Dianaa napisał/a:jeżeli by chciała mieszkać sama, opłacać rachunki, i szkołę to się jej to nie uda(!).
Trzymaj się tematu. Nie mówimy o tym, jak ciężko w Polsce jest wyprowadzić się z domu i pójść na swoje, ale o dokładaniu się do domowego budżetu i związanej z tym postawy. Nikt tu nie neguje, że połączenie pracy z edukacją jest trudne.
Nie wiem, dlaczego zakładasz, że realia kraju, w jakim ja również żyję, bagatela dłużej niż Ty są mi kompletnie obce. Ja dobrze wiem, jak to wygląda, mieszkam sama od 15 roku życia, a utrzymuję się bez niczyjej pomocy od 18. Więc jesteś pewna, że nie znam tej rzeczywistości?
Dianaa napisał/a:Tak studia pomogą JEJ i JEJ rodzice powinni jej pomóc finansowo na tyle ile mogą, ona sobie będzie opłacać ile tylko będzie mogła ale bez pomocy sobie nie poradzi. I możesz pisać brednie typu że może podjąć dodatkową pracę, roznosić ulotki, jakieś dodatkowe zajęcia a ja i tak stwierdzę że nic jej z tego, bo albo padnie z zapracowania albo uzbiera cudem na to wszystko ale nie będzie miała czasu na naukę... I co się wtedy nauczy??
Dianaa, myślę, że jednej zasadniczej rzeczy życie Cię jeszcze nauczy. Nie zawsze w życiu masz tak, jak byś chciała. Jeżeli jeden rodzic zechce płacić za studia/utrzymywać przez studia, to wspaniale i należy być mu wdzięcznym, bo ściąga dziecku ogromny ciężar finansowy z głowy. Ale krzyki i święte oburzenie, że drugi rodzic już tak nie postąpi - uważasz, że to zmieni cokolwiek w sytuacji? Że im bardziej roszczeniowo się podejdzie do tematu, tym szybciej się go rozwiąże?
Ty się skupiasz na problemie, na "okropnych" rodzicach, którzy nie dają na naukę. A ja widząc, że czyjegoś podejścia po prostu nie przeskoczysz przypominam sobie rozwiązania, które znam z własnego doświadczenia. Które zapewniły mi dyplom, normalne życie dzisiaj i świadomość, że pewne rzeczy są cholernie ciężkie, ale MOŻLIWE.
Całe swoje dorosłe życie spędziłam mając w liceum/na uczelni i wśród znajomych pojedyncze przypadki darcia się "Nie da się pracować i studiować jednocześnie!". Da się. Zdawałam maturę mając tydzień wolnego przed pierwszym egzaminem, a przez cały rok szkolny zaraz po szkole na 15:30 szłam do pracy, z której po 20 wracałam.
I nie użalam się dzisiaj nad sobą, nie uważam, że mnie "rodzice skrzywdzili", nie płaczę po kątach, że nie mieszkam we własnym mieszkaniu czy że miałam kilka "postnych" miesięcy w swoim życiu. Za to wiem, że wszystko, co mam wypracowałam sobie ciężką pracą.
Więc tym bardziej wypraszam sobie, fammefatale, teksty w stylu "Ciekawe, co byś zrobiła, gdyby Cię rodzice nie wspierali", bo dawali mi całe wsparcie, jakie mieli, ale niestety nie finansowe. I w przeciwieństwie do wielu wypowiadających się tu osób przynajmniej w ich stronę nie pluję jadem.
frytka, ja Cię rozumiem, ale to zrozumienie nie zapewni Ci studiów. Dlatego próbuję Ci przekazać, że im szybciej przestaniesz się skupiać na samym problemie, a zamiast tego zaczniesz szukać rozwiązań, tym lepiej na tym wyjdziesz.
Pamiętaj, że "mgr" przed nazwiskiem nie daje mądrości życiowej. Tą zdobywasz, im więcej w życiu musiałaś przejść. I dlatego jestem zdania, że zrobienie studiów nawet za 6 lat, jak piszesz, Dianaa, jest sto razy lepszym kapitałem na przyszłość niż bycie 24letnim, ale wciąż nieporadnym życiowo magistrem. IMHO.