Jestem niepewna siebie, mam niską samoocene, czuje się mało warta, ogólnie nie wystarczająco dobra dla innych, gorsza od innych, brzydsza, mało interesująca, nie warta uwagi, nie warta by mnie kochano. Najbardziej w świecie boję się zranić drugą osobę, jak kogoś zranię lub zawiodę jest to dla mnie najlepszy dowód na to jaka jestem beznadziejna. Wole żeby zraniono mnie niż żeby ktoś cierpiał przeze mnie.
Nie wiem czemu siedzi to we mnie tak głęboko, jest tak silnie zakorzenione. Możliwe, bardzo możliwe, że mam tak przez to, że od 11 roku życia chorowałam na dość rzadką chorobę, która z czasem sprawiała, że poruszałam się coraz 'dziwniej', miałam problemy z chodzeniem i innym prostymi czynnościami( nie będe się tu o tym rozpisywać ) co sprawiało, że zamykałam się powoli na świat, na ludzi bo się wstydziłam.
Dalej.. w dzieciństwie, w podstawówce jeszcze miałam problemy z lekką nadwagą i byłam w szkole wyśmiewana z czym również było mi bardzo ciężko, każdy nastolatek chce być akceptowany wśród rówieśników, każdy człowiek chce by pozwolono mu być sobą. W dzieciństwie też byłam świadkiem wielu kłótni moich rodziców, które bardzo przeżywałam bo już nawet jako 7,8latek całą winę zwalałam na siebie, nawet siostra często powtarzała mi, że to, że nasi rodzice się kłócą jest moją winą co prawdą oczywiście nie było, teraz to wiem. Takich rzeczy się nie zapomina...
To takie ogólne przedstawienie mojej osoby.
Z czym chcę się uporać? Jest kilka rzeczy.
Ogólnie rzecz biorąc podobam się sobie, jestem całkiem ładną dziewczyną, ale wstydzę się swoich małych piersi. Dziewczyny mówiąc małe mam naprawde na myśli małe! Odziedziczyłam je razem z siostrą po babci i jestem pewna, że nie urosną już.. noszę wypychane staniki ale one nie załatwią sprawy. Mam chłopaka ale nie pozwalam mu ich dotknąć, może jedynie musnąć je trochę przez bluzkę. Nie dość, że są one małe, mam jeszcze pewien problem..otóż wspominałam już, że od 11 roku byłam chora, w pewnym sensie dalej jestem chora, bo jest to choroba genetyczna ale przeszłam poważną operację i tak ogólnie mówiąc mam teraz wszczepione w moich piersiach stymulatory, które są wielkości połowy mojej dłoni, są one widoczne, wyczuwalne. Zaakceptowałam je, lubię je nawet, one pozwalają mi normalnie żyć, ale inna sprawa ma się jesli chodzi o dotykanie ich przez mojego chłopaka. Po prostu się wstydzę.
Drugą poważną sprawą jest to, że jestem strasznie zazdrosna. Wiem, że zazdrość to coś złego, coś co niszczy człowieka, bo mnie ona zjada od środka, a jeśli zjada mnie to niszczy również mój związek.
Jestem zazdrosna o koleżanki mojego chłopaka, z którymi się spotyka, ostatnio zazdrosna jestem nawet o moją przyjaciółkę, ponieważ gdy ich poznałam złapali dobry kontakt i dużo ze sobą rozmawiali. To jakaś fobia, wydawało mi się, że on ciągle na nią patrzy, a teraz gdy ona pyta o coś związanego z nim ja węszę w tym jakiś podtekst 'aha! on się jej podoba, interesuje się nim!'. Tylko, że z moją drugą przyjaciółką również złapał dobry kontakt i bardzo ją lubi. Po prostu całą trójka jest kontaktowa i sympatyczna, no ale ja oczywiście musze być zazdrosna. Wydaję mi się, że jest tyle fajnych dziewczyn, ładniejszych, mających więcej do powiedzenia, mądrzejszych, że ja się przy nich chowam, a nóż mój chłopak własnie z jedną z nich teraz rozmawia?!? Boje się odrzucenia i tyle.
Rzecz podobnie ma się jeśli mam się za coś zabrać. Z góry zakładam, że sobie nie poradzę, że inni są w tym lepsi tak więc rzucam to, a więc znowu mam powód by czuć się beznadziejna.
Ja wiem, że wszystko będzie łatwiejsze jeśli zaakceptuje się taką jaką jestem, wystarczy abym pokochała siebie, a te problemy by zniknęły... ale nie łatwo tak.. pokochać siebie.
Witaj
przeczytałem twój post i jako facet mogę powiedzieć tylko tyle, te "sprawy" które uważasz za wady i które są źródłem twoich kompleksów tak naprawdę nic nie znaczą, tzn każdemu normalnemu facetowi nie nie będzie przeszkadzał mały biust czy rozruszniki, tobie to też nie powinno przeszkadzać, powinnaś cieszyć się, że masz swoją drugą połowę. Nawet nie wiesz ile osób jej nie ma i cierpi z tego powodu ( mi. in. ja
)
Co do twojego chłopaka i twojej koleżanki nie będę się wypowiadał z tego względu, że zupełnie nie mam doświadczenia i nie chce wprowadzać Cię w błąd.
Poobserwuj sobie tak ''obiektywnie'', czy chlopakowi na tobie zalezy i czy daje ci powody do zazdrosci. A mowi,ze cie kocha? ![]()
Poza tym sadze, ze na takie mysli najlepsza jest dyscyplina umyslowa. To duzo pomoze. Kazde zle mysli codziennie trzeba ucinac i starac sie powtarzac te dobre, nawet w nie nie wierzac. To ci da troche wewnetrznej sily, co odbije sie na otoczeniu. Sprawdzone
Moja samoocena byla chwiejna i ''umierajaca'' jak twoja, a teraz przez coraz dluzszy czas czuje sie dobrze, doceniam swoje dobre strony. Ba, czasem czuje sie seksowna (a kiedys jak bezksztaltne, niekobiece 'cos')
Ponadto kiedy zmienilo sie moje zachowanie dostalam mnostwo wsparcia od chlopaka.
Zaufaj swojemu chlopakowi i pozwol dotknac piersi, powiedz o rozruszniku.. dlugo z nim jestes? Ja tez mam problem z piersiami, sa dosc nierowne i sie tego wstydzilam, ale dla ludzi, ktorym na sobie zalezy, nie jest to tak naprawde problem.
W tamtą sobotę powiedział mi pierwszy raz, że mnie kocha. Jestem z nim od 4 miesięcy, dokładnie od 4 miesięcy i 4 dni. On wie o tym, że mam tam to coś i mówi, że go to nie obchodzi, a nawet się cieszy bo dzięki temu jego dziewczyna może normalnie funkcjonować. Ja wiem, że gdyby on miał coś podobnego, zaakceptowałabym to w pełni, a nawet pokochała później razem z nim, więc czemu traktuje go jako kogoś gorszego i nie wierzę, że on równiez jest w stanie zrobić coś podobnego dla mnie ? Może faktycznie macie rację, trzeba mu po prostu zaufać i uwierzyć w siebie.
Co do zazdrości... poobserwuje trochę i dojdę do wniosku czy wymyślam i histeryzuję czy nie ![]()
dziękuje za odpowiedzi i wsparcie ![]()
Witam serdecznie, pisze do Was bo mam taka depresje że szoook, mam strasznie niską samoocene, chcę być w centrum uwagi , jestem towarzyska, kontaktowa. Lubię zwracać na siebie uwagę, ale to wszystko na chwlie, po dłuższym przebywaniu ze mną widzę że cos robię nie tak. Mam wrażenie że jestem nie lubiana, nie fajna i mało wiarygodna. nie miej jednak widzę że ludzie zazdroszczą mi czegoś ale nie powiedzą , że cos mam fajnego, czy że zrobiłam coś dobrego. dlaczego? Innym mówią a mi nie? Chciałabym usłyszeć coś czasem. Np Przychodzę do pracy w bluzce białej zwykłej i koleżanka też to jej powiedzą jaka fajna a mi nie, nawet jak jest taka sama? Dlaczego tak jest? zwykłe buty kogoś bedą fajniejsze niz moje?