to kontynuacja mojego watku " * ja 25, on 37 i pierwsze spotkanie po rozstaniu, czy mamy drugą szansę?"
(jak jesteście zainteresowane to możecie przeczytać moje 2 ostatnie wpisy)
Wczoraj byłam z moją kumpelą na studenckiej kantynie.
Od kursu tańca nie zamieniłam z nim słowa choć widzieliśmy się na 2 imprezach i tylko się mijaliśmy (napisałam mu w mailu że nie bede mu się narzucać i go zagadywać, on też nie poszedł), ale wczoraj spodziewałam się, że jeśli już jest na obiedzie z naszym wspólnym kumplem (a jego najlepszym) to obaj podejdą do nas. Niestety tak się nie stało. Nasz kolega owszem podszedł, najpierw w kolejce a potem gdy już jadlyśmy. "Moj" jednak nie podszedł. Dla mnie nie była to przyjemna sytuacja. Kantyna jest ogromna, specjalnie usiadłam z kumpelą byle daleko żeby nie być na widoku. Potem oni zamówili jeszcze kawe bo widziałam z daleka i zmienili miejsce siedzenia... usiedli doslownie 2 stoły dalej-kumpela obserwowała- nie dosiedli się do nikogo, więc nie rozumiem tego! Ja straciłam humor i apetyt, jadłam długo i nasze siedzenie przedłuzył nawet jeden koleś który się dosiadł żeby pogadać z moją kumpelą. Nic to nie dało..."mój" i kolega nadal pili kawę...
musiałyśmy prawie że przejść obok nich żeby wyjść z kantyny, jednak nie spojrzałam się w ich stronę, nie miałam odwagi a pewnie zobaczyłabym tylko jego zimne spojrzenie:(
a jutro nasz kurs tańca! już planowałam wcześniej że mu o nim przypomnę krótkim smsem -w końcu zapłaciłyśmy ale po wczorajszym już nie widzę szans na to żeby on chciał chodzić:(
Sytuacja lubi się powtarzać. Gdy zaczynałam wątek (bo się wtedy pokłociliśmy) to nie odzywał się 6 tygodni, wtedy chciałam go jeszcze odzyskać...
teraz już nie chce-nie chce mieć związku z takim kolesiem który nie przeprasza-nie wyciąga ręki, nie poczuwa się do winy, który jest taki zimny i egocentryczny i który ma najwyraźniej problem z własnym życiem...
jutro napisze "hej, o 17 jest kurs, jeśli masz dzisiaj ochotę" i chyba nic więcej nie mogę zrobić