Nie mogę o nim zapomnieć. Pojawił się w moim życiu, gdy byłam 2 lata po ślubie. Nigdy nie ukrywałam, że jestem mężatką. Zakochaliśmy się w sobie, to była wielka miłość. Po kilku miesiącach powiedziałam mężowi, że odchodzę. Wynajęłam mieszkanie, ale on nie mógł się z tym pogodzić, pobił, odebrał córkę, nie chce tego wspominać, sąd, walka o dziecko, szrpanina. Wróciłam do dziecka i żyliśmy obok siebie, a z nim dalej się spotykałam. Miłość kwitła, świata poza sobą nie widzieliśmy. Wszystkie święta, itd on sam, ja wyrzuty sumienia i szukanie pretekstów żeby się urwać, wyjść do niego. Minęło 6 lat. Jakaś kłotnia. Cisza, potem dzwoni. Spotykamy się. Coś podejrzewam, nakrywam go z inna dziewczyną. On ją rzuca. Nie mogę się pogodzić z tym, urządzam sceny. Znowu jest super, ale sytuacja jest trudna. Nadal bardzo sie kochamy. Mijają kolejne 4 lata. Znowu kłótnia. Cisza i ciągłe widaomości, życzenia miłego dnia, spokoju ducha i td. Odpowiadam, ale on znowu ma inną. Znowu ją rzuca. Znowu razem, znowu miłość. Mijają kolejne 2. Znowu kłotnia. Jesteśmy u niego, każe mi się wynosić, wychodzę i mówię, że nie umie kochać. Cisza, jestem zmęczona całą sytuacją. Po 2 miesiącach ja pytam co słychać, są święta. Odpowiada bez entuzjazmu. Cisza 5 miesięcy i ona sie odzywa. Przeprasza, że przeszkadza, ale śniłam mu sie dziś i przesyła skąpo ubrane dziewczyny. Gniewa mnie to, czekam na przepraszam, że mnie wyrzucił. Odpowiadam, że każdy ma czasami koszmary. Cisza. Po 3 miesiacach przychodza życzenia od niego i wzmianka, że wiele się w jego życiu zmieniło. Dzwonię, a on robi magię, że jutro się żeniu, a ja dzwonię i znowu bije mu serce, ma niepokój. Pęka mi serce, ale życzę żeby był szczęśliwy z nią. Zalewa mnie rozpacz, nie moge funkcjonować, nie jem, nie śpię. Wolałabym nie wiedzieć, po co do mnie znów napisał, przecież nie narzucałam się. Ciężka noc. Następnego dnia on znowu się odzywa, wygląda na to, że tuż przed swoim ślubem - mówi, że miłość w nim krąży i rozpiera go, czuje się kochany i to taki szczęśliwy rok dla niego, potem wspomina jak nam było dobrze, wspaniale, jest czuły. Nie mogę tego słuchać, nie chcę tego słuchać, wysyłam go do diabła. Znowu pisze, jest czuły, czym mnie strasznie drażni, nic nie chcę o nim i jego życiu wiedzieć, nie chce o nim pamiętać. Znowu pisze o swoim szczęściu - pęka mi serce. A mogłam o niczym nie wiedzieć, tak byłoby lepiej. Nie umiem przyglądać się na jego szczęście. A teraz jescze przez te wspominki jestem tak zorana, że nie umiem się pozbierać, nie umiem zapomnieć. Po co się odezwał?
pierwsze co zrób to odejdź od męża i nie rób cyrków będąc z nim tylko ze względu na dziecko.
a co do tego drugiego to masz to czego chciałaś, chciałaś miłości i zabawy na boku to ją masz, facet wiedział jak męża załatwiłaś więc wiedział że ufać Tobie nie może więc szukał szukał innej a Ty byłaś tylko do jednego. więc musisz skreślić go i zachowywać się jak człowiek mający uczucia i nie niszcz innych to tak na przyszłość.
Uf, jak mi ulżyło, byłam od jednego, zachowywać się po ludzku - to ludzkie zachowanie, a co do niszczenia innych na przyszłość, to kogo mam nie niszczyć, przecież to było poludzku i pewnie po ludzku wszyscy inni wiedzą i świadomie wybierają, mają co chcą.
Bardzo Ci współczuje, taka szarpanina, skołatane nerwy, zrujnowane zdrowie, dziewczyno otrząsnij się, zostaw ten toksyczny związek, bo zapewne i po swoim slubie bedzie Cię dalej nękał telefonami, zmień numer tel, to psychol, jemu sprawia przyjemność mówienie Ci jak jemu jest dobrze z przyszłą zoną bo uwielbia sprawiać Ci ból, znam to z autopsji, mój ex był ze mną i tą drugą o której nie wiedziałam bo była to znajomość wirtualna, ale jak niedawno miał z nią sex bo do niej pojechał, to opowiadał mi że była dziewicą, był przerażony jak musiał się namęczyć, potem po lipcowym urlopie mówił że jest znacznie lepiej a mnie serce rozpadało się na tysiące kawałków, to pijawki energetyczne i popaprańcy, psychole i gnoje, dziewczyno kopnij go w jaja, tez bym tak chciała.
Kochaniutka ja mam podobna sytuacje tylko był moim kochankiem opowiadał mi jak to się z zona nie kochał a jak pojechała to chciał mnie i mówił mi ze jestem sexowniejsza od niej i ze chce być ze mną tylko mieszkania nie ma miał. Juz mam dość on mnie oczarował Ciebie pewnie też ciężko mi jest 7 miesiecy to ciagnę kiedyś musi być koniec myslę ze w grudniu bo zona wraca na stałe z Włoch ale nie wytrzymam psychicznie chyba tego i kończę z nim po mału pisząc mu że bajka sie kończy. Napisz mu coś co go dotknie i da ci spokój .Pozdrawiam JAGODA.
Wschodzące Słońce byłam w podobnej sytuacji. Zakochałam się, zadurzyłam nie wiem jak to nazwać chociaż jestem mężatką od 15 lat. Byliśmy ze sobą 2 lata. Chciałam byc z nim i on o tym wiedział. Jednak jak się okazało w końcu poznał inna dziewczynę. Pewnie by się to dalej ciągnęło, gdyby nie kobieca intuicja. Zadzwoniłam do niego późnym wieczorem, gdy mój telefon był niewygodny bo był z inną.... postanowiłam to zakończyć, on zreszta też. Powiedział mi, że poznał kogos itd., ale chce żebyśmy byli przyjaciółmi (haha), a najlepiej żebym była w dalszym ciągu do jego "dyspozycji" czyli do łózka. Bardzo się pomylił. Jednak cały czas do mnie pisze lub dzwoni. Pod różnymi pretekstami próbuje się ze mną spotkać, jednak ja zdecydowałam , że nie chce byc z człowiekiem który mnie okłamuje i traktuje przedmiotowo. Tym bardziej, że zaangażowałam sie, wiedział jak trudnych wyborów dokonywałam, ile ze soba walczyłam (dla niego!). Rozmawiam z nim w dalszym ciągu jakgdyby nigdy nic. Opowiadam o swoich wyjazdach, o tym jak sie dobrze bawię.... miedzy wierszami daje mu do zrozumienia, że do niczego nie jest mi potrzebny. Poza tym dbam o siebie i on to widzi. Powiem Wam, ze jest to najlepszy sposób na utemperowanie takiego facecika. Dałam mu do zrozumienia, że u mnie jest skreślony. Całkowicie zbiłam go z tropu. Myślał,m że będe rozpaczać biegać za nim i w efekcie lądowac z nim w łóżku kiedy chce.... jakże się przeliczył. I to jest piękne. Bądź dzielna.. nie pokazuj słabości. My kobietki jesteśmy silniejsze od facetów...
zachowywać się po ludzku - to ludzkie zachowanie, a co do niszczenia innych na przyszłość, to kogo mam nie niszczyć, przecież to było poludzku i pewnie po ludzku wszyscy inni wiedzą i świadomie wybierają, mają co chcą.
Zważywszy, że to pisze osoba, która pukała się z facetem mając jedynie 2 lata małżeństwa...to rzeczywiście takie ludzkie, oh.
Bądź dzielna.. nie pokazuj słabości. My kobietki jesteśmy silniejsze od facetów...
No i wiemy co jest dla nas lepsze, najwyraźniej 15 lat małżeństwa - to równie fajny bagaż jak 2 letni.
Kobitki jesteście wspaniałe tylko Was kochać i rozpieszczać. Podziwiać i klepać po pleckach.
Przecież Ci durni faceci powinni się poświęcić, przecież idioci wiedzieli, że jesteście w związkach małżeńskich, no gamonie jedni, mogli przecież znależć SIŁĘ by być wiernymi niewiernych żon. Jak oni mogli wogóle sobie poszukać osób, z którymi mają perspektywę ułozyć sobie NORMALNE PEŁNOWARTOŚCIOWE związki, przeciez te z mężatkami sa o niego lepsze. One to wiedzą, bo mają staż małżeński. Co za durne pały z tymi facetami. Teraz nich się smażą w piekle za to że sobie chcą ułożyć życie, że zroumieli że byli w związkach bez przyszłości. Jeszcze chamy, beszczelne typy, są w stanie nam opowiadać jak to im się układa i proponować związki na takich samych zasadach jakie my do tej pory im dawałyśmy.
Czyżby moje słonaczka poczuły się dotknięte? Tym, że stały się tym, czym wcześniej byli ich partnerzy, hmmm to pewnie nie to.
Łezka mi normalnie cieknie po policzku jak czytem Wasze posty. Żeby kochanek zdradził kochankę, która jest mężatką to juz jest poniżej pasa, świat normalnie głupieje.
Szczerze mówiąc mnie tez ukuło Twoje zachowanie. Dostrzegasz tylko swój ból, swoje cierpienie które nawiasem mówiąc sama sobie zgotowałaś.
Taki krótki staż małżeński ?. I do tego ta zdrada?.. Współczuję Twojemu mężowi. Pozbawiłaś go szansy na zbudowanie normalnego związku z inną kobietą?
Przysięgałaś miłość , wierność i uczciwość małżeńską !? Pozwoliłaś wierzyć swojemu mężowi w miłość której nigdy nie było? a Ty wciąż widzisz tylko siebie.
Znowu pisze o swoim szczęściu - pęka mi serce. A mogłam o niczym nie wiedzieć, tak byłoby lepiej. Nie umiem przyglądać się na jego szczęście. A teraz jescze przez te wspominki jestem tak zorana, że nie umiem się pozbierać, nie umiem zapomnieć. Po co się odezwał?
a co ma powiedzieć Twój mąż:
* który cały czas był tuż obok?
* kiedy Ty nie chciałaś spędzić z nim i z Waszą córką świąt?
*kiedy wracałaś cała rozpromieniona ze spotkań z kochankiem?
* kiedy nie mógł poradzić sobie z myślami, że jego żonę dotykał inny facet?
Zastanowiłaś się chociaż przez moment co czuł Twój mąż?
Na twoim miejscu przestałabym "bawić" sie w Miłość. Nie masz ani męża kochającego ani "kochanka". Dojdzie do tego, że zostaniesz sama. Nie wiesz czego chcesz, czego pragniesz. Ciągnąc to w nieskończonośc nikomu nie dasz żyć w spokoju, tymbardziej sobie.
Na Twoim miejscu odbudowałabym zaufanie męża i doceniła to co masz.
Dunkis nie chce żeby ktoś mnie klepał po pleckach, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że popełniłam błąd, że to ja ponoszę winę, podobnie jak wschodzące słońce. jednak facet, który wchodzi w "związek" z mężatka jest tego świadomy. Nie oszukiwałam go.Zresztą chciałam z nim być wiec o tym wiedział, nie był tym drugim był pierwszy, nie był ofiarą. Nie wykorzystywałam Nie chce się wybielać bo osoby, które zdradzą mają skazę na swoim charakterze już zawsze. Piszę o tym żeby być silnymi, bo to jest potrzebne, żeby znieśc stratę, pogodzić się z tym co się stało. No i więcej tego nie powtarzać. Dunkis i po co ten sarkazm. Chociaż trzeba dostać kopa.. żeby sobie pewne rzeczy uzmysłowić.
za duzo chce od zycia - ten sarkazm był potrzebny. Wiesz że tym sarkazmem chciałem Ci pomóc potrząsnąc Tobą? nie jestem zawistnym człowiekiem. Pare rzay na tym forum juz pisałem, że potrafie kopnąć leżącego i złamać mu żebro tylk opo to by nim potrząsnąć na tyle żeby spróbował spojrzeć na swoją sprawę z innej perspektywy, by te emocje na tyle nim wstrząsneły, zdenerwowały etc. by może pomyślał inczaej. Właśnie to zrobiłem - byś sobie przemyślała z innego pounktu widzenia. Ale skoro już może są tego początki to powiem Ci więcej - juz bez sarkazmu który wydaje się być obecnie zbędny.
>>>Sama nauczyłaś kochana tego co od niego otrzymałaś - on sie uczył obserwująć, czy tego chciał czy nie. Przyzwyczaiłaś, do zdrada uczyniłaś to normalnością dnia codziennego. Módl się by tego nie przeniósł na swój związek, - właściwei chcą jeszcze może utrzymywać jakeiś kontakty z Tobą - nawet łóżkowe - już jes manifestacją tego - uważasz to za normalne? On juz tak myśli! Ty jesteś po części odpowiedzialna za to. Ty opowiadałaś mu o swoim zyciu, on robi przecież dokładnie to samo<<<
Choleta naprawdę nie widzisz tego? że to wszystko jest odbiciem tego Co robiliście do tej pory? Powiem więcej to, że on akurat mówi, że jemu w jego związku jest ok - ma przyszłość - myślisz że on Cię rani - NIE - on opowiada co u niego , to że są akurat dobre wieści - a Twoje były złe - dla niego to nie jest dla niego istotnee - powie więcej on może nawet nie rozumieć Twoich reakcji !!! dla niego mówienie co jest w jego związku jest takim samym mówienem jak Ty , Wy to robiłyście - dla niego to bez różnicy !!! ON KOMPLETNIE MOŻE NIE ROZUMIEĆ TWOICH REAKCJI. To że na początku nie mówił o poznanje osobie - bał się zachiać wasz związek - ale gdy się wszystko wydało , no cóż, czemu by go nie kontynuować na poprzednich zasadach ---- kurna przecież to jest takie oczywisste. To że akurat teraz Ty odbierasz w sposób krzywdy jaką on Ci wyrządza - wiesz to może być wyłącznie w Twojej głowie. Pozdrawiam i liczę na odpowiedź.
Dunkis, wiem jedno takie układy są najgorsze bo sa budowane od samego początku na kłamstwie, oszustwo jest fundamentem. Mam tego świadomość. Niestety musiałam nauczyć się tego na własnej skórze. Poza tym w efekcie nie ma się szacunku do takich osób. Podejrzewam tez, chociaz to sa moje przypuszczenia, że zaczęło go to bolec w pewnym momencie, że ja wracam do domu do męża, pomimo tego, że tak jak pisałam w naszym małżeństwie było tylko jedno - pustka, próznia i my gdzieś w tym. Ta druga kobieta to jego podswiadoma zemsta za mojego męża i za niego samego. Psychika ludzka jest baaardzo skomplikowane nic nie jest tylko czarne albo białe. Dlatego rozmawiam z nim. Staram sie być "normalna" koleżanką. Bo oprócz seksu staliśmy się w ciągu tych 2 lat dobrymi znajomymi, rozumieliśmy się mamy wspólne tematy.
Nie jestem mściwa, ale chce żeby zrozumiał, że nie jestem nic nie warta. I nasze drogi się rozeszły w sensie związku i niech tak już pozostanie. Tak tez powinna zrobić Wschodzące słońce, a jeżeli jest to dla niej za trudne zerwać całkowicie kontakt i życ od nowa. I pamiętać o tym, żeby tego nie powtarzać
ta kobieta to nie zemsta za Twojego męża, tylko sposób na stworzenie normalnego związku, sorry ale jaką ten facet miałby mieć pewność że mu nie zrobisz tego samego co zrobiłaś mężowi? facet wolał układać sobie życie z kimś komu będzie bardziej ufał niż Tobie i nie twórz jakiś teorii że to taka jego zemsta za Twojego męża, bo to jeżeli miałaby być zemsta to zemsta za Ciebie i to że wie że nie mógłby spać w spokoju tylko zastanawiałby się czy już masz nowego kochanka czy jeszcze nowego szukasz.
Oczywiście, że mu było przykro, jeżeli się z Tobą przebywa, to na pewno chciało by się więcej. Nie myśl, że to podświadoma zemsta. Chyba nadal jesteś zapatrzona zbyt mocno w siebie. I ciągle pretendujesz do bycia najważniejszą dla niego. A czy naprawdę masz do tego prawo, nawet po tym wszystkim co ze sobą przeżyliście - Ty wciąż jesteś mężatką. Naprawdę myślisz że facet tylko po to sobie znajduje kobietę, by zemścić się na Tobie? Mściwość - piszesz że nie jesteś mściwa - już samo użycie tych słów o czymś świadczy. Chyba jednak za mało Tobą potrząsnąłem i za szybko zrezygnowałem z sarkazmów, eh.
Nie jestem mściwa...., ale.... Komu to wszystko chcesz udowodnić, że nie jesteś nic warta? Jemu? A po co mu to na co , lepiej mu się z tym będzie żyło? O nie moja droga nie jemu chcesz to udowodnić, ale wyłącznie sobie.
15 2010-08-20 11:59:22 Ostatnio edytowany przez za duzo chce od zycia (2010-08-20 12:07:48)
Pojechaliście po mnie haha. Nie zaskakuje mnie to, bo sama potępiałam kiedyś takie sytuacje... ale stało się i czasu nie cofnę, a życie uczy pokory...
Odpowiem tylko:
- nie chce być dla niego najważniejsza, juz nie...
- Dunkis pewnie masz rację, że sobie też udowadniam, że jestem jeszcze coś warta...., bo to wszystko zachwiało moim ego.
Czy jestem w siebie wpatrzona? Znam swoje możliwości ale też ułomności. Potrafie podchodzic do siebie krytycznie, ale nie wpadam w paranoje i staram się szukac rozwiązań swoich wewnetrznych konfliktów. Niestety nie zawsze mi się to udaje, jak widać...
W przypadku Wschodzącego Słońca facet ją zostawił i nie daje jej spokoju, dreczy ją. Czy można tak karać kogoś kto kocha?!
Ale i tak to my jesteśmy w oczach wszystkich winne temu wszystkiemu, pomimo strasznych rozterek jakie przeżywamy...
16 2010-08-20 13:33:20 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-08-20 13:34:10)
pomijając resztę, .... pomimo strasznych rozterek jakie przeżywam - i tak jesteśmy w oczach wszystkich winne temu wsztystkiemu....
wszystkiemu na pewno nie, bo pominelibyśmy zbyt wiele, choćby to, że coś spowodowało, iż odsunełyście się od swoich ślubnych... a takie rzeczy zawsze mają swoje strony medalu.... ale owszem jesteście winne, choćby dlatego, że wziełyście w tym udział.
Sprawiedliwie?
17 2010-08-22 08:48:08 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-08-22 08:51:24)
Dunkis nie chce żeby ktoś mnie klepał po pleckach, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że popełniłam błąd, że to ja ponoszę winę, podobnie jak wschodzące słońce. jednak facet, który wchodzi w "związek" z mężatka jest tego świadomy. Nie oszukiwałam go.Zresztą chciałam z nim być wiec o tym wiedział, nie był tym drugim był pierwszy, nie był ofiarą. Nie wykorzystywałam Nie chce się wybielać bo osoby, które zdradzą mają skazę na swoim charakterze już zawsze. Piszę o tym żeby być silnymi, bo to jest potrzebne, żeby znieśc stratę, pogodzić się z tym co się stało. No i więcej tego nie powtarzać. Dunkis i po co ten sarkazm. Chociaż trzeba dostać kopa.. żeby sobie pewne rzeczy uzmysłowić.
No dobra to bede uzmyslawiac....
"nie chce żeby ktoś mnie klepał po pleckach, bo doskonale zdaje sobie sprawę, że popełniłam błąd, że to ja ponoszę winę"
Trele morele
Nie przekonuje mnie, zezdajesz sobie sprawe z bledu... co zrobilas, zeby go naprawic? i co jest bledem w Twoim mniemaniu? Moim zdaniem Twoje przewinienie jest tak wielkie, ze zajmowanie sie takimi duperelami jak emocje po utracie kochanka to infantylnosc i skrajny egoizm.
"jednak facet, który wchodzi w "związek" z mężatka jest tego świadomy. Nie oszukiwałam go.Zresztą chciałam z nim być wiec o tym wiedział, nie był tym drugim był pierwszy, nie był ofiarą. Nie wykorzystywałam."
Byl ofiara, i wykorzystalas go, i nie byl tym pierwszym. Pierwsza jestes Ty i to co Ty chcesz... a zaraz na drugim miejscu jest twoje cierpienie gdy nie dostajesz tego co chcesz.
"Nie chce się wybielać bo osoby, które zdradzą mają skazę na swoim charakterze już zawsze."
przykro mi Cie rozczarowac... nie masz skazy na charakterze.... osoby ktore zdradzaja nie maja charakteru
... to co maja nazywa sie charakteropatia. Charakteropatia ma taka strukture, ze nie widac tam skazy... ![]()
"Piszę o tym żeby być silnymi, bo to jest potrzebne, żeby znieśc stratę, pogodzić się z tym co się stało."
Przestan zajmowac sie soba...
Cierpienie po stracie kochanka, jest odbiciem się na Tobie zła, które wyrządziłaś.
Nie chcę tutaj pisać co myślę od początku do konca o tej sytuacji bo Dunkis i Zazdrość w zasadzie powiedzieli wszystko, jedyne co chce dodać to to, że masz dziecko i przede wszystkim na nim powinnaś się teraz skupić.
Jak myślisz co czuje malec?
Jesteście 2 lata po ślubie więc przypuszczam, że to malenstwo. Zastanów się... Najpierw widzi twarze obojga rodziców, uśmiechnięte zadowolone, potem słyszy kłotnie, krzyki, dalej traci możliwość oglądania z dawną częstotliwością twarzy taty, a potem słyszy twój płacz i wyczuwa Twoją depresję. Myślisz, że to się na nim nie odbije? Że jest za małe? Uważaj na to bo wiem z autopsji, że nawet maleńkie dziecko odczuwa złe emocje i gromadzi w sobie przeogromny stres. Ja np nie powtórzyłabym Ci słów które padały między moimi rodzicami, ale do dziś pamiętam stres i napięcie panujące w domu. Dlatego apeluję do Ciebie, żebyś skoncentrowała się teraz na spokoju własnego dziecka.
Popełniłaś błąd, zachowałaś się źle, ponosisz tego konsekwencje. Tak bywa, to jest życie, ale nie zapominaj w tym wszystkim o własnym dziecku i odzyskaj równowagę dla niego.
Wiecie co, chwilami mnie bawicie swoją świętą inkwizycją i gadaniem o karze, o tym, że wiedział, że nie może zaufać, więc poszedł do innej, a ja mam za swoje. Możecie mnie spalić na stosie, ale pewnie miło Wam się oglądało i wzruszała Was "Mała Moskwa". Nigdy nie byłam dumna ze swojej zdrady, wolałabym, żeby moje małżeństwo było szczęśliwe, ale nie było, wolałabym, żeby mąż dał mi rozwód, ale najpierw by mnie zniszczył. Jestem jak piękna Helena i dosłownie i w przenośni. Nie będę się ani usprawiedliwiać, ani kajać. Co do mojego kochanka (nigdy tak o nim nie myślałam, teraz zaczynam) nie mogę zrozumieć tylko jednego jak szaleńczo zakochany facet, decydujący się na ślub po kilku miesiącach znajomości w dniu ślubu przypomina sobie o swojej kochance i pisze do niej czule, że często o niej mysli, że jest w jego snach, w jego wspomnieniach, jest mu wciąż bliska, no i oczywiście jest baaardzo szczęśliwy. Nikt jeszcze nikogo nie zmusił do miłości i niech będzie szczęśliwy, tylko po co ta defilada? To powoduje, że nie wierzę w to jego szczęście. Szczęśliwi tak nie robią.
Może fakt, że tak się zachował miał być jakąś formą znęcania się nad Tobą?
Może liczył na to, że padniesz mu do stóp i wyliżesz przestrzeń między palcami, błagając o milość?
Albo po prostu chciał się pochwalić/dowartościować?
Może ten cały ślub to też tylko jego wymysł?
Nie jesteśmy jasnowidzami, nie znamy tego człowieka, a Ty też szczegółowo go nie opisałaś. Przeanalizuj jego osobę pod kątem ww. pytań, może coś Ci się nasunie..
Wystarczy, że myślicie. Deląg (oczywiście z wyglądu) - troskliwy, czuły, dobry. Jedyna wada to skąpstwo bardzo duże. Pisze książki, opowiadania, teksty o miłości, wiele z nich jest o mnie.
22 2010-08-22 20:51:24 Ostatnio edytowany przez Tisha (2010-08-22 20:51:41)
Jak byłby taki czuły i dobry to nie robił by takiego świństwa jak pisanie tych smsów do Ciebie. Taki dobry, a krzywdzi i Ciebie i swoją narzeczoną..
A jednak był. I dlatego tego właśnie nie rozumiem.
pierwsze co zrób to odejdź od męża i nie rób cyrków będąc z nim tylko ze względu na dziecko.
a co do tego drugiego to masz to czego chciałaś, chciałaś miłości i zabawy na boku to ją masz, facet wiedział jak męża załatwiłaś więc wiedział że ufać Tobie nie może więc szukał szukał innej a Ty byłaś tylko do jednego. więc musisz skreślić go i zachowywać się jak człowiek mający uczucia i nie niszcz innych to tak na przyszłość.
Dzięki za radę, już wiem co zrobić. Tak na przyszłość to zamierzam po ludzku go odbić, a potem zostawić, żeby miał za swoje i sprawiedliwości stało się zadość. Dobrze, że mi otworzyłaś swoim jadem oczy.
25 2010-08-22 23:38:36 Ostatnio edytowany przez Tisha (2010-08-22 23:45:24)
Nie wiem czemu reagujesz tak agresywnie droga autorko na nasze posty skoro doskonale zdajesz sobie sprawę, że źle zrobiłaś..
Czego od nas oczekiwałaś? Poklasku, pogłaskania po główce, powiedzenia, że dobrze robisz i ogromu współczucia?
No kurde bez przesady. Poza tym, w ogóle nie przyjmujesz tego, co my do Ciebie piszemy. Ciągle upierasz się tylko przy tym, że on jest taki dobry i najlepiej, żeby Cię na rękach nosił. Ale niestety.
SPÓJRZ PRAWDZIE W OCZY.
Jakby miał odrobinę klasy i dobroci w sobie to w zyciu nie wziąłby się za mężatkę, jeśli nie byłby w niej zakochany bez pamięci i niechciałby z nią założyć rodziny. A on bez problemu zaczął się z Tobą umawiać, wiedząc, że odbija facetowi ukochaną kobietę, a jej dziecku rozbija rodzinę. Ba! Nie przeszkadzało mu, że nadal mieszkasz z mężem, stwarzając i jemu i dziecku podłą atmosferę. To ja się pytam gdzie ta jego dobroć?! O kant d *** potłuc taką dobroć. Nie miał żadnych skrupułów, żeby się tak zachować, to co? Myślisz, że teraz ma? Taki ciepły, czuły facet, a pisze Ci smsy dzień przed ślubem, krzywdząc i Ciebie i swoją narzeczoną.
Dziwi mnie, że mogłaś pomyśleć, że kiedykolwiek będziesz dla niego księżniczką, skoro potrafił się zachować w taki sposób.
Tak więc trochę samokrytyki moja droga. Ty z jednej strony tu wylewasz żale, że kochanek Cię rzucił, a obok są posty zdradzonych żon i mężów - ich Ci nie szkoda? Własnego męża Ci nie szkoda? Dziecka, któremu rozbiłaś rodzinę Ci nie szkoda?
To gdzie ta Twoja wrażliwość kobieca? Boli Cię, że kochanek się żeni, a nie boli Cię to jakie piekło stworzyłaś swoim najbliższym?
Ps. A fakt, że zamierzasz go "odbić i rzucić" świadczy tylko o Twojej absolutnej niedojrzałości emocjonalnej.
Aż ciężko uwierzyć...
Wiecie co, chwilami mnie bawicie swoją świętą inkwizycją i gadaniem o karze, o tym, że wiedział, że nie może zaufać, więc poszedł do innej, a ja mam za swoje. Możecie mnie spalić na stosie, ale pewnie miło Wam się oglądało i wzruszała Was "Mała Moskwa". Nigdy nie byłam dumna ze swojej zdrady, wolałabym, żeby moje małżeństwo było szczęśliwe, ale nie było, wolałabym, żeby mąż dał mi rozwód, ale najpierw by mnie zniszczył. Jestem jak piękna Helena i dosłownie i w przenośni. Nie będę się ani usprawiedliwiać, ani kajać. Co do mojego kochanka (nigdy tak o nim nie myślałam, teraz zaczynam) nie mogę zrozumieć tylko jednego jak szaleńczo zakochany facet, decydujący się na ślub po kilku miesiącach znajomości w dniu ślubu przypomina sobie o swojej kochance i pisze do niej czule, że często o niej mysli, że jest w jego snach, w jego wspomnieniach, jest mu wciąż bliska, no i oczywiście jest baaardzo szczęśliwy. Nikt jeszcze nikogo nie zmusił do miłości i niech będzie szczęśliwy, tylko po co ta defilada? To powoduje, że nie wierzę w to jego szczęście. Szczęśliwi tak nie robią.
To nie jest zabawa w świętą inkwizycję, to jest wyrażanie opinii na temat Twojego zachowania - sama wiesz, ile ludzkiej godności tkwi w skokach w bok. A raczej ile jej ubywa.
Spójrz prawdzie w oczy - Twoje zachowanie było obłudne i obrzydliwe. Twoje małżeństwo nie było szczęśliwe? - mogłaś się rozwieść. I nie rozumiem słów, że mąż miałby Cię zniszczyć - po pierwsze, on pewnie też w pewnym momencie miał już dość (chyba że tak bardzo mu zależały na wizerunku szczęśliwej rodziny na zewnątrz), po drugie - gdybyś kochała i chciała spędzić swoje życie z kochankiem, odeszłabyś mimo wszystko.
A tak? A tak tkwiłaś w tym, bo było Ci wygodnie. Teraz on odszedł (z jakiegokolwiek powodu), a Twój świat się rozleciał.
Cóż - nic nie trwa wiecznie.
A jeśli uda Ci się go odbić - co już w ogóle jest perfidne, kochanym osobom raczej życzy się szczęścia, zwłaszcza jeśli samemu nie chce im się go dać - to oboje jesteście siebie warci.
za duzo chce od zycia - ten sarkazm był potrzebny. Wiesz że tym sarkazmem chciałem Ci pomóc potrząsnąc Tobą? nie jestem zawistnym człowiekiem. Pare rzay na tym forum juz pisałem, że potrafie kopnąć leżącego i złamać mu żebro tylk opo to by nim potrząsnąć na tyle żeby spróbował spojrzeć na swoją sprawę z innej perspektywy, by te emocje na tyle nim wstrząsneły, zdenerwowały etc. by może pomyślał inczaej. Właśnie to zrobiłem - byś sobie przemyślała z innego pounktu widzenia. Ale skoro już może są tego początki to powiem Ci więcej - juz bez sarkazmu który wydaje się być obecnie zbędny.
>>>Sama nauczyłaś kochana tego co od niego otrzymałaś - on sie uczył obserwująć, czy tego chciał czy nie. Przyzwyczaiłaś, do zdrada uczyniłaś to normalnością dnia codziennego. Módl się by tego nie przeniósł na swój związek, - właściwei chcą jeszcze może utrzymywać jakeiś kontakty z Tobą - nawet łóżkowe - już jes manifestacją tego - uważasz to za normalne? On juz tak myśli! Ty jesteś po części odpowiedzialna za to. Ty opowiadałaś mu o swoim zyciu, on robi przecież dokładnie to samo<<<
Choleta naprawdę nie widzisz tego? że to wszystko jest odbiciem tego Co robiliście do tej pory? Powiem więcej to, że on akurat mówi, że jemu w jego związku jest ok - ma przyszłość - myślisz że on Cię rani - NIE - on opowiada co u niego , to że są akurat dobre wieści - a Twoje były złe - dla niego to nie jest dla niego istotnee - powie więcej on może nawet nie rozumieć Twoich reakcji !!! dla niego mówienie co jest w jego związku jest takim samym mówienem jak Ty , Wy to robiłyście - dla niego to bez różnicy !!! ON KOMPLETNIE MOŻE NIE ROZUMIEĆ TWOICH REAKCJI. To że na początku nie mówił o poznanje osobie - bał się zachiać wasz związek - ale gdy się wszystko wydało , no cóż, czemu by go nie kontynuować na poprzednich zasadach ---- kurna przecież to jest takie oczywisste. To że akurat teraz Ty odbierasz w sposób krzywdy jaką on Ci wyrządza - wiesz to może być wyłącznie w Twojej głowie. Pozdrawiam i liczę na odpowiedź.
Sam sobie miejscami zaprzeczasz i nie wiem od kogo czekasz na odpowiedź, ale chyba ode mnie. Naprawdę myślisz, że on nie rozumie moich reakcji? Opowiada co u niego? Dla niego to bez różnicy? Pewnie nie wszyscy tak myślą, ale po takich wypowiedziach nikt kto nawet kiedykolwiek był w podobnej sytuacji, po tej lub innej stronie nie wypowie się. Pomimo tego wszystkiego co o mnie powiedziałeś lub powiesz jest duża różnica. A i jeszcze mam sie modlić, żeby on nie przeniósł tego na swój związek - to duży chłopiec. Podobnie jak "za dużo chce od życia" uważam, że to zemsta. I on dobrze wie, co robi.
28 2010-08-23 02:28:29 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-08-23 02:29:54)
Wiecie co, chwilami mnie bawicie swoją świętą inkwizycją i gadaniem o karze, o tym, że wiedział, że nie może zaufać, więc poszedł do innej, a ja mam za swoje.
Jesli obrazisz rozmowce porownaniem do inkwizycji, nie umniejsza to Twojej winy... choc moze latwiej wtedy uspokoic gryzace sumienie, bo z jednej strony ty piekna Helena a z drugiej swieta inkwizycja sprawca mordow na niewinnych.
... rozumiem, jest to mechanizm obronny.
Możecie mnie spalić na stosie, ale pewnie miło Wam się oglądało i wzruszała Was "Mała Moskwa".
... i "Kramer kontra Kramer", i Anna Karenina i inne
Twoja historia tez nas wzrusza, tylko nie chodzi o to by sobie wspolnie poplakac i wyjsc z kina. Mysle, ze chodzi o cos wiecej. Te spotkania, tu na forum, tych anonimowych zdradzonych i anonimowych zdradzajacych to swoista terapia, ktora wielu pomogla.
Nikt nie zaglad tu by znalezc aprobate dla swoich zlych uczynkow. Najczesciej ludzie tu zagladajacy nie widza sie w roli romantycznych bohaterow telenoweli etc. Sa tu bo chca cos zmienic. Posty innych pozwalaja im spojrzec na siebie z perspektywy a wiec z dystansem.
Nie będę się ani usprawiedliwiać, ani kajać.
Nikt nie oczekuje usprawiedliwiania! To nie sad, nie jestes przyparta do muru.
... a masz usprawiedliwienie?... no wlasnie... moze tu problem(?) tak bardzo zajeta jestes soba i usprawiedliwianiem sie przed innymi i soba, ze nie wystarczylo Ci juz energii na spojrzenie uczciwie na siebie sama?
Nie mogę zrozumieć tylko jednego jak szaleńczo zakochany facet, decydujący się na ślub po kilku miesiącach znajomości w dniu ślubu przypomina sobie o swojej kochance i pisze do niej czule, że często o niej mysli, że jest w jego snach, w jego wspomnieniach, jest mu wciąż bliska, no i oczywiście jest baaardzo szczęśliwy. Nikt jeszcze nikogo nie zmusił do miłości i niech będzie szczęśliwy, tylko po co ta defilada? To powoduje, że nie wierzę w to jego szczęście. Szczęśliwi tak nie robią.
Oczywiscie, ze nie jest szczesliwy, z Toba tez nie byl. Wolal tamta niz Ciebie. I choc jestes w jego snach i wspomnieniach to tamta wolal sto razy bardziej niz Ciebie. Ozenil sie z nia i chce miec z nia dzieci...swoje.
A Ty nie musisz zabawiac sie w jego osobistego psychologa i dochodzic dlaczego tak albo inaczej postepuje. To nie jest juz Twoj biznes, zwlaszcza ze osoba najbardziej potrzebujaca pomocy jestes Ty. To sobie powinnas poswiecic najwiecej czasu i mysli. Nad soba powinnas sie zastanawiac. Co Cie pchnelo do takiego zwiazku?
Dlaczego okazalas sie tak slabym ogniwem swojej rodziny? Co z Toba jest nie tak, ze grzezniesz w takich niezdrowych relacjach z mezczyznami?
Toksyny az paruja z Ciebie... Powinnas "nareperowac sie" dla sojego dziecka i dla siebie. Warto, uwierz.
Zacznij od odrzucenia roli wielkiej cierpietnicy milosci, ustawionej przed plonacym stosem inkwizycji. Taka milosc moze jest wspanialym watkiem na fabule filmowa ale jest to"chora milosc".
Masz do wyboru nigdy nie kochac normalnie albo isc na terapie. Twoja decyzja w tej sprawie ma wplyw nie tylko na Twoje losy ale i losy dziecka dla ktorego jestes wzorem do nasladowania... i ono za wszystko zaplaci (wyjasnienie dla milosnikow filmowych romansowi: zaplaci nie dlatego bo to taka moja klatwa inkwizytora tylko, ze taka jest kolej rzeczy)
29 2010-08-23 10:10:55 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-08-23 10:16:48)
Sam sobie miejscami zaprzeczasz i nie wiem od kogo czekasz na odpowiedź, ale chyba ode mnie. Naprawdę myślisz, że on nie rozumie moich reakcji? Opowiada co u niego? Dla niego to bez różnicy? Pewnie nie wszyscy tak myślą, ale po takich wypowiedziach nikt kto nawet kiedykolwiek był w podobnej sytuacji, po tej lub innej stronie nie wypowie się. Pomimo tego wszystkiego co o mnie powiedziałeś lub powiesz jest duża różnica. A i jeszcze mam sie modlić, żeby on nie przeniósł tego na swój związek - to duży chłopiec. Podobnie jak "za dużo chce od życia" uważam, że to zemsta. I on dobrze wie, co robi.
Reprezentujesz egoistyczny punkt widzenia, uważasz że to co sie wydarzyło to jedyni jego wina. Łakniesz ukojenia po tym co przeszłaś, a jemu odmawaisz nawet myśli o tym, że cała ta sytuacja mogła mieć na niego wpływ. Wasze obcownie ze sobą to jego sprawa, gdzie jedyną pokrzywdzoną jesteś Ty, samolubna egoistka. Myślisz tak jabyś uważała, że jak ktoś skończy 18 lat, to jego charakter jest już tak ukształtwoany, że kolejne doświadczenia życiowe nie mają nań wpływu. Tak nie jest. Odmawiasz mu tego, czym sama obecnie się karmisz i czym żyjesz, iż każdy ponosi konsekwencje sowich czynó świadomie lub nieświadomie. Mylisz się, obydwoje z tego związku wynieśliście zły bagaz doświadczeń, złych etycznie i moralnie. I czy chcesz w to wierzyć czy nie, przy Tobie poznał pojęcie usprawiedliwionej zdrady - jesteś tego namacalnym dowodem, przykładem, źródełem wiedzy.
"Mała Moskwa" ma swój urok - romansu - dramatu kina miłości. Ale jak myslisz, co by było gdyby reżyser zamiast skupić się na kochankach, skupiłby się na zdradzonym przez żonę mężczyźnie? Jeśli jeszcze nie zrozumiałaś, to powiem jaśniej, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Niektórzy z nas, w przeciwieństwie do Ciebie, potrafią spojrzeć z innej, szerszej perspektywy. Samo drocznie się z tym, że to, albo co innego, nie miało miejsca, to jedynie gadani, albo próżne chęci. To co Ci się wydaje, że jest albo powinno być, to jest jedynie w Twojej głowie, przyzwyczaj się do tego, że rzeczywistość zwykle jest odmienna od tego, co sobie poukładamy w myślach.
30 2010-08-23 10:58:39 Ostatnio edytowany przez za duzo chce od zycia (2010-08-23 11:17:15)
Dokładnie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. My tłumaczymy siebie chociaz zrobiłysmy coś co wg większości jest wstrętne, na podstawie czego można mówić o nas egoistki, egoiści itp.
Ale czy Ci którzy zostają zdradzeni przypadkiem sami się o to nie proszą....... Czasami jesteśmy z litości z ludźmi, których nie kochamy, bo boimy się że wyrządzimy im jeszcze większą krzywdę odchodząc od nich, niż ich zdradzając.....
Zazdrośc mówisz o jadzie..... z Twoich postów jad wciąż tryska......
I żadna z opinii, która się znajduje nie jest obiektywna ani moja, ani kogolwiek z Was, ponieważ jest oparta na doświadczeniach (totalnie innych).
I nie usprawiedliwiam siebie, bo wiem, że popełniłam błąd, jednak chce wam uzmysłowić, że zdrada nie ma tylko jednego oblicza i nie jedna osoba za nią odpowiada....
To, że przestaje sie kochać zawsze jest trudne dla osoby, która taką wiadomość usłyszy... ale tak się dzieje na świecie, a serce nie sługa...
Doświadczyłam jednego i drugiego... zdradziłam i zostałam zdradzona. Teraz składam kawałki siebie znowu w jedną całość. Jestem "katem" i "ofiarą".
Życie powtarzam nie jest czarno-białe. Nic nie jest takie proste jakby mogło się wydawać... A najłatwiej jest osądzać...
Ciekawe dlaczego ci wszyscy mężczyźni po których płaczą tu kobiety, bo odeszli po jakimś tam czasie często długim nie nauczyli się od nich poświęcenia, miłości, troski, itd.? A zdradza się człowieka, a czarnego, białego, bogatego, zamężnego, żonatego to tylko określniki. Kino weszło do mojego życia, a ludzie chętnie chodzą do kina, czytają powiści na których się wzruszają, identyfikują z bohaterami, marzą o wielkiej miłości, a jak z niego wychodzą po stokroć odmieniają słowo egoistka. Współczujesz mojemu mężowi, współczujesz mojemu kochankowi, gdyby nie ja ich życie byłoby piękne. Znalazłeś kozła ofiarnego! Na stos? Picasso powiedział, że "kobiety są cierpiącymi maszynami", a ta nie chce?
za duzo chce od zycia, z litości zastanów się czy chciałą byś by ktoś z Tobą był z litości i użalania sie nad Tobą? nie przeszkadzało by Ci to, że inny człowiek wyłącznie dla Twojego jetestwa, kaprysu, ułomności, albo jeszcze czego poświcała swoje życie - czas - szczęście z litości.
Osoba która pozostaje z kimś z litości, jest osobą fałszywą. Taka która pozostaje w związku w gruncie rzeczy jest jego hamulec. Ogranicza rozwój związku do tych które sięgają daleko posuniętej litości, a litośc to nie miłość- to właśnie klatka. Bredzisz dziecino tłumacząc sobie siebie jako litościwą. BYcie litościwym, to bycie katem, ale taka listość jednocześnie ograniczająca osobę nad którą się litujemy nie jest za darmo. Zdaj sobie sprawę, że osoba która się lituje zazwyczaj obarczona jest jakąś winą, w tym że się lituje odszukuje dla siebie kary za to co zrobiła. Kobieta, która z litości jest z mężczyzną, jednocześnie zdradzając go, postawi sobie na szali bycie z kimś z litości jako wyrównanie rachunku za to że go zdradza , że myśli o innych, że go zaniedbuje itd.
Bycie z kimś z listości jest po prostu żałosne. Bycie z litości z kimć, to brak szczerości wobec tej osoby, a brak szczerości to kłamstwo, a kłamstwo - cóż sama sobie dopowiedz jak wygląda związek zbudowany na kłamstwie - właściwi, nie musisz spójrz za siebie.
Nie chcę być niemiła, ale życie bohaterami filmów/książek i utożsamianie się z nimi nie jest zdrowe...
Dziękujemy Ci Swięta Inkwizycjo- to Zazdrość- za Twoją opinię. Nie marnuj więcej swojego, cennego czasu i wysiłku na takie kobiety jak ja.
Bosz, o co chodzi Wam z tą inkwizycją?
Wyrażenie swojej opinii to nie inkwizycja.
A tak się składa że w opinii większości osób wypowiadających się wyżej zdrada jest zachowaniem obrzydliwym, perfidnym i niegodnym. Taka jest ocena moralna nie osób zdradzających - a samej zdrady. Nie ludzi, a ich zachowań.
36 2010-08-23 11:48:24 Ostatnio edytowany przez za duzo chce od zycia (2010-08-23 11:51:50)
Dobrze Dunkis teraz fakty- sto razy powtarzałam mężowi, że nie chce z nim być, że chce rozwodu. To jak głową w mur... mówiłam już o tym, gdy jeszcze nie weszłam w to bagno - romans....
Twierdzisz, że pisze bzdury, może i tak. Jednak mój mąż miał też swiadomośc, że jest ktoś drugi i w dalszym ciagu nie chciał sie ze mną rozwieść.
Romans się skończył. Nie chce wchodzić w nic innego. Nie mam tez siły na wyrzucanie męża z domu, albo wyprowadzanie się z własnego domu.
Może użyłam niewłaściwego terminu "litość". Sama nie wiem, ponieważ jestem za bardzo skołowana tym wszystkim.
Dunkis, nie wiem do czego piejesz z tą litością? Uczucie jak każde inne. Poczytaj inne wątki, jak ktoś odchodzi lub chce odejść, czasami porzuceni chcą tą osobę zatrzymać za każdą cenę, bo w myślach jest - potem się ułoży, on/ona zapomni, a potem układa się właśnie tak.
38 2010-08-23 13:41:03 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-08-23 13:45:56)
do: wschodzące sońće pije do tego co napisała, za duzo chce od zycia, pare postów wyżej - jak poczytasz to zrozumiesz (skoro akurat to wymieniła jako przykład to... takie przykłady nie bywają zawsze czysto teoretyczne i oderwane od tego kto to poisze) zatem czytaj troszkę uważniej, bo osoba do której było to kierowane zrozumiała o co biega, ok? A potem nabijaj sobie posty.
do: za duzo chce od zycia - sto razy powtarzałaś i co z tego - on do tego że nie chce ma takie samo prawo jak ty do tego że chcesz, za to nawjyraźniej on bardziej nie chce niż Ty chcesz. To Twoje chcę - jest raczej - może chcę albo nie chce, tak mi się wydaje - skoro tego nie zrealizowałaś, oznacza jedno - chcesz niewystarczająco mocno - o to tak jakbyś nie chciała wcale. Teraz jedynie wygodnie Ci dzięki temu wytłumaczyć sobie romans i tyle. Może warto się zastanowić dlaczego nie chciał się z Tobą rozwieść.. nie masz siły na to czy na tamto, ale to Ty nie masz siły, Ty nie umiesz jej znaleźć, Ty za mało chcesz... TY i tylko od Ciebie to zależy. Co do litości, tak jak wcześniej napisałem, może właśnie użyłaś właściwego słowa to pisząc i w cale się tym nie przejmuj. Może właśnie wyrzuciłaś z siebie to, co tak najbardziej trzyma CIę przy nim - to litość, która odbiera Ci siłę do tego, by zrealizować swoje zamiary - odejśc od męża. Jeżeli akurat to Cię powstrzymuje, to najwyraźniej czas, by sobie to uświadomoić i przyjrzeć się temu. Może właśnie pod wpływem tego "skołowania" wyłoniła się Twoja słabość, którą przed sobą ukrywałaś, albo nie chcesz się z nią pogodzić. Może czas by wygasic te emocje, rozliczyć się. Jeżeli romans był spowodowany tym, że od męża nie otrzymywałaś tego czego oczekiwałaś, to w jakiś sposób Cię usprawiedliwia, wystarczy nawet że tylko przed soba jesteś w jakiś sposó to skompensować. To, że się nad nim litujesz i jesteś z nim, z tego powodu - na to nie ma usprawiedliwienia. Krzywdzisz i jego i siebie w ten sposób.
Wiesz co może teraz mnie zrugasz, ale zaświtała mi pewna myśl - może Twój mąż Cię kocha, zdając sobie sprawę z tego, nie jest w stanie Ci dać tego czego chcesz , pogodził sie z tym, że kogoś tam masz - bo to jest koszt jaki musi ponieść, by być z Tobą - bo CIe kocha na swój sposób i prędzej pogodzi się z tym, że Wasz związek jest . hmmm (trzyosobowy) byle by Cie tylko przy sobie zatrzymać. Może nie umie wyrażać, może nie umie być , może on nie wie jak ---- albo co ... cholera zagalopowałem się chba.
wschodzące sońce napisał/a:Wiecie co, chwilami mnie bawicie swoją świętą inkwizycją i gadaniem o karze, o tym, że wiedział, że nie może zaufać, więc poszedł do innej, a ja mam za swoje.
Jesli obrazisz rozmowce porownaniem do inkwizycji, nie umniejsza to Twojej winy... choc moze latwiej wtedy uspokoic gryzace sumienie, bo z jednej strony ty piekna Helena a z drugiej swieta inkwizycja sprawca mordow na niewinnych.
... rozumiem, jest to mechanizm obronny.
wschodzące sońce napisał/a:Możecie mnie spalić na stosie, ale pewnie miło Wam się oglądało i wzruszała Was "Mała Moskwa".
... i "Kramer kontra Kramer", i Anna Karenina i inne
Twoja historia tez nas wzrusza, tylko nie chodzi o to by sobie wspolnie poplakac i wyjsc z kina. Mysle, ze chodzi o cos wiecej. Te spotkania, tu na forum, tych anonimowych zdradzonych i anonimowych zdradzajacych to swoista terapia, ktora wielu pomogla.
Nikt nie zaglad tu by znalezc aprobate dla swoich zlych uczynkow. Najczesciej ludzie tu zagladajacy nie widza sie w roli romantycznych bohaterow telenoweli etc. Sa tu bo chca cos zmienic. Posty innych pozwalaja im spojrzec na siebie z perspektywy a wiec z dystansem.wschodzące sońce napisał/a:Nie będę się ani usprawiedliwiać, ani kajać.
Nikt nie oczekuje usprawiedliwiania! To nie sad, nie jestes przyparta do muru.
... a masz usprawiedliwienie?... no wlasnie... moze tu problem(?) tak bardzo zajeta jestes soba i usprawiedliwianiem sie przed innymi i soba, ze nie wystarczylo Ci juz energii na spojrzenie uczciwie na siebie sama?wschodzące sońce napisał/a:Nie mogę zrozumieć tylko jednego jak szaleńczo zakochany facet, decydujący się na ślub po kilku miesiącach znajomości w dniu ślubu przypomina sobie o swojej kochance i pisze do niej czule, że często o niej mysli, że jest w jego snach, w jego wspomnieniach, jest mu wciąż bliska, no i oczywiście jest baaardzo szczęśliwy. Nikt jeszcze nikogo nie zmusił do miłości i niech będzie szczęśliwy, tylko po co ta defilada? To powoduje, że nie wierzę w to jego szczęście. Szczęśliwi tak nie robią.
Oczywiscie, ze nie jest szczesliwy, z Toba tez nie byl. Wolal tamta niz Ciebie. I choc jestes w jego snach i wspomnieniach to tamta wolal sto razy bardziej niz Ciebie. Ozenil sie z nia i chce miec z nia dzieci...swoje.
A Ty nie musisz zabawiac sie w jego osobistego psychologa i dochodzic dlaczego tak albo inaczej postepuje. To nie jest juz Twoj biznes, zwlaszcza ze osoba najbardziej potrzebujaca pomocy jestes Ty. To sobie powinnas poswiecic najwiecej czasu i mysli. Nad soba powinnas sie zastanawiac. Co Cie pchnelo do takiego zwiazku?
Dlaczego okazalas sie tak slabym ogniwem swojej rodziny? Co z Toba jest nie tak, ze grzezniesz w takich niezdrowych relacjach z mezczyznami?
Toksyny az paruja z Ciebie... Powinnas "nareperowac sie" dla sojego dziecka i dla siebie. Warto, uwierz.
Zacznij od odrzucenia roli wielkiej cierpietnicy milosci, ustawionej przed plonacym stosem inkwizycji. Taka milosc moze jest wspanialym watkiem na fabule filmowa ale jest to"chora milosc".
Masz do wyboru nigdy nie kochac normalnie albo isc na terapie. Twoja decyzja w tej sprawie ma wplyw nie tylko na Twoje losy ale i losy dziecka dla ktorego jestes wzorem do nasladowania... i ono za wszystko zaplaci (wyjasnienie dla milosnikow filmowych romansowi: zaplaci nie dlatego bo to taka moja klatwa inkwizytora tylko, ze taka jest kolej rzeczy)
Ale jesteś obłudna i zjada Cię złość, gniew, zawsiść, a wchodzenie i radzenie, a właściwie dopieprzanie mi, to Twoja terapia i wyładowanie złości, bo jak napisałaś w innym wątku "Podwójne życie - czy można kochać dwóch.." Twojego męża ciągnie do byłej!!!!
Dziękujemy Ci Swięta Inkwizycjo- to Zazdrość- za Twoją opinię. Nie marnuj więcej swojego, cennego czasu i wysiłku na takie kobiety jak ja.
Nie jestem swieta a juz zapewne nie inkwizycja.... roznie mnie od niej chocby open mind.
i wydaje mi sie, ze to ja chce Ci powiedziec, ze slonce nie krazy wokol ziemi... a Ty swoje, ze na odwrot.
Cale szczescie, ze jestem anonimowa bo bys juz mnie skazala na stos... jak.... Swieta inkwizycja(?) hmm
Nie moze byc tak ze oczekujesz tylko pochlebstw i aprobaty a osoby wypowiadajace tresci dla Ciebie niewygodne sa przezywani i obrazani... no i na niczym sie oczywiscie nie znaja bo zyli w skansenie.
Gdybys choc raz uwaznie przeczytala co do Ciebie ludzie pisza to moze zrozumialabys, ze w tych wypowiedziach jest madrosc, doswiadczenie i chec pomocy Tobie.
Jestes jak zraniona kotka, ktora przycupnela w schowku i wyskakuje z pazurami na kazdego... Rozumiem ten stan ducha wiec wcale nie unosze sie honorem, bo choc nie uwierzysz wiem jak cierpisz... i chce pomoc.
Dokładnie, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Swiatly czlowiek potrafi na siebie spojrzec krytycznie i jesli ma odrobine empati potrafi zobaczyc cos z" innego punktu siedzenia"
My tłumaczymy siebie chociaz zrobiłysmy coś co wg większości jest wstrętne, na podstawie czego można mówić o nas egoistki, egoiści itp.
To co zrobilas jest nie tylko dla wiekszosci wstretne... zdrada i oszustwo powinno byc wstretne dla wszystkich. Wtedy moze bysmy dumnie chodzili po ziemi jako gatunek ludzki.
Nie warto sie tlumaczyc, zwlaszcza na anonimowym forum. Lepiej przysiasc z fajka jak niektorzy
i zastanowic sie dlaczego to zrobilysmy, czego nam brakowalo, co sie dzialo z nasza psychika w tamtym momencie... dla siebie te mysli nie dla innych.. pod ocene.
Ale czy Ci którzy zostają zdradzeni przypadkiem sami się o to nie proszą....... Czasami jesteśmy z litości z ludźmi, których nie kochamy, bo boimy się że wyrządzimy im jeszcze większą krzywdę odchodząc od nich, niż ich zdradzając.....
Bycie z kims z litosci to tez zdrada. Odchodzac wyrzadzamy tylko sobie krzywde a drugie stronie robimy dobra przysluge.
Nikt nie prosi sie o zdrade. To wygodne tak myslec. Ajesli tak myslisz, to czy Twoj kochanek odszedl od Ciebie bo sie o to prosilas?? Sma widzisz, ze to tak nie dziala. Od najwiekszego drania i lobuza mozna odejsc. Nie trzeba sie kalac oszustwem i zdrada
Zazdrośc mówisz o jadzie..... z Twoich postów jad wciąż tryska......
Nie wciaz. Bywa, ze tak.
Bo widzisz czasem trzeba powiedziec cos mocno, zeby kogos przebudzic. A Ty wymagasz przebudzenia. Nie chodzi mi o to bys zrozumiala, ze to co zrobilas jest zle. Ty to sama wiesz, i nie mnie to oceniac. To co ja chce Ci powiedziec nie ma nic wspolnego z ocenianiem Ciebie.
A chce Ci powiedziec: Dziewczyno masz problemy ze zwiazkami mesko damskimi (TAK JAK JA) Nie umiesz sobie z tym pordzic (TAK JAK JA) Przyczyna jest gleboka, wiec nie mozna patrzec powierzchownie (TAK JAK U MNIE). Nie jestem ani lepsza ani gorsza od Ciebie. Rozni nas tylko to, ze ja juz przeszlam baaardzo dluga droge do punktu gdzie jestem teraz. Przeplakalam nie jedna noc, wymiotowalam lazami... Co Ci mam pisac jeszcze...? nie dlatego tak bylo ze bylam zdradzona, tylko dlatego, ze rodzilaam sie na nowo. A porod czlowieka w wieku dojrzalym jest bardzo bolesny (nie moje)
sprobuj poczytac :http://www.kobieceserca.pl/
i pomysl o zbudowaniu sie na nowo...
I żadna z opinii, która się znajduje nie jest obiektywna ani moja, ani kogolwiek z Was, ponieważ jest oparta na doświadczeniach (totalnie innych).
Ciesze sie, ze zauwazylas, ze Twoja tez. Nikt nie pisal, ze jego wypowiedz jest obiektywna. Wszyscy wiedza, ze nawet obiektyw nie jest obiektywny. Piszemy, zebys poznala nasze opinie. To nie jest to odkrywcze, ze wsyscy sa subiektywni.
I nie usprawiedliwiam siebie, bo wiem, że popełniłam błąd, jednak chce wam uzmysłowić, że zdrada nie ma tylko jednego oblicza i nie jedna osoba za nią odpowiada....
Tak za ta zdrade odpowiadasz Ty i Twoj kochanek. Ale przeciez nie chodzi ci o to by znalezc winnego. Czy jak znajdziesz winego to poczujesz sie lepiej?
Odpusc to sobie . Stalo sie i juz. Teraz reorganizacja pogladow i wartosci. Czas dla Ciebie.
To, że przestaje sie kochać zawsze jest trudne dla osoby, która taką wiadomość usłyszy... ale tak się dzieje na świecie, a serce nie sługa...
Dlatego kochanek odszedl, bo serce nie sluga... i rozumiem ze to trudne dla Ciebie. BARDZO ROZUMIEM.
Doświadczyłam jednego i drugiego... zdradziłam i zostałam zdradzona. Teraz składam kawałki siebie znowu w jedną całość. Jestem "katem" i "ofiarą".
Jestes dla siebie za ostra. Nie osadzaj sie tak radykalnie. Nie jestes zadnym katem i nie jestes ofiara. Cierpisz zpowodu straty i prawdopodobnie cierpialas w malzenstwie.
Jedyna szansa na odwrocenie losu jest zajac sie soba jak ja to zrobilam. Zajrzyj na stronke ktora Ci podalam. Mozna tam bezplatnie napisac do psychologa. Samo czytanie duzo daje. Sprobuj. Dobra jest tez ksiazka "Nie zalezy mu na Tobie". Mozna ja przeczytac w internecie. Krotka ![]()
Życie powtarzam nie jest czarno-białe. Nic nie jest takie proste jakby mogło się wydawać... A najłatwiej jest osądzać...
Nie jest czarno biale. Jedyna osoba ktora w tym watku tak widzi jestes Ty sama
Ty ofiara ja inkwizycja, ty cierpisz a ja jadem pluje.... a tak naprawde to sa rozne odcienie szarosci i cala gama kolorystyczna.... A najgorzej ocenilas siebie Ty sama. Przeczytaj wszystkie posty jeszcze raz, moze napij sie dobrego wina i rozluzniona moze zobaczysz te kolory w wypowiedziach moich, Dunkisa, Falki, Tishy i innych. Czytajac miej swiadomosc, ze kazdy ma inne doswiadczenia i patrzy z innego punktu. Wsluchaj sie w ich glosy... to otwiera umysl. Zawalcz o siebie dziewczyno, bo jak teraz nie przystopujesz to obudzisz sie dopiero tak jak ja prawie w podeszlym wieku ![]()
Zycze duzo ciepelka i samych dobrych wibracji. Przykro mi ze niektore moje slowa Cie ranily, ale gdybys miala watpliwosci to jestem po Twojej stronie. Jak kazdy tu. Po to tu jestesmy by sie wspierac albo by dostac kopa w dobrym kierunku.
Ale jesteś obłudna i zjada Cię złość, gniew, zawsiść, a wchodzenie i radzenie, a właściwie dopieprzanie mi, to Twoja terapia i wyładowanie złości, bo jak napisałaś w innym wątku "Podwójne życie - czy można kochać dwóch.." Twojego męża ciągnie do byłej!!!!
Przepraszam ale ja nie jestem zalozycielka watku "Podwojne zycie.... " ![]()
Nie zjada mnie gniew, ani obluda, nie jestem zawistna bo o co? Nie wyladowywije zlosci. To Ty wszystko widzisz na czarno i bialo. I ja mam byc ta zla a ty ta dobra. Ja ta inkwizycja bezduszna, a Ty romantyczna bohaterka tragedii milosnej. A teraz wysililas sie by poczytac moje watki by znalezc moj slaby punkt i mnie zranic. I kto tu jest zlosliwy i kogo cos zalewa?
Nie zranilas mnie. Bo to nie jest moj slaby punkt. Nie mierze swojej wartosci obecnoscia samca przy mnie. Jestem inteligentna, pracowita i zaradna.... Facet przy mnie ma byc jak krol Lew a nie zmanipulowany moimi kompleksami czy charakteropatia samiec trzymany na uwiezi.... Jestem niezalezna osoba i moj partner tez musi byc niezalezny (zwlaszcza od moich kaprysow)
Incydent z moim mezem oraz kopy niektorych forumowiczow daly mi energie do pracy nad soba. Ty tez wykorzystaj ta energie i nie marnuj jej na walke z calym swiatem. Bo nikt tu nie chce z Toba walczyc. Wszyscy tu zagladajacy sa w jakis sposob zranieni przez los i kazdy jest na innym etapie dojrzalosci emocjonalnej.
a co do (nieaktualnego zreszta) ciagniecia mojego meza..... taaa
O i jeszcze masz "spiskową teorię dziejów", nick do Ciebie pasuje, ale jest w konflikcie z obrazkiem serca, lepiej pasowałyby wyszczerzone zęby. I kompletnie nie popracowałaś nad sobą. I do obiektywnego wyrażania opinni jeszcze Ci bardzo daleko.
Wschodzące słońce tak sobie myslę, że nie można się obrażać na opinie innych. Znaczna większość z tych którzy tu trafili to osoby po tzw. "przejściach". Każdy z nas to inna historia. Próbujemy znalęźć rozwiązania sytuacji w jakich jesteśmy, albo wyleczyć się z własnych lęków, słabości, egoizmu. Na pewno jest tak w moim przypadku. Chce znaleźć odpowiedzi na pytania, których sama nie chce sobie zadać. Czasami jest tak, że doskonale wiemy gdzie tkwi błąd ale nie przyznajemy się do tego. Na tym forum uzmysławiamy sobie co zrobiliśmy nie tak, lub jeżeli ktoś wyrządził nam krzywdę, jak sobie z tym poradzić. Opinie innych na nasz temat mają nas zmusić do refleksji nad sobą, bo inaczej nie znajdziemy właściwej drogi.
W moim przypadku to forum, to swoista psychoterapia. Naprawdę. Nie muszę tu udawać jak zwykle silnej, niezłomnej twardzielki, której nic nie rusza....
44 2010-08-24 13:58:01 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-08-24 14:31:19)
O i jeszcze masz "spiskową teorię dziejów", nick do Ciebie pasuje, ale jest w konflikcie z obrazkiem serca, lepiej pasowałyby wyszczerzone zęby. I kompletnie nie popracowałaś nad sobą. I do obiektywnego wyrażania opinni jeszcze Ci bardzo daleko.
Nikt nie jest obiektywny. Ty tez.
Nick sama wybralam.
Serducho do mnie pasuje jak nie wiem co... i moze jeszcze taki maly bialy kotek ![]()
Zęby.... hmmm mam dzieki Bogu jeszcze wszystkie 32 (moj dentysta sie az dziwi)
Pracuje nad soba.
a jak bede juz do konca wypracowana (co z natury rzeczy jest i tak niemozliwe) to i tak nie bede obiektywna. Sama sie wypowiadalas na temat obiektywizmu wiec wiesz to.
Przeczytalam mojego posta do Ciebie. Bylam ciekawa czy byly tam obrazliwe slowa, choc w polowie tak agresywne jak Twoje... i po przemysleniu wiem co Cie zabolalo.
To nie byl zaden osąd czy skazanie. Mysle, ze zabolalo Cie zdanie :
"Przestan zajmowac sie soba..."
oraz moze w innym miejscu, ze "on Cie nie kocha"
... jesli chodzi o mnie, to tez jestem krytyczna w stosunku do swoich uczynkow,( i to bardzo!)
Tez stawialam sie w roli Pieknej Heleny, matki Polki, zony cierpietnicy, Anny Kareniny.... kiedys przychodzi czas by odrzucic te role i przyjrzec sie sobie.
Nigdy nie chcialam Cie skrzywdzic ani obrazic.
Myslalam, ze potrafisz miec dystans do tego co sie stalo a teraz pracujesz nad soba... ale moze za wczesnie :\
a zatem wycofuje sie ze wszystkiego co napisalam i moja odpowiedz brzmi:
to nic, ze zdradzilas meza... to sie zdarza statystycznie co czwartej Polce... wiec normalka Nie przejmuj sie
Jestes wspanialomyslna, ze bylas z nim z litosci. Masz wielkie serce.
a o kochanka walcz! Tak, to ze dzwonil do ciebie przed slubem z inna kobieta oznacza, ze cie kocha tylko nie wie jak to wyrazic. On jej nie kocha tylko ciebie.
Teskni za toba- to dowod. Moze slub bierze z tanta zeby ciebie zranic.... a moze chce Cie pobudzic do dzialania, zebys wbiegla do kosciola czy urzedu stanu cywilnego i walczyla o niego.... wiec walcz
a ja jestem bezduszna inkwizycja co niekompletnie popracowala nad soba. Nie mam serca i serce do mnie nie pasuje bo meza ciagnelo do innej co nie wyszczerzała zebow tylko co innego.... i nie jestem obiektywna!... w tym zdaniu rowniez.