Mój problem polega na tym,że moja mama ma genetycznie chorą wątrobę. Jakies 5 miesięcy temu zrobiła sobie wyniki (krew).Okazały się tragicznie.. Wszystko przekraczało możliwą skale.. Jak lekarz zobaczył te wyniki,to był w szoku.Sam nie wiedział co robić.. Dostała skierowanie do szpitala,do którego się nie dostała. Wypisali jej bardzo silne leki na wątrobę.. brała je przez ok miesiąc, po czym ponownie zrobiła wyniki . Troszkę się poprawiło,ale i tak było bardzo źle.. Któregos razu wyszła na miasto i straciła przytomność. Ludzie dzwoniący na pogotowie usłyszeli tylko,że jest "za młoda" żeby mogli przyjechać..No nic.. brała leki dalej.. Moja mama jest alkoholiczką. Przez długi czas nie piła. Jednak ostatnio ma bardzo duże problemy. Mąż (mój ojczym) tyran, ciągłe wyzwiska,groźby itd.. I znowu się zaczeło.Duży brzuch od wątroby, cieniutkie rączki i nogi,opuchnięta, odstawiła leki,nic nie je.. w dodatku w nerwach sięga po coraz to większe ilości alkoholu.. Próbowałam z nią rozmawiać,próbowałam juz wszystkiego..Kończyło sie na obietnicach..I nic.. Boje się że stracę mamę,nie wiem już co robić, jestem załamana... Przecież na siłę jej do lekarza nie wyciągne,bo się nawet nie da..Jak tylko wyjdzie gdzieś na miasto to mówi że jej słabo.. Pomocy, czuje się bezsilna.. ![]()
1 2013-10-23 22:51:05 Ostatnio edytowany przez jestciezko (2013-10-23 22:51:52)
To cholernie trudne, patrzeć jak bliskiej osobie wali się na głowę życie, ale po własnych doświadczeniach z ojcem alkoholikiem, wiem że nic innego nie możesz zrobić. Twoja mama sama musi się ocknąć, zawalczyć o swoje zdrowie, wystawić gnojowi tobołek za drzwi, i zadbać o swoją przyszłość. Ty ją możesz oczywiście w tym wszystkim wspierać, lecz ona sama najpierw musi wykazać dobrą wolę, i zrobić pierwszy krok ku lepszemu.
Witaj.
Bardzo Ci współczuję tak trudnej sytuacji. Trochę wiem jak jest, gdy bliska osoba sama siebie krzywdzi (a nas przy okazji)... Z tym, że w mojej rodzinie dotyczyło to trochę innej choroby i innego problemu, więc nie będę tu teraz tego opisywać.
Zastanawiałam się tylko, czy Twoja mama nie dałaby się namówić na odwyk? Bo jeśli znowu zaczęla pić i to coraz więcej, jak mówisz... Na takim oddziale odwykowym potrafiliby się chyba nią zająć lepiej, niż ona sama to robi w domowych warunkach. Przynajmniej by jadła, no i pilnowaliby ją pewnie też, żeby leki zażywała... Może na taki odwyk jest łatwiej się dostać, niż na inny oddział szpitalny (chodzi mi o to, że jak mówisz, nie przyjęli jej z wątrobą do szpitala, co tak nota bene też samo w sobie jest smutne, w jakim kraju nam przyszło żyć...) Chociaż nie znam się na zasadach przyjęć na poszczególne oddziały, więc nie wiem czy mój pomysł nie jest chybiony, w każdym razie tak mi do głowy przyszlo, że mogłabyś spróbować właśnie z tym oddziałem odwykowym. A wydaje mi się, że jakby mama tam trochę posiedziała, to nawet to "trochę" byłoby i tak dobre dla niej i dla jej zdrowia... Nawet też to jakiś odpoczynek od złego traktowania ze strony męża i możliwość zebrania w spokoju myśli, gdzie będzie miała trochę czasu z dala od swoich problemów. Nie zaszkodziłoby też, gdyby chodziła do psychologa, bo inaczej będzie jej bardzo ciężko nie pić, bo problemy jej wrócą po wyjściu z odwyku, a ona dalej nie będzie umiała sobie z nimi radzić inaczej, niż przez zapijanie ich... A najlepiej to gdyby się zapisała do AA. Tam ludzie są z takimi samymi problemami i spotykają się długoterminowo, nie jest to tylko takie doraźne rozwiązanie jak z tym odwykiem (no tak, ale przestać pić też musi, czyli odwyk to bym powiedziała - 1 etap, a drugi etap to zapisanie sie do AA).
Poza tym czy rozmawiałaś z nią o relacjach z Twoim ojczymem? Czy nie byłoby jej łatwiej wyjść z nałogu, gdyby z tym panem się pożegnała? Może ma jakieś opory, nie wiem, np. sprawy mieszkaniowe, czy finansowe...? Jeśli tak by było, to warto jej może uświadomić, że wazniejsze jest zdrowie i godne życie, i że może np. gdzieś wynająć to nie będzie tak wygodnie, ale za to spokój od wyzwisk i lepszy klimat dla was ogółem... Niech mama pomyśli o tym, uświadom jej też, że zauważyłaś związek zachowania ojczyma z jej powrotem do picia i jak ona sobie to w ogóle wyobraża dalej w takiej atmosferze mieszkać... Nie szkoda jej tego okresu, gdy nie piła - tyle starania i trudu w to włożyła, a teraz pozwala sobie to odebrać? Co jest dla niej takie ważne, że dla tego oddaje swoje zdrowie? Zapytaj ją, bo może ona nad tym nie myślała, może brała to za coś, co po prostu samo sie stalo. Może nie uświadamia sobie ona, że przecież zawsze mamy jakiś wybór w życiu. Może musiałaby z czegoś zrezygnować (pewnie tak) ale zyskałaby coś innego. Nie znam tutaj waszej sytuacji, więc nie mogę tak za dużo "gdybać" i się domyślać, ale podejrzewam, że to jakieś obawy Twoją mamę trzymają przy tym panu. Nie wiem tylko jakie, bo może chodzic o coś zupełnie innego, np. ona może bać się życia bez mężczyzny, więc woli nawet byle jakiego, byle był, a może ją zauroczył w jakiś sposób i ona teraz sobie wmawia, że on sie zmieni, no na prawdę tutaj ciężko mi jest "gdybać", bo nie znam tej sytuacji, ale jeśli Ty coś takiego zauważyłaś, to też chyba warato żebyś z nią o tym porozmawiala. Bo czasem czlowiek oczywistych rzeczy nie zauważa. Ja w każdym razie myślę, że dobrze dla niej by było, gdyby jednak zdecydowała się odejść od tego mężczyzny. A Ty jeśli widzisz jakiekolwiek argumenty, które mogłyby ją ewentualnie przekonać, to się nie wahaj z nią o tym rozmawiac.
Życzę Ci dużo siły i oby było lepiej. Pamiętaj jednak w tym wszystkim też o sobie, o swojej przyszłości, bo niestety ale czasem tak w życiu jest, że mimo najlepszych chęci, nie do końca mamy wpływ na to, co robią inne osoby i jak inni się zachowają. W przypadku osób z takim poważnym problemem, jak ma Twoja mama, to już szczególnie. Oczywiście próbować możesz, rozmawiac z nią, przekonywać - przynajmniej do siebie nie będziesz miała żalu, że nie próbowałaś, nie rozmawiałaś - no ale w pewnym momencie trzeba zrozumieć, że zrobiło się już tyle, ile można było zrobić, a reszta już należy do tej drugiej osoby. Np. jeśli ktoś się uprze, że nie chce się leczyć, to się na siłe tej osoby nie zmusi. Więc Ty dobrze robisz, że mamie pewne tematy "wałkujesz", że starasz się -ona dzięki temu wie, że Ty się o nia martwisz, ale nie miej do siebie żalu, że ona nie chce słuchać, bo to już od Ciebie nie zależy czy ona posłucha, czy nie. Ty możesz tylko rozmawiać, to jest "twoja działka", a mamy działka to żeby walczyć o siebie. Ty za nią życia nie przeżyjesz, możesz jedynie pracować na "swoim terenie", a nie tam, gdzie to ona powinna zadziałać. To dorosła kobieta i tak po prawdzie to ona powinna Tobie matkować, a nie Ty jej. Myślę, że Ty dla niej zrobiłaś i tak dużo, a jeśli więcej się nie da, to już na prawdę nie jest Twoja wina. Czasem tak po prostu jest i nie pozostaje nam nic, jak spróbować się z tym pogodzić... Myślę, że warto z nią rozmawiać mimo wszystko, niech wie, że nie jest Ci obojętna. Po prostu chodziło mi o to, że musisz myśleć też o sobie, bo Ty jesteś młoda i warto abyś o swojej przyszłości też myślała. Niestety, ale mama może kiedyś odejść, jest to b. przykre, ale trzeba się zmierzyć z faktami. Obyś próbując ratować ją, nie zatraciła samej siebie. Jeśli matka nie jest dla Ciebie podporą (a trudno aby była, skoro nawet o siebie nie umie sie zatroszczyć) to musisz być taką podporą i taką "dobrą matką" sama dla siebie, znaleźć po prostu tą siłę w sobie. Jesteś tego warta, bo każdy z nas jest wart szczęścia, każdy jest unikalny i ma jakieś swoje wspaniałe zalety (no może za wyjątkiem psychopatów, bo to zło wcielone, no ale to może jakiś 1% ludzi, więc pozwoliłam sobie troche uogólnić;-) Doceń też siebie i nie zapomnij w tym wszystkim o sobie. W Twoim poście widzę wiele troski o mamę i to pięknie o Tobie świadczy. Na pewno jesteś wartościową dziewczyną, skoro tak się umiesz troszczyć o kogoś.
Życzę Ci jeszcze raz siły i pozdrawiam serdecznie :-)