wszyscy zdradzeni którzy przebaczyli, mam do was prośbę,napiszcie mi jak po powrocie partnera poradziliście sobie z zazdrością i innymi problemami z tym związanymi.Bardzo kocham żonę która wróciła do mnie ale kompletnie sobie nie radzę i jest coraz gorzej,proszę piszcie a wyciągnę wnioski i w ten sposób bardzo mi pomożecie.Pozdrawiam.
Wybaczylam dwa razy i choc bylo ciezko jakos to szlo ,ale z zazdroscia sobie nie poradzilam , zawsze mialam w glowie mysl , ze zdradza i klamie, nie przetrwalo , teraz ten ktos odszedl na zawsze i juz go nie ma , nie bylismy dla siebie, pogodzic sie nie mozna , a zyc trzeba dalej. MYSLE, ZE JESLI JESTES PEWIEN SWOJEJ MILOSCI TO WALCZ.Kazdy mainny sposob, ale nigdy nie oszukuj siebie ,nie udawaj , jesli cos cie niepokoi to mow, ale tez nie mozna ciagle tej zdrady wypominac, zona wrocila do ciebie po zdradzie, skoro to zrobila to daj jej szanse, by mogla takze uczestniczyc w odbudowie waszego zwiazku. Czasem zastanawiam sie czy warto wracac?Sama nie umiem sobie odpowiedziec na to pytanie, bo w koncu i tak odszedl uklada sobie nowe zycie, a moje proby mi mo milosci nic nie daly. ale o milosc i uczucie ttrzeba walczyc kazdego dnia...
Ja kiedyś zostałam zdradzona... Wybaczyłam. Ale nie zapomniałam. I nie ufałam tak jak kiedyś. Ciągle wydawało mi się że kłamie... Dlatego nasz związek nie przetrwał...
jeszcze jeden przyklad ,ze bedzie ciezko , zdrada to wiekszosci wypadkow oznacza koniec....ale zawsze mozna probowac...powodzenia...
Ja też byłam zdradzona i zdradziłam. Myśle z perspektywy czasu że od tego wszystko zaczeło się psuć. Niby wybaczyłam ale potem ja zdradziłam (on o tym do dzisiejszego dnia nie wie) i ta zdrada pokazała mi że jest jakiś inny świat. Miałam wyrzuty sumienia. Wszystkie jego wady których wcześniej nie widziałam zaczełam zauważać i to zaczeło mnie drażnić. Mamy teraz dziecko i rozstalismy sie w tym tygodniu. Myśle że gdyby nie te zdrady moglibyśmy żyć normalnie, a tak nawet nie mieszkaliśmy razem, bo ja nie umiałam i nie umiem odpowiedziec sobie na pytanie co ja chce w życiu. czy ja wogóle go kocham i czy ja chce z nim być?!
6 2010-09-12 15:31:01 Ostatnio edytowany przez granda (2010-09-12 15:54:44)
Mój mąż wrócił po zdradzie na ok, 1,5 tygodnia do domu. Utwierdzał mnie w przekonaniu, że nie spotyka się już z tamtą kobietą i nie utrzymuje żadnych kontaktów .I chciałam jakoś zapomnieć o tym, co się stało , a przynajmniej starałam się . Niestety zauważyłam ,że mydlił mi zwyczajnie oczy i dalej oszukiwał. W końcu nie wytrzymałam i wywaliłam go . Dzisiaj nie potrafiłabym mu już zaufać , a zdrady i tych oszustw nie wybaczę mu nigdy , chyba
) Moim zdaniem możesz próbować, czasami związki po zdradzie są mocniejsze , bo obydwie strony wiedzą, co mogą stracić, ale tak chyba jest tylko w wypadku , gdy w grę wchodzi prawdziwa , bezwarunkowa miłość , tylko czy w bezwarunkowej, czystej miłości zdarza się zdrada ? Życzę powodzenia ![]()
Minal rok i kilka dni, boli jak cholera,l kazdego dnia ten dramat rozgrywa sie od nowa i od nowa w mojej glowie i moim sercu. Czasem zdarzaja sie chwile, kiedy zapominam i czuje sie szcesliwa jak dawniej, ale one sa jak blyski flesza, znikaja sie szybciej, niz pojawiaja. Choc maz bardzo sie stara, a ja mam podejrzenie, ze cala sprawa mogla byc zmanipulowana, a on sam nafaszerowany jakims swinstwem, nie pomaga mi to w ogole, a raczej wprowadza jeszcze wiekszy zamet w uczucia. Moja milosc byla tak wielka, ze zylam w samolubnym przeswiadczeniu, ze nic nie jest w stanie jej zniszczyc. Dzis juz nie jestem taka pewna. Tak naprawde nie wiem, co bedzie jutro.
Już minęło 10 lat, więc jak widzicie, można wszystko utrzymać. Tylko czasem coś ukłuje, wspomnienie zaatakuje znienacka. Moja pewność siebie gdzieś przepadła. Staram się to ukryć, nikt ze znajomych zapewne nawet się nie domyśla, że czasem chowam się za jakąś beznadziejną maską. W sumie nie wiem, czy mój związek jest teraz ok, czy nie. Najczęściej jest dobrze. Wiem, że on nie ma nikogo innego, że spróbował raz i ma dość... ale czasem pojawia się myśl, że nie zasłużyłam sobie na taki ból, na takie trzęsienie ziemi.
9 2010-09-13 11:12:31 Ostatnio edytowany przez dziutka (2010-09-13 11:13:05)
Witam. Ja wybaczałam dobre kilka razy, po pierwszym stwierdziłam ze pewnie nigdy to sie wiecej nie powtórzy, po kolejnej zdradzie wybaczałam "dla dzieci" i "co ludzie powiedzą", az powiedziałam sobie dość!!..pierwsza zdrada była wiadomo najgorsza, bolało strasznie. po wybaczeniu strach i tak pozostał. czułam się upokorzona. to trzeba przeżyć żeby zrozumieć.. Ja żałuję że ciągnęłam to kilka lat.. ale teraz mam nowe życie, nowego partnera i jestem szczęśliwa choć bać się nigdy nie przestanę że znowu może mnie to spotkać bo nigdy nie jest się pewnym w 100% niestety.
Podejrzewałam wcześniej, że mój mężczyzna mnie zdradził bo stał się nienaturalnie milczący i kilka razy wypytywał mnie, czy gdyby mnie zdradził zakończyłabym nasz związek. Moje wątpliwości rozwiały się w Dzień Kobiet, kiedy to ,,w prezencie" otrzymałam potwierdzenie podejrzeń. Przyznał się do zdrady...
Cierpiałam bardzo a serce prawie pękało mi z bólu. Krzyczałam, że nie zasłużyłam na to wszystko, że gdyby powiedział mi o tym ktoś obcy nie uwierzyłabym, że jest do tego zdolny. Gdy złość minęła płakałam i błagałam, żeby mnie nie zostawiał, bo nie mam nikogo oprócz niego.
W momencie, kiedy z rozpaczy niemal dostałam padaczki mój mężczyzna najbardziej żałował swojego kroku. Płakał wraz ze mną, mówił, żebym go nawet uderzyła ale żebym się uspokoiła, bo jeśli coś mi się stanie on nie przeżyje beze mnie.
Bardzo dużo rozmawialiśmy i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Doszliśmy do wniosku, że zawiniliśmy oboje bo ja byłam zbyt zapatrzona w siebie a on zamiast powiedzieć, że czuje się zaniedbywany poszedł do tamtej. Postanowiliśmy dać drugą szansę miłości bo nie chcieliśmy, żeby jedno wydarzenie przekreśliło nasze uczucie i wszystkie piękne chwile, jakie razem przeżyliśmy. Ciężko było pozbyć się żalu i podejrzeń, że to może zdarzyć się raz jeszcze. Ale wiedziałam, że jeśli chcemy iść naprzód muszę wybaczyć.
Obecnie nadal jesteśmy razem i mogę z czystym sercem powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Teoretycznie zdrada umocniła nasz związek bo dzięki temu zaczęliśmy więcej ze sobą rozmawiać. Warto było spróbować od nowa ![]()
Obecnie nadal jesteśmy razem i mogę z czystym sercem powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Teoretycznie zdrada umocniła nasz związek bo dzięki temu zaczęliśmy więcej ze sobą rozmawiać. Warto było spróbować od nowa
Gothka, z całego serca życzę Ci, żebyś za kilka lat powiedziała to samo. Ja też wierzę, że nasz związek się wzmocnił, choć czasem zastanawiam się, czy nie wmawiam sobie tego, żeby zagłuszyć upokorzenie. Ja nie błagałam, dałam mu wybór. Oczywiście, że płakałam, ale raczej nie w jego towarzystwie. Ale jednak do tej pory zastanawiam się, czy nie warto było jednak tych walizek wystawić.
Nie zrozumie tego nikt, kto nie był w takiej sytuacji.
Widzisz, Ettie, ja nie zrzucam całej winy na mojego partnera. Przeanalizowałam swoją postawę w czasie, kiedy zostałam zdradzona, przeczytałam mój pamiętnik, pomyślałam... Nie staram się usprawiedliwić zdrady ale wtedy zawiniłam i ja i mój facet. Oskarżam nas obydwoje o brak dojrzałości i szczerej rozmowy. Dorośli, tworzący poważny związek ludzie w czasie, kiedy czują, że coś jest nie tak powinni ze sobą porozmawiać a nie uciekać każdy w swój świat. My popełniliśmy błąd oboje.
Bolało nas tak samo mocno, chociaż każde w inny sposób. Ja zostałam zdradzona, on zdradził kobietę, którą kocha. Ziemia nam się zatrzęsła, ale nie rozstąpiła.
Gdybym uniosła się wtedy dumą dziś bardzo bym żałowała. Bolało, ale teraz, kiedy jest już dobrze, każda chwila razem smakuje podwójnie dobrze.
mysle, ze nalezy rozroznic wybaczenie od zgody na wspolne zycie pod jednym dachem. To nie jest to samo. Tak dlugo jak wracamy mysla do zdrady tak dlugo nie ma wybaczenia.... nawet jak spimy w jednym lozku.
Co czlowieka pcha do zdrady? Moze po odpowiedzi na te pytanie latwiej bedzie poradzic sobie z sytuacja.
1. kompleksy, obnizone poczucie wlasnej wartosci
2. nieumiejetnosc rozwiazywania konfliktow
3. alkoholizm
4. brak empatii
5. brak kregoslupa moralnego
6. patologiczne wzorce wyniesione z domu rodzinnego
7. choroby psychiczne
tylko tyle przyszlo mi do glowy... na teraz
...i jakos tak sie sklada, ze do kazdego wyliczonego powyzej problemu potrzeba pomocy z zewnatrz... mysle o dobrym psychologu albo psychiatrze oraz terapii w osrodkach od uzaleznien.
Jesli zdradzajacy szuka pomocy by zlikwidowac zrodlo swej "wpadki" to jest to dla mnie ogromna zacheta do wybaczenia.
Jesli uwaza, ze jest normalny i jest z nim wszystko OK... to sorry ale niech spada na drzewo
Moj siedzi na drzewie i nie podpowiem mu co ma zrobic, bo zrobi to by mnie zadowolic i dostac nagrode.
Jak dlugo nie widzi w sobie problemu (w swoim mysleniu, kompleksach etc) tak dlugo nie zbliza sie nawet do granicy wybaczenia
Kochani przerażacie mnie ,czy to musi naprawdę się tak skończyć ?O nie ze mną tak nie będzie,zrobię wszystko i wiem że że mi się uda .Za bardzo ją kocham żeby się poddać.Co nas nie zabije,to nas wzmocni.To motto mojej żony i teraz je wykorzystam.!!
Pio, mnie się udało więc będę trzymać za Ciebie kciuki
Masz racje, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Warto walczyć o miłość ![]()
Gotha ,jak napisałem na wstępie ,chciałem poczytać Wasze zwierzenia i wybrać co najlepsze aby ratować mój związek,niestety homo sapiens jest indywidualistą i nie ma dwóch takich samych osób ani zdarzeń,ani problemów .Mamy ten przywilej że jesteśmy sobą,a morze to kara.I myślę że wszyscy z nas też są gatunkiem ,i mamy swoje instynkty .Wilk zabija,a człowiek niestety robi co chce.I chyba nie ma większej prawdy.!!Ludzie czy wy zdajecie sobie sprawę że zwierzęta są lepsze od nas!!!Pomijając wszystko bardzo mi pomagacie ,czytam dokładnie to co piszecie i postaram się uniknąć błędów które Wy popełniliście,i mam nadzieję że ludzie z podobnymi problemami znajdą nasze teksty i to im pomorze .Nie myślmy tylko o sobie.Pozdrawiam.
SZCZEGÓLNE podziękowania,Gothka jesteś równa babka.
Zajrzyj na http://www.byłeżony.pl/ Tam może poznasz bardziej psychikę kobiety,może to Ci pomoże.Ile zdrad tyle rozwiązań i przemyśleń.Życzę powodzenia, wiem że jest Ci trudno:)
Pio, dziękuję za komplement
Mam nadzieję, że moje doświadczenie w jakiś sposób Ci pomoże. Oczywiście, że nie ma dwóch takich samych ludzi i dwóch takich samych historii ale warto korzystać z doświadczeń innych.
Dziekuje Ci Pio za Twoja determinacje. Jakos nie potrafie juz patrzec na meza tymi samymi oczami. Tez bym chciala, podobnie jak Ty, moc powiedziec, ze sie nie poddam i bede walczyc. Ale czyje w sobie tyle zlosci, zalu i bezzsilnosci, ze juz nawet sama nie wiem, czy kocham. Bede czerpac z Twojej sily, zeby sie nie poddac, zeby nauczyc sie kochac meza jeszcze mocniej, moze inaczej... Z calego serca zycze Ci sily, aby wytrwac w postanowieniu. Im wiecej nas przetrwa, tym wiecej bedzie sensu w walce o odbudowe zwiazku.
Ja mężowi wybaczyłam zdradę, choć początkowo myślałam, że umrę z rozpaczy. 3 tygodnie się cieszył moim wybaczeniem, potem znów zaczął z tą samą panną kontaktować się przez gadu i maila (byłam tego początkowo nieświadoma). Stwierdziłam, że muszę wytrzymać pod wspólnym dachem do Komunii córki. Dzień po niej on się wyprowadził, ale wtedy już coś we mnie pękło i stwierdziłam, że mi to wisi. Miałam dość zdrady emocjonalnej, kłamstwa, fałszu, tchórzostwa (wyprowadził się, gdy byłam w pracy, bo nie umiał mi spojrzeć w oczy). Postanowiłam sobie, że nie będę się kontaktować, pisać, rozmawiać, itp.
A on wrócił po pierwszym dniu, bo nie mógł bez nas wytrzymać. Przyjęłam po raz kolejny z wielką dozą sceptycyzmu i poczuciem krzywdy, dla dobra dzieci.
Jednak od maja jest cudownie. Odzyskałam spokój ducha i wiarę, że naprawdę mnie kocha. Czuję to i widzę w każdym geście, słowie, czynie. Myślę, że to jakiś cud, jeszcze pół roku temu byłam przekonana, że weźmiemy rozwód.
Ale to mój mąż się zmienił. I to jest najważniejsze. Jeśli ''zdradzacz'' czuje prawdziwą skruchę, stara się zadośćuczynić, zrywa wszelkie kontakty z panienką i robi wszystko, by okazać swą miłość - da się naprawić nawet największą krzywdę. Przynajmniej mi się tak wydaje, choć kilka miesięcy temu tonęłam we łzach i miałam myśli samobójcze.
bo moze to powinny byc takie etapy:
- trzeba przyjac, ze poprzez zdrade totalnie zburzylo sie "stare malzenstwo". NIE MA JUZ TAMTEGO MALZENSTWA. I powiedziec to sobie wzajemnie i wyraznie.
- wyrzucic z siebie wszystkie zle emocje, placz, zal, pretensje... jednym slowem"opluc" sie nawzajem pretensjami
- zaczac sluchac partnera ze zrozumieniem (a nie jako podklad dzwiekowy do naszych mysli)
- zaczac budowac cos nowego, innego, lepszego... tylko zawsze bede to mowic, strona zdradzona i zdradzajaca musi isc na terapie (i nie mam zadnych honorariow z zadnej poradni psychologicznej
)
ja probowalam wybaczyc zdrade. Z naciskiem na PROBOWALAM. ale nie wyszlo. nie potrafilam zapomniec, zaufac, zyc dalej...
Caly czas mialam to przed oczami. Z reszta partner mial projekcje, bo sam zdradzil, a przypisywal pozniej mnie to samo, ze niby z zemsty go zdradzilam... Zenada. Moze jakby mial inne podejscie byloby inaczej- nie wiem.
Za pierwszym razem jak mnie zdradził, to mu przebaczyłam...
Ale drugiej zdrady już mu nie podarowałam, to był już podwójny, śmiertelny cios w samo serce...
mika wyglada na to ze chyba za latwo wybaczylas za pierwszym razem...
Ja ogolnie wybaczania zdrady nie polecam.... Czlowiek strasznie poturbowany po czyms takim jest. Lepiej sie rozstac...
Ja nie wiem jakie musialyby byc okolicznosci, zeby wybaczyc... sprobowac
Mąż mnie zdradził jakiś miesiąc temu ,bolało i boli ,ale przyznał mi się zaraz jak to nastapiło bo w dość typowych albo nietypowych okolicznosciach ,impreza alkohol zbyt dużo za dużo by myśleć ,myslał że nic nie nastąpi ,poszedł spać ale niestety kobiety też potrafią zaskakiwać i stało się zbyt wiele nie pamięta ale skapnął się po przebudzeniu, jak mi opowiadał to był ból ,wycie do księżyca co zrobił co zrobił ale było już za póżno ,nieświadomość która towarzyszyła ja nawet nie wiem czy to był sex ,poprostu ja tak to sobie tłumacze może jestem naiwna i pozwalam sobie zamydlić oczy ale mu wierze przynajmiej się staram bo nigdy mnie nie zawiódł po naszym 15 stażem małżenskim.nie przebaczyłam mu ale dałam drugą szanse ,ale się staram narazie to za wielki ból .....jak wierzycie mogło tak nastąpić .bo ja głupieje od tych myśli ,mąż zaklina się że tak było....
Mąż mnie zdradził jakiś miesiąc temu ,bolało i boli ,ale przyznał mi się zaraz jak to nastapiło bo w dość typowych albo nietypowych okolicznosciach ,impreza alkohol zbyt dużo za dużo by myśleć ,myslał że nic nie nastąpi ,poszedł spać ale niestety kobiety też potrafią zaskakiwać i stało się zbyt wiele nie pamięta ale skapnął się po przebudzeniu, jak mi opowiadał to był ból ,wycie do księżyca co zrobił co zrobił ale było już za póżno ,nieświadomość która towarzyszyła ja nawet nie wiem czy to był sex ,poprostu ja tak to sobie tłumacze może jestem naiwna i pozwalam sobie zamydlić oczy ale mu wierze przynajmiej się staram bo nigdy mnie nie zawiódł po naszym 15 stażem małżenskim.nie przebaczyłam mu ale dałam drugą szanse ,ale się staram narazie to za wielki ból .....jak wierzycie mogło tak nastąpić .bo ja głupieje od tych myśli ,mąż zaklina się że tak było....
no to uwierz mu
Dzięki za odpowiedz ,nazwę Cie jabłuszkiem ,myślę że twoja teoria jest dobra jeśli się bardzo kocha i potrafi się z tym pogodzić u mnie jest tak że jak jest to jest gorycz, żal ,ale jak go nie ma to jest właśnie ta pustka i ja chyba wolę aby był .............pozdrawiam
wiem że ona chce być ze mną ,być morze już nie kocha mnie tak jak kiedyś,ale chce i to jest najważniejsze.Problem teraz tkwi we mnie nie umiem zaufać,kłócę się,wybucham,nie zawsze się kontroluję.Wiem że to minie,ale kiedy?Wiem że wypominając Jej szkodzę sobie,nie wiem ,zobaczymy,poczekamy,widzę że jej zależy ,chyba będzie dobrze.
Witam!Od dnia w którym się dowiedziałam o zdradzie mojego męża minął rok,wybaczyłam i zarazem pokochałam jeszcze bardziej,oboje dostrzegliśmy w naszym związku coś czego przedtem nie było,czasami wracają wspomnienia ale na ogól jest super.On też bardzo się zmienił i dostrzegł wiele rzeczy o których wcześniej nie miał pojęcia.Powtarza że bardzo załuje i nigdy więcej mi tego nie zrobi bo ma za duzo do stracenia.Kocham meza i nie wyobrazam sobie życia bez niego-teraz w końcu jest idealnie.
ZAZDROSZCZĘ WAM ŻE WY I WASZE POŁÓWKI TAK WALCZĄ O TĘ MIŁOŚĆ U MNIE TAK NIE JEST JA NA POCZĄTKU CHCIAŁAM ROZWODU PÓŹNIEJ MÓJ MĄŻ MÓWIŁ ŻE CHCE ZE MNĄ SPRÓBOWAĆ BO MNIE KOCHA JA NIE MOGŁAM SIĘ PRZEŁAMAĆ WIEDZIAŁAM ŻE MOJA MIŁOŚĆ DO NIEGO WYGASA A KIEDY SIĘ JUŻ NA DOBRE ZDECYDOWAŁAM ŻE ZACZYNAMY NA NOWO ON OZNAJMIŁ ŻEBYM SIĘ NIE ANGAŻOWAŁA ZA BARDZO BO ON JEST NIE DO KOŃCA ZDECYDOWANY JUŻ MNIE NIE KOCHA I CZASEM MYŚLI ŻEBY ODEJŚĆ
I ZROZUM TU FACETA
Ja ogolnie wybaczania zdrady nie polecam.... Czlowiek strasznie poturbowany po czyms takim jest. Lepiej sie rozstac...
Ja nie wiem jakie musialyby byc okolicznosci, zeby wybaczyc... sprobowac
Zgadzam się. A już najwiekszą krzywdą jest wybaczać dla dobra dzieci. Nie ma chyba nic gorszego, niż szkraby obserwujące męczących się ze sobą rodziców, które potem taki antywzorzec relacji powielają w swoich przyszłych związkach...
Scarlet To ja Ci napiszę, do wybaczenia trzeba baredzo silnej miłości. Sam wybaczyłem częściowo, ale na szczęście są takie sprawy, które pozwalają zapomnieć o tym czego się nie wybaczyło. Czy to akurat prowadzi do całkowitej naprawy związku. Na pewno nie z punktu widzenia osoby zdradzonej, bo jej ból będzie bardzo mocno przeszkadzał w normalnym funkcjonowaniu, a najgorsze to, to że ma jedynie sznsą - a nie pewność, że starania partnera ukoją to co pozostanie wyryte na nim, mimo starań zdradzającego.
Alutka, nie wybacza sie dla dzieci, wybacza się dla sibie, nawet nie dla zdradzonego, ale dla siebie bo to jeden, ze sposobów na ukojenie bólu. Sa inne owsze, ale to jedyny, gdy jednak nadal chce się ciągnąć wspólny wózek. Z uwagi na pojmowane szeroko dobro dzieci, można trwać w związku, ale nie wybaczyć, to zbyt osobiste. To tak jakbyś wybaczała też za dzieci.
Madziuś to nie jest tak, że jedyną osobą w związku , który ma odwalić całą robotę, jest zdradzający. Zdrada bierze się z jakiś przyczyn, a zazwyczaj pracują na nie dwie strony. Miłość to potężna broń, ale bez wspierania się, przez wahanie się, nie raz można utracić coś, co dało by się uratować. A szkoda. Ale jesteśmy zazwyczaj mądrzy po szkodzie.
A ja nie mam problemu z wybaczaniem, bo nikt mnie o to nie prosił. Mój mąż odszedł ( właściwie, to ja go wyrzuciłam , ale wybór partnera życiowego należał do niego ) Powiedział, że mnie nie kocha, szkoda tylko, że mnie okłamywał i prowadził podwójne życie, bo to boli. I sama nie wiem, czy mu kiedyś wybaczę , bo patrząc dzisiaj na nasz związek nie czuję się winna temu, co się stało ( a podobno winne są zawsze dwie strony ) . I Jak miał problem, to mógł przyjść i o nim porozmawiać , ale widocznie nie dorósł do roli ojca i męża . Łatwiej przecież pocieszać się w ramionach innej . Jak to mówią : " Cudze " zawsze lepsze ......
Oj granda, ależ zawsze jest wina dwóch stron. Skoro kiedyś Twój mąż CIę kochał, a potem przestał. No zastanów się, czy to jedynie jego wina? Miłość trzeba pielegnować i podsycać, to harówka, a skoro on przestał kochać to niestey, ale trudno się zgodzić ze było ta to jednostronna wina. Miłośc nie pojawia się ot tak , ani nie wygasa. Co do tego że prowadził podwójne życie, pewnie się wahał, zbierał odwagę. Piszesz, że jak miał problem to mógł przyjść i porozmawiać. A co to oznacza? Że nie rozmawialiście ze sobą, nawet o problemach. Gdybyście ze sobą normalnie rozmawiali, wogóle rozmawiali , a nie byli obok siebie, to po pierwsze problemów by nie było wogóle. Ale skoro Ty nie potrafiłaś dostrzec w swoim związku że te problemy są, albo na coś się święci, to muszę napisać, że zawiodłaś również. On był tym słabszym ogniwem, któremu w związku, które należało najwyraźniej wzmocnić.
Oj Dunkis
Lubię Twoje wypowiedzi . Musiałabym Ci opisać bardzo dużo spraw . Co do rozmowy, to właśnie rozmawialiśmy i to dużo . O różnych rzeczach . Rozwiązywaliśmy wspólnie problemy, gdy się pojawiały i staraliśmy sobie wzajemnie pomagać . Nie ma małżeństw idealnych , każde przeżywa kryzysy , mniejsze czy większe, ale po to ma sie rozum, by go używać .
Nie zgodzę się jednak, że się wahał i zbierał odwagę. Wahać, to on się mógł ,ale zanim poszedł do ołtarza .A kochał mnie do czasu pojawienia się tej drugiej . Nie opiszę Ci charakteru mojego męża, napiszę, że ma niesamowity dar przekonywania i gdyby był księdzem ,miałby bardzo dużo wiernych
Nie wiem, w którym miejscu zawiniłam, nie wiem, być może i jest moja wina , ale jej nie dostrzegam . Po prostu mój mąż się łąjdaczył , a że mu się spodobało to i stało się tak , a nie inaczej .Takie życie mu odpowiada - bez obowiązków , bez nas . Boję się, że pewnego dnia będzie chciał wrócić . Pogodziłam się z losem i niech tak pozostanie . Czasami sobie popłaczę, a za chwilę myślę : za kim ? Mam wspaniałą córkę , która daje mi radość i siłę do życia . To dla niej robię to, co robię, by było jej w życiu jak najlepiej . Szkoda, że niektórzy nie potrafią docenić tego co mają. Ech... " w życiu piękne są tylko chwile ......."
Dunkis dziękuję za odpowiedz na mój post, proszę o jeszcze ![]()
Alutka, nie wybacza sie dla dzieci, wybacza się dla sibie, nawet nie dla zdradzonego, ale dla siebie bo to jeden, ze sposobów na ukojenie bólu. Sa inne owsze, ale to jedyny, gdy jednak nadal chce się ciągnąć wspólny wózek.
Tu sie zgodze z Dunkisem - wybacza sie tylko i wylacznie dla siebie.
Ja po rozstaniu niemalze pielegnowalam w sobie to uczucie pokrzywdzenia, bol jakby dawal mi powod do istnienia.
Dlugo nie moglam sie pogodzic z tym co sie stalo i pewnie przez to pozbieranie sie do kupy po tym wszystkim zabralo mi tyle czasu.
Granda - Mnie tez byly nie prosil o wybaczenie. Prawde powiedziawszy nadal mnie unika jak diabel swieconej wody.
Ale nie musial o to prosic.
Po kilku miesiacach sama doszlam do wniosku ze nie powinnam ciagnac ze soba tej krzywdy przez zycie. Sama sobie tym szkodzilam.
Chcialam z nim porozmawiac ale on nie mial odwagi, by spojrzec mi w twarz albo chociaz odebrac telefon. Wiec napisalam mu to.
I naprawde mi ulzylo.
Nie zrobilam tego dla niego; absolutnie nie po to zeby jemu pomoc czy uspokoic jego sumienie.
Tak ja, tak i on wie, ze to co zrobil bylo podle i wstretne. I nie swiadczy o nim dobrze jako czlowieku. Ale pomimo wszystkich jego wad - kochalam kiedys tego mezczyzne. I chce zachowac dobre wspomnienia a nie kisic sie w nienawisci.
I to jest moj prezent dla samej siebie.
Z własnego doświadczenia wiem, ze takiego zwiazku nie warto ciągnąć bo to zawsze wraca.Zawsze te mysli bedą towarzyszyc choc bysmy niewiem jaki starali to juz jest plama na całym zwiazku. Wlasnie rozstałam sie z partnerem po 7 latach i wiecie co?? JESTEM Z SIEBIE DUMNA. Wzięłam na szale zalety i wady i zastanawiam sie co ja w nim widzialam , dupka ktory zabawial sie z innymi kobietami i myslał ze tak bedzie dalej bo kiedys wybaczyłam.A teraz robi w gacie bo tamta puscila go kantem ale drogi powrotnej nie ma. Zrozumiałam ze gdyby kochał nie ma takiej mozliwosci zeby zdradził...impuls? jaki impuls...trzeba myslec glową a nie d..pą.