Sobotni wieczór, a ja jestem tutaj, sama,samotna i samodzielna.
!0 lat wczesniej.Boże jak ja go kochałam. Ile trudosci razem przeszliśmy i tyleż radosci. Mieszkalismy sami w maleńkiej kawalerce cholernie drogiej jak na nasze możliwości.Ale było cudnie. Potem został żołnierzem.Bo on wierzy w Boga Honor i Ojczyznę.I własnie dlatego z Nim chciałam być. Ta choloerna praca , zmiany miejsca zamieszkania, ciagła niepewność.Moja praca, rozwój straciło znaczenie. Wszystko zostawiłam i wyjechałam z Nim na zadupie dla jego pracy, dla dziecka, dla Nas. I od tego czasu nie zrobiłam nic dla siebie....nic.
To trwało jakies 4lata, potem wyjechał na rok na misję. Poznałam kogos z kim miałam romans.Oczywiście sprawa wyszłaq naświatło dzienne.I straciłam go na zawsze chyba. Najpierw;przeprosiłam, potem sie korzyłam ,błagałm o wybaczenie i szansę dla Nas. Niby powiedzał tak-zawalczym o Nas.Ale zaczął walczyć przeciwko mnie. Rok przyjmowałam, rozumiałam ze to zemsta, ze odpokutowanie musi być. Wyłaczył sie więc z Naszego zycia rodzinnego, podejmowania decyzji, opieki nad dzieckiem , przybiciem gwoździa. itd.
Potem usłyszałam "TY ty już nic ode mnie nie możesz chcieć i żadac".Przestałam , prosić , korzyc sie, dbać ,walczyć.
Śpimy osobno , nie mówimy do siebie, dziecko....zbywamy zdawkowo. Chyba nawet przestałam go lubić. Czy mozna tak?
Dość juz mam ciszy, żalu i smutku.SAMOTNOSCI ,SAMOTNOŚCI MAM DOŚĆ. To moja wina , wiem,wiem.Ale kazde zNas miało swoje trudne sprawy, On gdy pił bo problemy w pracy, zawalczylismy o siebie o Nas a ja co? Dla mnie nie ma nawet pierwszej szansy?Nasz syn ma 10 lat a ja odliczam, moze rok ,może dwa , kiedy iciec, czy uciec i wktórą stronę biec?
uważam, z nie do końca powinnaś się się obwiniać za to co się stało. i nie powinnaś uważąc że nalezy ci się pokuta za zdradę.
wiesz ja i mój mąż po 7 latach wspólnego zycia przezywaliśmy kryzys. mój mąz mnie zdradził z mężatką , a o tym związku dowiedziałam sie od męza tej kobiety. wiesz to było straszne, bo mój mąż nie miał nawet tyle odwagi żeby się przyznać. ... rozstaliśmy się ale na jego prośby i błagania postanowiłam dać mu jszcze jedną szansę.
ja sobie to wszystko przemyslałam , no i nie mogłam go winić w 100 % za zdradę, bo ja zajeta pracą i karierą nie miłam dla niego czasu, mimo że mówił często, ze za mną tęskni, ze ma dośc moich wyjazdów słuzbowych itp. ja go odtrąciłam i zepchnęłam na boczny tor, więc czuł siętak jak ty samotny.
po za tym zrozumiałam, ze jeśli ma nam sie udać to nie wystarczy ze on do mnie wróci i się będzie starał, nie oczekiwałam od nie go pokuty. wiedziałam, ze to ja muszę mu dać tę szansę i nie wypominać mu niczego, . relacje międzynami bardzo się zmieniły, uczyliśmy się siebie na nowo, nawet iskra międzynami rozpaliła się na nowo, jest tak jak na początku naszego związku te 7 lat temu.
zmierzam do tego, że gdyby twojemu męzowi zależąłoby na waszym związku to on by się nie rozpadł i za to co się stało nie powinnas się obarczaś winą. gdyby cię kochał to dałby wam jeszcze jedna szansę.
Czytam Wasze wypowiedzi..
7lat... wybaczanie... jakby kochał....
Ja skończyłam związek po 7latach , chciał odejść bo go ograniczałam , a on jest jeszcze młodym człowiekiem i nie zdążył poznać świata..innych radosci tego życia itp.
Po około miesiącu, kiedy ja borykałam sie sama ze soba stwierdził ,że chce wrócić,ze przeprasza ,ze sie pomylił i ze bedzie dbał o nasz związek...pomyślałam szkoda nie dać sobie szansy 7 lat jednak byliśmy razem , warto spróbować.. wrócił , a po tygodniu znów chciał odejść...
Teraz jesteśmy 3 miesiące po rozstaniu , a on zarzuca mi ,że ja nie zatrzymałam go , nie dałam nam szansy...
Nie ważne kto jest winien, bo obiwniać drugą stronę jest łatwo... jedyne co mnie zastanawia to czy taka następna szansa trwałaby dwa dni tym razem.. i czy zasłużyłam na zadawanie mi tego bólu na nowo?
Jest ciężko.".samotność to taka wielka trwoga.."jak śpiewał zespół Dżem, ale teraz mimo wszystko muszę nauczyć się żyć dla siebie , ze sobą samą, może po to żeby później nie popełnić błędów w nastepnej relacji i nie przeżywać gorszej formy samotność, którą już poznałam.. bycia w związku , ale samemu...
Niby powiedzał tak-zawalczym o Nas.Ale zaczął walczyć przeciwko mnie. Rok przyjmowałam, rozumiałam ze to zemsta, ze odpokutowanie musi być. Wyłaczył sie więc z Naszego zycia rodzinnego, podejmowania decyzji, opieki nad dzieckiem , przybiciem gwoździa. itd.
Potem usłyszałam "TY ty już nic ode mnie nie możesz chcieć i żadac".Przestałam , prosić , korzyc sie, dbać ,walczyć.
Zdrajcy sie nie daje szansy drugiej, jako żona wojskowego powinnaś wiedzieć o tym.
Wybaczyć to on tobie wybaczy , ale ufać nie będzie , a w miłości o zaufanie chodzi.
Jeśłi twój mąż jest wojskowym, to zapytaj go jak karze się zdradę na froncie....
Jeśli męczyłaś się w życiu jakie wiodłaś, trzeba było je zmienić, odejść, nie wiem
ale nie oczekujmy (przyzwyczajono nas ludzi do tego) że "każdy może się mylić"
"każdy zasługuje na drugą szansę" itd... bzdury. Spytaj męża ile szans ma saper.
Czy miłość, zaufanie, wiara w drugiego człowieka, w przyszłość, w to że żona dobrze wychowa mojego syna kiedy ja nie mogę być blisko zasługuje na drugą szansę???
To ile szans przysługuje człowiekowi? Dwie? A dlaczego nie siedem?
Powierzyłem swoje życie kobiecie, swoją miłość, opiekę, kiedy będę chory, stary, wychowanie dzieci, troskę o mniej lub bardziej potrzebne w codziennym życiu rzeczy...
Ona wypełnia swoją "misję" wzorowo a ja nie wiem czy wystarczająco za to jestem w stanie być wdzięczny, czy każdego dnia potrafię jej przypomnieć jak bardzo ją za to kocham, ale wiem jedno:
miłość to jest tranzakcja. Nie da się ani tylko brać, ani tylko dawać. Zawsze bilans musi być bliski zeru.
Inaczej rozstańcie się i nie męczcie ludzi wokół. Bo wcześniej czy później pojawi się ktoś kto wam udowodni, że jednak ta druga osoba musi sobie dodać z innego źródła.
Jak wtedy powierzyć jej swoje życie? Które ma się tylko jedno? Nie dwa i nie siedem...
uważam, z nie do końca powinnaś się się obwiniać za to co się stało. i nie powinnaś uważąc że nalezy ci się pokuta za zdradę.
Gratuluję hierarchi wartości. Zastanów się czego nie tłumaczyli Ci rodzice gdy byłaś mała.
Nie musisz odpowiadać.
A ja uważam, że każdemu należy się druga szansa.
Warunek : zraniony musi tego "który upadł" - kochać bardziej niż siebie.
A ten, "który upadł" - musi z całego serca żałować postępku i mieć pewność, że żaden \remake\ nie wchodzi w rachubę.
przeczytałam wasze wtpowiedzi i nic Wam nie doradze ani się nie wypowiem,bo dociera do mnie ze inni ludzie są naprawde nieszczęsliwi i samaotni i mają tyle innych problemów ,że ja powinnam się cieszyć ze swojego życia. bo mam kochającego faceta który wiem że mnie nie zdradzi a moje jakieś fanaberie i wyobraźnie to pestka przy problemch innych. współczuje Wam. bo wiem że życie jako singiel jest ciężkie a chyba jeszcze jest gorsze życie razem ale osobno!
to jedna z form pozytywnego oddziaływania forum aniołeczku855
![]()