Witam. Moja, prawie trzydziestoletnia, córka od 11 lat jest w toksycznym związku, a ostatnie pięć lat w małżeństwie. Swojego męża poznała mając 17 lat i tak ją omotał, że nic i nikt do niej nie dociera. Miałam dużo zastrzeżeń do niego i przekonywałam córkę, żeby zerwała z nim. Udało się po dwóch latach, zerwała, ale natychmiast związała się z innym. Ona nie umie być sama. Po kolejnych dwóch latach wróciła do niego. W dniu powrotu powiedział do niej " pamiętaj, sama tego chciałaś, żebyś nie żałowała", dwa tygodnie później zaszła w ciążę. Były łzy, prośby, żeby się z nim nie wiązała, daremnie. Wymogłam na niej tylko ślub cywilny. Bardzo ciężko się z tym godziłam, bo on ma kiepską opinię, jest dobry tylko w przewracaniu oczami i mówieniu, to tylko cząstka moich zastrzeżeń do niego. Córka skończyła studia, urodziła dziecko, dostała pracę, ja opiekowałam sie wnuczką. On wyjechał za granicę zarobić na nowy dom, na wyjazd córka musiała pożyczać pieniądze, bo on wniósł w posagu kupę długów. Wrócił po kilku miesiącach z kolejnymi długami, bez pieniędzy. Długi spłacała córka, ja organizowałam resztę. Założył firmę i przez 1,5 roku narobił długów tym razem na dużą kwotę. Rok temu przeprowadzili sie do mnie, bo nie byli już w stanie samodzielnie funkcjonować. I tak jest do dzisiaj, a ja mam serdecznie dość. Przez ten rok córka urodziła kolejne dziecko, ja mam zajęcie, a on "pracuje" całymi dniami. Tylko pieniędzy brak coraz bardziej, córka często płacze, oszczędza na sobie, kłócą się. On dwa razy nie wrócił na noc do domu, chciał sobie zrobić krzywdę, była histeria i szantaż. Niestety nie wolno nic powiedzieć złego na jego temat, tym bardziej jemu, córka dostaje furii. Moje relacje z córką osłabły, ostatnio wykrzyczała mi, że ona dalej potrzebuje mojej miłości, przytulania, a nie ma tego. Mam uzasadnione podejrzenia, że on ma coś wspólnego z narkotykami, do tego kilka piw dziennie i paczka papierosów. Okłamuje córkę, mam na to dowody, ale ona jest głucha.
Mogłabym pisać dalej, ale to już chyba wystarcza, żeby uznać ten związek za toksyczny. Moje tłumaczenie córce, że musi coś z tym zrobić, nie daje efektu. Nie chce iść do psychologa, a dopada ją depresja. Nic do niej nie dociera. Jestem bezsilna, może od was dostanę wsparcie i dobrą skuteczną radę? Pozdrawiam sowa
Droga Sowo
Bardzo mi przykro z powodu, iż w małżeństwie Twojej córki nie wiedzie się najlepiej. Toksyczny związek zwykle opiera się na założeniu, że tylko jedna strona poniekąd "daje z siebie", a ta druga bierze. Taki układ niszczy i nie opiera sie na miłości, szacunku i wzajemności. Często ta osoba, która bardziej się poświęca, udaje sama przed sobą, że wszystko jest cudowne, zdaje się nie dostrzegać, jak jest wykorzystywana czy mało szanowana. Niestety w małżeństwie Twojej córki pojawiły się dzieci, a to jakby nie patrzeć jest zobowiązaniem. Jednakże toksyczny związek można również uznawać za użależnienie od drugiej osoby, w tym wypadku Twojej córki od męża. Ona nie umie sobie wyobrazić życia bez niego, mimo że rozmawiałaś z nią na ten temat. Dlatego uważam, że aby się od niego uwolniła niezbędna jest pomoc profesjonalisty ? doradcy, psychologa, terapeuty, jak też wsparcie bliskich ? rodziny, przyjaciół. Trzeba włożyć wiele wysiłku. Niech Twoja córka skupi się na tym, dlaczego tak długo jest w toksycznym związku? Co takiego cennego uzyskuje od partnera? Jakie jej ważne potrzeby są dzięki niemu zaspokojone? Jakie lęki wyciszone? Czy to, co uzyskuje dzięki temu związkowi może pozyskać od innych bliskich osób, lub zadbać o spełnienie tych potrzeb sama? Tkwi w związku, który dokłada jej cierpień. Wiem, że ciężko będzie Ci namówić córkę do rozmowy z profesjonalistą, jednak uważam że w sytuacji w jakiej znajduje się Twoja córka to najlepsze rozwiązanie. Mogę się naturalnie mylić, gdyż nie jestem specem od tego typu spraw ![]()
Jeśli szukałabyś informacji na ten temat to na forum jest o tym post ?Jak zakończyć toksyczny związek?
Pozdrawiam i życzę wytrwałości
Czy oni są na Twoim utrzymaniu? Mam nadzieję ze nie. Córka jest wykończona taka sytuacją bo widzi jakiego ma męża i widzi Twoje niezadowolenie.
Przytulaj ja,mów jak bardzo ją kochasz,ale ze tak dalej byc nie moze. Jezeli córka nic nie da na niego powiedzieć,Ciebie obciązają wychowaniem wnuków,to kategorycznie kazała bym im sie wyprowadzić. Jezeli uwazaja ze nie ma problemu niech idą na swoje i niech pokażą jak sobie "świetnie "radzą. Moze jak ziec usłyszy raz i drugi ze ma szukać swojego gniazdka,to zacznie inaczej postępować?
Nie mozgą zwalic ci sie na głowe i nie masz obowiazku wychowywać wniki. On wie ze mieszkanie ma zagwarantowany,jedzenie tez,dzieci maja gdzie mieszkać,do tego babcia super sie nimi zajmuje,zona spłaci długi....! To gdzie mu bedzie lepiej!!
Puki bedą u ciebie nic nie wskórasz,a on sie nie nauczy odpowiedzialności. Jezeli córka tez tego nie widzi,to niech idzie na swoje razem z "ukochanym i opowiedzialnym" męzem. Żeby jesze tobie na głowe komornika nie sprowadził.
Witam. Dziękuję za odpowiedzi i rady. Masz rację Moniu_3103, ze tu pomoże tylko specjalista, ale córka broni się przed tym. W sierpniu wydawało mi się, że ją namówiłam, ale odwołała wizytę. Tak było już trzy razy w ciągu kilku lat. Uzupełnię jeszcze, że już przed ślubem wyszły na jaw ciemne strony mojego zięcia, ale córka uparcie twierdziła, że to pomówienia. Rok temu, po powrocie do mnie powiedziała mi " mamo, miałaś w 100% rację, ale teraz jak jestem jego żoną zostanę z nim mimo wszystko". Chyba źle pojęta odpowiedzialność. Czasem myślę, żeby zrobić spotkanie z jego matką i nimi i powiedzieć wszystko co wiem i podejrzewam. Tak byłoby jasno i uczciwie. Tylko jaka będzie reakcja, czy to nie pogorszy sprawy i moich relacji z córką? Jego matka wie to, co on ma ochotę jej powiedzieć, czyli on jest cacy, tylko ludzie robią mu na złość.
Od czerwca tego roku, czyli drugiego "buntu" zięcia, jego matka namawia ich na przeprowadzkę do jej rodzinnego domu, który nie był zamieszkany od chyba 20 lat i jest to ruina bez jakichkolwiek wygód. Poza tym daleko od pracy córki. Nie wiem jak ona sobie to wyobraża, że tam wszystko będzie za darmo? Kobietko48, córka dokłada się do żywności, ja sama opłacam wszystkie media, to prawie cała moja emerytura. Pozdrawiam sowa.
Witam, nie znam odpowiedzi na topytanie, sama jej szukam usilni bo ja podobnie jak Pani córka jestem w takim beznadziejnym, toksycznym związku, wplatałam sie w to i zaszło to za daleko właśnie przez kolejne kłamstwa mojego męża który kłamał, oszkiwał kłamała jego rodzina i wszystko wychodziło na jaw po pewnym czasie, dowiadywałam sie zawsze na końcu gdy już niemogłam nic z tym zrobić tylko się pogodzić i brnąć w to dalej... teraz jestesmy 8 lat po ślubie, mamy dziecko ale a przejrzałam na oczy i nagle te wszystkie rzeczy które kiedys mi nieprzeszkadzłay spędzja mi sen z powiek, uświadomiłam sobie że nie czuje sie w tym związku bezpieczna, jeszcze nie odeszlam bo to bardzo trudne, przyznanie się przed sobą i innymi żepopełniło sie błąd i pokochało takiego człwoieka...trudne tym bardziej ze jest dziecko... zawsze go broniłam, podobnie jak Pani córka, tłumaczyłam itp. niestety teraz nie potrafię z tym żyć, przeszkadza mi jego przszłość, to co kiedys robił, ja wyznaje zupełnie inne zasady i zostałam inaczej wychowana, uczciwie, nie było u nas w domu miejsca na kłamstwa i inne przekręty, nie wiem co mnie skłoniło żeby z nim być, w tej chwili jestem wrakiem człowieka i nie ma dnia żebym nie myslała o rozstaniu i rozwodzie, już dużo czasu zmarnowałam i wiem że im wcześniej to zrobie tym dla mnie lepiej...ale nie wiem jak dam sobie z tym radę...boje sie zmian...samotności....wszystkiego. Byc może Pani córka dojdzie kiedyś do takich samych wniosków jak ja, zajęło mi to dużo czasu i wiem że jestem dopiero na początki tej drogi i modle sie tylko o to by sie nie wycofac, by wystarczyło mi siły na to by zmienić cos w swoim życiu bo nie jestem szczęsliwa...zasługuję na kogoś lepszego....i mam nadzieje że może kiedyś go spotkam. Pozdrawiam
AAAA jeżeli zięć ma takie skłonności do długów to może podpiszą intercyze?
To uchroniłoby Córkę jako Żone do poźniejszego ich spłacania.
Może to nie jest zupełne wyjąście z sytuacji ale napewno jakieś małe rozwiązanie
Ka-sowa-Powiem jak ja to widzę-kiedy sama miałam problemy w 1 małżeństwie rodzice często mówili,żebym się rozwiodła,podpisala rozdzielność majątkową itd.Sama widziałam,że jest żle ale bałam się.
nie miałam pojęcia jak można się rozwieść,jak można mając dzieci żyć samej bez pracy.Rodzice chcieli dobrze ale ja czułam presję nie mogłam być tak silna ,żeby wszystkich zadowolić.
Próbowałam mieszkać osobno i to najszybciej zakończyło sprawę.Brak pieniędzy,długi,strach ,alkohol i dotknięcie dna wymusiło we mnie działanie.
Opłaciłam to deprsją,wplątaniem się w drugi związek równie zły z przykrymi konsekwencjami.Sama nauczyłam się podejmować decyzje tak by dzieci miały spokojny dom.
Mogłam w tych ciężkich chwilach liczyć na rodziców ale swoimi słowami często mnie ranili,stawiali pod ścianą a ja jakby podświadomie starałam się przekonać ich ,że nie mają racji!
Przeżyłam czasem jedząć sam chleb,płacząc w poduszkę a z wynajętego domu deszcz płynął po ścianach.
Oby Twoja córka nie powtarzała tych błędów ale to zależy głównie od niej.
Rozdzielność to bardzo dobry pomysł może choć tyle da się zrobić.
Pozdrawiam też Aszkę!-napewno spotkasz kogoś; ja spotkałam.
Dzięki Amis, czytając Twoją historię można uwierzyc że jednak się da, że jak człowiek jest zmuszony do ostateczności to daje radę i znajduje w sobie taka siłę by walczyć, by przetrwać, by było lepiej...zaczynam mysleć coraz bardziej pozytywnie, staram sie nie dołoac i nie rozpamiętywać, zauwżyłam że tak mi jest lepiej, łatwiej, że może kiedyś sieodważę i odejdę od męża, że będzie jakiś impuls dzieki któremu to będzie mozliwe...bardzo chciałabym kogos spotkać. Moja sytuacja jest można rzec komfortowa, mam stabilna prace, mieszkam u siebie w domu, mam rodziców i moge liczyć na ich pomoc więc nasuwa sie pytanie co mnie powstrzymuje? nie wiem, strach przed zmiana, samotnością, przed nieznanym, może to głównie siła przyzwyczajenia, nie lubie zmian i dlatego tak w tym trwam choć wiem że jak nic nie zmienie to tak mi całe życie przleci i będę nadal nieszczęśliwa...to chyba jest jakies toksyczne z mojej strony. Potrzeba mi dużo siły i tego sobie i wszystkim życze ![]()