Choroba czy nałóg samotności??? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Choroba czy nałóg samotności???

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 11 ]

Temat: Choroba czy nałóg samotności???

Pierwszy raz w życiu dodaję wątek - i od razu egocentryczny. Posłuchajcie: mam za sobą dziesięć lat - z przerwami - związku, który zaczął się burzliwie, a wygasł jak tania świeczka dwa lata temu. Od tamtej pory wikłałam się w kilka mniej lub bardziej poważnych relacji z mężczyznami... i jedną, wybaczcie, nie z mężczyzną. I niekoniecznie chcę je pamiętać dokładnie. Od pół roku nie dopuszczam do siebie - w sensie emocjonalnym - absolutnie nikogo. I to właśnie sedno - jestem sama i boję się tego, a zarazem czuję perwersyjną przyjemność płynącą z pustki. Czy samotność jest chorobą czy nałogiem? A może rodzajem sztuki samoobrony?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Myślę, że w Twoim przypadku istotą samotności będzie to ostatnie- samoobrona przed światem i kolejnym złym związkiem. Człowiek, który został zraniony zaczyna się bać ponownego zranienia. Człowiek, którego zraniono wielokrotnie zaczyna uciekać od ludzi bojąc się zranienia panicznie. Twoja samotność jest ucieczką od świata, formą stworzenia otoczki, przez którą nie pozwalasz przebić się nikomu kto mógłby zadać kolejny cios. Piszesz, że czujesz z tego przyjemność i boisz się tej samotności. Pozornie dwie niemal skrajne emocje, prawda? I tu zaczyna się Twój problem, bo uciekasz od uczuć, a jednocześnie (tak przypuszczam) bardzo ich pragniesz.

Myślę, że nie powinnaś teraz zamykać się na ludzi, bo przecież nie wszyscy są źli, czasem na złych się po prostu zbyt często trafia. To zrozumiałe, że czujesz się emocjonalnie wypalona, uciekasz od nowego uczucia, wydaje Ci się, że w ten sposób się ochronisz. Ale przecież wciąż tkwi w Tobie silna potrzeba kochania i bycia kochaną. Powinnaś jednak zdać sobie sprawę, że ucieczka nie jest tu dobrym rozwiązaniem, ona tylko maskuje problem, zamiast go rozwiązywać.

3

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Więc? Próbować aż zostaną ze mnie zgliszcza?
Miałam się zawsze za twardą sztukę, ale na pewno nie odporną na cholerne WSZYSTKO.
Ostatnio jest coraz gorzej, rozklejam się nieoczekiwanie dla samej siebie w zupełnie nieodpowiednich momentach. Lecz czy istnieje coś takiego, jak odpowiedni moment?

4

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

judyta33 może faktycznie  potrzebujesz trochę samotności, przerwy od związków i przemyślenia tego czego naprawdę chcesz. Jesteś rozczarowana a szybkie wchodzenie w nową relację z kimś nowym/nieznanym jest trudne... To wynika ze strachu...

Ja jestem w 2 związku. Zaczeło się sypać ostatnio i tez jestem w punkcie,z którego nie wiem jak wyjśc: ratowac czy odejść sad Przed nowym związkiem/osobą jest po prostu strach ...

5

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Nimfo, sama nie wiem, czy się boję. Jeśli już, to chyba odpowiedzialności. Ostatnio...-napisałam o tym w innym wątku.
Rozważam to sobie z różnych stron - samotność to jednak doskonała kryjówka. Nikt nie będzie tam nas szukał.

6

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

To chyba nie do końca strach, tylko.. To bezpieczne, znane, wygodne. Przeciwstawiając bezpieczeństwo własnego kącika emocjonalnego nowym wielkim doznaniom związanym z nowym związkiem... no cóż. Ja zawsze wybieram swoją samotność. Nie umiem zmienić swojego życia. Nie chcę, żeby ktoś właził mi do łazienki. Nie chcę, żeby ktoś wciąż, notorycznie naruszał moją sferę osobistą. Żeby mnie non-stop dotykał.
To nie strach, to coś na kształt: MOJE. NIE WCHODŹ.
Oj tak - można kochać, tylko niech za dwie godziny wyjdzie stąd, bo zacznę z shotgunem warować.
Chcemy, ale na naszych warunkach. Nasza samotność jest nieuczciwa wobec otoczenia.
Związki na tym nie polegają, więc... zrezygnowałaś z nich.

I jedyne co rozkleja - to wizja wieku. 60letnia, samotna kobieta targająca wątłą siatkę na 3 piętro. Sama otwierająca drzwi, sama wpełzająca do pustego mieszkania, robiąca herbatę, stawiająca jedną, samotną szklankę.
To jedyne co wzbudza "strach".

7 Ostatnio edytowany przez nimfa (2010-08-05 17:44:17)

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Ja kochałam naprawdę  tylko 2 facetów z życiu, albo aż dwóch i tak bardzo chciałam z nimi przebywać, że nie było takiej możliwości jak piszesz. Chciałam z nimi spędzać każdą niemal chwilę. Z tym drugim facetem to nawet kłóciliśmy sie bezustannie o to, ze nie mozemy sie spotkać, co bylo spowodowane masą zajęć jego i moich...
Z pozostałymi to bywało tak jak piszesz - tylko chciałam żeby sobie poszli, wiec chodzi jednak o to by trafić na odpowiednia osobę.

Pixy bo ja wiem, ze starosć wzbudza taki strach. Na starość to i tak wszystko będzie nam jedno...czy bedziemy same stawiać szklankę, czy będziemy samotne stare panny czy wdowy albo w domu starców. Co to ma za znaczenie. Na starosć bedziemy prawdopodobnei zobojętniałe.
Ja teraz bym chciała życ, pokochac się, bawić, przyjaźnić z kimś fajnym (mezczyznom).

Samotność teraz nie jest wcale fajna...

8

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Wychodzi na to, że samotność to stan absolutnej konentracji na samym sobie. No, nie wiem.

A "trafić na odpowiednią osobę" - to oczywiście samo sedno. Więc - nie jesteśmy samotni, tylko zagubieni.

Opowiem Wam coś, co ostatnio wciąż kojarzy mi się ze słowem "samotność".
To było jakieś dwa lata temu, też latem. Stałam przed cukiernią, zastanawiając się, czy wejść. I wtedy poczułam czyjeś spojrzenie. Odwróciłam się. Chodnikiem maszerowała grupa dzieci/dorosłych ze szkoły specjalnej. Wiecie - puste, roazanielone lub zadziwione twarze, nezgrabne ciała. Szli w milczeniu i patrzyli na mnie, czy wystawę, którą miałam za sobą. A ja patrzyłam na nich.
I kiedy pochód się skończył, zaczęłam płakać.
Ale wtedy już nikt nie zwracał na mnie uwagi.

9

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Oj ja tez kochałam tak, ze chciałam zmienić swoje życie w dotykalne. Niestety bez wzajemności, czy raczej z wzajemnościa obłudną, chwilową i czerpiącą.
Nie udało się? Wracam na stare, znane śmieci. smile

10

Odp: Choroba czy nałóg samotności???

Witam szanowne Panie !
Po przeczytaniu waszych spostrzeżeń i opinii stwierdzam, że mój problem polega na nałogu samotności albo kryzysu wieku  średniego - kobieta35, ale czy ze mną jest wszysko ok? nie wiem.
Od 4 lat jestem rozwiedziona. Mieszkam z dwojgiem nastolatków (13 i 15) w mieszkaniu, które kupiłam sama po rozwodzie. Postanowiłam, że kupię nowe, własne M, urządzę tak jak chcę, stworzę dzieciom lepsze warunki i osiągnęłam cel. Mam wymarzone M.
Oprócz tego mam powodzenie u mężczyzn, chociaż oni się mnie boją. Usłyszałam od jednego z panów, że takich Zosi Samosi to oni nie lubią, bo czuję się wtedy niedowartościowani, ale ja przecież właśnie chcę, żeby ten "książe" się dowartościował i ułatwił mi trochę życie ! We dwoje jest przecież lżej, przyjemniej, prościej !
I .. uwaga - z jednej strony chcę kochać i być kochaną i żyć w związku partnerskim, z drugiej jest mi dobrze z moją samotnością, bo ...sama sobie wszystko zaplanuję, sama zrobię i  jest ok, ale nie do końca...
I kiedy pojawia się ktoś intgeresujący, to na początku jest euforia, uniesienie, pragnienie i pożądanie, a po 2-3 m-cach to ja natychmiast zauważam same jego wady, zalety są gdzieś w tle i wkurza mnie kiedy dezorganizuje mi czas, zabiera mi mój czas wolny, nie mam kiedy nawet pomalować paznokci lub wysuszyć włosów, posprzątać, ugotować, wyjść z koleżanką do kina itp itp
Z  drugiej strony kiedy wracam po pracy zmęczona i padnięta to marzy mi się ktoś bliski, ktoś kto przytuli, zrobi herbatkę, naleje wina itd itd i jest fajnie do rana, a rano - już mnie nosi, bo to, bo tamto trzeba zrobić, a on sobie siedzi - czas leci, obowiązki wzywają i wszystko nabiera innych barw.
Pan zaproponował, że pójdziemy razem po zakupy (zwykłe artykuły spożywcze na wspólny weekend) i idzie obok mnie jak narcyz a ja trzymam koszyk. Czy to normalne? No rozumiem kiedy na co dzień dziwgam zakupy sama, bo jestem sama, ale skoro już razem idziemy do sklepu to mógłby mnie odciążyć. Czy nie mam racji? Czy ja przesadzam czy on "burak"?
Albo ja jestem wyvczulona albo ten pan jest "zwichnięty".
Idziemy razem na obiad do restauracji. Pan płaci za nas dwojga. Przy następnej okazji mówi mi, że mogłam chociaż zapytać o formę zapłaty tzn poczuć się. Nie zrozumiałam sad Jeśli mam sama za siebie zapłacić to nie jest to randtka tylko służbowe spotkanie. Każdy za siebie i do domku - dobranoc.
Oczywiście na kolejne spotkanie poszłam, ale zapytałam czy mam za siebie zapłacić. Dla mnie to jest chore. Jakieś "I kto to mówi" - ha,ha - kiedy kobieta płaciła za taxi, kino, kolację, a łysy z filmu głupa palił.
Czy ze mną jest coś nie tak? Czy dla tego pana szkoda czasu?

Posty [ 11 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Choroba czy nałóg samotności???

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024