ewelina333 napisał/a:tak czytam dziewczyny te posty i jak bym tego twojego męża łupneła w łeb to by otrzeźwiał!!! Przepraszam za sformułowanie ale nerwy Mnie poniosły...
violet30 napisał/a:Wiem że u Ciebie to była przenośnia. Wstyd przyznać ale ja naprawdę łupnęłam raz mojego męża w ramię kiedy stał nade mną i obrzucał stekiem wyzwisk. Czy otrzeźwiał? Nie wiem. Za 2 dni przeprosił za wyzwiska. Ale już tydzień później znowu był dla mnie niemiły.
Skoro takie sytuacje powtarzają się często to nie powinnaś tak od razu tych przeprosin przyjmować, co innego jeśli człowiek wyciąga wnioski to wtedy można zapomnieć o sprawie, jesli natomiast on wciaż popełnia te same błędy to TRZEBA mu uświadomić, że tego nie tolerujesz, ale nie słowem tylko czynem!!! Powinnaś wtedy powiedzieć "Ok. przyjmuje do wiadomości, ale potrzebuje więcej czasu żeby się z tym uporać", a nie że On co rusz Cię przeprasza, Ty od razu wszystko wybaczasz, jeszcze się prosisz o przytulenie. To jak On ma zmienić swoje postępowanie, na jakiej podstawie? Zacznij działać.
syla135 napisał/a:a ja bym chyba dala mu sie wyciszyc, niech on sie zastanowi i poczuje ze mu brak ciebie...
violet30 napisał/a:2 miesiące temu się pokłóciliśmy. Od tamtego czasu nie rozmawialiśmy. Miał czas żeby się wyciszyć, zastanowić. Nie wrócił do rozmowy a byle pierdoła wywołała po tym czasie znowu awanturę taką jakby tych dwóch miesięcy nie było.
Pewnie widział, że ta sytuacja Ciebie męczy, pewnie popłakiwałaś i coś tam zagadywałaś, więc miał pewność, że to Cie rusza, dlatego tak długo trwało milczenie. Powinnaś w takim okresie dużo wychodzić, zajmować się czymś, uśmiechać i chociażby udawać, że masz to gdzieś. No kurcze inaczej nic nie zdziałasz i całe życie wszystko będzie się powtarzać. Weź się w garść!
syla135 napisał/a:powiedz mu najwyzej ze poczekasz az on sie uspokoi i czekasz na rozmowe i zakoncz rozmowe ze go bardzo kochasz-moze mu sie zrobic glupio, grunt to spokoj.
violet30 napisał/a:jak mówiłam że go kocham to odpowiadał że mam skończyć gadać głupoty, że on mi w to nie wierzy. Ale fakt, że kończyłam nigdy rozmowy w ten sposób - że czekam aż on się odezwie. Może spróbuję.
Osobiście uważam, że to nic nie da tylko utwierdzi go ponownie w przekonaniu, że jest górą. TO nie ten typ, do którego w ten sposób da się podejść.
syla135 napisał/a:ja bym jeszcze sporobowala np5dni pobyc mila na maxa...
violet30 napisał/a:Starałam się być miła przez te kilka tygodni między jedną kłótnią a drugą. Zapytania co w pracy, śniadanka, obiadki, masażyk pleców, przytulenia, wsparcie. Fakt - też był wtedy miły dla mnie pod względem słownym. Fakt drugi - wszystkie moje przytulenia itp. pozostawały bez odwzajemnienia. Czułam się podle. Dopiero pod koniec tego okresu jakby zaczął się przełamywać pod względem fizycznym tzn. raz dał mi buziaka, raz chwycił za rękę przed snem, raz przytulił sam od siebie. No ale już kilka dni później się pokłóciliśmy i tyle z tego. Fakt trzeci - on nie odczuwał chyba potrzeby porozmawiania o tym co nas pokłóciło, a mi brakowało przeprosin z jego strony za wszystkie podłe słowa. Fakt czwarty - nie upomniałam się o tą rozmowę - może mój błąd.
Jak dla mnie bycie miłą w tym przypadku nie polega na przytulaniu, czułych słówkach, obiadkach, bo to na niego nie działa, a wręcz go może drażnić, bo faceci nie cierpią kobiet nachalnych. Mam nieodparte wrażenie, że ten facet potrzebuje długiego czasu bez jakiegokolwiek wyrzutu pod jego adresem, zero czepiania się o pierdoły by móc się na nowo na Ciebie otworzyć. Boi się, że będzie dla Ciebie czuły, kochany a lada moment wyjdzie w jego kierunku jakaś pretensja. Być może jest na tym punkcie przewrażliwiony. Powiedz mi szczerze czy kiedyś często zwracałaś mu o coś uwagę, narzekałaś, marudziłaś, że coś Ci się nie podoba? To bardzo ważne. Wiesz muszę Ci powiedzieć, ze mój facet był identyczny jak Twój mąż, nie było tylko nigdy wyzwisk i tygodni nieodzywania się, natomiast kilka tygodni trwało zanim znowu się na mnie otwierał całkowicie. Wszystko dlatego, że robiłam kiedyś problemy z wszystkiego. Kiedy się z tym uporałam sytuacja się zminiła i jest teraz całkowicie inaczej. Bardzo ważny jest sposób przekazu, a także treść ewentualnego problemu. Ja teraz się nie czepiam o byle co, a co najważniejsze jak już jest między nami spęcie i On nie chce gadać to ja nie robię tego na siłe. Skutkuje to, bo po czasie sam przychodzi, ale nie od razu tak było. Wymaga to wypracowania i tego by uwierzył, że coś się zmieniło.
zakochana__85 napisał/a:Ja to w ogóle napisze Ci prosto z mostu, że to nie jego wina, że tak Cię traktuje tylko TWOJA, bo sobie na to pozwoliłaś i uwierzyłaś w to, że jak będziesz za nim latać to będzie dobrze, no ale już dawno powinnaś wyciągnąć wnioski, że wcale tak nie jest i powinnaś zmienić taktykę.
violet30 napisał/a:Może i racja. Zawsze mi się wydawało że tym okazuję że się staram i mi zależy, że jest to dobre, że nikt nie pozostanie nieczuły na to jak zobaczy że chcę się pogodzić. .
No tak, ale tylko w przypadku, gdy dają obydwie strony. A żeby Twój mąż zaczeł się starać musisz najpierw zmienić siebie, a potem dopiero możesz liczyć na jego zmianę i na to że zacznie dawać. Nie możesz być taka ciepła klucha, tylko silna baba 
zakochana__85 napisał/a:Po pierwsze ZAWSZE, ale to bezwzględnie ZAWSZE zachowuj spokój
violet30 napisał/a:Staram się, pracuję nad tym. Na razie wychodzi mi spokój na tej zasadzie że nie wpadam w furię tzn. nie krzyczę po nim, nie wkurzam się na maxa. Staram się reagować w ten sposób że mówię mu żeby przestał się tak do mnie odzywać, że w taki sposób do niczego nie dojdziemy. Co do płaczu i histerii to nie zawsze mi wychodzi. Po prostu jego słowa tak mnie bolą że potrafię wyć przez godzinę. Nie potrafię być silna i udać że mnie to nie rusza. Nie mogę uwierzyć po prostu że on może tak mówić wiedząc że mnie to rani. Nie mogę uwierzyć w to że mój płacz go nie rusza, że może z niego szydzić. Ale z drugiej strony - faktycznie, to nic nie daje poza moimi podpuchniętymi oczami. Spróbuję się zebrać w sobie. Boję się tylko że on sobie z tego wyciągnie wniosek taki, że chyba nic się nie stało skoro ja zachowuję się jakby nigdy nic.
Ty mu nie tłumacz, że ma się tak czy tak nie odzywać, tylko pokaż mu, że tego nie tolerujesz. Pisałam w poprzednim poście jak możesz to zrobić. I nie stosuj potoku słów i morałów bo to NIC nie da, tylko Twoje zachowanie może zmienić jego zachowanie.
Nie płacz i nie histeryzuj choćby Cię skręcało. A jak nie możesz już wytrzymać to wyjdź na spacer i wtedy się wypłacz. Wszystko leży w naszej głowie, więc nie ma rzeczy niemożliwych.
Naucz się zachowywać tak żeby Cię to nie ruszało. Chyba chcesz być w końcu spokojna i szcześliwa? Tak? No to bierz się do roboty.
On się tak zachowuje, bo właśnie widzi, że Ciebie to rani, a ma tego nie widzieć, ma myśleć, że to po Tobie spływa, dopiero wtedy go to ruszy.
Ty musisz się zebrać w sobie, a nie tylko próbować to zrobić. Zmuś się do tego i nie bój się że On wyciągnie z tego błędne wnioski, bo chyba jest na tyle inteligentny, że zrozumie, że zaczęłaś się szanować i automatycznie sam zacznie to robić.
zakochana__85 napisał/a:Po drugie: nie rób problemów z niczego
violet30 napisał/a:Nad tym też się zastanawiałam - czy to może ja przeginam. I nie potrafię się ocenić obiektywnie. Może przez ten długi okres czasu kiedy między nami stopniowo zaczynało się psuć narosło we mnie sporo żalu i przez to stałam się bardziej krytycznie nastawiona. Karuzela się napędziła. Ale z drugiej strony.. nie chcę sytuacji że uśmiecham się na wszystko i nawet jak mi coś nie pasuje to to przemilczam. Wydaje mi się że jak zwracam mu na coś uwagę to robię to spokojnie, na pewno nie chcę wywołać awantury. Tylko że w sumie awantura i tak się wywołuje bo mąż denerwuje się że w ogóle mu uwagę zwracam. No i czasem faktycznie moje żale wyglądają jak fochy - moja wada, staram się pracować ale nie zawsze mi wyjdzie. Problem w tym że jak mi nie wyjdzie to mąż od razu się wścieka że widocznie się nie staram. Błędne koło.
Nie rób problemów o błahe sprawy, a jeśli On przegina to nie dramatyzuj i nie rób fochów tylko krótko zakomunikuj mu że sobie już na to nie pozwolisz. Pamiętaj tylko żeby unikać długiej gadaniny. Jedno zdanie wystarczy. A jeśli się obrazi to OK. Nie stresuj się tym, nie ulegaj . Jedna, druga taka sytuacja i zacznie zachowywać się inaczej i będzie liczyć się z Twoimi uczuciami.
zakochana__85 napisał/a:Po trzecie: jeśli rzeczywiście przegina i niestosownie do sytuacji podnosi ton i w taki sposób się do Ciebie odzywa to weź w końcu Ty dziewczyno zacznij unosić się honorem
violet30 napisał/a:No raczej się starałam zawsze bez obrazy wytłumaczyć coś. Poza tym wiedząc że on nie podejdzie przeprosić to ja podchodziłam żeby załagodzić sytuację - szkoda mi było czasu na nieciekawe atmosfery. Teraz uniosłam się honorem - od piątku nie rozmawiamy. Jest mi ciężko, ale nie chcę żebrać o rozmowę. Poza tym czasem kiedy uniosę się honorem to jestem oskarżona o stawianie foch. I bądź tu człowieku mądry!
Nie rozumie czegoś. Szkoda Ci czasu, a i tak ten czas Wam ucieka. I wiesz dlaczego? Właśnie dlatego, ze wciąż robisz to samo. Nie masz nic do stracenia, a boisz się zmienić taktykę.
Jeśli będzie widział teraz że obecna sytuacja bardzo Cię dręczy to zapewne nie przyjdzie porozmawiać, bo On już wie że i tak zrobisz to Ty. Wyjdź gdzieś dzisiaj. Bądź wesoła. Czytaj, oglądaj tv, idź na zakupy, do koleżanki. Niech wie, ze świat Ci się nie zawalił, a zobaczysz, że zechce znowu być częścią Twojego świata, tylko nie wieszaj się mu od razu na szyje.
zakochana__85 napisał/a:I rzeczywiście musisz się wyciszyć, ZAJĄĆ SOBĄ i cieszyć innymi rzeczami, aby On widział, że to iż nie rozmawiacie ze sobą nie wpływa niekorzystnie na inne sfery Twojego życia.
Tylko wtedy zacznie się kontrolować, nie bój się zachować w ten sposób, bo wkrótce możesz cieszyć się owocami swojej zmiany.
violet30 napisał/a:To dla mnie największy problem. Bo kiedy jesteśmy pokłóceni nie potrafię normalnie funkcjonować. Nie potrafię się cieszyć bo gryzą mnie te problemy. Tak strasznie dodatkowo mnie denerwuje jak widzę że mąż czasem się świetnie bawi kiedy w naszym małżeństwie tak źle się dzieje. Nie wiem czy to dla mnie rzecz do przeskoczenia.
To naucz się normalnie funkcjonować. To nie jest takie trudne, ale Tobie najwyraźniej się nie chce.
No właśnie Ty masz się tez w tym czasie dobrze bawić.
To nie jest trudne do przeskoczenia, wystarczy postanowić że dasz radę tego dokonać i zacząć w końcu coś z tym robić, a nie użalać się że to niemożliwe i jak Ci jest źle.
zakochana__85 napisał/a:Po czwarte bądź konsekwentna . Jeśli powiedziałaś że coś zrobisz to MUSISZ to zrealizować do końca. Jeśli to On zachował się źle to NIE MOŻESZ Ty przychodzić z przeprosinami, bo ewidentnie z tego co piszesz wynika, że On Tobą manipuluje, wprowadza w poczucie winy, bo ma 100% pewności że Ty przylecisz z płaczem i chęcią pogodzenia. Zaskocz go wreszcie babo
Nie przychodź. Zachowuj się tak jakby Cię Wasze ciche dni nie ruszały.
violet30 napisał/a:Fakt - tu też u mnie problem. Dlaczego? Bo po pierwsze nienawidzę takiej atmosfery i chcę jak najszybciej z niej wyjść, po drugie często sytuacje nie są tak typowo jednoznaczne - wina nie leży w 100% po jednej stronie. I tu wg mnie warto wyjaśnić czasem w kilku zdaniach nasze intencje - bo dużo sprzeczek wynika z NIEPOROZUMIEŃ. Dlatego podchodzę. Ale to chyba nie działa. On tego tak nie widzi. U niego wina jest zawsze u tego kto zaczął. A wg niego zaczynam zawsze ja. Nie ma nieporozumień. MOJA wina że coś źle odebrałam. MOJA wina że się nieprecyzyjnie wyraziłam. Po drugie tak trudno mi uwierzyć w jego wyrachowanie....
Oczywiście, że warto sobie to wyjaśnić, ale to musiałyby chcieć dwie osoby.
To zrozumiałe, że nienawidzisz takiej atmosfery, ale robisz wszystko, by ona występowała, uniżając się non stop przed nim. Masz wpływ na zmianę Waszego związku, ale jeśli pozostawisz to tak jak jest teraz to całe życie będziesz płakała i cierpiała.
Obwinia Cię o wszystko, bo nie wyrobiłaś sobie jego poważania i szacunku.
zakochana__85 napisał/a:Po szóste: SZANUJE SIEBIE bo tylko wtedy inni będą szanować Ciebie.
violet30 napisał/a:Zgadzam się. Nie wiem czemu tak późno to dostrzegłam że przestałam siebie szanować. Co do karania - nie lubię kar. Wolę pogadać. .
NIGDY nie jest za późno by ten szacunek sobie wyrobić. Pamiętaj o tym.
"Nie lubię kar, wolę pogadać" Mam wrażenie, że niczego nie rozumisz. A kto lubi kary? Nikt. Chodzi o pokazanie, że nie jesteś łatwa, że oczekujesz szacunku i nie potrafisz od razu zapomnieć o wszystkim. Takie zachowanie po jakimś czasie doprowadzi do tego, ze zanim On zrobi coś głupiego najpierw się dwa razy zastanowi, bo będzie wiedział, że Ty nie tak łatwo o wszystkim zapominasz i szanujesz siebie.
Przemyśl wszystko i sama zdecuduj jakie życie wybierasz. Pamiętaj tylko, że zmianą swojego postępowania możesz tylko zyskać. Nie będzie to jednak wszystko łatwe, baaa będzie bardzo trudne, no ale korzystne dla obu stron. Uwierz w siebie.