie dasz mu już nadzieji będzie chciał czekać to jego wybór i może kiedyś - tego nie wiesz. Choć ja sądzę żę tak młody facet bez zobowiązań znajdzie kobietę z którą założy rodzinę będzie miał dzieci - tak myślę . Dlatego ty też nie myśl o tym czy macie szansę nie czekaj na podknięcie męża - spróbuj żyć normalnie , a co będzie czas pokaże.
46 2010-11-09 19:15:43 Ostatnio edytowany przez Liwia (2010-11-09 19:16:19)
Bo to jest wszystko skomplikowane Agnieszko-wydaje się, będąc samej bez męża, że to on był tylko nadzieją na szczęście, niby w głębi znów chce się tej stabilizacji, ale z drugiej strony życie u boku męża, który zadał wiele ciosów nigdy nie będzie chyba takie samo jak kiedyś, mimo jego starań i poprawy na lepsze. On wrócił, a Ty zaczęłaś widzieć jak było Ci dobrze z tamtym, jak Cię doceniał, jak pokazywał ,co czuje, szanował itp, a kobiety właśnie tego pragną-chcą być kochane, w pełni akceptowane, chcą widzieć jego miłość w każdym spojrzeniu i geście. Tyle, że pytanie Agnieszko (może i do nas obu)-czy szara rzeczywistość nie dopadnie także związku z innym, czy to nie jest/było zauroczenie, zakochanie, które kiedyś minie tak jak po latach do męża?
47 2010-11-10 09:25:07 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-10 09:28:16)
Marcin już drugi dzień się nie odzywa... Jest mi potwornie smutno.
Były mąż pyta się "czemu do cholery cały czas placzę" i tak od dwoch miesięcy. Mówi, że myślał, że padniemy sobie w ramiona, przebaczymy wszystko, pogłaszczę go po głowie, zjemy kolacje, powiemy, że nie zepsujemy już nic, może pójdziemy do łóżka, a we mnie cały czas istnieje zadra na niego. Cały czas żyję tym jaki był, a nie widzę że sie zmienił. Powiedział, że męczy go to i tak naprawdę, to nie wie jak to długo wytrzyma. Że nie tak wyobrażał sobie nasz powrót. Znów zaczął krzyczeć...to straszne. Myślę, że czuje się oszukany, ale ja inaczej nie potrafię, naprawdę nie potrafię...
Myślisz, ze jeśli były mąż wyjdzie znów z siebie...
to bedę miała jeszcze jakieś szanse u Marcina?
jak mi te słowa podniosły ciśnienie
czy ty jesteś kobieto niepoważna, odrzuciłaś go, wybrałaś innego (nieważne z jakich pobudek), mimo że teraz on na pewno za tobą tęskni i kocha Ciebie, myślisz że Ci wybaczy że go tak wykreśliłaś ze swojego życia, i to jak piszesz jakoś za dużo mu czasu nie dałaś, bo mąż przyszedł następnego dnia, mówisz że nie walczył o Ciebie a pokazałaś że jest dla Ciebie ważny, czy raczej że jest potrzebny ale gdy męża byłego zresztą akurat nie ma w twoim życiu.
49 2010-11-10 13:30:19 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-10 13:39:05)
Pokazywałam mu, że jest ważny na każdym kroku. Nie myślałam wogole o byłym mężu w tych kategoriach, że wróci, czy że tesknię za nim. Kiedy odszedł poczułam ogromną ulgę. Uwierzcie, że w życiu Marcina przed długi czas godziłam się być "tą drugą". Mówiłam mu o swoich marzeniach, ze chciałabym być z nim zawsze, dawałam mu znaki. On mówił, że wie, że rozumie, mówił, że sytaucja mogłaby być inna, że szkoda, że nie poznaliśmy się wczesniej (nie wiedziałąm dlaczego, potem okazało się, że jego dziewczyna była chora i nie potrafił jej zostawić samej). Ja naprawdę chciałam z nim być i nadal chcę. Żałuję podjętej decyzji, mam żal do niego, że nie potrafił sie określić, że nie powiedział o chorej dziewczynie i tak reagował na moje marzenia. Kiedy powiedziałam kiedyś, że jak się pobiorą to wyjadę z miasta, to powiedział "Proszę nie mów tak Agnieszko, nie wyjedziesz". Zawsze, gdzieś podświadomie czułam się gorsza: po rozwodzie, z dzieckiem, poplątanym życiem. A teraz mam ogromny żal, że odchodzi. Ja nie chcę go wykreślać z mojego życia. Czy nasza miłość, nasz swiat, nie może przetrwac ponad tym wszystkim. Ja podkochiwałam się w nim skrycie na długo zanim sie zbliżyliśmy. Zawsze byliśmy dobrymi przyjaciółmi, bardzo dobrymi. Uczucie przyszło potem, nie dlatego, że byłam sama, w desperacji. Dobrze sobie radziłam przez ten czas. A jeśli chodzi o męża coraz mniej wierzę,że sie zmienił. Dla córki jest wspaniały, idealny, na mnie chyba znów zaczyna wewnętrznie patrzeć z pogardą. Co ja poradzę, że kocham, no co...
50 2010-11-10 13:43:32 Ostatnio edytowany przez takie_życie (2010-11-10 13:47:00)
A czy on cały czas jest ze swoją dziewczyną w takim razie ??
I nie mów nigdy że jesteś gorsza, bo po rozwodzie, bo z poplątanym życiem. Każdy ma jakąś historię.
51 2010-11-10 13:44:47 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-10 13:50:27)
Nie jest...
Rozstali sie tuż przed powrotem mojego męża. Sytuacja przerosła mnie, bo nie wiedziałam kiedy podejmowałam decyzję, ze oni nie są już razem, choć wiedziałam, ze miał od niej odejść. Myślałam, że nie odejdzie właśnie dlatego, że ona jest wolna, wydawalo się, że ładniejsza, bez bagażu. Ze mogą wziać normalny ślub. Nie są do tej pory razem. Nie wrócił do niej mimo, że ja zrobiłam tak, a nie inaczej.
Ja wiem, że on mnie kocha i ja jego...echhhh
A rozmawiałaś z córką, co ona myśli o tym wszystkim, o tym że tatuś wrócił do domu ?? I czy zanim wrócił interesował się córką czy nie bardzo i w jakim ona jest wieku ??
Córka za tata przepada. Cieszy się strasznie, ze jest w domu. Po rozwodzie i przez ten cały czas nie interesował się małą wcale. Tak od niego odwykła, że kiedyś dzwonił, to nie chciała w ogóle z nim rozmawiać. Dawał 300pln alimentów i powiedział, ze nie da więcej, chociaż było go stać. Żadał jeszcze spłaty mieszkania, bo przecież spałacał przez 3 lata kredyt wspólnie ze mną. Zabierał mała na 2 godziny w tygodniu. We wtorki, kiedy pracowałam, mała była u babci. Kiedy zabierał ja rano, zaprowadzał ją do babci i szedł sobie. Kiedy wynajął mieszkanie, nigdy jej do siebie nie zabierał. Mała miała rehabilitacje 2 razy w tygodniu i też z nią nie chodził. Mało był zainteresowany mną i moim losem. Czasem (2 razy )zadzwonił by spytać, czy o nim myslę i się popłakał. Teraz doznał nagłej odmiany.
Co ja mam myśleć?
54 2010-11-10 14:06:58 Ostatnio edytowany przez mama.Niki (2010-11-10 14:09:50)
Wiesz Agnieszko, czytam Cię od początku i czegoś tu nie rozumiem.
Czy Marcin zdeklarował się, że chce z Tobą i Twoją córeczką tworzyć trawły związek? Piszesz o miłości, ale miłość to nie jest fascynacja, uniesienie, zakochanie. Miłość buduje się latami poprzez wspólne dzielenie radości i pokonywanie problemów. Nic tak nie weryfikuje związku jak mieszkanie razem i stworzenie "spółki gospodarczej". Więc jak to z Wami jest?
A z Twoim mężem? Wrócił. Zobacz jednak w jakim stylu. Czy stara się odbudować waszą więź, Waszą bliskość? Czy raczej łaskawie jest? Sama musisz odopowiedzieć sobie na te pytania.
A kolejna prawda życiowa to taka, że nie wchodzi się z jednego związku w drugi! Trzeba być najpierw wolnym fizycznie i emocjonalnie, żeby mieć jasność w glowie czego się od życia chce, jakiego partnera, żeby móc trzeźwo oceniać fakty.
A ja mam wrażenie, że Wy wszyscy gdzieś się pogubiliście. Marcin przez jakiś czas miał dwie kobiety, Ty przez jakiś czas byłaś tą drugą, o Twoim mężu nie wspomnę.
Nie wiem co Ci poradzić oprócz tego, żebyś na całą sytuację spojrzała z boku, bez emocji. To z pewnością bardzo trudne, ale pamiętaj, że jesteś matką (!) i od Ciebie zależy jakośc nie tylko Twojego życia!
Jak już znajdziesz chwilę na rozsądne rozważenie każdego aspektu Twojej sytuacji to odpowiedz szczerze na wszystkie moje pytania.
Pozdrawiam.
55 2010-11-10 14:08:57 Ostatnio edytowany przez takie_życie (2010-11-10 14:13:33)
Kochana nikt Ci nie powie co masz myśleć, ty chyba go znasz lepiej niż my.
Osobiście tylko mogę napisać że mnie on nie przekonuje.
I Mama.Niki ma rację pogubiliście się.
I w sumie może zapomnij też przez chwilę o Marcinie, pomyśl tylko o sobie i o swoim byłym, czy potraficie być rodziną ?? Wiem że macie chorą córeczkę, ale skoro mąż już teraz ma jak to napisałaś "znów pogardę dla Ciebie" to czy jej to pomoże jeśli znów będziecie się kłócić ?
Wiesz, nie wiem czy będziemy się kłócić. Widzę, że to że nie spimy razem bardzo mężowi przeszkadza. Myślę, że on jest dobry dla córki, ale szuka sobie mimo wszystko kogoś. Kiedy na mnie krzyczał był taki jak kiedyś. Ja znów się nic nie odzywałam. Potem miałam wyrzuty, że sie nie sprzeciwiłam. A on, znów miał taki wzrok jak wtedy. Czekałam już kiedy mnie popchnie, albo nie wiem co jeszcze. Nie, to nie wywietrzało. On musi mieć czego chce, a jak musi wykazać się cierpliwością, to mu jej brakuje...echhh. A może to znowu moja wina... może poświęcając się powinnam się też oddawać. I znów przypomniało się "ty k...wo, nawet meza nie potrafisz zaspokoić".
Płaczę...
Ja przestaję wierzyć, czy takie jak nasze związki Agnieszko da się jeszcze uratować. Trzeba mieć chyba silną wolę, charakter, żeby nie wracać myślami/słowami do tego co było. Dzieci? Owszem- ich szczęście dla nas matek jest najważniejsze, a my , gdzie jesteśmy w tym wszystkim, gdzie nasze szczęście i nasze uczucia?! Mam czasem wrażenie, że my jak męczenniczki dla dobra ogółu....Ja już też wymiękam, facet po 30-stce jest już ukształtowany, skoro był egoistą to nim zostanie, skoro wszystko co dla niego się liczy jest najważniejsze to tak będzie na wieki.
Ja tez płaczę Agnieszko, bo nie wierzę, że będzie lepiej, bo znów jest po za domem, pije i śpi u rodziców, a ja z dzieckiem w domu w rozsypce, mimo luzu, którego chciałam mieć dla tego związku.....
Mój był wczoraj na imprezie. Wrócił wstawiony po 3ciej. Połozył się bez awantur. Ja wykąpałam małą, polozylam spac, poczytałam, napisałam do Marcina i zasnełam. Jak dobrze, gdy go nie było...
Powiedział, ze był ale nie bawił sie dobrze, bo cały czas myslal o nas. I takie chwile uświadamiaja mu, jakie jesteśmy dla niego ważne, jak nas kocha. Co mysleć?
Nie chę go w domu, jak ja go nie chcę...
A dzisiaj znów cukierkowy. Wyciągnął mnie na zakupy, rano zrobił herbate do łóżka. Zajął się małą a ja mogłam jeszcze pospać. Mimo wszystko wydaje mi się to jednak taką "grą na pokaz". Nie wiem, co w nim naprawdę siedzi. Zmieniał sie przecież milion razy. Tyle razy obiecywał, był miły, mijał miesiąc, dwa i wszystko od nowa. Może mam zbyt wielki uraz. Marcin odpowiada zdawkowo...
Nie kocham męża na pewno. Nie wiem, czy kiedyś pokocham. Jestem naiwna jak mało kto. Wszystko pamiętam, wszystko...szybko przebaczam, ale też bardzo często wypominam.
Wiem, że nie jest łatwo byłemu. Nie jest łatwo mnie. Na pewno nie jest łatwo Marcinowi.
Myślę, że najlepiej wyszedł na tym wszystkim mój były. Tylko on ma to czego tak naprawdę chce. Ja się poświęciłam, Marcin też. Szanuje Marcina za to, coraz bardziej i wiem, że umrę z uczuciem niespełnienia w życiu, ale trudno...taki los.
Nie jestem szczęśliwa,ale tez nie jestem strasznie nieszczęsliwa. Moja córka ma łatwiej. Z obojgiem rodziców, życie tez będzie dla niej lepsze. A ja, pewnie kiedys powiem, ze poswięciłam życie dla dziecka, ale czy ja jedna. Taka rola. Po to żyjemy.
Mam nadzieję tylko, ze mąz bedzie w większości taki jak dzisiaj...nie zmieni się w potwora takiego jak kiedyś. Taki jest nawet do zaakceptowania...echhhhh co ja piszę. Potwornie się czuje tam w środku. Jak ja bym chciała cofnąć czas...
60 2010-11-12 22:35:42 Ostatnio edytowany przez Alexytymia (2010-11-12 22:37:24)
Masz jedno życie, a poświęcasz je dla faceta, który potraktował cie jak g..wno, który miał w głębokim poważaniu swoje własne dziecko...naprawdę wierzysz że nagle dojrzał, zrozumiał? spławiłaś faceta który cie kochał, którego ty kochasz...by dać szansę byłemu.To dla dziecka...?? a jak tatuś pozna kolejną naiwna i znów was zostawi? albo przestanie udawać ideał i wróci do dawnych zachowań...będzie dziecko miało szczęśliwą rodzinę...nieodpowiedzialnego ojca (o ile z wami w ogóle będzie) i nieszczęśliwa mamę. Ty go nie kochasz jak sama piszesz i myślisz że nagle pokochasz? taki wzór chcesz dać swojej córce? ja bym po takich doświadczeniach jak ty nawet nie chciała by taki pseudo tatuś zbliżał się do mojego dziecka..on już je raz skrzywdził, olał i prawdopodobnie zrobi to znów. A miałaś obok faceta który by was pokochał, docenił ...Ile dacie rade udawać kochających się rodziców przed córką, zanim skapnie się że jej rodzina to chora fikcja? wybacz szczerość, ale pracuje z dziećmi, które wychowują się w takich domach z matkami cierpiętnicami i tatusiami którzy tak naprawdę przejmują się tylko własnym tyłkiem...nie raz słyszałam że lepiej jak by rodzice nie byli razem- dzieci nie są ślepe.To twoja decyzja, nie jest łatwa, na szali stawiasz fikcyjny , pozbawiony miłości związek i niepewne szczęście dziecka lub miłość i faceta który z tego co piszesz dbał o ciebie i dziecko...zawsze jest ryzyko, ale trzeba walczyć o szczęście a nie tylko użalać się nad sobą.
Agnieszkam1-ubierasz swoje uczucia w takie słowa jak chodzą po mojej głowie....
Alexytymia-to prawda co pisze, ale każda z nas ma jednak nadzieję na to, że będzie lepiej, że nasze dzieci będą chociaż szczęśliwe, chociaż moja córka już chyba od dawna wie, że liczyć w tym domu można tylko na mamę, tata jest zawsze gdzieś, nie obok kiedy ona tego potrzebuje. Wydaje mi się, że to wszystko to nawet nie użalanie się nad sobą tylko brak pewności własnych uczuć, brak pewności siebie i podjęcia pewnych kroków, które wydają nam się nie do zrobienia.
62 2010-11-14 15:08:28 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-14 18:11:22)
Witajcie. Postawiłam jednak na byłego. Stara się, jest mozna powiedzieć dobry. Z Marcinem cały czas sie kłócimy. Czuje, ze coś mi zarzuca, z drugiej strony nie potrafił sie zadeklarowac i nie powiedział, że chce być z nami razem. Ja patrząc na mała mam chwile szczęścia. Co do byłego, muszę się jakoś przemóc...
Powtarzam sobie, ze musi tak byc, że skoro się stało, ze wrócił, to nie moge tego zmieniać, bo dałam szansę sobie i małej. Może sobie kiedyś to wszystko wmówię. Mam nadzieję, ze się nie zmieni.
Chciałabym cofnąć czas, ale tak też nie jest źle.
Może kiedys zapomnę...o tym wszystkim co było.
Dzisiaj miałam śniadanie do lóżka. Czy to nie miłe...?
Twoja decyzja, mam nadzieje, że wszystko ułoży się po twojej myśli.
64 2010-11-15 13:56:06 Ostatnio edytowany przez agnieszkam1 (2010-11-15 16:21:06)
Moj mąż pytał się dlaczego tyle płaczę. Powiedziałam, że kiedyś mu opowiem. Powiedział, że i tak sie teraz domyśla.
Zasmucił się. Nie wiedziałam co powiedzieć. Szkoda mi go. Co ja zrobiłam najlepszego, strasznie się czuję.
Kolezanka powiedziała mi, że wrócił nie dlatego,ze nas kocha tylko dlatego, że nie chce oddac innemu swojej rodziny...
Że gdyby kochał zapytałby wprost i zostawił mnie bym była szczesliwa. Teraz rozumiem postepowanie Marcina i jego odsunięcie się. Odsunął sie bo kocha mnie, mała i nie chce zabierać nam szansy na szczescie.
Czy taka motywacja mojego byłego dlugo wytrzyma? Czy gdy on poczuje się pewniej i moze znajdzie kogos na boku zostawi nas znowu. Co robic, co robić....echhhh jaka ja jestem inedojrzała.
tak jak pisałam to twoje życie, masz je tylko jedno...z jednej strony facet z ktorym łączy cię uczucie, który jest dla ciebie i twojej córki dobry, z 2 strony były mąż, który już raz ciebie i twoja córkę skrzywdził..czy zrobi to znowu ...z tego co piszesz to bardzo prawdopodobne...Jaką masz decyzje podjąć...taką żeby twoje życie uczyniła lepszym. Weź kartkę spisz wszystkie "za i przeciw " na 1 i 2 związek..może to ci umysł rozjaśni.