Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 31 ]

Temat: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Witam

Jestem nowa na forum. Od jakiegoś czasu je przeglądam poszukując osób w podobnej sytuacji do mojej. Dziś zdecydowałam się napisać. Powód - kolejna kłótnia z mężem. Znalazłam się w miejscu, w którym nie potrafię już sobie poradzić sama. Nie umiem trzeźwo ocenic sytuacji, zachowań moich i męża. Proszę o pomoc, poradę - jak się zachować, jak do niego dotrzeć, jak zawalczyć o siebie, czy może przesadzam i to naprawdę ja jestem wszystkiemu winna?
Postaram się opisać po krótce jak wygląda nasz związek - zdaję sobie sprawę z tego iż jest to tylko moja ocena sytuacji, ale postaram się być jak najbardziej obiektywna. Może być trochę długie - niestety chyba wiele rzeczy ma wpływ na to jak teraz wygląda mój związek.
Ogólnie - znamy się 7 lat, od samego początku tworzymy parę. Zauroczenie od pierwszego wejrzenia. Potem stopniowo przerodziło się w miłość. Pierwszy rok - bajka. Potem coraz bardziej burzliwie. Jedno dłuższe rozstanie (2 miesiące). Od półtorej roku mieszkamy razem. Rok temu zaręczyliśmy się. 3 miesiące temu wzięliśmy ślub.
Często się kłócimy. W większości o błahe sprawy - że ktoś coś powiedział nie tym tonem co trzeba, że ktoś jest nerwowy, że ktoś nie poświęcił wystarczająco uwagi lub był niewystarczająco miły itp. To jedna sprawa - czasem są to tygodnie dzień w dzień kłótnia. To jeden problem. Drugi - to jak nasze kłotnie wyglądają. Pojawia się punkt zapalny, chwila wymiany zdań i koniec - mąż zamyka się, zaczyna być strasznie złośliwy, wulgarny, czasem mnie wyzywa, ignoruje kiedy chcę porozmawiać, krzyczy, przerywa, grozi rozwodem itp. Potem są ciche dni - z jego strony. Czasem kilka dni, czasem tygodni. Wpadliśmy w schemat - nasilający się. Teraz już byle błahostka potrafi nas pokłócić na grube tygodnie.
W trakcie trwania małżeństwa (3 miesiące) już chyba 2 straciliśmy na kłotnie lub ciche dni. Dla mnie to zbyt wiele. W sumie cały czas kłócimy się o to samo - on oskarża mnie że się czepiam / stawiam fochy / jestem nerwowa itp. Ja mam pretensje do niego o nerwowość, ale głównie o to że jak się już zaczyna nerwowa atmosfera to nie potrafimy się dogadać i wyjaśnić bo on nie chce. Zawsze całą winę zrzuca na mnie, oskarża mnie o to że jestem przyczyną jego nerwowości, że prowokuję go do wrzasków. Poza tym nie chce porozmawiać bo twierdzi że już kiedyś rozmawialiśmy i nic z tego nie wyszło. Wszystkie sytuacje wrzuca do jednego worka - że ja byłam nerwowa. Nieważne jest dla niego o co, nieważne czy to on mnie czymś zdenerwował, czy miałam gorszy dzień. Zawsze tylko ja jestem winna. W sumie przepraszam go po każdej kłótni, zgłupiałam już i nie wiem czy nie za dużo dałam sobie wmówić. Po kłótni to ja biegam za nim żeby porozmawiać, przeprosić, wyjaśnić. Czasem się łaskawie zgodzi czasem nie. A jak już wyjaśniamy to tylko jedną stronę medalu. Usłyszałam już od niego tyle przykrych słów - że żałuje ślubu, że jestem tępą idiotką, że mam sp..lać itp. Raz powiedział że mnie już nie kocha.
Nie uważam siebie za osobę bez winy. Być może czasem stawiam focha, być może mam gorszy dzień i denerwuję się błahostkami. Tylko że wydaje mi się że on ma tak samo. A afera jest tylko jak ja tak robię. Poza tym mi szybko przechodzi. Zawsze staram się przemyśleć sytuację, wyjaśnić, wytłumaczyć, pogodzić się. Nie tracić czasu. I wtedy jestem odpychana. Mam się odczepić, dać mu spokój. Albo zgłaśnia telewizor kiedy do niego mówię. Albo gwiżdże.
Dla przykładu - dzisiejsza kłótnia: Ja w świetnym humorze. On - nie wiem, raczej w nienajgorszym. Podjeżdża po mnie samochodem. Wsiadam. On daje mi jakieś papiery do ręki. Wkładam je do schowka. On (wg mnie podniesionym tonem, nerwowo): Nie wkładaj tego tam! Ty wszystko tam wrzucasz i robisz mi tam burdel! Ja: Nie rycz. Gdzie mam dać te papiery. On: Nie wiem! Ale ty wszystko mi tam wpychasz i robisz burdel daj je byle gdzie może do torebki. Ja: Nie rycz. (może już trochę nerwowo bo poczułam się zaatakowana). Potem chwila ciszy. Pytam go jak minął dzień. On nerwowo: normalnie. Ja: Słuchaj nie kłóćmy się o papiery bo to jest bez sensu. Po prostu zwróciłam ci uwagę żebyś nie podnosił na mnie głosu. Wydawało mi się że byłeś nerwowy. No i się zaczęło - nasłuchałam się że jestem nienormalna, że robię aferę, że on wcale nie ryczał po mnie, że to ja mu odstawiam fochy i robię awanturę, że on nie będzie ze mną gadał, że miałam się zmienić, że to ja zaczęłam itp. Ja wtedy mówię że podniósł na mnie głos ale nie chcę się o to kłócić już więc jeśli się zgodzi zostawić tą sytuację to będzie ok. On że nie zostawi tego bo to ja zaczęłam i ja się widocznie chcę kłócić itp. Potem padło jeszcze kilka słów z jego strony, radio na cały regulator, agresywna jazda samochodem. Potem bylismy u rodziców, wróciliśmy do domu i proponuję mu rozmowę - że już tak nie mogę, że od dwóch miesięcy nie ma między nami normalnej atmosfery, że musimy pogadać i że on musi mnie wysłuchać w końcu, że musimy się wreszcie dogadać i podjąć decyzję albo w jedną albo w drugą stronę. Powiedział że nie będzie ze mną rozmawiać, że ma ciekawsze rzeczy do roboty, że między nami nie będzie dobrze a potem zgłośnił telewizor. Powiedziałam że nie będę żebrać o rozmowę. Wyszłam.
Z reguły żebrzę o rozmowę. Z reguły ślęczę nad nim i proszę żeby mnie wysłuchał. Z reguły wysłuchuję jego obelg i oskarżeń. Dziś wyszłam.
Co mam robić? Czy to da się uratować jeszcze? Jak nakłonić go do szczerej rozmowy na argumenty? Jak powiedziec mu że ma po mnie nie krzyczeć i nie wyzywać (nie dalej jak tydzień temu przepraszał za to że się do mnie w złości tak odzywa - dziś jak mu to przypomniałam to usłyszałam że mam nie pie..rzyć i że się przekonał że to ja jestem nienormalna.)
Teraz jest mi źle, czuję się skołowana i zraniona. Pomóżcie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Violet...czy przed slubem tez tak było? Jesli tak to..sama wiedziałas co bierzesz-wybacz za szczerość.
Jesli nie...stań się tą silna połową, nie przepraszaj, ignoruj po części to co mówi mąż.
Może to On mysli że ma przewagę i chce pokazać to.

3

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Przed ślubem też się wiele kłóciliśmy, też to ja za nim biegałam. Ale po ślubie znacznie nasiliła się agresja w kłótniach. Pojawiają się gorsze słowa, gorsze wyzwiska. I co najbardziej boli - szantażowanie rozwodem. Wydaje mi się że utraciłam jego szacunek. Nie wiem jak go odzyskać. Z jednej strony chciałabym się zaprzeć i nie odezwać się pierwsza, nie zabiegać o rozmowę. Ale z drugiej strony uważam że nie tędy droga w związku aby testować się na wytrzymałość. Po drugie brak mi sił. I szkoda czasu na takie dni. Mamy nowe mieszkanie, remontujemy je. A zamiast cieszyć się z tego ja więcej płaczę i mam poczucie bezsensu. Mieliśmy mieć dziecko a teraz wszystko legło w gruzach. I najgorsze że nie wiem czy to naprawdę moja wina tylko? Czy jestem aż tak nienormalna że wszystko psuję? Dodam że jak się nie kłócimy to jestem z nim szczęśliwa. Chciałam tego małżeństwa, rodziny, dzieci, wspólnej przyszłości. A teraz tylko płaczę. I walczę z sobą żeby kolejny raz nie podejść.

4 Ostatnio edytowany przez mirabi (2010-09-24 21:11:53)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...
violet30 napisał/a:

Zawsze całą winę zrzuca na mnie, oskarża mnie o to że jestem przyczyną jego nerwowości, że prowokuję go do wrzasków.

To nie Ty go prowokujesz, tylko to on nie umie nad sobą zapanować, ale na Ciebie zwala za to winę.

violet30 napisał/a:

Z reguły żebrzę o rozmowę. Z reguły ślęczę nad nim i proszę żeby mnie wysłuchał.

W ten sposób on ma nad Tobą przewagę, wie, że będziesz za nim biegała, więc odstawia niedostępnego królewicza i zależnie od humoru z Tobą łaskawie rozmawia lub nie.
Zastanawiam się nad tym jak jego ojciec traktował matkę i gdzie on się napatrzył na takie traktowania kobiety, bo to, że Cię nie szanuje jest oczywiste, wyzywa, z nim nie ma normalnej rozmowy.
Skoro on się tak zachowywał przed ślubem to liczyłaś, że po ślubie się cudownie zmieni...
I przede wszystkim on powinien stracić Twój szacunek, bo w ogóle Cię nie szanuje.

5

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

U niego w domu to matka rządzi. Ojciec jest "nikim". Fakt - kiedyś ojciec dużo pił ale matka go "ustawiła". No i teraz żyją razem ale to ona rządzi.
Czy tak było przed ślubem? Trochę tak. Może mniej agresywnie, przynajmniej były wtedy próby rozmów po kłótni. wszystko sobie jakoś tłumaczyłam. Kochałam go i wierzyłam że skoro chce ze mną ślubu to też mnie kocha i wystarczy trochę rozmów a jakoś się dogadamy. Że na pewno nie będzie gorzej. Ale niestety - jest gorzej. Ślub zamiast nas umocnić to nad oddalił. Proponowałam terapię ale usłyszałam że to ja jestem chora i ja mam iść się leczyć. Poszłam do psychologa to mnie wyśmiał. Nie umiem się ogarnąć. Nie umiem tego zrozumieć.

6

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Nie myśl o jego szantażu, skup sie na tym,że nie może Tobą poniewierać. Musisz pokazać, ze masz swoja godność i że jestes kobietą. Z tego wynika,że to Ty zawsze byłaś tą która chciała pojednac Was. Zostaw to teraz jemu. Zmień swoje zachowanie gdy się pokłócicie. Widzę wokól siebie tyle młodych małżeństw, niestety już nie szczęśliwych. Nie pozwól na jedno...nie planuj narazie dziecka, bo jeśli On grozi rozwodem-musi być bezmyślny albo wszystko mu jedno.. A gdyby pojawiło się dziecko to kiedyś może i ono by cierpiało. Oczywiście bywają przypadki,że jest inaczej.
PAMIĘTAJ:
-jesteś silną, młodą kobietą,
-nie bądź taka uległa-kochasz go ale szanuj siebie!
-On nie może czuć,że jesteś na każde skinienie.
"jak się nie kłócimy to jestem z nim szczęśliwa"-Ty masz prawo być ZAWSZE SZCZĘŚLIWA.

7

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Nie potrafię nie myśleć o szantażu. Żyję w niepewności. I strasznie bolą mnie jego słowa o tym że żałuje tego ślubu, że żałuje tego że wziął za żonę taką idiotkę. On twierdzi że myślał że ja się zmienię. W jego oczach jestem chyba zmierzłą babą co się na nim wyżywa. On twierdzi że wyładowuję się na nim, że nie panuję nad sobą. I jednocześnie przyznaje że on nie potrafi nad sobą zapanować bo ja go tak denerwuję. Tylko że jak ja jestem na niego zła to najwyżej się nie odzywam chwilę albo odpowiem coś zdenerwowanym tonem. A on mnie od razu obraża. Teraz siedzimy w osobnych pokojach a ja mam wyrzuty sumienia. Tak bardzo chciałabym z nim porozmawiać. Pogodzić się.

8

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Kiedys znalazłam tu wypowiedź mądrego mężczyzny.. http://www.netkobiety.pl/t16670.html przeczytaj to... Wiem,to Ty jestes kobietą. Zamień tu role..może to pomoże Ci podjąć jakąś decyzję zmian. Bo jeśli nie...wiesz,że będziesz nie szczęśliwa, nie spełniona..

9

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Czytałam już kiedyś tego posta. Cudny. Pozazdrościć. Tylko że ja się po prostu boję że jak odejdę on nie zawalczy o mnie. Uzna że mi nie zależy. Chciałam do niego napisać list ale.. kiedyś już pisałam - nie chciało mu się go przeczytać a potem podważył każde moje słowo.
On twierdzi że wszystko między nami będzie cudnie jak ja się zmienię. A ja myślę że nad związkiem ma pracować dwoje, a nie jedno. Mam rację? Ależ ja jestem skołowana. Często nawet nie wiem co myślę. Jakie jest moje zdanie. Nic tylko się upić.

10

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Tylko,że upicie nic nie pomoże.. A warto się zmieniać? Czy jesli ktoś nie walczy o Naszą miłość to trzeba poniżać się? On robi co chce... ZMIEŃ SIEBIE! Ale nie tak jak on chce. Stań się pewna siebie. Zobaczy,że nie króluje. A może...świat się na Nim nie kończy...

11

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Violet - częściowo jest tak jakbyś opisywała moją sytuację ... brak reakcji na moje prośby, słowa: "gadasz głupoty". To jest bardzo przykre...

12

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Kasia2288 - podaj jeśli możesz jakieś sposoby, by stać się pewnym siebie. Ja niestety nie jestem...

13 Ostatnio edytowany przez violet30 (2010-09-25 11:56:30)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Wczoraj mimo wszystko jeszcze raz podeszłam poprosić o rozmowę. Pomiędzy przekrzykiwaniem i zgłaśnianiem telewizora na moje słowa usłyszałam że gdybym wszystkiego nie zepsuła to on by wczoraj siadł i porozmawiał ze mną. Spytałam o czym. Powiedział że o wszystkim o czym bym chciała. Myślałam że się zapłaczę. Nie wiem czy mu wierzę w to, czy mówi tak tylko żeby mi zrobić przykrość i wzbudzić poczucie winy. Dodam że od dwóch miesięcy wisi między nami niewyjaśniona sytuacja i wiele prób podjęcia rozmowy nic nie dało.  Napisałam wczoraj do niego list ale go nie wysłałam. Nie wiem jak się zachowywać, co robić.

14 Ostatnio edytowany przez ewelina333 (2010-09-26 23:18:01)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

tak czytam dziewczyny te posty i jak bym tego twojego męża łupneła w łeb to by otrzeźwiał!!! Przepraszam za sformułowanie ale nerwy Mnie poniosły...
Wyczuł cwaniak że jak się pokłócicie to Ty pierwsza przylecisz z przeprosinami bez względu czy była twoja wina czy nie. A zostaw go nie odzywaj się nie gotuj obiadków nie sprzątaj jak nie będzie mieć uprasowanej koszuli do pracy ani żarełka ciepłego to sam się odezwie dlaczego nic nie robisz to wtedy mu powiedz że teraz przypomniało Ci się jak się mówi do żony??? Ja tak zrobiłam ze swoim mężem kilka lat temu poskutkowało na tyle że zaczął szanować Mnie i moja pracę. kieruj sie przysłowiem JAK KUBA BOGU TAK BÓG KUBIE smile Powodzenia smile

ps. i za żadne skarby nie wysyłaj tego listu!!!!!!!

15

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

dodam tylko ze to nie jest milosc gdy jedo placze a drugie po nim skacze,n ie chce byc zlym wróżbita ale on sie nie zmieni...
i ciezko bedzie wam odbudowac wzajemy szacuek  jesli uprzedzeina biora gore....

16

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Problem w tym, że mąż jest samodzielny - potrafi sobie sam ugotować / wyprasować / posprzątać itp. już to przerabialiśmy, tylko po mnie wrzeszczy wtedy że nic nie robię.  Druga rzecz - że ja uważam że nie tędy droga do dobrego związku.. uważam że ciche to coś złego, mam do męża o to pretensje - nie umiałabym chyba więc oddać mu tym samym. Dodatkowo uważam że w związku nie powinno się karać tylko rozmawiać. Niestety mąż stosuje wobec mnie kary w stylu: teraz Ci pokażę, jak ty byłaś dla mnie niemiła to teraz zobaczysz jaki ja umiem być itp. Uważam że to nie fair. Chociaż, po ostatniej kłótni nie odzywam się.. jest paskudna cisza przerywana krótkimi sprzeczkami. Nie wiem tylko ile to wytrzymam bo już chciałabym rozwiązać problem i zacząć żyć normalnie, cieszyć się z tego dobrego co udało nam się osiągnąć.
Co do tego że ciężko będzie odbudować szacunek - przypuszczam że ciężko. Ale jak to zrobić? Boję się że jak się zaprę to tym bardziej wszystko się popsuje.

17

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Nie wiem czy sie da, uprzedzenia szczegolnie te podsycane ciaglymi klotniami nawet jak umilkna na jakis czas...gdywracaja to ze zdwojona sila,
ja na twoim miejscu zawiela ym sie stamtąd, szkoda czasu jakie dalo nam zycie, no chyba ze zdecydowalby sie na  ratowanie tego, okazal inicjatywe, terapia małżeńska... przerost meskiego ego jest gorszy od przerostu prostaty!a on karmi swoje ego tym ze cie karze...

18

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

a ja bym chyba dala mu sie wyciszyc, niech on sie zastanowi i poczuje ze mu brak ciebie, obawiam sie ze gdy on jest jeszcze obrazonym malym chlopcem to ten foszek trwa dluzo..trzeba mu dac czas a gdy ty idziesz i go prosisz o rozmowy to on sie gotuje i wszystko od poczatku, odpusc, jestes kobieta niech on zawalczy, powiedz mu najwyzej ze poczekasz az on sie uspokoi i czekasz na rozmowe i zakoncz rozmowe ze go bardzo kochasz-moze mu sie zrobic glupio, grunt to spokoj.
ja bym jeszcze sporobowala np5dni pobyc mila na maxa...sprawdz czy sie da, gdy on zaczyna sie denerwowac np ze pilot gdzies sie zapodzial i zaczna krzyczec ze go gdzies wsadzilas, powiedz mu spokojnie"kochanie poszukajmy go razem, patrzyles tu??" a gdy znajdziesz powiedz prosze bardzo kochanie-mysle ze bedzie w szoku...
jesli mu bedzie to odpowiadac a ty bedziesz czula ze on tylko bierze to zastanow sie czy on niechce zrobic z ciebie niewolnicy zeby byla mu posluszna i co by nie zrobil to i tak ty bedziesz przepraszac i mu podwladna
a jesli okaze sie ze takie zachowanie wywola w nim zastanowienie i bedzie tak samo mily to chyba trafilas w sedno:))

nie zyj nim, kochasz go ale miej cos poza nim, poprostu moze jemu jest ciezko ciagle gdy masz do niego pretensje i musi rozmawiac gdy on nie ma nic do powiedzenia, ja bym np dzis wyszla na spotkanie z kolezanka i wrocila pozno...jak zacznie sie czepac to spytaj czy byl zazdrosny? jutro np spytaj czy chce z toba isc na spacer, jak powie nie to idz sama...zyj soba i daj mu zatesknic moze zauwazy cie gdy zobaczy ze wspaniale sobei radzisz bez niego, ze masz swoje wspaniale zycie:)

19

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

zgadzam sie z poprzedniczka w 100%!!! nauczmy sie najpierw kochac siebie my kobitki, zobaczysz czy mu zalezy...i jak bardzo:)

20

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Ja też się zgadzam i dała mi do myślenia ta wypowiedz..
musimy nauczyć się żyć też własnym życiem mieć swoje hobby itp a nie tylko faceta i jego potrzeby bo się zatracimy i unieszczęśliwimy
Musimy być silne..bo co innego nam pozostaje płacz i proszenie się o ich uwagę czy rozmowę?!

21 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-09-27 18:04:43)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Ja to w ogóle napisze Ci prosto z mostu, że to nie jego wina, że tak Cię traktuje tylko TWOJA, bo sobie na to pozwoliłaś i uwierzyłaś w to, że jak będziesz za nim latać to będzie dobrze, no ale już dawno powinnaś wyciągnąć wnioski, że wcale tak nie jest i powinnaś zmienić taktykę. Chcesz rady? Mogę Ci jej udzielić, ale fajnie by było jakbyś z niej w ogóle skorzystała.

Po pierwsze ZAWSZE, ale to bezwzględnie ZAWSZE zachowuj spokój To jest kluczowa zasada. Dlaczego? Bo reagując impulsywnie tracisz grunt pod nogami. Twój spokój świadczy o Twojej klasie i pokazuje, że jesteś na tyle dojrzała, że nic nie jest w stanie wyprowadzić Ciebie z równowagi i co najważniejsze budzi szacunek innych ludzi. Poza tym Twój facet widząc że płaczesz, histeryzujesz wie że Ty się tym wszystkim bardzo przejmujesz a więc zaczyna mieć przewagę bo dobrze wie, że Ty i tak przyjdziesz z poczuciem winy (słusznym lub nie) i przeprosinami dążąc do pogodzenia w związku z czym może sobie pozwolić na ciche dni, lekceważenie Ciebie, czy niechęć do rozmowy. Przecież nie jest głupi. Po co ma się starać jak Ty mu nie dajesz na to szansy?

Po drugie: nie rób problemów z niczego , czasem warto pewne fakty przemilczeć, bo jeśli zaczynamy się czepiać o błahostki i jest tego dużo to facet przestaje traktować nas poważnie i każdy inny nawet poważny problem potraktuje na tym samym poziomie co te wcześniejsze pierdoły i wtedy nie będziesz już w stanie do niego dotrzeć.

Po trzecie: jeśli rzeczywiście przegina i niestosownie do sytuacji podnosi ton i w taki sposób się do Ciebie odzywa to weź w końcu Ty dziewczyno zacznij unosić się honorem i nie na zasadzie, że wypominasz mu to i Ty sama zaczynasz się unosić i jazgotać, że źle się zachował tylko przestań z nim rozmawiać, zlekceważ go a jak spyta się czemu się nie odzywasz to powiedz mu grzecznie, ale stanowczo i krótko "Nie podoba mi się jak się do mnie zwracasz i nie będę dłużej tolerować takiego zachowania, nie gniewam się, ale nie mam ochoty teraz z Tobą rozmawiać." I rzeczywiście musisz się wyciszyć, ZAJĄĆ SOBĄ i cieszyć innymi rzeczami, aby On widział, że to iż nie rozmawiacie ze sobą nie wpływa niekorzystnie na inne sfery Twojego życia. Tylko wtedy zacznie się kontrolować, nie bój się zachować w ten sposób, bo wkrótce możesz cieszyć się owocami swojej zmiany.

Po czwarte bądź konsekwentna . Jeśli powiedziałaś że coś zrobisz to MUSISZ to zrealizować do końca. Jeśli to On zachował się źle to NIE MOŻESZ Ty przychodzić z przeprosinami, bo ewidentnie z tego co piszesz wynika, że On Tobą manipuluje, wprowadza w poczucie winy, bo ma 100% pewności że Ty przylecisz z płaczem i chęcią pogodzenia. Zaskocz go wreszcie babo smile Nie przychodź. Zachowuj się tak jakby Cię Wasze ciche dni nie ruszały.

Po piątę: bądź niezależna od niego, miej swój własny świat i kochaj to . Mam wrażenie, że poza nim to nic Cię nie obchodzi, że skupiasz się tylko na nim i On również ten fakt wykorzystuje. Zacznij spotykać się z koleżankami, rób coś w domu co sprawia Ci przyjemność i niech On to widzi, dbaj o siebie bardziej niż dotąd. I uśmiechaj się dużo, słuchaj muzyki, tańcz, śpiewaj, niech wie, ze jesteś szczęśliwa bez względu na Wasze relacje. To pobudzi go do działania i zmiany, bo zapewne jest fajnym facetem, ale Twoje zachowanie spowodowało, że osiadł na laurach bo nie dajesz mu szansy się wykazać. Pamiętaj, że mężczyźni KOCHAJĄ I UWIELBIAJĄ kobiety które kochają same siebie, są niezależne i nie pozwalają sobie na zbyt wiele.

Po szóste: SZANUJE SIEBIE bo tylko wtedy inni będą szanować Ciebie. Jeśli Ciebie wyzwie lub zachowa się po chamsku ukaraj go, nie pozwól na to. Odwróć się wtedy na pięcie i nie becz tylko odsuń się od niego. Nie pozwól na zbliżenie przez dłuższy czas by zapamiętał że nie może Ciebie źle traktować.

Po siódme: nigdy się nie tłumacz jeśli ewidentnie On nie ma racji lub jeśli czymś Ci dogryzie. Ignoruj jego kąśliwe uwagi, nie pokazuj że Cie to rusza i pamiętaj o zachowaniu spokoju. To go wkurzy, bo nic tak nie denerwuje jak umiejętność panowania drugiej osoby nad sytuacją, bo wtedy to On straci grunt pod nogami i nie będzie wiedział w jaki sposób zwrócić na siebie uwagę, abyś znowu zaczęła reagować tak jak wcześniej, by to On mógł mieć przewagę- NIE DOPUŚĆ DO TEGO.

I koniecznie przeczytaj książkę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy".

Dużo? Wcale nie, wystarczy chcieć, wszystko przecież w Twoich rękach i albo będzie zasypiała z uśmiechem na Twarzy, albo budziła się z podpuchniętymi oczami od płaczu. Wybór należy do Ciebie, jedno jest pewne jeśli będziesz zachowywała się tak jak do tej pory to możesz mieć pretensje tylko do siebie o to że Twój mąż Cię tak traktuje. WALCZ KOBIETO O SIEBIE !!!

22

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Dziękuję Wam za porady i wsparcie. Zastanawiałam się nad tym co napisałyście, postaram się ustosunkować do części.

ewelina333 napisał/a:

tak czytam dziewczyny te posty i jak bym tego twojego męża łupneła w łeb to by otrzeźwiał!!! Przepraszam za sformułowanie ale nerwy Mnie poniosły...

Wiem że u Ciebie to była przenośnia. Wstyd przyznać ale ja naprawdę łupnęłam raz mojego męża w ramię kiedy stał nade mną i obrzucał stekiem wyzwisk. Czy otrzeźwiał? Nie wiem. Za 2 dni przeprosił za wyzwiska. Ale już tydzień później znowu był dla mnie niemiły.

syla135 napisał/a:

a ja bym chyba dala mu sie wyciszyc, niech on sie zastanowi i poczuje ze mu brak ciebie...

2 miesiące temu się pokłóciliśmy. Od tamtego czasu nie rozmawialiśmy. Miał czas żeby się wyciszyć, zastanowić. Nie wrócił do rozmowy a byle pierdoła wywołała po tym czasie znowu awanturę taką jakby tych dwóch miesięcy nie było.

syla135 napisał/a:

powiedz mu najwyzej ze poczekasz az on sie uspokoi i czekasz na rozmowe i zakoncz rozmowe ze go bardzo kochasz-moze mu sie zrobic glupio, grunt to spokoj.

jak mówiłam że go kocham to odpowiadał że mam skończyć gadać głupoty, że on mi w to nie wierzy. Ale fakt, że kończyłam nigdy rozmowy w ten sposób - że czekam aż on się odezwie. Może spróbuję.

syla135 napisał/a:

ja bym jeszcze sporobowala np5dni pobyc mila na maxa...

Starałam się być miła przez te kilka tygodni między jedną kłótnią a drugą. Zapytania co w pracy, śniadanka, obiadki, masażyk pleców, przytulenia, wsparcie. Fakt - też był wtedy miły dla mnie pod względem słownym. Fakt drugi - wszystkie moje przytulenia itp. pozostawały bez odwzajemnienia. Czułam się podle. Dopiero pod koniec tego okresu jakby zaczął się przełamywać pod względem fizycznym tzn. raz dał mi buziaka, raz chwycił za rękę przed snem, raz przytulił sam od siebie. No ale już kilka dni później się pokłóciliśmy i tyle z tego. Fakt trzeci - on nie odczuwał chyba potrzeby porozmawiania o tym co nas pokłóciło, a mi brakowało przeprosin z jego strony za wszystkie podłe słowa. Fakt czwarty - nie upomniałam się o tą rozmowę - może mój błąd.

zakochana__85 napisał/a:

Ja to w ogóle napisze Ci prosto z mostu, że to nie jego wina, że tak Cię traktuje tylko TWOJA, bo sobie na to pozwoliłaś i uwierzyłaś w to, że jak będziesz za nim latać to będzie dobrze, no ale już dawno powinnaś wyciągnąć wnioski, że wcale tak nie jest i powinnaś zmienić taktykę.

Może i racja. Zawsze mi się wydawało że tym okazuję że się staram i mi zależy, że jest to dobre, że nikt nie pozostanie nieczuły na to jak zobaczy że chcę się pogodzić.

zakochana__85 napisał/a:

Po pierwsze ZAWSZE, ale to bezwzględnie ZAWSZE zachowuj spokój

Staram się, pracuję nad tym. Na razie wychodzi mi spokój na tej zasadzie że nie wpadam w furię tzn. nie krzyczę po nim, nie wkurzam się na maxa. Staram się reagować w ten sposób że mówię mu żeby przestał się tak do mnie odzywać, że w taki sposób do niczego nie dojdziemy. Co do płaczu i histerii to nie zawsze mi wychodzi. Po prostu jego słowa tak mnie bolą że potrafię wyć przez godzinę. Nie potrafię być silna i udać że mnie to nie rusza. Nie mogę uwierzyć po prostu że on może tak mówić wiedząc że mnie to rani. Nie mogę uwierzyć w to że mój płacz go nie rusza, że może z niego szydzić. Ale z drugiej strony - faktycznie, to nic nie daje poza moimi podpuchniętymi oczami. Spróbuję się zebrać w sobie. Boję się tylko że on sobie z tego wyciągnie wniosek taki, że chyba nic się nie stało skoro ja zachowuję się jakby nigdy nic.

zakochana__85 napisał/a:

Po drugie: nie rób problemów z niczego

Nad tym też się zastanawiałam - czy to może ja przeginam. I nie potrafię się ocenić obiektywnie. Może przez ten długi okres czasu kiedy między nami stopniowo zaczynało się psuć narosło we mnie sporo żalu i przez to stałam się bardziej krytycznie nastawiona. Karuzela się napędziła. Ale z drugiej strony.. nie chcę sytuacji że uśmiecham się na wszystko i nawet jak mi coś nie pasuje to to przemilczam. Wydaje mi się że jak zwracam mu na coś uwagę to robię to spokojnie, na pewno nie chcę wywołać awantury. Tylko że w sumie awantura i tak się wywołuje bo mąż denerwuje się że w ogóle mu uwagę zwracam. No i czasem faktycznie moje żale wyglądają jak fochy - moja wada, staram się pracować ale nie zawsze mi wyjdzie. Problem w tym że jak mi nie wyjdzie to mąż od razu się wścieka że widocznie się nie staram. Błędne koło.

zakochana__85 napisał/a:

Po trzecie: jeśli rzeczywiście przegina i niestosownie do sytuacji podnosi ton i w taki sposób się do Ciebie odzywa to weź w końcu Ty dziewczyno zacznij unosić się honorem

No raczej się starałam zawsze bez obrazy wytłumaczyć coś. Poza tym wiedząc że on nie podejdzie przeprosić to ja podchodziłam żeby załagodzić sytuację - szkoda mi było czasu na nieciekawe atmosfery. Teraz uniosłam się honorem - od piątku nie rozmawiamy. Jest mi ciężko, ale nie chcę żebrać o rozmowę. Poza tym czasem kiedy uniosę się honorem to jestem oskarżona o stawianie foch. I bądź tu człowieku mądry!

zakochana__85 napisał/a:

I rzeczywiście musisz się wyciszyć, ZAJĄĆ SOBĄ i cieszyć innymi rzeczami, aby On widział, że to iż nie rozmawiacie ze sobą nie wpływa niekorzystnie na inne sfery Twojego życia. Tylko wtedy zacznie się kontrolować, nie bój się zachować w ten sposób, bo wkrótce możesz cieszyć się owocami swojej zmiany.

To dla mnie największy problem. Bo kiedy jesteśmy pokłóceni nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie potrafię się cieszyć bo gryzą mnie te problemy. Tak strasznie dodatkowo mnie denerwuje jak widzę że mąż czasem się świetnie bawi kiedy w naszym małżeństwie tak źle się dzieje. Nie wiem czy to dla mnie rzecz do przeskoczenia.

zakochana__85 napisał/a:

Po czwarte bądź konsekwentna . Jeśli powiedziałaś że coś zrobisz to MUSISZ to zrealizować do końca. Jeśli to On zachował się źle to NIE MOŻESZ Ty przychodzić z przeprosinami, bo ewidentnie z tego co piszesz wynika, że On Tobą manipuluje, wprowadza w poczucie winy, bo ma 100% pewności że Ty przylecisz z płaczem i chęcią pogodzenia. Zaskocz go wreszcie babo smile Nie przychodź. Zachowuj się tak jakby Cię Wasze ciche dni nie ruszały.

Fakt - tu też u mnie problem. Dlaczego? Bo po pierwsze nienawidzę takiej atmosfery i chcę jak najszybciej z niej wyjść, po drugie często sytuacje nie są tak typowo jednoznaczne - wina nie leży w 100% po jednej stronie. I tu wg mnie warto wyjaśnić czasem w kilku zdaniach nasze intencje - bo dużo sprzeczek wynika z NIEPOROZUMIEŃ. Dlatego podchodzę. Ale to chyba nie działa. On tego tak nie widzi. U niego wina jest zawsze u tego kto zaczął. A wg niego zaczynam zawsze ja. Nie ma nieporozumień. MOJA wina że coś źle odebrałam. MOJA wina że się nieprecyzyjnie wyraziłam. Po drugie tak trudno mi uwierzyć w jego wyrachowanie....


zakochana__85 napisał/a:

Po szóste: SZANUJE SIEBIE bo tylko wtedy inni będą szanować Ciebie.

Zgadzam się. Nie wiem czemu tak późno to dostrzegłam że przestałam siebie szanować. Co do karania - nie lubię kar. Wolę pogadać.

Dużo mam do przemyślenia nadal. Ale dziękuję za to że zwracanie moją uwagę na tory na które sama bym może nie wjechała.
Marzę o rozmowie z nim. Ale też boję się jej. Bo co jak ona nic nie da?
Na razie nie odzywam się bez potrzeby, nie jestem wobec niego miła - jestem kulturalna. Czekam.

23 Ostatnio edytowany przez zakochana__85 (2010-09-28 13:58:36)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...
ewelina333 napisał/a:

tak czytam dziewczyny te posty i jak bym tego twojego męża łupneła w łeb to by otrzeźwiał!!! Przepraszam za sformułowanie ale nerwy Mnie poniosły...

violet30 napisał/a:

Wiem że u Ciebie to była przenośnia. Wstyd przyznać ale ja naprawdę łupnęłam raz mojego męża w ramię kiedy stał nade mną i obrzucał stekiem wyzwisk. Czy otrzeźwiał? Nie wiem. Za 2 dni przeprosił za wyzwiska. Ale już tydzień później znowu był dla mnie niemiły.

Skoro takie sytuacje powtarzają się często to nie powinnaś tak od razu tych przeprosin przyjmować, co innego jeśli człowiek wyciąga wnioski to wtedy można zapomnieć o sprawie, jesli natomiast on wciaż popełnia te same błędy to TRZEBA mu uświadomić, że tego nie tolerujesz, ale nie słowem tylko czynem!!! Powinnaś wtedy powiedzieć "Ok. przyjmuje do wiadomości, ale potrzebuje więcej czasu żeby się z tym uporać", a nie że On co rusz Cię przeprasza, Ty od razu wszystko wybaczasz, jeszcze się prosisz o przytulenie. To jak On ma zmienić swoje postępowanie, na jakiej podstawie? Zacznij działać.



syla135 napisał/a:

a ja bym chyba dala mu sie wyciszyc, niech on sie zastanowi i poczuje ze mu brak ciebie...

violet30 napisał/a:

2 miesiące temu się pokłóciliśmy. Od tamtego czasu nie rozmawialiśmy. Miał czas żeby się wyciszyć, zastanowić. Nie wrócił do rozmowy a byle pierdoła wywołała po tym czasie znowu awanturę taką jakby tych dwóch miesięcy nie było.

Pewnie widział, że ta sytuacja Ciebie męczy, pewnie popłakiwałaś i coś tam zagadywałaś, więc miał pewność, że to Cie rusza, dlatego tak długo trwało milczenie. Powinnaś w takim okresie dużo wychodzić, zajmować się czymś, uśmiechać i chociażby udawać, że masz to gdzieś. No kurcze inaczej nic nie zdziałasz i całe życie wszystko będzie się powtarzać. Weź się w garść!



syla135 napisał/a:

powiedz mu najwyzej ze poczekasz az on sie uspokoi i czekasz na rozmowe i zakoncz rozmowe ze go bardzo kochasz-moze mu sie zrobic glupio, grunt to spokoj.

violet30 napisał/a:

jak mówiłam że go kocham to odpowiadał że mam skończyć gadać głupoty, że on mi w to nie wierzy. Ale fakt, że kończyłam nigdy rozmowy w ten sposób - że czekam aż on się odezwie. Może spróbuję.

Osobiście uważam, że to nic nie da tylko utwierdzi go ponownie w przekonaniu, że jest górą. TO nie ten typ, do którego w ten sposób da się podejść.



syla135 napisał/a:

ja bym jeszcze sporobowala np5dni pobyc mila na maxa...

violet30 napisał/a:

Starałam się być miła przez te kilka tygodni między jedną kłótnią a drugą. Zapytania co w pracy, śniadanka, obiadki, masażyk pleców, przytulenia, wsparcie. Fakt - też był wtedy miły dla mnie pod względem słownym. Fakt drugi - wszystkie moje przytulenia itp. pozostawały bez odwzajemnienia. Czułam się podle. Dopiero pod koniec tego okresu jakby zaczął się przełamywać pod względem fizycznym tzn. raz dał mi buziaka, raz chwycił za rękę przed snem, raz przytulił sam od siebie. No ale już kilka dni później się pokłóciliśmy i tyle z tego. Fakt trzeci - on nie odczuwał chyba potrzeby porozmawiania o tym co nas pokłóciło, a mi brakowało przeprosin z jego strony za wszystkie podłe słowa. Fakt czwarty - nie upomniałam się o tą rozmowę - może mój błąd.

Jak dla mnie bycie miłą w tym przypadku nie polega na przytulaniu, czułych słówkach, obiadkach, bo to na niego nie działa, a wręcz go może drażnić, bo faceci nie cierpią kobiet nachalnych. Mam nieodparte wrażenie, że ten facet potrzebuje długiego czasu bez jakiegokolwiek wyrzutu pod jego adresem, zero czepiania się o pierdoły by móc się na nowo na Ciebie otworzyć. Boi się, że będzie dla Ciebie czuły, kochany a lada moment wyjdzie w jego kierunku jakaś pretensja. Być może jest na tym punkcie przewrażliwiony. Powiedz mi szczerze czy kiedyś często zwracałaś mu o coś uwagę, narzekałaś, marudziłaś, że coś Ci się nie podoba? To bardzo ważne. Wiesz muszę Ci powiedzieć, ze mój facet był identyczny jak Twój mąż, nie było tylko nigdy wyzwisk i tygodni nieodzywania się, natomiast kilka tygodni trwało zanim znowu się na mnie otwierał całkowicie. Wszystko dlatego, że robiłam kiedyś problemy z wszystkiego. Kiedy się z tym uporałam sytuacja się zminiła i jest teraz całkowicie inaczej. Bardzo ważny jest sposób przekazu, a także treść ewentualnego problemu. Ja teraz się nie czepiam o byle co, a co najważniejsze jak już jest między nami spęcie i On nie chce gadać to ja nie robię tego na siłe. Skutkuje to, bo po czasie sam przychodzi, ale nie od razu tak było. Wymaga to wypracowania i tego by uwierzył, że coś się zmieniło.



zakochana__85 napisał/a:

Ja to w ogóle napisze Ci prosto z mostu, że to nie jego wina, że tak Cię traktuje tylko TWOJA, bo sobie na to pozwoliłaś i uwierzyłaś w to, że jak będziesz za nim latać to będzie dobrze, no ale już dawno powinnaś wyciągnąć wnioski, że wcale tak nie jest i powinnaś zmienić taktykę.

violet30 napisał/a:

Może i racja. Zawsze mi się wydawało że tym okazuję że się staram i mi zależy, że jest to dobre, że nikt nie pozostanie nieczuły na to jak zobaczy że chcę się pogodzić. .

No tak, ale tylko w przypadku, gdy dają obydwie strony. A żeby Twój mąż zaczeł się starać musisz najpierw zmienić siebie, a potem dopiero możesz liczyć na jego zmianę i na to że zacznie dawać. Nie możesz być taka ciepła klucha, tylko silna baba smile



zakochana__85 napisał/a:

Po pierwsze ZAWSZE, ale to bezwzględnie ZAWSZE zachowuj spokój

violet30 napisał/a:

Staram się, pracuję nad tym. Na razie wychodzi mi spokój na tej zasadzie że nie wpadam w furię tzn. nie krzyczę po nim, nie wkurzam się na maxa. Staram się reagować w ten sposób że mówię mu żeby przestał się tak do mnie odzywać, że w taki sposób do niczego nie dojdziemy. Co do płaczu i histerii to nie zawsze mi wychodzi. Po prostu jego słowa tak mnie bolą że potrafię wyć przez godzinę. Nie potrafię być silna i udać że mnie to nie rusza. Nie mogę uwierzyć po prostu że on może tak mówić wiedząc że mnie to rani. Nie mogę uwierzyć w to że mój płacz go nie rusza, że może z niego szydzić. Ale z drugiej strony - faktycznie, to nic nie daje poza moimi podpuchniętymi oczami. Spróbuję się zebrać w sobie. Boję się tylko że on sobie z tego wyciągnie wniosek taki, że chyba nic się nie stało skoro ja zachowuję się jakby nigdy nic.

Ty mu nie tłumacz, że ma się tak czy tak nie odzywać, tylko pokaż mu, że tego nie tolerujesz. Pisałam w poprzednim poście jak możesz to zrobić. I nie stosuj potoku słów i morałów bo to NIC nie da, tylko Twoje zachowanie może zmienić jego zachowanie.
Nie płacz i nie histeryzuj choćby Cię skręcało. A jak nie możesz już wytrzymać to wyjdź na spacer i wtedy się wypłacz. Wszystko leży w naszej głowie, więc nie ma rzeczy niemożliwych.
Naucz się zachowywać tak żeby Cię to nie ruszało. Chyba chcesz być w końcu spokojna i szcześliwa? Tak? No to bierz się do roboty.
On się tak zachowuje, bo właśnie widzi, że Ciebie to rani, a ma tego nie widzieć, ma myśleć, że to po Tobie spływa, dopiero wtedy go to ruszy.
Ty musisz się zebrać w sobie, a nie tylko próbować to zrobić. Zmuś się do tego i nie bój się że On wyciągnie z tego błędne wnioski, bo chyba jest na tyle inteligentny, że zrozumie, że zaczęłaś się szanować i automatycznie sam zacznie to robić.



zakochana__85 napisał/a:

Po drugie: nie rób problemów z niczego

violet30 napisał/a:

Nad tym też się zastanawiałam - czy to może ja przeginam. I nie potrafię się ocenić obiektywnie. Może przez ten długi okres czasu kiedy między nami stopniowo zaczynało się psuć narosło we mnie sporo żalu i przez to stałam się bardziej krytycznie nastawiona. Karuzela się napędziła. Ale z drugiej strony.. nie chcę sytuacji że uśmiecham się na wszystko i nawet jak mi coś nie pasuje to to przemilczam. Wydaje mi się że jak zwracam mu na coś uwagę to robię to spokojnie, na pewno nie chcę wywołać awantury. Tylko że w sumie awantura i tak się wywołuje bo mąż denerwuje się że w ogóle mu uwagę zwracam. No i czasem faktycznie moje żale wyglądają jak fochy - moja wada, staram się pracować ale nie zawsze mi wyjdzie. Problem w tym że jak mi nie wyjdzie to mąż od razu się wścieka że widocznie się nie staram. Błędne koło.

Nie rób problemów o błahe sprawy, a jeśli On przegina to nie dramatyzuj i nie rób fochów tylko krótko zakomunikuj mu że sobie już na to nie pozwolisz. Pamiętaj tylko żeby unikać długiej gadaniny. Jedno zdanie wystarczy. A jeśli się obrazi to OK. Nie stresuj się tym, nie ulegaj . Jedna, druga taka sytuacja i zacznie zachowywać się inaczej i będzie liczyć się z Twoimi uczuciami.




zakochana__85 napisał/a:

Po trzecie: jeśli rzeczywiście przegina i niestosownie do sytuacji podnosi ton i w taki sposób się do Ciebie odzywa to weź w końcu Ty dziewczyno zacznij unosić się honorem

violet30 napisał/a:

No raczej się starałam zawsze bez obrazy wytłumaczyć coś. Poza tym wiedząc że on nie podejdzie przeprosić to ja podchodziłam żeby załagodzić sytuację - szkoda mi było czasu na nieciekawe atmosfery. Teraz uniosłam się honorem - od piątku nie rozmawiamy. Jest mi ciężko, ale nie chcę żebrać o rozmowę. Poza tym czasem kiedy uniosę się honorem to jestem oskarżona o stawianie foch. I bądź tu człowieku mądry!

Nie rozumie czegoś. Szkoda Ci czasu, a i tak ten czas Wam ucieka. I wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, ze wciąż robisz to samo. Nie masz nic do stracenia, a boisz się zmienić taktykę.
Jeśli będzie widział teraz że obecna sytuacja bardzo Cię dręczy to zapewne nie przyjdzie porozmawiać, bo On już wie że i tak zrobisz to Ty. Wyjdź gdzieś dzisiaj. Bądź wesoła. Czytaj, oglądaj tv, idź na zakupy, do koleżanki. Niech wie, ze świat Ci się nie zawalił, a zobaczysz, że zechce znowu być częścią Twojego świata, tylko nie wieszaj się mu od razu na szyje.



zakochana__85 napisał/a:

I rzeczywiście musisz się wyciszyć, ZAJĄĆ SOBĄ i cieszyć innymi rzeczami, aby On widział, że to iż nie rozmawiacie ze sobą nie wpływa niekorzystnie na inne sfery Twojego życia.
Tylko wtedy zacznie się kontrolować, nie bój się zachować w ten sposób, bo wkrótce możesz cieszyć się owocami swojej zmiany.

violet30 napisał/a:

To dla mnie największy problem. Bo kiedy jesteśmy pokłóceni nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie potrafię się cieszyć bo gryzą mnie te problemy. Tak strasznie dodatkowo mnie denerwuje jak widzę że mąż czasem się świetnie bawi kiedy w naszym małżeństwie tak źle się dzieje. Nie wiem czy to dla mnie rzecz do przeskoczenia.

To naucz się normalnie funkcjonować. To nie jest takie trudne, ale Tobie najwyraźniej się nie chce.
No właśnie Ty masz się tez w tym czasie dobrze bawić.
To nie jest trudne do przeskoczenia, wystarczy postanowić że dasz radę tego dokonać i zacząć w końcu coś z tym robić, a nie użalać się że to niemożliwe i jak Ci jest źle.



zakochana__85 napisał/a:

Po czwarte bądź konsekwentna . Jeśli powiedziałaś że coś zrobisz to MUSISZ to zrealizować do końca. Jeśli to On zachował się źle to NIE MOŻESZ Ty przychodzić z przeprosinami, bo ewidentnie z tego co piszesz wynika, że On Tobą manipuluje, wprowadza w poczucie winy, bo ma 100% pewności że Ty przylecisz z płaczem i chęcią pogodzenia. Zaskocz go wreszcie babo smile Nie przychodź. Zachowuj się tak jakby Cię Wasze ciche dni nie ruszały.

violet30 napisał/a:

Fakt - tu też u mnie problem. Dlaczego? Bo po pierwsze nienawidzę takiej atmosfery i chcę jak najszybciej z niej wyjść, po drugie często sytuacje nie są tak typowo jednoznaczne - wina nie leży w 100% po jednej stronie. I tu wg mnie warto wyjaśnić czasem w kilku zdaniach nasze intencje - bo dużo sprzeczek wynika z NIEPOROZUMIEŃ. Dlatego podchodzę. Ale to chyba nie działa. On tego tak nie widzi. U niego wina jest zawsze u tego kto zaczął. A wg niego zaczynam zawsze ja. Nie ma nieporozumień. MOJA wina że coś źle odebrałam. MOJA wina że się nieprecyzyjnie wyraziłam. Po drugie tak trudno mi uwierzyć w jego wyrachowanie....

Oczywiście, że warto sobie to wyjaśnić, ale to musiałyby chcieć dwie osoby.
To zrozumiałe, że nienawidzisz takiej atmosfery, ale robisz wszystko, by ona występowała, uniżając się non stop przed nim. Masz wpływ na zmianę Waszego związku, ale jeśli pozostawisz to tak jak jest teraz to całe życie będziesz płakała i cierpiała.
Obwinia Cię o wszystko, bo nie wyrobiłaś sobie jego poważania i szacunku.



zakochana__85 napisał/a:

Po szóste: SZANUJE SIEBIE bo tylko wtedy inni będą szanować Ciebie.

violet30 napisał/a:

Zgadzam się. Nie wiem czemu tak późno to dostrzegłam że przestałam siebie szanować. Co do karania - nie lubię kar. Wolę pogadać. .

NIGDY nie jest za późno by ten szacunek sobie wyrobić. Pamiętaj o tym.
"Nie lubię kar, wolę pogadać" Mam wrażenie, że niczego nie rozumisz. A kto lubi kary? Nikt. Chodzi o pokazanie, że nie jesteś łatwa, że oczekujesz szacunku i nie potrafisz od razu zapomnieć o wszystkim. Takie zachowanie po jakimś czasie doprowadzi do tego, ze zanim On zrobi coś głupiego najpierw się dwa razy zastanowi, bo będzie wiedział, że Ty nie tak łatwo o wszystkim zapominasz i szanujesz siebie.



Przemyśl wszystko i sama zdecuduj jakie życie wybierasz. Pamiętaj tylko, że zmianą swojego postępowania możesz tylko zyskać. Nie będzie to jednak wszystko łatwe, baaa będzie bardzo trudne, no ale korzystne dla obu stron. Uwierz w siebie.

24

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

czasem rozmowa (głównie monolog), płacz i krzyk nic nie przynoszą. Jest głuchy, bo chce taki pozostać, tak jest wygodniej..On nie zrozumie, jak krzywdzi i ile bólu zamiast radości przysparza, nie tylko Tobie, ale Wam.

Nie obwiniaj się, tylko bądź silna, nieugięta i odważna. Dla siebie. On mówi po 3 miesiącach slubu o rozwodzie, powiedz mu: bardzo proszę! To się zdziwi...krzyczy na Ciebie w aucie...podziękuj za miłą jazdę i przeproś się z komunikacją miejską. Robi Tobie awanturę w drodze do swoich rodziców...grzecznie się przywitaj z teściami i wytłumacz, że dziś nie będziesz udawać szcześliwej mężatki, ponieważ Twój mąż, a ich syn Cie zranił.

może pomoże, a może nie...jeśli nie, to się zastanów nad terapią, czasem mężczyźni sie na nią godzą i są widoczne skutki.

25

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Violet30 - moim zdaniem facet się nie zmieni, no chyba, że postawisz sprawę na ostrzu noża - np. wyprowadzisz się. Szkoda mi Ciebie, bo wiem, że swoim zachowaniem chciałaś załagodzić sytuację, coś naprawić a wyszło odwrotnie. Pokazałaś mu, że to ON jest najważniejszy niezależnie od tego jak się zachowuje. Dałaś sobie wmówić, że jesteś wszystkiemu winna. Nie możesz za każdym razem biec do niego z przeprosinami, nie możesz mieć ciągle wyrzutów sumienia.

Zastanawiam się, czy między Wami jest w ogóle uczucie. A jeśli jest to na czym polega? Wiem, że istnieją toksyczne związki, ludzie w nich tkwią, kochają i cierpią. Nie rozumiem jak ludzie się w coś takiego wplątują. Jesteś młodą kobietą, nie marnuj życia z kimś kto Cię w ogóle nie szanuje. Oczekuje od Ciebie zmian a sam nie pomyśli, że on też nie jest bez winy.

26 Ostatnio edytowany przez rafatal (2010-09-29 12:30:31)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Witam. To mój pierwszy post na tym forum :-)
Mam trochę problemów w swoim związku, swoim życiu.
I tak sobie serfuje to tu to tam czytając, czy ludzie mają podobne problemy i jak sobie z nimi radzą :-)
Czytając post czułem się jakbyś w dużej części pisała o mnie.
My wprawdzie nie jesteśmy małżeństwem, ale niedługo planujemy ślub. Nasza sytuacja jest dodatkowo skomplikowana, ponieważ mamy już dziecko. Dziecko, które kocham nad życie i jest moim oczkiem w głowie :-)

Ja staram się w swoim życiu wychodzić z jednego założenia - prawda ZAWSZE leży po środku.

Z tego co piszesz wnioskuję, że masz bardzo podobny charakter do mojej dziewczyny: jesteś bardzo wrażliwa - często w jedną stronę ;-)

Postaraj się spojrzeć na siebie krytycznie. I zadaj sobie pytanie co JA robię źle.

Ja jako facet chciałbym od swojej wybranki życia odrobiny ciepła, uległości.
Jeżeli ja zrobię coś źle, niewłaściwie coś powiem, warknę  to najgorsze co moja dziewczyna robi to idzie na noże. Nie odpuści. Czuje się atakowana - mimo, że ja jej (świadomie) nie atakuję.
Marzy mi się sytuacja taka, że nawet jak ja coś zrobię źle (pamiętajcie - my faceci jesteśmy w wielu sprawach idiotami - słoniami) to moja luba zamiast odwarknąć powie - dobrze kochanie, może faktycznie zróbmy to tak albo tak... ale broń boże nie odwarkuje .
Później może mi powiedzieć na spokojnie to co tak naprawdę myśli - ale już bez złości i niedomówień.

Mimo, że Tobie zaraz złość przechodzi to już fakt jest taki, że znowu się wielce obraziłaś o jakąś błachostkę.
Kilkadziesiąt takich kłótni/mini kłótni może doprowadzić na skraj załamania nerwowego :-)
Głupie gadanie Twojego męża o rozwodzie może być wołaniem o pomoc, chęcią uświadomienia tego, że tak dalej już nie da rady.

Spróbuj przyjąć inną strategię. Zamiast bycia zołzą w trudnych momentach bądź kochana i czuła. Nie odwarkuj zaraz. W momencie kiedy Twój facet potrzebuje czułości i Twojego wsparcia - bądź czuła i odpuść. Niech widzi, że może na Ciebie liczyć.

Naprawdę, takie sprzeczki są niszczące i później nie ma się ochoty o niczym gadać. A kiedy żyje się z uparciuchem to takie kłótnie są równią pochyłą w dół.

Przepraszam, że wyszło tak chaotycznie i nie składnie, ale reasumując:

prawda zawsze leży po środku,
postaraj się zmienić strategię - zamiast warczeć i rozmawiać _PO_ kłótni postaraj się odpuścić, przytulić i się uśmiechnąć.

W moim przypadku by to pomogło i byłbym najszczęśliwszym facetem na Ziemi.
A tak to niestety jestem na tym forum i odpisuje na Twój post ;-)

27 Ostatnio edytowany przez violet30 (2010-09-29 21:48:57)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...
zakochana_85 napisał/a:

Skoro takie sytuacje powtarzają się często to nie powinnaś tak od razu tych przeprosin przyjmować

Nie wiem czy często. Poza tym tak jak mówiłam sytuacje kończą się na tym że to ja przepraszam i z reguły na tym koniec. W sumie to on mnie oskarża że u mnie sytuacje się powtarzają (czyt. byłam niemiła, nerwowa, rzuciłam focha itp) i on twierdzi że to ja się nie zmieniam i moje przeprosiny nie mają sensu. Problem w tym że - nawet jeśli faktycznie to ja jestem przyczyną sprzeczek - z czym nie do końca się zgadzam - to ja się STARAM - i wyjdzie mi 10 razy a potem raz nie no i już wszystko stracone. Posądzana jestem o to że się nie staram w ogóle. To niesprawiedliwe.

zakochana_85 napisał/a:

Pewnie widział, że ta sytuacja Ciebie męczy, pewnie popłakiwałaś i coś tam zagadywałaś, więc miał pewność, że to Cie rusza

Starałam się jak mogłam nic nie okazywać. W sumie nasze życie wróciło prawie do normy - śmialiśmy się razem, rozmawialiśmy o codziennych sprawach zupełnie normalnie. Tylko że nie wyjaśniliśmy poprzedniej sytuacji, nie otrzymałam przeprosin, nie byliśmy razem w łóżku, nie okazywał mi czułości. No i przede wszystkim nie wrócił do tematu ani nie przeprosił.

zakochana_85 napisał/a:

Mam nieodparte wrażenie, że ten facet potrzebuje długiego czasu bez jakiegokolwiek wyrzutu pod jego adresem, zero czepiania się o pierdoły by móc się na nowo na Ciebie otworzyć. Boi się, że będzie dla Ciebie czuły, kochany a lada moment wyjdzie w jego kierunku jakaś pretensja. Być może jest na tym punkcie przewrażliwiony. Powiedz mi szczerze czy kiedyś często zwracałaś mu o coś uwagę, narzekałaś, marudziłaś, że coś Ci się nie podoba? To bardzo ważne.

Trafiłaś chyba w sedno sprawy. W sumie podobne słowa usłyszałam kiedyś od niego - że nie chce sobie robić nadziei, że wkurza go to że jak zacznie być dla mnie miły to ja mu "zrobię awanturę". Tylko że.. wg mnie on przesadza. Nie robię awantur. Nie wiem dlaczego on to tak odbiera. No i muszę przyznać że w codziennym życiu po prostu są sytuacje kiedy on mnie zdenerwuje - nie wyobrażam sobie cały czas zaciskać zębów i się uśmiechać.  A czasem po prostu są między nami nieporozumienia, rzeczy do wyjaśnienia - ktoś coś powiedział nie tym tonem, ktoś coś źle zrozumiał - wtedy on wrzuca to do swojego worka pt. moja baba robi aferę i nie daje nawet szansy na wytłumaczenie. A jak już czasem uda mi się zacząć coś mówić to potrafi mi przerwać że go nie interesuje moje tłumaczenie. Pytasz czy zwracam mu uwagę, narzekam - czasem TAK. Może ostatnio nawet częściej - mój żal do niego się zbiera, sytuacje nie są wyjaśniane i to ze mnie wychodzi. Chciałabym się oczyścić, pogadać z nim i poruszyć wszystko, a następnie o tym zapomnieć. Ale niestety wiele jest też sytuacji kiedy NIE NARZEKAM, a on po prostu negatywnie odbiera moje słowa, wg mnie robi z igły widły. Dzisiaj siadłam i postarałam się zebrać i opisać nasze poważniejsze kłótnie - o co poszło, jak wyglądało. Jak skończę to może tu wrzucę, może ktoś pomoże ocenić sytuację. Ja już nie wiem czy wszystko oceniam wystarczająco obiektywnie. Być może nie mam racji w mojej ocenie, pogubiłam się bo cały czas od niego słyszę że tej racji nie mam. Ale coś się we mnie buntuje i czuję że czasem jednak tą rację miałam. A mimo wszystko ustąpiłam. Poza tym w ostatnich kłótniach pojawia się z jego strony wyrzut, że to tylko ja muszę się zmienić i wszystkie nasze problemy znikną. Ja tak nie uważam. Myślę że nasz związek powinien być pracą nas obojga, nie tylko moją. Poza tym uważam że należy mi się prawo do błędu od czasu do czasu. Nie jestem idealna, czasem po prostu nawalę - przesadzę, zdenerwuję się o nic. I wtedy chciałabym móc podejść i przeprosić. A jak to robię to niestety jestem odtrącana. 
Poza tym szczerze mówiąc narasta już we mnie żal że cała odpowiedzialność jest zrzucona na mnie. Że mam się dostosować do niego bo on taki jest i już. I ja ślęczę na forach, czytam artykuły, rozmyślam nad nami a on nic - tylko czeka nie wiadomo na co - chyba na to że samo się wszystko rozwiąże. Nawet pogadać mu się nie chce. Mam żal bo czuję że tylko mi zależy. To boli.

zakochana__85 napisał/a:

Ty musisz się zebrać w sobie, a nie tylko próbować to zrobić. Zmuś się do tego i nie bój się że On wyciągnie z tego błędne wnioski, bo chyba jest na tyle inteligentny, że zrozumie, że zaczęłaś się szanować i automatycznie sam zacznie to robić.

Racja. Aczkolwiek wg mnie jak się kogoś kocha to się go szanuje automatycznie, a jak się widzi jego słabości to nie powinno się ich wykorzystywać. Przykre, że muszę walczyć o coś co powinno po prostu być.

zakochana__85 napisał/a:

Obwinia Cię o wszystko, bo nie wyrobiłaś sobie jego poważania i szacunku.

Więc po co ślub? Czemu się oświadczył? Poza tym jak kilka razy udało nam się porozmawiać po podobnych sytuacjach to mówił że mnie szanuje, ceni moje zdanie, uważa mnie za osobę zaradną.

To tyle z moich wątpliwości. Ale ogólnie dziękuję za rady.
Na razie się trzymam i się nie odzywam. Jak wczoraj na mnie naskoczył o pierdołę to powiedziałam spokojnie "Nie tym tonem" i wyszłam z pokoju. Problem w tym, że on też się nie odzywa. Już szósty dzień od ostatniej awantury.

Do rafatal - różnica między Tobą a moim mężem polega na tym, że ty wiesz że prawda leży pośrodku. On uznaje że prawda i racja jest tylko po jego stronie.  U nas się trochę napędziło coś takiego - oboje mamy poczucie że druga strona nie odpuszcza drobnych sytuacji. Tylko że ja odpuszczam.. może teraz już rzadziej - bo nie chcę zawsze ustępować. Nie chcę zawsze udawać że nic się nie stało - mogłabym, ale skoro mi nie jest odpuszczane to z jakiej paki ja mam odpuszczać? Odpuszczam dopiero potem, w awanturze. I to w sumie źle, bo powinnam bronić swoich racji. A tak wychodzi na to że przyznaję się do winy dopiero przy awanturze. Mąż mi o tym też powiedział - wg niego dopiero jak on się wkurzy to ja zaczynam coś rozumieć.  Moja wina - sama do tego doprowadziłam. Ale ja potrafię podejść jak zaczyna się robić nerwowo i zaproponować "Zostawmy to, nie warto się kłócić o takie pierdoły". Ale on jest już obrażony. I powiem Ci że jak przeczytałam Twojego posta to ja bym u nas odwróciła sytuacje. Częściej to on idzie na noże. A ja marzę o tym że jak czasem "warknę" to on by się uśmiechnął, przytulił i ODPUŚCIŁ. No ale niestety on się obraża.

Dodatkowo - ta awantura 2 miesiące temu to wyniknęła wg mnie w szczególnej sytuacji. A mianowicie ja jestem nałogową palaczką. Spalam paczkę na dzień, na imprezach nawet więcej. No ale jak zaczęliśmy rozmawiać o dziecku to miało się to zmienić. Najpierw tydzień ograniczania do 5 sztuk, potem całkowicie rzucić. W trakcie tego wszystkiego jeszcze się pochorowałam. W trakcie ograniczania palenia pokłóciliśmy się trochę i powiedziałam mu że jest mi ciężko przez te papierosy, że jestem bardziej poddenerwowana i że potrzebuję jego wsparcia. Tłumaczyłam że po prostu wyprowadzają mnie z równowagi rzeczy drobne - nie zawsze sprawiedliwie. Prosiłam o wyrozumiałość. Jego zdanie - wesprze mnie jak mu powiem że mi ciężko, ale nie będzie tolerował kiedy będę nerwowa na niego, bo jak mówi nie jest workiem treningowym. (Wg niego wyżywanie się to np. odpowiedzenie na jego pytanie nerwowym tonem czy coś podobnego). No i jakoś nie doszliśmy do porozumienia, w sumie tylko powiedzieliśmy że będziemy się oboje starać aby ten okres ciężki jakoś minął. No ale.. po paru dniach od całkowitego rzucenia palenia pokłóciliśmy się - właśnie o to że nerwowo mu odpowiedziałam na pytanie - a po kilku minutach jak podeszłam wyjaśnić i przeprosić (bo zdałam sobie sprawę że te nerwy to przesadzone i o nic) to od już mnie odepchnął i powiedział że "od tygodnia ogląda moją niezadowoloną mordę i ma tego dość, że w d..ie ma moje przeprosiny".  od tego zaczął się nasz dwumiesięczny już okres "separacji".  Wg mnie to on przegiął, wg niego to ja. A według Was?

28

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

szkoda, że już nikt tu nie pisze, ciekawy temat...

VIOLET30, zaglądasz jeszcze?? Jak u Was??

29

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Witajcie dziewczyny smile tak czytam i czytam i okazuje się że tez mam takiego faceta. Fochy o byle co, nieodzywanie się, nieprzyjemne uwagi pod mym adresem, wpadanie w złość bez powodu... i tak mogłabym wymieniać i wymieniać. Czasami mam wrażenie że mam doczynienia z rozkapryszonym dzieckiem smile. Ale do czego zmierzam... jeszcze do niedawna byłam taka jak koleżanka która założyła ten post smile ale to się zmieniło, a dlaczego? Bo zdałam sobie sprawę że ja też jestem ważna i bez względu na wszystko należy mi się szacunek. Długo pracowałam nad tym aby być teraz silną kobietą... znającą swoją wartośc. Jest mi z tym dobrze... bo nie tylko wokół facetów się świat kręci... my też mamy wiele do zrobienia... dla siebie smile Jeśli my same z sobą nie będziemy czuły się dobrze, jeśli same z sobą nie będziemy szczęśliwe to nic się nie uda. Kochajmy siebie, rozpieszczajmy, bierzmy z zycia jak najwiecej smile Kochajmy swoich facetów oczywiście, ale nie zapominajmy o nas samych... nie możemy się zatracać, jeśli kobieta ma do siebie szacunek także jest szanowana smile Zyczę Wam Kobietki wszystkiego dobrego, siły, wytrwałośći i miłości. Wszystko jest możliwe tylko chęci ... i odwagi... my też zasługujemy na wszystko co najlepsze smile:):) buziaki :*:*:*

30

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Witajcie!
Znalazłem ten wątek i muszę powiedzieć, że widzę tutaj niesamowite podobieństwo do mojej sytuacji małżeńskiej. Z jedną tylko zmianą - zamiana ról. To ja, facet jestem na miejscu violet30, natomiast moja żona zachowuje się dość podobnie do męża violet30.
Szukałem już pomocy na innych forach internetowych. Na jednym z nich dostałem bardzo wiele porad podobnych do tych tutaj.
Problem jest tylko z wdrożeniem ich w życie...szczególnie bez braku pewności siebie, a ten problem mi towarzyszy. Dlatego jestem taki uległy.

Ja ostatnio od swojej żony usłyszałem, że: "zjebałem rybę na kolację", "że nie liczę się z jej smakami, tylko myślę o sobie","że mój głupi mózg nie ogarnia tego, żeby w czasie gotowanie spróbować potrawę przed jej podaniem lub przetestować najpierw niewielką ilość produktu na obiad, zamiast psuć cały obiad", "że zrobiłem obleśną rybę", "że powinienem oddać kasę za produkty, które zepsułem przygotowując obiad"...

Jak można tak się odnosić do męża?

Ja lubię eksperymentować w kuchni, robić nowe przepisy, przecież może się zdarzyć, że coś nie wyjdzie prawda? W ciągu naszych 7 lat znajomości 3 razy mi coś nie wyszło (w tym jeden raz mi smakowało, a mojej żonie nie). A tą "zjebaną" rybę doprawiłem tymiankiem, solą i pieprzem...a od kiedy tymianek daje gorycz i nie jest przyprawą do ryb? Może powinno się go stosować w połączeniu z innymi przyprawami??

Ciągle moja wina...

31 Ostatnio edytowany przez rklaudynka (2016-12-11 16:04:54)

Odp: Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

!!

Posty [ 31 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Młode małżeństwo - kłótnie - coraz częstsze, coraz gorsze...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024