PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WIECZÓR PANIEŃSKI, ŚLUB, WESELE » PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

Temat: PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

Ostatnio obchodziliśmy z mężem 5 rocznicę ślubu, oglądałam przy tej okazji nagranie z tej uroczystości i zastanawiam nad słowami przysięgi małżeńskiej, a konkretnie nad fragmentem: "i nie opuszczę Cię aż do smierci". Jak Wy to rozumiecie? O czyjej śmierci Wy wtedy myslicie? Bo ja miałam na myśli swoją, tzn że nie opuszczę męża tak długo jak będę żyć, nawet jeśli on umarłby pierwszy, to nigdy nie zwiążę się z nikim innym, nie ułożę sobie życia na nowo, będę żyć w miłości  do niego i w wierności jemu do końca swoich dni.
Wiem, że są ludzie, i kościół im tego nie zabrania, którzy jeśli zostają wdową/wdowcem pobierają się ponownie  żyjąc z kimś innym. Jak Wy do tego podchodzicie?
Wiem, że gdy ludzie się pobierają to nie rozważają takich rzeczy, chcą razem żyć, zakładają że się razem zestarzeją, nie myślą o śmierci i o tym co zrobią jeśli ewentualnie zostaną sami. Chciałabym jednak zapytać Was, którzy macie zamiar się pobrać, albo jesteście już małżonkami, jakie jest Wasze podejście? Czyją śmierć macie na myśli mówiąc: I nie opuszczę Cię aż do śmierci...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

Ja zawsze odbierałam to jako "nie opuszczę cię aż do (TWOJEJ) śmierci".

Kiedyś rozmawiałam o tym z narzeczonym i obydwoje zgadzamy się, że gdyby (nie daj Boże) któreś by umarło będąc młodym i druga strona spotkałaby kogoś, z kim mogłaby się znów związać, to jak najbardziej jesteśmy na powtórny ożenek. Obydwoje pragniemy swego szczęścia.
Nawet gdyby mnie już nie było na tym świecie, to wolałabym żeby mimo wszystko cieszył się życiem i znalazł nową miłość, niż by przez do końca życia rozpaczał za mną.

3

Odp: PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

My z mężem też oczywiście pragniemy swojego wzajemnego szczęscia, mąż chciałby widzieć mnie zawsze szczęsliwą, tak samo i ja niczego mu nie bronię, jeśli umrę a on się zakocha ponownie, może się ożenić.... Mój ukochany też nie stawia mi w tej kwestii żadnych warunków ani oczekiwań.  Przysięga złożona przeze mnie w takim rozumieniu jak to opisalam w pierwszym poście dotyczy tylko mnie, obowiązuje tylko mnie i nie oczekuję tego samego od męża.  Ja przysięgam za siebie, każdy przecież mówi za siebie i sam jest odpowiedzialny za dotrzymanie obietnicy. Ja słowa przysięgi odbieram tak jak opisałam, tak czuję i to chcę obiecać ukochanemu.
Ja poprostu tak kocham swojego męża, tak jestem pewna że i tak nikogo innego nie pokocham czy to za jego życia czy też po jego śmierci, że mogę śmiało mu przysiąc że nie opuszczę go aż do MOJEJ własnej śmierci. Nie wiąże się to z jakimś wyrzeczeniem z mojej strony, bo wiem że nie będzie w moim życiu takiej sytuacji, że (nie daj Boże) po jego ewentualnej śmierci nie będę mogła byc szczęśliwa, bo będę chciała byc z kimś innym, a moja przysięga będzie mi to uniemożliwiała. Nie ma takiej opcji bym zakochała sie ponownie. Nie związę się z nikim ani ze strachu przed samotnością, ani z potrzeby bliskości ani tym bardziej z miłości bo takową nikogo innego juz nie obdarzę. Kocham i będę juz zawsze kochać tylko mojego męża. Gdyby coś się mu stało, tęskniłabym tylko za nim i brakowałoby mi nie kogokolwiek do miłości, ale konkretnie jego. A nie ma drugiego takiego człowieka, który by wyglądał jak on, miał jego wyjątkowy niepowtarzalny zapach, jego piekny głos, by dotykał tak jak on itd. Dlatego jeśli miałabym byc nieszczęsliwa zostając sama na tym świecie, to dlatego że jego nie byłoby u mojego boku, a nie dlatego że chciałabym pofiglowac z nowym facetem, ale nie mogę bo przysięgałam dozgonną wiernośc.. Nawet jeśli będę czuła sie bardzo bardzo samotna, serce będzie tęsknic i pragnąc nadal tylko tego jedynego...
Wiem, że są ludzie, którzy krótko po śmierci swojego współmałżonka mają kogoś nowego, ale to chyba jedynie wtedy, gdy nie kochali naprawdę swojej pierwszej żony/męża. Jeśli trafia się w życiu prawdziwa miłośc, jeśli wiesz że to Twoja połowka, nie dopuszczasz wogóle myśli o związaniu się z kimś innym, bo serce się poprostu buntuje. Mój mąż jest dla mnie tym jednym jedynym, do końca MOICH dni.

4

Odp: PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

Na dzień dzisiejszy mi także wydaje się, że nie byłabym w stanie żadnego innego mężczyzny pokochać. Ale nie wiem co będzie za X lat. Gdy zostanę sama może być różnie i może być tak, że pojawi się jakiś mężczyzna dla którego mocniej zabije mi serce, które będzie spragnione drugiego człowieka... Dlatego jestem ostrożna i nie mówię, że NIGDY nie zakocham się już w nikim innym. Póki mój ukochany żyje, to nie chcę i nie pragnę nikogo innego. Ale nie wiem jak będzie gdy jego zabraknie.

karola, jeżeli Ty tak czujesz, to ok. Masz do tego prawo.

5

Odp: PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

Jasne, każdy czuje inaczej.... nie uważam że Twoja postawa jest zła, nie potępiam tego i rozumiem że możesz czuc w ten sposób. Nie oceniam negatywnie Twego założenia, że mogłabys się zakochać... Jeśli zostałabyś kiedyś sama (czego oczywiście nie życzę), nawet jeśli będziesz miała serce spragnione drugiego człowieka, to wydaje mi się, że będzie to serce tęskniące i spragnione jednak męza a nie kogoś kto zapokoi braki emocjonalne czy fizyczne spowodowane utratą konkretnie ukochanej osoby. Nikt zreszta nie będzie Ci tego w stanie zaspokoić.... Ja poprostu nie potrafię sobie tego wyobrazić czy uzmysłowić.  Ale to moja konstrukcja psychiczna, Ty możesz przecież odbierać wszystko inaczej.
Nie powinno się mówić "nigdy", to prawda. I ja też nie wiem co będzie za X lat. Ale jestem pewna swoich uczuć i wydaje mi się, że gdybym zakładała że z potrzeby bliskosci, z powodu serca spragnionego drugiego człowieka mogłabym się zakochać w kimś innym, to nie musiałabym czekać na śmierc męża. Wystarczyłby kryzys małżeński, wystarczyłoby choćby chwilowe rozluźnienie więzi partnerskich, czy osłabienie relacji małżeńskich i już z potrzeby bliskości, z powodu osamotnienia mogłabym się zakochać? No jednak nie... Czasem zdarzają się w małżeństwie kłótnie, czasem się wydaje że ciche dni nigdy nie miną, że sytuacja jest bez wyjścia, że nic tylko się rozstać...człowiek wtedy tak bardzo pragnie się przytulić, ukoić nerwy, poczuć blisko drugą osobę, poczuć się kochanym, nadal atrakcyjnym, wartościowym... Można szukać wtedy dowartościowania i akceptacji u innych, ale w moim przypadku to nie działa sad Mi musi mąż powiedzieć że jestem dla niego piękna, mądra i cudowna, bo jeśli zamiast męża powie mi to choćby10 innych facetów, to i tak nie ma to dla mnie znaczenia, wcale mnie to nie pociesza i nie satysfakcjonuje. Taka jakaś chyba dziwna jestem.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WIECZÓR PANIEŃSKI, ŚLUB, WESELE » PRZYSIĘGA MAŁŻEŃSKA - JAK TO ROZUMIECIE?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024