WITAJCIE!!
Co sądzicie o emitowanym swego czasu na antenie tvn programu pt.Superniania?Każdy odcinek zaczynał się od problemu rodzinnego danej rodziny,który to Dorota Zawadzka starała się rozwikłac.Do momentu pobytu niani w domu dzieci chodziły jak w zegarku,a później?efekt był opłakany!!!Jak myślicie,czy my rodzice mamy w sobie tyle cierpliwości,aby konsekwentnie sadzac dziecko na karnym jeżyku,aż zrozumie swój błąd?
Myślę,że każdy,kto staje się odpowiedzialny za druga osobę a zwłaszcza dziecko powinien nauczyć się cierpliwości i konsekwencji w działaniu. a na tym własnie polega większość metod superniani
Jeśli chodzi o sam program to,jak dla mnie, mocno naciągany a i dzieciaki rozpuszczone na maxa przez rodziców(głównie,sadząc po mieszkaniach i otoczeniu,dość zamożnych) co chyba nie tak często się zdarza
....
chollerka, a ja ze swojego doświadczenia pedagogiczno-psychologicznego mogę Cię zapewnić, że takich rodziców jest teraz więcej niż się wydaje ![]()
Co do samych porad Superniani - nie ma w nich niczego, czego nie powtórzy klasyczny psycholog dziecięcy zdesperowanym rodzicom. Tyle, że jest ubrane w konkretne rady z przykładami. Ale tak czy inaczej stoją za nimi konsekwencja i wyznaczanie zasad, czyli coś, co już od dawna jest znane jako zdrowe podejście do wychowania dzieci.
Wyłapuję pewne elementy z porad Superniani, rozpaczam nad kłopotami z wdrożeniem jej metod, czasem stwierdzam, że to wszystko do niczego, czasem, że to takie proste... Samo życie
Ale uważam, że ten program jest potrzebny, jak też inna obecność Doroty Zawadzkiej w mediach. Pozwala większemu gronu rodziców uświadomić sobie znaczenie tych podstawowych reguł, o których pisze yvette - konsekwencji i wyznaczania zasad. Dzięki superniani jakieś światełko w tunelu ma szansę zapalić się tym rodzicom, którzy nigdy nie mieli i nie będą mieć styczności z żadnym psychologiem dziecięcym, pedagogiem ani innym źródłem wiedzy o wychowywaniu dzieci... Zawsze lepsze to, niż nic.
Ja tych,którzy rozpuszczają swe dzieci czy popierają "bezstresowe wychowanie" nie nazywam wcale rodzicami.Dla mnie rodzic to ten,kto zajmuje się dzieckiem pokazując mu co dobre a co złe,uczy zasad panujących w społeczeństwie,itp.Myślę,że wiekszość ludzi pozwala dzieciom na wszystko by mieć tzw "święty spokój" a nie po to by przygotować je do życia. A nawet najlepszy psycholog,tutaj superniania, nie pomoze gdy dorosłemu sie nie chce ![]()
według mnie wszystkich metod nie da się wprowadzić bo przecież każde dziecko jest inne i należy do niego podejść bardzo personalnie. Jedna z metod, które stosuje to wyznaczone stałe miejsce na odbycie kary tj. stanie bądź siedzenie w tzw. kącie - u mnie to jest miejsc koło szafki. Moja Matylda kiedy zaczyna wariować lub zrobi coś czego nie wolno wystarczy, że napomknie jej na temat miejsca kary i momentalnie jest grzeczna ![]()
Nie ukrywam, że raczej tego nie ogladałam (zdarzyło się kilka razy), ale musze rpzyznać, że metoda z jeżykiem jest nawet dobra. Mam w domu małą złośnicę (dziadkowie lubią ją rozpieszczać, młoda prawdopodobnie może mieć adhd a na pewno jest nadpobudliwa), my z anrzeczonym wprowadzamy zasady, dziadkowie łamią... ile razy bywało tak że sadzaliśmy Wikę na karnym stołku w kącie a ta darła się dobrą godzinę zanim się uspokoiła... Po kilku dniach wkońcu dotarło, że na nas nie robi to wrażenia (taa nie robi poza tym, że ani rpacować, ani rozmawiać i głowy nam pękały). Teraz po tego typu karach i nagrodach za dobre sprawowanie w postaci jakiś żelek, lizaków, bajek w tv itp udało się tą złośnicę poskromić. A nie ukrywam, że głoś ma po mnie, donośny, głośny, i nie do złamania... Ale pewne problemy trzeba było rozwiązać inaczej... Kiedy mała robiła wielkie fochy o spanie w swoim pokoju (strasznie się kręci my zresztą też dlatego spanie w 3 + pies nie jest dla nas wygodą), to spisałam z nią umowę, że jeśli wystroimy jej pokój wstążeczkami, balonikami itp to będzie w nim ładnie spać... tego samego dnia poszłyśmy wybrać kolor bibuły i od tego czasu mam święty spokój.. wmiarę ![]()
Ja tych,którzy rozpuszczają swe dzieci czy popierają "bezstresowe wychowanie" nie nazywam wcale rodzicami.Dla mnie rodzic to ten,kto zajmuje się dzieckiem pokazując mu co dobre a co złe,uczy zasad panujących w społeczeństwie,itp.Myślę,że wiekszość ludzi pozwala dzieciom na wszystko by mieć tzw "święty spokój" a nie po to by przygotować je do życia. A nawet najlepszy psycholog,tutaj superniania, nie pomoze gdy dorosłemu sie nie chce
Popieram... jak dla mnie to zwykły za przeproszeniem idiotyzm... dziecko musi znać jakieś granice, zasady itp, bo potem w ogóle nie będzie potrafiło funkcjonować w społeczeństwie... Moi dziadkowie w sumie poniekąd popełniali spory błąd z prawei bezstresowym wychowaniem i uważm, że gdyby nie to, że w międzyczasie życie solidnie mnie kopało w d... to byłabym takim cholernym rozpuszczonym gnojem....